-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Gadżeciarstwo u nas jest popularne od zasze - bo nie było gadżetów poza odpustowymi precjozami. Przypomnij sobie lata przed 90-tym rokiem ile zamieszania robiła byle metka, naklejka, znaczek czy naszywka. Zwykła czapka za 200zł z naszywką Mepps kosztowała 1000zl.
-
W oryginale to choćby nie wiem jak się człowiek starał, to o prowadzeniu mowy być nie może. Jest rzut, jest praca i jest zwinięcie zestawu. Aby było śmieszniej nie jest to metoda nowa. Łudząco podobna do bocznego troka z zastosowaniem "specjalnych" przynęt podobnyych do małych ośmiorniczek, była ostro propagowana z dziesięć lat temu jako rozwiązanie na mocno zarośnięte łowiska i bassy. Zasada pracy identyczna jak drop shot.
-
Dlatego powstrzymuję się od wypisywania wątpliwości i życzę szczęścia w zacinaniu. Niemniej feeder to nie miękki typowy spinning lecz pracuje bardziej jako delikatna wklejanka. Nie mogę się powstrzymać. Czy naprawdę uważacie, ze marketingowcy przez tyle lat nie wyczuliby "blusa" i nie reklamowali by wędziska jako bardziej uniwersalne zamiast cisnąć w rozwój metody feeder?
-
Od razu na początku. Prywatyzacja może dotyczyć wyłącznie wód zamkniętych. Jakakolwiek woda płynąca należy do Skarbu Państwa i nic tego nie zmieni. Ujęte jest to w ustawie prawo wodne. Wody prywatne nie podlegają racjonalnej gospodarce o ile gospodarka nie jest prowadzona, aczkolwiek są pewne ograniczenia wychodzące z ochrony środowiska. NIK został stworzony i pracuje jako organ kontrolny majątku Skarbu Państwa i nic mu do wód prywatnych. O RZGW, jego władzy i minimalnej odpowiedzialności pisałem już w innych wątkach. O niewywiązywaniu się z obowiązków kontrolnych Urzędów Marszałkowskich pisał Woldi. Może piminąłem, może mi umknęło ale jeśli możesz wskaż mi gdzie jest jakaś większa polemika, że wędkarze narzekają na zapisy prawa wodneo, ustawy o rybactwie śródlądowym itp dokumentach stworzonych przez nasz Sejm. Gdyby PZW gdziekolwiek odłowiło "do dna" wodę, to nie tylko na forach wędkarskich, nie tylko w sieci ale ogólnie w mediach by wrzało a wkurzeni wędkarscy tubylcy zasypali by zgłoszeniami prokuraturę. Co do formalnych odłowów do dna, to takie mogą istnieć. Są nawet jeziora zamknięte dla wędkarzy, które służą jedynie jako podchowalniki bo w basenach tak dużych ryb nie da rady chodować. Ryby w basenach mogą być do określonego czasu, potem zaczynają szaleć przeróżne choroby. Za to bezmyślne wykreślenie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej przez stowarzyszenia, w naszym przypadku zamknie wszystkie ośrodki zarybieniowe co najbardziej uderzy w nas samych. A co do narzędzi połowowych to połów agregatem przez doświadczonego rybaka jest skuteczniejszy od sieci. Ichtiolodzy głównie opierają się na agregatrach gdyż odpowiednie ustawienie parametrów nie zabija ryb lecz je lekko paraliżuje. A co do zaporowych stawek na połów w PZW to dopiero co podawałem stawki RZGW, który to urząd nic nie musi a kasę łyka. Z drugiej strony po to jest stowarzyszenie aby członkowie mieli lepiej niż ci, co do niego nie chcą należeć. Są prawa i obowiązki, które nie podlegają dyskusji, a które nie obowiązują niezrzeszonych. Opłaty nie wynikają z widzimisię i nie są rozliczane na podstawie ustawy o stowarzyszeniach lecz z działalności gospodarczej, w którym rządzi fiskus. Można to spokojnie przyrównać z wnioskiem do Redakcji tego forum aby anonimowi użytkownicy mieli takie same prawa co zalogowani. Podsumowując, to co miałoby się wprowadzić na podstawie tego bzdurnego artykułu to nie zmiana prawa w PZW ale bezpośredni cios w ustawe o stowarzyszeniach, która obowiązuje wszystkie stowarzyszenia w Polsce z piłką nożną, siatkówką, narciarstwem, żeglarstwem i wieloma, wieloma innymi. To jednak nie wszystko. Ustawa o stowarzyszeniach dotyczy również wszelkich fundacji, które w sposób prawny zdechną z braku kasy. Można się więc zapytać autora-prowokatora tego tekstu o co mu własciwie chodzi, bo że o "uciśnionych" wedkarzy to nie uwierzę.
