-
Postów
2 760 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Jotes
-
Kołowrotek spinningowy Shimano Stradic
Jotes odpowiedział Daniel Smagacki wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Upadł Ci kiedykolwiek? Ja bym mu zaaplikował taką terapię: Zdejmij szpulę i na ośkę puść 2 - 3 kropelki oleju wazelinowego (trzymając kołowrotek osią w pionie!). Kręć korbką (nie za szybko!) dotąd aż olej wciągnie pomiędzy ośkę, a napęd rotora. Powtórz zabieg jeszcze dwukrotnie. Potem odkręć korbkę i wpuść tego samego oleju w łożysko po jednej stronie, pokręć korbką aż olej wciągnie do wewnątrz, powtórz jeszcze dwukrotnie. Potem z drugiej strony na drugie łożysko i ponownie powtórz. Zabieg ma przede wszystkim rozrzedzić stary zapieczony smar. Ale! Jeśli powodem jest lekuchno choćby skrzywiona ośka, a ją właśnie podejrzewam, to i na to powinno pomóc. -
I o to właśnie chodzi - wesołych!
-
Nie ma takiej możliwości. Jak pisałem: A to jest jakieś 40 cm do odcięcia (2-3 mm powyżej tej przelotki). W tym miejscu szczytówka ma 3,25 mm po wierzchu. Nie wiem ile grubości ma ścianka i jaki otwór zyskam po odcięciu, ale niech ścianka ma 0,65 mm (strzelam!) razy 2, to daje mi 1,3 mm. A więc powinienem (teoretycznie!) uzyskać otwór 1,95 mm. Być może uda mi się go "liznąć"odrobinę o 0,1-0,2 mm, to jaka szczytówka mi tam wlezie, by osiągnąć pożądaną długość ca 40 cm? A jeszcze gdybym miał się szczypać z motaniem tych mikro przelotek, to by mnie szlag trafił i krew jaśnista zalała. Nie ma prostszego rozwiązania, jak tylko dobranie odpowiedniej średnicy (i ugięcia wg mojego uznania) szczytówki (o dolnej średnicy tego odciętego elementu po zewnątrz!), dopasowanie do średnicy otworu (papierkiem ściernym i ręcznie) na ok 2 - 2,5 cm długości i wklejenie tego w otwór oryginalnej szczytówki. I choć wydaje się to niezwykle trudną i skomplikowaną operacją, to tak na prawdę jest to pikuś. Dziecinnie prosta robota na ok 10-15 min. Jeśli ma się gotowy plan w głowie i jakieś doświadczenie w tej materii. A dla mnie nie jest to pierwszyzna, robiłem to już kiedyś.
-
Dociu, jak odetnę, to już nie potrzebuję wiercić, bo szczytówka jest przecież pusta w środku. Otwór, który odsłonię będzie wystarczający, by wcisnąć w niego na klej szczytówkę odpowiednio oszlifowaną/dopasowaną do średnicy wewnętrznej powstałego otworu. A omotka przelotki znajdująca się zaledwie 2-3 mm poniżej, będzie doskonałym wzmocnieniem, dla szczytówki w miejscu połączenia. Robiłem to już wielokrotnie. Dla kolegi z Łodzi przerabiałem tak nawet złamaną szczytówkę od Daiwy. Ale fakt, 1,85 mm to bardzo grubo, a spodziewałem się szpileczki... Ps: W miejscu cięcia, będzie 3,25 mm. Jest spoko!
-
Pamiętam, pamiętam. Niech Ci służy, jak najdłużej. Hmm! Nie każdy miał za ojca chrzestnego kowala i urodził się z kowalskimi łapkami. Trudno!
-
Lekki niedosyt Alku, lekki niedosyt. Ten kijek najbardziej pracuje środkiem, szczytówka mało. Kombinuję już odcięcie jednej z nich tuż przed czwartą przelotką i wklejenie delikatne wklejki. W najcieńszym miejscu ta oryginalna szczytówka ma 1,85 mm, a to strasznie dużo, jak na kijek 0,8-5 g. W komplecie mam dwa szczytowe elementy, więc taka przeróbka to dobre wyjście, gdyż będę miał dwie różne, a nie jednakowe. Przypomnę sobie eksperymenty z dawnych lat.
-
Chyba nad swoją przyszłą - ewentualnie. Mojej nie oddam nikomu. Będę o nią walczył do krwi ostatniej.
