Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Zapewne koledze chodzi o Art 16 ustawy o rybactwie śródlądowym. Jednak on mówi o zupełnie czym innym. Znane nam rozporządzenie o przydługiej nazwie też opisuje obręby rybackie. Treść zapisów ujęta jest w § 13 - 16 i nie odbiega od zapisu wspomnianego artykułu.
  2. O i za to masz plusa. Znaczy za tytuł artykułu, bo faktycznie ktoś może pomyśleć o TWA.
  3. Ozet możemy dywagować o formie pytania autora postu dłuuuugo. Oczywiście, że znaczenie słowa społeczność dotyczy wyłącznie ludzi. Jednak trudno przeciwstawić się pytaniu, czy orangutany mają SWOJĄ społeczność. Oczywiście, że nie mają. Mają za to cały wachlarz zachowań stadnych z mnóstwem niuansów. Z drugiej jednak strony pytający mógł użyć terminów, które zna i rozumie dlatego dokładnie wyróżnił odmienność tego społeczeństwa słowem - swoją. Przyrodnik pewnie by zasunął jakąś formułkę w stylu - biologiczne uwarunkowania i typy zachowań ryb kręgowych w aspekcie zachowań stadnych. Już czuję, że kolejny post któregoś z użytkowników, o ile w ogóle by się pojawił, byłby podobny do takiego - a o co koledze konkretnie chodzi? I wrócilibyśmy do formy pierwotnej.
  4. Woldi jak najbardziej dobre rozwiązanie. Również eliminuje zaczepy roślin, które w takich akwenach powinny być wręcz pielęgnowane.
  5. Czyli pozostaje Ci wymacanie i łowienie wyłącznie w miejscach gdzie jest roślinność podwodna. Teraz, dodatkowo, aby nie mieć problemów z czepianiem się zestawu o tę roślinność pozostaje Ci nic innego jak zakup kilku sprężyn karpiowych. Charakteryzują się tym, że nie mają spiralnego drutu wokół lecz kilka wzdłuż. Są naprawdę świetne. Sprawa spławika jest o wiele trudniejsza. Zapewne dogodne warunki będą w strefie litoralu. Na otwartej wodzie bez łodzi i sprytnego gadżetu nie będziesz w stanie wygruntować łowiska i ustawić tak gruntu aby przynęta była 10-15cm ponad tym mułem. Jedno co jest w tym dobre, to fakt, że jak raz wygruntujesz to głebokość będzie taka sama nad całym uwodnionym dnem.
  6. Życie nauczyło mnie, że wszystko jest możliwe gdy w grę wchodzą organizmy żywe. Wiedza jednak stawia temu sprzeciw. Zasadniczo 2-3 metry od żerującego stada okoni lub tyle samo od szczupaka ryby czują się bezpiecznie. Więcej. Gdy wiedzą, nie pytaj jak i skąd , że szczupak jest najedzony, to będą mu pływać niemal przed pyskiem a on nie zaatakuje. W małym stawie nie ma możliwości aby była duża populacja jakiegokolwiek drapieżnika, bo już by dawno nie było ryb. Nie tylko roślinożernych ale i drapieżników, które padły by z głodu. Mała ilość drapieżników, liczona zapewne w sztukach, zaspokaja swój głód bardzo szybko, w ciągu kilku godzin, po czym zapada w letarg trawienny nawet na kilka dni. Okres pomiędzy żerowaniami uzależniony jest od metabolizmu ryb a ten z kolei od temperatury wody ale o tym możesz sobie sam poczytać odnajdując monografie poszczególnych gatunków. Natomiast co do tytułu postu, który stoi w jawnej sprzeczności z jego treścią to odpowiedź jest jednoznaczna - tak. Ryby roślinożerne gromadzą się w stada, przebywają i żerują wspólnie i jest to stado zasadniczo jednego rocznika. Zasadniczo gdyż rozpiętość -/+ 1 rok nie ma znaczenia. To znaczy, że w stadzie np leszczy 6-cio letnich znajdą się również osobniki 5-cio i 7-mio letnie ale 3-y i 9-cio letnie na pewno nie. Po osiągnięciu pewnego wieku nie ma już tych różnic ale i nie ma zbyt wielu takich osobników. Zasada nie dotyczy ryb, które na stałe przebywają i żerują w strefie litoralu. Tam cały czas się miesza i trudno jednoznacznie określicz czy akurat w rejonie zanęty skupiło się stado drobnicy, czy przypadkiem przepływało żerujące stadko większych płoci. Ale to też jest z zakresu biologii ryb i wędkarskiego abecadła. "Wroga" warto poznać aby świadomie zapolować na godnego siebie przeciwnika. Nie musi to być zaraz jakiś okaz rekordowy, wystarczy aby nasze działanie było celowe. W przeciwnym wypadku wygląda to jedynie na ślepą siekaninę, która przynosi wędkarzowi nieukrywaną satysfakcję, a która to od dawna wzbudza kontrowersje wśród grona psychiatrów.
