Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Gdyby kiedyś przyszło Ci łowić przelotowo głębiej niż długość kija, spróbuj zrobić stoper żyłkowy (wiem, że wiesz ). Ja próbowałem różnych żyłek do tego i najlepsze wychodzą z żyłki 0,22. Wiążąc robię 8 oplotów, zostawiam końcówki po ok 3 mm i nie ma lipy - trzyma się jak diabli i nie przesuwa. Dodam jeszcze, że ja nie stosuję żadnych koralików i innych dupereli, przelotowy systemik do przypinania wagglera już sam w sobie spełnia tę rolę. U mnie też mała przelotka, jak to w odległościówce...
  2. Windzie, gratki tego złotego mieszkańca naszych wód. Piękna rybka! U nas też są, ale pewnie nie w rejonie gdzie ja łowię. Są też u nas wielkie karachy, ale nie namierzyłem ich tutaj w moim łowisku. Raz w życiu udało mi się lina złowić i to grubego lina, jak jeszcze łowiłem na gruntówki. Dzisiaj udało mi się złowić dziwoląga z długim szpiczastym nochalem - certę. Ozet, w tyg będę jeszcze łowił na spławiczek, a w weekendy na spinning. Mam zagwozdkę, bo okoń już się ruszył u nas - gruby okoń. A to moja ulubiona ryba i zabawa z łowieniem. Zestaw sumowy już przygotowany, zarzucić nie zawadzi, a czy coś zje przynętę? Zobaczymy.
  3. Spławikowy ciąg dalszy. Czas odkurzyć spinningi, by nie nabrać nawyków do leniuchowania na wodzie, tylko trzeba brać się za ciężką orkę gumą i kogutem. Dzisiaj był też dzień suma - niemiłosiernie wywalał się blisko mnie. Dał się nawet podpatrzeć w pełnej okazałości, przewalając dwumetrowe cielsko przez wodę. Aż mnie kusi wypłynąć jeszcze kilka razy ze spławikiem, ale postawić też zestaw sumowy - zrywkę lub na ciężko. Kto wie, może jednak jest mi pisane złowić swojego suma, więcej niż 1,20 m?... I rzut oka na miejscówkę.
  4. Prawdziwemu magnatowi nie przystoi tak kaleczyć języka ojczystego!...
  5. Troszkę w odwrotnej kolejności i jeszcze "maleńka drobnostka". Najpierw w kole zdajesz egzamin, następnie w Starostwie wyrabiasz kartę wędkarską i drobnostka...w kole wyrabiasz sobie Legitymację Członkowską i dokonujesz stosownych opłat za wędkowanie (jeśli skończyłeś 14 lat!). W ramach uprawnień innej osoby, czyli zanim ukończysz 14 lat - "na cudzą kartę" - możesz łowić, jeśli jest to osoba dorosła. Jest jeszcze jedno ustępstwo, ale ono Ciebie nie dotyczy - chodzi o współmałżonków. I jeszcze jedna "drobnostka"! To musisz znać jak pacierz!
  6. Łowiłem uparcie metodą angielską/odległościówką. Waggler 3 + 3 g Ekspert. Nęcę cały czas na blacie 6,4 m, jakieś 10 - 15 m dalej jest spad na 8,5 m. Wszystkie brania na 1 białego (2 białe lub 1 biały i 1 pinka bez rezultatu - jedynie jakieś mikre trącenia i figa). Zanęta Bruda na wody stojące jasna 2/3 objętości + 1/3 Bruda leszcz czarna. Do tego 1/3 puszki kukurydzy konserwowej i 1/3 pudełka po maśle roślinnym makaronu kolanka, 1/3 dużego opakowania pinki i trochę płatków owsianych drobnych. Na początek wrzuciłem 5 kul wielkości pomarańczy, a potem strzelałem procą, również resztą makaronu 2/3 pudełka. Wszystkie brania leszczowe wynurzające waggler. Ale zaczęły brać dopiero po 8.00 i tak przez ok 1h. Wcześniej tylko te drobne i kilka płoci po ok 30 cm.
  7. Spoko Zbyszku, zabrałem tylko trzy ryby dla mamy, w tym jedną Ania kazała mi koniecznie zostawić dla nas, bo zrobi w ziołach. Ale fakt, było co dźwigać przez burtę.
  8. Po trzech tyg nęcenia w jednym miejscu, wreszcie podeszły ryby. Dzień zaliczam do udanych. I największy 60+..
  9. Zbychu, spór? W życiu! Normalna różnica zdań i poglądów wyrażana w cywilizowany sposób w rzeczowej dyskusji. I o to właśnie chodzi - poznać zdanie innych uczestników dyskusji. Ot co!
