-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Wind mnie "dobił". Ale gratuluję szczęśliwcom, współczuję pechowcom.
-
JKarp pisze: To w końcu chodzi o szybkość gaszenia czy szybkość uginania ? Januszu, chodzi o jedno i drugie razem wzięte, dopiero wtedy mamy pełny obraz akcji wędziska. Jeżeli już "buszujemy" po WCWI, to pozwolisz że posłużę się cytatem JMK, który jak wiadomo ma wiele wspólnego z cytowanym przez Ciebie Hiljotem. Ps. Cytat pochodzi z artykułu "Wędzisko, to nie kij".
-
Gratuluję Jarku udanego otwarcia sezonu. U mnie falstart, ale obiektywnych przyczyn niepowodzenia, szukał nie będę. Jutro drugie podejście na innym łowisku.
-
Jotes pisze: Całkowicie się z tym zgadzam i podpisuję się pod tymi stwierdzeniami. Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się jako drugi.
-
Wczesną wiosną atrakcyjniejsza będzie raczej żywa pinka w zanęcie. No chyba że zależy Ci na wolniejszym rozpadzie kul zanętowych, przy nęceniu na większych głębokościach. Albo jakby Cię "natchło" połowić w nurcie Pilicy, to tak. Ale może też być tak, że ospałe po zimie ryby będą wolały nieruchome larwy. Czyli jak to z rybami "czeski film, nikt nic nie wie", dopóki łowisko nie zweryfikuje mniej lub bardziej wydumanych teorii. W ubiegłym roku, karasie sr.(zwane u nas bąkami), zaczęły brać w pewnym starorzeczu od 10.03, jak wynika z moich notatek. Trafiały się między płotkami i wzdręgami w płytszej końcówce starorzecza, którą w środku sezonu pokrywają łany wywłócznika.
-
Jotes napisał: Zbyszek, ja już wczoraj prosiłem Marcina, żeby mi narobił na cały sezon pinki i białych, ale figa - nie zgodził się. Wiem, wiem bo codziennie lubię poczytać o czym aktualnie plotkujecie. Jarek, zaciekawiła mnie Twoja wczorajsza wzmianka o obfitych połowach płoci (na ZS jak się domyślam). To by znaczyło że i u mnie sezon spławikowy czas zacząć. Planuję start w sobotę, chyba że będzie padać to w niedzielę, na lodzie nie łowiłem więc jestem "wyposzczony" strasznie. Sprzęt przygotowany, jutro kupię pinki i czarnego Sekreta Płoć, no i zobaczymy co na to rybki. (OT jak jasny gwint, ale najwyżej Wind przeniesie ten wątek do hydeparku.)
-
Spoko Marckus, postęp jest widoczny nawet gołym okiem laika. Już ta jętka (chyba jętka?) z 22/23.02, bardzo mi się spodobała. Myślę że jak dojdziesz do swojej dziesiątej strony na forum, to już będą się ustawiać kolejki po Marckus-Fly.
-
W uzupełnieniu tekstu Alexa... - gdy jaskółki latają nisko, będzie deszcz. Wtedy jaskółka mówi do jaskółki: Zanosi się na deszcz, bo ludzie na nas patrzą.
-
Prawdopodobnie chodzi o glony nitkowate. Są bardzo trudne do usunięcia, o czym możesz przeczytać tutaj. Ale może znajdziesz jakieś optymistyczne porady na innych stronach. Wpisz w wyszukiwarkę: "glony nitkowate w stawie - jak usunąć?".
-
Zielan napisał: Ja bym napisał, że są źle opisane, stąd wrażenie o "mocy". Dokładnie jak pisze Zielan. Zawsze śmieszyło mnie czytając opisy wędzisk, czy też opinie z ich użytkowania, określenie "wędzisko ma spory zapas mocy." To ja się pytam, w jaki sposób stwierdzają granicę mocy kija, powyżej której jest ten domniemany "zapas"? Moim zdaniem każde wędzisko ma określony zakres mocy, wynikający z założeń konstrukcyjnych oraz użytych materiałów. Można filozoficznie powiedzieć że "ma tyle mocy ile ma", bo taki jest zakres wytrzymałości danej konstrukcji. Tak na logikę, przecież ten rzekomy "zapas mocy" mieści się w rzeczywistej mocy wędziska, więc o żadnym zapasie nie może być mowy.
