Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Teoretycznie tak ale tylko teoretycznie. Wszystko opiera się na czasie w jakim zostanie wyholowana i naprawdę taki potwór po kompletnym zmęczeniu ściągany jest jak worek. Wytrzymałość czlowieka ma tu kluczowe znaczenie i jeśli jest w stanie wytrzymać kilkadziesiąt kilogramów non stop przez kilka godzin, to czemu nie. Całej masy nigdy nie będzie utrzymywał, bo od tego właśnie są hamulce w kołowrotkach, choćby ustawione na 100kg. Wszystko można wyliczyć matematycznie i nie chodzi o prawo archimedesa, bo to nie jest wyporność. Nie wiem jak się do tego dobrać ale na pewno musi być brana masa bezwładności ciała - ryby, opór wody, długość wędziska - jako ramię przyłożenia siły, i siłę człowieka. Wytrzymałość sprzętu można pominąć, bo nie ma ona wpływu na wyliczenia ale pas z gniazdem na dolnik już jak najbardziej. To nic innego jak podstawy fizyki/mechaniki i zabawa z belką oraz punktami podporu. Z holowaniem ryby jest jak z pchaniem samochodu. Nikt półtorej tony nie podniesie ani nie przesunie na podwoziu za to na kołach już jak najbardziej. Zmieniają się opory toczenia i odpowiednikiem tego jest woda. Nie pamiętam już gdzie czytałem, czy gdzie usłyszałem, więc proszę nie brać tego jako pewnik, a chodzi o to, że siła poziomego ciągnięcia przedmiotu w wodzie zależy od jego przekroju poprzecznego oraz masy pomniejszonej do 10% masy rzeczywistej. Skleroza już zaczyna doskwierać, więc wybaczcie, po prostu nie jestem tego pewny ani nie pamiętam źródła. Natomiast bezsprzecznie kojarzy mi się to z konstruowaniem dryfkotwy, o której bez problemu znajdziecie informacje w necie i mimo jej śmiesznie małej wagi kilkunastu dekagramów może ona wytworzyć opór kilkuset kilogramów.
  2. Jak złowiłem swojego pierwszego suma 20+ to przez kilka minut nie mogłem wstać z ziemi i ustać na nogach. Nogi jak z waty i trzęsły się jak galareta. Notabene ręce też. Dziwne w tym wszystkim jest to, że takie delirium złapało mnie dopiero po jego wyciągnięciu na brzeg. Adrenalina może zabić ale ta prawdziwa, za pierwszym razem. Za drugim, trzecim, fafnastym, to już tylko rytuna. Niemniej, przy mocowaniu się z rybą, nawet przez jedynie kilkanaście minut, mocno odbija się na stawach rąk, i to wszystkich, oraz mięśniach. Siłownia to pikuś. Po tych kilkunastu minutach zakwasy są takie, że żaden środek przeciwbólowy nie pomoże. W związku z tym mam wielkie wątpliwości by jedna osoba, bez zabezpieczeń, holowała bez uszczerbku przez godzinę olbrzyma a potem jeszcze go dźwigała i pozowała do zdjęć. Wątpliwości to jednak nie zaprzeczenie, bo w końcu może taka osoboba trenowała przez tydzień na siłowni by się przygotować do takiego połowu. A z innej beczki. Z kumplem, z pracy, w miarę często jeździliśmy jego samochodem w rejon Góry Kalwarii na sumy. Ułomkami nie byliśmy ani zasiedziałymi biurokratami, choć fizycznymi nas