Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. A to czemu? To nie widziałeś ile tam jest kombinacji i przeróżnych rozwiązań? Masz też układ jezdny to i na pewno jakaś przystawka z hakiem holowniczym też istnieje, a nawet jeśli nie, to tylko kwestia czasu.
  2. Kiedyś suszyłem łby i płetwy piersiowe. Nie usuwałem jednak skrzeli, tylko w zakładzie zanosiłem do kotłowni i wieszałem na drucie nad rozdzielaczem pary. Tam wystarczyło zaledwie kilka dni do całkowitego wysuszenia. Potem malowałem lub pryskałem lakierem bezbarwnym... Jednak dzisiaj już nie mam ani jednego dowodu rzeczowego z tamtych rzezi, bo co na nie spojrzałem to mi żal się robiło i krew mnie zalewała, że byłem tak głupi, by zabić rybę tylko dla jej łba. Wszystkie takie "trofea" wydałem koledze.
  3. Poniżej podaję przepis na ciasto z mąki wg "tatowej" receptury. Ciasto skutecznie kusiło takie ryby jak: płoć, leszcz, krąp, wzdręga, brzana, kleń, jelec i karp. Do zrobienia jednej porcji konieczne są takie produkty, jak na dołączonych fotografiach: 1. mąka pszenna 2. cukier wanilinowy 3. olej roślinny rzepakowy Do filiżanki wsypuję 3 kopiate łyżeczki mąki pszennej i pod cieniutkim strumieniem wody (dodając jej po odrobince!) wyrabiam mąkę aż do momentu, gdy bez trudu "klucha" odrywa się od łyżeczki. W międzyczasie wstawiam w płaskim garnku wodę do ugotowania ciasta. Po zagotowaniu się wody, zaparzam najpierw łyżeczkę, by ciasto nie przywierało do niej podczas wykładania do wrzątku. Następnie, gdy już znajdzie się w wodzie, rozgniatam widelcem kulę ciasta w płaski placek po to, by szybciej się ugotowało. Należy tutaj uważać, bo ciasto potrafi przywrzeć do dna garnka. Całość gotuję do momentu, aż wypłynie już do wierzchu. Następnie nabijam na widelec i odstawiam do odparowania i wystudzenia. Do ugotowanego i wystudzonego ciasta dodaję odrobinę na czubku noża cukru wanilinowego i dosłownie trzy krople oleju rzepakowego, a całość wyrabiam w rękach. Dokładnie wyrobione ciasto, bez żadnych grudek jest w miarę kruche, daje się formować w kulki różnej wielkości (w zależności od wielkości haczyka). Taką kulkę nabijam na haczyk całkowicie zasłaniając grot, i lekko zaciskam na łuku kolankowym haczyka. Również siedząc z przystawką, tego samego ciasta używam do nęcenia, wsypując obok spławika kilkanaście kulek wielkości tej na haczyku (dwa do trzech razy na godz) Ja jako zapach zastosowałem cukier wanilinowy, ale można stosować dowolny/inny. Na zdjęciu pokazane jest też opakowanie z szafranem, którym można zabarwić ciasto na kolor żółty. Poniżej na fotografiach widoczne poszczególne czynności: Stopniowe dodawanie wody do mąki i mieszanie Wyrobiona "klucha" Rozgniatanie na płaski "placek" Ugotowane już ciasto wypłynęło na wierzch Odparowywanie i suszenie Cukier wanilinowy (tu wbrew pozorom na nożu jest przezroczysta odrobinka cukru) Dosłownie trzy kropelki oleju rzepakowego. Dodanie oleju powoduje, że ciasto w wodzie się tak szybko nie "wymywa" Wyrabianie Gotowe ciasto Połamania kija i taaakiej ryby!
  4. A zatem postanowione, jutro przy świetle dziennym porobię fotki i opiszę całość.
  5. Cholerka, aż mnie kusi, żeby dać Wam przepis na ciasto, które nawet przy rzucie na cały zicher nie ma prawa spaść, ale nawet mała płoteczka bez trudu uszczknie sobie z niego kęs. A przepis jeszcze tatowy i łowiliśmy na nie piękne ryby. Oczywiście, o ile byłby ktoś zainteresowany.