-
Tygodnik powinien zienić nazwę na "Wyłącznie Mity". Takiego steku bzdur już dawno nie czytałem.
-
Od dawnych czasów nie tylko kucharki ale i wędkarze doceniają uniwersalizm kaszy jęczmiennej nazywanej pęczak. O ile kucharki najchętniej podają ją z duszonym mięsem bogato polanym sosem, o tyle wędkarze musieli skomplikować sobie życie i poszli krok dalej odkrywając jego tajemnice, czyli naturalne właściwości do wykorzystania w przygotowywaniu zanęt i przynęt.Tak, to nie błąd. Choć działanie jest niewielkie to efekt jest bardzo widoczny. Niestety poprawne przygotowanie pęczaku jest mocno zmitologizowane przez źródła uznawane jako pewne, właściwe i źródłowe dla wędkarstwa. Praktyka jednak, jak natura, nie znosi stałych oraz próżni i dlatego powstaje ten tekst łamiący dotychczasowe kanony i nauki, więc przygotujcie się na spory bagaż polemiki. Pęczak przygotowuję na dwa sposoby: gotując (jeśli to większa ilość) lub parząc w termosie. Czy będzie to zanęt owy, czy na haczyk wynika z przygotowania. O ile gotowanie nie niesie za sobą większych konsekwencji o tyle z termosem jest problem i to spory. Jeśli nie chcecie w domu scysji z resztą rodziny radzę udać się do sklepu i kupić jakiś tani litrowy wyrób małych żółtych rączek, czyli made In China. Już po pierwszym parzeniu stwierdzicie to, o co mi chodzi, a po trzecim nie będzie jakichkolwiek wątpliwości. Pęczak jest po prostu wredny i termos (szklany wkład) fatalnie zachodzi mgiełką. Co więcej tego nie można doczyścić. Może i można ale grozi to zniszczeniem wkładu, a może być i tak, że ja nie znam innego sposobu. Jedno jest pewne, ta mgiełka nie niesie za sobą żadnych konsekwencji a żadnej chemii to takiego termosu nie zapodaję. Dla litrowego termosu proporcje są proste. Pół szklanki suchego pęczaku wsypuję do termosu, zalewam niemal do pełna i zamykam na dwie godziny. To zalewanie “niemal do pełna” jest niczym innym jak pozostawienie 1-2cm poniżej zamknięcia korka. Taki luz bo pęczak zwiększy swoją objętość 4-ro krotnie ale nie wchłonie tyle wody. Jak wsad nie będzie się mieścił to ciśnienie załatwi termos i sprzątania się nie uniknie. I to jest sposób na pęczak zanęt owy. Ten na haczyk przed wsypaniem do termosu należy dokładnie wypłukać na sitku aż przestanie smużyć taką mleczną mgiełką, Kilkukrotna zmiana wody jest nieunikniona ale warto. Pęczak wstępnie płukany, po przygotowaniu jest w ogóle nieklejący i bardzo jasny. A co z gotowaniem? Przyznam, że przez wiele lat metoda książkowa, czyli gotowanie na wolnym ogniu, było prawdziwą udręką. Mama mi pomagała bo ja nie miałem cierpliwości stania przez godzinę nad garnkiem i mieszania co 2-3 minuty aby nie wyszedł z aromatem przypalenia. Co więcej jak przywarł to oderwanie go od dna niszczy strukturę ziarna i częściowo wychodzi breja. Takie rozwiązanie było nie do przyjęcia i na wiele lat zaniechałem w ogóle gotowania aż do momentu, gdy dorosłem i sam zacząłem gotować. Wtedy, podczas gotowania bodaj makaronu, olśniło mnie. Wziąłem garnek 4-ro litrowy, nalałem wody, doprowadziłem do wrzenia, powoli wsypałem pół kilograma pęczaku aby woda nie przestała się gotować, nakryłem pokrywką, lekko przykręciłem gaz i popatrzyłem chwilę jak się wszystko bałwani w garnku. Mama stwierdziła, ze się przypali ja postanowiłem zaryzykować. Stare przysłowie “kto ryzykuje w kozie nie siedzi” się sprawdziło. Pęczak po godzinie był gotowy, wody wygotowało się połowę ale było jej jeszcze dość aby się bałwaniło. Nic nie przywarło, nic się nie przypaliło a pęczak był idealny. Potem poszło już gładko i za każdym razem tak przygotowując pęczak nie mam najmniejszego efektu przypalenia lub przywarcia. Przy gotowaniu pęczaku na zanętę i na haczyk zastosowanie ma ta sama zasada