-
Postów
640 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez okno
-
ZESTAW SHIMANO DO SPININGU (jaki wybrać?)
okno odpowiedział gentleman24 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Japonia to jakość, i zawsze nowa technologia. -
ZESTAW SHIMANO DO SPININGU (jaki wybrać?)
okno odpowiedział gentleman24 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Też masz rację i kto by nie pisał miałby rację. -
ZESTAW SHIMANO DO SPININGU (jaki wybrać?)
okno odpowiedział gentleman24 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dodam tylko iż w moim przypadku przy łowieniu w morzu prawo bytu ma tylko sprzęt dobrej klasy. Kupiłem ostatnio sobie nawet kijek seryjny ot tak na rezerwę na łódkę do łowienia sandaczy (Wędka Mikado Inazuma Flash Zander 229 do 22g CORK) nawet za tanie pieniądze, polecany że super kij. Do tego super to mu bardzo dużo brakuje a mam przykład bo od lat łowie kijami na blanku Pfenixa i jak pisałem wyżej jest coś za coś. Pozdrawiam Jan -
ZESTAW SHIMANO DO SPININGU (jaki wybrać?)
okno odpowiedział gentleman24 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Ja do takiego wniosku doszłem już dawno, bo jest coś za coś. -
Ładne leszczysko, wielkie graty
-
Poczytaj w necie o silnikach elektrycznych do łodzi.
-
Najlepiej zastosuj rolkę obrotową wokół własnej osi, zabezpieczoną od góry obrotową tuleją. Przekonasz się sam jak będziesz łowił. (zwróć uwagę na zdjęciu) Ta rolka nie jest dobrym pomysłem będzie Ci spadać z niej linka. Nie kombinuj z kotwicą, zalej betonem oponę świetnie trzyma się dna i nie obija łódki.
-
Rolki raczej tak - dwie. Bo czego ma się trzymać linka, latać po burcie ?.Łowiąc samemu nie mam problemu z kotwiczeniem.Kotwice to zalane betonem opony od taczki.
-
-
Fajna, mam podobną.
-
Zapytaj Neptuna
-
Alex widocznie nie łowiłeś jeszcze dobrym sprzętem dużych ryb a zwłaszcza w morzu. Połów trochę to sam zobaczysz co to jest Jaxon (srakson) Już kołowrotkiem średniej półki wyholujesz rybę jak windą nie bawiąc się w pompowanie. Zawsze cena idzie w parze z jakością bo dobry materiał i wykonastwo kosztuje. Nie ma uniwersalnego sprzętu jak i uniwersalnych ryb, sprzęt jest detykowany do ryb i warunków.Jaxon to cena nie jakość. Pozdrawiam Jan
-
Sprzęt do połowu dorszy z kutra - pytania o "pierwszy raz". :)
okno odpowiedział tom lukas wna temat w Wędkarstwo morskie
Jeśli masz kij z progresywnym ugięciem i do lekkiego łowienia to nie. Łowienie na jednostkach komercyjnych polega na siłowym wyciąganiu ryby z zaciągniętym hamulcem bo to wkurza innych jak czekają. Weż na początek 0,18 a póżniej sam dojdziesz bo to zależy od wiele czynników. Jak już użyjesz żyłki to 0,50 i na płytkiej wodzie. Takiej też uzyj na przypony. Pozdrawiam Jan -
Sprzęt do połowu dorszy z kutra - pytania o "pierwszy raz". :)
okno odpowiedział tom lukas wna temat w Wędkarstwo morskie
Witam Moim zdaniem prze dewszystkim zapomnij o sraksonie na morzu, chyba że chcesz mieć jednorazówkę. Żyłki nie używa się na morzu jest za dużo rozciągliwa.Pilkiery zacznij od 120 a skończ na 180, na głębokich wodach 250.Jeśli będziesz miał za lekkie pilkiery będzisz platał innym zestawy.Dorsze nie zawsze biorą na pilkiery a często na przywieszki tak więc jedna jest wskazana. Wędkarstwo morskie to całkiem inna dziedzina od śródlądowego i nie da się porównać z niczym. Pozdrawiam Jan -