  6. Byłbym bardzo niegrzeczny, gdybym oceniał zalinkowany artykuł/tekst/materiał "po pierwszych pięciu minutach". Także zabieranie głosu na podstawie "po łebkach" przeczytanego materiału byłoby jakieś takie nieeleganckie i niekulturalne. I tak się składa, że dokładnie zapoznałem się z tym tekstem - w całości! Ale jak widzę Ty przeczytałeś tylko końcówkę tego, co mi podesłałeś i na tym się jedynie skupiasz (choć nie dokładnie), albo celowo pomijasz początek tak istotny dla całości zagadnienia. A to, na czym się skupiłeś - ten fragment, który mi tak gorąco polecasz, to już 2 etap (biologiczny/tlenowy) końcowy tej oczyszczalni roślinnej - filtr glebowo - korzeniowy. Całość tego układu oczyszczalni zawarty jest jednak w dwóch etapach: 1. Ten, o którym pisałem od samego początku, gdzie sypie się do kibelka specjalne bakterie do zainicjowania procesu fermentacji/gnilnego w zbiorniku/szambie. No bez zbiornika czy szamba nie da się tego wybudować, a bez odpowiednich bakterii zainicjować całego procesu. Bakterie do wszystkich typów oczyszczalni przydomowych 2. filtr glebowo-korzeniowy lub układ rozsączający. Albo też połączony - przefiltowane już ścieki z filtra glebowo-korzeniowego odprowadza się przy pomocy układu rozsączającego wprost go ziemi. Oczyszczone już ścieki mogą być też odprowadzane wprost z filtra do studni odsączającej, rzeczki (jak w przypadku CP), rowu, a nawet do oczka wodnego. Taki filtr składa się z odpowiedniej grubości folii do wyłożenia dna wykopu, a na niej odpowiednio warstwami: kamień, keramzyt, piasek, przewody rozsączające, ziemia i kora (zachowując odpowiednie spadki w kierunku odpływu) i już na końcu z przewodu zbierającego przefiltrowaną wodę oraz odpływu - jw. Filtr nie bez powodu nazwano glebowo-korzeniowym, gdyż ścieki doprowadzane są do niego rurami drenażowymi, przesączają się grawitacyjnie przez całość wyłożenia, a na końcu odprowadzane są odpowiednio jw., ale już oczyszczone. Schemat filtra glebowo-korzeniowego Korzenie roślin bagiennych (trzcina, pałka, sitowie, tatarak) spełniają rolę dotleniającą takiego "złoża". Suchy "zbiornik" bagienny/bagno bez bagna W zalinkowanym przez Ciebie przykładzie mowa jest właśnie o takim filtrze i nie jest to wcale żaden otwarty zbiornik wodny. Dlatego m.in konieczna jest ta kora, która ma za zadanie: łagodzić wahania temperatury, ograniczać rozwój chwastów, pomagać w utrzymywaniu wilgoci w glebie. Na zakończenie, ale takie definitywne tego w sumie już gównianego tematu, jakim się zrobił. Oświadczam wszem i wobec, że wywieszam białą szmatę i PODDAJĘ SIĘ. Jednocześnie postronnych czytelników przepraszam za cały ten smród. Głupia, niewinna wzmianka - że też mnie podkusiło, chwalidupa jeden... I żeby skały...pękały! Dla mnie End of Topic Edit: Jeden link stawiał mi opór...
