Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ozet, wędkarze w zdecydowanej większości to nie są buce choćby wyglądali nad wodą jak ostatnie gumofilce. Po prawdzie to takiego gumofilca z urzędu bardziej wolę niż gościa w kolorowych szmatkach z naszywkami gdzie popadnie, włącznie z klapą w majtkach - tu otwierać. Dlaczego? Sam nie wiem, a raczej jest to już tak czysto subiektywne podejście, że o powodach zapomniałem. Wiem natomiast, że odpowiednie zachowanie i nigdy nie "zwieszanie się" za jego plecami, może wywołać u niego chęć reakcji na błędy sąsiada, młodego sąsiada moczącego robaka obok, w tej samej kałuży. Tak uczyłem się wędkarstwa od starych "Repów" wiślanych. Zajmowałem miejscówkę obok i próbowałem sił w technikach, o których dopiero co czytałem. W mojej młodości nie było netu, ba nawet książek wędkarskich w bibliotekach nie było. Najczęściej jakiekolwiek książki o wędkarstwie można było kupić w "strefie zabicia czasu", czyli w kioskach dworcowych. Te same książki w sklepach wędkarskich były cztery razy droższe. Najprawdopodobniej taka sytuacja spowodowała przyzwyczajenie, że nic nie przychodzi łatwo i trzeba się ostro nabiegać nim czegoś się człowiek dowie. A reszta? Reszta to życie, które uczy pokory i praca, która uczy współpracy i szacunku do ludzi. Jest jeszcze jedna sprawa, której nie sposób pominąć. Szkoła średnia. Jak bym nie myślał w tamtych czasach, to dziś, z racji czasu doceniam fakt, że polonistka strasznie nas "piłowała". Niesamowita ilość książek jaką musiałem przeczytać (nie myślę tutaj o lekturach), na pewno wzbogaciła moją wiedzę i znajomość słów, zwrotów oraz wyrażeń, że o różnych frazesach nie wspomnę, co niektórzy nazywają złotymi myślami. No i sposób wypowiedzi. Za odpowiedź w trzech zdaniach była dwója. Zdań musiało być co najmniej pięć, co widać chyba w każdym moim poście. Trochę sobie w życiu popisałem o wędkarstwie dla wędkarzy i wiem, że na pewno większość z tu obecnych potrafi tak samo a część pisze tak samo lub lepiej. Nie jestem wyjątkowy. W wielu aspektach brak mi wiedzy i na pewno się nie odezwę, by się wymądrzać. Na koniec równie ważna sprawa - mam praktykę pisania do ludzi. Tu jestem jako Zbyszek "Docio" z SSG jak wszędzie gdzie pojawię się w necie. Na co dzień jednak podpisuję się inaczej: Internetowy Rzecznik Redakcji Wiadomości Wędkarskich Zbyszek Stanisz I tak kończy się sympatia przynajmniej kilku użytkowników, gdyż jestem świadomy jak wielu nienawidzi PZW a tym samym wydawnictwa. Ja jednak pozostanę przy swoim, jeśli mogę pomóc to pomogę, bez reklamy i dziękczynnych pokłonów, jak wędkarz wędkarzowi.
  2. Nie chcę aby brzmiało to mentorsko ale mam dla Ciebie jeszcze kilka rad. Podstawa - nie śpiesz się z zakupami. Czytaj jak najwięcej, poznawaj sprzęt i akcesoria, ich wady i zalety. Czasem nieodpowiednie duperelka potrafi zepsuć całą przyjemność jak np w delikatnym zestawie spławikowym krętlik nr6 zamist nr8 przy łaczeniu żyłki głównej z przyponem. Różnica niby niewielka ale wizualnie ogromna. Odwrotnie przy zestawie gruntowym. Większy krętlik pozwoli na zastosowanie mocniejszych blokac aby koszyczek nie zsunął się na haczyk. Pomyśl o wodzie, na której będziesz łowił i na tej podstawie dobierz spławiki. Nie są potrzebne spławiki rzeczne, choć bajecznie odlotowe , gdy będziesz łowił w jeziorze. Nie musisz też od razu kupować całego kartonu spławików "bo mogą się przydać". Nie, szkoda kasy. Praktyka zweryfikuje potrzeby i sam się nie spodziewasz jak bardzo. Nie zaczynaj połowu wczesną wiosną. Wiem, że ciągnie nad wodę jak "wilka do lasu" ale wiosenne himeryczne ryby zniechęciły do wedkarstwa już niejednego. No i przeziębienia do zapalenia płuc włącznie. Nie jesteś przyzwyczajony do zimnego wiatru nad wodą a nad wodą zawsze wieje choćby się wydawało bezwietrznie. W dodatku wilgoć i poranne wiosenne mgły mogą Cię dosłownie oblepić i robi się zimno. Jak będzie ciepły maj zacznij w jego połowie a przyjemność będzie pełniejsza. Po nabraniu praktyki i przyzwyczajeniu się nic już nie będzie stało na przeszkodzie kiedy chcesz łowić i kolejna wiosna może być Twoja. Tak odległy termin daje Ci cenny czas na naukę własną jak i pytania o wątpliwości tu na forum, a to z kolei zadecyduje o wyborze sprzętu.
