Słusznie Wind. Bez zezwolenia to można sobie oczko wodne zapodać z wodą do kostek a i to nie za duże.
Wpierw projekt budowlany w pełnym tego słowa znaczeniu, złożyć w gminie i czekać na odpowiedź. Z tego co pamietam staw od hektara w górę wymaga dodatkowo opini wydziału środowiska w sprawie wpływu na środowisko. Nie wolno też zapomnieć o fakcie - skąd woda. Jeśli z jakiegoś cieku to dodatkowo zezwolenie/umowa z RZGW - operat wodno-prawny. Jesli wypełnienie naturalne, to kolejna kwestia natleniania, gdyż ryby się poduszą a jak trafisz na żródło, to znów RZGW na szczególne korzystanie z wód podziemnych oraz odpływ. Dlatego 99% stawów jest przepływowych, żeby nie trafić na jakieś źródło, bo bida, a także samo czyszczenie stawu jest prostrze, w końcu się zamula i to poważnie.
No i coś o czym mało kto myśli. Po otrzymaniu zgody i wszelkich zezwoleń zabierzesz się kolego za kopanie. Wykopiesz, urządzisz, dopieścisz, zarybisz a jak Ci się do stawu wprowadzi wydra to będziesz miał dla niej piękny karmnik, gdyż jest ona pod pełną ochroną.
Całość wygląda strasznie i najlepszym rozwiązaniem byłoby udać się do gminy i po prostu po ludzku pogadać i dowiedzieć się, czy w ogóle jest to możliwe i co potrzeba. Piszę o tym ponieważ plan zagospodarowania przestrzennego w gminie dotyczy wszystkich gruntów, nawet tych prywatnych i nie może kolidować z planami gminy. Grunt pod staw trzeba przekwalifikować i to może okazać się niemożliwe choćby wszystko inne byłoby spełnione.