-
Spławik66 napisał: Ta sprężyna to amortyzator. Jak spławik wpada do wody, to ona minimalizuje drgania powodujące pękanie lakieru... I tym optymistycznym akcentem, proponuję zakończyć dyskusję nad tą zagadkową konstrukcją.
-
Docio, nie wiem czy twój post to prowokacja, czy co? Dość popatrzeć na zdjęcie i widać od razu, że w tym układzie nie ma co samo - zacinać. Jest to fizycznie niemożliwe.
-
Wychodzi na to że sprężynka służy do mocowania spławika na żyłce jednopunktowo. Idea podobna jak w wagglerach, mocowanych poprzez łącznik na stałe. W dolniku (kilu) spławika, jest poprzeczna szczelina, przechodząca w szczelinę pionową. Teraz ściskając sprężynkę (od dołu w kierunku korpusu), odsłaniamy szczelinę, i wkładany tam żyłkę. Gdy zwolnimy sprężynkę, zablokuje ona spławik na żyłce. Aby zmienić grunt, wystarczy znów ścisnąć sprężynkę i przesunąć spławik w wybrane położenie. Przyznam że nigdy nie spotkałem się z takim rozwiązaniem mocowania spławika na żyłce, które wszakże jest ciekawe i pomysłowe . Ciężko określić jaka jest gramatura tych spławików, więc trudno przypisać im konkretne przeznaczenie. Jeżeli mają około 10g, mogą służyć np. do łowienia na małe żywczyki. Jeżeli ich gramatura jest w zakresie 4-6g, można ich użyć podczas łowienia wśród łanów roślinności, linów, okoni, czy nawet węgorzy, na rosówkę lub pęk czerwonych robaków.
-
Jarek, fajnie by było gdybyś jako pierwszy (na świecie!), ocenił tego Robinsona. Nawet w warunkach domowych mógłbyś sprawdzić estetykę wykonania, ewentualne luzy, płynność pracy napędu na "biegu jałowym", płynność pracy hamulca, oraz staranność nawoju żyłki. To już dawało by jakieś pojęcie o tym kołowrotku. Choć zdaję sobie sprawę, że w tej cenie nie można spodziewać się cudów.
-
Bardzo przypadł mi do gustu (narazie wzrokowo), kołowrotek matchowy Robinsona który zaproponował Jonasz. Kołowrotek w sam raz na kieszeń ubogiego rencisty, na garnuszku ZUS-u. Najgorsze że nie mam żadnych doświadczeń z kołowrotkami tej firmy. Ale z drugiej strony może to i dobrze, bo nie będę miał żadnych uprzedzeń.
-
"Wszystko już było - rzekł Ben Akiba, jeśli nie było, śniło się chyba." Przejrzyj tematy w tym właśnie dziale (Spławik), może znajdziesz inspirację dla dokonania właściwego wyboru. Ps. Dzięki za komplement.
-
Anubisie, przepraszam że nie mając styczności z powyższymi batami , nie raczyłem Ci cokolwiek podpowiedzieć. Przepraszam również za swój brak przenikliwości, odnośnie Twoich łowisk, oraz gatunków ryb na które będziesz polował. Przepraszam też w imieniu forumowych kolegów, którzy nieopatrznie postawili na baty innych firm, więc na temat powyższych nie chcą uprawiać "radosnej twórczości".
-
Jeżeli pomogłem choćby jednemu człowiekowi, to warto było pisać.
