Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. No i pięknie. Rzuca się w oczy jest zwięzłe i proste. Przydałoby się jeszcze aby ktoś ogarnięty ze współczesnym spinningiem też wypunktował najważniejsze informacje. Za każdym razem jak to czytam to mam nieodparte wrażenie, że już same te wskazówki uczą początkującego pewnej systematyki i tłumaczą o co w tym wszystkim chodzi.
  2. Ozet może nadeszła pora abyś i Ty napisał o swoich marzeniach. Lekkie odstresowanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
  3. Woldi podziwiam, mnie od samego czytania coś trafia. Punkt dla Ciebie jako potwierdzenie iż możesz zostać przedszkolanką.
  4. Zasdniczo szczupak i węgorz to wielkość 300/400. Sum za to 600/700. Trudno to pogodzić.
  5. Moi drodzy, życzę Wam wszystkiego najlepszego.
  6. Czyli co? Jak zarzucisz zestaw ze sprężyną pełną zanęty to przez jakiś czas jest dobrze, żyłka naprężona a potem nagle się luzuje i próbujesz ją naciągnąć ale bez skutku? Wybacz to pytanie ale nawet po kilkukrotnym przeczytaniu nie wiem do końca o co chodzi. Jeśli jest tak jak napisałem to powód może okazać się prozaiczny aczkolwiek skomplikowany. Zbyt małe obciążenie do grubości żyłki, która to albo ma poważną pamięć kształtu, albo jest zbyt gruba, albo brudna niemiłosiernie, czyli już pokryta zasklepioną skorupą brudu i nadaje się tylko do wyrzucenia. Z tego co napisałem do głowy przychodzą mi dwa rozwiązania: - zwiększyć obciążenie - dołozyć jakieś 20g - zmienić żyłkę na zdecydowanie cieńszą.
  7. Batu masz feeder cw 40g. Zapewne założysz sprężynę zanętową bez dociążenia ale sama zanęta będzie już dociążeniem. Z praktyki wiem, że więcej jak 25g nawilżonej gotowej zanęty się nie upcha, więc żyłka może byc spokojnie 0,18. Nie osłabi to aż tak zestawu a pozwoli uzyskać dodatkowe 10-15% odległości rzutu w porównaniu z żyłką 0,20. Jakiekolwiek zaciski na szczytówkę z dzwonkami lub tylko pod świetlik odpuść sobie. Wbrew pozorom to dość delikatny element a przesztywnienie na jakiejkolwiek długości może nie być dla niego zdrowe. Jeśli już koniecznie będziesz łowił feederem w nocy potrzebujesz sygnalizatora w postaci świetlika. Najlepsze mocowanie jakie znam to zwykła wąska taśma bezbarwna. Owijasz delikatnie w dolnej części świetlik ze dwa razy potem do szczytówki tylko dwa razy i też nie na siłę i gotowe. Mocowania zatrzaskowe lub zaciskowe w przypadku niezauważenia oplątania na nich żyłki, potrafią narobić szkód i zepsuć nie tylko wędzisko ale całe wędkowanie. Taśma zostanie jedynie ścięta przez żyłkę jak nożem a wędzisko będzie całe. Stracisz tylko świetlik. Już z dzesięć lat temu reguła kolorów przestała obowiązywać. Masówka zrobiłe swoje i początkowe "normy" zdezaktualizowały się. Obecnie każdy producent stosuje kolory jakie mu się podobają lub są dostępne. Aby sprawdzić jakie jest ugięcie danej szczytówki lub kilku, co zalecam, należy: - weź kilka szczytówek do ręki - chwyć je wszystkie dwoma palcami (kciuk i wskazujący są odpowiednie) za szczytową przelotkę - popatrz jak się uginają końcówki szczytówek pod własnym obciążeniem. Po takim badaniu już nie będziesz miał problemu z określeniem sztywności szczytówek i dopasujesz sobie do zestawu wedle potrzeb. W praktyce wygląda to tak, że szczytówka tak trzymana, jeśli się ugnie minimalnie tzn o 0,5-1,0cm może wytrzymać co najmniej 100g. Pamiętaj tylko, że wędzisko tyle nie wytrzyma. I jeszcze jedno. Łatwo rozpoznać z czego wykonana jest szczytówka. Jeśli końcówka, ta co ją obsadzasz w niższej części wędziska, ma jasny kolor, to wykonana jest z włókna szklanego. Jeśli jest czarna, to wykonana jest z włókien węglowych. Tak się składa, że węglowe są do największych obciążeń. Aha. Nigdy, ale to nigdy nie opierasz na podpórce wędziska na szczytówce. Dolne podparcie jest na dolniku a górne, o ile warunki na to pozwalają, na jego 2/3 długości. Dla feedera najlepszym punktem podparcia jest 10-15cm poniżej łączenia środkowego składu i samej szczytówki.