  7. Docio

    News

    Informacja dla pływających po Zatoce Gdańskiej. Ryf fok.
  8. Zasadniczo miejscowi wiedzą co mówią lub próbują odstaraszyć nowych. Jeśli faktycznie muł w jeziorze jest uwodniony to z gruntu się nie połowi. Może tam było wyrobisko torfu? Przeważnie wtedy robi się taka gęsta zawiesina o głębokości przynajmniej metra, na której nie da się umiejscowić żadnej przynęty, że o koszyczku nie wspomnę. Ryby w tą "zupę" nie wpływają i nie żerują tam, ponieważ unikają zabrudzenia skrzeli. Bo zapomniałem. Nie jest możliwe aby całe dno było uwodnione. Wtedy praktycznie nie byłoby roślinności podwodnej i nie byłoby tarła. Dno uwodnione występuje miejscami, najczęściej są to miejsca nawet 10x10m w miejscu występowania silnych źródeł podwodnych. Trzeba by było trochę się rozejrzeć i popytać ale nie o same źródła lecz o odpływy. Jeśli jest odpływ z jeziora bez dopływu to skądś ta woda musi się brać. Jeśli jest dopływ to trzeba porównać jego z odpływem. Jeśli nie ma odpływu a jest dopływ lub w ogóle nie ma dopływu i odpływu to sprzedają Ci kit.
  9. Najprościej, skoro ma się już internet, wpisać w Google "PZW + i tu nazwa miejscowości". W wynikach powinna pokazać sie strona Koła PZW z adresem, telefonem, a jak bardziej rozbudowana to i zdecydowanie więcej informacji.
  10. Jak napisał Wind feeder 60-80g w zupełności wystarczy. Koszyczki/sprężyny występują w kilku rodzajach a każdy może być z dociążeniem lub bez niego. Na rynku spotkałem trzy zasadnicze wielkości koszyczków, małe, standardowe i duże. W tych trzech rozmiarach spotkałem tylko okrągłe i kwadratowe, trójkątne i o prześwicie prostokąta tylko standardowe. Do standardowego koszyczka mieści się ok. 25g namoczonej zanęty, wszystko zależy od jej ugniecenia. W wodzie stojącej o wiele skuteczniej grubą zanętę z ziarnami uwalnia sprężyna. Z drobną pracującą mocno zanętą nie ma większego problemu, zasadniczo. Co do wędzisk słyszałem, że seria Vega Kongera wcale nie jest zła. Zyskała już dobrą opinię. Podobnie seria Aviator, którą również sobie chwalą wędkarze. CW wędziska to określony przez producenta parametr określający ciężar z którym już wędzisko pracuje (to dolny) oraz dopuszczalny (ten górny) aby wędzisko przy rzucie się nie złamało. Bierze się to pod uwagę przy montowaniu zestawów i głównie dotyczy zestawów spławikowych. Przy wędziskach gruntowych zasadniczo interesuje tylko górna wartość. Ciężar zestawu gruntowego to ciężar koszyczka + ciężar zanęty, czasem też trzeba doliczyć przynętę gdy np łowi się na trupka, a wszystko potocznie nazywa się obciążeniem, tak dla ułatwienia. Wielkość obciążenia jest istotna dla wędziska nie tylko aby jego nie złamać lecz głównie aby uzyskać z jego sprężystości maksimum energi dla rzutu. Dopasowanie tych czynników powoduje, ze mamy możliwość zarzucania zestawu na największe odległości. Są różne szkoły i poglądy w tym doborze i tak naprawdę wszystko jest subiektywne, gdyż zależy głównie od wędkarza, jego siły włożonej w rzut oraz przekonania o prawidłowości zestawu. W moim konkretnie przypadku sprawdza się to, że nigdy nie przekraczam wielkości obciążenia niż 2/3 cw wędziska a najdalsze rzuty wykonuję obciążeniem 60g. Jak jednak wspomniałem jest to subiektywne, gdyż na odległość rzutu, oprócz wymienionych wcześniej czynników, ma również wpływ wędzisko, jego konstrukcja, grubość żyłki, wielkość i rodzaj przelotek, kołowrotek, właściwe nawinięcie żyłki na szpulę, a nawet wiatr.
