Jump to content

Mikado da Vinci bolonka teleskop


Dark
 Share

Recommended Posts

Próby łowienia takim teleskopem, metodą odległościową, to istna katorga i rzecz niemożliwa. Kije do metody odległościowej uzbrojone są w dużą ilość przelotek (minimum 13), czyli mocno zagęszczonych na blanku i to specjalnych do tej właśnie metody, czyli na wysokich stopkach. To zagęszczenie i wysokie stopki mają zapobiegać klejeniu się żyłki podczas rzutu, do blanku. A tak się dzieje podczas mżawki (nie koniecznie ulewy), podczas mgły, rosy, ale również żyłka elektryzuje się i również klei się do blanku. Dlatego produkowane są odpowiednie do tej metody wędziska. O odległościówkach teleskowpowych się nie wypowiadam, gdyż nie mam ani wiedzy, ani przekonania do nich. Ale! Gdybyś np próbował w odwrotną stronę, tzn wędziskiem do metody odległościowej łowić na rzece - to to już się da i ja robię to z powodzeniem.

A skoro wstęp mamy już obcykany, to: jeśli chcesz przeznaczyć ok 110 zł na ten teleskop, to chyba lepiej dołożyć 20-30 zł i kupić sobie Ten/taki kijek

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Ten teleskop mam za darmo, a jak byś zobaczył moje stare wędki pod spławik to byś tą bolonkę z pocałowaniem ręki brał, miałem stare Czechosłowackie wędki które ważyły bardzo dużo, nie mam zamiaru wydawać na wędkę tyle kasy, szczególnie że nad wodą będę z nią może z 10 razy.

Link to comment
Share on other sites


nie mam zamiaru wydawać na wędkę tyle kasy

 

I przymusu nie ma, a jak dla mnie ta akurat wędka jest niemal darmo. Tylko po co pytasz, skoro nie uznajesz odpowiedzi? Nie, nie da się tym łowić metodą odległościową/angielską! I nie, nie wziął bym tego teleskopa nawet, gdybyś mi stówę dopłacał, bo nie uznaję teleskopów. 

 

A ja łowiłem kiedyś leszczynowymi i bamusowymi kijami, bo nic innego nie było... :P

Link to comment
Share on other sites

A problem opiera się na nazewnictwu. Nie znam metody odległościowej ale znam technikę odległościową i zgodnie ze swoją wiedzą stwierdzam, że da się łowić teleskopem, jakimkolwiek z przedziału 3,90 - 4,50m, techniką odległościową, gdyż ja łowię tak z powodzeniem od wielu lat. Nie da się jednak łowić teleskopem metodą angielską, za daleko.

Link to comment
Share on other sites

Dokładnie miałem to pisać Docio, 25 lat temu nie było czegoś takiego jak metoda angielska (machowa/odległościowa), a łapaliśmy z tatą na spławiki odległościowe (przelotowe) i to na te wędki o których pisałem - czechosłowackie i się dało, zadałem pytanie bo wiem że bolonka jest na rzeki ale słyszałem że da się spokojnie nią łapać na jeziorach. Ja wróciłem do łowienia po ponad 25 latach i muszę na nowo sprzęt kompletować, pierwszy sezon już mam za sobą na starym sprzęcie, dało się tym łowić ale skoro trafiła się okazja tej bolonki postanowiłem skorzystać, ja preferuję bata do łowienia ale lubię mieć drugą wędkę rozstawioną obok, stąd wzięła się ta bolonka.

 

Teraz tyle "ciekawych" metod łowienia powstało, że jak zacząłem czytać i liczyć ile kasy na to by trzeba wydać to się załamałem. Kręcioł do metody spławiokowej, kręcioł do spiningu, kręcioł do karpiówki, kręcioł do feedera, i wędki do każdej z tych metod, managerowie mają się dobrze i zarabiają grubą kasę na tym wszystkim, wydaj od razu 150 zł ma wędkę i 100 na kręcioł, do tego osprzęt - tak jak pisałem może w ciągu sezonu będę na rybach stacjonarnie z 10 razy zdecydowanie bardziej lubię chodzi wzdłuż rzek ze spiningiem, więc po co mam tyle kasy wydawać?

Link to comment
Share on other sites

Bolonka to niemal tylko nazwa dla teleskopu o określonych parametrach. Kupując bolonke masz gwarancję, że wędzisko posiada akcję szczytową ale pracę progresywną. Nie ma co się czarować ale przepływanka odległościowa w rzece nie dorównuje odlegościom osiąganym na wodach stojących, gdyż wtedy wędziska musiałyby mieć po 10-12m długości. :) Przepływanka odległościowa rządzi się tymi samymi zasadami co tradycyjna, jedynie dalej się łowi od brzegu.