  3. W skrócie to jest tak. W ciągu dnia sandacz potrafi podnieść się z dna i uderzyć o ile jest głodny. Jak nie jest to nic go nie skusi. Wieczorem sytuacja się zmienia i sandacz, jak i mały sum, podąża na płycizny. Nie blaty ale wypłycenia przy wysepkach, skarpach, kamiennych umocnieniach itp, gdzie żeruje na wszelakiej drobnicy, którą jest w stanie połknąć, czyli w grę wchodzą smukłe rybki.
  4. Szantopierz technika nazywa się paternoster a w rybkę wsadź kawałek styropianu. Nie pisz o bocznym troku bo to niezmiennie kojarzy się ze spinningiem. Może w nazewnictwie tkwi szkopuł?
  5. Panowie bo takie jest już życie, że wszelkie ograniczenia muszą być uszczegółowione do granic absurdu. W przeciwnym razie pozostaje wiele luk i jeszcze więcej interpretacji, których nikt normalny nie jest w stanie ogarnąć a na pewno nie jest w stanie przewidzieć. Można zapytać się, po co to wszystko? I tak postawione pytanie pozostanie bez echa nawet u twórców tych zapisów. Nie z powodu zbagatelizowania tematu lecz ze świadomości idiotyzmu treści umożliwiającej tą dowolność. Uniwersalizm jest bardzo dobry gdy współistnieje kodeks etyczny, który jest ściśle przestrzegany. Niestety w PZW takowy nie istnieje a próby zaostrzenia zapisów ustawowych kończą się tak, jak się kończą. W tym konkretnym temacie są, jak dla mnie, tylko dwa zagadnienia. Pierwsze jest jasne, czy spinningował, czy nie. Drugie jest już wielce kotrowersyjne, czy główka jig z haczykiem jest nadal tylko haczykiem, czy częścią przynęty spinningowej (sztucznej). Pytania wredne i po prawdzie nie oczekuję odpowiedzi ani jakichkolwiek deklaracji, gdyż moim celem nie jest ukrzyżowanie autora, który dzieli się swoimi przemyśleniami. Niemniej smrodek pozostanie,
  6. Na razie pogoda figluje i drwi sobie z naszych zapędów. Późnym popołudniem u mnie zaczął padać śnieg i ciągle pada. Zastanowiło mnie dlaczego nie topnieje bo na termometrze mam +5°C. Wyszedłem na dwór, przed klatką termometr wskazuje -2°C a na budzie mam minimum 10cm śniegu.
  7. Czy ja dobrze rozumiem, spinningowałeś z martwą rybką?
  8. Ołów miękki aby przy zaciskaniu nie zgniatał za mocno żyłki. Jak masz sklep firmowy koło pracy to parametry wędziska już znasz, możesz coś wybrać. Podobnie z kołowrotkiem a jak będzie miał 6 a nie 10 łożysk to uwierz, że biedy nie ma. Z haczykiem to musisz sam przejść swoją "drogę krzyżową". Ja pozostałem na etapie limericków i okrągłych a jak szukam, to na nich się wzoruję zgodnie ze swoimi potrzebami i przynętami jakie stosuję. Czytaj a odpowiedzi na te pytania same przyjdą. Dodatkowo w książkach masz obrazki jak założyć robala a jak ziarno kukurydzy aby nie spadło już przy zarzucaniu zestawu. Zrób sobie tydzień przerwy od pytań, poświęć nieco czasu na czytanie. Poznasz podstawy i sam zauważysz, że szukasz odpowiedzi na zupełnie inne zagadnienia, bo teraz nadal nie wiesz o czym piszę, a prościej już się nie da.
  9. Nie, to tylko na potrzeby przykładów. Korzystam ze sklepów stacjonarnych, które prowadzą moi kumple.
  10. Przypon nie wytrzyma a hamulec w kołowrotku nie dopuści aby wędzisku się coś stało. Jest mnóstwo teori przed Tobą i już powinieneś zacząć czytać, choćby w sieci, o zasadach konstrukcji zestawów, o tym co i jak należy ustawić, jak mocować spławiki, śruciny, które węzły są dobre, a które do bani, jak ustawić hamulec w kołowrotku i w ogóle po co on jest oraz jak dbać o sprzęt aby sam się nie połamał przy składaniu lub rozkładaniu. To tylko namiastka, która właśnie przyszła mi do głowy. Nie jest prosto przypomnieć sobie wszystko co podstawowe. Podałbym Ci całkiem przydatną stronę o metodach, technikach i zestawach ale będzie to kryptoreklama, bo to mój portal. A kryptoreklamy nie cierpię i u siebie tnę ją w zarodku. Jak nieco się wysilisz i poszukasz, to znajdziesz.
  11. Nigdy nie napiszę o czymkolwiek, że jest złe lub dobre o ile sam tego nie używałem przez przynajmniej sezon lub nie wymieniłem wiedzy z osobą, ktorej calkowicie ufam i wiem, ze jest obiektywna. Dobór kołowrotka przykładowy, szukałem z dwoma szpulami o wielkości odpowiadającej potrzebom przykładowych wędzisk i aby zmieścił się w kosztach ogólnych.
