-
Postów
2 760 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Jotes
-
Nie potrzebnie, bo są dobre, a że mają tak drobny feler, to i cóż? Można sobie z tym poradzić, receptę dałem. A skoro są tanie i dobre, to chyba najważniejsze, czym kierujemy się przy zakupie - w zależności od zasobności portfela.
-
Teraz tylko mi wypada zapytać - A nie mówiłem? Pisałem już kilkakrotnie, co należy zrobić z nowym woblerem Jaxona...
-
... i poprowadzić z każdego kołowrotka, bo to są przynęty bezsterowe, nie stawiające oporu w wodzie. Alek, a nie lepiej jakiś sprawdzony w boju przez wielu użytkowników, kołowrotek z dwoma szpulami w komplecie? A mam na myśli coś od Penna, bo jest sprawdzony, jest odporny na słoną wodę i ma mocną, solidną konstrukcję. Oczywiście, Twoja kasa i Twój wybór. Co prawda i ja w tym roku kupiłem sobie nowość na ten sezon (kołowrotek za 500+), który nie miał jeszcze żadnych opinii i nikt go nawet nie znał. Na szczęście, ja trafiłem bardzo dobry wyrób i jestem megazadowolony. Być może i Ty byłbyś zadowolony z tego Browninga, ale to jest loteria, strzał w ciemno.
-
Alek, co tu dużo gadać! Ja wciąż mam sprawny kołowrotek DAM Quick MDS 5.5:1, bo też jest na ślimaku. Ja o swój dbałem, raz na rok smarowałem i dlatego jest nadal sprawny. Jeśli zadbasz o niego, to będziesz miał pociechę.
-
Eee no, teraz jest zdecydowanie lepiej, bo dwa gongi "wypłacają".
-
Wklejanka czy zwykły spinning?
Jotes odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Na oko, ale z wyobraźnią. -
Wklejanka czy zwykły spinning?
Jotes odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Marcin, metoda warszawska, polega na tym, że przynęta musi być mocno przeciążona, gdyż wlecze się ją po dnie, podciągając jedynie ruchami kija. I podciąga się nie do góry, tylko w bok, żeby nie odrywać przynęty od dna. Metoda śląska, to najzwyklejsze podbijanie przynęty kijem, na jedno lub dwa podbicia. Metoda tomaszowska, to podrywanie przynęty z dna dwoma lub trzema obrotami korbki kołowrotka. By uniknąć przeciążenia blanku, należy rzuty wykonywać płynnie, bez szarpania. -
Jaki spining na Okonia
Jotes odpowiedział Michał Legięc wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
A zatem, niech Ci służy! -
O sztywności kija mówi jego akcja, a cw o mocy blanku. Gdyby rozważać ten konkretny cw pod kątem spinningu, to kijek z takim cw byłby dedykowany jako szczupakowo - trociowy, czyli bardzo mocny, choć nie najmocniejszy. W przypadku zalinkowanych przeze mnie odległościówek, nie bez powodu nawet w nazwie znajdziesz ich przeznaczenie do połowu właśnie karpi.
-
Być może ja się nie znam, być może jeszcze nie wszystko w życiu przeczytałem, ale co w takim razie z odległościówkami przeznaczonymi właśnie do połowu kapii? A wybór jest bardzo, bardzo szeroki od 5-20 g, aż po 20-60 g. I pewnie więcej...
-
Jaki spining na Okonia
Jotes odpowiedział Michał Legięc wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Zadałeś mi ćwieka! Obydwa Dragony mam, obydwa są godne uwagi, z obydwu jestem bardzo zadowolony i na obydwa fajnie mi się łowi. Seria Millenium, to już dość leciwa seria i wychodzi już z obiegu, choć jak widzisz po moim wpisie, jest bardzo udaną serią. Express Jig ma bardziej nowoczesny wygląd, a poprzez dzieloną rękojeść jest nieco odchudzony. Którykolwiek z tych dwóch wybierzesz, będziesz zadowolony. -
Wklejanka czy zwykły spinning?