co przy parzeniu w termosie. Przed gotowaniem pęczak należy bardzo dobrze wypłukać jeśli ma trafić na haczyk. Co do barwienia i aromatyzowania, to w tym temacie jest prawdziwa wolna jazda. J Można aromatyzować podczas gotowania, a można po, wystarczy dobrze wymieszać. Jeśli już decyduję Si na udziwnienie ziaren to zawsze stosuję, obecnie powszechnie dostępne, barwniki spożywcze. Jestem wrogiem chemii w wędkarstwie, napatrzyłem się w swoim życiu jak rzeki umierają trute przez różne ścieki. A jeśli ktoś skusi się na taki ortodoksyzm, to w dość krótkim czasie zauważy, że rynek aromatów wędkarskich w porównaniu do naturalnych, jest straszliwie ubogi. W innym wątku Woldi pisał, że bazą dla aromatów jest alkohol bądź tłuszcz. I miał rację. Ja stosuję wyłącznie zwykły olej spożywczy, gdyż alkohol jest trucizną. Natomiast nośnikiem smaku jest cukier, ale to dla ludzi. Ryby swój smak głównie opierają na zapachu, czyli aromacie. Eksperymentowanie jest jak najbardziej wskazane a efekty niejednokrotnie mogą zaskoczyć. I tu przytoczę swój nieśmiertelny przykład. Idzcie do lodówki, weźcie kawałek kiełbasy, odkrójcie “coś na ząb” powąchajcie i posmakujcie. Jak już wiecie jaki ma zapach i jak smakuje to resztę z tego kawałka usmażcie na patelni. Zupełnie inna kiełbasa, inny smak, inny aromat, po prostu inna. Dlaczego? Ano tłuszcze tak robią. I może jeszcze jedno. Ci co lubią ryż, szczególnie ten wygodny w torebkach do gotowania. Przed włożeniem torebki do garnka wrzućcie jakąś kostkę rosołową, obojętnie jaką. Po ugotowaniu obejrzyjcie kolor, smak i aromat. Smacznego. I sprawa ostatnia. Skuteczność pęczaku haczykowego wymieszanego z płatkami i białymi, pakowanego ścisło do koszyczka przy połowie z gruntu w Narwi okazało się znacznie skuteczniejsze niż zastosowanie tego nie płukanego.
-
Od dawnych czasów nie tylko kucharki ale i wędkarze doceniają uniwersalizm kaszy jęczmiennej nazywanej pęczak. O ile kucharki najchętniej podają ją z duszonym mięsem bogato polanym sosem, o tyle wędkarze musieli skomplikować sobie życie i poszli krok dalej odkrywając jego tajemnice, czyli naturalne właściwości do wykorzystania w przygotowywaniu zanęt i przynęt.Tak, to nie błąd. Zobacz cały artykuł
-
Odpowiedź jest prosta - surfcasting. Jest to metoda gruntowa na duże ryby morskie. Duże to znaczy kilkukilogramowe i większe. Niestety co łowią i na co tego nie wiem, mam awarię swojej szklanej kuli. Ale możesz sam sprawdzić podchodząc do łowiących.
-
Oryginalny drop shot jest zakazany.
-
Jak rybki są w ciągłum ciągu pod prąd to i przystawka będzie dobra. Jak siedzą po dołkach to najwyżej pół godzinki nad jednym i dalej w drogę na kolejny. A i po drodze "na macanego" nie zaszkodzi. Mucha byłaby chyba najskuteczniejsza.
-
Co i jak o robieniu kiji spiningowych
Docio odpowiedział okno wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Bardzo miło się czytało. Bardzo dobry tekst o emocjach, zauroczeniu i zadowoleniu z firmą w tle, jako naprawdę fachowym i rzetelnym czynniku wpływającym na wędkarza. Świetna robota Okno, jednak nie zdziw się jak ktoś zarzuci Ci "artykuł sponsorowany". Ludzie już tacy są. Z niecierpliwością będę czekał na drugą część. -
Właśnie dotarła do mnie informacja, że HDI Asekuracja TU S.A. zostało wchłonięte przez TUiR Warta S.A. To oznacza koniec HDI i przejściowe problemy dla ubezpieczonych u nich.
-
Cóż. Całkiem niedawno kumpel napisał mi dlaczego współczesne urządzenia są tak marnej jakości, nie tak jak dawniej. Dawniej nie było idei "lokowania produktu w przedziale czasowym" dlatego były robione solidnie. Z drugiej strony w krajach, w których powstała ta idea przedsiębiorczości ludzie nie mają problemu finansowego z wymianą sprzętu z nowymi technologiami.
