Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Woldi słuszna uwaga. Chciałem tylko, aby ilość informacji w jednym poście nie była zbyt duża, gdyż elaboraty nudzą czytelnika. Wind absolutnie nie miałem konstrukcji forum na myśli. Miałem na uwadze wyłącznie dyskusje, w których niektóre przedstawione problemy powstają w głowach ludzi wyłącznie przez tych, co mylą pojęcia. Najczęściej niezamierzenie ale tak jest. Takie sztucznie powstałe problemy stwarzają zamęt w głowach tych, którzy już czegoś próbowali. Problemy się nawarstwiają, gdyż pojęcia, ktore posiadają już znaczenie nabierają nowych. W tym też momencie ma to związek z wędziskami i to wbrew pozorom bardzo ścisły. Teraz, osoby które wiedzą jakie znaczenie ma sprzęt w wedkarstwie, mogą sobie spokojnie ten akapit odpuścić. Wędkarstwo nowoczesne nie zaczęło się wczoraj ani z nowymi technologiami. Rozpoczęło się po drugiej Wojnie Światowej i trwa do dziś, choć najmłodszym dzieckiem jest metoda spinningowa. Wcześniej po prostu nie było odpowiedniego sprzętu. Zmiany w sprzęcie nastąpiły gwałtownie ale idea wędkarstwa nie zmieniła się ani o jotę. Podział systematyczny, jaki podałem, istnieje od wspomnianego okresu. Tu też się nic nie zmieniło oprócz...marketingu. Nie było kiedyś wędzisk nazywanych "bolonka" - nie było. Były za to piękne, smukłe, sześciometrowe bambusy, którymi łowiono na przepływankę odległościową. Chyba przyznacie rację, że przepływanka odległościowa nie powstała dekadę temu wraz z pojawieniem się tych wędzisk i nazwanie techniki metodą, to lekka przesada. Nie było kiedyś wędzisk typu feeder - nie było. Były za to wszelkiej maści gruntówki ze sztówkami od cieniuteńkiej do grubej jak palec. Ktoś wpadł na pomysł aby wskaźnik brań umieścić w wędzisku jako szczytówkę i to ma decydować o tym ,że to nie technika a metoda? To co w takim razie z innymi wskaźnikami jak bombki, małpki a nawet elektroniczne sygnalizatory? Nie było kiedyś lekkich spinningów - nie było. Wędziska były przeróżne a najbardziej zapamiętane to te klejone z tonkinu. Czułe i delikatne a jednocześnie bardzo wytrzymałe. Dziś królują węglówki wszelkiej maści a marketingowcy tak rozdrobnili wyroby, że praktycznie każda grupa otrzymała swoją nazwę od konkretnych gatunków lub wręcz jej przeznaczenie jest skierowane do jakiejś metody. I tak to wygląda w najogólniejszym zarysie. Moim zdaniem nie wolno ulegać nurtom marketingowym, bo można na tym nieźle się przejechać. Ot choćby taki feeder. Z nim zresztą jest związana pewna teoria spiskowa i w sumie nie wiadomo, czy brytyjczycy ukradli projekt niemcom, czy na odwrót. Faktem jest, że feeder zaprezentowany został na targach w Wielkiej Brytanii a winklepicker w Niemczech i to w tym samym dniu. Faktem też jest, że marketingowcy od momentu przełomu technologicznego w włóknach węglowych i żywicach podzielili te wędziska wpierw na: light feeder, feeder i heavy feeder, po czym light feeder zmienił nazwę na picker. A przecież ciągle jest to samo wędzisko, tylko cw się zmienia. Podobnie jest z karpiówkami i tu znów brytyjczycy maczali w tym swoje paluchy. W ciężkich gruntówkach zlikwidowano cw, dodano lbs i przerobiono całość na całkiem nową miarę krzywej ugięcia. Strzał w dziesiątkę, gdyż wędkarze "łyknęli" przynętę jak głodna rybka. Post robi się zdecydowanie za długi, więc pozwolę sobie go zakończyć swoją własną myślą, z którą absolutnie nie trzeba się zgadzać. Nowe technologie są dobre i użyteczne. Warto z nich korzystać, gdyż łowi się przyjemniej a sprzętem łatwiej operować. Nie dajmy się jedynie omamić marketingowcom. Nie dajmy sobie wcisnąć całego majdanu akcesoriów dedykowanych np: metodzie feeder, gdyż jedynym efektem takiego zakupu, będzie dwukrotnie wyższa zapłata, niż zakup tych samych akcesoriów przeznaczonych do ciężkiej denki.