Witam Przygoda kolegi z innego forum "Wczoraj zarzekałbym się, że napiszę dziś relację z wędkowania nad Wisłą z ubiegłej nocy. Z wędkowania nic nie wyszło, skończyło się na sporej dawce adrenaliny i strachu i uszkodzonym aucie. Wychowałem się na terenach wiejskich, więc ze zwierzętami domowymi spotykałem się często. Nigdy nie zdarzyło mi się poważne zagrożenie z ich strony. Tak było do wczoraj. Do wczoraj też powtarzałem zawsze sobie i innym, że na rybach, jeśli tylko wokół nie ma ludzi, nic ci nie grozi. Bo zwierzęta ludzi unikają. Od wczoraj nie będę już tak mówił. Przez cały dzień zastanawiałem się, czy obejrzeć mecz, czy jechać na ryby. W końcu około 16 zachęcony prognozowaną ciepłą nocą podjąłem decyzję, że jadę nad wodę. Żona również stwierdziła, że jedzie ze mną. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Za cel obraliśmy sobie urokliwe główki w okolicach Giemlic. Tam niestety nic nam nie wyszło, bo wszystkie miejsca były zajęte. Stwierdziłem więc, że pojedziemy na drugi brzeg, do Ostaszewa, może Gniazdowa, a po drodze sprawdzimy Leszkowy. W m. Leszkowy okazało się, że wolna jest urokliwa miejscówka w okolicy strumyka/kanaliku: www.google.pl/maps/@54.2264677,18.9339324,350m/data=!3m1!1e3 Tam też zapadła decyzja, że zostajemy. Rozwinąłem wędki, nazbierałem chrustu, przywiązałem psiaka, żeby się nie błąkał po okolicy i nie wkurzał ludzi. Wypiliśmy z żoną po piwie, ja otworzyłem sobie drugie i czekałem na zmrok. Około godziny 21 pies zaczął warczeć, a za krzakiem w górę rzeki usłyszałem, że ktoś chyba chodzi. Wtedy mój wzrok przyciągnął wielki krowi łeb wystający znad skarpy. Początkowo uznałem sytuację za zabawną, więc krzyknąłem, klasnąłem w ręce i krowa się oddaliła. Wszedłem wtedy na skarpę, zobaczyć co ona tu robi i oczom ukazała się druga. Pierwsze zwierzę, które wypłoszyłem to młody byczek, drugie zdaje się że jałówka. Dość łatwo poszło przegonienie ich z miejscówki. Po chwili ukazała się sztuka, która buszowała za krzakiem. Był to dorosły byk (~800kg cielska wg wł. gospodarstwa). Ten już na klaskanie w dłonie nie reagował. Powoli zaczął poruszać się w moim kierunku. Zszedłem na miejscówkę nieco zdezorientowany i zobaczyłem nad sobą zwierze, które ewidentnie nie miało przyjaznych zamiarów. Nie jestem pewien, czy rozzłościł go pies, czy ja klaskaniem i próbą przeganiania towarzyszącej mu młodzieży. W każdym razie, gdy rozpoczął wierzgać sugerując, że będzie chciał zaatakować, krzyknąłem do żony "uciekaj wzdłuż rzeki!". Sam nerwowo rozpocząłem uwalnianie psa ze sznurka. i moje i psie zdenerwowanie powodowało, że nie mogłem chwycić klipsa, a byk już rozpoczynał próby zejścia ze skarpy. Ostatecznie po paru chwilach psa uwolniłem i ruszyłem w stronę żony. Całe szczęście, że mi się to udało, bo gdybym tego nie zrobił psiaka bym już nie miał. Uwięziony na sznurku nie miałby najmniejszych szans. Pies