Skocz do zawartości

kris1313

Zespół AS
  • Postów

    310
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez kris1313

  1. Dałem się ponieść letniemu lenistwu - przedpołudnie, słonko, łódka zakotwiczona nad śródjeziorową górką, spławiczek. Na echu pojedyńcze rybki, a tu spławik pracuje co chwila. Leszczyki biorą na czerwonego robaka i dają mi szkołę zapomnianych już wszystkich swoich sztuczek:spławik podniesiony, podnużony, wyłożony' ciągnięty, skaczący itd. Zabawa i uciecha przednia. Jak spławik nurkował bez cyrku to była płotka. Miałem co oprawiać i przez śmierdzące od dennego pokarmu wnętrzności, chyba przejdę na C&R.
  2. Kolejne wyprawy były na bliźniacze kształtem jeziora - rynny długie na 5km a szerokość 300 do 600m, nawet w tym samym kierunku wyrzeźbił je lodowiec ze wschodu na zachód. Najpierw jez. Sunowo leżące przy drodze wyjazdowej z Ełku na Orzysz. Słońce trochę spod chmurki od pd.wschodu wiatr, więc zaczynam opływanie belly boatem od wysokiego brzegu z drzewami (wzdłuż torów), bo jest tam cień i brak fali. Cały ten brzeg jest bez trzcin, za to grzybień i wywłócznik tworzy fajny pas kryjówek. Mimo tak wąskiego koryta są tu dołki ponad 20m głębokie. Przede mną dwie urocze wyspy z otoczką roślinności wodnej , do których chcę dopłynąć . Jedna łódka ze spingistami spływa na śniadanie, ale nie zdołałem pogadać, bo już oddaliłem się od plaży miejskiej gdzie łatwo się zwodować. Woda ma średnią przezroczystoścć daleką od tej na Hercie. Na wysokości pierwszej wyspy mam branie i pierwszego szczupaka 55+, przy drugiej wyspie następny 60cm. Oba walczą dzielnie i wyskakują nad powierzchnię przed pływadełkiem. Dziwi mnie to, bo na obejrzanyh filmikach były spokojne. Czy one boją się pływdła a ja za szybko je holuję , gdy mają jeszcze dużo energii, czy temu że takie wypasione? Dalej czeka mnie odcinek powrotny przy brzegu nawietrznym ok.1km. I tu poraz pierwszy przyroda uświadamia mi "kto tu rządzi". Wiatr i fala z otwartej przestrzeni tak się nasiliły, że trudno mi na płetwach pokonywać ich napór. Wypatrzyłem na brzegu małą plażyczkę i tam postanowiłem dobić. Zostawiłem niestety w samochodzie małe wiosełko kajakowe, które miało mnie wspomagać w takich sytuacjach. Docieram nieźle zziajany, zjadam energetyzującego batona i wypijam resztkę zabranej wody. Rozebrałem się z woderów i przepoconego ubrania, wykąpałem z rozkoszą, oprawiłem ryby i czekam na poprawę pogody. Znudziło mi się czekanie a wiatr nie odpuszcza. Zostało mi do przepłynięcia ok.600m, ale oceniam, że zajmie mi to ponad godzinę i się zarąbię. Postanowiłem schować BB w trzcinach i piechotą wrócić do samochodu, by tu podjechać po niego. Muszę to zrobić boso, bo w woderach upał nieznośny, a buty w samochodzie. Oj srogo mnie to doświadczyło, bo Cejrowski nie jestem, a szukając objazdów i przejazdu przez tory przeszedłem ze 3km, żeby znaleźć się przy samochodzie odległym nieledwie 0,5km od BB. Uczymy się rozwagi całe życie!!! Następne jezioro które zwiedziłem po dojściu do siebie, to Lipińskie, przy tej samej trasie ale dalej ok.15km. Las naokoło, przytyka poligon wojskowy przez co jest mniejsza presja wędkarska. Ruszyłem trochę późnym ranem oczytany w sprawozdaniu gosp. jeziorowego, jakie to oni porobili tam zarybienia szczupakiem i sandaczem . Trasę zaczynam w połowie jeziora mając w pamięci wspomnienie, że 5km to nie na płetwy. W lewo jest wąska zatoka gdzie głębina sięga 24m . Jezioro jest dość dzikie i urocze, ale woda.... to zupa ze zmiksowanego groszku. Widoczność żadna, przypominam sobie zagadnienie widzenia kolorów pod wodą, by wybrać jakąś gumę którą zobaczy szczupak. Opływam jezioro południowym brzegiem z grążelami, trzciny o dziwo rosną tylko na brzegu północnym. Dziwne, na Sunowie było to samo zjawisko, czy one są jakieś "magnetyczne"? Docieram na wysokość zatoki i pokonuję ze 400m pustego przelotu. Pochylone nad wodą i zwalone drzewa, roślinność zanurzona, trochę cienia, jepsza widoczność pod wodą - podoba mi się to. Tu muszą czaić się drapieżniki! Obławiam faje miejscówki, ale prócz małych okoni nic nie trafiam. Czy to przez ten żar z nieba i zupowatą wodę ? Biwakujący pod namiotem samotny traper nawet nie moczy wędek. Mówi że przez pełnię księżyca tak nic nie bierze. Ale sandacze są i łowił je na koguty. Wrócę tu jeszcze na pewno!!!
