Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Potwierdzam. Splawik66 to dobry i uczynny człowiek, i nie drażni zaproszeniami na miejscówki, do których nie mam szans dotrzeć. Ale przynajmniej mogę pooglądać.
  2. To wcale nie jest głupie a nie możesz tego pojąć ponieważ jesteś zbyt młody. Twoja wypowiedź to kolejne potwierdzenie słuszności zapisu iż osoby nieletnie nie mogą brać odpowiedzialności cywilnej za inne osoby i ich poczynania.
  3. Jeśli to nie z zakresu "karpiowego fetyszu" to naprawdę chętnie poczytam. Nowej wiedzy nigdy za wiele.
  4. Kapryśna woda to jedno a technika to drugie. Niezależnie od pierwszego technika ma niewielki wpływ na to, czy ryba weźmie, czy nie. Technika pozwala nam skuteczniej osiągnąć cel ale absolutnie nie jest celem samym w sobie. Naturalny mechanizm żerowania dla ryb roślinożernych jest taki sam. Brak brań nie jest potwierdzeniem braku żerowania a zdecydowanie potwierdzeniem faktu, że ryby stwierdziły, iż w ich okolicy nie ma nic atrakcyjnego do pożarcia. Stosujesz różne aromaty, które tu wymieniasz, ale jak dla mnie brak w tym wszystkim jakiegoś punktu odniesienia. Obecnie nadal jest okres wzmożonego żerowania ryb po zimowym zastoju. Temperatura wody podniosła się o kilka stopni a to daje taki skutek, że rybi metabolizm zwiększył się kilkunastokrotnie i musi jeść aby nie paść. Kulki, ciasta, ziarna i inne wynalazki roślinne odstawiłbym do połowy czerwca a teraz stosowałbym jedynie robactwo jako bogate źródło protein dla ryb o własnym naturalnym zapachu, który ryby doskonale znają i wyczuwają. Przezbroiłbym także zestawy tak aby jednym łowić daleko a drugim blisko lecz koniecznie z przynętą na dnie. Gruntówkę pozbawiłbym karmnika, zamontował jedynie niewielki obciążenie 10-30g a na hak 2-3 dendrobeany albo rosówki - do połowu daleko. W spławikówce na hak nadziałbym 2-4 czerwone robaki, w zależności od ich wielkości, i łowił blisko, czyli na skraju pierwszego spadku dna lub w połowie strefy litoralu. Nie ma bata, coś musi wziąść a tym samym uzyskasz punkt odniesienia do dalszych eksperymentów z aromatami. A faktycznie stosowanie obecnie aromatów jest systemem "na dwoje babka wróżyła". Może być skuteczne a może skutecznie wypłoszyć ryby, które czując zagrożenie nie mają zamiaru oddalić się od swoich ostoi.
  5. Wpierw poświecywano latarką na spławik w nocy, potem zakazano światła. Kolejnym krokiem była iluminescencja fosforowa ale okazało się, że wydziela przy okazji szkodliwe promieniowanie. Wycofano z rynku spławiki i zegarki z tak lakierowanymi wskazówkami i cyferblatami. Pojawiło się światełko chemiczne zwane świetlikiem. Długo królowało nad wodami dopóki diody led nie zostały zminiaturyzowane i ktoś je wpakował do antenki a od kila "zasadził" spławikowi baterię. Wersje praktycznie były dwie, te co ciągle świeciły i te co świeciły tylko po przytopieniu spławika. W latach 80-tych ubiegłego stulecia firma Abu-Garcia wprowadziła nowy wobler z pustym kanałem w środku i stalową kulką. Kulka podczas prowadzenia przynęty wytwarzała dodatkowe fale akustyczne drażniące linię boczną ryb. Teraz mamy wibrator 12V w wirówce. Wnioski, proszę koleżeństwa, proszę wyciągnąć samemu.
  6. Złamać może się każde wędzisko niezależnie od ceny. Problem w tym, czy do złamania doprowadziła ukryta wada, czy też nasze działanie. Niezależnie jednak od przyczyny możliwość złożenia reklamacji jest ściśle związana z dowodem zakupu i warunkami gwarancji.
