Jump to content

Czy wstydzisz się tego, kim jesteś?? O języku polskim w wędkarstwie słów kilka ...


wind
 Share

Recommended Posts

witajcie,

o genezie współczesnego wędkarstwa pisaliśmy już wiele i zgodnie orzekliśmy, że nie mamy czego się wstydzić w tej materii. Można mówić o polskiej szkole wędkarskiej, do budowy której swoje cegiełki dokładali po kolei wybitni znawcy rzeczy, którzy poza ogromna wiedzą posiadali i posiadają niezwykły dar przekazywania tej wiedzy. Budowniczymi polskiej myśli w tej dziedzinie są również ci zwykli - niezwykli moczykije, którzy spędzili tysiące godzin i dni nad wodą praktykując, zaopatrzeni w bambusy, leszczyny, szklane Germiny itd. To ludzie, którzy nie wiedząc co to amortyzator gumowy sami wpadli na pomysł aby połączyć zestaw ze szczytówką kawałkiem wentyla rowerowego, a grube na palec jałowcowe szczytówki świetnie spełniały rolę tych "drgających". Żaden z nich nie znał pojęcia picker, leadcore, method feeder, lure- i rodbuilding czy mój ulubiony - "hand made".

A łowili piękne ryby, sami dochodzili do swoich wyników, przede wszystkim myśleli, obserwowali i wyciągali wnioski. I niewielu z nich znało angielskie czy niemieckie określenia, bez znajomości których dziś niektórzy nie potrafią wyobrazić zasiadki wędkarskiej.

Inspirację do napisania tego tematu zaczerpnąłem z dzisiejszej wymiany poglądów ze znanym w naszym wędkarskim światku świetnym wędkarzem - praktykiem, blogerem i twórcą kanału tematycznego na YouTube. Pojęcie "HandMade" jest dla kolegi konkretniejsze i lepiej brzmi niż "własnoręcznie wykonana przynęta" czy po prostu "rękodzieło".

Nie chcę nikogo krytykować, każdy mówi i pisze tak jak potrafi i lubi, niektóre słowa czy zwroty kiedyś uznawane za nie prawidłowe i "nie polskie" przez językoznawców zostały w końcu zaakceptowane przez tzw. "zasiedzenie" i weszły na trwałe do języka potocznego.

Mimo wszystko uważam, że mamy swój język i wiele obcojęzycznych określeń dotyczących naszego hobby znajduje swoje odniesienie w języku polskim, oczywiście nie wszystkie ale znakomita większość. Apeluję to do kolegów, używajcie polskich określeń i słów w dyskusjach o wędkarstwie, jeśli tego zaniechamy to może się zdarzyć ze za 30 lat nie dogadamy się z najmłodszymi adeptami tej sztuki, będziemy mówić o tym samym ale różnymi językami.

Zamieńmy maczówki na odległościówki, handmade na rękodzieło, fast na szybkie i mówmy/piszmy po naszemu, po polsku.

Link to comment
Share on other sites

No niestety, ale jest to moda, która wkradła się do naszego języka i jest wszechobecna. Ciężko, a może nawet nie będzie możliwości tego czegoś wyplenić, a szkoda, bo nie mamy się czego wstydzić. Ludziska zaczęli podłapywać obce słówka, bo może myślą, że na ,,zachodzie,, jest tak super i powinniśmy czerpać od nich wzorce, ale jako człowiek, zwykły szaraczek, ale ostatnio często podróżujący po Europie śmiało powiem, że nie mamy się czego wstydzić, no może za wyjątkiem naszych rządzących, ale to akurat się tyczy także i pozostałych państw świata, i to bez wyjątku!0

Link to comment
Share on other sites

Cóż, muszę Was zmartwić, geneza mojego nick-u, a właściwie ksywy czyli pseudonimu, jest całkiem inna i niewiele z wiatrem ani tym bardziej wiatrami związku nie ma.

 

A temat ... jako taki poruszany już niedawno, niestety nie pamiętam gdzie, przez twórców ręcznie robionych przynęt, wielu z nich również preferuje język polski.

Link to comment
Share on other sites

Dobrze Danielu, że ruszyleś ten temat. Może to nawet nie moda na angielskie słowa, a pewne niechlujstwo i uleganie bełkotowi którym faszerują nas marketingowcy, dziennikarze i TV.

Czasem są to terminy dotyczące informatyki czy ekonomii które trudno jest zastąpić jednym polskim słowem i to trzeba zaakceptowac, ale mnie to razi mimo żę trochę rozumiem j. angielski.

A jak się czuje "starsze" pokolenie które liznęło j. rosyjskiego i niemieckiego? A slang młodzieżowy i wulgarność = to juz wynaturzenie ojczystego języka.