  3. Zbyszku, z opóźnieniem przeczytałem Twoje zapytanie. W naszych sklepach jakoś trudno mi trafić na wabiki i haki antyzaczepowe. Zaglądam na lokalne ryneczki, gdzie "ruscy' miewają coś interesującego. Są to wyroby 'no name', ale ja nie patrzę na firmę, tylko zadawalające wykonanie i pracę wabika. Miałem jeszcze wahadłówkę z dwuostrzowym hakiem, która ze względu na głębokie wykrępowanie miała podłużne wycięcie przez które przechodził trzonek haka, co pozwoliło go przynitować w długiej osi symetrii blachy. Wszystkie te rozwiązania są proste do wykonania samemu. Poniżej przykłady: Uwaga, zdjęcie zawiera niezamierzone "lokowanie produktu" pod nazwą " człowiek"!
  4. Witam i dziękuję Kolegom za dobre słowo, może jesienią pozbieram się by zebrać temat "do kupy". Teraz mój tablet z androidem stwarza mi problemy, by edytować, poprawiać błędy i wklejać zdjęcia - wybaczcie brak liter czy literówki oraz niezamknięty podsumowaniem tekst. cd. do wczorajszego opisu: Słońce zachodzi za lasem i robi się szaro od ściany lasu. Mimo złotej godziny nie mam więcej brań i pora wracać na brzeg. Zdjęcie dzisieszego trofeum wychodzi dopiero z lampą błyskową, stąd kolory nieciekawe. Postanawiam sprawdzić jutro rano, czy szczupaki mają apetyt. Mój ranek, to dopiero ok. godz.9 na wodzie, zresztą mam wrażenie, że szczupaki jedzą śniadanie równie późno jak ja.Opłytwam Hertę mniej naświetloną trasą. Słońce praży coraz mocniej, a mój wczorajszy "skoczek" ani jego kompani nie mają ochoty na moje gumy. Opłynąłem już 3/4 jeziorka zbierając po drodze opr od sfrustrowanego amatora linów. Ja za to widziałem lina ok.40 cm spokojnie pływającego między zielskami. Jest ok. godz. 10 i prawie koniec trasy, gdy przy zacienionym brzegu mam branie. Szczupak jest mocny i robi odjazdy przy muzyce kołowrotka. Gdy jest blisko podprowadzony, robi tak samo wyskok jak wczorajszy. Ale ja jestem już mądrzejszy o wczorajszą przegraną i krótkim kijem elastycznie udaje mi się utrzymać napięcie plecionki niepozwalając na wypięcie się jego. Tym razem wygrywam ja! Trasa zrobiona, połów się udał, żar słońca doskwiera, pora wracać do domu.
