Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. A czy Ty wiesz, co to są prawa autorskie? Masz zgodę autora zdjęć na publikację ich pod Twoim nickiem? I po kiego licha wstawiasz nam tutaj ten chłam? Po to, żeby admin miał się z czego tłumaczyć, jak dojdzie do jakiejś rozpierduchy? Masakra!
  2. I tutaj się nie zgadzamy. Ja preferuję własną szkołę boleniową i prowadzenie przynęty wolno lub ew w średnim tempie. I z tym mi było dobrze przez ponad 20 lat "boleniowania". Ale co boleniarz, to inna szkoła.
  3. I tak się właśnie domyślałem. Tak więc, tylko patrzeć, jak naprawdę wstawi nam fotkę piraruku (arapaimy).
  4. A cóż to za "piraruku" na trzeciej fotce? Okonioboleń? Czy boleniookoń?
  5. A to myślisz, że dla mnie to jakaś filozofia - duży nurt. Nawet w takim nurcie ten konkretny kołowrotek służyłby mi długie, długie lata. Na czeskie i ruskie g... łowiłem i wytrzymywały po kilka lat. I co ma ten kolejny kołowrotek uratować przed zajechaniem w ciągu jednego tygodnia? No bo skoro zajechałeś dwa większe kołowrotki, o znacznie mocniejszej przekładni (5.0:1!), to ten mniejszy z przełożeniem 6.0:1 i co jest logiczne ze słabszą przekładnią (za jedyne 500 zł!), padnie w Twoich rękach w ciągu zaledwie 1 tygodnia. Do jakich przynęt go potrzebujesz? Że na bolenia, to już doczytałem.
  6. Hmm! Nie wiem, co trzeba robić z takimi kołowrotkami, żeby je zajechać w 2 mies? Zdradź sekret. I taka jeszcze jedna uwaga. Zajechałeś dwa kołowrotki wielkości 4000, ale szukasz teraz znacznie mniejszych, nawet 2500?
  7. Tak jeszcze mi się przypomniało i odnalazłem relację kolegi z innego portalu, z zawodów w Hiszpanii, w których corocznie biorą udział. A wobec tego wklejam, jako przykład działań w krajach UE, zapobiegających za wszelką cenę, rozwlekaniu racicznicy. Tutaj akurat łódź kolegi Tomka, ale taki sam "los" spotkał wszystkie inne łodzie. Tak więc, na zachód od nas, albo mieszkają sami idioci i nie doceniają zbawiennych możliwości filtracyjnych racicznicy, albo ludzie mądrzy, oczytani i zdeterminowani w walce ze... szkodnikiem z piekła rodem. Czy kiedyś i u nas zawita rozum, wyobraźnia i odrobina wiedzy, z czym mamy do czynienia? Wątpię! A jeśli już, to ja pewnie tego nie dożyję...
