Wyobraź jeziorko wczesnym, letnim rankiem. Jeszcze szarówka, gdzieniegdzie nad taflą wody unoszą się obłoczki mgły. Nie licząc nielicznych ptasich treli panuje cisza, nooo może zaszumi czasem wiatr gdzieś w trzcinach... Wpatrujesz się w spławik zarzucony w pobliżu grążeli... Oooo... chyba drgnął... tak z pewnością się poruszył... Teraz odpływa... Zacinasz i czujesz pulsujący ciężar po drugiej stronie zestawu, a po kilku minutach walki w podbieraku ląduje pokaźny Lin.
Wyobraź sobie jak wędrujesz późnym popołudniem brzegiem rzeki, wypatrując potencjalnych kryjówek ryb. A może coś uderzy na opasce... Teraz obrzucam niewielką rafę... Koniecznie muszę obłowić napływ niewielkiej ostrogi... Kątem oka widzisz uderzenie Bolenia, krótki błysk i ułamek sekundy później w powietrze wytryskuje fontanna wody wraz z uciekającą drobnicą. Instynkt łowcy nakazuje Ci przycupnąć za niewielkim krzaczkiem i obserwować... Kilka minut później Boleń-rozbójnik ponawia atak, tym razem namierzyłeś niewielki głęboczek z którego drapieżnik robi wypady na płyciznę za uklejami... Obserwujesz atak za atakiem, gdy nagle wszystko cichnie... Tak się zapatrzyłeś że zapomniałeś zarzucić wędkę... To nic... Wrócisz tu jeszcze, a spektakl jakim Cię uraczył zapamiętasz na długo...
Spróbuj znaleźć się w takiej sytuacji, lub innej podobnej. Szybko się przekonasz ile radości daje przebywanie nad wodą i jak działa adrenalina wydzielająca się litrami podczas holu ryb. Towarzystwo kompana który pomoże Ci wejść w temat od strony technicznej bardzo wskazane. Można się zniechęcić odnosząc same porażki przez niewiedzę. Jeśli zapadniesz na chorobę zwaną "wędkarstwem" to wiedz że jest nieuleczalna, ale łagodzenie objawów jest bardzo przyjemne. Pzdr