-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Fakt, że biwakowanie jest interpretowane nadwyraz swobodnie. Jedni za biwakowanie potraktuja stolik i krzesełka a inni muszą zobaczyć namiot. Niemniej aby nie było wątpliwości w regulaminach porządkowych gmin istnieje zapis, że jest zakaz biwakowania na terenie gminy poza wyznaczonymi miejscami - polami biwakowymi. Są w Polsce gminy, które nie mają takiego zapisu. Nie jest to jednak przyzwolenie lecz przeoczenie, sytuacja której w gminie nie przewidzieli, na szczęście dla mnie (i innych niestety tak bardzo nielicznych), którzy po sobie (nawet po dwóch tygodniach) nie pozostawiają śmietnika po obozowisku. Status wędkarza? To jakiś nowy twór prawny? Jakiś nowy termin mający uprawomocnić czyjeś dziwne zachowanie? Nie ma czegoś takiego a Karta Wędkarska wyraźnie mówi o zezwoleniu na połów ryb a nie jakimś statusie. Status to prawa i obowiązki. Prawa dotyczą wyłącznie zapewnieniu miejsca do połowu a obowiązki trudno zliczyć. W rzeczywistosci jest nieco inaczej i wszystko zależy od kontrolującego. Jeden z PSR lub policji podejdzie, sprawdzi co ma sprawdzić, obejrzy obozowisko i pójdzie sobie lub odsapnie przy kawie lub herbacie jeśli mu się to zaproponuje. Inny z policji (Straży Leśnej, Straży Parków Narodowych i Krajobrazowych, Straży Granicznej), każe zwijać obóz albo zapłacić mandat i również zwijać obóz i można mu naskoczyć, bo takie jest prawo. Jasne, że można się szarpać ale jak pisałem w innym poście, na dobre to nie wyjdzie, bo i tak trzeba się będzie zwinąć a dodatkowo koszty sądowe i wpis do rejestru o karalności. Szczególnie bolesne jest chojrakowanie wobec SG co udało mi się zarzegnać na "Nocy traperów" organizowanej przez ŚP Janusza Niczyporowicza. W poprzednim ustroju brało się namiot i rozbijało gdziekolwiek nad rzeką, jeziorem lub inną wodą. Po rozmowie z leśniczym nawet w lesie nad wodą. Od 1995 można było o tym zapomnieć. Nie raz kazano mi się zwijać, kilkukrotnie kosztowało mnie to 300-500zł i dopiero od 2003r pokazano mi jak należy przygotować grunt pod zamiar obozowania. Nie ukrywam, mam pewną przewagę nad innymi i nie mam zamiaru z tego nie korzystać a e-mail nic a nic mnie nie kosztuje. Odmowa również nie jest dla mnie ujmą ale na pewno nie zapędzę się aby pisać prośby na obozowisko w lesie. Trochę realizmu i samokontroli nie zaszkodzi. Również przydatne są znajomości w lokalnym środowisku wędkarskim. Kilka lat temu dzięki znajomości z Jotesem spędziłem fantastyczne dwa tygodnie nad Pilicą tylko dlatego, że on zadziałał w Kole i Okręgu. Ja byłem przygotowany na ewentualne zwinięcie obozu w trybie pilnym i także na mandat, ale obeszło się bez tego a Policjant okazał się wielce życzliwy. Podobnie było nad Wycztokiem u Winda, nad Narwią z Windem, niestety bez Jotesa, i w wielu innych miejscach, w których byłem sam, więc o nich nie piszę, lecz na pewno wiem o czym piszę w temacie biwakowania. W ustawie o rybactwie śródlądowym jest wyraźnie napisane do czego została powołana PSR. Nic im do wód prywatnych ale stawy hodowlane i łowiska specjalne nie zawsze są wodami prywatnymi. Nie wszyscy mogą lub chcą wykupić grunt pod wodą a teraz będzie jeszcze trudniej. Włąściciel takiej wody może przymknąć oko na brak karty wędkarskiej dlatego tak ważne są zapisy w regulaminie łowiska. Jak przyjdzie co do czego a w regulaminie stoi, ze karta musi być, to umarł w butach. Gdy takiego zapisu nie ma a jednak będzie potrzebna, to zmartwienie właściciela. Nie wiem tylko po co znów to piszę. Policja na teren prywatny ma prawo wejść z interwencją na zgłoszenie konkretnej osoby w konkretnej sprawie i żaden nakaz nie jest im potrzebny. Jest też sporo innych przykładów z KW i KK kiedy to policja nie tylko nie musi mieć nakazu ale wejdzie i nawet skuje właściciela posesji. Nie pisz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia. Jechać na łowisko zawsze warto. Dobrze gdy takie łowisko posiada stronę internetową ze wszelkimi informacjami ale i sam kontakt wystarczy, bo w końcu można zadzwonić i wszystkiego się dowiedzieć. Ceny mogą być sztywne a niektóre, jak rozbicie namiotu, nieustalone ale i to nie jest do przeskoczenia. Pamiętam jak byliśmy nad Zalewem Sulejowskim z Jotesem i Windem na komercyjnym polu biwakowym, to Jotes tak się targował, że chyba zapłaciliśmy tylko połowę, ale już nie pamiętam dokładnie.