  8. Ozet i taki właśnie jest cel tego elaboratu. Pytania padają zgodnie z własnymi wyobrażeniami, z tym co już się w nich zaszczepiło i tylko potrzebuje niewielkiego pchnięcia aby wyrosło. Jednak jak pchnięcie będzie zbyt mocne to zamiast pobudzić można wykopać i to dosłownie. Sam wiesz, że pisanie wprost o rzeczach oczywistych jest po prostu nudne a dla niektórych może być nawet obraźliwe, więc napisałem o swoich marzeniach, które początkujący mogą ze śmiałością potraktować jako rady, porady, szablon? Sam nie wiem ale wiem, że może być pomocne. Reszta w rękach Redakcji tego forum.
  9. Tytuł nie jest przewrotny ale jak najbardziej prawdziwy. Gruntówka to nie stricte wędzisko do metody ciężkiej denki lecz także chyba najpopularniejsza spławikówka a specyficznej formie także bat i tyczka. Jednak nie o tym chcę napisać lecz o doborze tej pierwszej wędki. Ostatnio na forum ciągle pojawiają się pytania o dobór tej pierwszej wędki. Jest to chyba związane z nadchodzącą wiosną, która tak śmiało wkracza do kraju, że aż bociany zawracają i sprawdzają mapy, czy aby na biegun północny nie doleciały. Pytania powtarzają się, ciągle powtarzają. Nowi użytkownicy zadając pytania nie mają chęci sprawdzić tego co już napisano i w efekcie odpowiedzi ciągle są te same, choć w różnych formach. W dobrym tonie tego forum nie jest odsyłanie pytającego do wątków już napisanych ale coraz bardziej uwidacznia się, nazwijmy to, brak entuzjazmu w odpowiedziach. No bo skąd ma się ten entuzjazm brać skoro po raz n-ty przed udzieleniem odpowiedzi trzeba się zapytać o jaki typ wody chodzi, jakie ryby ma zamiar łowić pytający, jaka będzie odległość połowu, itd.. A spytać trzeba jeśli odpowiedź ma być pełna i uczciwa. Nie, nie prowadziłem konsultacji, to są moje odczucia a po forum widzę, że nie tylko moje. No ale skoro są to moje odczucia, to chyba mogę sobie też odrobinkę pomarzyć. A marzy mi się pytanie nowego użytkownika, który prosi o doradzenie w doborze wędziska i zamiast wklejać link do jakiegoś złomu z Allegro, z pytaniem “czy będzie dobre”, od razu na wstępie podaje: - typ wody (jezioro, kanał, zbiornik zaporowy, rzeka mała lub średnia o adekwatnym nurcie i duża rzeka nizinna, której nurt ściąga ciężarki nawet 150g); - ryby jakie ma zamiar łowić (które można rozdzielić na trzy grupy: połów rekreacyjny, polowanie na średniaki, zasiadka na okazy); - jak daleko będzie łowił (przy brzegu/pomoście na długość wędziska, na kilka długości wędziska - odległościowo, powyżej 25m - match); - jaką gotówką dysponuje. Jak dla mnie podanie tych informacji jest wystarczające aby udzielić odpowiedzi bez myśli, że po zakupie ktoś będzie mnie wyklinał nad wodą. No to temat spławików ki jest ogarnięty, a co z typową gruntówką, czyli metodą ciężkiej denki? Ano nic, praktycznie powyżej opisane marzenia są takie same tylko odpowiedź i wędziska będą inne. Pozostaje jeszcze jedna kwestia praktycznie nierozłączna z wędziskiem. Mianowicie chodzi o kołowrotek. No ten temat to naprawdę spędza sen z oczu początkujących łowców, którzy zauroczeni pięknymi kolorami i całą litanią ulepszeń i rozwiązań danego kręcioła nie