Innym parametrem jest waga wędziska, która jest zdecydowanie niższa od tradycyjnych teleskopów, gdyż wędzisko cały czas trzyma się uniesione do góry. Z tego też powodu, wyłącznie moim zdaniem, bolonki krótsze niż 5m to jakaś pomyłka lub celowy zabieg marketingowy. Wielokrotnie widziałem czwórki o tej samej wadze co piątki, ale nieco tańsze, a to już mi śmierdzi zwykłym oszustwem.

I sprawa ostatnia to mocowanie kołowrotka. Najczęściej mocowany jest wysoko jako wędzisko do rzutów dwuręcznych oraz by móc oprzeć dolnik o biodro. Ja niestety tak łowić nie lubię i nie umiem - nie wychodzą mi zacięcia. Gdy wędzisko pod nazwą bolonka ma uchwyt tradycyjny "pod łokieć" to już powinna świecić się w oku lampka alarmowa.

 

Z tego co napisałeś, ta czwóreka z jakimś małym kołowrotkiem asekuracyjnym na pewno spełni swoje zadanie. Mały kołowrotek do rozmiaru 200 kupisz do 100zł bez problemu. Ważne aby miał dobry hamulec a jak wiadomo, mniejsze ryzyko blokady mają te przednie.

Co do kręciołków do feedera i karpiówki to kup jeden, z wolnym biegiem. Przecież przy gruncie nie musisz z niego korzystać a mechanizm będzie mocny, przynajmniej powinien być chyba, że trafisz na "nowoczesne preferowane wyroby" z przełożeniem 5:1 lub wyższe.

Link to comment
Share on other sites

Jotes napisał:

Próby łowienia takim teleskopem, metodą odległościową, to istna katorga i rzecz niemożliwa.

Jarku, jest to stwierdzenie zbyt kategoryczne z którym "nie chcem i nie mogem" się zgodzić. Jest to jak najbardziej możliwe, mimo gorszego komfortu łowienia niż rasową matchówką. Jeżeli można skutecznie łowić bolonką w wodach bieżących na znacznych dystansach, to nie widzę przeciwwskazań żeby skutecznie łowić taką wędka także w wodzie stojącej. Nie będzie żadnym bluźnierstwem zastosowanie przy bolonce zestawu z wagglerem, o ile ten zestaw będzie poprawnie skonstruowany. Myślę że rybie jest w zasadzie wszystko jedno, czy na podpórkach leży wędzisko za 85 czy też za 850zł. Najważniejszy jest zestaw, odpowiednio dobrany do warunków łowiska. Ograniczeniem dla teleskopu będzie krótszy zasięg, gdyż przy większej średnicy blanku, będzie gorzej pokonywał opory powietrza podczas zarzucania zestawu, zwłaszcza podczas wiatru. W takich warunkach zdecydowanie lepiej sprawdzi się smukła matchówka. Łowienie bolonką podczas deszczu rzeczywiście stwarza pewne problemy, ale u nas takie warunki są raczej wyjątkiem niż regułą. Jeżeli ktoś ma smykałkę czyli tzw. "dryg" do łowienia ryb, to w żadnym razie łowienie bolonką w wodzie stojącej nie będzie dla niego katorgą, a niemożliwe stanie się możliwym.

Link to comment
Share on other sites

Nie, nie da się tym łowić metodą odległościową/angielską!

 

Czytać ze zrozumieniem! 

 

No dobra połączę odpowiedzi. 

 

Ozecie, ja akurat nie piszę jako teoretyk, tylko z własnego doświadczenia w boju opisuję, że owszem, próbowałem używać teleskopa 4 mb do połowu metodą odległościową, ale uporczywe klejenie się żyłki do blanku, skutecznie mi to wybiło z głowy. Działo się tak nawet wtedy, gdy nie padało, wystarczyła rosa, ale nawet do suchego blanku kleiło naelektryzowaną żyłkę. I żeby było śmieszniej, działo się tak w trakcie zawodów zawsze, gdy już zaliczyłem rwanie lub splątanie podstawowego zestawu na profesjonalnym kiju. Awaryjnie miałem zawsze teleskopa i nie zdał egzaminu. A to, że może czasem mi się udało połowić, do pozytywów nie zaliczam - raczej do porażek sprzętowych.