-
Odległościówka - o wyborze odległości łowienia, słów kilka -cz.2 W pierwszej części, pobieżnie omówiłem wybór odległości łowienia w odniesieniu do gatunku ryb które są naszym celem. Do poprzedniego wątku dodam tylko, że w zakresie odległości 8-50m od brzegu, możemy łowić skutecznie metodą odległościową prawie wszystkie gatunki ryb spokojnego żeru występujące w naszych łowiskach (z wyjątkiem siei i sielawy). Drugim ważnym czynnikiem, istotnym przy wyborze odległości łowienia jest pora roku, oraz warunki atmosferyczne. Wiosną warto szukać ryb w płytszych strefach jezior, zbiorników zaporowych, żwirowni, czy wyrobisk pokopalnianych (szczególnie mi bliskich). W okresie wiosennym wszelkie gatunki ryb instynktownie szukają cieplejszej wody, zapewniając odpowiednie warunki rozwoju dojrzewającej ikrze, przy tym intensywnie żerują gromadząc energię przed zbliżającym się tarłem. W płytkich rejonach łowiska, będą żerować obok siebie różne gatunki ryb, od wzdręgi po karpia, więc bardzo prawdopodobny jest urozmaicony połów. Latem, ryby mogą żerować w całym przekroju akwenu, w różnych warstwach wody, czyli wszędzie tam gdzie znajdą dla siebie odpowiednią ilość pokarmu. W okresie letnim, ta umowna strefa 8-50m, będzie obfitowała w ryby, gdyż właśnie w strefie przybrzeżnej do granicy otwartej wody, ryby znajdują dla siebie odpowiednią ilość pokarmu, tak roślinnego jak i zwierzęcego. (Znając realia naszych łowisk, tą obfitość ryb należałoby ująć w cudzysłów.) Jednak różne anomalie pogodowe mogą znacząco wpłynąć na zachowanie ryb. Jeżeli kilka dni utrzymuje się zimny front atmosferyczny, jest pewne że "wygoni" niemal wszystkie ryby dalej od brzegu, na głębszą wodę która wolniej się schładza. Takie zachowanie ryb, ma też związek ze zmianami ciśnienia atmosferycznego towarzyszącego frontom pogodowym. Ryby szukają optymalnej głębokości dla wyregulowania ciśnienia w pęcherzu pławnym. W tych okolicznościach próżno szukać ryb tam, gdzie tydzień wcześniej brały świetnie przy ustabilizowanej aurze. W tej sytuacji należy spróbować łowić głębiej, co zwykle wiąże się z większą odległością. Podobna sytuacja wystąpi podczas długotrwałych upałów, ryby przeniosą się dalej od brzegu, na głębszą, chłodniejszą i lepiej natlenioną wodę. Jesienią, wraz z ochładzaniem się wody, ryby przenoszą się w głębsze rejony akwenów. Nie następuje to jednak z dnia na dzień, więc o ile jesień jest ciepła, do końca października możemy łowić w typowo letnich miejscówkach, od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów od brzegu, jeżeli tylko jest tam przynajmniej 2m głębokości. Trzecim ważnym czynnikiem, który należy uwzględnić przy wyborze odległości łowienia, są przyzwyczajenia (nawyki) ryb na wskutek presji wędkarskiej. Na odcinkach akwenów na których często odbywają się zawody spławikowe, ryby szybko przyzwyczajają się do łatwo dostępnego pokarmu. Jeżeli nawet wyniki zawodów są słabe, nie świadczy to wcale że większe egzemplarze ryb nie odwiedzają tych miejsc. Duże ryby są ostrożne, więc żerują w takich miejscach wtedy, gdy na łowisku panuje spokój. Tak więc będzie to wczesny ranek, wieczór lub noc. Optymalna odległość łowienia w takich miejscach, będzie między 10-tym a 20-tym metrem od brzegu. Przekonałem się nieraz, że ryby potrafią przyzwyczaić się