-
Nie istnieje coś takiego jak łowisko specjalne. To tylko nazwa, powszechnie przyjęta i zrozumiała przez wędkujących ale tylko nazwa a nie stan prawny. Łowisko Okoń to obręb hodowlany. Tak, Policja ma prawo wejść na teren bo "ktoś coś" tak jak na teren każdego zakładu na podstawie zgłoszenia. Co do przepisów, to jest ich całkiem sporo. Zaczynając od podstawowych ppoż i o ochronie środowiska poprzez geodetów, energetyków, leśników, myśliwych a na interwencji policji kończąc. Wszystko zależy co znajduje się lub co się dzieje na danej działce. Nie powinno to być jakimś zaskoczeniem dla nikogo poza kuriozalnymi przepisami dla myśliwych, którzy zgodnie z prawem i bez uprzedzenia mogą wejść do czyjegoś lasu i zrobić sobie odstrzał. Reszta wymaga ociupinkę wyobrażni. Strażacy wiadomo po co się pojawiają w domach podobnie jak agenci ubezpieczeniowi wyceniający szkody. Ochrona środowiska zawsze ma prawo wejść, gdy powstaje podejrzenie o cokolwiek z ochrony środowiska i może to być jakiś skład kilku beczek, kupa gruzu, stwierdzenie obecności roślin niebezpiecznych (ostatnio modny Barszcz Sosnowskiego), a także kontrola szamba. Geodeci regularnie prowadzą pomiary działek. A właśnie. Urząd Gminy też ma prawo wejść nawet do domu i przeprowadzić pomiar domu dla wyliczenia podatku. Energetycy zawsze mają prawo wejść do domu i sprawdzić podłączenia elektryczne ale także mają prawo wejść na działkę w celu remontu słupa lub choćby przeciągnięcia linii. Leśnicy regularnie sprawdzają obszar leśny nie tylko państwowy. Nigdy nie wiadomo gdzie zagnieździ się jakiś szkodnik a czas jest istotny bo z jednego drzewa może rozprzestrzenić się na kilka hektarów lasu. A policja to już chyba nie wymaga komentarza. Oprócz najzwyklejszych działań z powodu wykroczeń lub łamania prawa na prewencji kończąc. Ta prewencja jest szczególnie ważna, bo z nienacka odkrywają przelewy z szamb do wody, na które tak lamentujemy. Oczywiste jest też, że właściciel działki ma prawo nie wpuścić kogokolwiek na swoją działkę z wyjątkiem działań interwencyjnych policji, które odbywają się z urzędu, ale jeszcze nikomu to na zdrowie nie wyszło, bo w końcu i tak będzie musiał wpuścić tyle, że bez uprzedniego uprzedzenia. Nie jest to jednak tematem tego wątku i dalsze rozwodzenie się nad zagadnieniem z powodu braku znajomości przepisów jest nieistotne. @Aleksx501 nie jest tym zainteresowany, jego interesuje bezstresowy odpoczynek pod namiotem nad wodą i choć nie jestem w stanie podać mu łowisk to temat namiotu nad wodą jak i zagadnienia prawne z tym związane i z wodą mam przerobione dogłębnie.
-
Nie musi, jak najbardziej nie musi nikogo wpuszczać na swoją ziemię, o ile przepisy nie mówią inaczej. Strażników PSR nie musi wpuszczać, gdyż woda na jego ziemi należy do niego i może z niej czerpać pożytki. Jednak gdy wyniknie złośliwość losu i Policja zrobi wywiad, że pobiera opłaty za połów lub choćby udostępnia co jest związane z działalnością gospodarczą i wszelkimi przepisami z tym związanymi, albo ma pole namiotowe niezarejstrowane, to już mają paragraf a i napuścić mogą fiskusa. Wam co najwyżej mogą nakazać zaprzestanie połowu, gdyż to Wy zostaliście oszukani. W każdym bądź razie, tak jak pisałem wcześniej, Ciebie to nic nie interesuje.
-
Ciekawe stwierdzenie, które wiele osób nie tyle może, co na pewno wprowadza w błąd. Obojętnie, czy woda państwowa, czy dzierżawiona, czy prywatna. Na każdej z nich obowiązuje ustawa o rybactwie śródlądowym, czyli karta wędkarska. Wyjątek stanowią obręby hodowlane ujęte w Art 7 ust 4 wspomnianej ustawy. Wody stricte prywatne, według ustawy Prawo wodne, jak najbardziej mogą przynosić pożytki ale wyłącznie właścicielowi. Udostępnienie tych pożytków osobom trzecim wiąże się z koniecznością rozpoczęcia działalności gospodarczej, choćy nie pobierało się opłat. @Aleksx501. Na każdym łowisku jest, lub raczej powinien być regulamin połowu. Jeśli jest w nim ujęty wymóg posiadania karty wędkarskiej lub też takiego wymogu nie ma, to Ciebie interesuje wyłącznie ten regulamin. Jeśli jest napisane, że nie ma obowiązku posiadania Karty Wędkarskiej a pojawi się jakakolwiek kontrola, to odpowiada właściciel a nie ty.
-
Wygląda jakoś znajomo, zupełnie jak z reklamowanych ongiś spławików samozacinających. Jeśli jest to ten wymysł, to jest to wersja pierwsza tego ustrojstwa. Wersja druga ma już zmieniony nieco mechanizm i zdecydowanie inny wygląd. A może na odwrót?
-
O widzisz, link tak.
-
A za co ban? Każdy może sobie napisać petycję jaką chce i prosić o poparcie, tak już jest w demokracji. Są inne możliwości niż ban, który bardzo łatwo podnieść do ograniczenia swobód i zamknięcia hosta.