-
Uczciwie odpowiem, że nie pamiętam. Przez te lata już kilka razy go czyściłem i smarowałem ale naprawdę nie pamietam. Musiałbym go rozkręcić.
-
"Z zeszłego sezonu". Dobre. Ja do spławika mam DAM Quick z początku lat 90 i nie mam najmniejszego zamiaru wymienić go na coś nowszego. Ten kołowrotek chyba mnie przeżyje a na luzy i usterki jestem wrażliwy, oj wrażliwy. Przez te lata wymieniłem kilka do spinningu i kilka gruntowych. Ze spinningowymi już nie mam problemu bo zdrowie nie pozwala naginać kilometrami po brzegu ale kilka lat temu trafiłem na fantastyczny Jaxona i drugi, o wiele mocniejszy Shakespeare. Oczywiście nic nie jest wieczne i każdy mechanizm może się nagle popsuć, dlatego w rezerwie mam do spławika małego Dragona a do feedera Okume. One też już mają po ładnych kilka lat bo zarówno DAM jak i Jaxon trzymają się dzielnie.
-
Światełko w tunelu czy mydlenie oczu?
Docio odpowiedział wind wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
To akurat jest proste. Wodę nazad zabierze RZGW, które rozpisze przetargi, które nie musi zarybiać ani prowadzić nic z gospodarki wodnej a co wymaga od dzierżawców. A jak będziesz chciał sobie połowić np w wodach podległych RZGW Warszawa to KLIK A żeby było jeszcze śmieszniej to na tych wodach obowiązuje jak najbardziej regulamin Wiem, rozumiem, za daleko. No to macie bliżej, bo RZGW Gdańsk A co do zmiany Zarządów, to podpowiem, że wszelkie zmiany powinny zacząć się od kół. Następnie okręgi po to aby można było zmienić zasady wyborcze. Ktoś o tym pomyślał? Cokolwiek się czyni trzeba czynić to mądrze i oczekiwać końca. Rewolucja, jak pokazuje historia to żadna, jeszcze nikomu nie wyszła na zdrowie, cierpiały zawsze masy w imię ideałów. -
No to wybór 710 jest trafny. Jeszcze tylko nieco podkładu...
-
Jestem tego samego zdania, ze większość zamieszania robią marketingowcy. W wędzisku szczupakowym jednak kluczową rolę odgrywa sztywna szczytówka, która pozwoli przy zacięciu wbić hak w twardy pysk ryby. Mięciutki wskaźnik brań w feederze, nieszczęśliwie nazywany szczytówką, będzie co najwyżej kuł rybę.
-
Spro ma ugruntowaną dobrą opinię na naszym rynku wśród wędkarzy. Nie ma co ukrywać u wędkarzy spinningowców, którzy wręcz katują swoje młynki. Co do tego konkretnego modelu do techniki match, to niestety nie jest trafiony pomysł. Zbyt głeboka szpula. Przy wielkości 200 110m żyłki 0,28 pretenduje ten kołowrotek wybitnie jako spinningowy.
-
Feeder na drapieżnika z żywą!? lub martwą rybką. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć szczęścia w zacięciu.
-
Światełko w tunelu czy mydlenie oczu?
Docio odpowiedział wind wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Woldi ja naprawdę nie jestem w stanie wygrać z Twoimi teoriami spiskowymi. Może jest tu ktoś z Torunia, byłby tak miły i wytłumaczy Ci na jakiej podstawie RZGW zabrało Wisłę ZO Toruń. Może też jest ktoś z Łomży i poda na jakiej podstawie PZW straciło Narwię, Pisę i okoliczne jeziora ma rzecz prywatnego dzierżawcy. Może też jest ktoś z Krakowa i również by Ci wyjaśnił w jaki sposób prywatny dzierżawca wygrał górną Wisłę. Niewiedza nie upoważnia do wyciągania takich teori jakie podajesz. Co do pytania to nic prostszego - zapoznaj się z ustawą. -
Światełko w tunelu czy mydlenie oczu?
Docio odpowiedział wind wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Woldi bo nad RZGW władzę ma jedynie KZGW a nie Urząd Marszałkowski. UM ma władzę nad komórkami w urzędach i nic więcej, a kontrole może zarządzić, przeprowadzić i co najwyżej wnioskować. Nie wiem czy tu na forum, czy gdzie indziej, ale już pisałem, że RZGW to urząd z ogromnymi kompetencjami praktycznie bez nadzoru i minimalną odpowiedzialnością. -
Zgadza się, zwłaszcza jak będzie traktowana jak zwykła spławikówka. A zwykła spławikówka ma o wiele bliżej do bata niż do wędziska i techniki match.