  12. Ajajaj. Mimo, ze słowo pisane przypadło Ci do gustu, to domyślam się, że nie mogłeś tego przeczytać przed wizytą w sklepie. No to koniec z teorią pisaną. Przechodzimy do teori obrazkowej, która, zupełnie nie wiem czemu łatwiej dociera do odbiorcy. Jak pisałem wcześniej nie da się pogodzić wedziska pod spławik z tym pod koszyk. Sama namoczona zanęta w standardowym koszyczku waży 20-25g, więc masz już dowód, że sprzedawca wciska Ci przysłowiowy kit. Aby nie rozwodzić się więcej i jakoś zmieścić się w limicie mam obrazkową propozycję i należy ją traktować wyłacznie jako przykład. Spławik - Robinson Xenon Tele Float 4,5m./10-25g Grunt - Jaxon Black Arrow Feeder 2,60m/40-80g Kołowrotek - Dragon Mystery FD 1125i Całość nieco ponad 300zł ale tak sobie myślę, że jeszcze tę stówkę na akcesoria poświęcisz a znając życie to nawet więcej, bo w ogóle nie rozmawialiśmy o spławikach. Dlaczego taki wybór? Wszystko zgodnie z tym co pisałem. Kołowrotek jeden, gdyż ma szpulę zapasową, na którą nawiniesz sobie zyłkę 0,16 dla spławikówki. Dla feedera odpowiednia będzie 0,22-0,26 i ona znajdzie się na szpuli podstawowej. Nawet zestawów nie musisz rozbrajać przy zmianie wędziska, wystarczy odkręcić szpulę, odpiąć kołowrotek i zamontować go w drugim wędzisku, a samą szpulę przymocować do blanku gumką recepturką. Odradzam łowienia na dwie wędki jednocześnie, gdyż trudno będzie Ci się skupić a jak wezmą, co wcale nie jest takie rzadkie, na obu wędkach, to panika i nieskoordynowane ruchy gwarantowane. Wtedy też nietrudno aby coś zniszczyć. Nauka nie jest łatwa i odróżnienie działania falki, wiatru, roślin podwodnych i innych zaczepów od brania na spławik kosztuje wiele, wiele pustych zacięć. Same brania to też nie tylko zatopienie spławika. Lekkie podrygiwania, leciutkie przesunięcia (łowcy linów wiedzą o czym piszę ) wystawianie, to tylko podstawowe wskazania i nie wyczerpuje to arsenału sztuczek ryb. Nerwy Cię zjedzą gdy ryby będą brały jak szalone (według Ciebie) a w rzeczywistości będą atakować zaciekle nie przynętę a błyszczący ołów. Podobnie z feederem. Falka do brzegu bywa naprawdę wkurzająca a od obserwacji szczytówki może zakręcić się w głowie. Spora liczba brań polega nie na szarpaniu wskaźnika a jedynie na niewielkim przygięciu. Jeśli akurat nie patrzyłes, nie ustaliłeś sobie punktów odniesienia na ziemi, to nawet tego nie zauważysz dopóki ryba nie wyssie robala do cna i nie puści haka. Ucz się zawzięcie, to poskutkuje w przyszłości reagowaniem na brania, których inni nie widzą a kolejnej zimy już świadomie będziesz szukał nowego sprzętu. A za kilka lat...za kilka lat z nostalgią wyciągniesz te wędziska i kołowrotek, odkurzysz, przeczyścisz i wspomnisz swoje początki, bo wspomnienia dla wędkarza są tak samo ważne jak ryby w wodzie.
  13. Nie chciałem się odzywać, bo niedługo ktoś konserwę otworzy a tam zamiast rybki - Docio. Jednak nie wytrzymałem. Wędkarz początkujący preferujący metodę gruntową w wersji ciężkiej denki i spławika. Dobór sprzętu nie jest prosty a ukierunkowanie się na jakiś uniwersalny jest kardynalnym błędem. Nie krytykuję kolegów i ich propozycji ale jakoś nie wyobrażam sobie tej radochy przy "dłubaniu płotek" za trzcinami floatem 20-60g. Toż to kara a nie radocha i wpływa na wyrobienie złych nawyków, które w późniejszym czasie bardzo trudno będzie wyeliminować. Michu198719 na początek, aby zdecydowanie sobie uprościć życie, zapomnij o szczupaku i okazach. Przed Tobą dość trudna nauka różnych metod zarzucania i składania zestawów aby się sprawdzały nad wodą a przy zarzucaniu nie plątały. Propozycje z feederem cw do 80g jest jak najbardziej słuszne na wszelkie zapędy z koszyczkiem lub sprężyną, na wszelkie wody stojące. Taki feeder to typowa lekka kawaleria, którą będziesz sprawnie operował, szybko nauczysz się co może się wydarzyć podczas rzutu, czym skutkuje połozenie obciążenia na ziemi przed rzutem i w ogóle jak działa takie wędzisko. W tym przypadku szczerze polecam cokolwiek byle nie Mikado! Najlepiej by było gdybyś skusił się na Jaxona z wyższej półki i nie jest to herezja lecz rozsądek. Człowiek uczący się siłą rzeczy popełnia błędy - bo się uczy. Jak coś się stanie z wędziskiem to serwis Jaxona jest chyba najlepszy w kraju a serwis Mikado - wolę się nie wypowiadać. Połowisz sobie takim feederkiem 2-3 sezony i sam dojdziesz do właściwych wniosków co Ci jest właściwie potrzebne w takim wędzisku i kupisz już pierwsze wędzisko celowo. Nie będziesz oglądał tego, co Ci podaje sprzedawca w sklepie jak obrazki, tylko