Skocz do zawartości

kris1313

Zespół AS
  • Postów

    310
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez kris1313

  1. A tak z pomocą belly bota po zakotwiczeniu,to ktoś próbował? Płotki to na spławik łowiłem. Z drgającą szczytówką nie wychodzi bo pływadełko buja się w takt fali.
  2. Tak dla przyzwoitości - Okręg w Suwałkach ma pozycję "opłata socjalna" która za 50℅ pozwala łowić emerytom na 1 wybranym łowisku z brzegu na 2 wędki. Miłe to i nie widziałem takiego gestu w innych okręgach.
  3. to trzeba poszukać jakiejś wędzarni i wyglądać wiosny
  4. Kolejny dla mnie szczęśliwy rejs z Andrzejem. Pogoda zamglona po deszczu, wiatr niedokuczliwy znad lądu a fala ze wschodu, ale nie złośliwa. Sporo łódek szukających szczęścia jak my. Dostrajamy nową wersję planerów, radujemy się spotkanymi w toni chmurami ryb i wyglądamy drapieżników. Trochę długo nic nie brało, zdaje się że inne łodzie miały podobne rozterki. Jak zwykle niespodziewny atak na moim kiju, mocne przygięcie, zatopiony planer i gra kołowrotka. Nie przegapiam zacięcia, trzymam kołowrotek, ale planer się nie wyzwolił. Od razu czuję że to duża ryba, stawia spory opór i pompuje, ale nie wyskoczyła nad powierzchnię wody. Dociągnąłem planer do łodzi i zdejmuję go spokojnie, bo nic nie szarpie, opór trzymanej w ręku plecionki wyraźny ale jakby nie było na końcu ryby. Czyżby się wypięła? Zaniepokojony i rozczarowany skręcam kołowrotkiem, ale opór znowu pulsuje - jest jest jest!!!! Widzimy już za rufą spory cień, kręci się jak wrzeciono wokół swojej osi i trzyma kilwatera. Zaskakuje nas kolor, co to za ryba, ciemny jakiś brązowy grzbiet, czyżby łosoś? Mam problem żeby ją dociągnąć i utrzymać równolegle do burty, by podebrać podbierakiem. Przy pierwszej próbie odbija się z podbieraka, ale kotwica trzyma, za drugim razem Andrzej lokuje ją w siatce i winduje na pokład. Ciężka, pięknie wybarwiona i szaleje obijając nas po nogach, wyskakuje z rąk. Z satysfakcją widzimy, że nareszcie jest świetnie zapięta i trzymają dwa groty kotwicy. Po mału uspakajamy swoje emocje i obaj cieszymy się z 74cm zdobyczy- mam kolejny życiowy rekord. Krążymy w tej okolicy jeszcze jakiś czas i jest branie u Andrzeja. Ryba wzięła chyba w czasie ściągania zestawu, bo branie nietypowe gdy linka była na wprost. Ryba też pięknie zapięta dwoma grotami, szkoda tylko że nie tak duża jak poprzedniczka. Robi się szaro, pora zawracać do domu. W ostatnim świetle ledwie unikamy wrąbania sie w zestaw 2 sieci obstawiajacych brzeg toru wodnego - mogła być "powtórka z rozrywki" po raz drugi, a do domu trochę daleko.. Dzieki Andy i a hoj przygodo do następnego razu!!!!