pobiegł w stronę krów, przez co z jednej strony napędził nam sporo strachu, z drugiej dał trochę czasu na przeskoczenie nad strumykiem i opracowywanie drogi ucieczki. Po chwili zobaczyliśmy wielkiego byka, który stwierdził, że będzie nas gonił do skutku. Obok tego, usłyszałem tłuczenie w moje auto - prawdopodobnie przez młodego "byczka"... Wtedy rozpoczęliśmy paniczną ucieczkę. Bardzo trudny teren, krzaczasty, pokrzywiasty, ze skarpami i osuwającym się piachem chyba nam trochę pomógł uciec przed czołgiem, ale nigdy nie zdecydowałbym się na taki spacer, nawet gdybym był pewien, że po pokonaniu tych nierówności czeka mnie wędkarskie eldorado. Musieliśmy uciekać. Zwierzę goniło nas przez jakieś 20-50m. Gdy byliśmy już we względnie bezpiecznej odległości od naszego stanowiska załamałem ręce z myślą "co teraz?". Chwila minęła zanim stwierdziłem, że muszę chyba dzwonić na policję. Miałem do wyboru to, powrót krzakami, lub próbę powrotu pastwiskiem. Obie opcje powrotu nie były wtedy do pomyślenia. Pod numerem 112 nie potraktowano mnie zbyt poważnie, dopytując np. czy to nie jest przypadkiem moje zwierze, z którym nie potrafię sobie poradzić... Ostatecznie patrol został wezwany i za 10min otrzymałem telefon, że policjanci są już przy moim aucie i przeganiają zwierzęta. W międzyczasie spotkaliśmy wędkarzy, którzy wskazali czyje są to zwierzęta. Policjanci po chwili zadzwonili i stwierdzili, że możemy wracać. Powrót tą samą drogą był już nieco łatwiejszy, pewnie dlatego, że nie uciekaliśmy, choć adrenalina dalej była wysoko. Tuż przed miejscówką, policjant kazał się wycofać, bo między nami dalej był największy byk. W końcu zawołano nas, że zwierzęta są już przepędzone i możemy wrócić. Na miejscu zastaliśmy policjantów, którzy całkowicie poważnie potraktowali całą sytuację. Nic dziwnego, gdy zajeżdżali na miejsce byk zaatakował radiowóz. Wprawdzie to uszkodzenie było na tyle małe, że funkcjonariusze uznali, że go nie było. Z bykami poradzili sobie przy pomocy policyjnego gazu łzawiącego. Takiego, którego na allegro raczej nie kupimy, a te z allegro mogłyby tylko pogorszyć sytuację i jeszcze bardziej rozjuszyć zwierzęta. Moje auto okazało się również uszkodzone. Wgniecenie na tylnych drzwiach i szrama do tylnego zderzaka. Funkcjonariusze w związku z sytuacją i stratami materialnymi wskazali, żeby się pakować i jechać do gospodarza. Mi było wszystko jedno. Przepocony, zdenerwowany nie miałem już ani trochę chęci wędkować. Pojawił się problem, bo piliśmy z żoną piwo. Ja byłem w trakcie drugiego, żona niedawno wysączyła swoje.. Wyniki badania 0.26 u mnie, 0.00 u żony. Uff, możemy jechać. Było około 22, gdy zapukaliśmy do drzwi gospodarstwa. Grupa męska (ojciec i syn) szybko poszła zagonić zwierzęta do pastucha i naprawić uszkodzone ogrodzenie, przez które krowy uciekły. Nie było tam złych intencji, gospodarze również poważnie potraktowali incydent. Niestety pastuch nie zagwarantował bezpieczeństwa, ale wtedy byłem przeszczęśliwy, że żona, ja i pies jesteśmy cali i zdrowi. Z funkcjonariuszami i właścicielką gospodarstwa udaliśmy się do domu, żeby spisać oświadczenie