do określonej wielkości pokarmu. Na odcinkach "zawodniczych", dwu-trzy kilogramowe leszcze, potrafiły brać wieczorem lub w nocy tylko i wyłącznie na dwie pinki, czasem na pinki z ochotką, na większe przynęty brak reakcji. Po prawdzie były też łowiska, gdzie dopiero pęk białych robaków, kukurydza z białym lub czerwonym robakiem, kilka ziaren pszenicy, przynosiły efekt w postaci grubej płoci czy leszcza. Oznacza to że zawsze trzeba być elastycznym w doborze przynęt, myśleć, kombinować, kojarzyć fakty i wyciągać wnioski. Są łowiska na których większość wędkarzy łowi metodą gruntową (karpiówki, feeder). W tym przypadku, łowienie odległościówką na krótkich dystansach przynosi (przeważnie) marne efekty, gdyż ryby są "wyciągnięte" przez gruntowców na znaczne odległości od brzegu. Wtedy niestety trzeba sięgnąć po duże wagglery 10-15g, i próbować dobrać się do strefy żerowania ryb. Czasem dobrą jakościowo, treściwą zanętą, udaje się przyciągnąć ryby znacznie bliżej niż nęcą gruntowcy. Szczerze mówiąc unikam takich miejsc. Mam na różnych łowiskach swoje ulubione odcinki, konkretne miejscówki które znam na pamięć. Bez zbędnych ceregieli ustawiam grunt, zapinam wagglera i zarzucam w konkretne miejsce. Zależnie od łowiska to konkretne miejsce jest na 20-tym, 24-tym, lub 32-im metrze od brzegu. Zależnie od tego w jakiej odległości od brzegu, udało mi się kiedyś znaleźć to coś: uskok dna, półkę czy choćby granicę roślinności i czystego dna. Ryby takie miejsca lubią.
-
Jarku, jeżeli łowisz głównie z łódki, to jesteś w komfortowej sytuacji. Możesz zarzucić slidera w otchłań, zupełnie blisko łodzi, więc nie musisz wgapiać się w odległą antenkę, czy zniknęła pod wodą, czy może jednak jest na powierzchni. A z dużej odległości zdarza mi się zacinać rzekome brania, zwłaszcza gdy jest fala na wodzie.
-
Jonasz pisze: Dla mnie łowienie matchem, to min 20m i nęcenie procą. Moim zdaniem nie ma sensu łowić na 10m mało dokładną i wolną metodą, skoro można te ryby sięgnąć tyczką, lub batem. Jonasz, czy łowienie ryb musi być wyścigiem? Oczywiście rozumiem że patrzysz na wędkowanie okiem zawodnika, gdzie każda rybka to cenne punkty. (Były lata, że też miałem takie "skrzywienie zawodowe" ) Zauważ że pisałem o odległości 8m, w kontekście łowienia linów, karasi, wzdręg. O ile ten ostatni gatunek, da się dość łatwo odławiać batem czy tyczką wśród płotek i krąpi, to już spotkanie w tych okolicznościach z dużym linem czy karasiem, będzie sporym wyzwaniem dla zestawów. Bo nie przypuszczam żebyś na zawodach nastawiał się celowo na te gatunki, z karpiową tyczką i grubym amortyzatorem. Ja natomiast z premedytacją poluję w takich miejscach na liny czy karasie z 1-2g wagglerkiem. Zestaw z żyłką główną 0,18mm, oraz przyponem 0,16mm, pozwala wyholować całkiem "słuszne" ryby tych gatunków. Poza tym waggler mocowany jednopunktowo, jest zupełnie bezkolizyjny podczas holu ryby pośród roślinności. Czego nie można powiedzieć o spławikach mocowanych dwupunktowo, które potrafią zaklinować się w zielsku, unieruchamiając zupełnie zestaw. Wiadomo czym to się zwykle kończy. Jeszcze mała dygresja. Jeżeli Middy i Drennan produkują wagglerki już od 0,6g, to dla nich chyba matchówka zaczyna się nieco bliżej niż od 20m. Jaki stąd wniosek? Wychodzi na to, że nie jesteś Anglikiem.