  5. Andrzej napisał: Używamy planera bocznego, gdzie przynęta zawieszona jest na kilkunasto/kilkudziesięciometrowym odcinku linki - nie widzimy dokładnie ataku ryby. Czasem uda się zaobserwować moment brania, trącenie szczytówki ale najczęściej samo branie widzimy po jakiejś chwili. Ryby ściąga blachę pociągając planer. Nie zacinamy jej natychmiast, jak wcześniej na Wiśle. Przemyślałem wpływ planera na skuteczność zacięcia. Na pewno pogarsza to skuteczność. Zacięcie następuje co najmniej 5sek po braniu. Ryba ma spory czas na próby pozbycia się wabika i może go przesunąć do skraju pyska albo go wytrząśnie. Mam poza tym przekonanie, że troć chwyta wabik dochodząc do niego pod katem, a nie dogania go od tyłu. Najgorzej, że nasza siła zacięcia rozkłada się na pokonanie oporu planera i klipsa utrzymujacego go na plecionce, a ryba jest do naszej siły działania pod kątem prawie 90st. co jeszcze ją niweluje. Jeśli planer się nie wyzwoli, to skuteczność zacięcia jest ciągle przez niego tłumiona. Jeśli planer się wyzwoli, to na pewno należy poprawić zacięcie. Przy zastosowaniu planera "zbiorczego", branie ryby wyczepia klips i natychmiast twidać to na kiju, a zacięcie idzie już bezpośrednio na rybę a nie planer i pośrednio na rybę. Przy tym typie planera reakcja wędkarza jest szybsza i zacięcie jest mocniejsze. Powinno być mniej spadów. Trzeba dopracować wyzwolenie z agrafki, albo zmienić planery na zbiorcze. Trolingowcy - dajcie głos!!!
  6. Mam pytanie, czy ktoś próbował albo słyszał o używaniu takich chrząszczyków jak na zdjęciach, jako przynęty na ryby? Nazywają się Tetrodontophora bielanensis - jest to największy owad z rzędu skoczogonki.Mają 5-7mm i wiele nóżek. Ja znam je z wybrzeża i mazur i dawno chodziło mi po głowie, czy nie polubią ich ryby.Są szare i nieciekawie wyglądają w swoich pancerzykach, ale kto wie czy nie będą kuszące dla ryb, bo w wodzie żyją podobne stworzenia. One często wybierają ciemne przynęty. Ciekawe, co o nich sądzicie? Jeszcze uwaga - wydzielają jakieś obronne alkaloidy które paraliżują napastnikow! Lepiej nie lizać rąk po kontakcie! Dzisiaj zajrzałem do pojemnika z kompostem pod balkonem, w którym miałem troche czerwonych robaczków. Dżdżownic nie ma ale za to mieszka tam gromada dorodnych skoczogonków.
  7. Dzięki Andrzeju za kolejne doświadczenia! Jestem zaskoczony faktem, że znowu połowa ryb spada po dość długim holu. Nie mam na to pomysłu a pogodzić się spokojnie z tym że "troć tak ma" nie mogę. Plecionka nierozciągliwa, zacięcie prawie maksymalne, kotwice morskie twarde i nowe, kij elastyczny - co tu jeszcze nie gra? Może za szybko pływamy? Żadna kotwica jeszcze nie tkwiła centralnie w głębi paszczy,jak bywa to często przy połowie szczupaków i sandaczy. Gdy kotwica trafi w nożyczki to trzyma, a na szerokiej i niesamowicie twardej szczęce to już w łodzi po bryknięciu ryby potrafi wypaść z pyska. Chyba to tak się dzieje w trakcie holu. Niektórzy preferują żyłkę zamiast plecionki, co poprzez jej rozciągliwość zapewnia stały naciąg między rybą a wędkarzem (używają sztywniejszego kija).Uważam, że nie brak nam naciagu, bowiem wypięcie nastepuje przy holowaniu na pełnym gazie (łódź nadal płynie)i opór ryby jest cały czas a kij amortyzuje szarpnięcia.Jeśli ktoś ma na to radę to proszę o podzielenie się swoim doświadczeniem.
