Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 484
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ups, przepraszam. Samo życie, jedni się interesują inni nie. Kiedyś nad Pilicą w jej przyujściowym odcinku, rozbiłem sobie namiot na kilka dni. Nie minęła godzina jak pojawił się tubylec z widłami i groźnie na mnie patrząc zakomunikował mi, żebym się nie ważył łowić w "leju po bombie", który miałem jakieś 25 m za plecami. Nie było mi to nawet w głowie ale on nie przestawał. Zakomunikował mi, że rozłożyłem się na jego ziemi i mam zapłacić. No to już przesadził, bo rozbiłem się tuż nad wodą w przepisowym 5 m pasie, który wtedy obowiązywał, dziś to tylko 1,5 m. Odpowiedziałem, że nie zapłacę, bo nie ma takiego prawa. Poszedł i po pół godzinie wrócił z dwoma drabami. Wziąłem siekierkę do ręki i zakomunikowałem, że krew się poleje a jak chce pieniądze to niech wezwie policję. Pomarudzili, powarczeli i poszli ale nocy to ja nie przespałem. Rano przyjechała policja, popatrzyli, porozmawiali, przyszedł tubylec i jedyne co usłyszałem to panie (nazwisko) kolejna próba wyłudzenia, tym razem bez kolegium się nie obejdzie. Zapakowali go do poloneza i pojechali. I to wszystko. Później jeszcze przez kilka lat tam jeździłem a tubylec na mój widok zawracał. Ilu ludzi naciągnął, ilu zastraszył, tego się nie dowiem ale pewny jestem, że z takim charakterem, to nie tylko ja tej nocy nie przespałem, choć ja ze strachu a on, bo pilnował ten stawik.
  2. Docio

    Koszyczek czy bez

    I słusznie Michał piszesz. Każdy do takiej decyzji musi dojść sam a rynek jakoś nie wspiera myśli ekologicznej. Nie mam pojęcia jak obecnie kształtują się ceny kamiennych obciążeń ale kilka lat temu były to ceny zaporowe. Choć normalnie w sezonie zrywam 5-6 ciężarków i koszyczków łącznie, to mimo wszystko cena mnie zniechęcała. Ołów jest zbyt popularnym materiałem aby go określić jak azbest. Postawienie ludzi przed wyborem jest dobre ale przymus zawsze rodzi sprzeciw. Jeśli stanieją kamienne obciążenia, to moim zdaniem, producenci ołowianych akcesoriów będą musieli, albo błyskawicznie przestawić produkcję, albo zwinąć interes. Jednak śrutu i styli nic nie zastąpi, więc na zmiany chyba przyjdzie poczekać i to długo. A z drugiej beczki. Gdzieś czytałem, że u angoli coraz więcej łowisk wprowadza zakaz używania ołowianych obciążeń. To prawda?
  3. Aż przez monitor sumem zalatuje. Nic nie ujmując warciańskim wąsaczom, proponuję spojrzeć życzliwym okiem na Odrę od Cigacic do Będów. Wystarczy tylko unikać miejscowości i dobrych dojazdów do wody a na miejscówce nie powinno być ludzi. No i haki Mustad 10/0. Można trafić od rybaków z Pomorza, zaopatrują się w nie w Szwecji. Jak zdobędziesz to sam zobaczysz różnicę pomiędzy nimi a tymi popierdółkami jakie oferuje rynek.
  4. Wędzisko może być z ok 2000 r. Oznaczenie HM określa, że to czysty węgiel, choć na dzisiejsze czasy to dość marny, oznaczenie wprowadzone w połowie lat 90-tych. Oznaczenie cw 10-30, że faktycznie może to być wędzisko match ale długość i ilość składów nijak mi nie pasuje do tych lat. No dobra na początku wieku była moda na bardzo cienkie teleskopy o wielu składach jednak długość dla tego typu wędziska to raczej nowość sprzed 2-3 lat. Zdjęcie przelotek i uchwytu kołowrotka wiele by wyjaśniło, zdjęcia jakie zrobiłeś też wzbudzają moją podejrzliwość, gdyż bardzo mi przypomina kompozyt a nie jednolitą matę węglową.
  5. Docio