A co do bolonki, to i owszem łowiłem u nas nawet bolonką 8 m, którą kupiłem specjalnie na zawody na ZS (woda stojąca), gdzie w łowisku miałem na krótki rzut 7-8 m głębokości i też dawałem sobie świetnie radę. Jednak łowiąc bolonką nie łowiłem metodą odległościową. I basta! ;)

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Jotesie, nikt rozsądny nie będzie stosował do łowienia wagglerem bolonek 7-8m. Ale bywało że stosowałem w różnych wariacjach z waglerami, bolonkę 5m (Milo). Jeżeli odległość łowienia nie była zbyt duża, 25-30m, to wielkiej różnicy w komforcie łowienia nie odczuwałem. Tyle, że do wędki teleskopowej trzeba stosować nieco cięższe zestawy, niż w tych samych warunkach przy zastosowaniu matchówki. Zauważyłem że duże znaczenie ma rodzaj lakieru na blanku wędki. Zdarza się (podczas łowienia na przepływankę w rzece, na deszczu), że do jednej bolonki żyłka wręcz lgnie, gdy drugą z taką samą ilością przelotek, ale pokrytą innym lakierem, można zarzucać i prowadzić zestaw dość płynnie. Mimo wszystko nadal będę się upierał że bolonką (z wagglerem) można skutecznie łowić w wodach stojących, zdając sobie jednocześnie sprawę że nie jest to optymalny wybór na tego typu łowisko.

Link to comment
Share on other sites

Jotesie, nikt rozsądny nie będzie stosował do łowienia wagglerem bolonek 7-8m.

 

 

Sam bym wyśmiał takiego magika (dyskretnie). Chyba mnie nie zrozumiałeś. Metoda bolońska (kij 8 m!) - spławiki odpowiednie do metody bolońskiej. Ja łowiąc na 8 m bolonkę na Zalewie Sulejowskim stosowałem wyłącznie spławiki typowe do metody BOLOŃSKIEJ i w zakresie od 4 do nawet 20 g. Na marginesie tylko wspomniałem, że na krótki rzut było już 7-8 m głębokości, ale ja łowiłem 25-30 m od brzegu i świetnie sobie radziłem. Dopiero na takiej odległości były najlepsze wyniki, a teleskopowicze nie mieli żadnych szans na nie. Metoda bolońska doskonale się tutaj sprawdzała, a zapoczątkował ją kolega pochodzący z Krakowa, ale zamieszkały u nas. Facet miał niesamowite wyniki, był wielokrotnym mistrzem koła i okręgu, a wszystko dzięki tej właśnie bolonce i metodzie bolońskiej.

 

Poniżej tylko dla przykładu wklejam zdjęcie kilu spławików do metody bolońskiej, niedobitki, które jeszcze mam na stanie. Resztę już powydawałem, a bolonkę sprzedałem.

 

post-1521-0-66689300-1423856433_thumb.jpg

 

Zbyszek, ja widocznie trafiłem na teleskopa z takim kiepskim lakierem, jak napisałeś. Już go nie mam, dałem kuzynowi do przeganiania gołębi.

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Jako praktyk z niemal trzy letnim doświadczeniem w próbach połączenia techniki odległościowej z wędziskiem o nazwie "bolonka" z pełną świadomością i przekonaniem stwierdzam, że jest to niemożliwe z zachowaniem tego, czym jest "sól" wędkarstwa czyli osiągnięcie spokoju ducha, zresetowania stresu i ogólnego poczucia szczęścia i pełnego relaksu. Po prostu "szlag jaśnisty" mnie trafia, wędzisko zachowuje się kij od miotły turboodrzutowej mojej teściowej, żyłka klei się do blanku na sam widok wody ;), a zarzucenie na większą odległość zestawu 2-3g jest niemożliwe. Zapewne konstrukcja wędziska jest odpowiednia do metody bolońskiej gdy płynący zestaw sam napina żyłkę w przelotkach odciągając ją skutecznie od mokrego ( wilgotnego ) blanku.

Zaczynam się co raz poważniej zastanawiać nad skompletowaniem drugiego zestawu a z bolonki zrobię kij do flagi albo znajdę jej jakieś inne, równie pożyteczne zastosowanie.

Ale to oczywiście tylko i wyłącznie moje, subiektywne zdanie.

Link to comment
Share on other sites

Sprawdzę w tym sezonie i może dojdę do podobnych wniosków ale narazie musiałem zmienić moje 25 letnie wędki na coś innego lżejszego a ponieważ trafił się ten kijek za darmo to go wziąłem. Napewno będzie lepszy od tych co mam teraz.

Link to comment
Share on other sites

Wind napisał:

Zaczynam się co raz poważniej

zastanawiać nad skompletowaniem

drugiego zestawu a z bolonki zrobię kij do flagi albo znajdę jej jakieś inne, równie pożyteczne zastosowanie.

