-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Nowa wędka po 15 latach
Docio odpowiedział mirro wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Bardzo cenne spostrzeżenia. Cenne podwójnie, bo wypływają od kogoś kto zaczyna i jeszcze nie umie sobie ze wszystkim poradzić. Po prawdzie znam takich, którzy łowią od 10 lat lub dłużej i też nie potrafią sobie poradzić z dostosowaniem, ale ktoś kto zaczyna jest praktycznie bez szans. -
Jakaś znajoma ta grafika. Jeśli się nie mylę, to jako ciekawostkę mogę dodać, że jest to ręcznie rysowane przez profesjonalnego grafika. @Wind, zawsze powtarzam:
-
Ostatnio tyle smutnych rzeczy...a ja trafiłem na perełkę humoru.
-
Fakt, cudów nie ma. 90% dziwnej ekspansji gatunków, to własnie ptactwo wodne, te nasze całoroczne a nie migrujące. Samce wiosną, po tarle ryb a tuż przed okresem godowym, zaczynają szukać partnerek nie tylko na danym akwenie ale spokojnie nawet do 50-60 km a może i dalej. Wtedy to na swoich łapkach i piórach przenoszą ikrę a po kilku latach ludzie drapią się w głowę skąd u nich te ryby. Gatunki, które wymieniłem wcześniej, to głównie dzieło planowych, "naukowo potwierdzonych" planów wzbogacania gatunków. Są małe wyjątki jak całkowita utrata rodzimego jesiotra. Ten obecny to nie introdukcja, tego naszego, genetycznie innego już nie ma, wymarł. Podobnie jest z sandaczem, niby introdukcja a jednak nieco inny. Trawianka najprawdopodobniej została przywleczona w zbiornikach balastowych. Najbardziej tajemnicze jest działanie z czebaczkiem amurskim. Nie ma oficjalnego stanowiska a ze źródeł nieoficjalnych mam informację, że to pokłosie wybitnie przedsiębiorczych kupców sektora wędkarskiego. Sprowadzali ten narybek tuż po rozszerzeniu gatunków chronionych i utworzeniu wymiarów ochronnych dla okonia i płoci. Dane dotyczą jednego regionu kraju jako źródła tych rybek i drugiego regionu jako miejsca o dużym skomasowaniu ośrodków wypoczynkowych nabywców tych rybek. Tak, pomijam szczegóły, bo tu chodzi o bezmyślność i pazerność a nie jakieś regionalne animozje. Z rakiem amerykańskim i racicznicą jest jeszcze gorzej. Ten szary mały raczek skutecznie wyparł naszego rodzimego, tak skutecznie, że znikł w miejscu występowania gościa bez wizy. Racicznica jest nasza ale tu chodzi o tę z ameryki, która wyparła nie tylko naszą rodzimą ale i wszystkie inne małże u nas występujące. O, Jotes miałby w tej kwestii kilka wulgarnych słów na podsumowanie, jak i ja. Pewnym kuriozum jest sapa. Gatunek wpuszczony do Zalewu Zegrzyńskiego miał uzupełnić stada leszcza i krąpia. Niestety jakiś niedouk nie doczytał do końca metryczki tego gatunku w efekcie czego idealnie wpasowała się pomiędzy płoć i leszcza konkurując pokarmowo z młodymi osobnikami obu gatunków. Co do fanaberii nawiedzonych zarybiaczy, to bass słoneczny został złowiony w kanałach elektrociepłowni Dolna Odra. Może to i nie byłoby groźne bo to gatunek wód ciepłych, ale tam właśnie jest ciepła woda i to przez cały rok. Ryby dość szybko przystosowują się do warunków i można spodziewać się, że już lub bardzo niedługo zacznie się rozprzestrzeniać. Podobnie z piraniami, co kwalifikuje zarybiacza do poziomu debila. Niestety, dopóki się takiego nie złapie nie można nikogo zamknąć w pokoju