sam już będziesz sprawdzał, czy wędzisko spełnia Twoje wymagania. Uwierz, różnica kolosalna. Ze spławikówką jest podobnie. Choć Wind i inni dobrze sugerują wędzisko składane, to w Twoim konkretnym przypadku nie ma to większej różnicy. Mimo zasugerowania takiego wędziska nikt nie napisał dlaczego takie a nie teleskop. Nie napisał gdyż oni już wiedzą czego potrzebują i w ich przypadku wędzisko składane spełnia ich oczekiwania do ich stylu łowienia i potrzeb. W Twoim przypadku i na tym etapie jest to naprawdę bez różnicy, i bardziej trzeba poddać się wymogom nauki niźli wiedzy. Na początku nauki nieuniknione są błędy i niezmienne zapętlanie się skręconej żyłki na szczytowej przelotce. Z wędziskiem składanym będą w takim przypadku niezłe "przeboje" by dosięgnąć tej przelotki, teleskop po prostu złożysz i będziesz ją miał przed nosem. A jak już nauczysz się wszystkich podstępnych sztuczek jakie ma przygotowane sprzęt na nowicjusza to nie tylko będziesz wiedział czy chcesz wędzisko składane, czy teleskop ale także całkowicie świadomie w swoim wyborze uwzględnisz inne parametry jak cw, ciężar, dlugość dolnika i ugięcie. Wniosek z tego taki, że potrzebujesz wędziska 4,5-5,0m z cw 5-20g max do 25g i akcją B. Wędzisko długie ponieważ nauka to eksperymenty, czysta zabawa i szukanie ryby a także nauka zacinania. Takim wędziskiem nauczysz się zacinać i będziesz wiedział, czy potrzebujesz pod spławik jeszcze miększego z akcją C, czy takie jest odpowiednie. Takie wędzisko także pozwoli Ci powalczyć z zaciętą rybą i nauczyć się ją holować. Wybaczy też większość błędów jakie popełnisz. Wędzisko sztywniejsze, z większym cw (np 10-30g nie wspominając o 20-60g), już na początku po zacięciu będzie wyrywać ryby z metrowej wody lub gdy będziesz łowił głębiej, to będzie rwało pyszczki rybom. Na szczupaka owszem, jest dobre gdyż potrzeba siły aby wbić hak w jego pysk ale na karpiowate to niczym armata na komara.Nie zdziwi mnie jak będziesz chciał sprawdzić czy są ryby na metrowej wodzie za kilkumetrowym pasem trzcin, to naturalne. Wędzisko 5m pomoże to spradzić a 3,9m może okazać się za krótkie i potem są stresy z zaczepionym haczykiem. No i w tym przypadku, tak jak poprzednio, wędzisko każdej firmy tylko nie Mikado, ze względu na serwis. A jak już się nauczysz i poznasz większość złośliwości rzeczy martwych, to nic nie będzie stało na przeszkodzie abyś kupił to co potrzebujesz niezależnie od firmy. Firma przestanie być istotna, bo już będziesz umiał radzić sobie z problemami ale przede wszystkim będziesz zwracał uwagę na to, co może się stać i nie zarzucisz koszyczka 60g z zapętloną żyłką na szczytowej przelotce.
  14. O widzisz. Własne zapiski przebijają wszelkie wydumane prognozy. To najlepsze źródło informacji jakie może sobie wędkarz wymarzyć i samemu zorganizować - byleby mu się tylko chciało.
  15. Docio

    Ile ryby w rybie?

    Ze smakiem mięsa rybiego byłbym ostrożny. Nie twierdzę, że się ktokolwiek myli i na pewno, bezsprzecznie, boleń to sztandarowa ryba, której się unika w sztuce kulinarnej. Jednak gdyby go przyrządził mój kumpel a Wy byście musieli zgadnąć jaka to ryba, to jestem w stanie założyć się o skrzynkę wódki, że wymienionych zostanie ogrom gatunków lecz nikt nie powie iż je bolenia. Juz tu padło kilka zagadnień o smaku. Ja pisałem o wędzonym leszczu, Wind o wędzonym łososiu ale przez wujka a nie tym tuczniku norweskim, na pewno swoje miejsce na podium ma wędzona sielawa a wędzony węgorz jest mocno przereklamowany, gdyż podchodzi jedynie tym co lubią tłuszcz. Jest jeszcze wiele innych gatunków ryb, które dla poszczególnych smakoszów są niezrównane smakowo po przyrządzeniu. W końcu każdy chyba słyszał o karasiu w śmietanie, uklejach a'la frytka, czy o pasjonatach wręcz zażerających się smażonymi małymi sumikami karłowatymi. Nie można zapomnieć o rybach morskich, które również mają swoją rzeszę wielbicieli a dodatkowo trzeba powiedzieć, że sandacz, leszcz czy płoć z Bałtyku smakuje diametralnie inaczej niż złowione w wodach śródlądowych. Sztuka kulinarna to dość trudna sprawa i powszechnie sprowadzana jest do czynności najprostrzych. Dla niektórych i to jest zbyt trudne, gdyż potrafią przypalić wodę na herbatę. Ale wracając do kulinariów, wśród kucharzy od lat krąży pewien dowcip. Czym różni się kucharz chiński od amerykańskiego? Zasadniczo niczym z tym że: - Chińczyk twierdzi iż nie ma rzeczy niejadalnych, są tylko kiepscy kucharze - Amerykanin twierdzi iż nie ma rzeczy niejadalnych, jest tylko kwestia ilości dodanego keczupu.