  2. Nie jestem jakimś dinozaurem, choć do najmłodszych nie należę. Widzę też na forum, że jest tu kilka osób w wieku bardzo zbliżonym do mojego, czyli osób wychowanych wędkarsko na Wyganowskim, Rozwadowskim, Andrzejczyku, Stupkiewiczu, Skarżyńskim, Paladino i wielu, wielu innych jak Paruzel, choć w tym przypadku akurat jestem z Marianem po imieniu. Ale to wychowanie z dzieciństwa a obecnie aktywnym i uznanym autorom szeroko pojętego wędkarstwa także niczego nie brakuje w fachowości. Jednym z nich jest, na pewno Wam znany, dr. Paweł Oglęcki. Zapalony wędkarz, ichtiolog i wykładowca SGGW. Z nim to właśnie w sumie przegadałem wiele godzin na temat kwesti spornych lub często wprowadzających wędkarzy w zakłopotanie. Jedną z nich było rozpoznawanie gatunków ryb karpiowatych i uogólniając doszliśmy do wniosku, że rozpoznanie poszczególnych gatunków w swoich charakterystycznych grupach ryb do 5cm długości jest po prostu niemożliwe, gdyż nie ma jeszcze wykształconych cech charakterystycznych dla poszczególnych gatunków. No ale ja akurat nie o tym chciałem. Na tym forum jestem od niedawna. Nikt mnie nie namówił, nikt nie przysłał reklamy, to zasługa Winda, który sprytnie podsunął mi "przynętę" z linkiem a z tego, co już zaobserwowałem, te forum zasługuje na to co najlepsze, gdyż osoby tu obecne potrafią ze sobą rozmawiać a nie kłócić się. Niemniej przez ten czas zauważyłem to, co dzieje się w całym wędkarskim światku internetowym, a co prowadzi do nieporozumień lub niedopowiedzeń. Prowadzi także do błędnych wniosków, które utrwalając się w świadomości młodych wędkarzy doprowadzają do poważnych nieporozumień. Chodzi mianowicie o systematykę naszego wędkarstwa a wiadomo wszystkim, że gdy wszyscy posługują się tym samym systemem, to rozmowa staje się naprawdę rzeczowa, gdyż nie trzeba się domyślać, co autor miał konkretnie na myśli. Wracając do rzeczonej systematyki warto może przemyśleć, to czego zostałem nauczony i jak wspomniałem wcześniej, zapewne nie tylko ja., czyli jak podzielić metody połowu. Metody połowu są tylko trzy: 1. Gruntowa - ze spławikiem lub bez 2. Spinningowa + trolling 3. Muchowa Cała reszta to jedynie techniki. Oczywiście nikt nie musi się ze mną zgadzać i dlatego prosiłem o przemyślenie tematu. Na pewno będzie się wygodniej rozmawiało, gdy od razu będzie wiadomo o co chodzi, no przynajmniej mnie. Nie ukrywam, że chciałbym się do tematu odnieść szerzej ze szczególnym uwzględnieniem wędzisk, ale mam obawy, że dla niektórych może to byc szok.
  3. Może napisz po co lub do czego go kupiłeś, to będzie wiadomo co odpowiedzieć. Miło by było jeszcze przeczytać jakie ryby (wielkość) zamierzasz łowić i w jakiej wodzie (nurt, spokojna).