  8. Nie znam tamtego środowiska wędkarskiego, gdyż jestem tam tylko letnim gościem, a troling chciałem tam przenieść po miłych sukcesach z naszych gdańskich wód. Wydawało mi się to takie normalne, proste i oczywiste, a widzę z waszych doświadczeń, że uzasadnienie decyzji może mieć "wiele twarzy". Dziekuję wszystkim zabierającym głos za "wkład intelektualny"
  9. Dzięki Danielu za wkład pracy!!!! Jestem niepocieszony negatywną odpowiedzią dzierżawcy o trolingu na wodach tego gospodarstwa, bo już śnilem o pelagicznych szczupakach jak w Szwecji.. Boją się wyłapnia im ryb? Troling nie jest tak zabójczo skuteczny jak go malują, a z popularnością jest tam szczątkowo. Zamiast ustanowić dodatkowo górny wymiar łatwiej było nieudolnie napisać NIE NADA . Mówi się trudno i kocha się dalej, ale tłumaczenie, że tak życzyli sobie wędkarze nie jest dla mnie wiarygodne. Ciemnota nie do uwierzenia Może odezwał się jeden "dziadek" co nie miał silnika, a najpewniej gospodarstwo swojego regulaminu nie konsultowało z wędkarzami i tyle. Co tam ktoś ma im mieszać na własnym podwórku i z tym pozostaje tylko sie zgodzić. A tak przy okazji, w szkołach uczą "czytania ze zrozumieniem", ale nikt nie powiedział autorowi o "pisaniu ze zrozumieniem". Dla mnie ten zapis ma na celu ochronę żywych ryb przed cierpieniami i dla tego zabrania używania ich jako przynęty do połowów pod lodem i w trolingu. Jako czynny uczestnik światowego ruchu ochrony dzikich zwierząt WWF, w całej rozciągłości popieram to stanowisko. Tak trzymać koledzy rybacy, a o trolingu napiszcie w osobnym akapicie by was zrozumieć.
  10. Jeśli chcesz aż tak się zaangażować, to dzięki bardzo. Będę czuł się zobowiązany do zwrotu kosztów "w naturze".
  11. Danielu, zwracam się do Ciebie z prośbą o interpretację niżej cytowanego przepisu, dot. trolingu,Jest to punkt regulaminu połowów wędkarskich Gospodarstwa Jeziorowego w Ełku. Tam się wybieram latem i chcę potrolować..Albo ja sobie węcej domniemywam niż autor napisał, albo nie umiem czytać ze zrozumieniem. 4. Zabrania się połowu: okonia do 15 cm, jazia do 30 cm, suma do 80 cm i węgorza do 55 cm długości, karpia do 2 kg oraz połowu metodą "na żywca" z lodu i trollingową. Z chłopskiego na nasze, to rozumiem to tak, że trolować można ale nie wolno do tego używać żywca (tak jak do połowów pod lodem). Kuzyn przyjął, że nie można trolować i tyle. Na interesującym mnie jeziorze Selment Wielki jeszcze nie widziałem trolujacej łodzi. Ludzie tam są dość tradycyjni w swoich metodach, a troling wymaga pewnych nowinek i inwencji - może z tego wynika brak trolingowców. Oczywiście można zadzwonić z pytaniem do gospodarstwa ale proszę napisz mi swoje zdanie,
  12. Akurat dzisiaj zobaczyłem o tej kaczce filmik w tv Planette . To gość z dalekiej północy i nazywa się edredon. Widzieliśmy przelatujące stadko ptaków podobnych wielkością do kormorana ale coś nie pasowało w ich bardziej krępej sylwetce, Poniżej fachowa notka opisowa: Edredon (Somateria molissima), jedna z największych kaczek nurkujących (długość 60 cm, rozpiętość skrzydeł 110 cm, ciężar do 3 kg), zamieszkuje arktyczne wybrzeża Europy, Azji i Ameryki Północnej. W poszukiwaniu pokarmu, na który składają się mięczaki, skorupiaki, szkarłupnie i inne morskie zwierzęta denne, nurkuje nawet na głębokość 10 m. Samiec ubarwiony czarno-biało z zielonym karkiem i różowawą piersią, samica brunatna.