mogą przez to spać po nocach. Prawda, jak życie, jest o wiele prostsza i zdecydowanie prozaiczna. Generalnie nasze największe firmy jak Jaxon, Konger i Dragon można ze spokojnym sumieniem wsadzić do jednego wora. Ceny określają jakość a przynajmniej tak ma się wydawać kupującemu. Drugą grupę wypełnią wszystkie inne firmy obecne na naszym rynku lecz z góry uprzedzam, że jest to bardzo niejednolita grupa i np. moim bardzo subiektywnym zdaniem kołowrotek za 400zł Spro jest porównywalny z Okumą, lepszy niż Shimano, dużo lepszy niż Robinson i zdecydowanie gorszy niż Daiwa. Dlatego też nie podejmę się uogólnienia jakichś prawideł dla tych firm, gdyż to nierealne. Za to pierwszą grupę można jak najbardziej uczciwie porównać i, tu również moim bardzo subiektywnym zdaniem, można dokonać podziału: - do 150zł - od 151 do 350zł - powyżej 350zł Pozostaje kwestia dopasowania kołowrotka, czyli doboru do wędziska, które zostało dobrane do wymienionych wcześniej potrzeb przyszłego łowcy. No to sobie pomarzyłem, pora zejść na ziemię i przeczytać kolejne pytanie: “czy to wędzisko - link - będzie dobre?” I zapewne padną odpowiedzi, bo ludzie tu grzeczni, choć kompletnie nie będą wiedzieli do czego ma służyć.
  10. A ja jestem sceptyczny do tego wszystkiego i wybaczcie mi tą szczerość. To co napiszę jest wyłącznie moim zdaniem i nie trzeba się z nim w ogóle zgadzać. Arek chce dopasować sprzęt do posiadanego spławika, gdyż w tym tkwi jakiś cel, o którym nam nie napisał. No dobrze. Ozet napisał niemal wszystko. To niemal, to stwierdzenie iż Arek nie łowiąc wcześniej na spławik od razu dosiada techniki match, która nawet dla zaawansowanego spławikowca nie jest techniką łatwą. W dodatku system mocowania spławika do żyłki jest wielce specyficzny a dodatkowo spławik ten wymaga dociążenia 3,5g. No to teraz złożenie zestawu i rozłożenie śrucin, aby po każdym siłowym rzucie (norma w grunciarstwie) zestaw nie był splątany. Sam spławik to pełne tworzywo z wypornościową antenką, sam wstępnie jest wyważony i potrzebuje jedynie korekty na tę właśnie antenkę. Wybacz Ozet ale o finezyjnym łowieniu techniką match ze spławikiem o takiej bezwładności (masie) można zapomnieć. Widać na nim będzie jedynie zdecydowane brania, czyli w grę wchodzą średnie i duże ryby, czyli dokładnie to o czym piszesz z feederem ale całkowicie odwrotnie od zamierzeń Arka, który chce odstawić gruntówkę. Swojego zdania nie zmieniam. Początek ze spławikówką to spławiki od 1 do 2g. Wędzisko jak najbardziej może zostać bo to dobry wybór a także dołożyć do niego jakiś kołowrotek typu match o wielkości 200. Wybór takich spławików nie wyeliminuje możliwości nauki techniki match, pozwoli na tym etapie nauczyć się składania zestawów do techniki odległościowej, która będzie zdecydowanym ułatwieniem. Sprzęt jest dobrany, same spławiki nie są drogie i nie muszą to być od razu wagglery, które po prawdzie w 90% są wzorami do połowu odległościowego a nie match. Przy połowie odległościowym Arek nauczy się obserwować spławik i brania, których w match i przy spławiku Cralusso po prostu nie będzie widział a to bardzo istotny etap do nauki match.