  4. Odpowiednie do bazy jaką zrobisz. Nie mam zielonego pojęcia czego będziesz używał.
  5. Wybacz ale niektóre pytania mnie "rozwalają". Google pogryzło? Na Allegro też jest szukajka i nie trzeba wielkiej praktyki aby znaleźć TO . A co do Google to po wpisaniu "formy jigowe" drugi link daje Ci piękny wybór Seitenubersicht Zaraz będzie, że to za granicą. No to kolejny link z Google i jest formywedkarskie.pl Troszeczkę chęci a nie tylko na gotowe.
  6. Mam nieodparte wrażenie, że Szymonxx nie chce łowić amatorsko lecz wyczynowo te leszczyki, dlatego potrzebne mu sito. Ilość zanęty na zawodach jest ograniczona a gotowany makaron jest po pierwsze selektywny, a po drugie ciężki. Z tego co pamiętam dla sędziów istotny jest limit wagowy suchej zanęty a to już praktycznie eliminuje makaron lub inne zaparzane składniki. Jeśli jest tak jak piszę to trzeba inaczej podejść do tematu. Zanęta, o ile nie ma innego zamiaru, musi być dobrze przetarta aby ją napowietrzyć i dokładnie rozdrobnić. Zanęta skawalona nie pracuje prawidłowo w wodzie lub wręcz nie pracuje wcale. Wszystko zależy od tego czy ma się rozpadać na dnie i uwalniać cząstki, czy też pracować smużąco. Te informacje powinny rozwiać wątpliwości co do rozmiaru oczek, gdyż rozmiar jest ściśle zależny od wielkości cząstek w zanęcie. Jak oczka będą zbyt małe, to grubsze cząstki zostaną na sicie. Jeśli za duże, to drobne cząstki będą jak "kluchy", nieroztarte. Warto przemyśleć rozwiązanie jakie jest stosowane powszechnie przez zawodników. Robią drobną zanętę, dokładnie rozcierają a dopiero po wszystkim dodają robaków, które normalnie nie przeszłyby przez oczka. W tym przypadku można zrobić podobnie. Całość drobnej zanęty przetrzeć a grubsze składniki, jak orzechy, kukurydza, itp, dodać po rostarciu i dokłądnie całość wymieszać.
  7. Jak gram to zawsze na stronie Lotto. Przynajmniej mam pewność, że nikt się nie pomylił.
  8. To jest: - dowcip - porada - wskazówka - ostrzeżenie Niepotrzebne proszę skreślić. Danielu. A przy okazji. Czy Ty aby nas nie obrażasz?
  9. Arczi skąd taka niemoc? Nie chce mi się wierzyć, że wolisz zostać przestępcą niż nieco się wysilić i odpoczywać w pełni tego słowa znaczeniu. W przypadku kontroli, nie posiadając karty wędkarskiej i dowodu tożsamości kłopoty masz gwarantowane i to bardzo poważne. Nie posiadając meldunku w kraju możesz dostać mandat płatny na miejscu albo, gdy trafisz na "urzędasa", zwinie Cię policja, zostaniesz zatrzymany i trafisz przed Sąd Grodzki. A uwierz u nas służby lubią takie akcje popisowe tym bardziej im mniejsza mieścina. Zrób to co każdy rozsądny i udaj się ze sprawą do ambasady lub konsulatu. Uzyskanie karty wędkarskiej może być prostrze niż się wydaje, gdyż prawo wyraźnie rozróżnia obywateli polskich i cudzoziemców jednocześnie wyznaczając egzaminatora do terenu zameldowania zainteresowanego. W Twoim przypadku żadna organizacja polska nie może przeprowadzić egzaminu, gdyż nie posiadasz naszego meldunku i fizycznie tu nie mieszkasz, więc pozostaje tylko rozwiązanie dyplomatyczne. Jednocześnie państwo nie może odmówić Ci uzyskania takiej karty, gdyż byłoby to ograniczenie Twoich praw jako obywatela. Jak posiadasz kartę innego państwa, to nie powinno być większego problemu, pozostaje jedynie kwestia naszych przepisów i opłat, które w zależności od dzierżawcy albo są jednakowe dla wszystkich, albo rozdzielone na członków i niezrzeszonych (PZW). I jeszcze jedna kwestia. Jeśli nie masz możliwości zdania egzaminu, bo po prostu nie mieszkasz w Polsce, to w przypadku braku możliwości uzyskania karty drogą dyplomatyczną pozostaje kontakt i przedstawienie sprawy w ZGPZW.