  16. Burza jako burza wpływu na zmianę ciśnienia chyba nie ma. Raczej front atmosferyczny. To o czym piszesz też wykorzystywałem ale niebo było zupełnie inne. W tym okresie, przed spadkiem ciśnienia, faktycznie ryby intensyfikują swoje żerowanie. Nie wiem jak wytłumaczyć to zjawisko, nigdy ze sobą jakiegokolwiek barometru nie brałem. Może to jakaś dziura ciśnienia podobna do dziury powietrznej? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wiem jak to wygląda i do zapowiedzi burzy jest niepodobne. To pojedyńcza chmura, reszta nieba jest bezchmurna. Jak pada i błyska to tylko nad głową, po bokach nadal widać słońce i bezchmurne niebo.
  17. Nadrabiam nieczytane wątki na forum i trafiłęm tu, gdzie mam słówko. Każdy kalendarz brań trzeba brać z przymrużeniem oka. Traktować zdecydowanie jako rozrywkę/ciekawostkę aniżeli nawet półprawdę. Na prognozach pogody nie jeden dorobił się profesora a wielu innych tytułów, mimo to pogoda nadal jest nieprzewidywalna i co raz zaskakuje. Jak nie wierzycie poświęćcie kwadrans w ciągu dnia na pogodę w TVN. Rano jest zapowiedź na dzień, wieczorem jest podsumowanie dnia i prognoza na noc, tyle, że podsumowanie często jest diametralnie różne od zapowiedzi porannej. Na drugi dzień powtarzane jest podsumowanie wieczorne i podana sprawdzalność na poziomie ponad 90%. Mało kto zauważa, że sprawdzalność oparta była na faktach a nie prognozie. A tutaj w Twojej Pogodzie ludzie naprawdę się namęczyli nad algorytmem. Szkoda, że i tu niemożliwym jest uwzględnienie organizmów żywych (ryb), które to działają według zegara biologicznego a nie wysokości pasa Oriona nad horyzontem. Dodatkowo zauważyłem, że prognoza uwzględnia wartość ciśnienia atmosferycznego i nie jest to dziwne, gdyż to jeden z głównych parametrow. Szkoda tylko, że w zimie nie uwzględnia się ani pokrywy lodowej, która niweluje to ciśnienie, ani zaśnieżenia tejże pokrywy, która totalnie zaciemnia akwen, ani temperatury wody, której wzrost tylko o 0.5°C powoduje szał żerowania a nie odrętwienie. O czymś takim jak natlenienie wody, które ma również nie mały wpływ na żerowanie, nie wspominam. Wind co do kalendarza w WW to i jego również trzeba traktować jak wszystkie inne i to z tego samego powodu. Jednak opracowanie jego opiera się na czymś zupełnie innym a mianowicie na zgłoszeniach rekordów i opisów łowców. To potęzne archiwum danych i sztab ludzi mógłby robić dość szczegółową prognozę brań na poszczególne, integralne wody. Niestety i on po części opiera się na nieprzywidywalnej prognozie pogody i jak wspomniałeś, wystarczy mała zmiana od założeń aby wszystko stało się nieaktualne. Z moich obserwacji najgorsze co może się stać na łowisku to nagła letnia burza. Słoneczny ciepły dzień, bezwietrzny lub z wiaterkiem minimalnym a tu na niebie pojawia się chmura. Nikt się nią nie przejmuje choć idzie prosto na nas. Woda zaczyna się dosłownie gotować od ryb. Wszelkie ryby biorą na wszystko. Złowienie w takim momencie szczupaka lub węgorza na chleb czy inne ciasto jest częstrze niż może przewidzieć jakikolwiek algorytm. Mija kwadrans, zrobiło się ciemniej, zaczyna padać. Wali piorunami i zacina deszczem przez dwadzieścia minut, i chmura goni dalej. Znów jest słonko, znów bezwietrznie, tylko woda jakby wymarła. Można wtedy spokojnie rozpalić grilla bo przez najbliższe 24 godziny ryby będą walczyć ze zmianą ciśnienia. Niestety jest to także czas kłusoli. Zaliczyłem kilkanaście takich letnich burzy z czego kilka było naprawdę przejmujących i można było się bać. Po nich to zauważyłem okonie i sandacze pływające pod samą powierzchnią, dosłownie wystawiały płetwy grzbietowe nad wodę. Po kilku godzinach znikały w toni ale brania nadal były zerowe. Tylko raz po takiej burzy, widziałem jak rybacy wypłynęli na swoich łodziach na jezioro i pilnowali wody. Było to jezioro leszczowo-sandaczowe Dejnowa k/Świętej Lipki.