  7. Piotr te 4 elementy bambusowe, które widać na zdjęciach są dość poważnie zniszczone. Musiały leżeć gdzieś na otwartym terenie o czym świadczy zielono-szary kolor. Co ważniejsze to przebarwienie wychodzi od wewnątrz i tylko patrzeć jak się zacznie rozwarstwiać. Reszta to jakieś drewno i nie jestem w stanie określić jakie. Ważne w tym jest to, że to samoróbki zrobione przez kogoś kto miał dostęp do dużej tokarni. Drewno było toczone a support miał ustawioną niewielką zbieżność. Robota fachowca, bardzo dobra robota ale walory użytkowe zerowe. W dodatku patrząc na rynkowe ceny tanich wędzisk przeczuwam porażkę. Według mnie masz dwa wyjścia. Porządnie to wyczyścić, nie unowocześniać, nie lakierować i wystawić jako kolekcjonerskie. To co napisał Splawik z tym 100 lat może okazać się zbyt mało jak na zwykłe drewno. Drugie wyjście jest podobne. Tak samo wyczyścić, zrobić porządne zdjęcia poglądowe dla każdej sztuki oddzielnie i wysłać zapytanie ofertowe do kilku muzeów regionalnych, niekoniecznie wędkarstwa. Muzea regionalne gdzie w regionie są tradycje rybackie mogą się na takie okazy skusić.
  8. Dziękuję.
  9. Czy cennik za pokoje jest tajny?
  10. Ozet do TWA to nam chyba daleko. To co naprawdę niszczy nasze żyłki to chemia w wodzie. Wielokrotnie przekonałem się, że przejrzystość wody nie ma nic wspólnego z jej czystością. Najlepiej to sprawdzić pod koniec łowienia i w 90% zauważy się zmianę koloru żyłki. Wtedy nie pozostaje nic innego jak po powrocie do domu zdjąć szpule i umyć używany odcinek żyłki w wodzie z mydłem. Jeśli tego nie zrobi się istnieje duże prawdopodobieństwo ,ze to nie miękki nalot i powstanie jakby cementowa otoczka na żyłce. Podczas kolejnego rozwijania ta otoczka pęka i kaleczy oraz strzępi żyłkę, która staje się zdecydowanie słabsza.
  11. A na tej również nigdy się nie zawiodłem. Aby było śmieszniej od lat używam różnych średnic jako przyponówki. Konfekcjonowane standardowo po 25m z jednym wyjątkiem, 0,18 kupuję 100 bo to na przypony gruntowe W latach 90-tych namiętnie uzywałem żyłek Sasame do czasu kiedy pojawiły się podróby. Przypadkowo spostrzegłem różnicę pomiędzy wzorem katalogowym a tym co był na stojaku w sklepie. Japończycy nie zmienili nazw żyłek ale zmienili kolory etykiet. Na półce jako aktualne były kolory sprzed roku i tak przestałem ją kupować. Po co mi jakieś dziadostwo za całkiem sporą kasę. Co do dociążenia karmnika to już Twój wybór. Sama zanęta jest niezłym dociążeniem.
  12. Ozet jak Cię lubię, to w życiu bym nie przypuszczał, że i Ty wierzysz w mity o zleżałej zyłce. Jak czytam te wszystkie bzdury o świetle, czy kilku latach leżenia w magazynie, to mnie śmiech bierze. Owszem, leżenie w magazynie może im zaszkodzić jak obok jest jakaś otwarta chemia i to taka, która reaguje z poliamidem. Tak, słowo kluczowe to poliamid. Od dość dawna wszystkie żyłki są produkowane z poliamidu oraz innych mocniejszych tworzyw. Żyłki poliestrowe o grubości 2-3mm występują już wyłącznie jako gospodarcze a i to już raczej rzadko. Jak wspomniałem kluczem jest słowo poliamid. Nikogo do niczego nie mam zamiaru przekonywać, każdy sam może sobie odszukać informacje o rozkładzie poliamidu, utracie jego własciwości i całkowitym rozpadzie na jakiejś stronie ekologicznej lub technologicznej. Nie zdziwcie się tylko jak przeczytacie, że podstawowe własciwości traci po kilkuset latach a rozpad to już piąte pokolenie. Zwykłą reklamówka, której grubość określona jest w mikronach, pierwsze oznaki utraty własciwości ujawnia po 100 latach a rozpad jest po 300 latach. Żyłki są kilkadziesiąt razy grubsze, i to te najcieńsze Natomiast jak najbardziej prawdą jest, że Sufix znany jest z tego iż podane wartości średnicy żyłki są najbardziej realne ze wszystkich mi znanych. Natomiast te wszystkie wytrzymałości i różnice, to zasadniczo marketing i kłamstwo. Nie wiem jak obecnie wygląda sytuacja rynkowa, gdyż Chiny łapią się za wszystko, ale jeszcze dekadę temu na świecie były tylko cztery fabryki produkujące wszelkie rodzaje żyłek.