  5. Problem ze złowieniem ryb spotykal mnie i kolegów na wodach pomorskich PZW i prywatnych,jednak i tu na Mazurach chyba jest tak samo. Zacząłem co prawda na jeziorze gospodarstwa rybackiego, które zostało powołane po to by łowić ryby, ale jak dobry gospodarz powinni również siać, czyli zarybiać by potem zbierać plony. W/g info z internetu niby to robią, ale jednocześnie skarżą się, że kormorany wyjadają im właśnie tyle co zarybią. Resztę odłowią ile się da i woda zostaje pusta. Mają we władaniu dziesiątki jezior i tysiące hektarów wody, może to pozwala jakoś prowadzić zrównoważoną gospodarkę?. Prowadzą własny ośrodek hodowli narybku. Okoliczności te, piękno i potencjał jeziora skłoniły mnie do postawienia tam łódki, ale widać "życie to nie je bajka a je bitwa" Taaak Zbyszku, zbieranie runa leśnego jest fajowe ( a jagody i maliny obrodziły) ale jednak to nie te emocje co lubią tygryski! No, ale czasem przychodzi "niedziela"! Zmieniłem jeziora, przesiadłem się na belli boata i zawiesiłem na spiningu gumy. Co pomogło nie wiem, ale w trzy wypłynięcia (bo 3 jeziora) złapałem 8 szczupaków. Najpierw urokliwe niegdyś ukryte w starym sosnowym lesie jeziorko Tatary wielkie. Swego czasu kilkukilogramowe szczupaki widać było gołym okiem, jak wiosną wygrzewały się na słońcu przy powalonych do wody drzewach. Jezioro to ma wyjątkowego pecha do klęsk. Jednego roku wojsko ćwiczyło kruszenie lodu (materiałami wybuchowymi), a wiosną po zejściu lodu spora powierzchnia wody pokryta była białymi (bo do góry brzuchami) martwymi rybami. Co kilka lat zimowa przyducha jeszcze w maju pokazuje swoje żniwo. Chyba tylko liny wytrzymują jakoś ten dopust boży. Ale co roku próbuję tam szczęścia ze spiningiem, by znowu trafić swoje 70+. Woda brązowa od torfu jak zawsze, nikłe oczkoanie drobnicy, nieliczne pluski okoni w szuwarach, żadnego ptactwa rybojadów - jakoś martwo. Opływam belly botem wkoło i przy wschodnim brzegu gdzie zwykle dopisywało mi szczęście wyciągam 2 szczupaczki. To jescze młodziaki i puszczam je by dorosły i się mnożyły . Żywię nadzieję, że to jezioro opuszczone przez PZW a nawet dzierżawców kiedyś jeszcze się odrodzi. Jest wczesne popołudnie i niebo się wypogodziło, postanawiam więc przejechać na sąsiadujące o kilka km jeziorko Herta (lansowana współcześnie nazwa Żabie oczko). Spędziłem tu pod namiotem nie jedne wakacje, smażyliśmy złowione płotki i pili wodę z jeziora. Szczupaki zawsze tam były a jezioro choć małe, ma w piaszczystym dnie wypływające zdroje i głębinki, co chroni je przed zimową przyduchą. Zaczynam opływać miskę jeziora obrośniętą rdestnicą i pojedyńczym wywłócznikiem. Tu zawsze stał jakiś rozbójnik. Woda jest pięknie czysta i widzę swoją gumę i podwodny krajobraz na wiele metrów, co pozwala mi dosłownie lawirować kopytkiem między wierzchołkami wodorostów. Ledwie po kilku rzutach jest słodki pulsujący opór. Jest dobry 60+ i się stawia, hamulec gra. Nie mam podbieaka (jak zwykle), więc walczymy na zmęczenie by go podebrać ręką. Odjeżdża kilka razy, aż zcwanił się i na dojściu do pływadełka wyskakuje tuż przede mną ponad wodę wytrząsając hak tkwiący w podniebieniu. Bywaj stary, do spotkania mam nadzieję. Uwolnienie z pojedyńczego haka w twardym podniebieniu spotyka mnie kolejny raz. Coś jest nie tak, myślę, ze moje haki główek są za miękkie, bo sprężynują zamiast wbić się przy oporze ryby. Zacięcie nie pomogło. Nie czekam długo na powtórkę brania, jest braciszek, mnijszy i już ten nie wywija młynków.
  6. Tentypej - łowię od tego jeziora jakieś 50km, więc warunki mamy podobne. Spininguję z łódki i belly bota i do głowy mi nie przyszło o padającym cieniu. Ryby odsuną się od łodzi na co najmniej 5m, bo to ona straszy anie twój cień. Chyba że ciekawe ruchu okonie będą bliżej. Batymetria trochę ukierunkuje miejsca porastania roślnności, na obrzeżu której powinieneś szukać szczupaków. Stawiam na to, że strona północna i południowa ma szerokie blaty z grzybieniami i rdestnicą i tam czają się szczupaki, okonie będą raczej bliżej brzegu w oczkach między zielskiem. Ja praktycznie nie potrzebuję echosondy, bo już nauczyłem się jakie zielsko rośnie na jakiej głębokości i obserwując głębię przez okulary polaryzujące pływam w interesujących mnie miejscach. Twoje pytanie o kierunek ustawienia łódki rozwieje się samo, gdy wypłyniesz praktycznie na wodę. Ja z pomocą silnika el. Czy belly botem staram się ustawić tak, by fala i wiatr znosiły mnie w kierunku zaplanowanej trasy. Zaczynam obrzucać w kierunku trasy a potem wachlarzem na lewo i prawo, a pod koniec również w tył skąd przypłynąłem. To, że łódka się przemieszcza i kręci jast dla mnie plusem, bo zwiększa obszar penetracji wabików. Zobaczysz jaka to frajda, gdy łódź niesiona wiatrem płynie wzdłóż trzcin a ty spokojnie obławiasz ciągle nową wodę.Wożę kotwicę, ale zatrzymuję się tylko w rejonie górek które chcę obrzucić za sandaczem czy okoniem. Co do przynęt, to u mnie w tym roku gumy dają lepsze wyniki niż blachy. Powodzenia!
