-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Docio odpowiedział temat w Na każdy temat
No ładnie proszę sióstr. Planowanko o mnie i beze mnie... Spoko, spoko, ja się już doczekać tego czerwca nie mogę kiedy wreszcie wszystko zniosę i odpalę "muła" z myślą o trasie. Jednak póki co to jutro idę pod most. Na ryby, co by ewentualnie na głowę nie kapało. -
Muł mułowi nierówny ale konia z rzędem temu co lepiej wyprowadzi zanętę z koszyczka na jakimkolwiek dnie niż ze sprężyny. To praktykowane "poszarpywanie" w celu uwolnienia zanęty jest poza moim komentarzem. Jeśli ktoś uważa, że tak można to proszę bardzo, ja nie mam nic przeciw, każdy łowi jak chce, prawo pozwala i przynosi mu radochę. Niech tylko obiektywnie napisze ile metrów "podszarpnął" i rozwlókł zanętę po dnie. A może jakaś dzielnie pracująca co sama z koszyczka ucieka. Tak też można tylko po co przynęta na dnie? Rozsądek najważniejszy. Spoistość zanęty z dużymi ziarnami można dobrać i dopasować do sprężyny. W czasie siłowego rzutu nic z niej nie wypadnie, rzuci się daleko a zanęta w większości zostanie uwolniona od uderzenia w powierzchnię wody. Opadnie pokrywając kawałek dna i w ten sposób przynęta znajdzie się w polu zanęty bez bzdurnego poszarpywania. Jak nie zarzucisz i nie ściągniesz nie będziesz wiedział jaki jest ten muł a wtedy dopiero można wyciągnąć jakieś wnioski. Zwróć uwagę czy przy wyciąganiu zestawu musisz się z nim siłować nim "puści", czy też bez większego problemu podrywasz zestaw i ściągasz. To da nam odpowiednią wiedzę o tym mule tym bardziej, że nie ma jeszcze bujnej roślinności podwodnej. Aha. Wolny nurt kanału nie wypłucze ci zanęty. Musisz ją odpowiednio spreparować i koszyk nabijać bardzo luźno. Kanały na szczęście nie są szerokie to i rzuty nie powinny być dalekie co nie spowoduje tego, że do wody spadnie sam koszyk a zanęta "posieje" całą drogę lotu.
-
Michu zapamiętaj, że namoczona zanęta w standardowym koszyczku waży ok 25g. I tak jak napisał Maksz, koszyk z dociążeniem 25g wystarczy. No chyba, ze będziesz łowił w jeziorze, to wtedy będę upierał się przy sprężynie, która może być tak samo dociążona albo i wcale.
-
Jeśli chcesz mieć wszystko co potrzeba + reszta na wszelkie ewentualności, to co najmniej 400zł. Minimum 300zł na nisko średniej jakości wędzisko węglowe z takim samym jakościowo kołowrotkiem a reszta na niezbędne akcesoria. Gdyby nie obecność karpia w zbiorniku, to może udałoby się urwać stówkę a tak trzeba brać na niego poprawkę, bo rośnie naprawdę szybko. Wędzisko teleskopowe 4-4,5m ok 200,- Kołowrotek rozmiar 200 ok 100-120,- Spławiki, haczyki, żyłki i drobniejsze akcesoria do spławików montowanych na stałe i przelotowo, a także śrut ołowiany, wypychacz, miarka i jeszcze mnóstwo dupereli, które nie są drogie ale po zsumowaniu to i stówka może braknąć. W efekcie może lepiej rozważyć ewentualne pozostanie przy bazarowym sprzęcie, bo w sumie jakościowo wyjdzie niemal na to samo. Pozostanie dokupienie akcesoriów. A łowienie sprzętem "profesjonalnym" jedynie ułatwia połow a nie łowi za nas. Radocha ze złowionej ryby jest taka sama. Aha. Skoro dopadły Cię reminiscencje z dzieciństwa, to także nie zapomnij o odpowiednich dokumentach dla legalnego połowu. Egzamin jak i sama karta kosztuje, niewiele ale jednak i należy to dodać do wydatków. Licencja na połów również kosztuje i to już nie będzie aż tak mało, zależy który okręg.