    Koszyczek czy bez

    Koszyczki są różne, otwarte, z denkiem lub zamknięte. Z tych ostatnich zanęta spokojnie wypłukiwana jest ok 20 min o ile jest dobrze sklejona i ubita. Wielkość koszyczków też jest różna, standardowy podział na małe, normalne i duże. Zamknięty koszyk 120 g normalnej wielkości z ubitą zanętą nie przekroczy wagi 150 g. Osobiście stosuję normalnej wielkości otwarte trójkątne, które pozwalają zmniejszyć masę ze 125 g do 75 g a do takiego swojej grubszej i dobrze sklejonej ubitej zanęty wchodzi 25 g. Czy jest sens? Jak będziesz polował na suma lub węgorza to nie. Jeśli jednak na białoryb to i owszem. Co do ciężarków z kamienia, to na chwilę obecną jest to sytuacja podobna do początków haków bezzadziorowych. Dla jednych to religia, dla innych fanaberia a czasem to wymóg zasad połowu. I od razu dla tych co chcą się odwoływać do świadomości ekologicznej. Ilość zerwanych ciężarków przez wędkarzy to mały pikuś w stosunku do ilości śrutu pozostawianego przez myśliwych polujących na kaczki.
  6. Nie wsadzaj ludzi na minę. Napiszę wprost, piszesz bzdury. Zgodnie z ustawą woda należy do tego, na czyim gruncie się znajduje. Jak właściciel umrze to nie staje się niczyja. Masa spadkowa zostaje zamrożona prawnie do czasu dokonania podziału ale nie traci właściciela. A póki co nie ma ziemi niczyjej, zawsze jest właściciel, czy to prywatny, czy inny, a w konsekwencji nie ma wody niczyjej.
  7. I mają. W tym roku zmuszony byłem umyć silnik od spodu. Znalezienie warsztatu doprowadzało mnie do pasji a z wszelkiej maści myjni słyszałem niezmiennie "nie". W końcu znalazłem na drugim końcu miasta a po przyjeździe spytałem czemu tak mało jest tych usług. Właściciel nie miał oporów pokazać mi, że stanowisko kanalizacyjnie jest odseparowane od innych i są do niego podłączone inne filtry, drogie filtry. Zwykłe mycie u mnie to kwota ok 15 pln na samoobsługowych, od 20 pln na automatach, od 40 pln na ręcznych i od 80 pln za mycie silnika. Prawdziwe mycie a nie nabłyszczanie z wierzchu przed sprzedażą.
  8. Michał dobrze radzi choć ja mam zupełnie inny pogląd na tę sprawę. Koob nie podał głębokości stawu, jednak karpie i jesiotry wskazują, że nie będzie on głęboki a to z kolei nie wyklucza spławika montowanego na stałe. Głębokość ok 2 m to około połowy długości wędziska, więc zarzucanie nie powinno stanowić problemu. Przy większym wietrze można zestaw przegruntować bez obaw o brania gdyż oba gatunki żerują na i w dnie, tym bardziej w stawie ubogim w pokarm, a ciężarek kotwiczny nie pozwoli przesuwać się zestawowi. Samo wędzisko wydaje mi się zbyt delikatne jak na rybki 3-6 kg. Jakiś float lub nawet teleskop z cw 10-30 g lub jeszcze lepiej 10-40 g pozwoli na spokojne łowienie bez obaw o całość wędziska. Odpowiednia linka i dobrze ustawiony hamulec kołowrotka powinny zapobiec konsekwencjom błędów jednak kto zawsze pamięta o poluzowaniu hamulca tuż przed podebraniem ryby? Sam to zawsze piszę, że w ostatniej fazie należy poluzować hamulec, bo ryby na widok podbieraka potrafią jeszcze raz porządnie zaszarżować ale często o tym zapominam i trzymam rybę na krótkiej sztywnej smyczy. W tym momencie wytrzymałość wędziska może zadecydować nie tyle o złowieniu ryby, co o całości tego wędziska.
  9. Straty będą oszacowane na podstawie ilości i jakości padłych ryb, protokołów zarybień i kosztów utylizacji ryb dla gospodarującego na rzece. Stawy Milickie mogą dodatkowo przywalić straty turystyczne, które są ich częściowym dochodem. Największa niewiadoma to koszt restauracji biotopu rzeki. Ta kasa pójdzie do Polskich Wód ale działań jakoś nie przewiduję jak to w państwowej spółce. Ktoś "pierdnie", że za dwa-trzy lata samo się naprawi i będą mieć to głęboko w poważaniu. Jakiekolwiek zarybienia w tym czasie to strata kasy, więc wyłączenie wędkarskie wody jest całkiem realne. Nie wierzę też w fakt, że w cudowny sposób jaz Bolko natlenił wodę w stopniu wystarczającym. Teraz pozostaje kwestia, czy niżej położone stawy też mają tak czujną obsługę, bo jeśli nie, to przewiduję wizję katastrofy ekologicznej w tamtym rejonie. Co do mojego wyliczenia strat, to nie jestem teraz w stanie przywołać konkretnego tekstu i jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to sprawa z jakimś gminnym jeziorem, na którym gospodarowało PZW, skończyła się karą w wysokości ok 500 tyś za ryby i ok 200 tyś za utylizację śniętych.
  10. Bądź dobrej myśli. Od kilku lat obserwuję zdecydowane zmiany a sądy jakby nagle zapomniały o niskiej szkodliwości czynu i tłuką grzywny oraz nawiązki aż miło.
  11. Tym razem padło na Barycz. Początek skażenia zlokalizowano w miejscowości Odolanów k/Ostrów Wielkopolski a podobno kończy się na jazie Bolko tuż przed Parkiem Krajobrazowym Dolina Baryczy. W rzece stwierdzono ekstremalnie niski poziom tlenu, więc choć jaz jest potężny, to wątpię aby był w stanie natlenić wodę. Informacja prasowa
  12. Jeśli będzie ubijał namoczoną zanętę drobną, to teoretycznie możliwe ale nierealne. Pojemność to 180 g ale wątpię aby stosował go do sypkiej, raczej kulki albo pellet i to na sucho. Jeśli jednak Twoje podejrzenia są słuszne, to nie ma takiego zestawu. W przypadku ekstremalnym potrzebny będzie surf z cw do 250-300 g i multiplikator wysokiej średniej półki. W tym przypadku jeszcze bardziej mnie interesuje ta "nieduża cena".
  13. Wędzisko 3,9-4,2 m z cw 90-170 g, kołowrotek long cast ale prawdziwy a nie dlatego, że producent go tak nazwał, przypon strzałowy i ta odległość... Czarno to widzę, bo widzę tylko mocniejsze zestawy surfcastingowe. Może są jakieś dedykowane karpiowe o takiej mocy, niestety nie znam takich ale może inni znają. Ostatnia kwestia to ta "nieduża cena". Możesz podać kwotę jaką na to przeznaczyłeś?
  14. Docio