  13. Katalogowo ma 3,3kg wytrzymałości a że to szmaciarska żyłka to na węźle może stracić i 30% wytrzymałości, więc jest do zamierzonego połowu zbyt cienka. Jest to tylko moje subiektywne zdanie, z którym absolutnie nie trzeba się zgadzać, ale tę żyłkę mam w wyjątkowej pogardzie. A typowo teoretycznie też nie wygląda to za różowo. Musisz mieć ustawiony wyjątkowo precyzyjnie hamulec w kołowrotku jeśli chcesz łowić na granicy wytrzymałości żyłki. Żadnych zbędnych i niedokładnych węzłów. Jedno przeciągnięcie i na wężle żyłka traci 50% wytrzymałości. Sufix jest wyjątkowo miękka żyłką, niemal jak plastelina. Musisz to koniecznie uwzględnić przy montowaniu ołowiu, bo może zostać najzwyczajniej zgnieciona.
  14. Bardzo ładne informacje, szkoda tylko, że nie podałes grubości żyłki. Z drugiej strony jestem nieobiektywny, gdyż od lat nie dotykam tej, moim subiektywnym zdaniem, marnej żyłki nawet długim kijem. Teoretycznie zawsze można potwierdzić lub zaprzeczyć poprawność zestawu.
  15. Nie wiem jak to ująć ale czytając Twoje pytanie wprost - możesz. Domyślam się, że łódź jest zarejestrowana jako do amatorskiego połowu ryb. Nie zabieraj ze sobą wędzisk a nie będziesz miał najmniejszego problemu. Posiadając na łodzi sprzęt, nawet złożony, zawsze rodzi wątpliwości i prowokuje serię całkiem niepotrzebnych pytań.
  16. U mnie też te gatunki nie mają wymiaru ochronnego. Tylko co z tego wynika w sprawie spławika żywcowego? Nic.
  17. Problem z doborem spławika polega na przetestowaniu w praktyce. Sam, przez wiele lat w młodości, stosowałem spławiki 5g na okonia i 10g na szczupaka. Potem zmieniły się przepisy i płotka oraz okoń otrzymały wymiar ochronny 15cm. Potem znów się zmieniły i co jakiś czas ciągle się zmieniały i będą zmieniać, a obecnie w wielu okręgach 18cm to standard dla obu tych gatunków. Trzeba być elastycznym i brać pod uwagę kiedy dany tekst był pisany i jakie wtedy obowiązywały przepisy. Wniosek taki, że trzeba podnieść gramaturę spławików i zmienić zestawy by je dostosować do nowych warunków pracy, co mało kto robi a to prowadzi wprost do stresów na łowisku. Jeśli jednak ktoś wyłowi podrywką uklejki 5cm na przynętę, to na szczupaka wystarczy spławik 5g. Osobiście przy płotce 15cm w swoim zestawie stosowałem spławik 20g i wcale nie był za duży. Skutecznie łowiłem na swój zestaw szczupaki, a brały nawet te niewymiarowe. Tak, w swoich trofeach na 15cm płotkę mam zarówno metrowca jak i 30cm "pistoleta". Najmniejszy jakiego złowiłem nie padł jednak na żywca. Szczupaczek coś koło 20cm skusił się na rosówkę postawioną na leszcza przy zestawie spławikowym.
