Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Aaaaaa w tym wypadku zgadzam się jak najbardziej. Jest to kolejny lapsus i to w jednym zapisie. Niemniej kwestia spojrzenia na przynętę naturalną i włos pozostaje otwarta
  2. A ja zgadzam się z Szymonxx, zdecydowanie jedno wyklucza drugie. Sztywność kija (szybkość) jest ściśle związana z jego krzywą ugięcia. Myślę ze koledze Salmonowi chodziło raczej o kij szybki ale o progresywnym i głębokim ugięciu pod obciążeniem, a nie o typową paraboliczną "kluskę".
  3. Ozet nie mam zapędów. Po prostu mnie ciekawiło. Woldi wprost pisze, że do haczyka przyczepiona jest przynęta naturalna. To, że są tam jakieś sztuczne włosy dyskretnie pomija aby nie było jakichkolwiek moralnych wyrzutów. Dobrze, że we wspomnianej metodzie spinningowej podobnie nie jest to tłumaczone, że zasadniczo linka zakończona jest przynętą sztuczną w formie metalowego stelaża a na kotwicach nie ma żadnej naturalnej przynęty. Fakt, że martwa rybka znalazła sie w stelażu jest przecież nieistotny i taki wstydliwy. Ozet nie chodziło mi o zestaw lecz o haczyk i przynętę.
  4. Choćby to były nie wiem jakie urządzenia, gdy kładziesz się spać, to o stałym nadzorze mowy być nie może. To tak jakby powiedzieć, że nastawiony budzik gwarantuje iż przez cały czas czuwamy. No i wychodząc poza obręb łowiska następuje kuriozalny fakt a mianowicie porzucenie sprzętu. Większość zapomina, że nasze działanie (połów ryb) jest ograniczone wyłącznie w określonym RAPR rejonie, czyli łowisku. Z kolei rejon łowiska to nic innego jak połowa nakazanych odległości pomiędzy wędkarzami.
  5. Ozet jeszcze raz zapodam, że się nie czepiam. Zdanie w przepisie jest proste i jednoznaczne. To zwykła logika i nic więcej. Linka zakończona haczykiem z przynętą naturalną to nic innego jak hak a na nim bezpośrednio ta przynęta. Dołączając włos do haka nie ma na nim przynęty naturalnej choć faktycznie jest ale na elemencie sztucznym, czyli na haku znajduje się przynęta składająca się z części naturalnych i sztucznych, a to niezgodne z zapisem. Aby było śmieszniej analogicznie jest w metodzie spinningowej. 2. Metoda spinningowa2.1.Łowienie ryb metodą spinningową dozwolone jest na jedną wędkę, trzymaną wręku, z linką zakończoną jedną sztuczną przynętą, uzbrojoną w nie więcej niż dwahaczyki. W czasie spinningowania nie wolno stosować żadnych dodatkowychwskaźników brań instalowanych na lince. W tym przypadku jakoś nikt nie ma wątpliwości, że systemik Drakhovitcha (nie pamiętam pisowni, przepraszam) jest nielegalny, choć linka zakończona jest jak najbardziej sztuczną przynętą, do której podpina się martwą rybkę nalężącą jednak do przynęt naturalnych. Widzę, że umyka moja intencja i pozwolę sobie jeszcze raz ją przypomnieć. Chodzi mi o nic innego jak o podejście do techniki włosowej, do samego włosa, w świetle przepisów.
  6. Naturalnie. Nie wiem czemu wydawało mi się to oczywiste. Rozdział V Art 1 ust 1 pkt 1 V. DOZWOLONE METODY POŁOWU1. Metoda gruntowo-spławikowa1.1. Łowienie ryb metodą gruntowo-spławikową dozwolone jest równocześnie nadwie wędki, każda z linką zakończoną jednym haczykiem z przynętą naturalną.
  7. A przy okazji choć jak najbardziej w temacie. Od razu zaznaczam, że się nie czepiam. Jak traktujecie włos, te rurki silikonowe, itp. w świetle RAPR dla metody gruntowej? To naprawdę najzwyklejsza ciekawość, bo zapis jest jasny, technika włosowa oczywista a sam włos czy inny silikon to zdecydowanie coś sztucznego na haczyku.