  7. Skoro nalegasz. Będę jednak używał skrótów w cytatach. Chociaż temat zaczął się zupełnie niewinnie, od wtrącenia przeze mnie wzmianki, że to o czym piszesz, ma już swoje zastosowanie w Polsce i nawet ja mam u siebie takie rozwiązanie, to jednak nie pasowało do Twojej opinii/wiedzy. Również nie pasowało absolutnie do koncepcji czegoś, o czym czytałeś - jak się okazało później - ok 20 lat temu. Nie dopuszczałeś nawet myśli, że i my (Polska) jesteśmy znacznie bardziej zaawansowani w takich rozwiązaniach i do końca upierałeś się przy swoim i przy tym otwartym zbiorniku wodnym do ostatecznego oczyszczania. (o tym jednak napiszę na koniec wywodu). Jesteś równym gościem, lubisz żartować, kawalarz jesteś, a gębusię masz zawsze uśmiechniętą, ale... Jak się okazuje, nie znosisz sprzeciwu, a wszystko ma być tak, jak Ty zakładasz/pozwalasz. I pewnie dlatego w tym miejscu: Wprost zadałeś mi kłam - tak to odbieram. Przecież jesteśmy kolegami/przyjaciółmi, a tak się nie robi koledze. Po cóż miałbym kłamać? Nie zaufałeś jednak koledze, tylko głupiej mapie, która wywiodła Cię na manowce i karkołomnych twierdzeń. Wycofałeś się z tym zarzutem? Przyznałeś się do błędu/pomyłki? Nie! Przeszedłeś do porządku dziennego i jak gdyby nigdy nic, dalej brnąłeś. Aż w końcu, tu: Zarzuciłeś MI, że to ja nadal niczego nie rozumiem. Czyli wg Ciebie jestem tępakiem, niezdolnym do samodzielnego myślenia? To już zabolało! Zaraz jednak podajesz mi link do rozwiązania, które od 5 lat mam u siebie (i jednak bez zbiornika wodnego!) i każesz mi poszerzać wiedzę (ręce opadają ze zdumienia). Kolejny kop! A czy Ty Zbyszku poszerzyłeś/odświeżyłeś swoją wiedzę, zrozumiałeś, że Twój upór doprowadził Cię dokładnie i wprost do mojej pierwszej wzmianki, że to już dawno dzieje się w Polsce i wcale nie jest tak jak zakłada Twoja koncepcja. Dopuszczasz w ogóle, że mógłbyś się mylić, że to Twoja wiedza jest "nieświeża"? Błądzić jest rzeczą ludzką Jednak nawet po tym wszystkim, nie potrafisz przyznać się do błędu i ponownie jak gdyby nigdy nic przechodzisz do porządku dziennego: I silisz się na kolejne szyderstwo prosto w moją gębę, kwitując całość uśmieszkiem. Jakoś tak nie po koleżeńsku/przyjacielsku. A przecież kobyła w biegu mnie nie wypierdziała, tylko normalna niewiasta urodziła. Mam swoją godność, ambicję i honor. Zwykły robol, ale honorowy! Liczyłem, że kolega/przyjaciel potrafi jakoś wybrnąć z zaistniałej sytuacji, wycofując w należyty sposób swoje zarzuty, a nie wypnie się z uśmiechem. I jak obiecałem: A tu już tworzyłeś błędne koło, które prowadzi wprost do głównego wątku w tym temacie. Odprowadzając ścieki do takiego zbiornika wodnego, doprowadziłbyś do eutrofizacji tego zbiornika, a w konsekwencji do hipertrofii (o smrodzie już pisałem). Nie wspominając o kosztach związanych z usunięciem problemu, przebudową "oczyszczalni", a po drodze gigantycznych kłopotach z urzędnikami ochrony środowiska. Ale to oczywiście moje zdanie i nie trzeba się z nim zgadzać, byle w sposób cywilizowany. Ot, I tyle! Tak to odebrałem.
  8. No to przykrość! Ja jednak na szyderstwa nie będę się silił, ani na palenie głupa i obrażanie adwersarza. Szacunek obowiązuje w obie strony... EOT!
  9. Mam rozumieć, że tym zdaniem kończysz poprzedni temat? Za rozsądek dziękuję, jeszcze odrobina mi go pozostała, jednak czegoś mi tu brakuje. Nie sądzisz? W moim przypadku odpada i trociniak i piec opalany miałem węglowym. Mam zbyt nerwowych członków rodziny i nie chciałbym, żeby ktoś z nich zszedł na zawał z powodu takiego pieca. Trociniak po zasypaniu, w pierwszej kolejności wytwarza gaz, który w momencie zapłonu tak potrafi walnąć w piecu, że aż klapy zrywa. Mój kolega kiedyś w takim momencie mało w spodnie nie narobił. To samo dzieje się z miałem węglowym, ten typ opału akurat testowałem u siebie, to rodzina prosiła mnie, żebym więcej miału nie kupował. Z resztą, u mnie jak się później okazało, najlepiej spala się węgiel kostka i najdłużej trzyma ciepło. Ale za to jest najdroższy. Poprzestanę zatem na brunatnym, będzie to już kolejna zima. Nie mam prawa narzekać, ani powodu by poszukiwać teraz innego rozwiązania. Znam je wszystkie. Szkoda mi jedynie, że w rodzinie nikt nie ma samochodu ciężarowego, bo gdybym kupił węgiel bezpośrednio w Bełchatowie, to zszedłbym w kosztach do 10-12% w stosunku do węgla kamiennego. Ale dla mnie jest OK! Nie będę szukał miodu... tam, gdzie go nie ma. 1. Trociniak 1 Czegoś takiego bałbym się postawić nawet w kotłowni 2 Trociniak 2 Zdrowsi będziemy bez niego, a poza tym mój piec jest sprawny i stary przecież nie jest. Edytowałem i dopisałem.
