-
Postów
5 489 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Yyyyy, jest niespójność. Nie montujesz blanku tylko uzbrajasz go w przelotki, uchwyt, rękojeść. Montujesz na blanku, czyli go uzbrajasz. Zastosowanie odpowiedniego czasownika jest niestety ściśle związane z ich znajomością, a ta z kolei z ilością przeczytanej literatury, czyli tzw oczytaniem. A na marginesie brak oczytania jest, moim zdaniem, głównym powodem rozrastania się współczesnej rzeszy internet-kretynów i nie bierz tego do siebie. Po prostu od dłuższego czasu to zauważam. Przez ostatnie 20-cia lat ilość dzieci z przeróżnym "dys" z przodu zwielokrotniła się tak, że czasami mam wrażenie iż przeniosłem się do Afryki lub Azji, gdzie analfabetyzm jest powszechny. O koszmarach ortograficznych nawet nie wspominam ale kretyni nie potrafią poprawnie złożyć jednego prostego zdania. No ale ja tu szkółki polonistycznej otwierać nie będę a Twoje rozterki są jak najbardziej naturalne. Ja również zestawy składam i montuję, podobnie wędziska. Choć z drugiej strony zasadniczo wędziska rozkładam lub składam z części, gdyż wyjmuję dolnik i dokładam środek a potem szczytówkę. Ale zaczynam pi...yć. P.S. Jak pisałem nie bierz tego do siebie. Internet-kretyn nie ma dylematów takich jak Ty i pisze co mu pod palce wejdzie.
-
Proponuję Słownik Języka Polskiego a logika nie ma nic wspólnego z poprawną polszczyzną. Słowo "składać" ma znaczenie zarówno przy tworzeniu całości jak i pakietowaniu, czyli można składać meble w całość a także można je składać do transportu. Podobnie można skladać zestaw do połowu, jak i składać go po nim w celu schowania w torbie. Wszystko zależy od kontekstu zdania. Natomiast bardziej adekwatne określenie "montować" rozwiewa wszelkie wątpliwości, gdyż coś montuje się w całość a potem można jedynie to rozmontować.
-
Hohoho, optymista w dodatku niepoprawny. Google gryzie i to macno, i ma taaaaaakie zęby.
-
Każdy przechodzi taką fazę i nie będę robił z siebie aniołka. Bywa, a każdemu to się trafi kilka razy w życiu, że ryby biorą jak głupie nawet na trawkę na haczyku. Wtedy potrzeba opanowania, bo zasadniczo są to małe rybki. Co innego jak we wrześniu człowiek nastawi się na ciąg jesienny leszcza, w celu uzupełnienia spiżarni w marynowanego leszcza na zimę. Wbrew pozorom 20szt gdzie 1,5kg sztuka to najmniejszy, jest zaledwie cząstką tego co się złowi od późnego popołudnia do rana. Sztuki kilogramowe i poniżej 40cm są wypuszczane z urzędu. Wiem, brzmi to masakrycznie ale nasze wody są autentycznie "przeleszczone". Wszędzie chronicznie brakuje drapieżnika, który jest dosłownie przetrzebiony przez coraz większą rzeszę zwolenników spinningu. Za to mikro okonia jest zatrzęsienie bo skubany wyjątkowo wolno rośnie. Spójrzcie także na dość gwałtowny powrót kiełbia i jazgarza mimo wojennej ekspancji przeróżnych babek (ryb, tych zza Buga ). Taki szalony powrót populacji jest właśnie wskaźnikiem powiększenia obszaru tarłowego karpiowatych.
-
Na żadnych ciągach, nic z tych rzeczy. Kwiecień to lekki przybór Wisły i łowi się doslownie za wiklinami na półmetrowej wodzie, gdzie ryby szukają właśnie dżdżownic wypłukiwanych z brzegu i niskich burt. Ja zrozumiałem przesłanie ale inni mogą mnie za jakiegoś rzeźnika wziąść.
-
Wszystko w porządku. Ciekawość została zaspokojona.