  10. Woldi no to mnie uspokoiłeś, bo już jakieś głupoty mi po głowie chodziły. O "warunkach bojowych" to nie miałbym odwagi pisać z takim przekonaniem. Nic nieszczęśliwego jeszcze Ci się nie zdarzyło i oby to nigdy nie nastąpiło, czego szczerze Ci życzę. Niestety serwisy mają całkowicie odmienne zdanie od Twojego a Jaxon prowadząc politykę pro-kliencką nawet nie dochodzi, czy to problem szczytówki, czy wędkarska nieumiejętność i wymienia. Co do wiatru to jest prawda oczywista. Wiatr i fala potrafi zirytować. Co do warunków w wodzie, to pisząc o lekkim koszyczku i twardszej szczytówce nie czujesz sprzeczności?
  11. Woldi życzę dalszych sukcesów zarówno w połowach jak i tak "udanych" interpretacjach moich wypowiedzi. Nie wiem czy nadepnąłem na odcisk, czy też to jakiś cel. Nie trzeba wielkiej wyobraźni gruntowca, wystarczy niewielka praktyka aby wiedzieć, że optymalnym obciążeniem do spokojnych najdalszych rzutów jest 60g. Dla feedera 60-80g to maksimum lub jego "niemal" i próba zarzucenia siłowego kończy się jak się kończy. Agresywne rzuty są jak najbardziej możliwe ale przy minimalnym obciążeniu, gdyż szczytówka w takim przypadku wygina się o 180° w stosunku do wędziska a przeciążona pęka tuż powyżej obsadzenia. Zaintrygowały mnie jeszcze dwie rzeczy. Ten dobór od warunków atmosferycznych to chodzi o temperaturę, wilgotność czy ciśnienie? Co masz na myśli pisząc o warunkach panujących w wodzie? O pickerze jako nieistniejącym wędzisku, a raczej jako funkcjonującej nazwie handlowej feedera nie wspominam, bo równie dobrze można pisać o nieistniejącym heavy feederze. Zastosowanie tej nazwy u tak zaawansowanego wędkarza zaczęła mnie zastanawiać, gdyż zakładam, że znasz historię powstania dwóch wędzisk, od których to wszystko się zaczęło.
  12. To jeśli można, wyłacznie na jezioro w zupełności wystarczy z cw do 60-80g. Nie, nie upieram się ale w zestawach jeziorowych nie potrzeba sprężyny z dociążeniem i sama zanęta wystarczy. To z kolei wskazuje, że można zastosować o wiele cieńsze żyłki, z których 0,26 jest dla wersji najcięższej a standardem jest stosowanie 0,18. To już jest gruntowa finezja, a więc i delikatność. Pomogą w tym szczytówki od wspomnianych feederów gdyż do wykorzystania będą wszystkie a przy wykorzystaniu małej sprężyny dającej z zanęta max 15g, obciążenia i przy najdelikatniejszej szczytówce, to na niej będzie widać jak lin ssie robala. Wszyscy dobrze wiedzą jak chimerycznie potrafią brać płocie, nawet te 30cm. Obżarte skubią przynętę niczym znudzone dziecko mieszające w talerzu widelcem. A najmocniejsza szczytówka w takim zestawie, cóz, najmocniejsza mówi sama za siebie Jest dla ekstremalnej sytuacji, gdy trzeba miotnąć te 50m z brzegu. Jednak ile takich sytuacji nas spotyka? Ile razy jedzie się w kompletne nieznane? Przy internecie i Google map jest to obecnie wręcz niemożliwe by wybrać się gdzieś i nic wcześniej się nie dowiedzieć. Decyzja jednak należy do Ciebie, gdyż to Ty wiesz, czego tak naprawdę Ci potrzeba.