  8. Szymonxx osobiście nigdy nie łowiłem na pellet ale... No właśnie. Kumpel łowił na pellet firmowy karasie, leszczyki i płotki. Niestety nie jestem obecnie w stanie podać Ci dokładniejszych szczegółów o rozmiarze i zapachu ale na pewno pellet nie był najdrobniejszy. Aha, łowił oznacza, że nie tylko próbował lecz realnie łowił i nie odczuł ani mniejszej, ani większej ilości brań. Za to, z tego co pomiętam, miał o wiele mniejszą ilość pustych zacięć.
  9. Ziarno kuku to słuszna idea. Karpik 300-700g jakoś pachnie mi mieszaniną kroczka i pół roku starszym. No i takie maluchy są tak żarte, że za przynętę może robić cokolwiek, od skórki chleba poprzez wszelkie ciasta, ziarna, pellet haczykowy, robactwo a na innych wynalazkach kończąc.
  10. Może i by miał chęć skonsumować taką kulkę ale obawiam się, że pyszczek będzie miał jeszcze za mały.
  11. Posiadamy zdecydowanie różną wiedzę.Piszesz, że sam przedstawiasz ile i czym chcesz zarybić. Otóż nie. W operacie możesz tak to przedstawić ale jeśli nie uwzględnisz odgórnych wytycznych i zasad racjonalnego gospodarowania, to nikt nie zgodzi się abyś z jeziora zrobił staw hodowlany i zniszczył biotop, biotyp lub wręcz cały ekosystem. Każda woda ma swój typ i swoją "pojemność" dla ryb. Co do warunków przetargowych to nie ma co tłumaczyć. Zgodę na stawianie takich warunków daje RZGW bezpośrednio ustawa o rybactwie śródlądowym w Art 2a i 2b o ile dobrze pamiętam. I jest to dobre bo inaczej nasze rzeki spływały by karpiem i nigdy Drwęca nie doczekałaby się łososia a Wisła jesiotra. Nikt nie pozwoli by jezioro oligotroficzne, w którym dominujący jest okoń zostało zasrane przez karpie, amury, itp, a tołpyga wykończyłaby cały biotop i to bardzo szybko.Masz wątpliwości co do gatunków obcych i nie występujących. Zapomniałeś o introdukcji? Jesiotra, tego co był w Wiśle nie ma nigdzie. Ta ryba już nie istnieje a jednak są zarybienia mające na celu przywrócenie tego gatunku. Wszystkie działania z węgorzem to też nic innego jak zarybianie gatunkiem obcym i nie jest to problem wystarczy zgoda ministra. Tak trafiła do Wisły sapa. O jeziorach w wielkopolskim nie wspominam, bo tam masowo do jezior wpuszczany jest jesiotr.Oferent może sobie składać ofertę jaką mu się żywnie podoba. Prowadzący przetarg nie musi jednak na to się zgodzić a nie uwzględniając warunków przetargu (wytycznych) oferta odpada w przedbiegach.Nie ma "teorii" w konsekwencjach zarybiania gatunkami nie ujętymi w operacie. Powinieneś się zapoznać z materiałem dlaczego RZGW odebrał obwód rybacki Wisły ZO Toruń.Mylisz odłowy z zaciągami kontrolnymi. Gospodarka rybacka polega na łowieniu ryb siecią i innymi urządzeniami połowowymi i nic tego nie zmieni. Zaciągi są natomiast potrzebne do badań nad rybostanem, biotypem oraz stanem zdrowia. O ile stan ilościowy i biotyp mieści się w mojej wyobraźni zaciągu kontrolnego na żywej rybie, o tyle badanie stanu zdrowia i epidemiologicznego nijak się w nim nie mieści. Gdyby nie te ostatnie to już chyba od dawna każda karpiowata w naszych wodach chorowałaby na rodzimego tasiemca. Te badania także przysłużyły się do odkrycia dwóch innych tasiemców obcych dla naszych wód i ryb.A odłowy czysto rybackie też są potrzebne. Przerzedzanie karpiowatych które dominują w naszych wodach to konieczność. Sam dobrze wiesz ile ich jest a złowienie większej staje się prawdziwym problemem. Dodatkowo, we wspomnianych jeziorach oligotroficznych odłów okonia to konieczność. W tych jeziorach, z zasady mocno