-
Jedyna, która oparła się moim paluszkom, to Guliwer, ale ta małpa nie dobija do końca ok 1 cm. Poszła od razu w odstawkę. Trzy szt niżej pozgniatane, ale zostały awaryjnie w domu. Mój obecny warsztat.
-
Uff! Zapakowane jak cukiereczki! Ja się tak nie szczypię, lubię fajerwerki. A największe moje zdziwienie było, gdy przez pomyłkę odpaliłem nienabitą gilzę. Nos okopcony...
-
Phi! Tutaj nie ma pierdniczenia się (jak matka z łobuzem) jak z takimi, jaką zalinkował Docio, odpowiednia porcja tytoniu, odpowiednio ubić ubijaczką, założyć gilzę i przeciągnąć. W Mikromatic nie odmierzasz machory jak w aptece. Ot, po prostu, zakładasz gilzę, tytoniu sypiesz znacznie więcej niż jedna porcja na wierzch "machiny", paluchem nagarniasz do komory odpowiednią odrobinę i wajchujesz. Klapka odcina nadmiar, tłok wpycha do gilzy i wyrzuca gotowca. Znowu nagarniasz i wajcha w dół. Dokładasz porcję, nagarniasz i wajcha... etc, itd... Dobiega 5 min i już masz pakę. Rzecz jasna najpierw trzeba wyczuć to ustrojstwo, poznać TĄ porcję tytoniu. A jak już się naumiesz, to na zrobienie 1 szt będziesz potrzebował ok 10 sek, 6 szt/1 min, 30 szt/5 min. TAK to działa.
-
Zdrowych, spokojnych, wesołych i Do siego roku.
-
I to jest Twoim największym błędem. Nie wolno tak, ryba musi mieć od razu możliwość pociągnięcia żyłki/plecionki. Takie są podstawowe funkcje hamulca. Ustawiasz go zanim zaczniesz łowić, a nie dopiero jak holujesz rybę. Nawet podczas połowu sandacza, hamulec nie ma prawa być dokręcony zbyt mocno. Ma być w miarę mocno, ale ma pracować podczas holu. Drugim Twoim błędem jest kupowanie wędzisk na wyrost, bo może kiedyś trafi się branie suma, albo zaczepu atomowego. I tutaj też hamulec zabezpiecza na wypadek brania potwora, ma pracować, zapobiegać złamaniu kija. Osobiście brałem udział w spinningowych MP, kiedy padł rekord wyłowionej na takiej imprezie ryby. Kolega wyholował suma 30 kg na kijek wklejankę do 18 g i żyłkę 0,19 mm (nazwy firmy, producenta tego sprzętu nie podam, bo jest tutaj kolega pasjonat tej firmy, jeszcze w pióra obrośnie, czy co?). Każdy z nas miał już na kiju rybę życia, ale tego nie przewidzisz i nie da się zabezpieczyć na zaś. Nigdy nie będziesz wiedział, kiedy takie branie nastąpi. Zawsze te skurczybyki biorą wtedy, kiedy jesteśmy najmniej przygotowani. A machanie kijem na wyrost, to katorga, bo szybciutko ręce zabolą od machania nadmiernym ciężarem. Nie ma w tym żadnej przyjemności. Moja rada? Lekki kijek i... hamulec, hamulec i jeszcze raz hamulec!
-
Marcin, a czy Ty przypadkiem nie za bardzo sugerujesz się rybnymi wciąż łowiskami Szwecji? Nasze łowiska obecnie to pustynia! Gdybym ja kupował teraz kijek na szczupaka, to wybierałbym max do 18 - 20 g.
-
No, a i to przecież się zdarzało. Skubańce chyba saletrą z cukrem nabijali, bo potrafiły iskrzyć jakby był w nich takowy dodatek, a i smakowało cukrem.
-
Spoko Andrzeju, damy sobie radę. Pamiętasz papierosy Femina? Kręcone były z liści kapusty (komuna potrafiła zaskoczyć pomysłowością). Będziemy z kapusty kręcić. A nawet jeśli będą zbyt słabe? No to wystarczy taką fajeczkę zawinąć w papę i będzie wyglądem przypominać cygaro, ale z mocą je przewyższy - nawet kubańskie.