Jotes odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Jeśli za lekką wklejankę uważać kijek z wklejaną szczytówką o cw do 20 g, a nawet do 25 g, bo o takich napisałem powyżej. Chyba się nie zrozumieliśmy, ale upierał się nie będę. Widocznie się nie znam... -
Wklejanka czy zwykły spinning?
Jotes odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Alek, bo nie łowiłeś nigdy metodą warszawską. Ja gościłem u siebie specjalistę od sandaczy z Wawy i nie mogłem wyjść z podziwu. Łowił właśnie metodą warszawską, na wklejkę do 18 g, a główkę do gumy miał 20 g (plus ciężar gumy). I fenomenalnie mu to wszystko współgrało, aż miło było popatrzeć. A żeby było śmieszniej, to on łowił dokładnie taką samą wklejanką, jaką ja w tym samym czasie próbowałem coś złowić na boczny trok - Konger Tiger Spin UL 3-18 g, 270 m. A wklejanka do wirówek nr 4 i 5, służyła mi zawsze na wszelkich zawodach spinningowych. I nie chwaląc się, trochę "wazonów" (pucharów) udało się zgromadzić w mojej kolekcji. A, że zdania mamy inne? No przecież na tym polega dyskusja, każdy z adwersarzy zabiera głoś na podstawie własnych doświadczeń. -
Wklejanka czy zwykły spinning?
Jotes odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Raczej to praca przynęty wpływa bardzo korzystnie na pracę szczytówki. I o to chodzi! Ja już od wielu lat stosuję do wirówek nr 4-5 wklejankę do 20 g i jestem mega zadowolony z takiego połączenia, delikatności szczytówki pokazującej natychmiast pracę przynęty, każde skubnięcie ryby (wiem kiedy okoń skubnął w skrzydełko wirówki!), czuję każde najmniejsze zaburzenie pracy obrotówki, wyczuję każde źdźbło trawki na kotwicy, etc. Nie mam też najmniejszych problemów ze skutecznym zacięciem. Ale... Mam też i drugą wklejankę Dragon Millenium HD Power Jig 2,4 m cw 5-25 g i ten kijek służy mi jako uniwersalny: do jigowania, do trollingowania, do wirówek, etc. Wlejanka pięknie pokazuje pracę przynęty i wszelkie jej zaburzenia, a blank poniżej wklejki ma ogromny potencjał, do solidnego zacięcia, a nawet do holowania dorodnych mamusiek. Podsumowując: wklejanka do wirówek jest OK! -
W Rawie nie łowię. Ogólnie, to jeszcze w ZS można sobie połowić. Miedzna zdewastowana, Kotliny zdewastowane, Spała i Bugaj to samo. A do Cieszanowic i do Rawy nie chce się drzeć ponad 30 km. Zresztą, w Rawie to były kiedyś ryby, bo zarybiali ją, żeby Wałęsa mógł kija pomoczyć, ale to lata świetlne temu. A i zbiornik w Skierniewicach nie przypadł mi do gustu. Na zalew w Drzewicy mam jeszcze dalej, więc sam rozumiesz - nie chce się. Jako odskocznię, mam taki mały i cichy zalew w lesie, w Lesisku. Niby są tam i grube karasie i liny, ale olewają mnie, jedynie połowiłem tam płoci, wzdręg i okonków. Jednak już samo to, że coś się dzieje tam za każdym razem, już mnie bardzo cieszy i jest wystarczające.
-
Jam Ci jest z TM (nie chwaląc się!).
-
Jonasz, tak i ja montowałem zestaw, ale z tym zarzucaniem było różnie, szczególnie pod wiatr. Tutaj niestety, mamy zawsze pod wiatr. I teraz uwaga: jeśli, jak już napisałem Ci powyżej, ciężarek i ten przypon w fluorocarbonu mam wielokrotnego użycia, to który jest szybszy w montażu? Stoper, adapter, ciężarek, wiązanie przyponu fluoro, na krętlik przypon z haczykiem i jeszcze tylko błyskawicznie wciągam w rurkę amortyzator i gotowe. Ba! Ja i ten amortyzator mogę pominąć i zamiast niego, zastopować ciężarek śruciną. Nie muszę się pierniczyć ze śrucinowymi koralikami i cyrklować, ile mam ich dokładnie założyć. Te koraliki są najbardziej pracochłonne i pożerają czas. Doważające i sygnalizacyjną mam cały czas na fluoro zaciśnięte, ale nawet, gdybym miał je dołożyć, to to są tylko dwie lub trzy śrucinki, a nie korale. I dlatego przeszedłem na belgijską odmianę. Spróbowałbym jeszcze niemieckiej, ale u nas nie uświadczysz tych ich elementów do zmontowania, a zwłaszcza tych ich ciężarków z otworem na stoper.