ubogich, okoń bardzo szybko karłowacieje i złowienie czegoś ponad 20cm staje się nierealne.W operacie można zrobić zapis, o którym piszesz. To przecież nie problem. Jednak słowa odłów i żywa ryba są w sprzeczności. O warunkach przetargu już mówiłem a brak odłowów gospodarczych nie prowadzi do dobrobytu wędkarskiego tylko do jego degradacji. Przynajmniej przez jeszcze kilka dekad, dopóki ktoś nie zrozumie, że wciąż narastająca popularność metody spinningowej głównie uderza w drapieżniki, czyli regulatyory populacji karpiowatych. Ma to też inne znaczenia ale to nie ten temat. :)Twoja argumentacja, zdroworozsądkowa, jest jakaś taka nieco dziwna jak dla mnie. Mam nieodparte wrażenie jakbyś w wypowiedziach opierał się wyłącznie na zasadach rozpatrywania ofert i nie obejmował zagadnienia całościowo. Zauważ też, że Twoja wypowiedź o decyzji oferenta czym i ile ma zarybiać stoi w jawnej sprzeczności z kolejną o wątpliwościach co do zarybiania gatunkami obcymi i nie występującymi w danej wodzie. To drugie z kolei pomija zgodę ministra na takie zarybienie ujętą w ustawie o rybactwie śródlądowym, w przeciwnym wypadku, co niewątpliwie byłoby z korzyścią dla naszych wód, nigdy nie pojawiłby się karp, amur, tołpyga, sumik karłowaty i afrykański i pewnie jeszcze inne, o których już zapomniałem. A właśnie, jeszcze rak pręgowany i semaforowy - diaboliczne zło ze szczypcami, szczególnie ten pierwszy, który wyparł naszego szlachetnego. I jeszcze jedno. PZW nigdy nie było stać na tak wielkie badania w kwesti zmian środowiskowych i biotypu. Nie wiem czy jakąkolwiek instytucjęw kraju stać na takie badania. Resztę dopowiedz sobie sam, kto robił te badania i kto wpadł na te genialne pomysły z konkretnymi gatunkami obcymi wprowadzonymi do naszych wód.
  12. Michu mam bardzo pozytywne odczucia nie tyle z Twoich wyborów, co z samego podejścia do nich. Miałeś w ręku, kupiłeś świadomie wiedząc czego szukasz i świetnie. Radocha nad wodą najważniejsza. Na "weryfikację poglądów" przyjdzie pora wraz z praktyką ale tych pierwszych zmagań nie zapomnisz do końca życia.
  13. Wind to już 5 lat!? Ryby rybami ale to jest poważny powód, by oprzeć sprawę o bufet w realnym świecie. Będę miał jeszcze jedną sprawę do ludzi z Gdańska i okolic ale to za jakiś miesiąc, jak zacznę planować "Wielką Wyprawę SSG".
  14. Woldi widzę, że byłoby o czym rozmawiać. Kryteria przetargów znasz ale czy także wiesz o wytycznych? Regulacja zarybień jest narzucana odgórnie. I tu pojawia się sprawa wspomnianego przez Ciebie ichtiologa. to, że on pisze raporty nie znaczy jeszcze, że można tym drapieżnikiem zarybyć, choć pstrąg to drapieżnik. W planie RZGW albo w operacie może jest stworzenie wody pstrągowej i dlatego jest działanie takie jakie jest. To tylko możliwość i wątpię by którekolwiek ZO pokusiło się o zarybienia innym gatunkiem jak ujętym w operacie. To prowadzi bezpośrednio do utraty dzierżawy, co już się stało w niektórych ZO np Toruń. Z drugiej strony na wodach państwowych nie może nie być odłowów. To też narzucone odgórnie. Jeśli nie odławiasz ryb to masz więcej odłowów kontrolnych z zabraniem ryby i jako były startujący powinieneś o tym wiedzieć. A co do kłusownictwa to jedna siatka lokalnego kłusola zastępuje ponad 30 wędkarzy z ich limitami uwzględniając, że każdy weźmie pełny limit z wody. Z kolei na wodach pstrągowych przy obecnych tendencjach C&R jedna siata to nawet 1000 wędkarzy. Jest o co walczyć by było więcej strażników PSR i mieli lepszy sprzęt.