  11. Potwierdzam. Splawik66 to dobry i uczynny człowiek, i nie drażni zaproszeniami na miejscówki, do których nie mam szans dotrzeć. Ale przynajmniej mogę pooglądać.
  12. To wcale nie jest głupie a nie możesz tego pojąć ponieważ jesteś zbyt młody. Twoja wypowiedź to kolejne potwierdzenie słuszności zapisu iż osoby nieletnie nie mogą brać odpowiedzialności cywilnej za inne osoby i ich poczynania.
  13. Jeśli to nie z zakresu "karpiowego fetyszu" to naprawdę chętnie poczytam. Nowej wiedzy nigdy za wiele.
  14. Kapryśna woda to jedno a technika to drugie. Niezależnie od pierwszego technika ma niewielki wpływ na to, czy ryba weźmie, czy nie. Technika pozwala nam skuteczniej osiągnąć cel ale absolutnie nie jest celem samym w sobie. Naturalny mechanizm żerowania dla ryb roślinożernych jest taki sam. Brak brań nie jest potwierdzeniem braku żerowania a zdecydowanie potwierdzeniem faktu, że ryby stwierdziły, iż w ich okolicy nie ma nic atrakcyjnego do pożarcia. Stosujesz różne aromaty, które tu wymieniasz, ale jak dla mnie brak w tym wszystkim jakiegoś punktu odniesienia. Obecnie nadal jest okres wzmożonego żerowania ryb po zimowym zastoju. Temperatura wody podniosła się o kilka stopni a to daje taki skutek, że rybi metabolizm zwiększył się kilkunastokrotnie i musi jeść aby nie paść. Kulki, ciasta, ziarna i inne wynalazki roślinne odstawiłbym do połowy czerwca a teraz stosowałbym jedynie robactwo jako bogate źródło protein dla ryb o własnym naturalnym zapachu, który ryby doskonale znają i wyczuwają. Przezbroiłbym także zestawy tak aby jednym łowić daleko a drugim blisko lecz koniecznie z przynętą na dnie. Gruntówkę pozbawiłbym karmnika, zamontował jedynie niewielki obciążenie 10-30g a na hak 2-3 dendrobeany albo rosówki - do połowu daleko. W spławikówce na hak nadziałbym 2-4 czerwone robaki, w zależności od ich wielkości, i łowił blisko, czyli na skraju pierwszego spadku dna lub w połowie strefy litoralu. Nie ma bata, coś musi wziąść a tym samym uzyskasz punkt odniesienia do dalszych eksperymentów z aromatami. A faktycznie stosowanie obecnie aromatów jest systemem "na dwoje babka wróżyła". Może być skuteczne a może skutecznie wypłoszyć ryby, które czując zagrożenie nie mają zamiaru oddalić się od swoich ostoi.