  11. A można się dowiedzieć dlaczego tak ciężki spławik? Zasadniczo początki ze spławikiem to 1-2g albo i mniej w przypadku bata.
  12. Panowie znów jestem w potrzebie. Planuję zakupić przetwornicę napięcia do samochodu aby mieć z gniazda zapalniczki 230V zmiennego, na przykład taką . To tylko przykład aby zobrazować, gdyż nie mam zielonego pojęcia co powinna mieć taka przetwornica aby była dobra. Przetwornica jaką potrzebuję wystarczy jak będzie miała 150W na wyjściu. Liczę to tak: 100W laptop + 3W ładowarka od komórki + max 5W ładowarka akumulatorków + mały zapas i straty na przetwornicy. Dodatkowo wybór pasuje do instalacji samochodowej, gdyż 15A to żadna rewelacja u mnie i takie jest gniazdo dodatkowe, a podstawowe ma nawet 30A. W efekcie nic nie będę musiał przerabiać. Aha, dla dociekliwych. Na wolnych obrotach ok 850obr/min alternator podaje 60A. Prosze podzielcie się wiedzą. Kilka godzin w sieci i odpowiedź znalazłem. Nie wiem jeszcze wszystkiego dokładnie ale problem został rozwiązany.
  13. To ja jeszcze dorzucę link do strony z power point
  14. Ilu wędkarzy tyle teorii i każdy ma rację. Ja też mam swoją, zupełnie odmienną od prezentowanych. Podstawą od której wychodzę to sam węch. Próba porównania węchu ludzkiego z węchem ryby to porażka na samym starcie. To tak jakby chcieć porównać węch człowieka z węchem psa. W przypadku człowieka już trudno mówić o węchu, to raczej rozpoznawanie wielu zapachów, stosowany niemal wyłącznie w kulinariach. Pies jak i inne zwierzęta nie mają takiego dylematu. Zapach mówi im czy zbliża się zagrożenie, czy wróg, czy przyjaciel, czy też coś smakowitego na "ząb". Ryby również nie mają dylematów związanych z kunsztem wędkarza wznoszącego się na szczyty własnej przebiegłości podczas dosmaczania zanęty a jedynie rozpoznają wyżej wymienione. A czułość węchu mają o wiele większą od psa i jest to poważny problem sprawiający, że zanęta tylko minimalnie zbytnio dosmaczona przekazuje sygnały zagrożenia a nie, że otwarto nową stołówkę. Z drugiego końca kija koniecznie trzeba brać pod uwagę, a o czym pisał Splawik66, że to co dla nas pachnie paskudnie dla ryb może być obietnicą wielkiego żarcia. Są jednak prawdy ogólne przy zapachach i najważniejsza jest ta dotycząca zapachów i smaków słodkich. Otóż zbyt duża ilość zapachu lub smaku słodkiego przechodzi w gorzki. Tak, to prawda. Coś co jest słodkie jest słodkie, ale jak to jeszcze dosłodzić kilkunastoma dawkami to zaczyna być wyczuwalny gorzki zapach lub smak. Kwaśny zapach i smak to zawsze dla ryb zagrożenie. Niezmiennie, a co może co poniektórych zaskoczyć, kojarzy się to rybom z fermentacją czegoś w wodzie a w praktyce strefę beztlenową. Z tego też powodu już od wielu lat nigdy nie stosuję ziemniaków i chleba w zanęcie, w ogóle. Czasem stosuję bardzo skuteczny makaron ale tylko w przypadkach gdy wiem, że leszcze go wyjedzą do ostatniego kawałka. W przeciwnym wypadku można pozbawić tlenu kawał wody. I na koniec ciekawostka. Ci co mnie znają pewnie wiedzą od ilu lat noszę ze sobą w torbie wędkarskiej popielniczkę, bo ja nie pamiętam, tak dawno to było jak zacząłem. A zacząłem dokładnie wtedy, gdy czytałem o różnych truciznach w wodzie i że jeden niedopałek w ciągu kilku godzin skaża metr sześcienny wody a w efekcie o wiele większy obszar wody, ktory ryby również omijają wyczuwając truciznę w wodzie. Reszta to nasza nieujarzmiona fantazja i magia, która ma sprawić, że ryby same będą wyskakiwały na brzeg, prosto do wiaderka z zanętą.