o szkodzie. Pani dostała również mandat karny za nieupilnowanie zwierząt. Uszkodzenie mojego auta (bezgotówkowo będzie to pewnie jakieś 5000zł, ale nie mam pewności co będzie musiało być wymienione) zostanie pokryte z OC gospodarstwa. Przy okazji dowiedzieliśmy się od Pani gospodarz, że takie incydenty nie należą do unikatów. Kilka lat temu, byk z sąsiedniego gospodarstwa wrzucił wędkarza do wody. Nie chciałbym być na jego miejscu, a szczególnie w woderach, bo wtedy szanse na przeżycie kąpieli są minimalne... Innym razem krowa przewróciła człowieka i go zabiła przyciskając ciałem. Na zimno analizując mieliśmy sporo szczęścia. Wisła nisko, więc można było biec piaszczystym brzegiem kilka razy. Dodatkowo strumień nie stanowił problemu, żeby go przeskoczyć. Nie było z nami nikogo, kto wymagałby pomocy w ucieczce. Jako dwójka trzydziestoletnich ludzi nie mieliśmy większych problemów przemierzając wiślany brzeg. Gdybym byłz np 70-80 letnim towarzyszem, lub np trójką kilkuletnich dzieci byłoby dużo trudniej. Również policjanci spisali się na medal, jeśli ktoś z komisariatu w Cedrach Wielkich to czyta to oficjalnie serdecznie z żoną dziękujemy za profesjonalną i szybką akcję. Gospodyni gospodarstwa stwierdziła stanowczo, że dużego byka w poniedziałek wystawia na sprzedaż, bo to co się stało jest niedopuszczalne. Oprócz tego jestem pewien, że gospodarze dużo więcej uwagi poświęcą zabezpieczeniu reszty zwierząt. Prawdopodobnie w Leszkowych będzie bezpieczniej niż przed incydentem. Chciałem jednak zwrócić uwagę, aby zanim zajmiemy miejscówkę mieć na uwadze, że takie miłe zwierzątka jak pasące się nieopodal krówki mogą być bardzo niebezpieczne."
-
Dzięki. Film uzupełniłem foto relacją.
-
Kij wykonany samodzielnie na blanku Pfenixa, kołowrotek D.A.M Quck, linka Pawer Pro 18 Rybki w przedziale 2 - 5 kg
-
Witam Korzystając z zaproszenia Marcina znowu wybrałem się do Władka aby połowić sobie w wodach Bałtyku dorszyki na Marinero II w doborowym towarzystwie pasjonatów wypraw morskich wraz z organizatorem tego zamieszania Marcinem. Za sterem Grześiek, który dowodził tą wyborową grupą. W gronie naszym mieliśmy Marka Szymańskiego z Wędkarskiego Świata, Towarzystwo wyborowe, obecne na czas więc o 6 30 wypływamy z portu. Morze wyboiste nie pozwala szybko płynąc więc Grześ pół naprzód abyśmy za wysoko nie skakali na falach i żeby nasze wnętrzności zbytnio nie ucierpiały. W miarę oddalania się od portu morze łagodnieje i każdy miał coś do opowiedzenia więc czas szybko zleciał i nim się obejrzeliśmy byliśmy na pierwszym łowisku. Trochę połowiliśmy ale nic godnego uwagi więc przelot na drugie łowisko a tu czekały na nas dorszyki chętne do współpracy. Grześ wiedział gdzie płynąć aby zaczęły nas rączki boleć od wyciągania i kije się wyginały, a że co nie którym nie chciało wyciągać się pojedynczych więc dublety i tryplety nie były rzadkością, nawet całkiem przyzwoitych rozmiarów. Głównodowodzącego Grzesia wymiar łowionych dorszyków jednak nie zadowalał a i prezes miał markotną minę więc uradzili że trzeba znaleźć większe sztuki więc gaz do dechy i jazda na następne