  10. W ubiegłym tyg oglądałem Matta Hayesa w TV, jak łowił tą metodą - odmianą odległościówki. Byłem pod wrażeniem jego kołowrotka, bez problemu oddawał żyłkę wyciąganą przez w sumie dość delikatny zestaw spływający z nurtem rzeki. Nałowił tą metodą pstrągów i ładnego klenia. Przypominają się stare czasy i kołowrotki o ruchomej szpuli, jednak te nam znane nie umywają się do tego specjalistycznego, wybitnie do tej metody. Tutaj o metodzie angielskiej/match/odległościówce i jej odmianie, trotting Ciekawie gość opisuje.
  11. Tak przy okazji tematu o tej metodzie, ośmielę się pochwalić tubą na wagglery, zrobioną przez moją małżonkę specjalnie dla mnie. W żadnym sklepie czegoś takiego nie kupicie. Jest to tuba wykonana z rolki po ręczniku papirzanym. Jest zabezpieczona dwoma warstwami caponu, pomalowana na brązowo i zalakierowana. Zatyczki na końcach, to nakrętki od mleka, a metalowe wzmocnienie w środku zabezpieczające przed zgnieceniem, to element lampki solarnej do ogrodu (idealnie pasująca do średnicy wewnętrznej tuby). W tej tubie wożę cztery duże wagglery, ale może pomieścić cały pęczek mniejszych. Obok niej tuby pozostałe mi po wagglerach Dragona, w których mieszczą się tylko dwa wagglery. Żonka dba o mój sprzęt - wędkarski! :)
  12. Zbyszku, żyłek matchowych jest u nas do oporu. Sam przetestowałem kilka różnych firm, a obecnie mam na "warsztacie" Dragona 0,18 i 0,16 mm. Ba! Wszelkiego rodzaju akcesoriów do tej metody jest do oporu. Ja mam jedynie - tu u siebie - problem z wagglerami. Nie mogę kupić takich od 8 do 12 g dociążenia własnego i od 4 do 6 g dodatkowego. Kiedyś były super wagglery Dragona 10+3, po zdjęciu podkładek miałem +4 i dopiero wtedy nadawał się do połowu na 10 m głębokości lub dużych odległościach. Były zaje...fajne, miałem ich 5, a nie mam już żadnego i nie widzę ich w ogóle nawet w necie. Dzisiaj problemem w pipidówie, takiej jak moja, to jest jedyny problem - reszta jest. Zbychu, ja obecnie taki zestaw stosuję - po obejrzeniu filmiku zalinkowanego w innym temacie o odległościówce tutaj. I zaręczam Ci, że nie ma najmniejszego problemu z zarzucaniem na znaczne odległości. Wystarczy powyżej oliwki zastosować porządny stoper - ja zakładam gumowy, ale jeszcze wiążę pod nim dodatkowo żyłkowy, bo jednak podczas silnego wyrzutu waggler przesuwał sam gumowy. Waggler stopuję 1m powyżej oliwki. Wcześniej stosowałem zestawy o różnym dociążeniu rozłożonymi śrucinami (gotowce). Zbyszku, się da! Łowiłem niejednokrotnie na gruncie 3,5 - 3,8 m i waliłem zestawem na 50-60 m, zatapiałem żyłkę i waggler stał na powiedzmy 35-40 m od brzegu. Ale tutaj kłania się właściwy dobór wagglera i skupienie tuż pod nim większości dociążenia (śrucin), resztę rozkładałem stopniowo w dół do przyponu, od 0,24 do 0,09 g, jako sygnalizacyjną. Przy rzucie takim zestawem ważne jest, by zanim waggler wpadnie do wody, zahamować wysnuwanie żyłki z kołowrotka. Wtedy zestaw pięknie się prostuje, wyprzedzając sam waggler i łagodnie opada na wodę. Oczywiście zanim opanuje się tą technikę zdarzą się splątania. Ja już spotykałem się z nazwą "metoda meczowa", zgodnie z tłumaczeniem i nie trzeba żadnych obcych słów. Jak dla mnie może być nawet metoda zapałkowa - przecież na końcu zestawu dynda ogromna zapałka (match). A angielska, bo wymyślona przez angoli do połowu ryb na różnych dystansach/odległościach - metoda odległościowa. Po to, żeby dostać się do ryb żerujących z dala od brzegu, ale też pewnie po to, by tyczkarzom odciągnąć ryby od brzegu i przechytrzyć ich. A wszelkie próby z innym sprzętem niż dedykowany typowo do tej metody, uważam za nieudolne próby naśladownictwa połowu metodą matchowa/odległościową. Generalnie podzielam wątpliwości i zdanie Ozeta.