-
Pomoc w wyborze spinningu
Docio odpowiedział mateusz999 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Gdyby cenę podnieść i minimalna była 2000zł to mógłbyś porozmawiać z Okno. Może byłby w stanie za niewiele więcej zrobić Ci ze zbliżoną charakterystyką. -
Moim zdaniem będziesz musiał sam szukać wśród wedzisk surfcastingowych. To żmudna robota i chyba nikt nie poświęci sporo czasu aby Ci znaleźć, gdyż należy zwracać uwagę na to, że kołowrotek mocowany jest na wędzisku a nie pod nim, a pierwsza przelotka musi być niska, jak i reszta, a jako szczytowa jest podwójna rolka zamiast przelotki. Ważniejszą kwestią jest to, czy jesteś w stanie przestawić się na zwijanie żyłki prawą ręką. Lewą musiałbyś na odwrót kręcić niż zwykle, no i jeśli na szczytówce będzie rolka, a przeważnie wędziska do multika tak mają, to o zwijaniu żyłki lewą ręką zapomnij - rolka szczytowa nie pozwoli.
-
Męczy mnie od momentu przeczytania jedna sprawa. Nie czepiam się, jestem naturalnie ciekawy. Czy zastanawiałeś się nad ponownym zalaniem pszenicy w termosie świeżym wrzątkiem po np półtorej godzinie? Zlać to czym zalewałeś wcześniej i zalać na nowo? Z tego co rozumiem, Twój termos bardzo długo parzy pszenicę, co akurat mnie nie dziwi. Na początku myślałem, że Twój termos trzyma wrzątek przez pięć godzin ale po dziesiątym przeczytaniu pomyślałem, że zachowuje się standardowo, czyli po 2-3 godzinach jest w nim już tylko 60-70°C. W takim przypadku to już tylko dogrzewanie a nie parzenie i trwa tyle ile trwa.
-
Są różne szkoły nęcenia, jeszcze więcej zasad praktycznych a najwięcej mitów przeróżnych. Nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać lecz pamiętam , jak jeszcze zdrowie mi pozwalało, to na marcowe i kwietniowe płocie paczka płatków 400g wystarczała mi na 3 wypady i o siedzeniu w miejscu nie było mowy. Jedyna sprawdzona na 100% przynęta to zwykła dżdżownica ziemna ale to i tak dopiero w kwietniu jak będzie stale +10 i spadną pierwsze deszcze.
-
Gadżeciarstwo u nas jest popularne od zasze - bo nie było gadżetów poza odpustowymi precjozami. Przypomnij sobie lata przed 90-tym rokiem ile zamieszania robiła byle metka, naklejka, znaczek czy naszywka. Zwykła czapka za 200zł z naszywką Mepps kosztowała 1000zl.
-
W oryginale to choćby nie wiem jak się człowiek starał, to o prowadzeniu mowy być nie może. Jest rzut, jest praca i jest zwinięcie zestawu. Aby było śmieszniej nie jest to metoda nowa. Łudząco podobna do bocznego troka z zastosowaniem "specjalnych" przynęt podobnyych do małych ośmiorniczek, była ostro propagowana z dziesięć lat temu jako rozwiązanie na mocno zarośnięte łowiska i bassy. Zasada pracy identyczna jak drop shot.
-
Dlatego powstrzymuję się od wypisywania wątpliwości i życzę szczęścia w zacinaniu. Niemniej feeder to nie miękki typowy spinning lecz pracuje bardziej jako delikatna wklejanka. Nie mogę się powstrzymać. Czy naprawdę uważacie, ze marketingowcy przez tyle lat nie wyczuliby "blusa" i nie reklamowali by wędziska jako bardziej uniwersalne zamiast cisnąć w rozwój metody feeder?