  8. Nasza, polska natura sobie z tym nie poradzi, bo to nie jest gatunek należący do niej. Jest tutaj zawleczony przez człowieka przypadkiem i przez baranów bezmyślnie. Bo im się wydaje, że robią dobrze, a w rzeczywistości wyrządzają rodzimej naturze gigantyczną szkodę. Co najgorsze, to jedni nie potrafią tego pojąć, a jeszcze inni nie potrafią się przyznać do błędu i napisać wreszcie prawdę. A wiesz dlaczego? Bo to by postawiło pod wielkim znakiem zapytania ich kompetencje, a nawet i głównie ich dyplomy magistrów, doktorów... i profesorów. Obnażyło by to, że papier dostali, nie za badania naukowe, tylko za opisanie fikcji, wyssanych z palca. Swój dyplom mogliby wtedy już tylko powiesić w kiblu na gwoździu. Tak samo jest w przypadku wprowadzania u nas obcych gatunków ryb. Np tołpyga, szarlatani do dzisiaj twierdzą i upierają się przy tym, że ona też filtruje wodę z glonów, bo się nimi żywi. A to jest wierutne kłamstwo, do którego też się żaden nie przyzna, bo wtedy będzie się mógł podetrzeć swoim dyplomem. Tutaj prawda jest taka, że tołpyga wpieprza zooplankton, a nie fitoplankton. A to właśnie zooplankton jest naturalnym filtratorem wody, żywiącym się fitoplanktonem. Potwierdzają to badania przeprowadzane na świecie, a w szczególności amerykańskie. U nas też chyba jako jedyny (tu nie mam pewności!) Uniwersytet Łódzki prowadził badania m.in nad tołpygą na zlecenie PZW, a wynik jest kompromitujący dla szarlatanów (ichtiologów). Na potwierdzenie moich słów, poniżej cytat i link do źródła: INWAZYJNE GATUNKI RYB W POLSKICH WODACH - ZAGROŻENIE DLA RODZIMEJ ICHTIOFAUNY Ręce opadają Krzychu. To są raki: pręgowany (amerykański) i sygnałowy. My tutaj w Polsce mieliśmy takie własne "służby sanitarne" - rak błotny i rak szlachetny. Ale przez głupotę człowieka i jego arogancję i brak poszanowania dla rodzimej przyrody, doprowadzono do eksterminacji naszych rodzimych gatunków. Gdybyś poczytał odrobinę, to wiedziałbyś, że te dwa obce gatunki raków są nosicielami dżumy raczej, która zdziesiątkowała nasze raki. Te amerykańskie są niewielkie i nie mają żadnych wartości kulinarnych jak nasze rodzime... Krzychu, czy Tobie przypadkiem nie jest obojętne, co powinno żyć w naszych warunkach naturalnych i czy jakiś dupek zniszczy i wyniszczy nasze gatunki rodzime, przez własną arogancję, głupotę i nieuctwo? Wisi Ci to? Poznaj najgroźniejsze gatunki inwazyjne w Polsce. Może ten tytuł i lista gatunków coś Ci uzmysłowi.
  9. I właśnie takich mamy szarlatanów, a nie ichtiologów. A powiedział Ci czemu samemu tego nie zrobi? Bo wprowadzanie do naszego ekosystemu gatunków obcych inwazyjnych jest karalne. A dopowiedział Ci, że to małe gówno wybija co do nogi rodzimego małża - szczeżuję wielką (prawem chronioną), wpisaną na czerwoną listę gatunków zagrożonych? Nie powiedział Ci takich rzeczy? Czyli wpuścił Cię na minę... Poza tym: Faktycznie racicznica filtruje wodę i to aż do 1 l na dobę. Ale... Żyje w gigantycznych koloniach. Jeden osobnik jest w stanie wyprodukować do 1 mln komórek jajowych rocznie, co przyczynia się do ekspansji na gigantyczną skalę i zdominowania zbiornika, do którego TY je wprowadziłeś, ale też ewentualnych odpływów. W krótkim czasie wytnie w nim resztę życia, czyli nasze rodzime gatunki małż i te Wasze ślimaczki też. A jest to oczywiste, gdyż zasiedlając jakąkolwiek wodę, obsiada na grubo wszystko, co się w niej znajduje - czyli małże nie mają szans na przemieszczanie się, ani też na zdobycie