-
Właściwie masz rację, przyjemności kosztują.
-
Michu a zanim opanujesz technikę "ciężarową" to lepiej nie przekraczać 2/3 obciążenia, max 3/4. Jak się już oswoisz z wariacjami wędziska to tak jak napisał Wind.
-
Wind bat to dobra rada ale... Chciałoby się podyskutować ale łapy mnie bolą od dźwigania opon. Do rzeczy. O ile większe płotki, okonie a nawet japońce to nie problem dla bata, to nawet mały karpik chyba wymaga dodatkowego osprzętu? A jak już się zliczy koszty, to czy aby na pewno kolega zmieści się w tych 200zł? Sama różnica głębokości od 2 do 6 metrów już sugeruje co najmniej kilka zestawów.
-
No i świetnie. Osiągnąłeś swój cel zgodny z potrzebami połowu. Dla mnie to bez różnicy, czy to zawodnik, czy wędkarz łowiący latem dwa tygodnie na wakacjach, ważne jest zadowolenie. A wiara jest ważna szczególnie, gdy wiedza na każdym kroku potwierdza słuszność działania. No i (moim zdaniem), za takę przekonującą reklamę Zbyszek Milewski powinien otoczyć Cię sponsoringiem. Nie, nie kpię, nawet ja przy okazji skuszę się przejrzeć ofertę zanęt i na pewno coś wybiorę do długotrwałych testów. A cały post zasługuje jak najbardziej na wyróżnienie, gdyż nic mnie tak nie cieszy jak łamanie kanonów. W końcu mamy do czynienia z istotami żywymi i jakkolwiek naukowcy nie deprecjonowaliby inteligencji ryb, to mimo wszystko nie da się ich zaszufladkować. Tam gdzie jest życie, tam nie ma mechanizmów i odwrotnie. Życie jest nieprzewidywalne i jedynym kluczem do sukcesu nie jest stosowanie cudownych zanęt, czy doskonałego sprzętu lecz poznanie życia ryb.
-
No o to mi chodziło. Jeśli się chce i ma możliwości to zawierzenie jakiejś firmie wymaga jeszcze czasu na sprawdzenie jej wyrobów. Opinie jakoś mnie nigdy nie przekonywały, przecieki już jak najbardziej. Niestety mogę pisać tylko o tym co widziały moje gały.
-
Michu taka jest prawda, że wolę sam zaparzyć pęczak, zmielić i dodać płatki owsiane oraz otręby pszenne lub żytnie, dodać jakieś ziarna w odpowiednich proporcjach oraz atraktor i mam zmieszaną zanętę denną, która nie wymaga dociążenia, przecierania ani innych takich zabiegów, co samo z siebie już zdejmuje ze mnie sporo majdanu do noszenia. A jak nie dam mielonych płatków to mam idealną zanętę do koszyczka. A że nie pracuje idealnie? I bardzo dobrze, ryby też mają mieć szansę bo ani nie chcę nałowić ich setek, ani małych, ani z toni, itd, itp. Stosowanie zanęt wynika bezpośrednio z potrzeby jaka kieruje nami w całym mistycyźmie wędkarstwa. Nie jestem temu przeciwny, nie krytykuję, nie pogardzam, to jest równorzędne z moim rozwiązaniem, gdyż odpowiada mojemu celowi połowu. Dla mnie ta cała magia z zanętami nie jest istotna i nie pokładam w niej więcej jak 20% sukcesu. Nie potrzebuję aby w ciągu dwóch godzin złowić 20-cia leszczyków 25cm ale oczekuję, że trafi po ziarnkach, w tym samym czasie, i pokusi się na przynętę jeden półmetrowy. I nie jest tak, że te 20 leszczyków nie dałoby mi radochy. Dałoby, jak najbardziej, ale cel mam inny dlatego wszelkie zanęty są dla mnie już obojętne. A tak przy okazji. Jeśli chcesz poznać zanęty to nie potrzeba kupować każdej po kilka kilogramów. W dobie internetu warto poświęcić nawet sporo czasu i poszukać informacji o producentach. Co niektórzy mogą od tego dostać zawału jak np gdy dowiedzą się, że Gutmix i Sensas robione są przez jedną firmę. Reszty szukajcie sami, szukanie informacji też bywa pasjonujące.