bez klamek. Co innego akcje tych od ochrony zwierząt i akcja "uwolnić karpia" przez trzy lata z rzędu. Na szczęście im udało się udowodnić szkodliwość takiego działania. Ktoś może się ze mną nie zgadzać, ktoś może powiedzieć, że gatunki są cenne wędkarsko bo podnoszą poprzeczkę w zmaganiach. W porządku, tylko czy na pewno te zmagania są warte ceny wyparcia i zniknięcia naszych rodzimych gatunków oraz niszczenia ekosystemu? Karp, jak powszechnie wiadomo, istotnie przyczynia się do nasilonej eutrofizacji zbiorników a mówiąc po naszemu zasrywa każde miejsce jakby miał biegunkę. Tu przy okazji niski pokłon dla zwolenników pewnej firmy i ich produktu enzimatix, który u ryb wywoływał biegunkę a miał powodować zwiększone łaknienie, czyli brania. Pstrąg tęczowy już niemal opanował nasze wody. Środowiska naukowe wręcz trąbią o pozyskaniu źródlaka lub potokowca czystego gatunkowo, reszta to bastardy, jak powszechne "krasnopióry". Sandacz jakoś godzi się z sumem i w tym przypadku jest dobrze, co cieszy. Ale ten gatunek był wcześniej więc o konkurencji mowy być nie może. Tołpyga, w jakiejkolwiek wersji, to gilotyna naszego narybku. Nie, nie jest drapieżna z natury choć pstra dorosła nie pogardzi narybkiem, ale oba gatunki odżywiają się zooplanktonem, czyli jedynym lub podstawowym pokarmem naszego narybku wszystkich gatunków. Amur to kosiarka roślin i to się zgadza, tak ogólnie. Mało kto jednak wie, że to kosiarka roślin naczyniowych, czyli tych najważniejszych w procesie oczyszczania i natleniania wody, a karaś niczym nie ustępuje karpiowi. W dodatku próba kontroli gatunkowej w postaci zarybienia samymi samicami nie powiodła się. Okazało się, że to gatunek "puszczalski" i obojętne mu z kim się wytrze. Bierze tylko podstawę do rozrodu i utrzymuje swój genom niezmieniony. Mam nadzieję, że ktoś skorzysta z tego smutnego elaboratu, niezależnie czy go do czegoś przekonałem, czy wręcz przeciwnie. A jeśli przekona się choćby jedna osoba, że karp to zło, to było warto poklepać w klawiaturę.
-
Andrzeju jest ich więcej. Celowe, to oprócz wspomnianego sumika: karp, pstrąg tęczowy, jesiotr, karaś srebrzysty, sandacz, sapa, amur i tołpygi. Bez płetw to rak amerykański i racicznica. Może jeszcze coś ale mi do głowy nie przychodzi. Niecelowe to: czebaczek, trawianka i ostatnie lata to inwazja wszelkiej maści babek. Ale najciekawsze, że w naszych wodach celowo wypuszczony został bass słoneczny a także piranie. Te ostatnie to radosna działalność kretynów, którzy chcieli samodzielnie zarybiać.
-
Kilka lat temu kupiłem krzesełko i niby fotel w Tesco. Pierwsze za 25,- drugie za 28,-. Mam już sporo godzin wysiedzianych na nich i w krzesełku musiałem tylko szef wzmocnić, zaczął puszczać. Poza tym bez zarzutu. Niby nic i zgodziłbym się z tym gdyby nie drobny fakt, że jak kupowałem to ważyłem ponad 150 kg. Odpowiedniki typowo wędkarskie o tej nośności znajdowałem wyłącznie w jednej firmie a ceny zaczynały się od 400,- Decyzja o zakupie była dość ryzykowna a możliwość połamania po pierwszym posadzeniu dupska dość wysoka. Jednak jak się nie sprawdzi to do śmierci człowiek w niepewności. Koszt w sumie nie był wielki i aby się przekonać warto było, a teraz, teraz mam świadomość, że oszczędziłem kupę forsy.