  7. Ozet - ująłeś całą majestrię prowadzenia wahadłówek! Dotychczas miałem najlepsze wyniki w łowieniu jeziorowych szczupaków właśnie na te blachy. Na ten sezon zaopatrzyłem się w wersje antyzaczepowe z dwoma grotami lub zabezpieczoną kotwiczką. Problem zaczepów praktycznie zniknął. Przez tydzień łowienia nie straciłem ani jednej blachy. Jeśli coś się uwiesi, to plecionka 0,18 pozwala bezpiecznie wyciągnąć zielsko albo je zerwać. Z uwagi na większe możliwości ciekawego i głębszego prezentowania wabików (w czym pomagają mi okulary polaryzacyjne i dobra przezroczystość wody), zacząłem używać gum. Ciężar główki zgrubnie określa głębokość na której penetuje guma. Najbardziej dpowiada mi 9-12g. Kopytko świetnie pracuje na 1 do 1,5m i ślizga się między wierzchołkami wodorostów doskonale drażniąc szczupaki. Hak skierowany do góry znacznie zmniejsza ilość zaczepów, jednak ulokowanie punktu zamocowania przyponu na górze główki powoduje zbieranie zielska ślizgającego się po plecionce. Kiedyś przerobiłem kilka główek przenosząc mocowanie na"nos" główki i zmniejszyło to ilość zaczepów, choć wabik trochę inaczej pracuje. Z haków antyzaczepowych tylko raz znalazłem żabkę tak zabezpieczoną. Chyba sam zacznę je usprawniać. A wyniki? Zaskoczyła mnie efektywność. W ciągu 3 dni (co prawda na różnych jeziorach) złapałem 8 szczupaków' a na blachę przez 4 dni było na pusto.
  8. Pewnie część z nas podobnie jak ja wyjeżdża na letnie wakacje z wędką w bagażu. Zapraszam do dzielenia się z nami swoimi wrażeniami, świeżym spojrzeniem na nowe dla Was łowiska i spotkania z rybami! Zacznę od moich wycieczek wędkarskich na Mazurach w okolicy Ełku. Na początek jez.Selment Wielki gdzie mam łódkę z silnikiem el.(strefa ciszy). Kawał wody na opłynięcie której nie starcza akumulatora 120Ah. Uzbrojony tym razem nie tylko w echosondę ale również tablet z nawigacją Navionics Europ' przez cztery dni pozmawałem i oznaczałem położenia gps ciekawych miejsc. Jeśli potrafię wyedytować mapę umieszczoną w sekcji "pliki do pobrania" to naniosę tam położenie ciekawych miejsc. Szukałem przy okazji szczupaków obławiając rozległe blaty grążeli i rdestnicy, pasy roślinności wokół 2 wysp, górki śródjeziorowe. W trolingu objechałm pasy trzcin i rynny. O zmierzchu opukałem gumą górki szukając sandaczy. Poza małymi okoniami bez sukcesu. Czy to przez deszczową wredną pogodę, czy szczupaki "wyginęły" tam? Nieliczni wędkarze których widziałem na wodzie nie byli spiningistami - coś to daje do myślenia! Popadłem we frustrację i wziąłem wędkę spławikową by zapolować na białoryb, którego olbrzymie stado stało w jednej z rynien przy wyspie. No niestety następnego dnia już ich tam nie było.Skończyło się na średnich płotkach i okoniach. Pora sprawdzić inne jeziora!