Nasuwa się zasadnicze pytanie: po jaką cholerę tą bolonkę kupowałeś?

Czy dla "szpanu" bo wypada mieć? Czy może naoglądałeś się filmów na których ktoś sprawnie i skutecznie łowi tą techniką? Trudno opanować jakąkolwiek technikę tylko teoretycznie, jeżeli wędzisko do niej stoi w przysłowiowym kącie, raz na sezon przecierane z kurzu. Żeby skutecznie łowić bolonką potrzeba wielu godzin, wielu dni nad wodą , aby pewne zasady i nawyki "weszły w krew". Jak mawia Tomek Horemski, łowić tyczką można nauczyć nawet małpę, ale metoda angielska czy bolonka to już "wyższa szkoła jazdy". Wiem jak długo trzeba ćwiczyć aby łowić niejako od niechcenia, a postronni obserwatorzy zachwycali się że "zestaw idzie jak po sznurku". W zawodach wędkarskich biorę udział rzadko, bo po pierwsze moje możliwości finansowe są ograniczone, po drugie czuję pewien zgrzyt między gonitwą za wynikiem, a prawdziwym duchem wędkarstwa. Po raz pierwszy dałem się namówić tuż przed czterdziestką. Nigdy tu na forum nie wspominałem, że trochę pucharów z różnych zawodów mi się uzbierało, oraz pięć tytułów mistrza koła, łowiąc bolonką, sporadycznie sięgając po bat. Takie spektakularne sukcesy, to wygrane zawody okręgowe o tzw. Puchar Sobieszka, kiedy to łowiąc bolonką pod przeciwnym brzegiem kanału złowiłem 8kg 200g płoci, pokonując drugiego o 3kg.(startowało 68 zawodników). Także drugie miejsce w zawodach Warszawa- Konin,kiedy to trener Stanisław Wolicki przywiózł ekipę zawodników, których znałem wcześniej wyłącznie z artykułów w WW. Ze swoją bolonką 7m (Trabucco), wyglądałem jak ubogi krewny między kilkudziesięcioma (49) tyczkami, jak wędkarz z innej epoki. Moja taktyka była prosta. Zanęciłem pół metra dalej niż wynosił zasięg tyczek. Płotki i krąpie miałem w zanęcie cały czas. Złowiłem ich 4kg 80dkg, tracąc do zwycięzcy 40dkg. W owym czasie (2002r) bolonki w naszych sklepach zaczęły się sprzedawać jak "ciepłe bułeczki", ale równie szybko zaczęły pojawiać się ogłoszenia -sprzedam bolonkę. Wielu wędkarzom brakło cierpliwości i samozaparcia w opanowaniu tej techniki. Nawet teraz,gdy spotykam wędkarzy łowiących bolonką, to na ogół robią to źle. Popełniają karygodne błędy w konstrukcji zestawu, oraz fatalnie ten zestaw prowadzą, co odbija się na ich wynikach, więc w konsekwencji pojawia się rozczarowanie i zniechęcenie.

Link to comment
Share on other sites


Nasuwa się zasadnicze pytanie: po jaką cholerę tą bolonkę kupowałeś?

 

Ta bolonka to trofeum z moich pierwszych wygranych zawodów wędkarskich. Sam bym nie kupił kija o tej wadze i pracy. Generalnie nie kupiłbym bolonki ze względu na to, że metoda jak dla mnie bardzo trudna a i potrzeb jej stosowania nie widzę. Te wypady nad Wisłę, które sobie planuje ustawiam "gruntowo" czyli z surfem na suma i federem na pozostałe rybki. Aaaa .... i zapomniałbym, rzadko, bo rzadko przystawka, ale to już z batem.

Kija używam z konieczności nad "moim" jeziorkiem, wolę dmuchać na zimne i w razie spotkania z naprawdę grubymi rybami mieć zapas linki na kołowrotku. Miałem kilka razy spotkanie z rybą, która robiła co chciała i myślałem tylko o tym aby nie uszkodzić bata. w innym przypadku pewnie bym już dawno ją przehandlował.

Link to comment
Share on other sites

Spławiku, około 15m, co bardzo mi odpowiadało. Ale na tymże kanale, przy małym uciągu, radziłem sobie też gdy stanowiska były co 10m. Tyle że pod bolonkę należy nęcić niemal na granicy swojego stanowiska i sąsiedniego w górę nurtu, żeby do maksimum wykorzystać swój odcinek łowiska. Nie ukrywam że sąsiad powyżej, nigdy nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwy.

