-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Ja do takich twisterków jak Twoje, stosuję główki z haczykami nr. 2-4. Ale czasem zakładam główki z haczykiem nr.6, szczególnie wtedy gdy okonie jakby od niechcenia zasysają wolno wleczoną przynętę. Główką 4-5g, przy żyłce 0,16mm, śmigniesz te 40m, ale wiele zależy od wędki i wiatru (jego siły i kierunku). Na wodach stojących stosuję żyłkę 0,16mm, ale gdy szukam okoni w Warcie to 0,18mm. Jeżeli szczególnie zależy Ci na rzutach na duże odległości, to sięgnij po boczny trok i porady Jotesa, który jest w kwestii BT niekwestionowanym autorytetem.
-
Ja do zbrojenia paproszków stosuję mikro - jigi Mustad i Jaxon. Nie mają kołnierzy u nasady główki, więc nie rozrywają korpusów małych gumek. Takie mini przynęty mają małą masę własną, więc nie ma obaw że będą się zsuwać z haka. (Ale jak masz takie obawy, to możesz przykleić tzw. Kropelką.) Możesz kupić tego typu główki z hakami różnej wielkości i gramaturą od 1g do 6g. Na takie niewielkie haczyki możesz wyholować rekordowe okonie, jak również kilku kilogramowe szczupaki i sandacze. Czego Tobie (i sobie) życzę.
-
Wind napisał: Tak na marginesie, tu nie chodzi o 1,5mln ale 2 mln euro. I tym optymistycznym akcentem, proponuję zakończyć dyskusję nad urokami piłki nożnej, gdyż uczestnicy dyskusji (w liczbie czterech), wystarczająco jasno określili swoje stanowiska. Najwyższy czas wrócić do nurtującego ludzkość, tytułowego pytania: A co z włosami?
-
Wind napisał: Akurat była odwrotna sytuacja, strzał na bramkę, ręka wyciągnięta. Windzie -Danielu. Może mówimy o dwóch różnych boiskowych sytuacjach, być może ja czegoś nie dostrzegłem. W każdym bądź razie Twoja wersja, burzy przyjętą przeze mnie linię obrony (decyzji sędziego). W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak trwać przy swojej wersji wydarzeń na boisku, tak jak utkwiły w mojej pamięci. Wind napisał: Ewidentnie szukał lewą nogą nogi obrońcy. Upadając, a właściwie kładąc się. Sam wiesz że gra w LM, toczy się o duże pieniądze. Zadaniem napastnika jest zdobyć bramkę, albo sprokurować sytuację która może tą bramkę przynieść. Czyli zrobić wszystko co w jego mocy, aby premia za zwycięstwo ( bodajże 1,5mln euro), trafiła na konto własnego zespołu. Współczesna piłka jest grą bardziej kontaktową, niż to było kilkadziesiąt lat temu. Granica między grą "jeszcze czystą" a "grą faul" jest bardzo subtelna i wiele zależy od interpretacji danej sytuacji przez sędziego. Jeden sędzia gwiżdże wszystko, inny puszcza nawet brutalne faule. Rolą zawodnika jest przechytrzyć zarówno przeciwnika jak i sędziego. Rolą sędziego jest, aby nie dać się na sztuczki zawodników nabrać. Zważywszy na to, że wszystko dzieje się w kontekście naprawdę dużych pieniędzy, nic nie powinno dziwić (mnie bynajmniej nie dziwi). O ideałach " szlachetnej rywalizacji" Pierre de Coubertina, świat już dawno zapomniał.