  9. "Od dawna nie przejmuję się dedykacjami sprzedawców Jak to mówią sami wędkarze: nie kij łowi a wędkarz." Masz rację Andrzeju, jestem daleki od przyjmowania bezkrytycznie tego co wciskają sprzedawcy. Ogólnie ukierunkują przeznaczenie kija, ale smaczki trzeba samemu rozeznać bo tylko ty sam wiesz jakie cechy ci pasują. Gratuluję i zazdroszczę Ci sandaczy! Czy dane mi będzie spotkać je na Mazurach? Tutaj nadal jest to ryba widmo! Drugi dzień poznawania Trokera na wodzie. Nadal jestem zadowolony po nowych próbach. Kij ładnie pokazuje pracę blach, wirówek, gum i woblerów w prowadzeniu. W trolingu wobler Górala dosłownie pulsuje kijem i chwycenie zielska jest natychmiast pokazywane zmianą pracy. Mała długość kija pozwala świetnie operować szczytówką dla nadania ciekawej pracy wabików. Trochę mniejszy zasięg rzutów niż kijem 2,40/2,70 przy łowieniu z łódki i bellybota w/g mnie nie pogarsza wyników.
  10. Świeżo nabyłem Konger Troker ale 1,98m 40g z przeznaczeniem na szczupaka/sandacza z belly boat. Obawiałem się że będzie za sztywny, bo taki krótki i 40g. Byłem z nim dopiero raz na wodzie i uznałem, ze ma za miękką akcję na sandacza. Pracuje przy zacinaniu gdzieś 1/3 od szczytu, a oczekiwałem 1/4. Ze szczupakim będzie OK , ale mam obawę czy nie za wolna praca przy zacięciu sandacza. A może tylko tak sobie wyidealizowałem z tymi sandaczami? Poprzedni Konger 2,40 (nie pamiętam modelu) miał szybszą akcję szczytową. Wykonanie,trzymanie, wyrzut dają sympatyczne wrażenia. Cena ok.100zł jest dla tego kijka atrakcyjna. Na sandacza/okonie z opadiu i dropshota trzeba będzie kupować inny kij, bo tu sygnalizacja szczytówki jest słaba.
  11. No bardzo to ciekawe, prawie "rozkład dnia". Warto sprawdzić w praktyce! Ja od wielu lat obserwowałem niesamowitą powtarzalość innego zjawiska. Na jez. Ełckim nad którym wyrosłem, w połowie lipca zaczynały intensywnie brać piękne leszcze. Brały na kartofle i cz. robaki i trwało to nie raz ok.2 tyg. Potem stado gdzieś odpływało , albo się rozpraszało. Teraz dysponując sondą i łódką obserwuję latem wielkie stada przemieszczające się w toni na 5-8 m. Nie ptóbowałem jescze się do nich dobrać, bo pytanie najważniejsze - jak jezatrzymać na czas połowu by nie odpłynęły
  12. Leśne jeziorko przy jez. Otomin, tak tak, to otoczone mokradłem i martwym lasem. Mimo zmiennej pogody z przelotnymi deszczykami, w długi czerwcowy weekend postanowiłem obadać czy tam można dojść do wody. Wziąłem gumowe buty, długą wędkę spławikową, trochę kartofli z obiadu i chleba i ruszyłem z nadzieją na połapanie karasi. Za strumykiem łączącym oba jeziora rozdzielają się leśne drogi dając miejsce do zaparkowania. Nigdy tam jeszcze nie łaziłem, to przedzierałem sie przez krzaki na czuja z uczuciem zdobywcy Alaski. Za wąskim pasem ok.30m krzaczastego lasu ukazało się mokradło z resztkami martwego lasu. Szkoda że padł mi telefon by uwiecznić groteskowy jego wygląd. Wiele zmurszałych pni i gałęzi leżało na szczęście na ziemi i w błocie, a poziom wody opadł conajmniej o 0,5m, co pozwoliło mi po tym niepewnym gruncie przedostać sie do kępy korzeni na linii wody. Nie mówię brzegu, bo woda błotnymi oczkami