-
Anonlvl100 nie twierdzę, że go zabrałeś. Czytać trzeba ze zrozumieniem a nieznajomość przepisów nie zwalnia z ich przestrzegania. Ryby złowione w okresie ochronnym należy niezwłocznie wypuścić. Słowo niezwłocznie wyklucza robienie zdjęć. A swoją drogą ten wobler na okonie pasuje jak spławik 12 g do połowu uklejki na żywca. Łowisko komercyjne nie jest wyłączone spod zapisów ustawy. Wymiary oraz okresy ochronne obowiązują, chyba, że ma specjalny status. Tylko, że ten status wyklucza taką wodę jako komercję, więc albo nie wiesz co piszesz, albo nadal epatujesz brakiem podstawowej wiedzy. Prywatna woda nie wyłącza jej spod prawa. Właścicielowi wolno czerpać z niej pożytki zgodnie z obowiązującym prawem a zarybianie gatunkami obcymi jest całkowicie bezprawne. Oczywiście jest szansa aby zrobić to prawnie i legalnie ale nie mam zamiaru tego podpowiadać, bo wcześniej czy później paskudztwo rozniesie się po wszystkich wodach.
-
Przypomniało mi się. To nie może być termos aluminiowy, jakie się zdarzają, lecz ze stali nierdzewnej.
-
A tak własnie sobie pomyślałem. Czasem i ja jak się zapędzę, to zapominam jak to było na moim początku. Klasyczny bambus ok 4 m był zbyt ciężki, idealny za to spinning 1,5 m dawał frajdę w łowieniu na spławik. Stopniowo człowiek dojrzewał, że to ani wygodnie, ani skutecznie, ani już wcale nie taka radocha. Jeszcze nim skończyłem 18-tkę kupiłem bardzo cienki bambus ok 5 m. Pociąłem go na cztery, zmontowałem skuwki, zamontowałem przelotki, przez które niektórzy pukali się w głowę, a dwadzieścia lat później zobaczyłem podobne rozstawienie i ilość na wędziskach match. A chodziło mi jedynie o trzymanie żyłki i zasięg rzutów lekkimi zestawami co mi się udało. A wracając do meritum te 5 długości można osiągnąć nawet przez początkującego i to lekkim zestawem jeśli ma opanowane zarzucanie bez strachu. Najodpowiedniejszym wędziskiem nie będzie budżetowe lecz match z cw 5-25 g, 3,9 m lub dłuższe. Kołowrotek nie musi być z kosmosu ale musi mieć idealnie pracujący hamulec, a to już nie budżetówka, żyłka to max 0,14 i spławik do 2 g oraz właściwy rozstaw śrucin. Taki zestaw jednak wymaga już techniki zacięcia, zatopienia zestawu, itp, czyli tego wszystkiego co dopiero jest przed początkującym i jest najzwyczajniej nieznane lub zbyt trudne. Bolonka ma zbyt duży rozstaw przelotek i tej odległości takim zestawem się już nie osiągnie, musi być cięższy, co jest zgodne z przeznaczeniem tego wędziska.
-
O mamo. Ignorancja z indolencją do kwadratu. Robienie zdjęcia złowionej ryby będącej pod ochroną ustawową nie mieści się w znaczeniu słowa "niezwłocznie", czyli Anonlvl100 zrobiłeś sam z siebie kłusownika. Zarybianie wód przez osoby prywatne jest kolejnym przestępstwem, a zarybianie gatunkami obcymi nie ma nawet logicznego wytłumaczenia ani usprawiedliwienia.