nazwać nie można było. Pewnego wieczora wziął mu, taki pod dwa metry. Hol czterdziestominutowy, tak około, lądowanie i z powrotem do wody. Fakt faktem to był jego największy, choć go ani nie ważyliśmy, ani dokładnie nie mierzyliśmy. Założenie było takie by go jak najszybciej wyholować i wypuścić by przeżył. Po wszystkim, mimo, że słonko jeszcze nie zaszło, nie wróciliśmy do domu. Musiało minąć kilka godzin by przeszedł mu ból i mógł kierować. A może jeszcze jedno. Mnie przy tym nie buło ale kumple dłuuuuugo o tym wspominali przy "złocistym". Wybrali się nad rzekę by poganiać spinerkami okonie, które tam akurat dość obficie się ujawniły. Pech chciał, że na dość delikatny zestaw przywalił sandacz. Rybsko było niemałe, wędkarz ambitny i przez niemal godzinę ciągało go na wędce po brzegu. Tak jakieś 200m w jedną stronę a jak dopłynęło, to zawracało z powrotem. Ryba wygrała. Przytrzymał mocniej, żyłka się zerwała i to chyba w ostatniej chwili. Chłopaki zastanawiali się już nad wezwaniem karetki, bo nie tyle oddychał, co łapał powietrze niemal je gryząc. Na szczęście w miarę szybko doszedł do siebie, zaczął normalnie funkcjonować ale wstał dopiero po godzinie. Ryba go zabiegała. Proszę nie mówić, że wędkarstwo to statyczne, beztroskie i na swój sposób leniwe spędzanie czasu.
  3. Docio

    Propilki 2

    Jak znam życie to miejsce się znajdzie. Dla Krzysia też.
  4. Wind bo z wiekiem spada zapotrzebowanie na kasę a rośnie na święty spokój.
  5. Wszyscy jesteśmy ze wsi a nawet z jaskiń. Historia jest bezlitosna jak matematyka. Spróbuj zrozumieć otoczenie, ich problemy i dążenia. Eeeee moralizować to ja Ci nie będę. Sam musisz przez to przejść. Napiszę inaczej. Dla mnie dzieci, te małe, to też ludzie. Mali ludzie ze swoimi wielkimi problemami. Choć dla nas dorosłych mogą wydawać się śmieszne, to dla nich często są barierą nie do przeskoczenia. Po prostu inny świat, inne zależności, inne marzenia, ale to ich świat, w którym muszą się dogadać. I kij z tymi co Cię traktują z góry. Rób swoje, zwracaj się o pomoc do najbliższych a nim się zorientujesz Twoje otoczenie zmieni się, na podobnie dążących do tego samego celu.
  6. A jak ma niby wyglądać taka nieoficjalna rozmowa? Szepty na ucho? Forum jest tak bardzo nieoficjalne, jak fakt nieistnienia w nim sklepu zainteresowanego. Uważasz, ze ta grupa testerów-zapaleńców, wydających swoje własne pieniądze oparła swój biznes na sporadycznych poradach w necie? Genialne! Tylko jak ściągnąć ludzi z całej Polski do takiego sklepu? :D Przepraszam Woldi ale dawno już nikt mnie tak nie rozweselił. A może zamiast snuć teorie spiskowe, to może spowodować by zaufanie takich testerów wobec forum wzrosło? Może zamieszczą zdjęcia ze swoich wypraw i będzie można podejrzeć sprzęt lub wprost o niego się dopytać. Wzajemne zaufanie buduje się małymi kroczkami, nie ma sensu od razu grodzić się drutem kolczastym.
