To już chyba spławikowe ostatki. W ostatnią sobotę udało mi się wyrwać i mimo śniegu, wiatru i zimna parę godzin posiedzieliśmy nad wodą. Tak, posiedzieliśmy, bo w odróżnieniu od ostatnich wypraw miałem towarzystwo . Zabrałem syna kuzynki, jak się okazało zapalonego wędkarza, "speca" od karpi i spinnigu. Tak, speca, ma na rozkładzie 8kg sztukę. Gdzie tam z moimi karpikami złowionymi z powierzchni mogę się równać???
ale wracając do meritum, pogoda do bani i duży skok ciśnienia nie wróżyły obfitych połowów i tak właśnie się stało. Efekt to 5 rybek, mini leszczyki, krapik i dwie płoteczki. Największą złowił oczywiście "młody", na mają "siódemkę" akurat jak poszedłem na zwiady do sąsiada. Na koniec, jakby kiepskie warunki i efekty nie wystarczyły, przy składani wędki moja ulubiona piąteczka ... pękła w łapkach mojego podopiecznego. Tak przerażonego dzieciaka jeszcze nie widziałem :D .Na szczęście teleskop jest łatwy do naprawienia. Bacik już jest gotów do następnej wyprawy. Może jeszcze w tym roku się uda gdzieś wyskoczyć ??? Mam nadzieję, bo jak nie to parę miesięcy "posuchy" przede mną.
Mam plan zrobić z Maćka prawdziwego Bat-mana .