  13. Hihi! Też miałem wielokrotnie przygody z rybitwami i raz z perkozem. Rybitwy zabierały mi blaszkę boleniową, ciągnioną po powierzchni wody, raz nawet na zawodach spinningowych w Puławach. Wystarczyło się zagapić i już rybitwa szalała na końcu zestawu. A perkoz zjadł żywca. Jaja jak berety! Mój połów na żywca
  14. Phi! Znam to w wersji oryginalnej, a nie jakieś Wieśkowe skróty i przeróbki. Masz tutaj Pierwotną wersję tego artykułu Bez przeróbek..
  15. Zbytek zaufania, brak kontroli i inne czynniki złożyły się na to, że księgowa zdefraudowała całą kasę WP i wystawiła Wieśka Dębickiego do wiatru - został z niczym. Nie wiem, czy sprawa w sądzie już się zakończyła, ale pewnie nie, bo teraz Wiesiek robi wszystko, by znowu drukować i wrócić na rynek. Też był mój ulubiony (z pewnych względów)...
  16. Ja łowię na nie szczupaki i okonie, ale czasem i boleń na nie siądzie. Na mniejsze łowiłem też jazie. Najlepsze? Hmm! Z samymi Mepsami nie jeżdżę na ryby. Jednego dnia ryby biorą na Mepsa innego na DAM Effzett, a jeszcze innego na HRT lub Ulara. Meps i Effzett to najwyższa półka cenowa, w zamian będziesz miał 3 - 5 Ularów i również bardzo skutecznych.
  17. Jezu, Woldi! I to jest prawda najprawdziwsza! Kołowrotek nie służy do uciągnięcia wędziska. To tylko taki niewinny żarcik z mojej strony w odpowiedzi koledze, który tak sformułował pytanie. No to ja chyba jestem "stary cfaniak", bo choć łowię tylko na pickera, to przecież jest to odmiana DS. I ja - może tylko ja, wyjątkowo? - nigdy się nie męczę i nigdy ręka mnie nie boli, bo najzwyczajniej - jako "stary cfaniak" - opieram rękojeść na krześle (pod klejnotami) i dopiero trzymam dłoń na kiju w gotowości. Zaznaczam, że od jakiegoś czasu łowię tylko na jednego DSa, bo dwóch nie jestem w stanie upilnować oraz, zdarzają się podwójne brania, a pazerny na ryby nie jestem. Wyjaśniam też (na wszelki wypadek), że łowię na pickera, gdyż podczas połowu z łodzi nie potrzebuję ani długich kiji, ani nawet zbyt okazałych cw - koszyczek 30 g w zupełności mi wystarcza. Na szczęście więc nie potrzebuję koszyczków lub ciężarków 100-150 g, by dorzucić w upatrzone miejsce - potencjalne żerowisko ryb. A kołowrotek? Hmm! Chyba jestem jak ruski chłop - lubię zapas mocy, a i dłużej mi takowy posłuży i na dodatek mogę go wykorzystać do innych metod. W przypadku pytającego i jego budżetu, to istotna uwaga... Pozdrowienia znad Sulejowskiego.
  18. Ja też byłbym się spierał z każdym, kto stwierdzi, że Catana jest mało wytrzymała i już dawałem tutaj pozytywne opinie na temat jej konstrukcji. "Dziecka w brzuch" proszę mi nie wciskać. Ja posiadam trzy takie kołowrotki i złego słowa o nich nie powiem, a mam 1000 - 2500 i 4000. I jak gościłem tu u siebie jednego z kolegów, to właśnie na tą 2500 łowiłem na spławiczek (ot, rzeczna przystawka). I jeśli z mojego posta wyciągnąłeś tak błędny wniosek, to sorry Winnetou. Ja mogę tylko i wyłącznie doradzić w oparciu o moje doświadczenia i moje własne upodobania sprzętowe. I podtrzymuję swoje zdanie, że do federa wybrałbym jednak większy, solidniejszy i wytrzymalszy. Ot co! I tu już się pogubiłem, bo mnie akurat wisi, czy kołowrotek przy federze waży o 100 g mniej, czy o 100 g więcej. Kij i tak stoi na sztorc (nie trzymam go w garści), więc w tym wypadku waga tych "aż" 100 g żadnej różnicy nie robi - dla mnie! Ale oczywiście szanuję Twoją opinię, wszak na takiej żwirowni z łatwością można przewidzieć, co i kiedy się na haku uwiesi... Takie małe wyobrażenie, by nie być gołosłownym:
  19. Wykluczone! Ale zestaw spławikowy na tym kiju uciągnie. Jednak jeśli myślisz o metodzie odległościowej i wagglerach, to kołowrotek powinien mieć większe przełożenie min 6:1 i specjalną płytką szpulę większej średnicy. Kijka też wybrałbym 4,20 m - to uniwersalna długość i pozwala łowić stacjonarnie zamontowanym wagglerem na wodzie o głębokości 3,5 m (a nawet ciut więcej).