-
No właśnie. Szczerze to mogę polecić te wyłącznie robione samemu, bo wiadomo co w nich jest. Można też obdarzyć wielkim zaufaniem jakąś firmę i się jej trzymać aby dowiedzieć się jaka jest jej sprawdzalność.
-
No popatrz. A ja myślałem, w związku z ostatnimi Twoimi refleksjami o przybywaniu (nie chodzi mi o poziom wód ), że się z lekka przestraszysz. No ale skoro nie to w te kilka dni świniaka przerobimy na grillu.
-
Trapera lubiłem praktycznie w jednej formie - zielona baza. Czarny specjal leszcz, płoć, lin spowodował, że już w ogóle przestałem je kupować, gdyż w wymienionych bez problemu znajdowało się kawałki folii z opakowań, duże kawałki paluszków (nie wiem czy słone, czy z makiem, czy jakieś inne), jakieś sporej wielkości drzazgi i drewienka, a kumplowi po otwarciu nad wodą trafił się nawet niedopałek papierosa. Traper zapach ma jak najbardziej w porządku ale ze składem organizowanym podczas sprzątania, to ja się nie godzę. Wiem jedno. Dobre ziarno kosztuje, przerobienie ich wymaga maszyn a firma jest po to aby przynosić zysk, więc o tanich zanętach i ich składzie wolę się nawet nie domyślać, a o jakości nawet nie próbować rozmawiać.
-
Aby całkiem wypłoszyć Winda zakupiłem dziś grilla. Taki fajny, może pracować jako standardowy, a może być nad ognisko. Jeden ruszt i jedna obręcz do wolnego opiekania akurat jak dla rybek na hakach. Grill pod nazwą Neptun . Z góry przepraszam za lichą jakość zdjęcia.
-
Hmmmmm, głębokie i widać, że mocno przemyślane. Przyznam się, że w ogóle tego aspektu nie brałem pod uwagę a teraz mam poważne wątpliwości co do słuszności swojego postępowania w aspekcie dzielenia się wiedzą.
-
Bez różnicy. Wedziska są bardzo mocno porównywalne.
-
Hubi jeśli to nie tajemnica, to jaki to rejon?
-
No to więcej zaufania do ojca. Nie wiem czemu uważasz, że on nie wie jaka jest procedura.
-
To prawda, ze do 14-go roku zycia nie potrzebowałeś karty ale potrzebowałeś opiekuna z kartą. Skoro posiadasz zezwolenie, to łowiłeś na wodach innych niż PZW, bo byś o tym wiedział. W takim razie powinieneś się udać do najbliższego Koła PZW a tam dowiesz się o materiałach do egzaminu, terminie i opłatach. Egzamin w Kole PZW to nie automatyczny akces do PZW lecz wymóg ustawowy.
-
Czerwony Peugeot 106 z białymi pasami przez całą karoserię, z prawdopodobnie kolorowymi felgami, z widocznymi śladami kolizji z przodu samochodu na gdańskich tablicach - poszukiwany. Poszukiwany Peugeot w dniu wczorajszym spowodował poważną kolizję drogową w Gdańsku na osiedlu domków jednorodzinnych i uciekł z miejsca zdarzenia.
-
Woldi przepraszam, nie miałem nawet na myśli aby komukolwiek zrobić przykrość. Ot podałem tę informację, gdyż jestem świadomy, że większość nie wie o takich rzeczach, bo i po co skoro im do łowienia to całkiem niepotrzebne. W sumie i mnie też, i gdyby nie, co sam wiesz, też pewnie bym nie wiedział. A pogoda też mnie dołuje. Kilka dni temu zrobiłem opłaty, zajrzałem w rejestr a tam jak byk stało, że pod koniec marca przy całkiem ładnej pogodzie, w pięknych okolicznościach przyrody Portu Praskiego i z całkiem przyzwoicie gryzącymi rybkami spotkałem się na otwarciu sezonu z kumplami. Teraz jest niemal połowa kwietnia i śnieg dopiero co zniknął a wysoka woda na dniach podleje wszystko.