-
Jarosław pisze: Na jakie odległości najczęściej posyła się zestawy. Czym to jest uwarunkowane? Kiedy się łapie bliżej brzegu (np. 20 m) a kiedy dalej ( 40 m). Ale mam nadzieje, że wszystkiego się dowiem w praktyce przy , oczywiście kolegów wsparciu. Odległościówka - o wyborze odległości łowienia, słów kilka. Jarosławie, nie ma jakiegoś schematu, tabelki, na jakie odległości należy posyłać zestaw żeby dobrać się do ryb. Każdy akwen ma własną specyfikę (charakterystykę, typ, rybostan, obfitość pokarmu, presję wędkarską, a więc także przyzwyczajenia ryb do pobierania przynęt i zanęt w określonych miejscach), więc wskazana jest choćby pobieżna znajomość łowiska. Decydujące znaczenie przy wyborze odległości łowienia mają: - gatunek ryby który ma być Twoim głównym celem, - pora roku oraz warunki atmosferyczne, - przyzwyczajenia ryb na wskutek presji wędkarskiej. Zanim omówię powyższe trzy czynniki, małe wprowadzenie. Polska nazwa - metoda odległościowa, wprowadza więcej zamieszania niż cokolwiek wyjaśnia, gdyż sugeruje że trzeba koniecznie miotać zestaw na duże odległości. W rzeczywistości duża odległość to tylko jedna z możliwych opcji. Równie dobrze metodą odległościową/angielską/match, można łowić w odległości np.8m od brzegu, z wagglerem prostym Middy lub Drennan 0,6g, jak i ciężkim zestawem z wagglerem lub sliderem 25g, w odległości 60-70m od brzegu. Oczywiście w tych skrajnych przypadkach powinniśmy trzymać w ręku zupełnie inne wędki. W pierwszym przypadku będzie to light match do 15g, którym można łowić na małych i średnich dystansach, w drugim przypadku musi to być power match w zakresie cw. 30-40g, odpowiedni do lokowania ciężkiego zestawu na znacznych odległościach. Te najmocniejsze matchówki (z cw. nawet do 50g), stosowane są także w łowiskach gdzie dominującą rybą jest karp, bez względu na odległość łowienia. Tak więc metodą odległościową, zależnie od sytuacji, można łowić zarówno na małych jak i dużych dystansach, bez obaw o profanację tej metody połowu. Teraz powrócę do czynnikiów determinujących wybór odległości łowienia. Jeżeli wybieramy się na połów np. linów, karasi, wzdręg, to logika nakazuje szukać ich w pobliżu ich siedlisk i żerowisk. Nawet pobieżna znajomość uwarunkowań środowiskowych i zwyczajów tych gatunków, każe ich szukać w wodzie niezbyt głębokiej, spokojnej, w pobliżu roślinności. Takie warunki znajdziemy w strefie jeziorowego litoralu, osłoniętych od wiatru zatokach, w starorzeczach tuż za pasem przybrzeżnej roślinności. W takich okolicznościach sensownym będzie łowienie na niewielkich dystansach 8-15m, lub co najwyżej średnich do 25m. Inaczej ma się sprawa z leszczem, zwłaszcza tym dużym powyżej 2kg. Jeziorowy leszcz, lubi otwartą wodę i bardzo niechętnie zbliża się do brzegu. Dużego leszcza trudno jest zwabić w zasięg tyczki lub bata, a jeżeli nawet podejdzie, to dosłownie na chwilę, niejako "z doskoku". Mniejsze osobniki tego gatunku są mniej ostrożne, więc leszcze w zakresie 0,25kg-1kg, potrafią ufnie żerować w zanęcie stosunkowo blisko brzegu. Aby dobrać się do dużych leszczy, żerujących na otwartej wodzie, warto sięgnąć po odległościówkę z odpowiednio ciężkim zestawem, aby osiągnąć zamierzoną odległość łowienia. Zamierzoną, to znaczy jaką? Ktoś zapyta. Najprościej byłoby powiedzieć że taką odległość, na której uda się skutecznie zanęcić leszcze i utrzymać je w zanęconym polu. Wiele zależy od specyfiki akwenu, ale według moich doświadczeń z kilku jezior i zbiorników zaporowych wynika, że optymalne dystanse skutecznego łowienia dużych leszczy odległościówką z brzegu, mieszczą się w zakresie od 20m (lecz nie bliżej) do 50m. Z całą pewnością także dalej, ale nigdy nie próbowałem gdyż nie było takiej potrzeby. Ideałem jest zwabienie interesujących nas gatunków ryb, możliwie najbliżej naszego stanowiska. Mamy wtedy lepszą kontrolę nad zestawem, celniej nęcimy , tym samym wzrasta precyzja i skuteczność łowienia. Są łowiska, że żadnym cudem nie udaje się zwabić leszczy na idealną (dla mnie) odległość 20-25m od brzegu. Pozostaje wtedy zastosować cięższe zestawy i ponawiać próby na dalszych dystansach, do skutku. Dla mnie ta górna granica odległości łowienia to 50m od brzegu. Jeżeli zawiodą leszcze, zawsze można zastosować bardziej subtelne zestawy i... łowić płocie w pośrednich odległościach, czyli 12-25m od brzegu (z szansą na różne gatunki ryb). Cdn.