Wind, mogłeś od razu napisać że chodzi o teleskop udający bolonkę (mający prawdopodobnie dumną nazwę bolonesse na blanku). Nie musiał bym brać zwiększonej dawki leków na nadciśnienie + relanium.

Link to comment
Share on other sites


Wind, mogłeś od razu napisać że chodzi o teleskop udający bolonkę (mający prawdopodobnie dumną nazwę bolonesse na blanku). Nie musiał bym brać zwiększonej dawki leków na nadciśnienie + relanium.

 

Wierzę, ze sobie poradziłeś domowymi sposobami ;). Fakt, ma napis "bolonesse" a nawet podobnie wygląda to tej, którą swojego czasu kupił w Gdańsku @Docio, tyle, że jest 3 razy cięższa i 5 razy tańsza :D.

Link to comment
Share on other sites

Spławiku, około 15m, co bardzo mi odpowiadało. Ale na tymże kanale, przy małym uciągu, radziłem sobie też gdy stanowiska były co 10m. Tyle że pod bolonkę należy nęcić niemal na granicy swojego stanowiska i sąsiedniego w górę nurtu, żeby do maksimum wykorzystać swój odcinek łowiska. Nie ukrywam że sąsiad powyżej, nigdy nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwy.

.....

 

Poniał. Ja mam widzenie mocno spaczone Wisłą. Łowię nieraz w takich miejscach że przy głębokości ok 3m potrzeba 10m "miejsca" żeby spławik 15g się ustawił. Stąd to pytanie.

Link to comment
Share on other sites

Spławik napisał:

Łowię nieraz w takich miejscach że

przy głębokości ok 3m potrzeba 10m

"miejsca" żeby spławik 15g się ustawił. Stąd to pytanie.

Też mam podobne miejsca na Warcie, przy opaskach fasz-kam. Ale wtedy moje łowienie bardziej przypomina angielską wypuszczankę niż klasyczną bolonkę. Zresztą po co mam wtedy szukać ryb daleko od brzegu, jeżeli wiem że "siedzą" w rynnie pod opaską. A wiadomo że im bliżej prowadzi się zestaw, tym lepsza kontrola nad nim.

Link to comment
Share on other sites

Spławik napisał:

Łowię nieraz w takich miejscach że

przy głębokości ok 3m potrzeba 10m

"miejsca" żeby spławik 15g się ustawił. Stąd to pytanie.

Też mam podobne miejsca na Warcie, przy opaskach fasz-kam. Ale wtedy moje łowienie bardziej przypomina angielską wypuszczankę niż klasyczną bolonkę. Zresztą po co mam wtedy szukać ryb daleko od brzegu, jeżeli wiem że "siedzą" w rynnie pod opaską. A wiadomo że im bliżej prowadzi się zestaw, tym lepsza kontrola nad nim.

 

A moje łowienie przypomina przepływankę z przytrzymywaniem ;)  W największych uciągach, w rynnach przy głębokościach do 5m... Zakładam spławiki 25g i obciążenie w formie oliwki 30-40g. spławik utrzymuje się na powierzchni dzięki stałemu napięciu żyłki. Brania czasem lepiej czuć w łokciu niż widać, Dlaczego w ogóle zakładam spławik? Bo jestem Spławik 66 :D A na poważnie, to w chwili spływania zastawu sprowokowanego poruszeniem wędziska, brania widać na spławiku. Gdy zestaw stoi brania się widzi i czuje. Takim przeciążonym zestawem latwiej nauczyć się przepływaniki - wszystko dzieje się wolniej i zestaw jest pod kontrolą. Nie ma balonów z żyłki, bo każdy luz powoduje zatopienie spławika. To dobry trening przed nauką przepływanki klasycznej. Nuworysz powinien w ogóle zaczynać naukę od przepływanki "na szuranego" gdzie spływanie spowalnia się przegruntowaniem zestawu. Jest prosty, łatwy i mniej stresujący od klasycznego zestawu ze śrucinką muskającą dno. Poniosło mnie ;)

 

PS Ile szerokości ma Warta w miejscach gdzie łowisz ? ;)

Link to comment
Share on other sites

Nie bardzo. Nurt w Warcie jest szybki, więc w grę wchodziłby jedynie "zestaw wleczony". Nie lubię sobie komplikować życia, więc szukam rynien możliwie najbliżej brzegu z którego łowię. Łatwej wtedy celnie zanęcić i skutecznie poprowadzić zestaw. Co innego na kanałach gdzie uciąg jest przeważnie wolny, średnia szerokość ok.30m, więc spokojnie mogę łowić pod drugim brzegiem.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...