  15. Odbiegamy od tematu ale co mi tam. Najwyżej Wind rozdzieli temat. "Przyznanie się" to zbyt wiele ale utrzymywanie tego w tajemnicy mogłoby mieć o wiele gorsze skutki, z urojonym wpływem na forum włącznie. Najśmieszniejsze jednak jest to, że wielu traktuje WW i PZW jako jedność a tak nie jest. To, że ZG PZW jest wydawcą miesięcznika i ma w nim kilka stron wyłącznie dla stowarzyszenia nie wpływa na resztę, a reszta jest wyłącznie dla wędkarzy. No poza reklamami, za które też się obwinia Redakcję jakby to ona była sprzedającym. Co do wód i gospodarowania na nich, to wszelkie teorie spiskowe powstają ze zwykłej niewiedzy oraz wiedzy tych, którzy chcą jątrzyć. Podstawowym błędem jest traktowanie PZW jako właściciela wody. Właścicielem wszystkich wód płynących w Polsce jest państwo, które w terenie reprezentuje RZGW. Sposób gospodarowania określają wymogi operatu rybackiego, który musi być zgodny z opinią ichtiologa RZGW a same dzierżawy często wygrywają "najbardziej obiecujące" oferty, które są nierealne do spełnienia ze względu na wymienione wkłady finansowe i szacowaną ilość sprzedanych licencji. Jednak największym kuriozum w tym wszystkim jest fakt, że PZW płaci za dzierżawę, odpowiada za gospodarowanie i absolutnie nie ma nad tym kontroli. Nie ma co się oszukiwać, każdy może przeczytać ustawę i dowie się, że SSR tak naprawdę nic nie może. To znaczy może zadzwonić do PSR lub na Policję a potem czekać i doczekać się lub nie. Jak nie to tylko sądzić się może. Pełną kontrolę nad wodami oddanymi w dzierżawę ma państwo i na nim spoczywa obowiązek kontroli. Dzierżawca ma płacić podatki i nawet nie skamleć o egzekwowanie obowiązków kontroli z ramienia administracji państwowej, bo ta ma wszystko "w poważaniu" włącznie z własną strażą PSR. Czy można rozwiązać PZW? Oczywiście. Nawet Status PZW podaje to w czystej i otwartej formie. Podaje dokładny przepis jak to zrobić tylko co potem? Czy wody uwolnione od PZW będą rybniejsze? Czy państwo w końcu zadba o zarybianie? Otóż nie. Wystarczy wejść na którąkolwiek stronę RZGW aby zapoznać się ze stawkami licencji na połów ryb na wodach wystawionych do przetargu lub planowanych do wystawienia. Niektórym włos się zjeży, gwarantuję. Reszcie zjeży się gdy zapozna się z obowiązkami RZGW, w których nie ma słowa o zarybianiu wód mimo sprzedawania licencji na połów, ponieważ RZGW nie musi posiadać operatu, który to właśnie do zarybień zobowiązuje jak i do innych rzeczy ściśle związanych z gospodarowaniem, z naszymi rejestrami włącznie. Tak to wygląda w praktyce, więc nie ma się co dziwić, że PZW wycofał się i schował głowę w ramionach, bo jedyną dobrą rzeczą dla członków jest niekwestionowanie stanu rzeczy by utrzymać nisjkie składki. Nie ma co mieć nadziei, że coś się zmieni w RZGW, najlepiej bezmyślnie rozwiązać PZW i inne stowarzyszenia, płacić cztery razy więcej za proces prowadzący bezpośrednio do faktycznego wyrybienia wód. Taka jest prawda a niemoc zwana bezradnością boli najbardziej.