  20. Kolego, trafiłeś na najgorszy okres połowu drapieżnika. U nas też nic absolutnie nie można złowić na spinning, ten rok jest pod tym względem wyjątkowo okrutny. Ja już przerzuciłem się na białoryb i połowy spławikowe, a moi koledzy po kolei idą w moje ślady. Owszem, zdarza się, że niektórzy z kolegów łowią drapieżnika, ale tylko w nocy. Jeden z nich złowił tak szczupaka 4,80 kg i sandacze. Na kopyta 8 cm pięknie połowili grubych okoni, ale wszystko w nocy.
  21. Do spławika ta Catana się nada, ale już do federa założyłbym Catanę 4000, gdyż ta raz, że jest za mała, dwa - mała pojemność szpuli, trzy - zbyt słaba i zajeździsz ją migiem przy połowach gruntowych.
  22. W sklepach można nabyć za grosze takie ustrojstwo, które nazywa się GRUNTOMIERZ i masz w załączonym linku zawarte wszelkie odpowiedzi, jak tego używać. Bo zapewne o to właśnie Ci chodzi... Ja używam TAKI ale nie pamiętam jego gramatury - 10 g Ci wystarczy.
  23. Pewnie chodzi mu o to, że na pomarszczonej wodzie i z większej odległości spławik staje się niewidoczny z powodu refleksów od fal. Kolego, mnożysz niepotrzebnie tematy. Już Ci w innym podpowiadałem co zrobić, żeby spławik BYŁ widoczny z daleka. Zajrzyj do tematu "3 pytania nt. metody odległościowej". Znajdziesz tam odpowiedź, co można zrobić samemu, ale też w sklepach są dostępne nakładki.
  24. No tak, ale mnie nie kręci uganianie się pół dnia za 1 szczupakiem, kilkoma okonkami, czy jakimś króciakiem. Owszem w ub tyg miałem konkretny kontakt z sumem, ale oczywiście w metodzie, w której i tak nie miałbym szans powalczyć. Na zupełnym bezrybiu bawiłem się już tylko bt. Miałem 7 okoni w tym 1 miał 30+. Gdy holowałem ósmego okonia walnął mi w niego sum. Owszem hamulec chwilę pogwizdał, ale zerwał mi troka. Dzisiaj pomimo wakacji i sezonu urlopowego, tylko 3 łodzie były na wodzie, w tym dwie spłynęły do portu już o 8.00. Wszyscy znajomi narzekają na brak brań, na naszym lokalnym forum też posucha. Zaporówka rządzi się innymi prawami, a już ta, nie jednego do szału doprowadziła. Zabawa z białorybem rozpoczęta. Pozdrawiam
  25. No, muszę kolegom podziękować za tak wdzięczny temat, jak odległościówka. Poczytałem, coś tam od siebie dodałem i tak się "skaleczyłem", że nie mogłem usiedzieć w domu. Odkurzyłem sprzęt po ok 5-6 lat przestoju z tą metodą i heja z rańca dzisiaj na łódź. I wprawdzie trafiłem na końcówkę brań, ale i tak coś się uwiesiło. Oczywiście jako pierwsze były płocie takie do 25 cm, podleszczaki i...jako ostatnie branie lechu 58 cm, złociutki, że palce lizać. I tą rybą właśnie zakończyły się brania, dokładnie o 6.50. W porównaniu ze spinningiem, to ja dzisiaj miałem eldorado i chociaż rybę widziałem, bo ostatnio nikt nic nie łowi na spinn. Też już miałem dosyć spływania o kiju, więc pewnie do końca sierpnia posiedzę nad spławikiem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...