  10. Celowo nie edytuję postu powyżej, bo zależy mi by pozostał w oryginale. Zbyszek, do tematu dodam tylko, że przeróżnych rozwiązań jest bez liku. Jest też już od dawna u nas wielu producentów, a coś takiego można kupić w każdym szanującym się/znaczącym składzie budowlanym. Przykłady i rozwiązania rodzimej produkcji wykorzystywane od wielu lat w Polsce. Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał, że ja nawet myślami byłem jeszcze dalej. Ja rozważałem też zrobienie sobie jakiejś malutkiej bio gazowni przydomowej, ale jak poczytałem, to mi się odechciało. O pompie ciepła też już myślałem, ale opalam w zimę węglem z Bełchatowa i jest super. Koszty w stosunku do węgla kamiennego spadły o 70%. Tylko, że Unia chce nas na siłę uszczęśliwić i zakazać opalania węglem brunatnym, więc wycofają go ze sprzedaży na składach węgla. Takie zmartwienia pozostawiam sobie jednak do czasu, gdy wejdzie już zakaz.
  11. Zbyszek lubię Cię i szanuję i dlatego - możesz mi wierzyć! - nie zamierzam się sprzeczać, ani przerzucać argumentami. Wiedzy już nie muszę poszerzać w tym konkretnym zakresie z chociażby dwóch powodów: 1 - nie będę drugi raz budował bio oczyszczalni, 2 - konieczną wiedzę posiadałem już 5 lat temu i dlatego mam dokładnie takie rozwiązanie, jakie opisane jest w linku podanym przez Ciebie. Prawda, że o wiele subtelniejsze rozwiązanie niż to z otwartym zbiornikiem wodnym do końcowego oczyszczania?
  12. Na zdrowie! Ja uwielbiam takie właśnie filmy. Jeszcze kilka/kilkanaście lat temu stawianie tezy choćby, że "płucami ziemi" wcale nie są amazońskie lasy, byłoby nie do pomyślenia. A tu masz! To "głupiemu" fitoplanktonowi w zasadzie zawdzięczamy życie i z góry widać to jak na dłoni. Ja mam ten film na dysku, zrzucam na "penisdrajwa" i zapodaję na duży ekran, poezja. Pozdrawiam
  13. Jesiotry są i w naszym zalewie i to już duże sztuki, dobrze powyżej metra. A zwiały z jakiejś hodowli w górze Pilicy podczas powodzi w 97 r. Ja osobiście nie miałem okazji złowić, ale kolega podczas wspólnego pływania miał jednego. Podobno niesmaczna ryba (opinia kolegi). Inny wędkarz jednego dnia złowił 2 szt 9 kg i 12 kg, ale też miał małe jesiotry. Czyżby więc się tutaj rozmnażały? jesiotr jesiotr i maluch jesiotra
  14. Święte słowa i święta prawda! Mało tego zakwitom fitoplanktonu zawdzięczamy 50% tlenu w atmosferze. A na dowód tego dałem tu kiedyś link do filmu na NG pt "Ziemia z kosmosu", w którym właśnie jest o tym mowa, zresztą nie tylko o tym. Jeśli ktoś trafi na powtórkę tego filmu, to polecam, bo warto obejrzeć i dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Czasem warto pogmerać w necie. Poniżej daję link do tego filmu z lektorem.