-
Logistyka jest taka, że numer opracowuje się na dwa miesiące przed terminem. Jeśli chciałoby się robić to bardziej "na bieżąco" to potrzeba posiadać własną drukarnię, dystrybutora i kolportera z całą siecią. Nawet w takim przypadku numer będzie opracowany z miesięcznym wyprzedzeniem. No chyba, że cofniemy się do lat 70/80-tych kiedy to w majowym numerze opisywano rozpoczęcie połowów podlodowych. Kwietniowy ukazuje się w połowie marca ale opracowany był w lutym i lepiej się nie da uwzględniając prośby czytelników. Sam druk i dystrybucja to niemal dwa tygodnie.
-
To proste - ten, który bardziej Ci się podoba. My i tak nie wiemy do czego będzie stosowany ani z jakim wędziskiem ma współpracować.
-
Uniwersalne buty do wędkowania
Docio odpowiedział Proximite wna temat w Moda wędkarska (fashion fishing)
Wybacz, dla mnie drastycznie różne. Różnice w wykonaniu widać gołym okiem. Buty wojskowe są ostatnie jakie bym polecił do chodzenia. Nie wiem jaką magię widzą ludzie w tych butach ale poza prawdziwą szatańską wytrzymałością reszta to same wady. A najgorszym z najgorszych koszmarów to wysuszenie nawet lekko zawilgoconych. Przemoczone najlepiej nie zdejmować z nóg ale wtedy stopy to koszmar. Zdjęte i wysuszone od razu obcierają nim się je na nowo rozchodzi.Jakie doradzić? Nie mam zielonego pojęcia. Nie mam pojęcia o Twoich potrzebach i wymaganiach. Nic nie wiem o warunkach jakie napotkasz na swojej ścieżce ani o porze dnia, w ktorej będziesz się poruszał, gdyż np przed poranną rosą w wysokiej trawie uchronią cię jedynie wodery, w przeciwnym wypadku będziesz miał przemoczone spodnie powyżej kolan. :)Zrób sobie zestawienie potrzeb i wymagań. Poczekaj na inne, równie dobre i sprawdzone propozycje jak Ozeta i dopiero zdecyduj. -
Uniwersalne buty do wędkowania
Docio odpowiedział Proximite wna temat w Moda wędkarska (fashion fishing)
Zawsze podziwiałem marketingowców za ich sposoby wciskania kitu. Jednym z nich jest dodawanie słowa "taktyczny" do całego chłamu wojskowopodobnego. Niby wygląda jak wojskowe, napisane - że wojskowe i dodatkowo taktyczne, no to musi być klasa. Prawda jednak jest taka, że w jednostkach mundurowych istnieją dwie zupełnie inne nazwy: bojowy i ćwiczebny. Sprzęt bojowy musi spełniać określone warunki poczynając od materiałów z jakich jest wykonany, poprzez jakość wykonania a na spełnieniu roli swojego przeznaczenia kończąc. Zapewniam, że z takim traktorem nawet wojska najbiedniejszej armii "Czarnego Lądu" nie kupią takich butów. Jak ci się ziemia z kamieniami zaklinuje pomiędzy tymi fantazyjnymi elementami "bieżnika" to dość szybko poczujesz bezwzględność grawitacji. A na temat pozostawianych śladów po sobie też pewnie usłyszysz wiele "miłych" słów. No ale jeśli lubisz cięgle dłubać w podeszwach zamiast łowić, to wybór trafny. Aha, żeby to była krytyka a nie krytykanctwo potrzeba alternatywy. No to moja rada jest taka, że zamiast patrzeć na jakieś dziwactwa, które tylko zniszczą ci nogi, kup lepiej jakieś porządne trekkingi.