-
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
No i sprowadziłeś mnie na ziemię. Wszystko jest możliwe, gdy nie robi się czegoś samemu. Ale żeby aż taka perfidia? Kurcze możliwe. Na szczęście wystarczy poczekać do końca roku i będzie wiadomo. -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
I wzajemie, całkiem szczerze. No to się nie powstrzymam, choć milczałem, ale jak pojawiają się uśmiechy, to i optymistyczniej patrzeć, choć bez różowych okularów. Te stalaktyty doprowadziły do zmiany ustawy o stowarzyszeniach jeszcze jesienią zeszłego roku. Te stalaktyty doprowadziły do sytuacji kiedy mogliśmy wreszcie wyskoczyć spod parszywej ustawy o sporcie. To też w zeszłym roku ale zadziałała jakaś nadprzyrodzona siła i znana z imion i nazwisk grupa posłów wprowadziła karencję na takie dictum, w efekcie czego trzeba czekać do września tego roku. Te stalaktyty są na prostej do zmiany statutu ale póki wisimy pod ustawą o sporcie to nie da rady nic zmienić. Czytaj uważnie, podlegamy pod ustawę o stowarzyszeniach, która daje wiele możliwości i pod ustawę o sporcie, które blokuje wszystko. W końcu te stalaktyty są również na prostej do wdrożenia, stopniowego, zezwoleń opłacanych przez internet na portalu PZW, o czym wspominałem wcześniej. Nie będzie problemu z podróbami, gdyż całoroczne zezwolenie będzie udostępniane wyłącznie członkom z pełną rejestracją cyfrową a tu ściemy być nie może, bo każdego sprawdzi się indywidualnie po kartach osobowych. Informacje o zmianie ustawy o stowarzyszeniach i wyjściu spod tej od sportu znane są od zeszłego roku o ile ktoś się w ogóle tym interesuje. Kolejne dwie informacje o statucie i cyfryzacji były trzymane w tajemnicy. Obecnie każdy może o tym przeczytać w marcowych WW. Są tam też inne informacje, między innymi te o niesamowitych trudnościach w przejmowaniu jednego okręgu przez inny, ale nie będę pisał o tym co już raz zostało napisane. A żeby było śmieszniej "prowodyrem" tych i innych zmian jest Prezes ZG, czyli...a nie wspomnę jak ich nazywasz. To jak to było? Kropla drąży skałę? -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
@Jotes zmiana Statutu jest jak najbardziej realna. Co więcej można go tak zmienić, że władze i piewcy będa musieli sami zmienić mentalność. Ważne aby wiedzieć czego się chce. Podpowiem kolejny krok - zmiana w zasadach wyborczych. Całkowicie od siebie napiszę Ci, że o wiele łatwiej byłoby udowodnić niegospodarność i niewydolność związku aby go zdelegalizować niż wprowadzić jakieś odczuwalne zmiany bez aktywności własnej, o której pisał Ozet. O licencjach w Anglii nie wiedziałem. Do tej pory nie wiem o jakiejkolwiek organizacji w Anglii działającej na mocy państwowej ustawy o organizacjach, najzwyczajniej nie znam. Wiem natomiast o licencjach na poczcie z łowisk prywatnych i klubów prywatnych (coś na wzór organizacji) działających wyłącznie na prywatnych wodach a nie państwowych. Tak, w całej dawnej europie zachodniej prywatna rzeka nikogo nie dziwi i jedyne ograniczenia jakie znam, to ograniczenia ochrony środowiska oraz ochronne dla ryb i innych stworzeń. Wiem też, że część wód w Anglii jest państwowa która nie podlega wędkarskiej dzierżawie, a na które można wykupić licencje również na poczcie. W dodatku jest dodatkowa rejonizacja. Z tego co pamiętam na państwowej części Tamizy są chyba trzy odcinki, każdy ze swoimi okresami ochronnymi, wymiarami i limitami połowu. Jedyne stowarzyszenie jakie znam działające na państwowych wodach, to te z dawnego NRD ale i ono powoli się przekształca wraz z planowymi przekształceniami terenów po byłej NRD. @Ozet coś takiego nastąpiło kilka lat temu w ZO Jelenia Góra. Młodzi w części zastąpili starych a w tym roku możliwa jest kolejna zmiana "starego" za niedopełnienie obowiązków. Zapewne czytałeś o problemie z kormoranami nad Kwisą i Bobrem. -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Jotes a w którym miejscu choćby zasugerowałem, że nie masz prawa do własnego zdania? Bardzo łatwo przychodzi Ci manipulacja czytającym wyrywając część wypowiedzi i dopasowując ją do własnych potrzeb. Moje stwierdzenie "Ja uważam, że nie, ale to tylko moje zdanie." dotyczyło punktów dystrybucji opłat, które to najczęściej są sklepy wędkarskie, a nie domniemanego tolerowania Twojej wypowiedzi, przekonania, czy czegokolwiek chcesz w swojej indywidualności. Dalej. "Trochę krótkowzroczne" - "Na szczęście pewnie tylko dla Ciebie?". Zgadza się, Moja wypowiedź, moje zdanie w dyskusji, więc na pewno dla mnie, a w takim wypadku można się z tym zgadzać lub nie ale na pewno warto dyskutować. Nie roszczę sobie prawa do nieomylności tak jak Ty "I choć z nas dwóch, to ja jestem dużo dłużej związany z PZW, to właśnie moje poglądy/wypowiedzi w tych sprawach są całkowicie bezstronne." Nowych użytkowników zadających pytania na forum możesz taką wypowiedzią indoktrynować, na mnie nie działa. Fakt, że niektóre Okręgi poniosły konsekwencje za swoje "lekkie" podejście w wypełnieniu przepisów jest powszechnie znany. Teoretyczne zarybienia, nadużycia itp powinny być karane bezwzględnie i nie powinno to nikogo dziwić. Za to samowola RZGW została ukrócona dopiero dwa lata temu a i tak nie w pełni a zaledwie jednym aspekcie. Uważasz, ze RZGW czepia się tylko wędkarzy? Nawet nie masz pojęcia ilu ludzi płacze z powodu działań tej instytucji, ilu ludzi zostało pozbawionych całego swojego majątku, ilu bezskutecznie