  15. No to jesteśmy w domu! Ja nie piszę o takich archaizmach i nie podaję czegoś takiego za przykład. Uruchamiamy teraz zwykłą ludzką wyobraźnię na przykładzie większym, na przykładzie mojego byłego zakładu. Ty sobie wyobrażasz, że do tej malutkiej oczyszczalni ścieki walą rurą Ø 300 mm, całym jej przekrojem i z nie wiadomo jakim ciśnieniem? Nonsens! Owszem ścieki odprowadzane muszą być rurą odpowiedniego przekroju, ale ileż tego jest? Masz tam kilka kibelków i umywalnie, a w każdej z nich 2 kabiny z prysznicami. I o ile kibelki mogą być czynne częściej, ale i tak nie przez całe 60 min na 1 godz, to reszta tylko na koniec każdej zmiany. No to ileż jest tych ścieków? Dlatego do przerobienia ich wystarczających jest tych 6 zbiorników po 2000 l każdy! Z hal produkcyjnych cała woda, a jest tego ogrom, trafia do oczyszczalni technologicznej, więc nie wolno tego tutaj mieszać w tym temacie. No to wyobraź sobie teraz oczyszczalnię przydomową. Masz tylko zlewozmywak, umywalkę, kibelek, pralkę i kabinę prysznicową. To ileż Ty litrów/m3 wody dziennie możesz/chcesz zużyć, że aż konieczny byłby otwarty zbiornik wodny do jej końcowego oczyszczenia? - W normalnym gospodarstwie domowym! Co miałoby go zasilać i utrzymywać odpowiedni poziom, bo na pewno nie to ździebko. Ale wylęgarnia komarów, jak się patrzy. Znajdź mi głupiego, co by niepotrzebnie inwestował masę kasy na takie coś, a jeszcze marnował kawał ziemi pod coś tak absurdalnego i wąchał jego wyziewy. Nie wspominając tych naturalnych filtrów, to dopiero musi walić, jakby się wóz z cyganami wyp... Są subtelniejsze metody... Zbyszek, nie szukaj - dla mnie temat skończony. Nie zaśmiecam więcej wątku Windowi, bo jest o wiele ważniejszy. Edytowałem po namyśle i dopisałem ostatnie zdanie.
  16. Pop swoje i Czort swoje. Czy Ty zawsze musisz mieć na siłę racje, nawet jesli jej nie masz? Nie wiem, gdzieś Ty tam dojrzał zbiornik z tatarakiem? Tam jest tylko i aż kilka redlinek/bruzd zaoranych z tatarakami i przez nie tylko sączy się ta woda - tam jest tylko mokra/mokrawa ziemia. A znajduje się to już nad samym brzegiem rzeczki. Nie szukaj tego na mapie, bo jest "tak ogromne", że próżny Twój trud. Nie wiem też gdzieś Ty Zbyszku wytrzasnął taki hangar 40x10m? Ja zaznaczyłem tak malutką pierdółkę, że nie sposób jej przypisać aż takich wymiarów. Łatwiej Ci będzie przeliczyć wymiary porównując palety stojące obok, znajdź w googlach wymiary palety, a zobaczyż, że to ja jeszcze przestrzeliłem ten wymiar 4x6. A firma nie musi nikogo opłacać za badania, bo ma własne laboratorium z racji prowadzonej produkcji, ale żeś tego nie wiedział, to mnie zmartwiłeś. Masz jeszcze bliżej ten budynek i nie doszukuj się tam tataraku, bo w tym miejscu to byłoby bez sensu. A już zwłaszcza nie dopatruj się tam lustra wody jakiegoś zbiornika. Ta oczyszczalnie jest w pełni zautomatyzowana i bezobsługowa (no prawie). Wszystko odbywa się tam automatycznie, są dozowniki dozujące w odpowiednich proporcjach i odpowiednie bakterie, a cały proces oczyszczania odbywa się w tych sześciu widocznych zbiornikach przelewowych. Woda już oczyszczona dopiero z ostatniego odprowadzana jest przelewem w tataraki, ale tak powolnym ciureckiem, że ino się sączy - nie wali całą rurą. Raz w tygodniu idzie tam facet, zawiązuje worek, odstawia pełny pojemnik z "grubym", podstawia następny, uzupełnia dozowniki i wraca do swojej roboty na oczyszczalnię wody technologicznej, którą też tam mają, ale gdzie indziej i tam już musi się narobić. Ale tego nie będę Ci opowiadał. Również raz na jakiś czas przychodzi sobie pani laborantka, pobiera próbki z różnych punktów poboru i sobie idzie. Za moich czasów wyglądało to