  13. Nadal nie jest, choć widać znaczną poprawę. Nie można w jednym miejscu pisać o gromadzeniu danych osobowych i podawać do tego konkretny przepis a w drugim miejscu pisać, ze nie gromadzi się danych osobowych poza cookies. Skoro się gromadzi to też potrzebne są dane identyfikacyjne firmy, które pozwolą, każdemu chętnemu do rejestracji, możliwość sprawdzenia zezwolenia ministra na takie gromadzenie danych. Wymogi są ostre i mało kogo stać na takie działanie. Nie można też wprowadzać zapisu bezwzględnego ograniczenia możliwości wyboru poprzez zmianę regulaminu, którego ustanowienie ważności wynika bezpośrednio z publikacji na stronie portalu a co oparte jest na wcześniejszej informacji o gromadzeniu danych osobowych. Za takie działanie TP S.A. zapłaciło bodaj 4mld zł kary. Zresztą nie tylko oni ale i inni operatorzy oraz niektóre banki. A ten zapis: "Administratorzy zastrzegają sobie prawo do przejęcia części lub całości treści opublikowanych przez użytkownika. Użytkownikowi z tego tytułu nie przysługuje wynagrodzenie." to czysta chęć trafienia na szubienicę. Proponuję zapoznać się z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Mam nadzieję, ze tymi konkretnymi wskazówkami choć trochę pomogłem. Jeśli wzbudziłem gniew to przepraszam, nie było to moim celem, gdyż gdybym w tym przypadku miał być wredny, to po prostu wcześniej bym się zrejestrował.
  14. W nowym sezonie spróbuj mieszać płatki owsiane z płatkami jęczmiennymi w proporcji 1:1. Płatki jęczmienne są mniejsze, niemal białe i nie kleją. Nie będą tak sycić ryb, choć w rzece to praktycznie niemożliwe. Zanęty - temat rzeka, szczególnie te, które wykonuje się samodzielnie, a których skład i spoistość można niemal idealnie dopasować do łowiska. Moja zanęta uniwersalna do koszyczka to: paczka (400g) płatków owsianych, paczka (400g) płatków jęczmiennych, paczka (500g) ugotowanego makaronu gwiazdki, 2 pudełka (standardowe) białych robaków, 125g (pół szklanki) parzonego pęczaku i 40g (2 opakowania) granulowanego czosnku. Ważna sprawa, pęczak do zanęty dodaje się wystudzony bo inaczej zacznie się zanęta poważnie, sama z siebie dzięki płatkom owsianym, kleić. Na kule zanętowe "pod spławiczek" jest prawie to samo z tym, że dodaję paczkę (250g) otręb pszennych/żytnich, zmniejszam ilość płatków owsianych całych do połowy, za to drugą połowę mielę w młynku elektrycznym do kawy (u mnie wyłącznie do zanęt ) i dodaję zamiast kleju. Również pęczak dodaję od razu po zaparzeniu a gorąca woda wyraźnie wspomaga klejenie przez mielone płatki. Kule można lepić od razu a zlepione pozostawić na wierzchu aby nieco podeschły. W ogóle zabawa ze sklejaniem zanęt przynosi wędkarzowi korzyści. Nie zawsze tak jest, ze można bezkarnie wrzucić całą kulę, nawet małą, w łowisko. Często, gdy dno jest muliste, jest potrzeba aby zanęta doleciała te kilkanaście metrów cała i rozbiła się "na drobne" o taflę wody. Wtedy nie ugrzęźnie w mule kilkanaście centymetrów, lub głebiej, poniżej jego powierzchni.