-
Od razu na początku. Prywatyzacja może dotyczyć wyłącznie wód zamkniętych. Jakakolwiek woda płynąca należy do Skarbu Państwa i nic tego nie zmieni. Ujęte jest to w ustawie prawo wodne. Wody prywatne nie podlegają racjonalnej gospodarce o ile gospodarka nie jest prowadzona, aczkolwiek są pewne ograniczenia wychodzące z ochrony środowiska. NIK został stworzony i pracuje jako organ kontrolny majątku Skarbu Państwa i nic mu do wód prywatnych. O RZGW, jego władzy i minimalnej odpowiedzialności pisałem już w innych wątkach. O niewywiązywaniu się z obowiązków kontrolnych Urzędów Marszałkowskich pisał Woldi. Może piminąłem, może mi umknęło ale jeśli możesz wskaż mi gdzie jest jakaś większa polemika, że wędkarze narzekają na zapisy prawa wodneo, ustawy o rybactwie śródlądowym itp dokumentach stworzonych przez nasz Sejm. Gdyby PZW gdziekolwiek odłowiło "do dna" wodę, to nie tylko na forach wędkarskich, nie tylko w sieci ale ogólnie w mediach by wrzało a wkurzeni wędkarscy tubylcy zasypali by zgłoszeniami prokuraturę. Co do formalnych odłowów do dna, to takie mogą istnieć. Są nawet jeziora zamknięte dla wędkarzy, które służą jedynie jako podchowalniki bo w basenach tak dużych ryb nie da rady chodować. Ryby w basenach mogą być do określonego czasu, potem zaczynają szaleć przeróżne choroby. Za to bezmyślne wykreślenie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej przez stowarzyszenia, w naszym przypadku zamknie wszystkie ośrodki zarybieniowe co najbardziej uderzy w nas samych. A co do narzędzi połowowych to połów agregatem przez doświadczonego rybaka jest skuteczniejszy od sieci. Ichtiolodzy głównie opierają się na agregatrach gdyż odpowiednie ustawienie parametrów nie zabija ryb lecz je lekko paraliżuje. A co do zaporowych stawek na połów w PZW to dopiero co podawałem stawki RZGW, który to urząd nic nie musi a kasę łyka. Z drugiej strony po to jest stowarzyszenie aby członkowie mieli lepiej niż ci, co do niego nie chcą należeć. Są prawa i obowiązki, które nie podlegają dyskusji, a które nie obowiązują niezrzeszonych. Opłaty nie wynikają z widzimisię i nie są rozliczane na podstawie ustawy o stowarzyszeniach lecz z działalności gospodarczej, w którym rządzi fiskus. Można to spokojnie przyrównać z wnioskiem do Redakcji tego forum aby anonimowi użytkownicy mieli takie same prawa co zalogowani. Podsumowując, to co miałoby się wprowadzić na podstawie tego bzdurnego artykułu to nie zmiana prawa w PZW ale bezpośredni cios w ustawe o stowarzyszeniach, która obowiązuje wszystkie stowarzyszenia w Polsce z piłką nożną, siatkówką, narciarstwem, żeglarstwem i wieloma, wieloma innymi. To jednak nie wszystko. Ustawa o stowarzyszeniach dotyczy również wszelkich fundacji, które w sposób prawny zdechną z braku kasy. Można się więc zapytać autora-prowokatora tego tekstu o co mu własciwie chodzi, bo że o "uciśnionych" wedkarzy to nie uwierzę.
-
Tygodnik powinien zienić nazwę na "Wyłącznie Mity". Takiego steku bzdur już dawno nie czytałem.
-
Od dawnych czasów nie tylko kucharki ale i wędkarze doceniają uniwersalizm kaszy jęczmiennej nazywanej pęczak. O ile kucharki najchętniej podają ją z duszonym mięsem bogato polanym sosem, o tyle wędkarze musieli skomplikować sobie życie i poszli krok dalej odkrywając jego tajemnice, czyli naturalne właściwości do wykorzystania w przygotowywaniu zanęt i przynęt.Tak, to nie błąd. Choć działanie jest niewielkie to efekt jest bardzo widoczny. Niestety poprawne przygotowanie pęczaku jest mocno zmitologizowane przez źródła uznawane jako pewne, właściwe i źródłowe dla wędkarstwa. Praktyka jednak, jak natura, nie znosi stałych oraz próżni i dlatego powstaje ten tekst łamiący dotychczasowe kanony i nauki, więc przygotujcie się na spory bagaż polemiki. Pęczak przygotowuję na dwa sposoby: gotując (jeśli to większa ilość) lub parząc w termosie. Czy będzie to zanęt owy, czy na haczyk wynika z przygotowania. O ile gotowanie nie niesie za sobą większych konsekwencji o tyle z termosem jest problem i to spory. Jeśli nie chcecie w domu scysji z resztą rodziny radzę udać się do sklepu i kupić jakiś tani litrowy wyrób małych żółtych rączek, czyli made In China. Już po pierwszym parzeniu stwierdzicie to, o co mi