wszystko zupełnie inaczej. Nie było jeszcze wtedy tego całego betonu i tych wszystkich palet poniżej oczyszczalni, to był spory pas zieleni. Po moim odejściu na rentę wybudowali to, zalali wszystko betonem, rurę tylko puścili pod nim i to jest teraz magazyn wyrobów gotowych (jeden z wielu). Tam nawet w razie awarii czegokolwiek włączają się odpowiednie alarmy i nikt nie musi już niczego pilnować. Nawet w razie awarii linii elektrycznej czy braku prądu, nie ma postoju. To jest taki zakład, że nie może sobie pozwolić na ryzyko zatrzymania produkcji i nie może być mowy o tym, żeby stanął z powodu braku prądu. Ja wiem o czym piszę, bo stawiałem ten zakład i ustawiałem w nim każdą maszynę i każde urządzenie, o czym Ci opowiadałem. Musiałem w nim znać każdy zakamarek i każdą śrubkę, bo mieliśmy tu takiego głupka, który nas z tego egzaminował raz w roku. No, ale wykładu nie będę Ci robił, bo to nudne, a i jeśli o mnie chodzi to na racji mi nie zależy... Aha! Edytowałem, dopisywałem i poprawiałem literówki, bo musiałem zawieźć żonę na dworzec i trzeba było przerwać pisanie. oczyszczalnia.bmp
  17. I tu się mylisz! Żadnych zbiorników otwartych nie potrzeba, chemii faktycznie się nie sypie, tylko specjalne bakterie.O ile oczywiście nadal piszesz o oczyszczalni przydomowej! A jeśli chodzi nawet o te "ciut" większe oczyszczalnie biologiczne niż przydomowe, to możesz taką sobie obejrzeć na screenie, który dołączam. To mój były zakład pracy. Jest wielki, w czerwonej elipsie zaznaczyłem budynek oczyszczalni biologicznej (budynek max 4x6m!), masz tam obok kilka zbiorników (zamkniętych!), to "grube" jest wyłapywane przez specjalne grzebienie, woda przechodzi kolejno przez każdy ze zbiorników z florą bakteryjną, a już na sam koniec - już tylko tak dla ludzkiego oka (dla przyzwoitości) - sączy się na mini plantację tataraku i spływa wprost do tej rzeczki zaznaczonej również na czerwono (Piasecznica). I żeby nie było, że coś może być nie tak! W tej rzeczułce żyje pewien minóg, kiełbie i inne ryby i już tu ekolodzy, sanepid i ochrona środowiska badały wzdłuż, wszerz i w poprzek jakość tych ścieków i nie ma się do czego przyczepić. Zero zbiorników otwartych, a woda trafia wprost do wód powierzchniowych - do rzeczki. oczyszczalnia bio.bmp
  18. Jak już tak porównujecie różne systemy opłat, a przy okazji gospodarowania wodami, to może dla porównania Taka ciekawostka z Niemiec
  19. Czemu przekręty i jakie? U mnie już nie projekt, a stan faktyczny wdrożony jako jeden z pierwszych(5 lat temu) po zakupie domu , gdyż na moim osiedlu nadal nie ma kanalizacji. W tej właśnie chwili się dopiero buduje, ale teraz to mnie mogą pocałować w nos. Jest nas już więcej takich osób, które łaski nie potrzebują, bo same o siebie zadbały. A co do sinic i zakwitów w ogóle, to nie wiem, co zrobili z naszym zalewem w tym roku, ale mieliśmy i nadal mamy wyjątkowo czystą wodę. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że w tym roku nie było zakwitów wcale. Mało tego, bo nie wiadomo skąd nagle w wodzie pojawiło się mnóstwo zooplanktonu, wręcz niezliczone chmary. I właśnie ten zooplankton jest naturalnym "regulatorem" fitoplanktonu. Jednym słowem, fito... nie nadążał się mnożyć, a już był wrąbany przez zoo... zanim się zorientował, że jest go zbyt mało. U nas tak wyglądała woda podczas zakwitów a w tym roku, wyglądała tak, jak ją uwieczniłem np na zdjęciu pokazującym podpórkę zabezpieczoną pianką w temacie "Spławikowe 2014" i w artykule. Dzień, a noc. Zielona zupa i woda kryształ. Tak, czy siak, w obu przypadkach (podanym przez Winda i przywołanym przeze mnie) serce się raduje, że nareszcie zaczynają myśleć, a co najważniejsze - działać!