Młode pokolenie które w znacznej części uczyło się angielskiego w szczególnosci upraszcza sobie mowę, ale już taki język w komunikacji społecznej w wydaniu polityków uważam za niedopuszczalny. Nie poddawajmy się dawajmy dobry przyklad!!!! 

Link to comment
Share on other sites

Czy ten temat nie był przypadkiem inspirowany artykułem zamieszczonym pod koniec 2014 roku w jednym z czasopism wędkarskich?

Swoją drogą dobrze napisane...

Nasz język jest przecież bardzo piękny i szkoda go zaśmiecać...

Link to comment
Share on other sites

Temat na pewno ciekawy, pouczający i warty pochylenia się nad nim - wszak o mowę ojczystą chodzi - szczególnie młodym wędkarzom polecam, choć nie tylko wędkarzom. Zważywszy, że z roku na rok, coraz mniej pozostaje nam Polski, polskości, polszczyzny... Starszym nie trzeba niczego przypominać, gdyż mają to w genach, pielęgnują, są wyczuleni i wyczulają na wszelkie przejawy ignorancji i kaleczenia "ojczyzny polszczyzny" - nie byli wychowani na SMS-ach.

 

A podobny fragment dyskusji mieliśmy i tutaj, już w ub roku:

 

Klik

Link to comment
Share on other sites

Obawiam się że z tej drogi nie ma odwrotu. Młodzież ma tendencję do maksymalnego upraszczania zwrotów w języku polskim, posługując się wręcz hasłami. Trudno się spodziewać że następne pokolenia odwrócą tą manierę (trend!?). To jest znak czasów w dobie "globalnej wioski", wzajemnego przenikania się języków i kultur. Jakoś nie wyobrażam sobie powrotu do patetycznego języka rodem z Mickiewicza, Słowackiego, Żeromskiego czy Prusa, nie wspominając o nieznośnej wręcz egzaltacji językowej w przedwojennych filmach. Już kiedyś w historii polskiego wędkarstwa próbowano zastąpić obco brzmiące nazwy metod czy technik wędkarskich, polskimi, jak widać z marnym skutkiem. Taki spinning, próbowano zastąpić terminami "wyrzutka" lub "rzutówka ", które i tak nie oddają istoty tej metody, bo należałoby dodać np." rzutówka przynętą sztuczną", aby była jasność że chodzi o spinning. Nawet nazwa jakże swojsko-polskiej gruntówki, pochodzi od niemieckiego słowa- grund. Aby więc spolszczyć tą nazwę, wymyślono pojęcie "denka". Ostatecznie nawet w literaturze wędkarskiej powstał potworek słowny czyli "gruntówka denna", co jest klasycznym przykładem tzw. "masła-maślanego". Nie popadajmy więc w skrajności, szukając na siłę polskich nazw, albo nadużywając tych obco brzmiących, aby w efekcie nie narazić się na śmieszność.

Link to comment
Share on other sites


Taki spinning, próbowano zastąpić terminami "wyrzutka" lub "rzutówka "

 

Hihi! W latach sześćdziesiątych u nas powszechną regionalną była nazwa "błysk" - "łowić na błysk". I jakby na tą nazwę nie patrzeć, to w metodzie chodzi właśnie o "ten błysk" przynęty i wcale niekoniecznie taki, jak od lusterka, bo matowa guma też błyśnie swoim bokiem...

Link to comment
Share on other sites

Poruszyłeś sprawę która równierz mi jest droga.Innym moim zamiłowaniem jest akwarystyka roślinna i również w tym temacie występuje zjawisko o którym piszesz.Miłośnicy akwariów tworzą kompozycje roślinne w zbiornikach a zdjęcia wstawiają na tematycznych forach do oceny.I nadają tym kompozycjom angielskie nazwy.Wstawiałem na tych forach apele aby nazywac w jęz Polskim ale wiecie jak to jest, inni nie widzą problemu.To ja po prostu pytam autorów co ta nazwa oznacza.I to taki mój wkład w zachowanie pisowni rodzimej a może nie tylko .Może i o tożsamość tez chodzi.

Link to comment
Share on other sites

@lester - nie, żebym się czepiał, ale „równierz” pisze się trochę inaczej; zacznijmy wkład w zachowanie pisowni od poprawienia samych siebie...

 

Chociaż w porównaniu z innymi forami, na tym jest o wiele lepiej niż na innych...

Ukłon w stronę admina...

Edited by Tammyy
Link to comment
Share on other sites

Obawiam się że z tej drogi nie ma odwrotu.