czeka na swoje, słusznie naliczone odszkodowania od lat. Nie, PZW nie chowa się za RZGW ale wystarczy odrobinę pomyśleć, aby dojść do wniosku, że coś jest nie tak skoro przejęcie majątku zgodnie z obowiązującym prawem musi odbywać się z pomocą sądu. Dalej. "Ja piszę o chlebie, a Ty o niebie." "No i wreszcie, skąd wiesz, jak ja to bym widział? Szklaną kulę masz?" Już tak w dyskusjach jest, że jak się napisze coś bezwzględnego, to potem dorabia się do tego teorię na podstawie krytycznych wypowiedzi innych. Nie, nie mam szklanej kuli, odniosłem się wyłącznie do Twojego postu, do treści jaką umieściłeś w poście, bez domysłów "o co chodziło autorowi", gdyż nic na ich temat nie napisałeś. "Nie konieczna jest żadna rewolucja, wystarczy tylko nadążać za podziałem administracyjnym kraju". Ty tak na poważnie, czy to jedynie nieznajomość ustawy o stowarzyszeniach? Nieznajomość prawa przy jednoczesnym głoszeniu drastycznych poglądów jest rewolucją, czy Ci się to podoba, czy nie. Pewnie znów nie rozumiesz, to inaczej. Nakłanianie do ignorowania obowiązującego prawa, które nie pasuje jednostce lub grupie jednostek, jest drogą do anarchii, a anarchia wprowadzona w życie jest rewolucją. Nie mam pojęcia skąd w ogóle wziąłeś temat Kół PZW, chyba o nie Ci chodziło pisząc Koła Wędkarskie. Ich likwidacja jest nie tyle nierozsądna co irracjonalna. Ich likwidacja bądź ograniczenie ilości jest prostą drogą do likwidacji stowarzyszenia. Aby można było dokonywać opłat na Poczcie Polskiej (chyba o to Ci chodzi), potrzeba zwiększyć opłaty i to znacznie. Ta nadwyżka pójdzie wyłącznie na prowizję dla PP, która w swoich usługach jest już chyba najdroższa w kraju. Nie mam danych ogólnych ale mało która instytucja pozostała przy dystrybucji PP. W kraju jest mnóstwo prywatnych dystrybutorów o wiele tańszych w swych usługach i równie skutecznych. InPost, Inmedio, Kolporter, Ruch to tylko najwięksi a jest mnóstwo małych firm regionalnych. Niestety PP nadal trzyma łapę na głównych opłatach i tego się nie przeskoczy ale sama opłata za dystrubucję (nie za przesyłkę) jest o wiele niższa. Za to z nieukrywaną chęcią bym przeczytał, które stowarzyszenia w innych państwach prowadzą sprzedaż zezwoleń w placówkach pocztowych. W placówkach a nie za ich pomocą, bo to różnica. Sprzedaż przez net jest możliwa i to nie tylko zezwoleń krótkoterminowych ale nawet całorocznych. Spersonalizowana strona Okręgu to żaden wyczyn i ci co mogą, mogliby sobie takie zezwolenie wydrukować. Jednak co z kontrolą autentyczności takiego zezwolenia? Jak wyobrażasz sobie dostęp do personalnej bazy danych w ZO przez PSR? Ja sobie nie wyobrażam zgodnie z wiedzą ustawy o ochronie danych osobowych. W efekcie zaroi się od podróbek, bo kłusownik lub niezadowolony ze związku wykorzysta każdą okazję aby nie płacić w efekcie czego wpływy zmaleją. Co do opłat w sklepach wędkarskich to już pisałem, że obecni zaufani dla obecnych ZO wcale nie muszą być zaufani dla nowych ZO i to tylko moje zdanie. Dalej. "I nie każdy ma złotą z wieńcami". O likwidacji przywilejów pisałem. Widzę, że temat się spodobał skoro tak ochoczo go rozwijasz. A co do prostej ekonomii to mam wątpliwości i to duże. W dużych miastach siedziby mogą być własnością PZW, w mniejszych raczej dzierżawione. Patrz na swój ZO, to nie biuro lecz zwykły dom mieszkalny dostosowany dla biura. Jednak Twoje argumenty są rozsądne i likwidacja tych 3-4 etatów na pewno da oszczędność. Nie mam pojęcia ile zarabia Dyrektor Biura, więc trudno jest mi się konkretnie odnieść do Twoich wyliczeń ale na pewno fatalnego ichtiologa nalezy zastąpić a nie likwidować całe biuro. Podsumowując, likwidacja ciała prawnego nie jest taka prosta. Jest to jak najbardziej możliwe lecz trzeba się liczyć z konsekwencjami prawnymi. Weź pod uwagę, że w ZO PZW jest obecne wyłacznie w ewentualnym majątku i ludziach. Umowy prawne w żaden sposób nie podlegają przejęciu przez ZG, gdyż to niezgodne z obowiązującym prawem. Pomiędzy osobami fizycznymi nazywa się to cesja, pomiędzy firmami nie wiem jak to się nazywa ale trzeba mieć na uwadze, że umowa dzierżawy (wody) może mieć klauzule nieważności w takim przypadku, tak jak już mają w przypadku poddzierżawy. Jak nie będzie ważnej umowy, to po likwidacji danego ZO straci się wody, na które ma umowy a to już żadna oszczędność, że o zysku nie wspomnę, gdyż czym są wędkarze bez wody? Nowe przetargi, nowi właściciele a w międzyczasie stado kłusowników, gdyż RZGW nie może zezwolić na połów wody przeznaczonej na przetarg. Uogólnienie tematu stanic jest krzywdzące. Na pewno masz wiedzę na podstawie stanicy, do której chciałeś się dostać lecz, według Twojego opisu, panował tam nepotyzm, nie mogłeś. Osobiście byłem w kilku stanicach (w niektórych kilkukrotnie i to z psem) i poza jednym przypadkiem zawsze rezerwowałem termin jako zwykły wędkarz, bezproblemowo o ile był wolny. Podczas tych pobytów tylko raz widziałem Prezesa ZO, który korzystał ze swojego pokoju, reszta wędkarzy to byli najzwyklejsi wędkarze. A co do ulg za posiadanie odznak, to musisz zmienić Statut albo uchwalić zarządzenie w danym ZO. Większość stanic ma ulgi dla wędkarzy posiadających odznaki za wkład jaki wnoszą w Kole lub Okręgu. To forma docenienienia ludzi, którym się chce coś więcej oprócz jęczenia za brak docenienia za samo istnienie, a ulgi dotyczą jedynie członków Okręgu pod który podlega stanica. Niektóre stanice w