  18. Kup za kilka złotych dedykowany spławik żywcowy. Osobiście nie widziałem innych jak przelotowe, czy to centralnie, czy tradycyjnie z kilem. Ważne abyś wiedział jakich żywców będziesz używał, bo od tego zależy gramatura spławika. Gdy zastosujesz spławik 10g, który i tak musisz wyważyć, a na hak założysz płoteczkę 15cm to nie ma bata aby sama nie zatopiła spławika a i będzie pływać po łowisku do woli, co też jest niekorzystne. Aha. Standardowy spławik na szczupaka to 15g.
  19. Woldi ja na stawach!? To do mnie w ogóle nie pasuje. Ale spotkanie z kumplami na stawach to już jak najbardziej. Bo nie ważne kiedy i gdzie ani pogoda, ważni są kumple.
  20. Dziś pojechaliśmy do Halinowa na stawy. Zebrała się ekipa "pod wezwaniem" i ruszyliśmy w dwa samochody. Jak było, można się domyśleć lub spojrzeć na zdjęcie. Ryby też były. Nie wiem ile, nie liczyłem a nawet jakbym chciał, to pewnie nie dałbym rady łowić i obserwować. W każym bądź razie na pewno padło dobrze ponad setkę ryb. Rybą łowioną był zdecydowanie karpik - rozmiar handlowy. W gronie tym jednak znalazł się lin i jaź. Może były też inne gatunki ale nic o nich nie wiem.
  21. Możesz tylko w jednym przypadku. Łowisko komercyjne gdzie nie jest wymagana karta wędkarska i łowicie według regulaminu łowiska. W innych przypadkach to nawet nie niemożliwe lecz nierealne.
  22. Jeśli wystarczy Ci 10g to jeszcze lepiej. Zawsze wybieraj opcję jak najlżejszą do osiągnięcia celu, szczególnie gdy wiesz, że dno jest muliste. A zestaw opisałeś dokładnie tak jak podałem. Jeśli nie zluzujesz żyłki to jest to poniekąd zestaw zamozacinający, tak jak każdy. Nalezy jednak mieć na uwadze, że ryba potrafi wyczuć zagrożenie w postaci haczyka, lub zobaczy unoszącą się żyłkę/plecionkę, poczuje lekki opór, i wtedy potrafi wypluć przynętę. Także czujność przede wszystkim. W końcu na tym polega polowanie zwane wędkarstwem a nie na zarzuceniu zestawów i pójściu spać. Aha, na wodę stojącą lub o minimalnym uciągu zdecydowanie lepsza jest sprężyna.
  23. No i o to chodziło. Skoro nieduże odległości to obciążenie 60g jest Ci absolutnie niepotrzebne. Dla 30m w zupełności wystarczy 30g a to już tak głęboko się nie zapadnie. Skoro nie to i zestaw helikopterowy jest Ci niepotrzebny ani zbędne komplikacje z rurkami, stoperami, itp. Robisz prosty zestaw z obciążeniem na żyłce głównej, dajesz jakiś stoper aby ciężarek nie zbijał ci węzła na krętliku i do tego przypon 60cm. To powinno wystarczyć, nie plątać się i być skuteczne. Jak zastosujesz żyłki 0,22-0,25 to i 20g powinno wystarczyć aby rzucić te 30m. Podany zestaw ma tę zaletę, że przynęta jest na jego końcu a ryba nie widzi żyłki głównej. Można też inaczej, rozwiązań jest wiele, ważne aby jak najmniej elementów było w zestawie a przynęta tak daleko od obciążenia, aby jej nie pogrążył w mule. Im mniejsze obciążenie, tym większa szansa, że nie zapadnie się głęboko.
  24. Nie jestem łowcą amurów a już na pewno nie karpi, jednak z gruntówką jestem oswojony. Nic nie piszesz ile tego mułu jest na dnie. Nic nie piszesz jak daleko chcesz zarzucać zestaw.
  25. Jezioro Otomin lub jakieś stawy, na których bywa.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...