    Szczytowki

    Nie, no sens raczej jest. Ot po prostu zderzenie praktyki z teorią. Tylko nie rozpoczynaj kwestii jak łowiąc w rzece zawsze wiedzieć, że koszyk jest już pusty, bo to będzie horror.
  15. Docio

    Szczytowki

    Nie przejmuj się. Może kiedyś zrozumiesz sens tej myśli. Od razu podpowiem, że spławikówki nie są przykładem dla gruntówek i ich sygnalizatorów. Jestem też pewien, że sam to stosujesz, być może nieświadomie, intuicyjnie, ale jednak. W rozszyfrowaniu mojej wypowiedzi zdecydowanie może pomóc przypomnienie sobie czym są "części zdania".
  16. To żart? Ryba z okresem i wymiarem ochronnym, jedna z kilku gatunków bardzo charakterystycznych. Powinieneś błyskawicznie nadrobić braki w wiedzy, no chyba że Kartę Wędkarską znalazłeś w pudełku z płatkami.
  17. Docio

    Szczytowki

    Teoretycznie tak. Praktycznie jednak jest zależność a wszystko zależy od szczegółów. Przy rzutach "pod nogi", czyli na 15-20 m faktycznie nie ma co sobie zawracać głowy wytrzymałością szczytówek. Jednak przy dynamicznych rzutach już jak najbardziej. Osobiście kilka złamałem, nad wodą widziałem jak pękały innym. Dynamika rzutu ma jeszcze jeden szczegół. Miękka szczytówka wpada w wibracje i zdecydowanie potrafi skrócić rzut, a w ekstremalnej sytuacji, gdy żyłka jest trochę skręcona, potrafi nawet oplątać się wokół szczytówki. Zwróćcie uwagę na fakt, że wszystkie wędziska dedykowane dynamicznym rzutom mają nieproporcjonalnie sztywne szczytówki do charakterystyki pracy blanku. Wędziska match czy bolonki są tego doskonałym przykładem.
  18. Czy dwie osoby o tym samym wzroście mogą różnie ważyć? Zapominasz, że ryby choć o tej samej genetyce, to organizmy żywe. Jeśli mają identyczne warunki bytu i tą samą ilość pokarmu, to różnica będzie nieznaczna. Jednak, gdy środowiska są różne różnica w wadze może być znaczna. Na przykład szczupak 1 m z jeziora będzie ważył ok 10 kg ale z rzeki dobrze jak waga osiągnie 8 kg. Oba będziesz mógł złowić w jeziorze przepływowym, bo ten chudszy akurat wybrał się na spacer w poszukiwaniu lepszego rewiru łowieckiego.
  19. Fakt. Wtedy były dostępne praktycznie tylko bambusy i gdzieniegdzie klejonki spinningowe. Niemniej różnice pomiędzy bambusami były, nie przymierzając, równie duże jak dziś pomiędzy wędziskami. Wartburg jak będzie miał wenę to wytłumaczy czym się różni pieprzówka ze szczytówką cienką jak zapałka od gruntówki ze szczytówką grubości małego palca.
  20. Upewnić się można wyłącznie w przypadku, gdy rozwiązało się dany problem. Ty oczekujesz, że inni za ciebie go rozwiążą i to w wersji wielu wyborów. Wyjątkowo bezczelne.
  21. Nie będę krytykował ale wszystko jeszcze przed Tobą. Browary hiszpańskie jakoś nie "błyszczą" smakiem.
  22. W zależności od zastosowanego spławika. Wspomniana śrucina sygnalizacyjna przy większości spławików w ogóle nie ma zastosowania lub powinna być zdecydowanie większa.