-
wind, dnia 08 Gru 2016 - 21:59, napisał: Co do meczu, ja zdania co do zawodowego sportu nie zmieniam. Dwa zagrania ręką w ciągu jednej akcji bez reakcji sędziego i brak ewidentnej żółtej kartki dla Kucharczyka za symulowanie faulu i próbę wymuszenia karnego w końcówce meczu tylko umacnia mnie w swojej ocenie co do uczciwości takich rozgrywek. Moim zdaniem, sędzia zachował się jak najbardziej prawidłowo w w/w sytuacjach, jak to się ładnie mówi, "zgodnie z duchem gry". Trudno mówić o celowym zagraniu ręką, jeżeli piłka wybijana z własnego pola karnego, przemieszcza się od bramki i trafia w rękę innego piłkarza. Zwłaszcza że nie było ruchu ręki w kierunku piłki, tyle tylko że piłka trafiła w jego rękę (nie pomnę kto to był). No bo jakiż byłby sens celowego zatrzymania ręką we własnym polu karnym piłki, która zmierza na "uwolnienie"? (używając języka hokejowego.) Chyba nie po to żeby spotęgować zamieszanie i zagrożenie, na własnym polu karnym. Dlatego moim zdaniem sędzia słusznie nie zareagował "zgodnie z duchem gry". Gdyby piłka przemieszczała się w kierunku bramki, wtedy sędzia mógłby zinterpretować sytuację jako celową obronę ręką we własnym polu karnym, i nie można by było mieć do niego większych pretensji. Co do Kucharczyka, to tym bardziej nie zgadzam się z Szanowanym i Szanowanym Mistrzem Danielem. Sam fakt że nie było faulu, wcale nie oznacza że zawodnik symuluje. Jest wiele sytuacji że obrońca interweniuje jak najbardziej prawidłowo trafiając w piłkę, a rozpędzony napastnik wpada na niego. Można sobie wyobrazić że jest to bolesne. Albo piłka którą uderza napastnik, zostaje w tym samym momencie zablokowana przez obrońcę. W takich sytuacjach zdarzają się bardzo groźne kontuzje stopy, zerwane ścięgna, a przecież formalnie faulu nie było. Jak słusznie zauważył Jarek, są lepsi w symulowaniu fauli niż polscy zawodnicy. Niektórzy potrafią robić to tak sugestywnie, że patrzę ze zgrozą w ekran, czy gdzieś nieopodal nie poniewiera jakaś urwana ręka czy noga.
-
Quartz pisze: Ale żeby to był dobry mecz nie mogę powiedzieć. I chyba remis by był bardziej sprawiedliwy. Tu nie mogę się z Tobą Quartzu zgodzić. Uważam że był to bardzo dobry mecz ze strony Legii, oczywiście biorąc pod uwagę potencjał zawodniczy, oraz poziom naszych zespołów klubowych. Bardzo dobrze rozegrany mecz od strony taktycznej, czyli wybijanie przeciwnika z rytmu gry i groźne kontrataki. Z tych kontrataków Legia stworzyła sobie kilka świetnych sytuacji pod bramką Sportingu, które przy "zimnej krwi" napastników, powinny być wykorzystane. Taktyka była kluczem do sukcesu, bo gdyby Legia zagrała tak otwarty mecz jak z Borussią D. to wynik mógłby być 4:2 dla Sportingu. Oświadczenie: Nie jestem kibicem Legii, nie byłem i nie będę, przynajmniej w rozgrywkach ligowych. Ale na arenie międzynarodowej kibicuję każdej polskiej drużynie. Ps. Sorry za off-top w pasjonującym wątku klubowym.
-
Wędkowanie na ekranie - nowy kanał wędkarski!!!
Ozet odpowiedział wędkowanie na ekranie wna temat w Warto zajrzeć
Zgrabnieś to Jotesku ujął. Wypada mi się z tymi słowami zgodzić, od "M" po kropkę za "a". -
Wędkowanie na ekranie - nowy kanał wędkarski!!!