-
A fe, nieładnie wyrywać z kontekstu. Napisałem: Dowody są liczne, tu na forum. Zwykłe wędzisko dla wędkarza, który naczytał się o wytrzymałości wędzisk to cw 10-30 g i teleskop do 4,0 m, najczęściej 3,6 bo po co więcej. Gdyby było inaczej nie powtarzałyby się ciągle pytania o słuszności wyboru. Kołowrotek typowo asekuracyjny, to będzie mały kołowrotek, bo wystarczy jedna szpula żyłki 150 m i będzie to kołowrotek z głęboką szpulą wielkości 100 lub 200. Co więcej będzie to budżetowy kołowrotek do 100 pln, bo po co więcej a w takim hamulec jest jedynie teoretyczny. Żyłka główna też nie grzeszy finezją i ta 0,18 to czyta teoria. Z forum można wyczytać, że króluje 0,20 i grubsza, bo może się coś uwiesić albo w wodzie pływają karpie nawet 5 kg. Dopełnieniem spławik 5 g, bo ładny, wagleropodobny, można go wykorzystać w kilku technikach i tak podpowiedział sprzedawca w sklepie. Nad wodą można spotkać 90% początkujących i innych z takim sprzętem, bo to umożliwia im spróbowanie nawet kilku metod i kilkunastu technik. Nawet spinningu. Reszta, czyli te 10% jest świadoma tego co robi i ich sprzęt drastycznie się różni. Jak myślisz po co te wątki w stylu, czy można teleskopem spławikowym 3,6 m spinningować? Albo, czy feederem można łowić na splawik? Oczywiście, że można aby przynosiło to frajdę i na tym koniec. A swoją drogą, zwykłym teleskopem 4,2 m z żyłką 0,18 na kołowrotku budżetowym wielkości 200-300 i spławikiem 3 g teoretycznie można zarzucić na te 12-14 m, o ile ma się opanowaną technikę i doskonale złożony zestaw. Nawet gumki na spławiku, ich umiejscowienie ma znaczenie, a o tym jeszcze nigdy nie czytałem na jakimkolwiek forum, no i jego kształt. W innym przypadku typowo siłowy rzut skończy się splątaniem zestawu lub nawet złamaniem delikatnej szczytówki, dlatego dobre wagglery, jako spławiki przelotowe są dedykowane technice angielskiej. Jednak czy każdy spławik przelotowy można zastosować do techniki odległościowej aby osiągnąć tę odległość 12-14 m? Podbierak też jest obowiązkowy do takiego zestawu, bo płotka 25+ brana "na klatę" też szczytówkę połamie. Mniej doświadczony wędkarz będzie miał problemy już z samym zarzuceniem gdy wędzisko będzie mu się "odwijać" do tyłu przy rzucie i najzwyczajniej przestraszy się, że może je złamać. Jak odchyli zbyt mało, to rzuci niemal pod nogi, jak zbyt dużo, no to w zależności od wielkości gruntu, albo się uda, albo zahaczy o coś co miał za plecami, a to znów zagrożenie dla wędziska. O holu nawet nie wspominam a skoro o holu mowa to grubość przypony. Typowi początkujący zastosują 0,12 albo 0,16, w zależności co im w głowach bardziej się utrwaliło: widoczność żyłki, czy obecność tych karpików w wodzie. Najprędzej jednak zastać można 0,14 z haczykiem jako gotowiec, bo początkujący nie ma pojęcie o węzłach i stosuje najprymitywniejsze dwie pętle, które są rozwiązaniem najgorszym. Podsumowując praktycznie początkujący, który łowi typowo rekreacyjnie nie dorzuci takim zestawem nawet dwóch długości wędziska, że o stresie związanym z delikatnością sprzętu nie wspomnę. A odległość zarzutu na wodzie zawsze wydaje się większa od rzeczywistej. Jak ktoś chce sam dla siebie zweryfikować na jaką odległość rzuca to podpowiem, że latarnie uliczne są oddalone od siebie o ok 25 m. To samo dotyczy tych, którzy bezproblemowo zarzucają ręką zanętę na 15 m według modnej receptury 1:1 z gliną i im się nie rozsypuje. Lubię poczytać fantastykę ale dyskutować z nią nie będę, gdyż to fantastyka. I na koniec. Na liny żyłka 0,18 wskazuje, że masz wręcz idealne łowisko, które w naturze zdarza się na poziomie szóstki w lotto. Tylko pozazdrościć bo u mnie, jak dotąd, to albo rdestnice, albo grążele albo coś innego z menu wegetarian.
-
Kilka lat temu kupiłem w Juli, litrowy za jakieś 30,- zwykły metalowy z podwójnymi ściankami i korkiem z "gwizdkiem" do nalewania aby korka nie odkręcać. Poranna kawa zalana ok 4:00 w południe była gorąca a ok 17:00 ciepła. Na pewno nie miał w nazwie "termiczny" a i one były trzy razy droższe, minimum. Po tych doświadczeniach podobny trafiłem w Tesco ale już za 25,-. Korek z nalewakiem nieco inny ale rozkład czasowy i temperatury pokrywał się. Jeden pozostał do kawy, drugi przeznaczyłem do parzenia pęczaku. Napiszę jedno, myślałem, ze mam niezłe tradycyjne szklane ale nie wytrzymały konkurencji. No i ostatnia sprawa. Ten kto parzy pęczak w zwykłym szklanym termosie wie, że pi kilku parzeniach szkło zachodzi i wygląda jakby był brudny w środku. Z metalowym nie ma tego problemu.