  15. Heh. Nie muszę się zgadzać ale jak najpoważniej szanuję Twoje zdanie. Najwidoczniej mamy zupełnie inne doświadczenia.
  16. Teoretycznie tak ale tylko teoretycznie. Wszystko opiera się na czasie w jakim zostanie wyholowana i naprawdę taki potwór po kompletnym zmęczeniu ściągany jest jak worek. Wytrzymałość czlowieka ma tu kluczowe znaczenie i jeśli jest w stanie wytrzymać kilkadziesiąt kilogramów non stop przez kilka godzin, to czemu nie. Całej masy nigdy nie będzie utrzymywał, bo od tego właśnie są hamulce w kołowrotkach, choćby ustawione na 100kg. Wszystko można wyliczyć matematycznie i nie chodzi o prawo archimedesa, bo to nie jest wyporność. Nie wiem jak się do tego dobrać ale na pewno musi być brana masa bezwładności ciała - ryby, opór wody, długość wędziska - jako ramię przyłożenia siły, i siłę człowieka. Wytrzymałość sprzętu można pominąć, bo nie ma ona wpływu na wyliczenia ale pas z gniazdem na dolnik już jak najbardziej. To nic innego jak podstawy fizyki/mechaniki i zabawa z belką oraz punktami podporu. Z holowaniem ryby jest jak z pchaniem samochodu. Nikt półtorej tony nie podniesie ani nie przesunie na podwoziu za to na kołach już jak najbardziej. Zmieniają się opory toczenia i odpowiednikiem tego jest woda. Nie pamiętam już gdzie czytałem, czy gdzie usłyszałem, więc proszę nie brać tego jako pewnik, a chodzi o to, że siła poziomego ciągnięcia przedmiotu w wodzie zależy od jego przekroju poprzecznego oraz masy pomniejszonej do 10% masy rzeczywistej. Skleroza już zaczyna doskwierać, więc wybaczcie, po prostu nie jestem tego pewny ani nie pamiętam źródła. Natomiast bezsprzecznie kojarzy mi się to z konstruowaniem dryfkotwy, o której bez problemu znajdziecie informacje w necie i mimo jej śmiesznie małej wagi kilkunastu dekagramów może ona wytworzyć opór kilkuset kilogramów.
  17. Jak złowiłem swojego pierwszego suma 20+ to przez kilka minut nie mogłem wstać z ziemi i ustać na nogach. Nogi jak z waty i trzęsły się jak galareta. Notabene ręce też. Dziwne w tym wszystkim jest to, że takie delirium złapało mnie dopiero po jego wyciągnięciu na brzeg. Adrenalina może zabić ale ta prawdziwa, za pierwszym razem. Za drugim, trzecim, fafnastym, to już tylko rytuna. Niemniej, przy mocowaniu się z rybą, nawet przez jedynie kilkanaście minut, mocno odbija się na stawach rąk, i to wszystkich, oraz mięśniach. Siłownia to pikuś. Po tych kilkunastu minutach zakwasy są takie, że żaden środek przeciwbólowy nie pomoże. W związku z tym mam wielkie wątpliwości by jedna osoba, bez zabezpieczeń, holowała bez uszczerbku przez godzinę olbrzyma a potem jeszcze go dźwigała i pozowała do zdjęć. Wątpliwości to jednak nie zaprzeczenie, bo w końcu może taka osoboba trenowała przez tydzień na siłowni by się przygotować do takiego połowu. A z innej beczki. Z kumplem, z pracy, w miarę często jeździliśmy jego samochodem w rejon Góry Kalwarii na sumy. Ułomkami nie byliśmy ani zasiedziałymi