łowisko. Łódź postawiona do pionu zasuwała do przodu, więc raz dwa byliśmy na następnym łowisku. No i Grześ wywąchał dorszyki słusznych rozmiarów na głębokości dorszowej Oj połowiliśmy sobie, połowiliśmy takie w przedziale 2 - 3 kilo. Grześ widząc że jeszcze wykrzeszemy trochę sił z siebie zafundował nam dwa wraki. Tu już kije gięły się do oporu, było co wyciągać a brały każdemu i każdy ładne rybki wyciągnął. Wspomnę jeszcze o przywieszkach która jak zwykle się sprawdziły, zresztą nie tylko mi bo i M.Szymański na nie dorszyki wyciągał. A piszę w podziękowaniu koledze Okonhel za dobry pomysł i wykonawstwo. Padnięty był chyba każdy co widać było przy powrocie. Wyładunek całego majdanu przy drabince aby było bliżej do samochodu. Wspomnę jeszcze że podwozie lodówki kolegi nie wytrzymało od ciężaru i trzeba było użyczyć pogotowie techniczne w postaci wózka emeryta aby za transportować jego ciężko wypracowany połów Marcin i Grześ należą się wam wielkie słowa uznania za trud i frajdę jaka nam zrobiliście. Choć zawsze połowiłem na Marinero ale tak padnięty jeszcze nie byłem. Pozdrawiam Jan https://youtu.be/eQMYhKHsnzs
-
Dziś popływałem sobie po zatoce. Z trolingu nic nie chciało wyjść więc popłynełem pod klif aby połowić sobie belony. Nałowiłem się do bólu, brały namiętnie i nie były wybredne. Najwięcej brań w okolicy mola. Pozdrawim Jan
-
Witam Dziś 12 godziń pogoni za sandaczem, dwa zerwane i jeden boleń. Marnie
-
Witam To ja też coś skrobnę. Czwartkowy wypad na dorszyka z Władysławowa na Marinero II. Za sterem Grzegorz. Wypłynięcie o 6 30, a pogoda super. 1,5 godzinny przelot na pierwsze łowisko, głębokość 75 m i od razu bingo. Pierwszy rzut i wszystkie kije wygięte, mistrzowskie napłynięcie. Łowiliśmy w asyście czterech jednostek. Brały na wszystko, dublety, tryplety kolor bez znaczenia po prostu świetnie z nami współpracowały. Dryfy długie i owocne w ryby. Tak przez około dwie godziny dopóki chciały z nami współpracować. Następnie dość długi przelot na głębszą wodę bo na 84 metry i znowu bingo pierwszy rzut i wszystkie kije wygięte i dorszyki chętne do współpracy lądują na pokładzie. Takie wymiarowe. W pobliżu znane jednostki, gdyż w tym dniu i na tych łowiskach rybki nie zabrakło. Grześ miał nosa i wiedział gdzie płynąć aby nas ręce rozbolały od wyciągania ryb. Kto chciał to się nałowił aż do bólu, po prostu taka spóźniona wiosenna promocja. Dwa łowiska i dorszyków do oporu już dawno tak się nie nałowiłem, ułowiło się 72 sztuki. Pozdrawiam Jan A to z poprzednich wypadów z kolegami
-
Brak tylko głowicy bojowej. :lol:
-
-
Spinningowe łowy 2011-2018
okno odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Tu nie ma okresu ochronnego, rzeczka prywatna. -
Spinningowe łowy 2011-2018
okno odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Witam Dziś Pan Janek z Panem Jarkiem wybrali się znowu nad rzeczkę, Poszukiwaliśmy pstrągów ale okazało się że w rzeczce pływają szczupaki o takie i takie, nad takim zalewem. Jarek złowił 5 sztuk i dwa zerwał a ja jednogo "śledzia" Jeden 77 cm wylądował dziś na patelni. Pyszny objadek dziś był. Pozdrawiam Jan