wdziera się co chwila po kilkanaście metrów w stronę lasu. Gumowe buty, tyczka do wsparcia i trochę praktyki z młodzieńczych wędrówek pozwoliły mi dojść do celu. Nie mam suchego lądu nawet na dwie stopy, ale stojąc na gałęziach nie tonę. Dochodząc do wody wystraszyłem jakąś kilkudziesięcio centymetrową rybę która wygrzewała się na błotnej płyciźnie. Woda ma dobrą przezroczystość i jest czarna od mulistego dna. Spodziewałem się zobaczyć podwodną łąkę moczarki kanadyjskiej czy innego zielska, a tu czysta przestrzeń. No nie całkiem, ok. 10m od brzegu rośnie jakaś mikro odmiana wywłócznika, ale nad nim jest ok.70cm wody a dalej jeszcze głębiej. Z boków tylko trochę lilii wodnych, ale jest gdzie zarzucić. Stoję pod wiatr ale przy splawiku 2g co chwila żyłka zaczepia o wystające z wody suche krzaki. Mam małą kotwiczkę do wyzwalania z zaczepów i rzucając nią na lince część najgorszych zawad wyłamuję. Zanęcam mieszanką kartofli z chlebem i zarzucam na kartofelka. Od razu zaczyna sie ruch pod powierzchnią, jakieś ryby łapczywie wyjadają zanętę. No i zaraz odjeżdża spławik po czym nurkuje. Zacinam i holuję bardzo ciekawy co to za ryba. Jeszcze w wodzie widzę, że to nie karaś ani lin, tylko coś brdzo kolorowego. Mam pięknie wybarwioną krasnopiórę z 17cm. I zaczął się festiwal i trwał przez 2 godz. Same krasnopióry, woda żyje jak dawno tego nie widziałem - białoryb się pluska, okoń z boków gania, pod wieczór bliżej środka dwukrotnie wyłożył się chyba szczupak bo wiele hałasu narobił. Zabrałem 24 krasnopióry by dać im nowy niezasiedlony jeszcze dom. Następnego dnia gotuję pęczak z płatkami i dosładzam cukrem waniliowym, nadal nie mam mięsnej przynęrty. Biorę lżejszą wędkę ale z cięższym spławikiem by dokładniej operować na wietrze. Nie trafiam w to samo miejsce i stoję praktycznie w wodzie, ale za to mam szeroką przestrzeń wolnej wody. Powtarza się wczorajsze intensywne branie krasnopiórek, bez nęcenia i to niemal w całym zasięgu wędki, tak jakby stało tam stado w zatoczce. Ok. godz. 19 słońce chowa sie za lasem i na wodę pada cień. Rybki słabiej biorą, pomyślałem że chyba poszły gdzieś za słoncem . Drapieżniki dzisiaj nie ganiają tak intensywnie jak wczoraj. Po drugiej stronie podobno jest stanowisko z położona paletą, bo co jakiś czas pojawiaja się tam wędkarze czatujący na lina. Zabieram tym razem 35 rybek by dołączyły do wczorajszej gromadki wyjadaczy glonów. Szkoda, że zimą nie wybraliśmy się tam z kompanem wspólnych wypraw Pawłem, sądzę że może być ciekawie. Brzeg jest tak nieprzyjazny (choć nie obszedłem jeszcze jeziorka),że nie mam gdzie zwodować się belly boatem w tym błocie.
  13. Dzięki Zbyszku za zachętę! To ewentualnie praca domowa na jesienne wieczory. Za tydzień będę już poznawał ze spiningiem mazurskie jeziora. Nasz portal ma zasięg ogólnopolski, to może i z tamtej krainy jezior coś opiszę?
  14. Dzięki za podtrzymanie na duchu - nadzieja umiera ostatnia, choć nie zacytuję czyją jest ona matką . Dopisuję podane jeziora do listy interesujących!!!
  15. No piknie zrobileś, sympatycznie wygląda jak w niebie! Deski pod ławkami też widzę wyprostowałeś do płaszczyzny, teraz już nie spuchną.