-
No i właśnie te mi się rozlatują w palcach. Nałamałem ich już ponad 10 szt. Elektryczne są do bani (mam takową), bo ślimak strasznie mieli tytoń. Ponadto, jak już zapalisz, to co chwila wypada żar. Portki popalone, bluzki, kurtki, a co gorsza niech to spadnie na siedzenie w aucie, to momentalnie dziursko. Z Mikromatic jest zupełnie inaczej. Tutaj nie musisz ubijać niczym. Ot! Palcem lekuchno rozprowadzasz, a w momencie jak wajchą zaczynasz przekręcać, to już zamyka komorę nabijania, odcinając nadmiar, w tym samym momencie docisk dociska gilzę, a tłok wpycha do środka. Cofasz wajchę, wyrzuca na stół gotowca i ponownie otwiera komorę. Podstawa jest zabezpieczona dość grubą gumą, którą zdejmujesz od czasu do czasu do czyszczenia. Uważam, że dobrze zainwestowałem, warto było.
-
Jeśli tych gilz, o których pomyślałem, to znaczy, że nadal stosujemy takie same używki. A wobec tego mogę z czystym sumieniem polecić Ci coś zaje...fajnego. Ja teraz od kilku miesięcy używam tego ustrojstwa. Każda poprzednia (w tym również elektryczna!) chowa się przy tym. Zrobienie paki zajmuje mi mniej niż 5 min. Cała jest metalowa, solidna i ciężka. Te plastikowe (suwane) jakoś mi się zgniatały w paluszkach.
-
Adam, tylko nie montuj tego ustrojstwa nad fotelem.
-
Każdą jedną - brać, wybierać, nie żałować. Sorry, jakie pytanie, taka odpowiedź.
-
Też tak myślę, ich po prostu już nie ma (niemal!). A te, które pozostały doktoratów nie porobiły i na żyłkę, czy na plecionkę nadal dają się tak samo zaciąć i złowić. To tylko kwestia umiejętności wędkarza, bo przecież to on łowi, anie plecionka...
-
Sie nie da, bo albo rozhartujesz je w ogóle, albo zahartujesz tak na wskroś, że będą pękały w palcach. No i oczywiście wypalisz powłokę na nich i będą rdzewiały w pudełkach. Nie żebym się czepiał, ale tak mnie naszły wspomnienia z początków mojego "sandaczowania". W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieliśmy do dyspozycji tylko żyłkę (ja łowiłem na Sneck fluo) i tylko goowniane haki, które potrafiły pękać podczas wbijania w gumę. Mimo przeciwności losu, rzadko który sandacz się nie zapiął. Jak dostał w ryj, to musiał siedzieć. Nasze kije nie posiadały też takiej sprężystości, jak obecnie, bo albo były z włókna szklanego, albo z lipnego kompozytu. A jednak nie miałem takich dylematów i nie wybrzydzaliśmy, a wyniki mogłyby zwalić z nóg dzisiejszych łowców...
-
Ciepły kombinezon na prezent dla spinningowca
Jotes odpowiedział Maruschia wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Oczywiście! Ja pomierzyłem sobie: długość rękawa, obwód w pasie i klacie, długość nogawki, itd (oczywiście pomogła mi w tym żona) i zadzwoniłem do sklepu, a tam już sprzedawca zajął się doradztwem. A trzeba powiedzieć, że znają się na swojej robocie i wiedzą, co sprzedają. W każdym razie dopasowano mi wszystko idealnie. Swoich pomiarów dokonywałem Komplet myśliwski kamuflaż leśny na podstawie tej "ściągi". Tam też można dokonać zakupu. -
Hihi! Alek, potraktuj ten link tylko i wyłącznie, jako poglądowy. Jak zapewne zwróciłeś uwagę, ja zalinkowałem kotwice sumowe 5/0. Koledze będą potrzebne dużo, dużo mniejsze, bo nr 2 - 3 (?), no góra nr 4. Mogą więc być Treble 13, sporo tańsze.
-
Do nich dodałbym jeszcze VMC. Kotwice Treble 16 5/0 10szt - Gamakatsu A jeśli Gamakasu, to tylko z tej serii. Tutaj masz przyrząd do ostrzenia haków i kotwic.
-
Ja pamiętam - muszę, bo akurat Millenium miałem dwie szt. Jeden wciąż jeszcze mam. Jeśli uważasz, że to on był klonem Zaubera (?), to oświadczam, że nijak nie przypomina pierwowzoru. Tutaj inne wcielenia Zaubera. ;)