chodzi, a po trzecim nie będzie jakichkolwiek wątpliwości. Pęczak jest po prostu wredny i termos (szklany wkład) fatalnie zachodzi mgiełką. Co więcej tego nie można doczyścić. Może i można ale grozi to zniszczeniem wkładu, a może być i tak, że ja nie znam innego sposobu. Jedno jest pewne, ta mgiełka nie niesie za sobą żadnych konsekwencji a żadnej chemii to takiego termosu nie zapodaję. Dla litrowego termosu proporcje są proste. Pół szklanki suchego pęczaku wsypuję do termosu, zalewam niemal do pełna i zamykam na dwie godziny. To zalewanie “niemal do pełna” jest niczym innym jak pozostawienie 1-2cm poniżej zamknięcia korka. Taki luz bo pęczak zwiększy swoją objętość 4-ro krotnie ale nie wchłonie tyle wody. Jak wsad nie będzie się mieścił to ciśnienie załatwi termos i sprzątania się nie uniknie. I to jest sposób na pęczak zanęt owy. Ten na haczyk przed wsypaniem do termosu należy dokładnie wypłukać na sitku aż przestanie smużyć taką mleczną mgiełką, Kilkukrotna zmiana wody jest nieunikniona ale warto. Pęczak wstępnie płukany, po przygotowaniu jest w ogóle nieklejący i bardzo jasny. A co z gotowaniem? Przyznam, że przez wiele lat metoda książkowa, czyli gotowanie na wolnym ogniu, było prawdziwą udręką. Mama mi pomagała bo ja nie miałem cierpliwości stania przez godzinę nad garnkiem i mieszania co 2-3 minuty aby nie wyszedł z aromatem przypalenia. Co więcej jak przywarł to oderwanie go od dna niszczy strukturę ziarna i częściowo wychodzi breja. Takie rozwiązanie było nie do przyjęcia i na wiele lat zaniechałem w ogóle gotowania aż do momentu, gdy dorosłem i sam zacząłem gotować. Wtedy, podczas gotowania bodaj makaronu, olśniło mnie. Wziąłem garnek 4-ro litrowy, nalałem wody, doprowadziłem do wrzenia, powoli wsypałem pół kilograma pęczaku aby woda nie przestała się gotować, nakryłem pokrywką, lekko przykręciłem gaz i popatrzyłem chwilę jak się wszystko bałwani w garnku. Mama stwierdziła, ze się przypali ja postanowiłem zaryzykować. Stare przysłowie “kto ryzykuje w kozie nie siedzi” się sprawdziło. Pęczak po godzinie był gotowy, wody wygotowało się połowę ale było jej jeszcze dość aby się bałwaniło. Nic nie przywarło, nic się nie przypaliło a pęczak był idealny. Potem poszło już gładko i za każdym razem tak przygotowując pęczak nie mam najmniejszego efektu przypalenia lub przywarcia. Przy gotowaniu pęczaku na zanętę i na haczyk zastosowanie ma ta sama zasada co przy parzeniu w termosie. Przed gotowaniem pęczak należy bardzo dobrze wypłukać jeśli ma trafić na haczyk. Co do barwienia i aromatyzowania, to w tym temacie jest prawdziwa wolna jazda. J Można aromatyzować podczas gotowania, a można po, wystarczy dobrze wymieszać. Jeśli już decyduję Si na udziwnienie ziaren to zawsze stosuję, obecnie powszechnie dostępne, barwniki spożywcze. Jestem wrogiem chemii w wędkarstwie, napatrzyłem się w swoim życiu jak rzeki umierają trute przez różne ścieki. A jeśli ktoś skusi się na taki ortodoksyzm, to w dość krótkim czasie zauważy, że rynek aromatów wędkarskich w porównaniu do naturalnych, jest straszliwie ubogi. W innym wątku Woldi pisał, że bazą dla aromatów jest alkohol bądź tłuszcz. I miał rację. Ja stosuję wyłącznie zwykły olej spożywczy, gdyż alkohol jest trucizną. Natomiast nośnikiem smaku jest cukier, ale to dla ludzi. Ryby swój smak głównie opierają na zapachu, czyli aromacie. Eksperymentowanie jest jak najbardziej wskazane a efekty niejednokrotnie mogą zaskoczyć. I tu przytoczę swój nieśmiertelny przykład. Idzcie do lodówki, weźcie kawałek kiełbasy, odkrójcie “coś na ząb” powąchajcie i posmakujcie. Jak już wiecie jaki ma zapach i jak smakuje to resztę z tego kawałka usmażcie na patelni. Zupełnie inna kiełbasa, inny smak, inny aromat, po prostu inna. Dlaczego? Ano tłuszcze tak robią. I może jeszcze jedno. Ci co lubią ryż, szczególnie ten wygodny w torebkach do gotowania. Przed włożeniem torebki do garnka wrzućcie jakąś kostkę rosołową, obojętnie jaką. Po ugotowaniu obejrzyjcie kolor, smak i aromat. Smacznego. I sprawa ostatnia. Skuteczność pęczaku haczykowego wymieszanego z płatkami i białymi, pakowanego ścisło do koszyczka przy połowie z gruntu w Narwi okazało się znacznie skuteczniejsze niż zastosowanie tego nie płukanego.