  7. Uczciwie napisałem, że to odczucia kumpli. Rozmawialiśmy o tym nie raz i nie dwa. Wiem czego szukali, wiem co dałem jednemu. A czy węglówki nie są aż tak delikatne? Sam odczułem i odczuło wielu nim nauczyli się je transportować.Każdy ma jednak niezaprzeczalne prawo do własnej opinii i zdania, i ja to szanuję. Nie staram się nikogo do niczego przekonać, nie handluję sprzętem ani żadnego nie reklamuję. Staram się jedynie podzielić tym co mi wiadomo i choć brzmi to arogancko, wiem nieco więcej niż przeciętny wedkarz. Z mojej osobistej praktyki, nigdy nie obciążę węgla więcej niż 3/4 cw jeśli potrzebuję miotnąć dalej. Jeśli jednak muszę tę granicę przekroczyć to nie ma siły aby mnie zmusić do wykorzystania mocy wędziska. Pękło Ci kiedyś wędzisko podczas zarzucania? Jak tak to wiesz o czym piszę, a o połamanych wędziskach rozmawia się częściej niż o jakichś rewelacyjnych okazjach, gdyż te muszą popracować u ludzi z rok, aby nabrać jakiejkolwiek opinii. Ktoś, kto po zakupie oświadcza, że jakiś kijek jest dobry lub zły, mówiąc delikatnie nie wie o czym mówi. O pękających szczytówkach węglowych feederów nawet nie wspominam. Już dawno przestałem je liczyć, bo szklane posiadam wszystkie, nawet te najstarsze. Drugim bardzo ważnym weryfikatorem sprzętu są serwisy. Jak ktoś ma dostęp do ich wiedzy, to jest po prostu "Pan". Nigdy nie kupi trefnego badziewia. Trzecim weryfikatorem jest grupa "wariatów" (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy z czystej ciekawości kupują nowości by je testować lub są wprost sprzedawcami i lubią testować to czym handlują, by w razie potrzeby móc wiarygodnie doradzić. To tylko grupka, która niejednokrotnie i na niejednym forum została zakrzyczana przez teoretyków. Może teraz naruszę czyjś spokój ale widziałem tu na forum wypowiedź JKarp. Jeśli to człowiek z Legionowa to serdecznie Cię pozdrawiam Januszku. Waszą rolą jest nakłonienie go do "zeznań", które posiada z pierwszej ręki, gdyż jest sprzedawcą-testerem.
  8. Szymonxx zasadniczo tak i to tym bardziej mocniejszych, im prawdopodobieństwo trafienia szczupaka i troci rośnie. Jednak jeśli ktoś nastawia się na nizinne ciurki i zdecydowanie małe przynęty, to wklejanka nie jest błędem, szczególnie gdy uciąg wody nie jest powalający. Tak, kluczowy jest także uciąg, gdyż przy typowym wklejanka, nawet mocna, nie spełni oczekiwań, gdyż przynęta będzie stawiać wielki opór w wodzie. Kumple, po kolejnym "trafionym" węglu, już kilka ładnych lat temu, dość intensywnie poszukiwali wędzisk z pełnego szkła. Nie łowili na jakiejś Syberi lecz u nas na Roztoczu lub Wkrze. Krzaki jednak wszędzie są tak samo mocne. Zaskakujące jest to, choć może nie dla wszystkich, że faktycznie najlepiej sprawdzała się Germina z lat 80-tych. Nawet w bardzo trudnych warunkach pozwala na przytrzymanie ryby i walkę choćby z krzaków wystawała jedynie szczytówka. A komfort psychiczny przy takiej sytuacji jest niezastąpiony, można skupić się na holu a nie na krzakach by nie strzelił kolejny węgiel.
  9. Może wyda Ci się to niedorzeczne ale szkoła średnia to najpiękniejszy okres w życiu. Czas szaleństwa, błędów, wypaczeń, poznania, dojrzewania pod każdym względem, swobody i minimalnej odpowiedzialności. Młodzieży traktowanej jako dorosłych wybacza się o wiele więcej niż małym dzieciom, choć towarzyszące uwagi bywają bolesne. Wspomnienia na całe zycie.
  10. Napiszę krótko bo sprawa jest dwojaka. Jeśli dostęp z brzegu jest przynajmniej dobry to szukaj wegla. Jeśli jednak będziesz łowił w krzakach, a tak najczęściej przy pstrągach bywa, to niestety ale namęczysz się szukając pełnego szkła. Szkło, bo węglówki nadzyczaj łatwo niszczą się na gałęziach. Nawet nie wiesz jak szybko, co odczuli moi kumple.
