-
Postów
5 094 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez wind
-
Żonę i córkę wyekspediowałem na wakacje już w czwartek i siłą rzeczy w piątkowe popołudnie melduję się w Kamieniu. Jeszcze wieczorem zasiadłem na pomoście sprawdzić, co w wodzie piszczy i przetestować przy okazji nowe spławiki. Efektem półtoragodzinnej zasiadki to kilka niedużych leszczyków, jak się później okazało były to ryby weekendu. W sobotę od rana postawiłem kotwicę na swojej sprawdzonej miejscówce "naprzeciwko". Na miejscu był już Zbyszek - ZYBI68, łowił od świtu. Okazało się, że skusił kolorową kukurydzą grubą płoć, przyzwoitego karaska i sporo innej, drobniejszej ryby. U mnie jak dzień wcześniej, leszczyki - dłoniaki. Posiedziałem do południa, pogadaliśmy jeszcze chwilę i podążyłem za głosem żołądka ... . Po poobiedniej drzemce okazało się, że pogoda zmieniła się diametralnie, obudził mnie deszcz. Przestał padać dopiero po 20.00 i wykorzystałem ostatnie chwile światła dziennego na krótką sesję na pomoście. Wynik jak rano, trochę dłoniaków. Dziś obudził mnie zew natury ale pogoda za oknami przyczepy nie nastrajała. W końcu się zebrałem standardowo po 7.00 stawiam zestawy pod grzybieniami. Znów posiedziałem do południa wydłubując kilka leszczyków. W sumie złowiłem około 30 szt niewielkich leszczyków i mnóstwo niewymiarowej, drobniutkiej płoci. Trzy dni nad wodą nie prędko się powtórzy.
-
Taką miarkę powinien mieć każdy wędkarz, nie da się zapomnieć zabrać . A ja zastanawiałem się nad zrobieniem dziary ...
-
"Będzie bolało" czy "nic się nie stało" ???
-
To proste. Do żyłki głównej wiążesz krętlik, z drugiej strony przekładasz uszko przyponu ( pętelka ) do połowy, i przez pętlę przekładasz haczyk z resztą przyponu. Przeciągasz, zaciągasz i po robocie .Podobnie możesz zrobić nie używając krętlika, na obu końcach wiążesz pętelki i przekładasz jedną przez drugą j./w. ale jeśli używasz pinki lub białych robaków krętlik jest nieodzowny.
-
Oczywiście wszystkie te "cuda" są wynikiem uczciwej, sportowej rywalizacji ... działaczy .
-
Możesz popróbować łowienia z plaży, czyli surfcastingu, na mapie widać, ze jest jakiś kanał i mariny, ale czyje to i co pływa nie wiem. Ja bym tam właśnie próbował.
-
Automatyczna Wiadomość Temat przeniesiony z "Ogólne Rozmowy" do "Zanęty".
-
Po dwutygodniowej przerwie znów ląduję nad wodą, nad Piaskowym. Wczorajsza pogoda trochę straszyła a tąpnięcie ciśnienia nie nastrajało optymistycznie. Rano jeszcze dość mocno podwiewało i trudno było znaleźć odpowiednią miejscówkę. Tym razem łowiłem batem 7m, wiatr nie pozwalał na rozłożenie ósemki a o odległościówce można było zapomnieć. Po zanęceniu pół godziny ciszy i pojawiły się pierwsze rybki. Drobne płotki ustąpiły większym, pojawił się leszczyk i parę krąpi. Potem nastała cisza w wodzie, ryby ujawniły się znów po 10.00 . Tym razem podeszły same płotki, największa prawie 27cm. W sumie ułowiłem niewiele, bo jakieś 1,6kg. Było całkiem przyjemnie .
-
Oj, oj... Zdaje się, w zeszłym roku, albo jakoś tak, były u nas mistrzostwa Europy albo i świata...
-
Ależ to wszystko jest jasne i proste. Dzisiejszy sport zawodowy, choćby taka piłka kopana, to ogromna, globalna firma, maszynka do robienia pieniędzy. Jakie pieniądze są "robione" chociażby na gadżetach klubowych, koszulkach, szalikach itp. Największą kasę robi federacja na imprezach typu Euro czy mundial. I tu nie ma miejsca na przypadek, chcesz mieć majstra , płać. Uzyskanie tytułu niesie ze sobą konkretne korzyści finansowe i wizerunkowe dla drużyny i kraju, które "zwyciężają". I to są grosze w porównaniu z tym, ile bierze taki prezydent czy inny prezes federacji krajowej. Przy miliardach euro nie ma miejsca na przypadek.
-
Racja. W sporcie nie ma nic niemożliwego, wszystko ma swoją cenę.
-
Oj. Będzie bolało...
-
Drugi temat z tym samym zapytaniem został usunięty. Różnił się tylko tytułem.
-
Dokładnie tak, pod warunkiem, że nie ma skończonych 14 lat.
-
Tak jak pisałem w tekście, pomysł znany od lat, ale czasem na własnej skórze lubię niektóre rozwiązania przetestować.