  15. Wpierw poświecywano latarką na spławik w nocy, potem zakazano światła. Kolejnym krokiem była iluminescencja fosforowa ale okazało się, że wydziela przy okazji szkodliwe promieniowanie. Wycofano z rynku spławiki i zegarki z tak lakierowanymi wskazówkami i cyferblatami. Pojawiło się światełko chemiczne zwane świetlikiem. Długo królowało nad wodami dopóki diody led nie zostały zminiaturyzowane i ktoś je wpakował do antenki a od kila "zasadził" spławikowi baterię. Wersje praktycznie były dwie, te co ciągle świeciły i te co świeciły tylko po przytopieniu spławika. W latach 80-tych ubiegłego stulecia firma Abu-Garcia wprowadziła nowy wobler z pustym kanałem w środku i stalową kulką. Kulka podczas prowadzenia przynęty wytwarzała dodatkowe fale akustyczne drażniące linię boczną ryb. Teraz mamy wibrator 12V w wirówce. Wnioski, proszę koleżeństwa, proszę wyciągnąć samemu.
  16. Złamać może się każde wędzisko niezależnie od ceny. Problem w tym, czy do złamania doprowadziła ukryta wada, czy też nasze działanie. Niezależnie jednak od przyczyny możliwość złożenia reklamacji jest ściśle związana z dowodem zakupu i warunkami gwarancji.
  17. Piotr te 4 elementy bambusowe, które widać na zdjęciach są dość poważnie zniszczone. Musiały leżeć gdzieś na otwartym terenie o czym świadczy zielono-szary kolor. Co ważniejsze to przebarwienie wychodzi od wewnątrz i tylko patrzeć jak się zacznie rozwarstwiać. Reszta to jakieś drewno i nie jestem w stanie określić jakie. Ważne w tym jest to, że to samoróbki zrobione przez kogoś kto miał dostęp do dużej tokarni. Drewno było toczone a support miał ustawioną niewielką zbieżność. Robota fachowca, bardzo dobra robota ale walory użytkowe zerowe. W dodatku patrząc na rynkowe ceny tanich wędzisk przeczuwam porażkę. Według mnie masz dwa wyjścia. Porządnie to wyczyścić, nie unowocześniać, nie lakierować i wystawić jako kolekcjonerskie. To co napisał Splawik z tym 100 lat może okazać się zbyt mało jak na zwykłe drewno. Drugie wyjście jest podobne. Tak samo wyczyścić, zrobić porządne zdjęcia poglądowe dla każdej sztuki oddzielnie i wysłać zapytanie ofertowe do kilku muzeów regionalnych, niekoniecznie wędkarstwa. Muzea regionalne gdzie w regionie są tradycje rybackie mogą się na takie okazy skusić.
  18. Dziękuję.
  19. Czy cennik za pokoje jest tajny?
  20. Ozet do TWA to nam chyba daleko. To co naprawdę niszczy nasze żyłki to chemia w wodzie. Wielokrotnie przekonałem się, że przejrzystość wody nie ma nic wspólnego z jej czystością. Najlepiej to sprawdzić pod koniec łowienia i w 90% zauważy się zmianę koloru żyłki. Wtedy nie pozostaje nic innego jak po powrocie do domu zdjąć szpule i umyć używany odcinek żyłki w wodzie z mydłem. Jeśli tego nie zrobi się istnieje duże prawdopodobieństwo ,ze to nie miękki nalot i powstanie jakby cementowa otoczka na żyłce. Podczas kolejnego rozwijania ta otoczka pęka i kaleczy oraz strzępi żyłkę, która staje się zdecydowanie słabsza.
  21. A na tej również nigdy się nie zawiodłem. Aby było śmieszniej od lat używam różnych średnic jako przyponówki. Konfekcjonowane standardowo po 25m z jednym wyjątkiem, 0,18 kupuję 100 bo to na przypony gruntowe W latach 90-tych namiętnie uzywałem żyłek Sasame do czasu kiedy pojawiły się podróby. Przypadkowo spostrzegłem różnicę pomiędzy wzorem katalogowym a tym co był na stojaku w sklepie. Japończycy nie zmienili nazw żyłek ale zmienili kolory etykiet. Na półce jako aktualne były kolory sprzed roku i tak przestałem ją kupować. Po co mi jakieś dziadostwo za całkiem sporą kasę. Co do dociążenia karmnika to już Twój wybór. Sama zanęta jest niezłym dociążeniem.