  18. Docio

    Ile ryby w rybie?

    Ano właśnie. Można tę szlachetność ryb dość dowolnie interpretować. Może to zależy od własnych preferencji i "usportowienia" (fatalne słowo) ryb, a może wynika to z tradycji tego określenia, gdzie sama tradycja już się zatarła? Dziś, mimo spędzenia kilku godzin w necie, nie natrafiłem nawet na próbę oficjalnego podziału, które to ryby są szlachetne, a które nie. Oczywiście poza przedstawioną różnicą gastronomiczną. A mimo to wędkarze uparcie, co i raz poruszają temat ryb szlachetnych oraz wątpliwości jakie ich nachodzą, i całościowego rozwiązania tej kwesti nie spotkałem. A może właśnie tak trzeba? Może ta szlachetność nie powinna być określona i każdy, w dowolny sposób mógłby taką szlachetność ulubionym rybom nadawać? Może tak ale nie przejdzie, gdyż wprowadziłoby to ciągły zamęt i nieporozumienia. Może jednak trzeba się cofnąć o te dwieście-trzysta lat, wgryźć w historię wędkarstwa, jego początkowe sportowe aspekty i uchwycić moment gdy padło to określenie. W takim przypadku, z uporem maniaka będę wciąż wracał do Anglii, początków prawdziwego sportowego wędkarstwa, w którym smak ryby był kompletnie nieistotny, a które opierało się wyłącznie na metodzie muchowej. Jakąż nobilitacją w środowisku było złowienie okazałej ryby na własnoręcznie wykonaną muchę, której projekt powstał w głowie po wielodniowych obserwacjach natury. Ta garstka prekursorów sportowego podejścia do połowu została ikoną świata wędkarskiego i ich przemyślenia są do dziś wznawiane drukiem. Tak, sztuczna muszka, podglądanie przyrody, obserwacja, wręcz inwigilacja ryb ocierająca się o nurkowanie w tarliska. Pasjonatów-zapaleńców nie brakuje do dziś lecz nie jestem pewny, czy mają choć w części tamten zapał, tamtą ideę, tamto podejście do przyrody. Tylko sztuczna muszka liczyła się w środowisku i na szczęście jest to jedna z nielicznych rzeczy jaka pozostała niezmienna wśród muszkarzy łowiących wyłącznie tą metodą. Wracając jednak do gatunków szlachetnych, niechcący trącając kurz na kartach historii, trudno mi się będzie nie zgodzić, że takimi gatunkami są wyłącznie łosoś, pstrąg i lipień. Jest na to poważny argument. Ikony Angielskiego wędkarstwa pisały wyłącznie o muszkach i wspomnianych gatunkach. Tak, wyłącznie, gdyż połów na robaka tych ryb traktowany był jako czyn haniebny. No ale to w Anglii u nas podejście było już bardziej liberalne, choć nadal etycznie uznawane za naganne.
  19. Docio

    Ile ryby w rybie?

    Ozet chętnie ustosunkowałbym się do walorów sportowych ale nie wiem, czy ten sport to waleczność ryb, czy wysiłek wędkarza w złowienie, czy może zupełnie co innego. Mam też obawy, czy przypadkiem i całkiem nieświadomie, nie sięgnąłeś do "połowu sportowego", który to właśnie był lansowany w Anglii przez tych, o których pisałem. Oczywiście, że nie było moją intencją rozgraniczenie kulinarne. To była tylko i wyłącznie ciekawostka. Wisła nigdy nie była rzeką łososiową, przynajmniej nie na całej długości, a już na pewno nie porównałem jej do górskich lecz jedynie jej powierzchnię. To, że była czysta i wpływały łososie jeszcze sprawy nie przesądza, gdyż gdyby trzymać się takiego rozumowania, to w tym samym okresie połowa kraju była uzdrowiskiem z krystalicznie czystym powietrzem.
  20. Docio

    Ile ryby w rybie?