  15. Jest zalecenie wewnętrzne ministra MSWiA sprzed kilku lat aby jakiekolwiek patrole odbywały się co najmniej w składzie dwuosobowym. Zalecenie dla jednostek podległych jak i służby cywilnej. Jednostki podległe - tego chyba nie trzeba tłumaczyć, a cywilne to właśnie PSR, Straż Miejska, czy inne straże przemysłowe. Zalecenie nie jest jednak składową toku służby i patrol jednoosobowy jest możliwy, choć to działanie w stylu kamikadze.
  16. Temat dedykuję Ozetowi, który nudzi się niemiłosiernie i brak mu rozrywki. Od dłuższego czasu dość cyklicznie nachodzi mnie pewien dylemat moralny związany z zasadniczym przesłaniem internetu a mianowicie wymianą informacji. Sama wymiana nie stanowi dla mnie problemu ale zagłębiając się w szczegóły naszego hobby uwydatnia się część poradnikowa. Rady, porady, własne doświadczenia to bardzo cenne wiadomości, które pomagają przechytrzyć rybę. W nich jest też mała cząstka porad, która właśnie spędza mi sen z oczu i nim cokolwiek napiszę dziesięć razy analizuję tekst, czy aby nie pomogę…kłusolowi.No własnie. Czasem posty-pytania o sprzęt są formułowane w sposób jasny i nie ma wobec nich wątpliwości. Często jednak piszący wcale nie ukrywa swoich zamiarów, zapewne nieświadomie, i wprost pyta o sprzęt w sposób jednoznacznie sugerujący iż nie ma karty wędkarskiej oraz licencji. Co więcej z takiego pytania nie wypływa nawet chęć zalegalizowania swoich zamiarów połowów wędkarskich.I tu jest dylemat. Czy posądzając pytającego o niecne zamiary mam prawo potraktować go jako kłusola, czy też nie powinienem wyciągać pochopnych wniosków choćby miały jak najbardziej logiczne uzasadnienie? A może powinienem czekać na oficjalne stwierdzenie “jestem kłusolem” aby w spokoju sumienia jawnie odmówić porad w procederze, który z samego założenia działa na niekorzyść wszystkich tych, którzy odkładają grosz do grosza przez cały rok aby mieć na opłaty?Brzmi to trochę melodramatycznie ale nie ma co się oszukiwać. Jednemu wydatek na opłaty nie sprawia najmniejszego problemu a innemu wiąże się z dość dramatycznym pasmem wyrzeczeń. Wyrzeczeń, które mają tylko jeden cel - opłata pozwolenia na legalne uprawianie swojego ukochanego hobby.Nasze prawo przewiduje taką sytuację i wyraźnie mówi, że winę należy udowodnić. Jednak czy mój dylemat moralny upoważnia mnie w jakimkolwiek stopniu do jawnego podważenia legalności pytającego? Na pewno nie i nie mam co do tego wątpliwości. A może jednak, w razie wątpliwości, powinienem reagować? Nie wiem.Jak mawiają co dwie głowy to nie jedna, więc może choćby spróbujecie mi pomóc w rozwiązaniu tego dylematu, gdyż lubię spać spokojnie.