  16. Jezioro Miłoszewskie natchnęło nas z Pawłem dzisiaj na wyprawę. Pewnie opisywane leszcze do 5kg i mamuśki ponad metrowe nie dały mi spokojnie dospać do godz. 3 by ruszyć w drogę. Pogoda poprawiła się na słoneczną, umiarkowany wiatr północny nie robił fali, ale było rześko. Instalujemy się na zachodnim brzegu na stan.4, dokąd można spokojnie dojechać samochodem.Paweł obserwuje szczytówki wędek czatując na leszcza/lina/płocie, a ja ruszam ze spiningiem na belly boat. Woda jest niezwykle przeroczysta, przez polary widać co najmniej na 4m. Dziwi mnie niemal kompletny brak zielska poza pasem trzcin - gdzie te szczupaki mają się kryć??? Zmieniam blachy, gumy, wobki i nic nawet nie pobije. Nic nie gania, na sądzie pojedyńczy białoryb, nawet nie ma ich chmurek. Czas i poranek ucieka, rôwnolegle ze mną podążający brzegiem bywalec z domków też nie ma brania i narzeka , że kiedyś to były w tygodnu trzy ładne szczupaki, a teraz to tylko chwalą się w internecie. Sięgam również na głęboczki, bo ponoć szczupak poszedł za selawą na głębinę.Na brzegu północnym i zachodnim jest wraźnie płycej i pojawia się wywłócznik a przy brzegu trochę lilii wodnych. Koczują tam często w namiotach karpiarze, co zmusza mnie do odpłynięcia w głąb jeziora i lawirowanie pomiędzy stanowiskami. Niektórzy zatopili markery, co bardzo ułatwia mi omijanie zestawów. Nie obyło się bez zahaczenia ich zestawów wywiezionych nawet na 8 m i ponad 200m od brzegu, ale obyło się bez pyskówek, za co im dzięki! W tym zielsku mam wreszcie fajne branie. Z daleka widzę wijącego się szczupaka z kłębem zgarniętego zielska, ale nie obawiam się o moc zestawu. Dociągam go do burty, paszcza otwarta że wejdzie piącha a guma tkwi głęboko w podniebieniu. Uspokaja mnie to że jest dobrze zapięty i podprowadzam go by podjąć pod skrzela, bo nie wząłem podbieraka. Ma dobre 70cm i jest gruby, odżywiony. Wywija mi się i robi małe kółko. Próbuję znowu go chwycić, ale co to? Plecinka nagle staje się luźna, szczupak stoi ogonem do mnie w zasięgu ręki. Zgłupieliśmy obaj, ale on szybciej oprzytomniał że się wypiął i nim chwyciłem go za ogon majestatycznie zanurkował w głębinę. Wcale się nie zeźliłem, bo powalczyliśmy po męsku, a następnym razem będzie miał już immunitet wymiaru ochronnego na tym jeziorze. Znalazłem jeszcze w zatoce obrośniętą górkę ok.2m, ale obrzucenie jej nie powtórzyło emocji. Wędkarze a brzegu narzekali, że czatują drugą dobę bez brania leszcza czy karpia. Paweł też byłna zero, więc w południe zwinęliśmy się do domu. Jezioro odradza się przy nowych właścicielach, ale jednak na "Szwecję" to jeszcze trochę poczekamy!!!
  17. Najpierw wspomnienie nt. Jez. Kolbudy (Bielkowski zb. wodny) bo minęło w międzyczasie kilka tygodni. A propos międzyczasu, nie wiem czemu lingwiści zwalczają ten termin, choć jest on dla mnie od strony technicznej jasny,sensowny i jednoznaczny!!! Byliśmy tam z Pawłem kilka tygodni temu, a że wróciliśmy obaj bez ryby, to i emocji nie było wartych do przekazania. Paweł oczywiście łowił z gruntu, a ja ze spiningiem na belly bocie opływałem jezioro. Jest ono przepływowe w systemie elektrowni raduńskich, bo wodę z jednego końca dostarcza z Raduni spory kanał, a z drugiego super rurą elektrownia cyklicznie spuszcza spowrotem do Raduni. Warunki bytowania dla ryb są na pewno sprzyjające - natlenienie i pokarm. Brzegi w większości obrośnięte trzciną, mało zielska (było) poza misą brzegową, mało jest grążeli i rdestnicy na kryjówki szczupaków. Ze zdziwieniem obserwowałem uderzenia boleni, które Paweł widział na wcześniejszyh wizytach. Nawet na mulistym i płytkim przylegającym jeziorku buszował boleń - można tam wpłynąć przesmykiem przy moście nad kanałem. Tam to powinny królować liny i karasie!!! Napotkany spiningista z brzegu był na zero jak ja, a spławikowiec na robaka trafiał niewielkie płotki i okonki. Marnie, Paweł też był na zetro. W południe wróciliśmy do domu, ale ja sobie obiecuję powtórkę jesienią lub w maju!!!
  18. No faktycznie, przypadkiem może coś się pomieszać, inaczej to mielibyśmy w wodzie jeden uśredniony gatunek ryby. Z zielonej łączki np. to są muły - mieszanka konia z osłem i te się nie rozmnażają.Natura sama to reguluje na szczęście. A już się bałem że karp urośnie jak sum z Ebro .
  19. Napiszcie coś o tym krzyżowaniu. Słyszę o tym pierwszy raz, tak same z siebie w naturalnym środowisku??? No krąp to może mu się pomylić ale żeby z płotką romansować? Zgroza!!!