-
Ostatni weekend był wędkarsko intensywny. Zacząłem w sobotę o poranku na kanale Śledziowym. Pogoda piękna, okolica piękna, woda piękna ... ale pusta. Posiedziałem do 11.00 z efektem w postaci kilkunastu uklejek na odległościówkę. Popołudniu popędziłem do Kamienia. Popołudnie i wieczór upłynęły na złowieniu kilkunastu małych płotek. Z nadzieją na lepsze jutro położyłem się spać i w niedzielę od rana sprawdzałem nową miejscówkę. Efekty podobne do sobotnich więc po jakimś czasie przeniosłem się na swoja ulubioną miejscówkę " naprzeciwko ". Tak nałowiłem trochę drobnej płotki i jednego niedużego leszczyka.
-
Wędkarz powinien być człowiekiem myślącym i dążącym do doskonalenia własnych umiejętności. Powinien też umieć dostosować się do każdych warunków na łowisku, tak aby łowić skutecznie i, co chyba najważniejsze, z przyjemnością. Wszyscy wiemy jak ważnymi aspektami wpływającymi na komfort wędkowania są warunki atmosferyczne. Jednym z kluczowych jest wiatr. Zobacz cały artykuł
-
Wędkarz powinien być człowiekiem myślącym i dążącym do doskonalenia własnych umiejętności. Powinien też umieć dostosować się do każdych warunków na łowisku, tak aby łowić skutecznie i, co chyba najważniejsze, z przyjemnością. Wszyscy wiemy jak ważnymi aspektami wpływającymi na komfort wędkowania są warunki atmosferyczne. Jednym z kluczowych jest wiatr. Łowiąc na grunt czy metodą angielską nie jest to tak uciążliwe jak przy łowieniu pełnym zestawem. Dość duży opór stawia sam blank długiego wędziska a do tego podmuchy potrafią szarpać i przesuwać zestaw. Europejscy mistrzowie bata, czyli francuzi, wymyślili lekarstwo i na to. Połączyli elementy pełnego zestawu i angielskiej metody odległościowej, z czego wyniknął mieszaniec zwany frangielką. Klasyczny zestaw do bata uzbrojono spławik typu waggler co spowodowało, że najbardziej narażony na wietrzne ekscesy odcinek żyłki między spławikiem a szczytówką bardzo łatwo zatopić i utrzymać pod powierzchnią wody. Zwykle mam jeden taki zestaw w szufladzie kosza zbudowany pod bata 7m, który jest dla mnie podstawowym wędziskiem. Jako żyłkę główna używam miękkiej i tonącej 0,14. Spławki raczej delikatne, np. 3+1g, czyli 3 g wstępnego dociążenia w korpusie i dodatkowe 1g na żyłce. Spławik po wygruntowaniu blokuję na stałe dwoma stoperami gumowymi lub specjalnym łącznikiem również zapożyczonym z metody angielskiej. Jednak stopery świetnie spełniają swoja rolę i nie widzę konieczności inwestowania dodatkowej kasy. Nieco nad przyponem umieszczam resztę potrzebnego obciążenia w postaci 3-4 śrucin. Do tego na przyponie wieszam jeszcze 0,09g jako sygnalizacyjną. Zestaw zarzuca się „spod siebie”, aby uniknąć niepotrzebnego ryzyka uszkodzenia blanku przez obciążenie skupione na korpusie spławika. Sam zestaw jest na tyle ciężki, że mimo wiatru można daleko i dokładnie zarzucić a taka technika rzutu również chroni od przeciążeń powodowanych przez wiatr. Po zarzuceniu zanurzam szczytówkę na jakieś 20-30cm i szybki ruchem cofam wędzisko jednocześnie zatapiając żyłkę. Sam zestaw oczywiście będzie się poruszał przy wietrznej pogodzie ale nie będzie to tak szybki spływ jak w przypadku gdy żyłka poruszana jest falami i wiatrem na powierzchni wody. Sam pomysł znalazłem kilka lat temu w jednym z numerów Wiadomości Wędkarskich i początkowo potraktowałem jako rodzaj ciekawostki, która owszem, jest interesująca, ale dla mnie nie przydatna. Ponieważ 95% mojego wędkowania to bat, w końcu dopadł mnie problem silnego bocznego wiatru. Często po prostu rezygnowałem z wybranej miejscówki i szukałem innej, bardziej osłoniętej. Wreszcie zaświtało mi, że kiedyś ktoś ten problem już rozwiązał i gdzieś o tym czytałem. Recepta okazała się prosta i skuteczna. Dziś można znaleźć o frangielce sporo w Internecie łącznie z filmami instruktażowymi gdzie jak na dłoni widać wszystko krok po kroku, budowę zestawu i technikę wędkowania. Zachęcam wszystkich do szukania własnych rozwiązań problemów, z którymi przychodzi nam się zmierzyć na łowiskach. Nie warto odpuszczać kiedy czasem rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki i to prostsze niż się może wydawać.
-
Wszystko jest proste i opisane nie tylko tu u nas ale i w necie. ad. 1. nie ma opłaty za wyrobienie karty. Jest opłata za egzamin i wynosi 30zł, płatne przelewem na konto okręgu. Jest to oczywiście opłata podstawowa, taniej mają studenci poniżej 24 roku życia, a młodzież szkolna (na podstawie ważnej legitymacji szkolnej) oraz osoby, które ukończyły technikum rybackie lub szkołę wyższą na kierunku rybactwo (na podstawie świadectwa ukończenia technikum lub dyplomu szkoły wyższej) nie płacą za egzamin w ogóle. Kolejny koszt to 10 zł za wydanie karty płatne w starostwie powiatowym. ad. 2. Osoba w wieku poniżej 14 lat nie potrzebuje karty. Ale pewnie w kole nie będą robić problemu.