  13. No i ja z Andrzejem otworzyliśmy dzisiaj tegoroczny sezon. Żeby nie nasz dobry kolega Jacek, to pewnie przesiedzielibyśmy dzień w fotelu, ale Jaca podkręcił nasze emocje opowiadając o swoich tegorocznych trociowych sukcesach. Pogoda słoneczna i ciepła jak w kwietniu, wiatr od lądu 2-3B, temp. wody 2,5C. Ruszyliśmy na Zatokę w trolu koło g.11 i bla..bla...bla..czas miło leci na spacerku, dostrajaniu planerów, próbach pieska/paravanu na kiju z rufy itd. Pierwsze próby wgranego w tablecie bezpłatnego programu Navionics Europ- fajnie pokazuje położenie, kurs, odleglości itd. Mapy są dość szczegółowe i aktualne - polecam zainteresowanym! Nagle z bestroski wyrywa nas piękny terkot kołowrotka z mojej burty!!! Zacinam, planer uwalnia się do pozycji holu, jest opór i walka na elastycznym kiju, dokręcam hamulec. Wszystko gra jak w instrukcji, Andrzej zwija rufową wędkę i szykuje podbierak, nie zwalniamy łodzi. Nie mogę ocenić wielkości ryby ale holuję ja z należytą uwagą. Jak zwykle schodzi w stronę kilwatera i gdzieś w odległości 30m od łodzi wywija koziołka nad powierzchnią - widzę że jest niezła. Myszkuje i schodzi w głąb, ale niedługo widzimy ją przy rufie. Andrzej podbierakiem zgrabnie za pierwszym podejściem ląduje na pokładzie srebrną torpedę, 69-70cm 3,2kg. Jest moja pierwsza wyholowna skutecznie troć ło..ło..ło..! Zawracamy z nadzieją na powtórkę, ale jej nie ma. Myszkujemy dalej na dwie mapy szukając górek, kamieni i skarp podwodnych. Z daleka kilkadziesiąt metrów przed nami widzimy uciekającego po wodzie ptaka, nurkuje, ale jakoś dziwnie mu to nie wychodzi, ciagle wynurza się w tym samym miejscu. Nie widzimy chorągiewki sieci, ale domyślamy się,że ptak jest zaplatany w coś. Podpływamy powoli do niego i zwijamy wędki. Widzimy sieć a ptak jest kompletnie zaplątany w cienkie żylki, dobrze że się nie utopił, Andrzej podbierakiem wybiera go na pokład, na szczęście ma jeszcze sporo sił i ciepła. Mozolnie we dwóch z pomocą noża wyzwalamy z plątaniny łapy i skrzydła. Jest to jakaś nieznana nam duża kaczka. . Jakby rozumiała ze jej pomagamy bo nie walczy z nami, uspokoila się i łagodnie skubie moją czerwoną kurtkę - pewnie jest głodna. Już oswobodzoną z niewoli łagodnie wypuszczamy ją na wodę. Umyka dziarsko i znów nurkuje - dlugo rozglądamy się za nią zaniepokojeni czy znów nie trafiła w sieć. Jeest na wodzie, pływa, miło się poczuliśmy. a przy okazji to ona ostrzegła nas przed wrąbaniem się śrubą czy wabikami w tą niewidoczną sieć - dziękujemy kaczusio! Zmierzch się zbliża, wracamy do przystani ale jeszcze trolujemy. Znów nieoczekiwane branie na mojej wędce. Skupiony na planerze i szczytówce nie słyszę nawet pracy kołowrotka. BŁĄD - za słabo ustawiony hamulec i jego niezablokowanie pozwala rybie po krótkim holu się wypiąć. Nawet nie zobaczylismy jej.Trudno, nauczka na przyszlość - już ten knot się nie powtórzy. Zwijamy kije i całą parą wracamy do portu, robi się ciemno ale bez problemu rozpoznajemy światła nawigacyjne, telefony do domu zrobione, za kilka minut będziemy na torze. Nagle silnik milknie a my lecimy na pysk.Co za cholera, rano nic tu nie widzieliśmy.....spoko chłopy.... to tylko wylądowaliśmy w sieci . Czarna noc naokoło, latarki w garść, silnik w górę i oceniamy kłopot. A jest spory, stopa długa, siegnąć ręką nie da rady, śruba tak zawinięta, że nie da sie ruszyć. Nie możemy ani odwinąć zaciśniętego kłębu linek ani ich wyrwać z osi śruby. Nóż dowiązany do kija idzie do roboty, tracimy ponad pół godziny na uwolnienie się. Fala i wiatr znosi nas bezsilnych, ale na szczęście poza tor wodny po którym co rusz coś dużego przepływa i nas buja. Kłąb linek na osi blokuje obrót sruby, ale udaje się bez wzywania pomocy odpalić silnik i ruszyć śrubę. Tak dopływamy do kei, gdzie już stojąc na nabrzeżu wycinamy zaciśnięte na osi liny. Trochę dużo wrażeń jak na pierwszy w tym roku dzień pływania. Oby limit na ten rok niechcianych przygód został wyczerpany! Pamiętajcie, nie pływajcie sami na morze, ta trzecia ręka kiedyś bedzie potrzebna!