  22. Ozet jak Cię lubię, to w życiu bym nie przypuszczał, że i Ty wierzysz w mity o zleżałej zyłce. Jak czytam te wszystkie bzdury o świetle, czy kilku latach leżenia w magazynie, to mnie śmiech bierze. Owszem, leżenie w magazynie może im zaszkodzić jak obok jest jakaś otwarta chemia i to taka, która reaguje z poliamidem. Tak, słowo kluczowe to poliamid. Od dość dawna wszystkie żyłki są produkowane z poliamidu oraz innych mocniejszych tworzyw. Żyłki poliestrowe o grubości 2-3mm występują już wyłącznie jako gospodarcze a i to już raczej rzadko. Jak wspomniałem kluczem jest słowo poliamid. Nikogo do niczego nie mam zamiaru przekonywać, każdy sam może sobie odszukać informacje o rozkładzie poliamidu, utracie jego własciwości i całkowitym rozpadzie na jakiejś stronie ekologicznej lub technologicznej. Nie zdziwcie się tylko jak przeczytacie, że podstawowe własciwości traci po kilkuset latach a rozpad to już piąte pokolenie. Zwykłą reklamówka, której grubość określona jest w mikronach, pierwsze oznaki utraty własciwości ujawnia po 100 latach a rozpad jest po 300 latach. Żyłki są kilkadziesiąt razy grubsze, i to te najcieńsze Natomiast jak najbardziej prawdą jest, że Sufix znany jest z tego iż podane wartości średnicy żyłki są najbardziej realne ze wszystkich mi znanych. Natomiast te wszystkie wytrzymałości i różnice, to zasadniczo marketing i kłamstwo. Nie wiem jak obecnie wygląda sytuacja rynkowa, gdyż Chiny łapią się za wszystko, ale jeszcze dekadę temu na świecie były tylko cztery fabryki produkujące wszelkie rodzaje żyłek.
  23. Katalogowo ma 3,3kg wytrzymałości a że to szmaciarska żyłka to na węźle może stracić i 30% wytrzymałości, więc jest do zamierzonego połowu zbyt cienka. Jest to tylko moje subiektywne zdanie, z którym absolutnie nie trzeba się zgadzać, ale tę żyłkę mam w wyjątkowej pogardzie. A typowo teoretycznie też nie wygląda to za różowo. Musisz mieć ustawiony wyjątkowo precyzyjnie hamulec w kołowrotku jeśli chcesz łowić na granicy wytrzymałości żyłki. Żadnych zbędnych i niedokładnych węzłów. Jedno przeciągnięcie i na wężle żyłka traci 50% wytrzymałości. Sufix jest wyjątkowo miękka żyłką, niemal jak plastelina. Musisz to koniecznie uwzględnić przy montowaniu ołowiu, bo może zostać najzwyczajniej zgnieciona.
  24. Bardzo ładne informacje, szkoda tylko, że nie podałes grubości żyłki. Z drugiej strony jestem nieobiektywny, gdyż od lat nie dotykam tej, moim subiektywnym zdaniem, marnej żyłki nawet długim kijem. Teoretycznie zawsze można potwierdzić lub zaprzeczyć poprawność zestawu.
  25. Nie wiem jak to ująć ale czytając Twoje pytanie wprost - możesz. Domyślam się, że łódź jest zarejestrowana jako do amatorskiego połowu ryb. Nie zabieraj ze sobą wędzisk a nie będziesz miał najmniejszego problemu. Posiadając na łodzi sprzęt, nawet złożony, zawsze rodzi wątpliwości i prowokuje serię całkiem niepotrzebnych pytań.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...