-
Dzięki Jonaszu. A wszyscy powiadają, że brytyjski jest bardziej skomplikowany. Ja właściwie widzę tutaj same uproszczenia, ale oczywiście jeszcze wszystkiego nie doświadczyłem osobiście, więc mogę się mylić. Ciężarek? Robię po dwa z każdej gramatury i mam je dozgonnie. Tego akurat się nie traci. Przypon z fluorocarbonu? Zrobiłem jeden na początku sezonu i posłuży mi jeszcze kilka następnych. To nie żyłka 0,16-0,18, żeby tak szybko zniszczeć. A skoro tak, to reszta jest prosta jak drut. Dzięki za opinię. A tak swoją drogą, to mógłbyś się poświęcić i opisać swoje doświadczenia w tej metodzie. Ja z prawdziwą przyjemnością poczytam i wyniosę z tego kilka nowych doświadczeń. A jak znam samego siebie, to nie obejdzie się bez prób nad wodą. Nie daj się prosić Jonaszu. Pozdrawiam. Jarek
-
Marcin, do lata minimum. Do czegoś takiego, trzeba najpierw zgromadzić masę materiałów i wiedzy praktycznej. A ja podchodzę do wszystkiego na podstawie doświadczeń w praktyce. Jeśli się za coś zabieram, to muszę być w pełni wyposażony i doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Bez tego byłbym jedynie teoretykiem, a to niewiele komuś pomoże, a nawet mogłoby zaszkodzić. Pisanie dla samego pisania, jest bezsensu.
-
Dzięki! Miło mi, jeśli komuś ułatwiłem/ułatwię wędkowanie.
-
O historii tej metody i połowach przy jej zastosowaniu z łodzi, napisałem w poprzednim artykule pt: „Angielska metoda odległościowa”. Tym razem, chciałbym przybliżyć nieco połowy z brzegu w głębokim łowisku. Następnym razem, będzie to niewielki i płytki zbiornik wodny, a być może płytkie łowisko na Zalewie Sulejowskim? Zobacz cały artykuł
-
O historii tej metody i połowach przy jej zastosowaniu z łodzi, napisałem w poprzednim artykule pt: „Angielska metoda odległościowa”. Tym razem, chciałbym przybliżyć nieco połowy z brzegu w głębokim łowisku. Następnym razem, będzie to niewielki i płytki zbiornik wodny, a być może płytkie łowisko na Zalewie Sulejowskim? Łowię w Zalewie Sulejowskim, z opaski betonowej, gdzie głębokość wody oscyluje pomiędzy 8, a 10 m – w zależności od odległości, na jaką posyłam swój zestaw. Potrzebuję, zatem solidnego sprzętu i odpowiedniego do tej metody spławika przelotowego, którym jest właśnie Slider. I o ile do połowu z łodzi, mogłem sobie pozwolić na zastosowanie Wagglera, nieprzeznaczonego do łowienia w wodzie o głębokości 6,5 m, o tyle z brzegu, konieczne jest zastosowanie Slidera o odpowiedniej gramaturze. Do połowu na tej wodzie, wybrałem odległościówkę Trabucco o długości 3,9 m i cw 8-25 g. Kijek jest lekki, solidny i mocny, o progresywnej akcji, pozwalającej na oddawanie długich i precyzyjnych rzutów. Oraz kołowrotek dedykowany specjalnie do tej metody. W moim przypadku jest nim Rive R-Match 4000. Jest to tegoroczna nowość. Wykonany jest bardzo solidnie i z dbałością o szczegóły. Duża średnica aluminiowej szpuli, pozwala na dalekie i dokładne rzuty zestawem. Wodoszczelny i precyzyjny hamulec, pozwala na skuteczne zacięcie i delikatny hol ryby. Wysokie przełożenie, bo aż 6,0:1, ułatwia szybkie i skuteczne zatopienie żyłki, gdyż na jeden obrót korbki, nawój wynosi 1,15 m. Jeśli chodzi o stosowaną przeze mnie żyłkę, to najczęściej stosuję żyłki Dragona z serii X-Treme Match oraz Super Camou, o