-
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Ozet odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Racja kończmy, bo i tak każdy pozostanie na "z góry upatrznej pozycji". Podsumowując, wszyscy chcemy dobrze dla polskiego wędkarstwa. Tyle tylko że Docio, Wind, i ja, jesteśmy za zmianami ewolucyjnymi w PZW (na zasadzie "kropla drąży skałę"), natomiast Jotes i Alexspin są za zmianą radykalną, rewolucyjną (na zasadzie "hej chłopcy, bagnet na broń"). Jungu raczej pośrodku. Ps. Jungu, o których dwóch zbiornikach piszesz? -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Ozet odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Bez aktywności szeregowych wędkarzy, nie ma co marzyć o głębszych zmianach w działalności PZW. Statutowy obowiązek brania czynnego udziału w pracach Związku, jest kluczem, punktem wyjścia do cywilizowanych (demokratycznych) zmian w PZW. Bez spełnienia tego warunku, każda dyskusja toczona na przeróżnych forach, jest w efekcie przysłowiowym "biciem piany". Prawda jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Trafia do mnie część "rewolucyjnych" postulatów Jotesa, ale jakby bardziej przekonują mnie zdroworozsądkowe argumenty Docia. Tytułowa petycja jest napisana tak niezdarnie, nieporadnie, że wątpię aby ktokolwiek w kancelarii Prezydenta czy Premiera się tym zajął. Ale może się mylę i w trybie pilnym zostaną podjęte prace nad zmianą ustawy o stowarzyszeniach (ze szczególnym uwzględnieniem PZW). Trochę ironizuję, ale jak bardzo trzeba być naiwnym żeby sądzić, iż władze państwowe będą ingerować w wewnętrzne sprawy legalnego, działającego zgodnie z ustawą stowarzyszenia. Tylko członkowie i ich działania oddolne mogą cokolwiek zmienić, ale należy zacząć od wypełniania przez większość członków PZW statutowego obowiązku uczestniczenia w zebraniach. Bez poparcia aktywnej większości, nawet najbardziej efektowne populistyczne hasła, na niewiele się zdadzą. -
Docio, takie są efekty globalizacji. Żeby utrzymać się na rynku wędkarskim, Daiwa musiała iść tropem konkurencji, szukając obniżenia kosztów produkcji. Tańsza siła robocza, tańsze materiały, w konsekwencji tańsze produkty, co pozwala im objąć szerszy zakres wędkarskiego rynku. Wiadomo że największe obroty są w segmencie sprzętu z tzw. niskiej półki, lub co najwyżej średniej. Obrót sprzętem markowym, wysokiej jakości, trwałym, nigdy nie będzie zbyt duży, bo chyba nawet bogaci klienci nie zmieniają np. kołowrotka co sezon, jeżeli jest on niezawodny. Niestety ten wyścig za klientem, jest jakościowym "równaniem w dół", stąd częste narzekania na wyroby niegdyś renomowanych firm. Klient sugerując się marką, oczekuje że produkt klasy pop za 100zł, będzie dorównywał klasą flagowym produktom danej firmy, stąd rozczarowania i narzekania. Zresztą jest to zjawisko dość powszechne, które nie dotyczy wyłącznie branży wędkarskiej.