  16. Ozet, wędkarze w zdecydowanej większości to nie są buce choćby wyglądali nad wodą jak ostatnie gumofilce. Po prawdzie to takiego gumofilca z urzędu bardziej wolę niż gościa w kolorowych szmatkach z naszywkami gdzie popadnie, włącznie z klapą w majtkach - tu otwierać. Dlaczego? Sam nie wiem, a raczej jest to już tak czysto subiektywne podejście, że o powodach zapomniałem. Wiem natomiast, że odpowiednie zachowanie i nigdy nie "zwieszanie się" za jego plecami, może wywołać u niego chęć reakcji na błędy sąsiada, młodego sąsiada moczącego robaka obok, w tej samej kałuży. Tak uczyłem się wędkarstwa od starych "Repów" wiślanych. Zajmowałem miejscówkę obok i próbowałem sił w technikach, o których dopiero co czytałem. W mojej młodości nie było netu, ba nawet książek wędkarskich w bibliotekach nie było. Najczęściej jakiekolwiek książki o wędkarstwie można było kupić w "strefie zabicia czasu", czyli w kioskach dworcowych. Te same książki w sklepach wędkarskich były cztery razy droższe. Najprawdopodobniej taka sytuacja spowodowała przyzwyczajenie, że nic nie przychodzi łatwo i trzeba się ostro nabiegać nim czegoś się człowiek dowie. A reszta? Reszta to życie, które uczy pokory i praca, która uczy współpracy i szacunku do ludzi. Jest jeszcze jedna sprawa, której nie sposób pominąć. Szkoła średnia. Jak bym nie myślał w tamtych czasach, to dziś, z racji czasu doceniam fakt, że polonistka strasznie nas "piłowała". Niesamowita ilość książek jaką musiałem przeczytać (nie myślę tutaj o lekturach), na pewno wzbogaciła moją wiedzę i znajomość słów, zwrotów oraz wyrażeń, że o różnych frazesach nie wspomnę, co niektórzy nazywają złotymi myślami. No i sposób wypowiedzi. Za odpowiedź w trzech zdaniach była dwója. Zdań musiało być co najmniej pięć, co widać chyba w każdym moim poście. Trochę sobie w życiu popisałem o wędkarstwie dla wędkarzy i wiem, że na pewno większość z tu obecnych potrafi tak samo a część pisze tak samo lub lepiej. Nie jestem wyjątkowy. W wielu aspektach brak mi wiedzy i na pewno się nie odezwę, by się wymądrzać. Na koniec równie ważna sprawa - mam praktykę pisania do ludzi. Tu jestem jako Zbyszek "Docio" z SSG jak wszędzie gdzie pojawię się w necie. Na co dzień jednak podpisuję się inaczej: Internetowy Rzecznik Redakcji Wiadomości Wędkarskich Zbyszek Stanisz I tak kończy się sympatia przynajmniej kilku użytkowników, gdyż jestem świadomy jak wielu nienawidzi PZW a tym samym wydawnictwa. Ja jednak pozostanę przy swoim, jeśli mogę pomóc to pomogę, bez reklamy i dziękczynnych pokłonów, jak wędkarz wędkarzowi.
  17. Nie chcę aby brzmiało to mentorsko ale mam dla Ciebie jeszcze kilka rad. Podstawa - nie śpiesz się z zakupami. Czytaj jak najwięcej, poznawaj sprzęt i akcesoria, ich wady i zalety. Czasem nieodpowiednie duperelka potrafi zepsuć całą przyjemność jak np w delikatnym zestawie spławikowym krętlik nr6 zamist nr8 przy łaczeniu żyłki głównej z przyponem. Różnica niby niewielka ale wizualnie ogromna. Odwrotnie przy zestawie gruntowym. Większy krętlik pozwoli na zastosowanie mocniejszych blokac aby koszyczek nie zsunął się na haczyk. Pomyśl o wodzie, na której będziesz łowił i na tej podstawie dobierz spławiki. Nie są potrzebne spławiki rzeczne, choć bajecznie odlotowe , gdy będziesz łowił w jeziorze. Nie musisz też od razu kupować całego kartonu spławików "bo mogą się przydać". Nie, szkoda kasy. Praktyka zweryfikuje potrzeby i sam się nie spodziewasz jak bardzo. Nie zaczynaj połowu wczesną wiosną. Wiem, że ciągnie nad wodę jak "wilka do lasu" ale wiosenne himeryczne ryby zniechęciły do wedkarstwa już niejednego. No i przeziębienia do zapalenia płuc włącznie. Nie jesteś przyzwyczajony do zimnego wiatru nad wodą a nad wodą zawsze wieje choćby się wydawało bezwietrznie. W dodatku wilgoć i poranne wiosenne mgły mogą Cię dosłownie oblepić i robi się zimno. Jak będzie ciepły maj zacznij w jego połowie a przyjemność będzie pełniejsza. Po nabraniu praktyki i przyzwyczajeniu się nic już nie będzie stało na przeszkodzie kiedy chcesz łowić i kolejna wiosna może być Twoja. Tak odległy termin daje Ci cenny czas na naukę własną jak i pytania o wątpliwości tu na forum, a to z kolei zadecyduje o wyborze sprzętu.
  18. W skrócie to jest tak. W ciągu dnia sandacz potrafi podnieść się z dna i uderzyć o ile jest głodny. Jak nie jest to nic go nie skusi. Wieczorem sytuacja się zmienia i sandacz, jak i mały sum, podąża na płycizny. Nie blaty ale wypłycenia przy wysepkach, skarpach, kamiennych umocnieniach itp, gdzie żeruje na wszelakiej drobnicy, którą jest w stanie połknąć, czyli w grę wchodzą smukłe rybki.