-
Od dawnych czasów nie tylko kucharki ale i wędkarze doceniają uniwersalizm kaszy jęczmiennej nazywanej pęczak. O ile kucharki najchętniej podają ją z duszonym mięsem bogato polanym sosem, o tyle wędkarze musieli skomplikować sobie życie i poszli krok dalej odkrywając jego tajemnice, czyli naturalne właściwości do wykorzystania w przygotowywaniu zanęt i przynęt.Tak, to nie błąd. Zobacz cały artykuł
-
Odpowiedź jest prosta - surfcasting. Jest to metoda gruntowa na duże ryby morskie. Duże to znaczy kilkukilogramowe i większe. Niestety co łowią i na co tego nie wiem, mam awarię swojej szklanej kuli. Ale możesz sam sprawdzić podchodząc do łowiących.
-
Oryginalny drop shot jest zakazany.
-
Jak rybki są w ciągłum ciągu pod prąd to i przystawka będzie dobra. Jak siedzą po dołkach to najwyżej pół godzinki nad jednym i dalej w drogę na kolejny. A i po drodze "na macanego" nie zaszkodzi. Mucha byłaby chyba najskuteczniejsza.
-
Co i jak o robieniu kiji spiningowych
Docio odpowiedział okno wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Bardzo miło się czytało. Bardzo dobry tekst o emocjach, zauroczeniu i zadowoleniu z firmą w tle, jako naprawdę fachowym i rzetelnym czynniku wpływającym na wędkarza. Świetna robota Okno, jednak nie zdziw się jak ktoś zarzuci Ci "artykuł sponsorowany". Ludzie już tacy są. Z niecierpliwością będę czekał na drugą część. -
Właśnie dotarła do mnie informacja, że HDI Asekuracja TU S.A. zostało wchłonięte przez TUiR Warta S.A. To oznacza koniec HDI i przejściowe problemy dla ubezpieczonych u nich.
-
Cóż. Całkiem niedawno kumpel napisał mi dlaczego współczesne urządzenia są tak marnej jakości, nie tak jak dawniej. Dawniej nie było idei "lokowania produktu w przedziale czasowym" dlatego były robione solidnie. Z drugiej strony w krajach, w których powstała ta idea przedsiębiorczości ludzie nie mają problemu finansowego z wymianą sprzętu z nowymi technologiami.
-
Uczciwie odpowiem, że nie pamiętam. Przez te lata już kilka razy go czyściłem i smarowałem ale naprawdę nie pamietam. Musiałbym go rozkręcić.
-
"Z zeszłego sezonu". Dobre. Ja do spławika mam DAM Quick z początku lat 90 i nie mam najmniejszego zamiaru wymienić go na coś nowszego. Ten kołowrotek chyba mnie przeżyje a na luzy i usterki jestem wrażliwy, oj wrażliwy. Przez te lata wymieniłem kilka do spinningu i kilka gruntowych. Ze spinningowymi już nie mam problemu bo zdrowie nie pozwala naginać kilometrami po brzegu ale kilka lat temu trafiłem na fantastyczny Jaxona i drugi, o wiele mocniejszy Shakespeare. Oczywiście nic nie jest wieczne i każdy mechanizm może się nagle popsuć, dlatego w rezerwie mam do spławika małego Dragona a do feedera Okume. One też już mają po ładnych kilka lat bo zarówno DAM jak i Jaxon trzymają się dzielnie.