biurokratami, choć fizycznymi nas nazwać nie można było. Pewnego wieczora wziął mu, taki pod dwa metry. Hol czterdziestominutowy, tak około, lądowanie i z powrotem do wody. Fakt faktem to był jego największy, choć go ani nie ważyliśmy, ani dokładnie nie mierzyliśmy. Założenie było takie by go jak najszybciej wyholować i wypuścić by przeżył. Po wszystkim, mimo, że słonko jeszcze nie zaszło, nie wróciliśmy do domu. Musiało minąć kilka godzin by przeszedł mu ból i mógł kierować. A może jeszcze jedno. Mnie przy tym nie buło ale kumple dłuuuuugo o tym wspominali przy "złocistym". Wybrali się nad rzekę by poganiać spinerkami okonie, które tam akurat dość obficie się ujawniły. Pech chciał, że na dość delikatny zestaw przywalił sandacz. Rybsko było niemałe, wędkarz ambitny i przez niemal godzinę ciągało go na wędce po brzegu. Tak jakieś 200m w jedną stronę a jak dopłynęło, to zawracało z powrotem. Ryba wygrała. Przytrzymał mocniej, żyłka się zerwała i to chyba w ostatniej chwili. Chłopaki zastanawiali się już nad wezwaniem karetki, bo nie tyle oddychał, co łapał powietrze niemal je gryząc. Na szczęście w miarę szybko doszedł do siebie, zaczął normalnie funkcjonować ale wstał dopiero po godzinie. Ryba go zabiegała. Proszę nie mówić, że wędkarstwo to statyczne, beztroskie i na swój sposób leniwe spędzanie czasu.
  18. Docio

    Propilki 2

    Jak znam życie to miejsce się znajdzie. Dla Krzysia też.
  19. Wind bo z wiekiem spada zapotrzebowanie na kasę a rośnie na święty spokój.
  20. Wszyscy jesteśmy ze wsi a nawet z jaskiń. Historia jest bezlitosna jak matematyka. Spróbuj zrozumieć otoczenie, ich problemy i dążenia. Eeeee moralizować to ja Ci nie będę. Sam musisz przez to przejść. Napiszę inaczej. Dla mnie dzieci, te małe, to też ludzie. Mali ludzie ze swoimi wielkimi problemami. Choć dla nas dorosłych mogą wydawać się śmieszne, to dla nich często są barierą nie do przeskoczenia. Po prostu inny świat, inne zależności, inne marzenia, ale to ich świat, w którym muszą się dogadać. I kij z tymi co Cię traktują z góry. Rób swoje, zwracaj się o pomoc do najbliższych a nim się zorientujesz Twoje otoczenie zmieni się, na podobnie dążących do tego samego celu.
  21. A jak ma niby wyglądać taka nieoficjalna rozmowa? Szepty na ucho? Forum jest tak bardzo nieoficjalne, jak fakt nieistnienia w nim sklepu zainteresowanego. Uważasz, ze ta grupa testerów-zapaleńców, wydających swoje własne pieniądze oparła swój biznes na sporadycznych poradach w necie? Genialne! Tylko jak ściągnąć ludzi z całej Polski do takiego sklepu? :D Przepraszam Woldi ale dawno już nikt mnie tak nie rozweselił. A może zamiast snuć teorie spiskowe, to może spowodować by zaufanie takich testerów wobec forum wzrosło? Może zamieszczą zdjęcia ze swoich wypraw i będzie można podejrzeć sprzęt lub wprost o niego się dopytać. Wzajemne zaufanie buduje się małymi kroczkami, nie ma sensu od razu grodzić się drutem kolczastym.