  11. Docio

    Drożdżówka.

    Mało rozsądne. Jest tak młoda, ze nikt by nawet w córkę nieuwierzył. A przy takiej młodej "kozie" to zejście murowane. Kto to wytrzyma? Nie, nie, rozsądek rządzi. Co innego jakaś przytulaśna pluszowa 40-tka, która nauczyłaby się od Twojej małżonki piec taką drożdżówkę.
  12. Docio

    Drożdżówka.

    Zgadza się jednak nie wcześniej niż w drugiej połowie maja, o ile będzie ciepło. Jak nie to dopiero czerwiec. W połowie maja mam wizytę u kardiologa, który zweryfikuje moje oczekiwania. Lekarka też nie kuma, że moje wędkarstwo i kontakt z naturą, to nie wycieczka kilkugodzinna za miasto. Z nią chyba jednak sobie poradzę i wybiję z głowy wizyty co dwa tygodnie. Szkoda tylko pielegniarki, której "schodziłem" na rękach. Młodziutka i nie wytrzymała stresu, zwolniła się. No ale trzeba pozytywnie myśleć. Aby do maja a w kwietniu to chyba ze Splawikiem66 w porcie sie spotkam.
  13. Docio

    Drożdżówka.

    Czyżby jakieś zgrupowanko szykowało się latem?
  14. Docio

    Drożdżówka.

    Toż to poezja a nie drożdżówka. Przyznam, że myślałem iż nieco przesadzasz z tym wyrośnięciem i wyjątkowo z przyjemnością stwierdzam, że się myliłem.
  15. Nic nie planuję, czysty żywioł. Ostatnie dwa lata planowałem a zeszły rok dość boleśnie mi moje plany zweryfikował. W tym roku czysty spontan i może wreszcie posiedzę nad wodą, chyba że w maju znów wszystkie nadzieje obrócą się w g...
  16. Ano, ano, to już dziś. Wszystkiego najlepszego.
  17. Hmmmm. Wind 15-20m to po prawdzie też metoda odległościowa ale ja bym do tego poszedł inaczej, zupełnie inaczej. Zapewne ta odległość to 4-5 długości wędziska. Spławik bym z miejsca zmienił na mocowany na stałe i to nie w jednym miejscu przy kilu tylko na taki staromodny z grubszą i dłuższą antenką, który mocowało się przynajmniej w dwóch miejscach wentylami o wyporności max 2g. A reszta to zestaw przegruntowany, gdzie 3/4 obciążenia wieszasz 10cm pod spławikiem a 1/4 nad krętlikiem. Zestawem przerzucasz stanowisko, lekko podciągasz i leciuchno naciągasz. Czułość gwarantowana, kontrola zestawu gwarantowana a sam spławik nie płoszy ryb trącając je po grzbiecie. No ale to tylko moja wizja bo wcześniej pisałeś, że chcesz łowić z dna.
  18. Tak i to nawet kojarzone do połowu boleni na cienkie i długie wahadła do 10g, które w "warkoczu" muszą niemal lecieć aby zainteresować rybkę. W tym przypadku, trudno mi się odnieść realnie, ale średnica szpuli jest dość mała jak na szybkie zwijanie. Tak jakby jedno przeczyło drugiemu. Nie jest to też szpula long-cast, czyli kręciołek zrobiony nie z myślą o naprawdę dalekich rzutach. To tak jakby ktoś mechanizm i łożyska kołowrotka spinningowego postanowił wzbogacić w mechanizmy dobrego kołowrotka gruntowego. Nie ma się co za bardzo przejmować, nikt nie zmusza by kręcić korbką "na wariata" ale trzeba się liczyć, że szybkie mechanizmy są słabsze, mniej wytrzymalsze, a tym samym jakaś ciężka gruntówka odpada. Niemniej coś z obciążeniem do 60g może spowodować iż będziesz zadowolony przez długie lata, zwłaszcza łowiąc na wodzie stojącej lub o minimalnym uciągu.
