Taak.. normalka - kolejna wyprawa z Andym i Pawłem na Predatorze.
Pizgało 4B na lądzie i wydawało się że na wodzie będzie łeb urywało, ale nie było tak źle.
Południowo-zachodni wiatr wypchnął wodę do morza tak, że poziom spadł o dobre 0,5m.
Proporcji górek/dołków trzeba było uczyć się od nowa.
A ta normalka, to kilka okoni 32+, jak zwykle Andy nagle coś ciężkiego łapie - to szczupak 66.
Gorąca zupa już zjedzona powracamy do mariny i przyglądamy się ostatnim chwilom ze słońcem.
Ta czarowna godzina jak mówi Andy obdarza tym razem mnie kolejną życiówką
Zdecydowane ale elastyczne przywalenie na kiju. Od razu czuję że to duża ryba a nie zaczep czy okoń.
Najpierw się stawia i walczy w głębinie, kołowrotek cicho wypuszcza plecionkę ze szpuli, elastyczny kij pracuje swoją 2/3 długości.
Po kilku metrach holu ryba zaczyna płynąć do łodzi ale to wyczułem i nadążam ze zwijaniem lekko ją ciągnąc.
Późno zaczyna błyskać pod powierzchnią jasny brzuch. Co to jest? walczy uciekając na boki i w dół.
Tylko spokój nas uratuje, wobler nie jest na stalowym przyponie, jeśli to szczupak to lada chwila może obciąć woblera.
Andy czatuje już z podbierakiem, poznajemy wreszcie rybę, to sandacz. Dał się podjąć podbierakiem i na pokładzie ląduje nowe szczęście!
Ma 73cm i 4kg, ręce dygają dopiero teraz. Od dzisiaj zwracam honor sandaczom i już nie będę o nich mówił "idzie jak szmata" czy "decha".
Dzięki chłopaki za udaną wyprawę i kolej teraz na życiówkę Pawła