  23. Kołowrotek ma 3 tygodnie, więc jest na gwarancji i po problemie.
  24. Może kropla oleju maszynowego. Jak na trzy tygodniowy kołowrotek to strasznie zapaskudzony.
  25. I to jest bardzo ciekawe. Wiem, wiem, ale jeśli można słówko w temacie. Kłusownictwo to niewątpliwie czynność dokonana, musi zaistnieć lub muszą być bardzo realne poszlaki. Egzamin na Kartę Wędkarską to zupełnie inna sprawa. Weźmy taki przykład z uzdrowieniem systemu w tle. Proszę usiąść i naprawdę uważnie i spokojnie czytać. Ktoś staje do egzaminu, który się nie odbywa, a którego zaświadczenie o pozytywnym zdaniu posiada w ręku. Zgłoszenie na policję nic nie da. Policja sprawdzi protokoły, kwity, stempelki i zakończy sprawę nim się naprawdę zaczęła. Zgłoszenie musi nastąpić w prokuraturze z argumentem złamania zapisów ustawy a nie egzaminem-fatamorganą. Nie wiadomo jak się sprawa potoczy ale jeśli trafi na ambitnego prokuratora, to w efekcie wojewoda cofnie uprawnienia do egzaminowania dla PZW w danym Okręgu i wyznaczy nowe stowarzyszenie. Ten Ktoś nie jest jeszcze członkiem PZW, zdaje egzamin prawidłowo i zgłasza akces wstąpienia do PZW jako największego lokalnego dzierżawcy. Jeśli tam są samobójcy to mu odmówią, na co liczę w tym toku rozumowania, gdyż wtedy zgłasza ponownie sprawę do prokuratury o złamanie zapisów ustawy o stowarzyszeniach z dyskryminacją w tle jako osoba teoretycznie działająca na szkodę Związku a tak naprawdę likwidująca w nim patologię. No to już grubo się robi, gdyż łamanie tej ustawy podważa samo istnienie PZW a to już prosta droga do jego likwidacji. Taki skrót do likwidacji bez komplikowania sobie życia z uchwałami, statutem, itp. Jednak nie ma co zacierać rąk. Na ile znam efekty dzikich dzierżaw z lat 90-tych, to w rzekach zostaną jedynie kamienie, a i to nie wszystkie, a winni się śmieją do dziś. Całkowitą patologią RZGW było odebranie dzierżawy gościowi, który wyczyścił jezioro razem z mułem a po kilku miesiącach przyznano mu nową dzierżawę na inne jezioro. Jest ktoś kto składał operat rybacki na jakąś wodę do konkursu? Jak jest to wie o czym piszę i dlatego stawiam pytanie. Dlaczego RZGW jako jeden z wymogów przyznania dzierżawy, ocenia i punktuje deklarację i wielkość odłowu z wody oderwaną od deklaracji zarybienia? Dlaczego w operacie uznaje się i pozytywnie ocenia deklarację zarybienia na kilka milionów złotych skoro wiadomo, że w regionie nie ma tyle narybku rocznie? A co z innymi dzierżawcami, nie zarybiają? Patologii wpierw musimy poszukać gdzie indziej i jeśli okaże się, że jednak nie miało to wpływu na działanie PZW, to wtedy dopiero dobrać się do nich. Jak na razie najwięcej krzyczą ci, którzy w ogóle nie mają pojęcia o mechanizmach dzierżawy i obligatoryjnych obowiązkach na szkodę wędkarzy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...