  19. Chyba czegoś nie rozumiem. Łowisz odległościowo z łódki na półmetrowej wodzie. Jak daleko zarzucasz zestaw? I jeszcze, jak długi jest ten spławik 3g?
  20. Żyłka, żyłka i jeszcze raz żyłka. Dobór, firmy, nazwy. Do tego obciążenie i dlaczego śruciny a nie style, względnie odwrotnie.
  21. Firmy nie znam ale zdjęcia zrobiłeś bardzo dobre. Widać, że miał to być kołowrotek gruntowy w stylu karpiowym, ale coś im nie wyszło. To coś to ilość łożysk, które tak naprawdę w wiekszości są zbędne, oraz fatalne przełożenie, świadczące o słabszym mechaniźmie. A teraz to co widać, choć tylko Ty możesz to sprawdzić.. Hamulec z przodu, to hamulec główny z mechanizmem w pokrętle i tarczkami w szpuli. Hamulec z tyłu, to hamulec wolnego biegu. Pałąk w tylnej części to dźwignia natychmiastowego zwolnienia/załączenia hamulca głównego. Dynks za szpulą pod spodem, to blokada biegu wstecznego. No i możliwość obustronnego mocowania korbki, albo to bardzo udana atrapa. Skoro to kołowrotek gruntowy, to jego waga ma bardzo małe znaczenie. Tych wędzisk nie trzyma się w ręku. Piszesz, że cały jest metalowy. To dobry znak i wielce prawdopodobne, ze kołowrotek ten może posłużyć przez długie lata a na pewno gniazda łożysk nie wygniotą się szybko przez co długo poczeka się na luzy. Kołowrotek może mieć zastosowanie w typowych połowach ciężkiej gruntówki jak i zywcówki. Zdecydowanie nie będzie wykorzystany przy feederze, spławikówce jak i spinningu choć w tych dwóch ostatnich jego waga może wykończyć rękę. Im dłużej go oglądam to mam dziwne wrażenie, że projektanci zapatrzyli się na Robinsona i Okumę. Sprawia wrażenie solidnej maszyny a i elegancji mu nie brakuje choć, może to wina ujęcia, mam wrażenie, że ma przełamane wrzeciono, bo nie trzyma linii z korpusem. Niewątpliwie jest to wyrób "małych żółtych rączek" a to znaczy, że może to być wszystko. Od garażowego składania podzespołów do inaczej malowanego markowego wyrobu z tej samej taśmy co ABU, Shimano czy jakikolwiek inny.
  22. Techniki prowadzenia przynęt różnią się, często zasadniczo. Inaczej prowadzi się twisterka, inaczej obrotówkę, inaczej blaszkę, a zupełnie inaczej boleniówkę - cokolwiek by to nie było. Niestety ma to wpływ na dobór kołowrotka, w którym nazwa to najmniejszy problem. Ważne jest przełożenie, jego wielkość i materiały z jakich został wykonany. Prawda jest taka, że jak nie zaliczysz ze dwóch samodzielnie, to nigdy nie będziesz wiedział jaki Ci jest potrzebny, gdyż tylko Ty będziesz wiedział jakie techniki prowadzenia Ci odpowiadają. Nie gniewaj się, że tak to wygląda, ale gdy okaże się, że masz efekty tylko przy bardzo szybkim prowadzeniu przynęt, to doradzenie kołowrotka z przełożeniem 4,2:1, choćby najlepszego, będzie radą nietrafną. Jak pisałem nazwa to najmniejszy problem. O wiele lepiej dopasować kołowrotek, gdy wiadomo jakie ryby chcesz łowić i na jakie przynęty. Każdy gatunek wymaga nieco innego podejścia i w takim przypadku o wiele łatwiej o pokuszenie się na doradztwo, choć i tak jest to ryzykowne.