ogóle nie uznają jakichkolwiek ulg ale o tym byś wiedział gdybyś zainteresował się tematem, zamiast jedynie wylewać gorzkie żale. O kosztach utrzymania już nie chce mi się pisać. Te, o których rozliczeniach wiem, wychodzą corocznie na plus, czyli po poniesienu wszelkich opłat oraz dodaniu amortyzacji remontowej mają zysk. W ostatniej jakiej byłem koszt zerowy zapewniał obrót 110tyś, który gospodarz osiągnął w połowie września a miał zapełnioną rezerwację już na miesiąc naprzód. To nie są jakieś tajne informacje, wystarczy tylko rozmawiać z ludźmi, rozmawiać a nie przesłuchiwać. -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Trochę krótkowzroczne. Dwa lata temu RZGW Warszawa i Gdańsk pokazał wymiernie, gdzie ma majątek PZW Okręgu Płocko-Włocławskiego przejmowanego przez Okręg Mazowiecki oraz wyniki przetargów, jak by nie było obowiązujące. Do dziś dnia nie wiadomo co się dzieje ze Skrwą Lewą a stanica PZW upada. Nie ma wędkarzy, gdyż jest zakaz połowu, jest za to mnóstwo kłusowników. A o Zbiornik Włocławski trzeba było w sądzie walczyć przez rok czasu. Skoro już to wiesz, to pomyśl co się będzie działo z naprawdę atrakcyjnymi wodami, ile szarych eminencji zadziała obiecując milionowe zarybienia tylko po to aby wyczyścić wodę włącznie z mułem. Znane są u nas realne przykłady takich działań i jak dotąd żadnego dzierżawcy ani spółki rybackiej nie pociągnięto do odpowiedzialności. Nie ma się co oszukiwać. Realne ryby są albo w niezbyt wielkich akwenach prywatnych, albo w wodach PZW. Wystarczy odrobina wysiłku i przestudiowanie kronik rekordowych połowów w dostępnych miesięcznikach lub choćby tu na forum. Z drugiej strony, administracyjnej, system nie jest przygotowany na taką rewolucję i zaraz po jego wdrożeniu w życie pojawi się mnóstwo głosów, że wcześniej miał 500m do skarbnika a teraz 50km i kto mu zwróci za paliwo. Uważasz, że sprawdzeni ludzie rozprowadzający znaczki opłat będą tak samo wiarygodni dla nowych władz? Ja uważam, że nie, ale to tylko moje zdanie. A co z nadzorem tak wielkiego obszaru? Nie, nie chodzi o jakąś straż PZW lecz o regularny nadzór ichtiologa i obowiązkowe obecności członków ZO na odłowach i zarybieniach? Policzyłeś koszty? Uwierz, że to nie będzie to samo, bo nie jest tym samym jak 10 samochodów przejedzie po 500km a 1 samochód 5000. I na pewno nie będą to już prywatne z kilometrówką do rozliczenia, bo nikt nie będzie chciał zarżnąć swojego za grosze, więc i tu nastąpi wzrost kosztów. Pomysł redukcji Okręgów jest do rozważenia w jakimś rozsądnym spojrzeniu ale rewolucji wystrzegajmy się, bo jak historia uczy jeszcze żadna dla nikogo dobrze się nie skończyła. Jeśli myślisz rozsądnie o takiej zmianie to rozważ bezbolesny "odstrzał", czyli powszechne pozbawienie wszelkich diet i przywilejów. Pozostaną tylko Ci, których ujmuje Statut do zatrudnienia a potem to już tylko sądowa konsolidacja przedsiębiorstw, bo inaczej wy...ją nas z wody wszelakiej. Nierealne. Przekształcenie gospodarcze było realne i choć stowarzyszenie jest jedno, to każdy Okręg to osobna firma podpisująca umowy prawne niezależnie od widzimisię ZG. Ja się cieszę, że są porozumienia pomiędzy Okręgami, bo już to balansuje na granicy prawa. Zagadaj do jakiegoś prawnika aby np komunikacja miejska z Łodzi honorowała bilety z komunikacji miejskiej z Warszawy i odwrotnie. Szybko się przekonasz, że to niemal niemożliwe. Niemal, gdyż potrzeba tak wiele dobrej woli obu stron, tak wielu badań terenowych, statystycznych i cholera wie jeszcze jakich, że koszt uzyskania tych informacji wielokrotnie przerasta wartość porozumienia i w sumie obie strony do takiego porozumienia dokładają. To zaś grozi już "szczerym" donosem o niegospodarności. -
WĘKARZE! WAŻNA PETYCJA DO PZW!!!!
Docio odpowiedział wedkarz84 wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Hmmmm, byłem przekonany, że różnice opłat w starostwach wynoszą maksymalnie do 5zł, więc nie rozumiem o co drzeć szaty. Może jednak w którymś województwie zaszaleli ale i w takim wypadku to raczej nie zrównanie, bo mogą wyrównać do opłaty najwyższej, lecz obniżka. A w ogóle PZW nie pobiera opłat za kartę wędkarską. No dobra, to była lekko złośliwa odpowiedź na apel bez sensu. Na poważnie, to dołączam do Winda, jest gdzieś antypetycja? -
Odgrzewam kotleta. Co prawda PC Format 3/2016 posiadam od dobrego tygodnia lecz dopiero dziś znalazłem czas aby go "napocząć". Okładka reklamuje zawsze "najsmakowitsze" kąski jakie zawarte są na płytce ale to co chcę tu zapodać zostało głęboko ukryte, a szkoda. Chodzi mi o program "Yo Windows 4" a to nic innego jak prognoza pogody. Co w niej specjalnego? Ano to, że choć nie ma słowa o wędkarzach to jest ona jak najbardziej przydatna dla nas. W dodatku jest w miarę aktualna, gdyż informacje zbiera z sieci a dokładniej z dwóch wielkich sieciowych serwisów pogodowych wykorzystywanych przez aplikacje w smartfonach. Nie, nie będę Was nakłaniał na zakup miesięcznika. Również nie odeślę Was do portali pobraniowych, które wciskają na siłę swoje managery pobierania, notabene irytujące. Pozwolę sobie za to zapodać stronę programu i to po polsku. No tak, zareklamowałem program a nie napisałem ani słowa o jego zawartości, zacznę tak. Program pracuje pod Windows NT, 7, 8, 10 oraz inne wersje jako aplikacje na smartfony. Te są wymienione, nie wiem jak z Vista (nie chce mi się odpalać lapka), na XP nie chciał ruszyć, u mnie pracuje