    Ozet, każdy ma prawo do swojego zdania i powinien go bronić. Inni, jeśli mają odmienne spojrzenie powinni to poprzeć argumentami, przynajmniej w stopniu minimalnym. Nie jestem, wewnętrznie, do końca przekonany, czy tak naprawdę interesują mnie jakiekolwiek podziały gatunków ryb, a te uwzględniających ich szlachetność już szczególnie. Przypomina mi to kłótnię dwóch pcheł o prawo własności do psa. Od rana grzebię w sieci i przyznam, że nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi, ktore gatunki są tak naprawdę szlachetne, a które pospolite. W swojej tezie podajesz kilka istotnych spraw, na których opierasz swoje przekonania i chwała Ci za to, bo czemu nie. Jednak tak się składa, że w poprzednim swoim poście celowo umieściłem szczupaka i sandacza, tylko dlatego, że u nas są to również gatunki szlachetne tak jak i węgorz, świnka, certa a nawet miętus. A co do Twojej tezy, to widzę kilka sprzeczności. Nie, nie krytykuję jej, po prostu widzę to nieco inaczej. - Łosoś i jesiotr to gatunki o wysokich walorach kulinarnych, czego faktycznie nie można powiedzieć o pstrągach, które są (po prawdzie dwa z trzech obecnych gatunków, to gatunki obce) o smaku nijakim. - Każdy ichtiolog powie Ci, że ryba jakiegokolwiek gatunku po osiągnięciu określonej wielkości staje się drapieżna. Wniosek z tego taki, że szczyt drabiny pokarmowej zajmują wszelkie największe ryby. - Gatunków łososiowatych było i jest mniej gdyż ich sposób na życie i zajmowany areał wodny jest kilkadziesiąt razy mniejszy niż pozostałych gatunków. Sama Wisła od środkowego biegu do ujścia ma więcej wody niż wszystkie strugi, potoczki i rzeczki zaliczane jako górskie. - Wędrówka na tarło dotyczy jedynie łososia i troci, choć w drugim przypadku bardzo trudno zaliczyć troć do gatunku słodkowodnego. Pstrągi, głowacice i lipienie ciągną jedynie w górę rzeki, gdzie natlenienie jest większe. Biorąc to pod uwagę taka certa kasuje je jako ryba dwuśrodowiskowa ale węgorz, pod względem wędrówki tarłowej, kasuje wszystkie ryby i nijak go włączyć do grupy łososiowatych. Jest jeszcze jeden zgrzyt, co z sieją i sielawą, które należą do ryb łososiowatych? I na koniec. Nieuważnie czytałeś mój post. Wędkarstwo w Polsce, te zorganizowane, rozpoczęło się w drugiej połowie XIX wieku. W Angli regularne zapiski o tym sporcie pojawiły się trzy wieki wcześniej. Przekrój społeczny tego kraju (w tamtym czasie) uniemożliwia wyodrębnienie elit wędkarskich. Tam wędkarstwo wprost było elitarne a prawo własności z urzędu uniemożliwiało mieszczaninowi uzyskanie pozwolenia na sportowy połów ryb. Mimo tego co napisałem powyżej, dla mnie ryby łososiowate mogą być szlachetne i zgadzam się z Tobą, bo mi to w ogóle nie przeszkadza. A jako ciekawostkę mam dla Was link do dokumentu pdf. Jak dla mnie bardzo ciekawego - bo ma mało tekstu i dużo obrazków podział gastronomiczny Trafiłem na kolejną ciekawą informację. Wiem, nie jest to ściśle związane z tematem, a raczej bardzo pobocznie, niemniej może admini znajdą dla niej odpowiednie miejsce, by można było rozszerzyć własną wiedzę i wyzbyć się kolejnych mitów szerzących się w sieci. Ryby Polski Dodam jedynie (co nie jest tam zaznaczone), że sapa była introdukowana do Zbiornika Zegrzyńskiego w pierwszej połowie lat 90-tych.
  21. Docio

    Ile ryby w rybie?

    Wind to nie takie trudne jakby się wydawało, choć nie ukrywam, że wymaga nieco zachodu. Jednak aby nie wywoływać zbędnych spieć oświadczam, że wszystko co poniżej napiszę jest wyłącznie moim subiektywnym poglądem ,z którym nie trzeba się zgadzać. Ryby szlachetne i te inne, skąd się wzięły i dlaczego? Wystarczyłoby właściwie jedno słowo - historia. Najstarsze podręczniki (polecma Poradnik J.Rozwadowskiego) mówią wyłącznie o muszce i sportowym podejściu w łowieniu ryb. Tych ryb, których rybacy nie mogą łowić w dużych rzekach i morzu. To ryby z małych wartkich rzeczek, potoków i strumieni łowione przez arystokrację, którą było stać na horrendalnie drogi i wyuzdany sprzęt, a skoro arystokracja i wyuzdanie idą w parze, to ryby w konsekwencji też muszą być szlachetne. Takie podejście zaczęło się niestety nie u nas ani nawet zza Odrą. Początki połowu ryb szlachetnych odnotowano na największej wyspie kontynentu europejskiego, czyli obecnej Wielkiej Brytanii. U nas się to przyjęło, gdyż wtedy młoda szlachta w dużo większej ilości kończyła słynne "angielskie" uczelnie niż współczesna młodzież, a przy okazji nasiąkała nowinkami i na szczęście powracała z tą wiedzą do kraju. Większości powinno być wiadome jak wielkie jest rozwarstwienie społeczeństwa pod panowaniem Królowej i mimo głośnego propagowania ideii demokratycznych nie jest możliwe aby plebs mógł być w jednym miejscu co arystokracja. No chyba że jako służba. Nic do śmiechu, taka jest konstrukcja społeczna i jakoś wszyscy się tam na to godzą. Plebs wie, że tor w Ashton nie jest miejscem dla nich tak jak i arystokracja nigdy nie pojawi się w dokach, więc i ryby łowione przez plebs nie mogły być szlachetnymi. A u nas, również historycznie, niestety ale chwast zwany karpiem jest rybą szlachetną. Rybą, na którą mogli pozwolić sobie jedynie księżą i szlachcice, gdyż tylko oni zajmowali się jejgo hodowlą a i cena była dość konkretna. Chłopstwo a nawet mieszczaństwo mogło zadowolić się szczupakiem lub sandaczem gdy zbliżało się święto ale na karpia po prostu ich było nie stać. Co dziwne działał tu bardzo podobny mechanizm. Karpia nie można było złowić w rzece lub jeziorze, obecny był wyłącznie w hodowlach. W rzekach i jeziorach łowili rybacy i ubodzy. Szlachta łowiła ryby szlachetne a dla wyróżnienia swojego statusu ugruntowała karpia jako potrawę tradycyjną, choć jest to ryba w smaku nie tylko niemiła ale wręcz nudna. Jeśli jednak chodzi o moje osobiste upodobania kulinarne to ponad wszystko lubię rybki marynowane. Wpier usmażone w mące a następnie zamarynowane w zalewie octowej. Mam jednak zawsze pewien dylemat, gdy pojawi się przede mną kawałek wędzonegio leszcza. Dylemat gdyż nie wiem z jak wielkiego okazu został oddzielony a to istotna informacja. Wędzony leszcz do 2kg jest to po rpostu wędzona ryba. Nie gorsza, nie lepsza, ot ryba. Za to gdy uwędzi się tylko nieco większego, takiego od 2,0 do 2,5kg, w którym tłuszczyk już narósł niemal wszędzie i przy wędzeniu rozprowadza dokładnie aromaty, to taki, taki, taki łosoś niech się utopi.