  20. Bez odzewu zostało pytanie o suszone ryby. U nas nie spotkałem tego specjału, ale na Litwie są w sklepach. Wyglądają na lekko podwędzane i ususzone, były to leszczyki i płotki do 20cm - pewnie łatwiej takie wysuszyć. Spróbowałem jak smakują, ale nie zachwyciły mnie. Wędzone ryby są lepsze, ale na biwak nie radzę zabierać. Brat był w Rosji bliżej Syberii, to tam tubylcy suszyli ryby (bez patroszenia) w domu nad kaloryferem na parapecie - aromat w mieszkaniu nipowtarzalny! W tropikach ludy suszą osolone ryby na słońcu, jakby u nas ochronić je od much, to w lipcu też by się udało.
  21. Kurcze, aż się poirytowałem, że nie można kupić tego makaronu do zaparzania w wydaniu "dla ludzi". Mam nastawienie negatywne co do pokarmów dla zwierząt. Znam niestety firmę Bacutil która produkuje mięsne żarcie i to stanowi dla mnie barierę nie "do przełknięcia"
  22. kris1313

    Petycja

    Nie mam nic przeciwko limitowi 7szt.dorszy po 3 do 7 kilo każdy. Ustawodawca był chyba na dorszach w Norwegii!!! Wymiar ochronny powinien być przestrzegany również przez rybaków - sami sobie niszczą populację. No i niech dadzą tym dorszom pojeść szprota i śledzi bo chudziny straszne.
  23. Dzieki Zbyszku za "wariacje makaronowe na patelni". Gotowe dania nie często nam pasują. więc gdy jakieś uznasz za godne polecenia, to pisz o tym.
  24. Zbyszku, ambitnie zabierasz się do biwakowania, ale w dzisiejszeych czasach nie trzeba chyba aż tyle wysiłku wkladać w przygotowanie wyprawy. W czasach mojego dzieciństwa gdy "nie było" lodówek a co pół roku rodzice "bili przed świętami świnkę", było konieczne konserwowanie wyrobów mięsnych poprzez wędzenie, solenie (słoninki) i wekowanie. Znalazłeś fajny sklep ze "specjalną" żywnością, ale wychodzi to trochę drogo, a nie idziemy na Kilimandzaro. Wróciłem właśnie z tygodniowego spływu kajakowego, tym razem szlakiem Krutyni i jezior mazurskich. To była już czwarta wyprawa kajakowa, gdzie śpimy pod namiotami i sami się żywimy. Bez kontaktu co kilka dni ze sklepem, to trudno się obyć, trzeba choćby kupić następny chleb, pomidory, cebulę, margarynę/masełko... Zabieramy trwałe kiełbasy typu Krakowska sucha, puszki mięsne i rybne, żółty ser, dżemy, kasze, ryż i makaron. Po dotarciu na obozowisko noclegowe robimy gorącą obiadokolację, odgrzewając takie oto gotowe zupy albo gotowe dania typu gulasz, fasolka po bretońsku itp .... Stara obozowa kuchnia podaje, że do każdej gorącej potrawy można wrzucić kostkę topionego serka, co poprawia jej pikanterię i zawiesistość. Jeśli złapało się jakąś rybkę, to oczywiście szła na patelnię i kolejny obiad był z głowy. Do podgrzewania wody i potraw stosujemy małe butle/kartrydże z propan-butanem. Wędrujący równolegle z nami Niemcy mieli nowe wcielenie ruskiego prymusa na benzynę - mała cienka butla 0,5l z pompką jak palec do wytworzenia ciśnienia i działało to bezpiecznie. Benzyna jest bardziej energetyczna więc szybciej grzeje, na dłużej starczy, a poza tym łatwo ją kupisz gdy się skończy. A rybki? - marnie dopisały. Zabrałem skrócony spining by pomachać z kajaka jak znajdzie się czas. Złapałem 3 szczupaki na woblerek "górala" i okonia średniaka na wirówkę. Przekonany jestem że widziałem 2 dorodne pstrągi, choć spotkani wędkarze powątpiewają, czy w Krutyni są pstrągi.
  25. Zetknąłem się już z informacją o tym systemie komunikacji publicznej, proponuje go firma z Trójmiasta. Niższy kanał jest powyżej pasma morskiego i nie znajdziemy go na morskich radiotelefonach. Ma to sens dla firm lądowych w transporcie, dla kurierów i handlowców. Zdobyli by wielką popularność, gdyby utworzyli krajową sieć komunikacyjną podobną w działaniu do telefonii komórkowej. Za tym poszły by inwestycje i koszty nie do udźwignięcia za 20,-zł od licencji. A jeszcze co do k.17 dla WOPR - radiotelefony mają mieć ograniczoną w tym kanale moc do 1W. To by tłumaczyło brak obowiązku posiadania licencji operatora dla użytkowników.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...