  23. I wszystko się nie zgadza. Nie chodzi o każde wędzisko a o to konkretne, które wymienił autor wątku. Potwierdzam iż wędzisko 270cm do połowu szczupaka jest dla mnie wędziskiem krótkim. Tak naprawdę to jeszcze trzeba odliczyć 40-50cm na rękojeść poniżej uchwytu i choć może się wydawać, że te 2 metry z hakiem jest wystarczające do polowania na szczupaki, to faktycznie manewrowanie i kontrola zaciętej ryby jest prawie żadna, i wymaga sporej otwartej przestrzeni - jak na łodzi. Konieczne jest uwzględnienie cw wędziska, które do najniższych nie należy, a minimum 10g oraz masa 226g sugeruje, że to przysłowiowa "pała". Gdyby wędzisko miało cw 5-12g to zapewne bym się nie czepiał, bo i masa wynosiłaby ze 170g. Klasyfikacja wędziska byłaby inna jak i wędzisko byłoby aktywne przy przytrzymaniu ryby jak i jej holu, a także przynęty byłyby o wiele lżejsze a możliwość spokojnego prowadzenia w pół toni jak najbardziej możliwe. W tym przypadku tego nie przewiduję. Co więcej, oby nie, ale podczas połowu w Wiśle przysporzy posiadaczowi wiele problemów z ciężką przynętą nagminnie sunącą po dnie. Wisła to poważnie zawalona drewnem i kamieniami rzeka a prowadzenie przynęty przy dnie rzadko kiedy kończy się szczęśliwie. Przy dnie, gdyż na połów w nurcie jest za słabe i pozostaje rejon spokojnej wody, gdzie głębokość rzadko przekracza dwa metry. Można oczywiście zastosować wobki pływające co rozwiązałoby problem zaczepów ale nadal pozostaje kwestia przytrzymania ryby po zacięciu, bo jak pójdzie pod burtę brzegową... Zdania nie zmieniam. Wędzisko 270cm szczupakowe o podanej charakterystyce to sztywna pała, którą manewrowanie bardziej przypomina odganianie się kijem od wilków, niż kontrolę ryby. Na pewno wędzisko sprawdzi się z łodzi przy połowie szczupaków ciężkimi wahadłówkami na 6-8 metrach, które normalnie nie są dostępne z brzegu. Na dwóch metrach spokojnej Wisły raczej czarno to widzę. Nie musimy się zgadzać, miło, że wymieniliśmy własne poglądy.
  24. Jeśli mozna skorzystać z prawa sugesti. Czy aby na pewno chcesz się przesiaść z wklejanki na pełnowęglowy jako odnowienie sprzetu? Pytam bo to dwa różne wędziska i o czułości wklejanki można zapomnieć. Wklejanka to głównie opad, gumki i małe wobki a pełnowęglowy to duże wobki, obrotówki i wahadła. Finezja z jaką prowadzi się nawet te cięższe przynęty na wklejance jest nie do uzyskania na pełnym weglu. Jeśli nie o to chodzi to jest nieważne co napisałem powyżej. A co do ilości składów to i tak wedzisko z cw 10 - 30g będzie sztywne. Różnica jakaś, może nawet wyczuwalna pomiędzy 2 a 3 częściowym, może być. W takim przypadku, jeśli trzyczęściowe, to wybieraj wędzisko lżejsze a ta ewentualna różnica zostanie zniwelowana. Nie wiem też jakie cw miała Twoja wklejanka, bo jeśli do 15g to samo odnowienie sprzętu będzie również wiązać się z odnowieniem przynęt oraz nauką spinningowania na nowo. Zupełnie inna technika prowadzenia przynęty.
  25. Jako dwuręczny spinning szczupakowy do połowu w rzece z brzegu - jest krótki. Upodobań, czy byś zabrał, czy nie, się nie komentuje. Jednak zamiast rozprawiać, czy krótkie, czy długie, może pomożesz koledze w doborze kołowrotka.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...