Ozet odpowiedział wędkowanie na ekranie wna temat w Warto zajrzeć
wędkowanie na ekranie pisze: ...będą piękne ryby które złapaliśmy na tej zasiadce O, widzisz Jarek? Kolega...Wędkowanie na ekranie, też złapał, a jako żywo nie jest to mucha ani pchła. Swoją drogą też wolę określenie złowiłem, ale zdarza mi się używać ich zamiennie. -
A mówiłem, mówiłem Maksiu rób fotki, będziesz miał się czym pochwalić, czy kiedyś powspominać (z dziećmi i wnukami) swoje początki.("Patrz wnusiu, takie stworzenia żyły kiedyś w wodzie, nazywały się ryby." )Dwa zdjęcia to trochę mało jak na podsumowanie sezonu. A mieliśmy przecież spektakularne wyniki, warte uwiecznienia, czy to na zbiorniku Stare Miasto (80ha zbiornik retencyjny na rzeczce Powa, lewym dopływie Warty), gdzie płoć jest gatunkiem dominującym, czy też na starorzeczu Białobrzeg. Fakt, że nieszczególnie szło nam łowienie bolonką w Warcie. Jeszcze wiosną, do połowy czerwca brały nieźle płotki, krąpie, trafiały się pojedyncze leszcze, tak później nastąpił całkowity marazm i bezrybie. Ot pojedyncze krąpiki i uklejki. "Wieść gminna" niosła, że łowiono piękne leszcze w nocy, na gruntówki, ale my łowiliśmy tylko w dzień. No dobra, ale przecież to nie ja podsumowuje swój pierwszy sezon. W mojej ocenie tekst może nawet niezły z nutką takiej młodzieńczej hardości, co akurat uważam za zaletę żeby jak to mówią "nie dać się zjeść w kaszy". Omawiamy tekst byłby lepszy, gdyby był napisany staranniej pod względem gramatycznym. Max, jeżeli w przyszłym sezonie przyjdzie nam łowić razem, to będę zwracał szczególną uwagę, abyś " strzelał fotki" wszystkiemu co zawiśnie na wędce.
-
Pospolity, smaczny grzybek, wspomnienie dzieciństwa i wczesnej młodości:Twardzioszek przydrożny ( Marasmius oreades). Nazwany u nas tańcówką. Do dzisiaj pamiętam smak gęstych sosów albo jajecznicy z tym grzybkiem, choć nie jadłem go pewnie z 35 lat. Inna sprawa że w młodości wszystko smakowało lepiej...
-
Drogi Owidiuszu, niezmiernie się cieszę, że nasze myśli błądzą po takich samych manowcach.
-
Alex pisze: Jestem tylko ciekaw, jaki zestaw stał się prezentem... Alex, mam przeczucie graniczące z pewnością, że został wybrany zestaw zaproponowany przez Ciebie. Przecież Angie od początku czekała na propozycję konkretnego zestawu, co wynika z przebiegu dyskusji. Spójrz na chronologię postów. Tuż po Twojej rozsądnej propozycji całkiem zgrabnego zestawu, spełniającego zakładane kryteria, następny post brzmiał: Dziękuję wszystkim za pomoc! Zestaw wybrany i pora zamawiać
-
Możesz jak najbardziej zastosować przystawkę ze spławikiem, nie tylko w wodach bieżących, ale także w różnych łowiskach z wodą stojącą. Niejako w uzupełnieniu powyższego artykułu, napisałem o tym w komentarzu do tekstu o przystawce na pewnym portalu.
-
Zgadzam się zarówno ze słowami Quartza, jak i Jotesa. (Nie wiem czy już kiedyś pisałem, że jestem wyjątkowo zgodnym i bezkonfliktowym człowiekiem. ) Guma ma to do siebie, że stosunkowo szybko kruszeje, więc uwaga Quartza jest jak najbardziej celna. Jotes pisze: A silikonowe mogą być? I nie guma i nie koszulka igielitowa, ale coś lepszego od nich, a być może żywotniejszego. Wężyki silikonowe są świetne, gdyż dobrze "trzymają" spławik w ustalonym położeniu na żyłce. Jednocześnie łatwo można przesunąć spławik w inne położenie, co nieraz bywa kłopotliwe przy zastosowaniu koszulek igielitowych. O ile jednak łatwo jest dobrać odpowiedni wężyk silikonowy na cienki kil/statecznik spławika klasycznego, to może być z tym problem przy spławiku typu peacock float (w kształcie ołówka z krótkim kilem). Czy aby silikon na górnej części korpusu, dajmy na to o średnicy wewnętrznej 5mm i zewnętrznej 8mm, nie będzie wyglądał cokolwiek dziwnie? Jeżeli już Stawny upiera się przy dwupunktowym mocowaniu takiego spławika, to najlepiej byłoby na krótki kil założyć silikon, natomiast na górną część korpusu, igielit o cienkich ściankach. Można też zastosować rozwiązanie z wężykiem silikonowym na kilu i oczkiem do przeprowadzenia żyłki w górnej części korpusu. Takie tymczasowe oczko można wykonać dosłownie w 5 minut. Wystarczy krótki odcinek grubej żyłki złożonej w pół, oraz omotka z pierwszych lepszych nici. Omotkę można zalakierować bezbarwnym lakierem do paznokci. Taki spławik będzie spełniał swoje zadanie identycznie jak mocowany dwoma koszulkami.