-
Piwne klimaty, czyli kto co lubi z browarnianych produktów.
Docio odpowiedział Jotes wna temat w Na każdy temat
Zachciało mi się dziś piwa. Byłem akurat w sklepie po zakupy i sięgnąłem po napitek naszej miernoty. Nie wstawię nawet zdjęcia, bo nie zasługuje na to. Pierwsze wchłonąłem, bo mi się chciało piwa, drugie zacząłem smakować i od razu poczułem wodę i alkohol. Podsumowanie krótkie, Żubr - nigdy więcej. P.S. Pozostałe postawię na dole w wejściu do klatki. Ktoś się skusi, na pewno, a miejsce wymiany fajne. Można trafić książki lub inne rzeczy sprawne a niepotrzebne właścicielom. -
Temat przerabiany kilkukrotnie. Wpisz frazę w wyszukiwarkę na stronie.
-
Dziwne. Gdyby nie koszty przesyłki i ewentualne cła, to bym w ogóle nie kupował u nas tylko w Niemczech lub Wlk. Brytanii. Jakoś ceny u nich niższe niż u nas biorąc pod uwagę kurs walut. Takich promocji jakie się trafiają w sklepach w GB nie znam nigdzie indziej.
-
Jeśli wtedy nie byłeś w starostwie, to zapodziałeś potwierdzenie zdania egzaminu; które jest potrzebne do starostwa. Wniosek - ponowny egzamin lub samo zaświadczenie z Koła PZW. Wizyta w Kole nieunikniona i jak przedstawisz problem, to dowiesz się co dalej. Proponuję też już zapoznawać się z obowiązującymi przepisami, bo przez te 7 lat sporo się zmieniło. W Kole mogą od razu "rzucić" jakieś pytanie kontrolne albo dwa i ocenią czy kwalifikujesz się jako ten co zdał, czy też wyznaczą termin. Tak czy siak, powodzenia.
- 10 odpowiedzi
-
2
-
- kartawędkarska
- odbiór
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Mam obiektywne podejrzenie iż mając 13 lat nie zdawałeś egzaminu na kartę wędkarską lecz na członkostwo w PZW. Kartę wędkarską można posiadać od 14-go roku życia a przepis obowiązuje od ok 30-tu lat. No to teraz nie jest dziwne, że nie pamiętasz, albo...
- 10 odpowiedzi
-
1
-
- kartawędkarska
- odbiór
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jeśli wyrobiłeś to zgłoś się tam gdzie składałeś dokumenty, zdjęcie i opłatę. Powinieneś mieć pokwitowanie za wniesioną opłatę, więc wystarczy spojrzeć na pieczątkę. A tak między nami, to wybacz ale brzmi to jak wciskanie kitu albo totalny brak samodzielnego myślenia, co świadczy, że nie masz też pojęcia o obowiązujących przepisach. Albo...próbujesz dowiedzieć się który urzędnik powinien być podpisany na fałszywce. Wesołych świąt.
- 10 odpowiedzi
-
4
-
- kartawędkarska
- odbiór
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wzajemnie. Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Twoich bliskich. Wszystkiego dobrego dla wszystkich, spokoju i radości.