  20. A ja kilka lat temu pozwoliłem córce zainstalować to ustrojstwo na moim fonie, żony, na swoim też sobie to zainstalowała, bezpiecznie użytkowaliśmy - nikt nas nie wyszpiegował - za to nas ciągle legalnie inwigilowano zgodnie z prawem bez pomocy tego Zonera. Fony nadal mamy sprawne. Mało tego! Wszyscy zainstalowaliśmy teraz zgodnym chórem na nowe fony i zamiarujemy użytkować bezawaryjnie przez kolejne lata, a z rady nie skorzystam, bo gdybym wychodził z takiego samego założenia, to na dobrą sprawę należałoby wywalić natychmiast w kosmos 100% programów z kompa + całą windę, dekoder nc+ i Androida ze wszystkich fonów... A, że zajmuje 18 MB? Tylko się cieszyć, że to nie kaspersky, czy inny Norton. Te to dopiero zajmują. Użytkowałem je, a mulą jak diabli. A pamiętasz nasze rozmowy nad Pilicą? Opowiadałeś ile to różnych policyjno/szpiegowskich bajerów i bez żadnych Zonerów mamy zainstalowane na smartfonach bez naszej wiedzy, przyzwolenia i pewnie bezprawnie...
  21. No widzisz. Dokładnie to Ania nie potrafi mi powtórzyć, ale przeciąża procek, albo RAM/pamięć?... Jeśli nie masz Zoner Antivirus, to nie sprawdzisz, bo w nim jest takie narzędzie jak "Administrator procesów" i to on Ani pokazał. A tak przy okazji program darmowy i mam go już na kolejnym fonie... (to nie jest reklama)
  22. Ja poszedłem nieco dalej. Pousuwane mam nawet wszystkie gry, tweeter, facebook, i wiele, wiele innych bajerów, mogłem sobie też pozwolić na jeszcze jeden krok. Ja jako wybór sieci mam ustawione "tylko GSM", ale akurat ja mogę sobie na to pozwolić w tej chwili bo nie korzystam akurat z netu i nie zależy mi na łączeniu się z nim (i tak bym figę widział na tym ekranie). Generalnie z tego "żelazka" (telefonu) korzystam tylko i wyłącznie do rozmów i ewentualnie zrobię jakieś fotki, a jesienią skorzystam z kompasu. Po pierwszym pełnym ładowaniu bateria wystarczyła mi od ub. soboty od godz 6.00 do dzisiaj do godz 14.20, gdzie w momencie podłączania do ładowarki miała jeszcze 19% mocy. Taka bateria mi pasi! Zbyszek, ale co ten kompas wyprawia z prockiem? Pomimo, iż jest wyłączony...
  23. U nas nadal lipa. Pomimo kilku dni deszczu (wczoraj cały dzień padało), w lesie nadal szeleści i tylko stare kapcie sterczą (suszone grzyby rosną). Świerzych grzybów brak.
  24. Tego też się obawiam, bo jak sięgam pamięcią, to wydaje mi się, że chyba od czasów Engela nie było trenera, który by spajał drużynę i wprowadzał przyjazną atmosferę wśród zawodników. Tak jest chociażby pomiędzy Kubą, a gwiazdorem - jak pies z kotem. Nawałka niczego nie spaja, nawet Polańskiego naobrażał i jeszcze każe się przepraszać. Mila to jest as na Niemców, to co tam Gruzja, czy Irlandia. Czekaj, może pojawi się Franek "łowca bramek" Saganowski, a kto wie, czy cały korpus weteranów nie dołączy?...
  25. Gdzie leży prawda, bo Kuba Błaszczykowski nie znalazł miejsca w składzie na ostatni mecz, co bardzo mnie zdziwiło. A teraz jeszcze nieco dłużej nie znajdzie się w składzie, czego szczerze żałuję, bo właśnie na treningu dzień po meczu reprezentacji doznał dość bolesnej kontuzji. Co się dzieje i jaka atmosfera panuje w kadrze? Już pomijam fakt, że Grosik godnie zastąpił Kubę, był fenomenalny i wart był w tym meczu każdego grosza, a gwiazdorowi ani razu sznurówki się nie rozwiązały, ale brak takiego gościa jak Kuba to jednak niepowetowana strata, a przecież jeszcze nie był kontuzjowany... Kontuzja Kuby
×
×
  • Dodaj nową pozycję...