-
Macieju, kup w sklepie z akcesoriami do rowerów gumę wentylową. Będzie w sam akuracik do Twoich potrzeb.
-
Stawny pisze: Co sądzisz o tym co poniżej napisałem pomijając potencjał i WKU hiiii;) Maciej, sądzę że Twój postulat ma złego adresata. Obowiązek posiadania karty wędkarskiej, wynika z ustawy o rybactwie śródlądowym, więc PZW sam z siebie nie może tego zmienić. Tak więc Twój apel powinien być skierowany do ustawodawcy, czyli Sejmu RP. Zresztą sam napisałeś w pewnym miejscu: "Tym powinni zająć się w Sejmie".
-
Stawny pisze: Ozet, twoja odp. to jak bym słyszał komisję na poborze. Rokuje duże nadzieje ect. Potencjał . Widocznie tajna współpraca z WSI, nie "poszła w las". Ale zapewniam Cię że na nikogo nie donosiłem, a pieniądze na pralkę, lodówkę i telewizor, wygrałem w totolotka.
-
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Adam, spinningowałeś z brzegu czy z łódki? Łowić na Przykonie z brzegu to istna makabra, dopóki łany wywłócznika i rdestnicy nie opadną. Gratuluję szczupaka. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Adam, staraj się rzucać w miejscach które są możliwe najmniej wydeptane przez innych wędkarzy. Nieraz z pozoru "jałowe" miejscówki, omijane przez większość spinningistów, kryją niejedną niespodziankę. A jeżeli już łowisz na popularnych "klepiskach" , to staraj się przesunąć kilkanaście metrów w lewo lub prawo, aby poprowadzić przynętę innym torem niż zwykle. Ryby, o ile nie są z takich miejsc wybrane, to po pewnym czasie zupełnie ignorują przynęty podawane i prowadzone tak samo, przez dziesiątki kolejnych spinningistów. I jeszcze jedno. Piszesz "z Warty za Koninem" masz na myśli Wartę na zachód od Konina? Bo kilka kilometrów poniżej miasta, jest świetne łowisko miętusów na przyujściowym odcinku pewnej rzeczki. Swego czasu często tam łowiłem. Problem jest taki, że biorą tam głównie miętusy okołowymiarowe, ale często w dużych ilościach. Quartzu, potraktujmy więc moje pytanie jako czysto retoryczne. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Quartz pisze: I ryby jakie uprzejme. Same Ci się faszerują. Quartzu, ten "farsz" dał mi do myślenia. Bo jak są małe miętusy, to w pobliżu pewnie są i duże. Może warto tam byłoby przysiąść nad gruntówką? -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dzięki Jarek. Mam ostatnio dość dobrą passę nad Wartą, więc staram się to wykorzystać, bo nie wiadomo jak długo rzeka będzie dla mnie łaskawa. Może i nie są to okazy, ale jak mówi przysłowie "lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu". I mam nadzieję, że nie powiedziałem jeszcze w "spinningowym 2016" ostatniego słowa. A nuż jakiś "gołąb" się trafi, o diabelskich, mętnych oczach? Dzięki Max. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dzisiaj łowiłem na spin w godzinach 8-12, tradycyjnie w rzece Warcie. Tym razem planowałem obłowić starą faszynowo-kamienną opaskę, oraz sąsiadującą z nią przykosę, czyli miejscówkę z szansami na każdego rzecznego drapieżnika. Przy opasce złowiłem szczupaka 54 cm, natomiast poniżej przykosy, schodzącą "wachlarzem" przynętę zaatakował boleń 56 cm. Te dwa brania miałem między godziną 10 a 10:30, gdy powierzchnia wody była zmarszczona przez drobną falę. Spinningowałem do południa, zmieniając przynęty i technikę ich prowadzenia, ale już nic godnego uwagi się nie wydarzyło. Jako ciekawostkę dodam, że szczupak miał w żołądku około 20 cm miętusa. -