grubości od 0,16 do 0,18 mm. Są to na moje potrzeby i moim zdaniem bardzo dobre jakościowo żyłki, mocne, a co najważniejsze nie tracą swojej zatapialności. A to akurat najważniejsze cechy, którymi kieruję się przy zakupie. Na tak głębokim łowisku, tym razem należy już użyć odpowiedniego spławika, przeznaczonego do takich właśnie połowów. Jest nim oczywiście Slider, montowany w zestawie przelotowo. W zależności od głębokości łowiska i odległości od brzegu, na którą będziemy zarzucać zestaw, stosujemy Slidery o różnej gramaturze. Ja na swoim łowisku posługuję się kilkoma takimi gramaturami i są to: 3+8g, 3+10g, 3+12g, 4+8g, 4+10g i 4+12g. Pierwsza z tych wartości, określa, ile dociążenia wstępnego zamontowano w korpusie Słidera, a druga określa, ile dociążenia należy założyć na żyłkę, by odpowiednio wyważyć cały spławik. W swoim wyposażeniu powinno się też mieć wymienne i różnokolorowe atenki do Sliderów/Wagglerów. Jak w każdej metodzie i technice, tak i tutaj można zmontować zestaw na kilka różnych sposobów i odmian. Ja montuję swój zestaw przy użyciu własnej roboty ciężarka z rurką antysplątaniową, czyli łowię belgijską odmianą odległościówki. Moje ciężarki to przeróbka kupnych ciężarków w kształcie łezki. Taki ciężarek rozwiercam odpowiedniej średnicy wiertłem, w otwór wkładam rurkę od preparatu WD-40 na ok. 3-4 mm od jej końca i wklejam Super Glue. Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj odpowiednie nałożenie ciężarka – grubszą średnicą w kierunku krótkiego końca rurki (odwrócona łezka). Ja akurat zastosowałem rurki od WD-40, gdyż po puszczeniu Vici do kolegów, nazbierało mi się ich sporo, ale zdecydowanie lepsza jest rurka od patyczków do uszu. Ta z patyczków ma mniejszą średnicę zewnętrzną i jest „akuratnej” długości. Wiem, wiem! Wszystkich czytelników nurtuje teraz pytanie: A po kiego licha taki ciężarek i to jeszcze montowany na jakiejś rurce? Jak już wspomniałem w opisie swojego ciężarka, ma on stanowić element zestawu, który zapobiega splątaniom podczas zarzucania. W tym właśnie miejscu, należy zwrócić pilną uwagę na sam sposób montażu naszego zestawu ze Sliderem. A zatem, opiszę każdą czynność i każdy element z osobna, poczynając od samej góry: a). stoper żyłkowy – wiążę dwa stoperki, jeden przy drugim, z żyłki 0,16mm. Po zaciągnięciu każdego z nich – oczywiście na mokro/na ślinę! – odcinam nadmiar żyłki, pozostawiając jednak końcówki o długości 1,5 cm. Robię tak po to, by przelatujący w trakcie rzutu, przez przelotki stoper, łagodnie przez nie przechodził, co ułatwia ten elastyczny przecież koniec żyłki. Takie końcówki nie zaburzają też niczego na szpuli kołowrotka, żyłka przy zarzucaniu zestawu, bez oporu schodzi ze szpuli. b. przelotowy systemik do przypinania Slidera – w tym względzie jestem tradycjonalistą i nadal stosuję taki systemik. *Ciekawostka - w przypadku Cralusso, mamy do czynienia z uniwersalnym systemikiem, który można stosować stacjonarnie montując na żyłce, ale też przelotowo. Cenowo jednak silnie odbiega od pozostałych, ale jest tego wart. Nie zakładam pod stoperem koralika oraz Slidera bezpośrednio na żyłkę główną. Tak już się przyzwyczaiłem i tak już u mnie pozostanie. Lubię wygodę w przepinaniu spławików. c). Slider – co prawda spławik