 

Cholerka, niekoniecznie. W dziejach Polski nasz język przeżywał różne okresy i przeplatano go zwrotami w łacinie, a jeszcze później francuskimi. Bo tak ładnie było i świadczyło o inteligencji rozmówcy. Potem próbowano nam narzucać i niemiecki i rosyjski. A przecież powróciliśmy do ojczystego języka. Może teraz też jest taki kolejny okres nowo mody? Zwłaszcza, że jeszcze 25 lat temu zdecydowana większość z nas musiała gawarit pa ruskij. Może to jakaś forma buntu, odcięcie się od tamtych czasów?

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Ja też zacytuję prof. Ozeta - "Obawiam się że z tej drogi nie ma odwrotu." I dotyczy to języka w wszystkich dziedzinach, nie tylko wędkarstwie. Język jest żywy i podlega ciągłym zmianom. Chociażby takim, że nowe rzeczy trzeba jakoś nazwać. Najprościej taką nazwę zapożyczyć. Więc o ile ze wspomnianym Mickiewiczem, Prusem czy Słowackim moglibyśmy się jeszcze jakoś dogadać, to żeby zamienić kilka zdań z takim np. Kochanowskim potrzebowalibyśmy tłumacza. Do rozmowy z poddanym któregoś z pierwszych królów  potrzeba by już łamacza szyfrów... ;)  Język polski przedstawiany w filmach o tamtych czasach jest sztucznym tworem, mającym niewiele albo nic wspólnego z rzeczywistością. "Namacalną" pozostałością do czasów mojego /naszego/ pokolenia było słynne gładkie " Ł"  doskonale słyszalne w mowie ludzi urodzonych na początku XX w i wcześniej. Dziś słyszane bardzo rzadko lub może wcale...

I jeszcze ciekawostka. Nasze słynne "U" i "Ó"  :D  Skąd to się wzięło? Komuś się chyba nudziło i sobie wymyślił? Nie. Nic sobie nie wymyślił. Chociaż dziś ciężko to pojąć, intonacja w "staropolszczyźnie" była tak rozbudowana, że wymowa tych głosek różniła się od siebie - inaczej wymawiano i słyszano U a inaczej Ó. .. :)

 

EDYTA:

 

Mieszko I do swej małżonki Dubrawki:

Roztomiła Dubrawo! Wdy nie lza isto imioniszcze, gdy bzda na wdzydze leże, a Brzetysław hań na grani. Atoli bez gzda dufajęcy, iże szczer- biąc na krze, icie obostrzejąc dufam a szłomem grzmięcy kasztela- nią istotwisto-zaisto gudziu-gudziu. Gdy tedy krężoł mi na brzeszczot, a dziewiarz w wierzeje zajrzywa, rydel żeż mu w zy- del, a tarantasem ku grzędom jako też wizgun kędy ongi fibzdy ro- somachy a żubry a tury z chałtury igrce w gród walą. (co by tu jeszcze... Aha!) Bzdręgam Cię tedy Dubrawo roztomiła lepieciwie, grzemdziam po dzydzulach sterczychą, a giglam w dziemdziacza. Je- no grodu mi nie zaciapciaj ciupasami dzidzioląc, a to leszczyńca udziabawszy pobdziągać by nado po siedziszczu haniebnym, isto nie jako bdy ady zdy ćpy, wyciepający grządziela kuropatnikem dójczym, dyćko hryćko dobraczyćko, żukrowiec nienacki tandem opus. Bywaj, ciumko, nie zdetonuj się szurmiejęcy częstokolcem siermiężnym u szałasa dyrdając a kucając ni tudy ni siudy qui pro quo, hindus pindus dandys brandys a kuku! Twój Mieszko P.S. A isto nie zdy wdy ku dziopie ciurlając, dryndulki dalipan nie wytaplaj! M. (co by tu ady... O!) Z kiela prądziel giba, z tela grządziel dzi- ba!

 

To oczywiście żart, ale coś w tym jest...  ;)  Autor: Andrzej Waligórski

Edited by Splawik66
Link to comment
Share on other sites


Ja też zacytuję prof. Ozeta [...] Język jest żywy i podlega ciągłym zmianom.

 

No kurna Prezydent, tytuły profesorskie już nadaje. ;)

 

A odnośnie drugiej części cytatu, to nie we wszystkich dziedzinach na szczęście, bo chociaż bluzgamy po staremu. Chociaż w tym palec Boży, bo jeszcze by mi/nam ktoś nabluzgał na forum w "nowoczesnym" języku i nawet bym nie wiedział. :)

Link to comment
Share on other sites

Jotes napisał:

Potem próbowano nam narzucać i niemiecki i rosyjski. A przecież

powróciliśmy do ojczystego języka. Przekorni jesteśmy. Im większe były restrykcje zaborcy czy okupanta, tym bardziej naród lgnął do nauki języka ojczystego. Mimo groźby więzienia, zsyłki na Sybir, często utraty życia. Teraz dla wielu jest to tak prozaiczne i nudne zajęcie, że szkoda na nie czasu. Młodzież posługuje się wykoślawioną forma języka polskiego, bogato przetykaną angielskimi zwrotami, z wulgaryzmami jako wypełniaczami treści przekazu. Często ów "wypełniacz" stanowi jego główną treść. Sam nie jestem jakimś purystą językowym, jestem świadomy swoich braków w tym względzie, tym bardziej czarno widzę przyszłość języka polskiego. Zwyczajnie żal mi tych młodych ludzi, którzy nieporadnie próbują zadać pytanie na forum, którzy mimo wysiłku intelektualnego, nie potrafią "sklecić" choćby jednego sensownego zdania. Przypominają mi niemego człowieka, który oczyma chciałby powiedzieć wiele, jednak fizycznie nie może. Nie czuję do nich niechęci, ale tak po ludzku jest mi ich żal. Do gier komputerowych, czy przeglądania obrazków na stronach internetowych, nie jest konieczna znajomość języka polskiego. Ale chcąc coś przekazać innym, czy też o coś zapytać, niestety te "kilkadziesiąt" wyrazów trzeba znać, oraz wiedzieć jak je sensownie użyć w zdaniu. Bo z próżnego to i Salomon nie naleje.

Link to comment
Share on other sites

I tu należałoby zadać kluczowe pytanie: A co robią szkoły, że wypuszczają takich tępaków? Jak taki ktoś zdaje z klasy do klasy? W jaki sposób zdaje maturę? Że o rodziców  nie zapytam... 

 

Spławiku, litości! Język sobie połamałem. :)

Link to comment
Share on other sites


Czy ten temat nie był przypadkiem inspirowany artykułem zamieszczonym pod koniec 2014 roku w jednym z czasopism wędkarskich?

 

Przypomnisz tytuł. Jeśli to nie WW to nie, innych nie czytuję ;).

 


Taki spinning, próbowano zastąpić terminami

 

Są oczywiście terminy, których nie da się sensownie spolszczyć, ale ... próbujmy ;) .

 


Chociaż w porównaniu z innymi forami, na tym jest o wiele lepiej niż na innych...
Ukłon w stronę admina...

 

To nie moja wina ;) , to raczej zasługa użytkowników. Błędy zdarzają się bardzo rzadko, czasem je poprawiam ale zawsze na kolorowo więc widać.

 


Może to jakaś forma buntu, odcięcie się od tamtych czasów?

 

większość tych, którzy po polsku ni w ząb, nie pamięta tych czasów.

 


A co robią szkoły, że wypuszczają takich tępaków?

 

Realizują program.

 

Bracia!! ;)

Oczywiście nie można być ortodoksem, na postęp nie poradzimy, "chociaż gdyby nie ta elektryczność, to byłoby jak w domu" , i zamknąć się na nowości językowe i być przysłowiowe 100 lat za Murzynami. Ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku, to że będziemy "cool" i "fajni" bo znamy obce słówka często nie znając ich znaczenia nie przysporzy nam podziwu i uwielbienia innych wędkarzy.

Link to comment
Share on other sites

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba właśnie w WW się na taki artykuł natknąłem...

 

Sprawdzę przy okazji, bo i mi coś zaczęło teraz świtać.

 

Wracając do temat, kolejny mój "ulubieniec" ;), czyli to co różni "prawdziwego wędkarza" (głównie w sieci ;) ) od innych, zwykle nazywanych "dziadkami leśnymi" oraz "gumofilcami" ( swoją drogą jakież to piękne, polskie określenia ;) ), czyli Catch&Release. Moim skromnym zdaniem wiele lepiej brzmi nasze polskie złów i wypuść, co więcej, będzie to miało również aspekty wychowawczy wspomnianych dziadków i gumofilców, po prostu zrozumieją o co chodzi w tej, jakże pięknej idei.

Czasem spotyka się nad wodą człowieka ciut ciut po czterdziestce, z lekką nadwagą, w okularach, gumiakach i bluzie od dresu, który uczył się na przełomie epok języka rosyjskiego w podstawówce i niemieckiego w szkole średniej, i może mieć problem z jakże egzotycznym pojęciem znanym pod skrótem C&R. :D

Link to comment
Share on other sites

Całe szczęście, że nie mam nadwagi i obok rosyjskiego miałem także angielski w szkole, bo już myślałem, że o mnie piszesz.

Niestety nie trafiłeś, bo wiek tu nie ma istotnego znaczenia.

Link to comment
Share on other sites


Całe szczęście, że nie mam nadwagi i obok rosyjskiego miałem także angielski w szkole, bo już myślałem, że o mnie piszesz.

 

Cóż, liczyłem na Twoje poczucie humoru właśnie w szczególności. Świat jest duży i sporo innych ludzi się po nim kręci ;).  

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...