-
Po kolei. Różnice są teoretycznie niewielkie aczkolwiek znaczące i znaczne. Technika match, to inaczej pisząc technika angielska z wagglerem w roli głównej, czyli zestawy (tu podpadnę), od 6 g wzwyż dla odległości 25 m i więcej, czasem dużo więcej. Całość spasowana zgodnie z regułami a zestawy dość trudne do złożenia aby nic się nie plątało. Technika odległościowa to popularne łowienie spławikowe na odległości 2 do 5 długości wędziska. Tu zestawy mogą być przeróżne od bardzo lekkich 0,5 g do dość ciężkich 12g a wszystko zależy od warunków na łowisku. Przy większości połowów typowo rekreacyjnych o wiele lepszy byłby bat łowiąc do dwóch długości wędziska ale czasem wędkarz przewiduje większe rybki i stąd zwykłe wędzisko i kołowrotek typowo asekuracyjny. Budowa zestawu też powinna być przemyślana aby się nie plątał ale również w tym przypadku i zastosowaniu spławików z dociążeniem wędkarz może pokusić się na łowienie z opadu. Niestety kołowrotek typowo asekuracyjny oraz zwykłe wędzisko i najczęściej zestaw do 6 g (jeszcze częściej 2-3 g), nie pozwala na osiągnięcie odległości nawet trzech długości wędziska, stąd ta różnica pomiędzy techniką odległościową i match. Przystawka to już zupełnie inna technika, która ma niewiele wspólnego z dwiema poprzednimi. Zasadniczym celem połowu na przystawkę jest polowanie na ryby, które typowo żerują przy dnie. Przystawce bliżej do zwykłego gruntu niż do czegokolwiek dedykowanego pod spławik. Sprzęt też jest wyraźnie mocniejszy, gdyż narybku tą techniką nie sposób złowić, a to z kolei wpływa na odległość rzutu. Nie powiem, są wyjątki wędkarskie, które przystawkę opanowały do perfekcji i w spokojnej wodzie łowią nawet na zestawy 1 g, ale to wyjątki, odstępstwa od reguły.
-
Weź suwmiarkę i zmierz, to nie trudne. Tylko nie sugeruj się pojęciem średnicy z e-lekcji TVP. Jeśli nie masz lub nie potrafisz to pisz do Dragona, podaj dokładną nazwę wędziska, jego numer katalogowy i przy okazji możesz spytać, czy nie mają takich szczytówek na zbyciu. Rozumiem, że na Allegro może być taniej ale wszelkie opcje taniej są dla osób, które bez problemu ogarniają temat.
-
To wynik kwarantanny, czy coś zgoła innego? Napisz o jakie wędzisko chodzi i konkretnie o jaki rozmiar chodzi, bo tego w ogóle nie rozkminiam.
-
60% i to prawda. Jednak pominąłeś fakt, że te rozważania dotyczyły wędzisk spławikowych i gruntowych. Spinningi żyją swoim własnym życiem i ta zasada nie ma podstaw. Z muchówkami jest jeszcze gorzej, gdyż w znakomitej większości robione są pod jeden dedykowany rozmiar sznura. Zmiana może przynieść przedziwne skutki od niemożności wyprowadzenia rzutu do połamania wędziska włącznie.
-
Panowie kij jest jak najbardziej praktyczny ale...tylko w wybranych technikach i miejscach. Nie będę nikogo nigdzie odsyłał ale tak z samej ciekawości poszukajcie tekstów Maćka Jagiełło o wiślanych sumach i nie tylko, gdzie jig 100+ g to podstawa.Woda ciągnie w głównym korycie i to nieźle a jak szuka się ryb przy dnie to nie ma zmiłuj. Podobnie będzie w Odrze a nawet na niektórych odcinkach Warty. Narew i Bug to już inna bajka i taki sprzęt zdaje egzamin tylko w znanych głębokich, aczkolwiek krótkich dołkach, lub na niektórych odcinkach stromego brzegu, choć te zdecydowanie oblegane są przez łowców około metrowych boleni. Są jeszcze inne miejsca dla takich przynęt w rzekach ale nie napiszę, coś musi się wycierać aby były nowe rybki. Na kuter i rybki w Bałtyku też się nadaje. Krótki, więc mało dźwigania. Sam kij powstał prawdopodobnie (zakładał się nie będę), na początku lat 90-tych, gdyż wtedy ta firma zagościła na naszym rynku. Sam posiadałem cięższy spinning z cw do 60 lub 80 g i złego słowa o nim powiedzieć nie mogę. Mój pierwszy węgiel a porównanie z tym co miałem to przepaść jakościowa i wygody, choć nie uważałem, że mam sprzęt przedpotopowy.
-
Z tymi płetwami brzusznymi na jazia mi nie wygląda, ale...może to orfa. Wszak wszystko jest możliwe.