przypinam dopiero na łowisku, ale i jemu wypada poświęcić choć kilka linijek tekstu. Na fotografii pokazuję, co należy zrobić z każdym Wagglerem i Sliderem z wkręcanym trzpieniem lub nakrętką. Jak widać, ja do każdego z nich, dokładam mikroskopijnej wręcz wielkości, gumowy oring. A robię to po to, żeby podczas połowu nie rozkręcał się i żebym nie musiał tracić tak kosztownych zabawek. Dociśnięty nakrętką lub trzpieniem oring rozpłaszcza się i zapobiega rozkręcaniu. d). ciężarek z rurką antysplątaniową – ten ciężarek, stanowiący 80-90 % całości dociążenia Slidera, nawlekam na żyłkę główną bezpośrednio pod Sliderem, zakładając go ciężarkiem do góry (w kierunku Slidera) i dłuższym końcem rurki do dołu (w kierunku przyponu) . Robię tak po to, aby rurka antysplątaniowa spełniała swoją rolę. Po wykonaniu rzutu, ciężarek w locie ustawia się grubszą częścią korpusu do przodu (z racji większego ciężaru, odwróconej łezki!) , ciągnąc za sobą rurkę, przypon antysplątaniowy i przypon z haczykiem. Jednak, należy jeszcze i ten ciężarek (przelotowy przecież) , zastopować, by podczas lotu zestawu, nie przesuwał się po żyłce głównej. Do tego celu stosuję najzwyklejszy w świecie amortyzator gumowy do montażu w topie tyczki wędkarskiej. Przez otwór rurki przekładam od dołu podwójnie złożony kawałek żyłki np. 0,16 mm, przekładam przez pętlę amortyzator i wciągam go podwójnie w środek rurki. Następnie odcinam koniec amortyzatora i osiągam taki skutek, że żyłka główna ciasno przechodzi przez rurkę i ciężarek nie „biega” po niej podczas lotu zestawu. W swoim opisie, podałem sposób na zastosowanie „odwróconej łezki” , gdyż ja akurat posiadam zapas tych właśnie ciężarków, zakupiony znacznie wcześniej. Niech się, zatem nie marnują. Lepszym jednak rozwiązaniem, byłoby zastosowanie kulek ołowianych. Wciąganie amortyzatora w rurkę można również zastąpić mniej skomplikowanym sposobem zastopowania ciężarka zaciskając powyżej małą śrucinę. Po nawleczeniu ciężarka z rurką i wciągnięciu w nią stopera z amortyzatora, do końca żyłki głównej dowiązuję krętlik nr 20-22. e). przypon antysplątaniowy – do zakończenia żyłki głównej, czyli wspomnianego już krętlika, dowiązuję odcinek fluorocarbonu 0,28 mm, o długości 1 m. Ten przypon ma spełniać wraz z ciężarkiem z rurką, rolę przyponu antysplątaniowego, gdyż zastosowanie w tym miejscu cienkiej żyłki głównej, powoduje, że ma ona tendencję do okręcania się wokół anteny spławika, a to z kolei jest główną przyczyną wszystkich splątań naszych zestawów. Fluorocarbon z racji swojej sztywności, nie okręca się wokół antenki. Nie muszę więc tracić cennego czasu i nerwów, na rozplątywanie zestawu. Ponadto, zawiązany w tym miejscu krętlik, spełnia rolę stopera, zapobiegającego przesuwaniu się w dół ciężarka i spławika. Fluorocarbon zapobiega też skutkom zgniatania i osłabiania po zaciśnięciu śrucin doważających zestaw i śruciny sygnalizacyjnej. Do wolnego końca fluorocarbonu, wiążę drugi krętlik nr 20-22, na który dopiero zakładam przypon z haczykiem. Swoje zestawy montuję na spokojnie w domu, pozostawiając jedynie precyzyjne doważenie spławika już nad wodą. Zmontowane kije spinam rzepami i przewożę w wielokomorowym pokrowcu. Po przyjeździe na łowisko, rozpoczynam od wyboru miejsca