W nawiązaniu do tak modnego ostatnio na forum tematu, kilka dowcipów o łysych. Żeby nie być posądzonym o złośliwość dodam tylko, że mnie już jakieś 20 lat temu, grzywka przestała spadać na oczy podczas łowienia. 1. Przed lustrem stoi dwóch łysych. Który z nich jest bardziej łysy? Ten, który ma większą głowę. 2. Nigdy nie należy wierzyć łysemu i rudemu. Rudy wiadomo fałszywy, a łysy mógł być kiedyś rudy. 3. Jedzie dziadek maluchem przez miasto 30 km/h. Jest 200 m przed światłami, zapala się czerwone. Dziadek powoli hamuje. Nagle wyprzedza go beemka z piskiem i staje przed maluchem. Dziadek w szoku uderza w tył BMW. Maluch do kasacji , a na bmw 4 ryski. Z beemki wysiada dwóch uczesanych na łyso i mówią do dziadka: - Co dziadzia bmw skasowałeś, kasę masz? - Nie. - A dzieci albo wnuki mają kasiutę? - Mają. - To masz tu komóreczkę i dzwoń. 5 min później zajeżdżają dwie bmw. Wysiada ośmiu takich jak tych dwóch i mówią: - Co dziadek, przyjebali cofając?
-
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Adam, znam jako tako te okolice, gdyż 10-15 lat wstecz, często jeździliśmy z kolegą na spin, na odcinek Waki - Tury - Piersk w kierunku Rożka. Było tam sporo szczupaka i okonia. Później jak wszędzie, zaczęło być tam coraz trudniej o przyzwoitego drapieżnika, więc skupiliśmy się na odcinku Konin - most autostradowy (A-2). Ten odcinek znam jak "własną kieszeń" od kilkudziesięciu lat, choć i tutaj rzeka uczy nas pokory. Warta to wyjątkowo kapryśna i chimeryczna rzeka. Potrafi całymi tygodniami udawać martwą, aż człowieka ogarnia przygnębienie, "bo panie nic nawet nie puknie". Czasem z nienacka, potrafi obdarzyć kilkoma ładnymi rybami, jakby dla kaprysu, by znów zapaść w długi letarg, co to "żeby panie chociaż coś plusło". Ale ja nauczyłem się już z tym żyć, przyjmując z pokorą kolejne upokorzenia, ciesząc się jak małe dziecko, z darowanych mi małych sukcesów. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dzięki koledzy za ciepłe słowa. Jak to mówią "nie zawsze jest Dzień Dziecka." Dzisiaj spinningowaliśmy z Maxem od 7:30do 10:00. W pierwszej pół godzinie, mieliśmy kilka subtelnych brań, jakby półgębkiem. W tych sytuacjach, guma była nieco ściągnięta z haka lub skręcona na bok. Niestety w żadnych z tych przypadków, nie udało się nam skutecznie zaciąć ryby. Po 8-mej, ustały nawet te delikatne skubania przynęty. Jeszcze przez 2 godziny obławialiśmy boleniowy rewir, jednak bez jakiegokolwiek kontaktu z rybą. Około 10-tej rozpadało się, więc zakończyliśmy wędkowanie. Jestem jednak przekonany że jeszcze tej jesieni kilka boleni padnie naszym łupem, czego nieskromnie sobie i Maxowi życzę. Ps. Wojciechu, ja dla odmiany, nie mogę w tym sezonie nigdzie namierzyć przyzwoitych okoni.