pożywienia (będąc "obudowane" wokół tym "gównem"). Ponadto, filtrując wodę pochłania toksyny sama stając się ich siedliskiem, a przez to zatruwa toksynami ryby żywiące się nią, a potem ludzi żywiących się tymi rybami. To jednak nie wszystko! Filtrując wodę przyczynia się do zwiększenia jej przejrzystości, a to oznacza błędne koło, gdyż większa przejrzystość wody przyspiesza proces fotosyntezy i rozwój glonów na jeszcze większą skalę. I tu koło się zamyka... Tutaj, jako najbardziej znany mi przykład, powołuję się na stan Zalewu Sulejowskiego, któremu wyrządzono dokładnie taką samą szkodę. Nie ma już naszych małży, zostały wybite do nogi przez gównoracicznicę, w ciągu pierwszych dwóch, trzech lat od jej wprowadzenia. Potem wyciągaliśmy na przynętach, gdy tylko utknęła na dnie, puste skorupy małży. SZOK! Ale to nie tylko racicznicę tutaj zawleczono, bo pomiędzy nimi znalazły się też jajeczka/larwy (?) raka amerykańskiego - pewnie przypadkiem. Ale ten z kolei wybił do nogi nasze raki rodzime, bo jest nosicielem groźnej choroby i samemu będąc odporny na nią, przyczynił się do wyginięcia naszych gatunków. Teraz już widzisz skalę szkód wyrządzonych naszym wodom, które z racji Twojego hobby, nie powinny być dla Ciebie obojętne. A powiedział Ci ten ichtiolog, że cały świat wypowiedział wojnę racicznicy? I tak np w USA i Kanadzie wydaje się rocznie ciężkie miliardy dolców na walkę z tym "gadem" na wielkich jeziorach. Każda łódź bez wyjątku, jest kontrolowana przez służby sanitarne, zanim zostanie zwodowana. A po wyjęciu z wody, od razu na przyczepie jest obowiązkowo myta Karcherem, by tego świństwa nie przenieść do innego zbiornika lub rzeki. Podobnie w portach morskich, wszystkie statki oczekujące na redzie, są skrupulatnie badane pod względem sterylności zbiorników balastowych. I jeśli tylko stwierdzą w nich obecność racicznicy, tak od razu statek jest odsyłany na pełne morze, ma obowiązek pozbycia się wód balastowych razem z intruzem, doprowadzenia zbiorników do należytego stanu, a dopiero po ponownej kontroli, może wejść do portu. Taka operacja czyszczenia zbiorników balastowych też jest kosztowna, nie mówiąc o ryzyku pozbycia się balastu przy pełnym załadunku. Kiedyś przypadkiem wpadłem na jakieś rozporządzenie dotyczące portu w Gdyni, gdzie obowiązują takie same (lub zbliżone) przepisy, dotyczące sterylności zbiorników balastowych. A jeśli w Gdyni to obowiązuje, to nietrudno się domyśleć, że i we wszystkich polskich portach jest to samo... To tak w telegraficznym skrócie. A na chłopski rozum! Jeśli racicznica znalazła się tutaj u nas, na liście gatunków obcych inwazyjnych, to chyba nie bez powodu. Prawda? Nie! Takich mamy oczytanych i uczonych ludzi w Polsce. I należy nad tym ubolewać!!!
  10. Kris i Ty faktycznie wrąbałeś to g... do tego zbiornika? Gatunek obcy inwazyjny???
  11. Ta "przelotowa", to nic innego, jak przelotka zmontowana na przesuwnym pierścionku i jest luźno zakładana na szczytowy element. Dopiero jak rozkładasz kijek, to tą przelotkę przesuwasz w odpowiednie miejsce, gdzie trzyma się na wcisk (lekko!) na stożku szczytówki.
  12. Phi! Jak chce robić drewniany, to niech robi. Ojciec jest spawaczem, to mu wyspawa jagodową elektrodą.
  13. Być może tak, ale ja robię go jeszcze po staremu, a poznałem go, jako węzeł ABU. Dwa razy przez oczko krętlika, trzy razy wokół żyłki głównej i jeszcze tylko przez te powstałe dwie pętle... i już, zaciągam go. I nigdy mnie nie zawiódł.