  14. Dziękujemy Piotrze za zaproszenie. Wiosna za oknem to ciśnienie rośnie. Widziałem wczorajsze zdjęcie z jez. Stężyckiego - woda od brzegu, nie da sie wejść . Musimy odpuścić najbliżsą wyprawę, ale myśę że mróz jeszcze wróci.
  15. No i to jest sposób na promowanie spożycia ryb. Jak u nas pojawily się hodowle pstrąga, to ceny spadły i ta ryba przestała być luksusem. Teraz to częściej na dorsza trzeba polować,a można było zabunkrować karton konserw w pomidorach za 5,-zeta. no nie?
  16. Tak od strony fizyki,to jaką barwę widzimy my czy jakiekolwiek zwierzaki nad czy pod wodą, zależy od barwy światła padającego na przedmiot i barwy odbijanej przez jego powierzchnię, Przedmiot np, "zielony" pochłania inne barwy poza zieloną a odbija tylko ją z padającej wiązki światła białego, które jest mieszanką barw tęczy. Proste doświadczenie - jeśli na zieleń popatrzysz przez czerwone okulary, to one wytną zieloną barwę (a inne się nie odbiły) i przedmiot bedziesz widział jako czarny (no szary, bo ideału nie będzie). Światło docierające do powierzchni wody ma swoją barwę (co wiedzą fotografowie), bo zmienia się ona z porą dnia,roku, zachmurzeniem/wilgotnoscią i zanieczyszczeniami powietrza. A to co dociera w głąb wody, dalej zależy od jej właściwości filtrowania (tłumienia/przepuszczania) barw, a do tego dokłada się zafalowanie powierzchni. I jak tu skusić drapiłeżnika, gdy do tego ma on wlasne chimery, przyzwyczajenia, apetyty itd..? Poza doświadczeniem, coś z tych prawd fizyki może nam się jednak przydać do uzyskania sukcesów! Już wiemy czemu dorsz i sandacz żerujące głęboko wybiorą seledynowe gumy, morska troć niebieską blachę czy woblera, okoń zobaczy łatwiej fioleową gumkę, poper czy wirówka prowadzona blisko powierzchni powinne mieć czerwień itd.... A białe wabiki - przynajmiej one będą cokolwiek widoczne po odfiltrowaniu już niewiadomo jakich barw i w małej ilości światła. A czerwone gumy, przecież głębiej będą one czarne/szare lub brązowe - no a jakie są kiełbie czy pijawki, dadzą kontrast na jasnym tle powierzchni wody itd... Farby fluo -super nagroda od natury, ryba nie tylko usłyszy wabik linią boczną ale go zobaczy z kilku metrów. To by było na tyle w szybkim podsumowaniu - życzę Wam kolorowych przygód z wędką!!!
  17. Pawle - ująłeś to fajnie, jasno i prosto. Dzięki Też miałem zawsze bliżej do piór i korka niż do sklepu wędkarskiego. Dopisuję swoje punkty do tych Daniela!