  17. Kilka lat temu miałem "ciężkie" przejścia z feederem Mikado po złamaniu szczytówki. Przez pół roku nie potrafili dopasować lub sprowadzić i sprzedać mi jej. W końcu okazało się, że zgubili środkowy skład. Dopiero realna groźba postępowania cywilnego sprawiła cudowne odnalezienie składu ale szczytówki i tak nie dopasowali.
  18. W znanym mi Robinsonie sygnalizator włączał się po załączeniu wolnego biegu. A może być tak, że już bateria padła.
  19. To prawda ale różnorodność poglądów w jednej i tej sprawie nie musi być zła. Doświadczeni wędkarze potrafią wyłuskać potrzebne dla siebie informacje, gorzej z początkującymi, którzy mieliby mętlik w głowie. Według mnie podstawową przeszkodą jest to, iż wiekszość wydawnictw posiada już fora, na których udzielają się Redakcje. Rozdrobnienie na inne fora nie służy żadnemu wydawnictwu w realizacji jego celow i kwestia finansowa nie jest tu brana pod uwagę. A ja, ja jestem tu jak najbardziej prywatnie.
  20. Dzięki Michnik. Od tubylca najwięcej dobrego słyszałem o Rudej Wodzie. Właśnie jestem na etapie namierzenia czegokolwiek i chyba bez wizyty w nadleśnictwie się nie obejdzie. A to może być już problem, bo żaden leśnik nie lubi jak mu jeżdżą po lesie a szczególnie suchym latem.
  21. Wszystkiego najlepszego w tym dniu dla wszystkich moczykijów. Przyznam się Wam jednak szczerze, że absolutnie nie czuję tego święta.
  22. To jeszcze podaj porę dnia lub jakąś godzinę, znaczy od... i już wszystko będę wiedział.
  23. O widzisz, dzięki, nie wyjdę na gamonia.
  24. 4 lipca, załatwione. Jakąś pasiastą flagę z gwiazdami przywieźć? Bo to ich święto. No chyba, że nie przewidujesz sztucznych ogni, to wtedy nie będe się wychylał. Nawet pasuje taki układ. 10.06 ruszę nad Pilicę i posiedzę tam sobie trochę. O zaopatrzenie się nie martwię, Jotes dopilnuje sprzetu albo zaopatrzy w prowiant. Potem tydzień nad Wartą i będzie jeszcze tydzień dla Michu. Ale, ale, 4.07 to środek tygodnia a nie weekend? No zakładam, że wiesz co piszesz.
  25. Panowie rozpoczęcie wakacji mam zaplanowane na początek czerwca a zakończenie w połowie września. A co. Jak wakacje to na całego. Termin nie wziął się z kosmosu i wiąże się z innymi zadaniami w tym okresie, a które planowane od dawna mają teraz szansę na realizację. Nawet jeśli siłą rzeczy wyjazd przesunie się na połowę czerwca to i tak będę kończył w połowie września, dokładnie po drugim weekendzie, na który też już mam plany. Mało czasu kruca bomba. Chciałoby się więcej a i tak coś może wypaść z planu abym zdążył na czas nad Wytczok. Albo się przedłuży Pilica lub Warta. Jeszcze nie wiem, nie gadałem z "grubą rybą" o dokładnym terminie. Niestety, dla Michu, najsłabszym ogniwem jest przystanek Bydgoszcz. Tam tylko te 4-5 dni w czym 3 połowu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...