  22. Sleroza nie boli. Miałem napisać na końcu postu, co to za "specjalna" bawełna, z której robię stopery i...zapomniałem. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego. To gładki kordonek taki jak tu Lepiej nie pomylić z innym, takim "włochatym", gdyż różnica jest nie tylko w wyglądzie ale i splocie. Tamten jest taki puszysty, włochaty, lejący i co najgorsze ma luźny splot. Ten właściwy jest gładki, lekko sztywny i ma gęsty splot. Tego o luźnym splocie nie da rady zaciagnąć tak aby się dobrze trzymał. Ten własciwy, z odpowiednim węzłem i dobrze zaciągnięty (niekoniecznie tak aby aż skręciło żyłkę) trzyma się świetnie, nie zahacza o przelotki i prześlizguje się przez nie bez większego trudu. Daje to także możliwość łowienia na dużej głębokości, niekoniecznie odległościowo. Co do samego węzła, to wiążę sobie ich kilka w domciu, na spokojnie, na rurce od napoju. Potem tylko wystarczy żyłkę przewlec przez szeroką rurkę i ściągnąć na nią węzeł. Aha, węzeł. Na znalezionym w sieci obrazku bardzo podobny jest pod literką i. Różnica polega na tym, że ja wiążę symetrycznie, czyli oczka pętelek są po obu stronach. Nie zagina żyłki tak jak na obrazu i nie ma potrzeby pilnowania, w którą stronę się wiąże, bo nie haczy o przelotki.
  23. Gruntowanie łowiska w technice odległościowej według książkowych zaleceń to wielce stresujące zajęcie, gdyż podawane rozwiązania są do d... Wędkarstwo podobno uspokaja ale na pewno nie w tym przypadku. Miałem swój patent, mam go do dzisiaj, a gruntowanie zajmuje mi minutę. Rozwiązanie banalnie proste. Montowanie zestawu zaczynam od stopera bawełnianego. Niestety to nie może być jakakolwiek bawełna. Następnie idzie krętlik nr8 z agrafką i krętlik do mocowania przyponu. Stoper zaciągam ale minimalnie, tak aby swobodnie się przesuwał. Następnie go nawilżam, gdyż bawełna pod wpływem wilgoci się rozciąga. Zaciskam jeszcze raz, luźno, czyli koryguję rozciągnięcie. Do agrafki na krętliku mocuję cokolwiek bardzo wypornego i lekkiego. Może to być wspomniany przez Winda pojemnik z kinder niespodzianki, może być piłeczka pingpongowa lub cokolwiek innego. Do kretlika przyponowego montuję na agrafce obciążenie 10g i już gotowe. System się nie plącze, nie zaczepia a lekko zaciągnięty stoper nie opada samoistnie podczas zwijania zestawu mimo, że piłeczka bez trudu przesuwa go w górę pod właściwym obciążeniem. Po ściągnięciu zestawu wystarczy bardziej dociągnąć stoper, podmienić piłeczkę na spławik, skorygować grunt właściwy do montowanego spławika, dodać obciążenie, dodać przypon, skorygować grunt w stosunku do długości przyponu i po stresie.
  24. Wind to dopisz w statystykach kolumnę "podpuszczenie". Dobrze wiedziałeś, że jestem wyjątkowo odporny na wszelką reklamę a jednak udało Ci się wzbudzić u mnie zainteresowanie. I dobrze, bo miejsce spokojne, czyli takie jak lubię. A poważnie to Wind podpuścił mnie do zajrzenia na forum przy okazji załatwiania zupełnie innej sprawy, czyli poprzez prywatną rozmowę o zupełnie czym innym. Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem, że to forum i jak wklejałem link, to myślałem, że to portal.
  25. Również preferuję przedni hamulec, który w większości modeli jest jednak lepszy od tylnego, niemniej spinningiści zmieniający szpulę stojąc w wodzie często topią nakrętkę. Również przy długim dolniku i oparciu o biodro regulacja przedniego hamulca może okazać się nieco niewygodna.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...