  19. Szantopierz technika nazywa się paternoster a w rybkę wsadź kawałek styropianu. Nie pisz o bocznym troku bo to niezmiennie kojarzy się ze spinningiem. Może w nazewnictwie tkwi szkopuł?
  20. Panowie bo takie jest już życie, że wszelkie ograniczenia muszą być uszczegółowione do granic absurdu. W przeciwnym razie pozostaje wiele luk i jeszcze więcej interpretacji, których nikt normalny nie jest w stanie ogarnąć a na pewno nie jest w stanie przewidzieć. Można zapytać się, po co to wszystko? I tak postawione pytanie pozostanie bez echa nawet u twórców tych zapisów. Nie z powodu zbagatelizowania tematu lecz ze świadomości idiotyzmu treści umożliwiającej tą dowolność. Uniwersalizm jest bardzo dobry gdy współistnieje kodeks etyczny, który jest ściśle przestrzegany. Niestety w PZW takowy nie istnieje a próby zaostrzenia zapisów ustawowych kończą się tak, jak się kończą. W tym konkretnym temacie są, jak dla mnie, tylko dwa zagadnienia. Pierwsze jest jasne, czy spinningował, czy nie. Drugie jest już wielce kotrowersyjne, czy główka jig z haczykiem jest nadal tylko haczykiem, czy częścią przynęty spinningowej (sztucznej). Pytania wredne i po prawdzie nie oczekuję odpowiedzi ani jakichkolwiek deklaracji, gdyż moim celem nie jest ukrzyżowanie autora, który dzieli się swoimi przemyśleniami. Niemniej smrodek pozostanie,
  21. Na razie pogoda figluje i drwi sobie z naszych zapędów. Późnym popołudniem u mnie zaczął padać śnieg i ciągle pada. Zastanowiło mnie dlaczego nie topnieje bo na termometrze mam +5°C. Wyszedłem na dwór, przed klatką termometr wskazuje -2°C a na budzie mam minimum 10cm śniegu.
  22. Czy ja dobrze rozumiem, spinningowałeś z martwą rybką?
  23. Ołów miękki aby przy zaciskaniu nie zgniatał za mocno żyłki. Jak masz sklep firmowy koło pracy to parametry wędziska już znasz, możesz coś wybrać. Podobnie z kołowrotkiem a jak będzie miał 6 a nie 10 łożysk to uwierz, że biedy nie ma. Z haczykiem to musisz sam przejść swoją "drogę krzyżową". Ja pozostałem na etapie limericków i okrągłych a jak szukam, to na nich się wzoruję zgodnie ze swoimi potrzebami i przynętami jakie stosuję. Czytaj a odpowiedzi na te pytania same przyjdą. Dodatkowo w książkach masz obrazki jak założyć robala a jak ziarno kukurydzy aby nie spadło już przy zarzucaniu zestawu. Zrób sobie tydzień przerwy od pytań, poświęć nieco czasu na czytanie. Poznasz podstawy i sam zauważysz, że szukasz odpowiedzi na zupełnie inne zagadnienia, bo teraz nadal nie wiesz o czym piszę, a prościej już się nie da.
  24. Nie, to tylko na potrzeby przykładów. Korzystam ze sklepów stacjonarnych, które prowadzą moi kumple.
  25. Przypon nie wytrzyma a hamulec w kołowrotku nie dopuści aby wędzisku się coś stało. Jest mnóstwo teori przed Tobą i już powinieneś zacząć czytać, choćby w sieci, o zasadach konstrukcji zestawów, o tym co i jak należy ustawić, jak mocować spławiki, śruciny, które węzły są dobre, a które do bani, jak ustawić hamulec w kołowrotku i w ogóle po co on jest oraz jak dbać o sprzęt aby sam się nie połamał przy składaniu lub rozkładaniu. To tylko namiastka, która właśnie przyszła mi do głowy. Nie jest prosto przypomnieć sobie wszystko co podstawowe. Podałbym Ci całkiem przydatną stronę o metodach, technikach i zestawach ale będzie to kryptoreklama, bo to mój portal. A kryptoreklamy nie cierpię i u siebie tnę ją w zarodku. Jak nieco się wysilisz i poszukasz, to znajdziesz.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...