na 7 proffesional 64bit choć zainstalował się jako 32bit. Można w nim ustawić wiele miejsc, które chcemy skontrolować a mimo przeskakiwania Warszawa-Gdańsk-Tomaszów Mazowiecki-Pułtusk-Konin-Nowy Dwór Mazowiecki nie zająknął się na dłużej niż sekundę. Wprowadzone w ustawieniach miejsca pozostają a wywołanie następuje z rozwijalnego menu w głównym oknie, bardzo wygodnie. Aha. Pierwsza wprowadzona lokacja ustawiana jest jako domowa i dodatkowo otrzymuje ikonkę domku a wszystkie można z poziomu tego menu edytować lub skasować, co jest przydatne przy usuwaniu Londynu, Tokio i innych wstawionych firmowo. Program pracuje we własnym oknie lub jako pełnoekranowy i posiada również funkcję wygaszacza ekranu, którą można wybrać podczas instalacji lub później w opcjach - ja nie wybrałem. W opcje warto wejść po instalacji i dokładnie je przejrzeć, a to dlatego, że firmowo nie ma ustawień: kierunku i siły wiatru, wschodu i zachodu słońca, opadów, widoczności oraz temperatury punktu rosy. Może jeszcze czegoś, co jeszcze nie zapamiętałem, chyba coś z księżycem i wielkością opadów, ale już te informacje oraz podstawowe o aktualnej pogodzie dają porządny przegląd sytuacji "na froncie". Opcji do wyboru jest całe mnóstwo, wymieniłem tylko te najważniejsze związane z pogodą, gdyż sam program można chyba w pełni spersonalizować według własnych upodobań. Nie można tylko wzbogacić go o prognozy długoterminowe, czyli dłuższe niż trzy doby. Jak dla mnie to rozsądne, bo prognozy długoterminowe to jawne wróżenie choć każdy prognostyk oficjalnie będzie się temu sprzeciwiał. Jak dla mnie jest to bardzo dobre rozwiązanie i wygodne. Nie muszę tracić transferu w komórce ani czekać na wgrywanie się wielkich i skomplikowanych stron z prognozami, choć z tych ostatnich na pewno nie zrezygnuję. No i jest pierwsza nieścisłość. Jest prognoza na 6-9 dni ale trzeba wykupić klucz licencyjny za 10$ aby mieć ten dodatek na stałe ale tylko w tej wersji programu. Update nie zmienia warunków licencji ale kolejna wersja już tak.
-
Szukajcie a znajdzcie. Lekki off-top i Windowi pozostawiam decyzję, czy zostawić ten post tutaj, czy walnąć go gdzieś indziej. Nie od dziś wiadomo, że regularne przeszukiwanie netu pozwala wychwycić zmiany a w ten sposób wychwycić informacje, które wcześniej były niedostępne. Od początku miałem jedno zdanie o cenach wyrobów Daiwa ze znanych mi fabryk w Japonii oraz Tajwanu. Nieco od ponad roku na rynku pojawiają się wyroby zdecydowanie odbiegające od cen a stojące na poziomie nawet Jaxona. Co więcej na e-bay regularnie pojawiają się tanie wyroby (200-500zł po przeliczeniu), sygnowane logo Daiwa a to już daje do myślenia, gdyż na zachód od Odry walka z podróbkami jest realna a nie na pokaz jak u nas. Pamiętam jak w zeszłym roku wiosną na naszym rynku i wyłącznie na naszym, pojawił się kołowrotek Daiwa Boxer dostępny wyłącznie na Allegro i sprzedawany przez wszystkich zgodnie za 100-120zł, dodatkowo główna szpula miała już gotowy nawój żyłki. Moje zdanie było jednoznaczne co do autentyczności wyrobu choć nie miałem żadnego dowodu oprócz podstawowych wyliczeń ekonomicznych i cen z rynku japońskiego. Jestem też świadomy, że duże firmy międzynarodowe potrafią dostosować ceny do rynku, na którym handlują, czyli zamożności społeczeństwa. Może pamiętacie taką akcję Mercedesa u nas na początku lat 90-tych, kiedy to sami Niemcy przyjeżdżali do nas po te auta, gdyż były tańsze o 20% niż u nich. Jednak kosztów produkcji się nie przeskoczy i to stanowi minimum inaczej każda faktoria szybko by zbankrutowała. Latem, dwa lata temu, miałem kontakt z tanim feederem i kołowrotkiem tej firmy. Była też aż dwukrotnie możliwość porozmawiania z wędkarzem, który przyjeżdżał nad Narew razem z córką. Wind też z nim rozmawiał, choć nie wiem czy na ten temat, gdyż było to w Ponikiewie, ale na tamten czas miałem swoje zdanie wyrobione. Przez ostatni rok tanie wyroby Daiwa dosłownie się rozmnożyły. Niemal każdy nasz sklep internetowy posiada kołowrotki w cenie 200-400zł i to spowodowało iż moja pewność została naruszona. Przecież to niemożliwe aby każdy sklep oficjalnie handlował podróbami. No może się to udać z jakąś krótką partią na miesiąc lub dwa ale nie przez rok. Co więcej w sferze serwisowej jest cisza na temat tych wyrobów, pojedyńcze usterki zdażają się nawet w najlepszej firmie, a oferta coraz bardziej się rozszerza, dosłownie z miesiąca na miesiąc. Moje wypady sieciowe do katalogu firmowego nie przynosiły potwierdzenia istnienia tych wyrobów. Owszem, te droższe były i jak zwykle doskonale opisane ale te tanie nie istniały. Tak było jeszcze latem zeszłego roku. Nie ukrywam, że ta dyskusja o sprzęcie wywołała impuls do kolejnego sprawdzenia treści strony firmowej Daiwa i tu spotkała mnie niespodzianka. Coś, czego albo nie było, albo najzwyczajniej nie zauważyłem pół roku temu dziś istnieje. Co więcej, mimo istnienia informacji jest ona nie dokończona a to świadczy, że jest uzupełniana na bieżąco. Skoro jest uzupełniana to istnieje od niedawna ale mogę się mylić. O co chodzi? Ano o tanie wyroby Daiwa. Niew wiem, czy to Wam pomoże, czy wręcz jeszcze bardziej namiesza w głowach, ale fabryki Daiwa rozmnożyły się po całym świecie włączne (niestety) z Chinami. Z tematem można zapoznać się tutaj.
-
...odbierając wędkarzowi prawo do amnestii dla ryb już złowionych, choćby dla zdjęcia. Pamiętacie filmik Spławika "Zarybianie"?