  14. Węzeł Trilene
  15. Są trzy rodzaje prawdy: scyro prowda, tys prowda i gówno prowda. A to, co napisałeś, a ja zacytowałem to właśnie ta ostatnia prawda. Te Twoje Rolls Royce (Meppsy) od podstaw robione i kręcone są przez MŻR (małe, żółte rączki). Ale na końcu wypowiedzi, sam sobie już to dopowiedziałeś. I faktycznie wszystko jest już "skalane żółtaczką".Temu sprzedawcy powiedz, że jest baran i wciska Ci kit, by jak najwięcej zarobić na jeleniach (bo tak traktują klientów). Kiedyś Meppsy, to faktycznie były - rzekłbym nawet - jak Lamborghini. Za to ABU Droppen, jak Rolls Royce. Teraz nawet nasz Wirek bije je na łeb, na szyję. A wiesz czemu? Bo to rodzima produkcja, a nie chinole spartolone i na starych wybitych formach tłoczone - aby więcej. Mało tego! O ile Francuzi mieli jakąś kontrolę jakości swoich wyrobów, tak teraz pakowane są przez MŻR, jak leci. Kręci, nie kręci, nadaje się do sprzedaży, a na forach wędkarskich narzekają, że jak się uda, to trafi się dobry egzemplarz. Ale tak, to również trzeci rodzaj prawdy, żeby mnie obchodziło, na co ktoś sobie życzy łowić ryby...
  16. Już zabłysłeś. A skoro nalegasz, to trudno odmówić, gdy ktoś tak ładnie i usilnie "prosi". Masz tutaj odpowiedni wzór. Co prawda kiedyś, jak jeszcze uczyłem się nosić pieluchy tetrowe, to mnie w takim wożono, ale wtedy to był najnowszy krzyk mody. No i odszyfrowując Twoje wpisy, doszedłem do wniosku, że nowoczesność i prostota wykonania Cię nie rajcują... A tutaj do wyboru, do koloru. Miłego majsterkowania. Jak coś, to śmiało pytaj!
  17. No to warto było się przejęzyczyć/przeklawiaturować (?), by Cię do tego "zmusić".
  18. Małych szczupaczków nie wolno łowić, bo to śmierdzi kłusolką, ohydnym procederem...
  19. Przelotka - jak sama nazwa wskazuje, jest... przelotowa. Wiem! Dałem z lekka ciała.
  20. No to luknij w te fotki, które się wyświetlają po wpisaniu w przeglądarkę "magicznego hasła" - Wózek wędkarski. Ps: Z tego co kojarzę, to szanowny rodzic jest spawaczem? Więc powinien podołać "wyzwaniu".
  21. Obiecuję, bo nie odpowiadam na takie bazgraniny w językuuu... no właśnie. W jakim języku? Aha! Masz kręgosłup, ale nie masz pępka? Czy może masz kręgosłup tylko do pępka? Od pępka? Nie pojmuję... Oj Pietrek, Pietrek! Popraw to i sprecyzuj.
  22. To dokładnie jest tak: Gdzieś mogłeś faktycznie przeczytać, że gdzieś można łowić na żywą przynętę czy robala np, ale to nie u nas. A co do przelotek, to najprościej Ci będzie zabrać ten kijek do sklepu i tam sprzedawca powinien dopasować do niego jakieś przelotki - tak jest u nas w sklepach i takimi m.in poradami czy pomocą zyskują klientów. A masz pewność, że pomiędzy nimi nie powinna być jeszcze przelotowa przelotka? Bo i tak mogło być.
  23. Krótko mówiąc, klej do piasku.
  24. Nie mam pojęcia, jak jest dzisiaj z moją dawną przynętą na te ryby, czy jest jeszcze dostępna? Ale ja w podobnej sytuacji stosowałem larwy stonki. Mają specyficzny zapach, ruszają się żwawo na haczyku i skutecznie kusiły rybska w Pilicy. Ale czy jeszcze są? Tego nie wiem...
  25. Hihi! Moja nie. Miałem tego kiedyś, "jak głupi mydła". Odkąd nie biorę już udziału w zawodach i po Polsce nie jeżdżę, czyli od ponad dziesięciu lat, jeszcze żadnej wirówki nie dokupiłem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...