  22. Uczciwie napisałem, że to odczucia kumpli. Rozmawialiśmy o tym nie raz i nie dwa. Wiem czego szukali, wiem co dałem jednemu. A czy węglówki nie są aż tak delikatne? Sam odczułem i odczuło wielu nim nauczyli się je transportować.Każdy ma jednak niezaprzeczalne prawo do własnej opinii i zdania, i ja to szanuję. Nie staram się nikogo do niczego przekonać, nie handluję sprzętem ani żadnego nie reklamuję. Staram się jedynie podzielić tym co mi wiadomo i choć brzmi to arogancko, wiem nieco więcej niż przeciętny wedkarz. Z mojej osobistej praktyki, nigdy nie obciążę węgla więcej niż 3/4 cw jeśli potrzebuję miotnąć dalej. Jeśli jednak muszę tę granicę przekroczyć to nie ma siły aby mnie zmusić do wykorzystania mocy wędziska. Pękło Ci kiedyś wędzisko podczas zarzucania? Jak tak to wiesz o czym piszę, a o połamanych wędziskach rozmawia się częściej niż o jakichś rewelacyjnych okazjach, gdyż te muszą popracować u ludzi z rok, aby nabrać jakiejkolwiek opinii. Ktoś, kto po zakupie oświadcza, że jakiś kijek jest dobry lub zły, mówiąc delikatnie nie wie o czym mówi. O pękających szczytówkach węglowych feederów nawet nie wspominam. Już dawno przestałem je liczyć, bo szklane posiadam wszystkie, nawet te najstarsze. Drugim bardzo ważnym weryfikatorem sprzętu są serwisy. Jak ktoś ma dostęp do ich wiedzy, to jest po prostu "Pan". Nigdy nie kupi trefnego badziewia. Trzecim weryfikatorem jest grupa "wariatów" (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy z czystej ciekawości kupują nowości by je testować lub są wprost sprzedawcami i lubią testować to czym handlują, by w razie potrzeby móc wiarygodnie doradzić. To tylko grupka, która niejednokrotnie i na niejednym forum została zakrzyczana przez teoretyków. Może teraz naruszę czyjś spokój ale widziałem tu na forum wypowiedź JKarp. Jeśli to człowiek z Legionowa to serdecznie Cię pozdrawiam Januszku. Waszą rolą jest nakłonienie go do "zeznań", które posiada z pierwszej ręki, gdyż jest sprzedawcą-testerem.
  23. Szymonxx zasadniczo tak i to tym bardziej mocniejszych, im prawdopodobieństwo trafienia szczupaka i troci rośnie. Jednak jeśli ktoś nastawia się na nizinne ciurki i zdecydowanie małe przynęty, to wklejanka nie jest błędem, szczególnie gdy uciąg wody nie jest powalający. Tak, kluczowy jest także uciąg, gdyż przy typowym wklejanka, nawet mocna, nie spełni oczekiwań, gdyż przynęta będzie stawiać wielki opór w wodzie. Kumple, po kolejnym "trafionym" węglu, już kilka ładnych lat temu, dość intensywnie poszukiwali wędzisk z pełnego szkła. Nie łowili na jakiejś Syberi lecz u nas na Roztoczu lub Wkrze. Krzaki jednak wszędzie są tak samo mocne. Zaskakujące jest to, choć może nie dla wszystkich, że faktycznie najlepiej sprawdzała się Germina z lat 80-tych. Nawet w bardzo trudnych warunkach pozwala na przytrzymanie ryby i walkę choćby z krzaków wystawała jedynie szczytówka. A komfort psychiczny przy takiej sytuacji jest niezastąpiony, można skupić się na holu a nie na krzakach by nie strzelił kolejny węgiel.
  24. Może wyda Ci się to niedorzeczne ale szkoła średnia to najpiękniejszy okres w życiu. Czas szaleństwa, błędów, wypaczeń, poznania, dojrzewania pod każdym względem, swobody i minimalnej odpowiedzialności. Młodzieży traktowanej jako dorosłych wybacza się o wiele więcej niż małym dzieciom, choć towarzyszące uwagi bywają bolesne. Wspomnienia na całe zycie.
  25. Napiszę krótko bo sprawa jest dwojaka. Jeśli dostęp z brzegu jest przynajmniej dobry to szukaj wegla. Jeśli jednak będziesz łowił w krzakach, a tak najczęściej przy pstrągach bywa, to niestety ale namęczysz się szukając pełnego szkła. Szkło, bo węglówki nadzyczaj łatwo niszczą się na gałęziach. Nawet nie wiesz jak szybko, co odczuli moi kumple.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...