  18. Ponad rok temu nabyłem w Lidlu kołowrotek Crivit wielkości 5000 do moich morskich połowów. Nie oszczędzałem go na głębokim dorszowaniu, kąpałem w zatoce na trotkach i belonach i było OK. Ale do czasu - po kolejnym wywlekaniu resztek sieci na wraku patrzę, a tu kabłąk pękł w miejscu obsadzenia go przy rolce prowadzącej. Jestem typem "śiobie śiam poradzę" ale nie zabrałem się do nawiercenia gniazda z tkwiącą końcówką pałąka, bo element jest obły i trudno ustawić kierunek wiercenia. Znalazłem jego pudełko z papierami , z nadzieją znajezienia części zamiennej w internecie. Czytam, a tu gwarancja jest na 3 lata, serwis w Polsce! Wysłałem maila z prośbą o przysłanie nowego kabłąk,a jeszcze tego samego dnia dostałem odpowiedź, że reklamacja została przyjęta. Co dalej, co im wysłać, tu sobota niedziela i cisza. Dzisiaj po niecałym tygodniu szok - Kurier UPS pod drzwiami z pudełkiem, a w środku??? - kompletny kołowrotek, nowszy model nawet z zapasową szpulą . Przysłała mi go centrala Delta-Sport z Hamburga. Jak czytalem wiele utyskiwań na serwis innych uznanych marek, to podejście tego serwisu do klienta zasługuje na publiczną pochwałę
  19. Witam ponownie w świecie kolorów. Trafiłem na kolejne filmiki omawiające świat kolorów pod wodą - sa 4 części. Fajnie by było gdyby ktoś mocny w j.angielskim dorobił lektora po polsku, ale z samego pokazu mamy niezłe podsumowanie omówionego wyżej materiału FILM Obok w oknie YT widać skróty do pozostałych części. A tu jest link "zbiorczy" autora tego opracowania. Otwierając poszczególne części wyświetla się dużo opisu, który można już przetłumaczyc maszynowo. Owocnego oglądania i przydatności w praktyce!
  20. Dziieki Hubi za fajne linki!!! Chodzi mi po głowie zrobienie czasem swoich wabików, a tu jest wytłumaczone łopatologicznie. Zdolny facet.
  21. Ja zapominam o serku, a dzięki "grzybkowi" minionej zimy pokusiliśmy trochę płotek jak nie chciały już jeść robaczków. Do gotowania kaszy stosowałem czasem mleko zamiast wody to ciasto trchę smuży w wodzie. To samo robi dodanie ugotowanego żółtka jaja, no i trochę barwi i inaczej smakuje. Serek którego używaliśmy na lodzie nie zamarzał przez co był zbyt mazisty i łatwo spadał z haczyka. Rybom może ta konsystencja się podobała ale nie mnie. Serek z kaszą może być rozwiązaniem tego problemu! Dzięki!!!
  22. To co napisał goddart jest istotą metody DS. Szczytówka musi pozwolić utrzymać ciężarek na dnie, a jej wibracją nadajemy kuszącą ryby pracę wabika. Temusłuży hak offsetowy i inna konstrukcja i twardość wabika w porównaniu do BT i opadu.
  23. Dobrze to opisałeś! To najważniejsze ciasto którego używam. Dzielę je na kilka kulek i doprawiam różnymi aromatami'nawet czosnkiem.Do jednej z kulek dogniatam suchej kaszy,,która po namoknięciu przypomina ikrę.
  24. Świetnie Janku, gratuluję rozwoju i życzę nowych doznań w nadchodzącym roku 2014!
  25. Cytuję tu kawałeczek tekstu ze strony kanadyjskiego producenta łososiowych wabików (www.okitackle.com) "Jestem autorem wprowadzenia nowej koncepcji mojej linii UV odblaskowego migania przynęt zwanych ZIELONA meduza . Badania wykazały, że oczy łososia pacyficznego zawierają szereg komórek nerwowych, które są wrażliwe na NIEBIESKI i GREEN . Badania wykazały również, że światło promieniowania ultrafioletowego jest w stanie przeniknąć do głębokości 700 metrów. Mam sformułowany specjalny barwnik, który pozwala produkować moje przynęty, wspaniały żółty/zielony jak i niebieski/fioletowy pod wpływem światła UV." Autor pisze, że nawet światło zorzy polarnej jest wystarczające do pobudzenia barwy wabika. Ciekawe to i chyba nie jest zagrywką marketingową. A tu jeszcze raz, jak kolory żyłki widzimy nad i pod wodą Powodzenia w waszych eksperymentach!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...