połowu i zorganizowania sobie wygodnego stanowiska. A ponieważ łowić będę z opaski betonowej o dużym kącie nachylenia względem wody, podest montuję na samej górze opaski, poziomuję, wiążę linkę do barierki ochronnej, a następnie ustawiam przy samej wodzie i już na gotowo zabezpieczam linką, przed „wjechaniem rydwanem” do wody. Na platformie po prawej stronie, stawiam miskę z zanętą, pojemnik z przygotowanymi do strzelania procą kulami zanęty, dwie proce i pojemniczek z robakami. Na lewej platformie, ustawiam wiaderko z wodą, do mycia rąk po zanęcie, wypychacz do haczyków, nożyczki, szczypce do zaciskania śrucin, marker do znaczenia odległości połowu/nęcenia i podbierak na długiej tyczce. Na tej platformie, kładę też przymiar do mierzenia ryb. Bardzo przydatna rzecz, by uniknąć wstydu, gdy niewymiarowa rybka „przypadkiem wpadnie” nam do siatki. Wszystkie niezbędne akcesoria, mam więc pod ręką, a wszelkie drobne akcesoria w szufladkach podestu i w kasetach pod siedzeniem. Pod ręką mam też zawsze ręcznik i picie. Tuż przed zajęciem miejsca na podeście, wrzucam do wody siatkę do przetrzymywania złowionych ryb i wpinam szybkozłączką w podest. Dopiero po zorganizowaniu sobie stanowiska, rozkładam już na siedząco wędkę, wyważam na gotowo spławik, wygruntowuję łowisko… No właśnie – gruntowanie łowiska! Do tej czynności opuszczam wszystkie śruciny, przed ich zaciśnięciem na full, do samego przyponu z haczykiem. Dokładam jeszcze jedną śrucinę – zazwyczaj ok. 1 g - i zaczynam gruntowanie, stopniowo przesuwając stoperki. Po dokładnym wygruntowaniu łowiska, we wcześniej obranym punkcie, zaznaczam na żyłce markerem odległość, a tak wyruntowany zestaw pozostawiam w wodzie i zaczynam nęcić, strzelając zanętą z procy. Wcześniej przygotowane kule, wielkości małej pomarańczy lub duuużej mandarynki, posyłam wokół spławika, jednocześnie rozciągając je lekko w kierunku, w którym prądy mogą mi znosić zestaw. Do tego celu używam procy Drennan, na średnie odległości zieloną, na dalsze czerwoną. Dopiero po tych wszystkich czynnościach, mogę przystąpić do właściwego połowu ryb. Zdejmuję już śrucinę przeważającą zestaw do gruntowania, rozstawiam śruciny wyważające spławik i zaciskam je szczypcami. Swój zestaw zarzucam ok. 10-15 m poza strefę nęcenia, zanurzam szczytówkę kija, na ile pozwala mi głębokość wody w pobliżu mojego stanowiska i zatapiam żyłkę główną, wykonując dwa do trzech szybkich obrotów korbką kołowrotka. Następnie szybciutko wykonuję zacięcie w bok, by środkowy odcinek pomiędzy spławikiem, a wędziskiem schować pod wodę. Teraz dopiero dociągam zestaw do znaczka markerem na żyłce i zaczynam obserwować zachowania spławika. A te potrafią być przeróżne, od nie cackania się, czyli gwałtownego zatopienia, poprzez kucanie o 1 cm w górę lub w dół, aż do zabawy i wykładania/podnoszenia części lub całej atenki nad wodę. W miarę upływu czasu, łowisko należy donęcić kilkoma kulami zanęty, ale tym razem już zdecydowanie mniejszymi, które nie spłoszą żerujących ryb. Do tego celu i do mniejszych kul – wielkości małej mandarynki – służy mi też inna zupełnie proca (Middy) z mniejszym koszyczkiem. W zależności od sytuacji, czyli intensywności brań, donęcam raz na 15-30 min, strzelając od 3-5 kul znętowych z robakami (pinka) . Celem moich połowów są głównie leszcze, duuuże leszcze, których nie brakuje w Zalewie Sulejowskim. Jednak cieszy mnie każdy ruch spławika i każda złowiona ryba. Jeśli chodzi o zanęty, to nie cuduję i stosuję wyłącznie kupne. Jedna z nich widoczna na zdjęciu z przymiarem. Do nich dopiero dodaję jakieś dodatki, np. kukurydzę konserwową, makaron kolanka, melasa, klej i oczywiście robactwo, czyli pinkę. Aż tak bardzo mi nie zależy na nałowieniu niezliczonych ilości, więc nie przemęczam się i nie kombinuję z własnymi mieszankami. Zanętę moczę jeszcze w domu. Do około 1 litra wody mineralnej (nie gazowanej) , wlewam dawkę melasy, dokładnie mieszam, następnie stopniowo dolewam do przygotowanej (na oko) mieszanki zanęt. W miarę dodawania wody z melasą, całość mieszam mieszadłem wkręconym w wkrętarkę. Takie dokładne mieszanie mieszadłem powoduje, że już nie muszę przesiewać zanęty przez sito – jak dla mnie i na moje potrzeby jest OK. Namoczoną zanętę odstawiam na bok i zanim dobrze napije się wody, zaczynam już przesiewać przez sito, glinę rozpraszającą. Potem łączę obydwie porcje, dodaję kukurydzę (razem z tym słodkim wywarem!) , makaron (większe kąski tylko dla leszczy) i dokładnie mieszam ponownie, wkrętarką. Tak przygotowaną wstępnie zanętę zamykam pokrywą i dopiero wyjeżdżam na ryby. Pinkę dodaję już na łowisku i również mieszam. Na łowisku już też, dzielę zanętę na dwie części. W zależności od czasu, jaki planuję spędzić nad wodą, na pół, lub tylko 1/3 porcji odkładam i dodaję do niej klej (Bentonit) . Z tej właśnie mniejszej części ugniatam kule do strzelania i odkładam w osobny pojemnik. Tak sklejona zanęta ma pracować przez dłuższy czas, utrzymując ryby w zanęcie. Należy więc nimi nęcić strzelając je wszystkie przed rozpoczęciem połowu. Naturalnie przed rozpoczęciem połowu należy też wystrzelić kule niedoklejane Bentonitem, by te zaczęły pracować, natychmiast wabiąc ryby w łowisko. Na haczyk zakładam białe robaki, lub dowolnie z zanęty: przetarta pinka, kukurydza, albo kanapki. Efekty połowu, nie zawsze mnie zadowalają ("taki mamy klimat") , ale oby spławik znikał z pola widzenia. Czasem będzie to jakaś drobnica, czasem kilka, kilkanaście leszczy, a czasem mieszanina drobnicy z leszczami. I czasem trafi się jakiś ładny okaz lechona, a mój dotychczasowy miał 63 cm. Cóż, przyjdzie dzień, a poprzeczka się przesunie – trzeba tylko wierzyć… I to by było na tyle. A cóż to? Zmiana barw? Oficjalny trening przed zawodami międzynarodowymi? Sza! O tym w kolejnym odcinku, który jest w planach.
-
Podobnie, jak i ja nie potrafię oszacować dokładnie tej przynęty, bo jej nie znam. Ale spoko! Na zdrowy rozum, załóż taką, by nie była zbyt toporna pewnie nr 2 lub 4. Kotwica ma też nie hamować pracy gumy. Robiąc dozbrojkę, wymierz ją tak, by po wbiciu kotwiczki w odległości 4-5 cm od ogona, oczko dozbrojki założyć na agrafkę i ma być ona beż żadnego luzu - wyprostowana. Ale nie naciągnięta, bo też będzie psuć pracę przynęty.
-
Hmm! Chodzi Ci o zbrojenie główką jigową? Jeśli tak, to raczej z krótkim hakiem, ale konieczna będzie taka dozbrojka, jakieś 4-5 cm od ogona gumy. Wtedy masz przednią część uzbrojoną tym pojedynczym hakiem, a tył kotwiczką, a to gwarantuje skuteczniejsze zacięcie.