-
A dlaczego Ozet miałby napisać inaczej? Wyraził swoją opinię i to wszystko. Zagadką jest czemu ja tak napisałem. Ano nie dlatego, że nie mam kontaktu z takim sprzętem, gdyż kontakt posiadam i z ludźmi go użytkującymi, lecz samego sprzętu nie posiadam. Posiadam też wiedzę serwisową i choćby ciągali mnie po sądach to śmiało mogę stwierdzić, że od dekady ilość napraw gwarancyjnych wzrosła o setki procent, czyli zbliżyła się do o wiele, wiele tańszego Jaxona. Przy takiej awaryjności jest mało rozsądne rozpoczynać "lotto" za 1000-2000zł z nadzieją, że wszystko będzie OK, gdy może być auć lub tylko nieco kuku. Przy takiej awaryjności nie można mówić o renomie firmy, można wspomnieć, że kiedyś to była firma na poziomie. Firma pracuje nad swoimi wyrobami i tak jak postawiła na nogi segment kołowrotków, które kiedyś również były wielką loterią, tak jest szansa, że postawi segment wędzisk. Jakoś w segmencie rowerowym niezmiennie utrzymuje bardzo wysoką pozycję, więc to potrafi ale w segmencie wędkarskim musi na nowo odbudować zaufanie wędkarzy, którego Daiwa i kilka innych firm nie utraciło. Nie będę wymieniał o jakie firmy mi chodzi, gdyż zgodnie ze swoją wywyższoną aspołecznością twierdzę, że wiedzę należy zdobywać w miarę samodzielnie i już nie mam ochoty ryć w necie za Pana mozolnie wklejając linki. A co do produktów z wyższej półki, to najczęściej są one wygodniejsze w użytkowaniu i dają większą gwarancję niezawodności, a to daje wymierną korzyść i satysfakcję. Niestety, jednak tak jak te z najniższej półki, lub wręcz wyroby ludowe z leszczyny, same nie łowią.
-
Po tym poście mam bardzo mieszane uczucia gdyż: - albo masz problem ze zrozumieniem słowa pisanego - albo masz problem z rozróżnieniem cen rynkowych od tych wymyślonych przy porannej kawie, zasadniczo o 100% wyższych (Raven) - albo jesteś zwolennikiem powiedzenia, że gdy łowiłeś jakkolwiek to w reszcie łowi się tak samo - albo nas wkręcasz i reklamujesz Raven - albo wszystko powyższe. Ozet napisał Ci nad wyraz jasno czego się obawiać. Raven ma ceny zasadniczo dwukrotnie wyższe niż taki sam towar w innych sklepach. Dobór kołowrotka od surfa do bolonki nie świadczy o niewiedzy techniki bolońskiej, lecz o niewiedzy ogólnej. Nie tracę jednak nadzieji i przed kolejnym pytaniem proponuję zapoznać się z podstawami w czterech częściach, których nie chciało ci się poszukać: 1, 2, 3, 4.
-
Znalazłem kolejną informację, z innego forum, od samego Bogdana Bartona, którego od dawna darzę szacunkiem. Otóż bat 7m potrafi wybaczyć błąd podania ryby "do ręki" zamiast do podbieraka a bolonka już taka wyrozumiała nie jest. Po przeczytaniu tego miałem syndrom "taśmy video". Przeleciały mi wspomnienia i faktycznie, obok mnie wędkarze spokojnie 20cm leszczyki brali batem do ręki a dwóch z nas mających bolonki do podbieraka, gdyż ja wyczuwałem ten nieokreślony niepokój. Mnie było dosć ciężko obserwować własną szczytówkę ale u sąsiada szczytówka w bolonce 7m wyginała się nad wyraz niepokojąco. No to już chyba wiem czego zaczynam szukać.
-
Ozet te 7tyś to przesada. Oryginał Daiwa można spokojnie skompletować i zmieścić się w 2,5tyś co i tak dla mnie jest fantazją. Trzeba też uważać na sklepy, które "mocno przeginają" w stosunku do cen rynkowych, czyli sprawdzić cenę w kilku sklepach. Z drugiej strony gdy czytam o sprzęcie z wysokiej półki a obok stoi nazwa Shimano, to mam wrażenie, że trafiłem na forum rowerowe, bo w wędkarstwie Shimano ma jedynie wysokie ceny a losowa jakość produktów z roku na rok zwiększa się, co jest akurat odwrotne do naszych rodzimych dystrybutorów. Nie wiem, czy ktoś tutaj posiada tej klasy sprzęt spławikowy. Pewnie spinningowy lub morski to by się znalazł, i tu celuję w Krisa ale do rzeczy. Wisniasier temat jest jak najbardziej typowy tylko zakres cen sprzętu bardzo indywidualny. Ozet doskonale ujął temat nauki. Jeśli nie podejdziesz do tematu na bardzo spokojnie, to nawyki z surfcastingu szybko spustoszą Twoje zasoby finansowe, gdyż bolonki będą pękać jedna za drugą. Akurat te, w ktore celujesz (odnoszę się wyłącznie do Daiwa), mogą Ci wybaczyć początkowe harce, lecz niekoniecznie. Daiwa nie potrzebuje merytorycznego rozpatrywania. Daiwa to klasa sama w sobie a napis made in Japan mówi wszystko. Jeśli uważasz, że można kupić tanio cokolwiek z wyrobów tej firmy, to trudno mi z tym będzie polemizować, gdyż wkroczę na bardzo śliski temat "podróbek wszelakich" obecnych powszechnie na naszym rynku, a to już pachnie sądem za pomówienie. Każdy ma prawo do swojego zdania i niech tak pozostanie, jednak gdy wiem, że wykwalifikowany robotnik w Japonii zarabia ok 3-4tyś $ miesięcznie, to ani wędzisko, ani kołowrotek za 300$ mnie nie zaskakuje. Wręcz odwrotnie, wywołuje podejrzenia, że może być kiepskim towarem, gdy obok znajduje się sprzęt za 600$ i więcej. W końcu ich przemysł jest chyba najdroższy na świecie z powodu bardzo prozaicznego - brak surowców. A co do konkretów. Wędzisko jakie spotkałem na swojej drodze wywołało u mnie małą egzaltację lecz niestety nie pamiętam jego nazwy. Za to wiem, że Team Daiwa to marka w marce i można zaufać w ciemno. Na szybko znalazłem coś takiego lecz zdecydowanie skłaniam się do podpowiedzi być szukał długości 5m. Skrócona długość to większe szanse na przeżycie wędziska ale nie mniej niż te 5m bo wędziska 4m z -bolonka- w nazwie, to jakiś mało śmieszny żart marketingowców. Co do kołowrotka to doradziłbym nieco szybszy jak ten. Celowanie w sprzęt z górnej półki nie musi oznaczać celowania w najwyższe ceny. Oczywiście można ale zaczniemy pisać o abstrakcjach niedostępnych na naszym rynku a nawet w UE, więc trochę realizmu nie zaszkodzi. I tu warto wrócić do momentu gdzie pisałem o sklepach. Pomęczyłem się całą minutę i na gorąco trzy przykłądy 1, 2, 3.
-
Węglówki w naszych wędkarskich sklepach zagościły na dobre pod koniec lat 80-tych. W 1990 lub 91 kupiłem sobie pierwszego węglowego Silstara. Kosztował mały majątek ale jak najbardziej były w stojakach. W tym samym czasie pojawił się feeder i winklepicker (winkelpicker?). Nie mogę zapamiętać jak się piszę tę nazwę.
-
Nie oglądałem filmu ale w siatce nie ma samych leszczy, widać wyraźnie także płocie. A co do ilości osób, to jestem pewny, że była co najmniej jeszcze jedna. W siatce jest minimum 70kg ryb. Trudno to sobie może wyobrazić ale już przy 20kg jedna osoba ma poważne problemy z wyjęciem siatki z wody a chwyt za obręcze kończy się ich rozerwaniem.. W dodatku ten brzeg, zupełnie jakby to był opalikowany kanał, a to sugeruje co najmniej pół metra wody na pierwszym progu, czyli podnoszenie takiej masy z przykucu. Szczerze pisząc to ja sobie nie wyobrażam wyjęcia siatki z wody z taką ilością ryb nawet w kilka osób. Siatka też ma swoją wytrzymałość.
-
Ozet olśnienia powinno się dostać przy zakupie patrząc na opakowanie firmowe.
-
Wklejanka czy zwykły spinning?
Docio odpowiedział breaking wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Na pewno jest i zastosowana na etapie projektowania. Nazywa się to tolerancją pracy i ma zastosowanie we wszelkich maszynach, częściach, urządzeniach, itp. Czasy się zmieniają i obecnie "zamierzony czas eksploatacji" odgrywa kluczową rolę w obliczeniach ekonomicznych i rozwojowych firm, więc trudno mi się dokładnie odnieść do tego. Kiedyś standardem był nadmiar wytrzymałości (mechainczne, termiczne, elektryczne i inne), min 20% Konstrukcje bezpieczeństwa posiadały już min 50% a użyteczności publicznej nawet 200% (mosty) aby uniknąć niespodzianki odkrytej w latach 50-tych ubiegłego wieku, czyli efektów zmęczenia materiału. Powiązań jest znacznie więcej ale wszystkie są brane pod uwagę na etapie projektowania. Wiem, śmiałe stwierdzenie ale dawno temu bawiłem się w obliczenia. W sumie dość proste, przyśpieszenie, pęd a w efekcie przeciążenie, które jasno nam mówi ile właściwie pozornie jest na końcu wędki. Z moich obliczeń wznikało, że dla silnego wyrzutu (o ile mnie pamięć nie myli, gdyż nie posiadam/nie pamiętam gdzie skitrałem notatki): - w spławiku do 1,2G dla powszechnych technik, do 1,5G dla match - w gruncie do 2,0G dla 100-150g do 3,0G dla obciążeń do 100g - w spinningu Tu jest nieco inaczej a wszystko zależy od samej techniki rzutu. Jeśli pozostaje wolny (od szczytówki do przynęty) odcinek żyłki ok 20-30cm do 10g 5G do 20g 4G pow. 20g 3G Jeśli przynęta jest tuż pod szczytówką do 10g 8G Nie spotkałem aby ktokolwiek "strzelał szczytówką" większymi przynętami. Wszystkie te dane dotyczą obserwacji i pomiarów dla wędzisk różnych firm, które nie ulegały zniszczeniu. Żadne nie pękło, nie było odprysków lakieru ani innych widocznych uszkodzeń, niemniej używanie obciążeń maksymalnych, wcześniej lub później kończyło się zawsze złamaniem blanku. Dla wyjaśnienia obliczeń - G to wielkość przeciążenia i wartość w gramach trzeba pomnożyć przez tę wielkość aby uzyskać odpowiedź o pozornym obciążeniu wędziska, szczytówki, podczas siłowego rzutu. Podczas płynnego rzutu też występuje przeciążenie ale jest tak małe, że można je pominąć. -
Zezwolenie i Karta wędkarska
Docio odpowiedział Pszkowiak wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Wiem w jakim kraju żyję i bardzo możliwe, że lepiej od Ciebie. Wujek, ciotka czy inna rodzina gotowa jest zrobić taki jednorazowy numer ale nikt nie narazi swojego spokojnego etatu dla "idei" lub kilku złotych przy działaniu ciągłym. Nie zarzuciłem Ci ani kłamstwa, ani krętactwa. Odniosłem się do autentyczności dokumentów zrobionych w dwie godziny. Starostwo musi sprawdzać w KRS gdyż do tego obliguje je ustawa o rybactwie śródlądowym. Wklejony przeze mnie link został opatrzony komentarzem ale zupełnie innym i dotyczący zupełnie innego zachowania wynikającycm z samej informacji a nie dopełnionej treści. Zadziwia mnie jednak fakt z jaką energią bronisz tezy ogólnej na podstawie własnych doświadczeń. W innych postach użytkownicy piszą o różnych rzeczach i przedłużonym czekaniu. Tamtych wiele postów jest w jawnej sprzeczności z tym co piszesz, więc można by się pokusić o jakieś inne wnioski ale się powstrzymam z wyciąganiem wujków, ciotek i reszty rodziny, choć podobno zięć to rzecz nabyta a nie rodzina.
