-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Nie wsadzaj ludzi na minę. Napiszę wprost, piszesz bzdury. Zgodnie z ustawą woda należy do tego, na czyim gruncie się znajduje. Jak właściciel umrze to nie staje się niczyja. Masa spadkowa zostaje zamrożona prawnie do czasu dokonania podziału ale nie traci właściciela. A póki co nie ma ziemi niczyjej, zawsze jest właściciel, czy to prywatny, czy inny, a w konsekwencji nie ma wody niczyjej.
-
I mają. W tym roku zmuszony byłem umyć silnik od spodu. Znalezienie warsztatu doprowadzało mnie do pasji a z wszelkiej maści myjni słyszałem niezmiennie "nie". W końcu znalazłem na drugim końcu miasta a po przyjeździe spytałem czemu tak mało jest tych usług. Właściciel nie miał oporów pokazać mi, że stanowisko kanalizacyjnie jest odseparowane od innych i są do niego podłączone inne filtry, drogie filtry. Zwykłe mycie u mnie to kwota ok 15 pln na samoobsługowych, od 20 pln na automatach, od 40 pln na ręcznych i od 80 pln za mycie silnika. Prawdziwe mycie a nie nabłyszczanie z wierzchu przed sprzedażą.
-
Michał dobrze radzi choć ja mam zupełnie inny pogląd na tę sprawę. Koob nie podał głębokości stawu, jednak karpie i jesiotry wskazują, że nie będzie on głęboki a to z kolei nie wyklucza spławika montowanego na stałe. Głębokość ok 2 m to około połowy długości wędziska, więc zarzucanie nie powinno stanowić problemu. Przy większym wietrze można zestaw przegruntować bez obaw o brania gdyż oba gatunki żerują na i w dnie, tym bardziej w stawie ubogim w pokarm, a ciężarek kotwiczny nie pozwoli przesuwać się zestawowi. Samo wędzisko wydaje mi się zbyt delikatne jak na rybki 3-6 kg. Jakiś float lub nawet teleskop z cw 10-30 g lub jeszcze lepiej 10-40 g pozwoli na spokojne łowienie bez obaw o całość wędziska. Odpowiednia linka i dobrze ustawiony hamulec kołowrotka powinny zapobiec konsekwencjom błędów jednak kto zawsze pamięta o poluzowaniu hamulca tuż przed podebraniem ryby? Sam to zawsze piszę, że w ostatniej fazie należy poluzować hamulec, bo ryby na widok podbieraka potrafią jeszcze raz porządnie zaszarżować ale często o tym zapominam i trzymam rybę na krótkiej sztywnej smyczy. W tym momencie wytrzymałość wędziska może zadecydować nie tyle o złowieniu ryby, co o całości tego wędziska.
-
Straty będą oszacowane na podstawie ilości i jakości padłych ryb, protokołów zarybień i kosztów utylizacji ryb dla gospodarującego na rzece. Stawy Milickie mogą dodatkowo przywalić straty turystyczne, które są ich częściowym dochodem. Największa niewiadoma to koszt restauracji biotopu rzeki. Ta kasa pójdzie do Polskich Wód ale działań jakoś nie przewiduję jak to w państwowej spółce. Ktoś "pierdnie", że za dwa-trzy lata samo się naprawi i będą mieć to głęboko w poważaniu. Jakiekolwiek zarybienia w tym czasie to strata kasy, więc wyłączenie wędkarskie wody jest całkiem realne. Nie wierzę też w fakt, że w cudowny sposób jaz Bolko natlenił wodę w stopniu wystarczającym. Teraz pozostaje kwestia, czy niżej położone stawy też mają tak czujną obsługę, bo jeśli nie, to przewiduję wizję katastrofy ekologicznej w tamtym rejonie. Co do mojego wyliczenia strat, to nie jestem teraz w stanie przywołać konkretnego tekstu i jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to sprawa z jakimś gminnym jeziorem, na którym gospodarowało PZW, skończyła się karą w wysokości ok 500 tyś za ryby i ok 200 tyś za utylizację śniętych.
-
Bądź dobrej myśli. Od kilku lat obserwuję zdecydowane zmiany a sądy jakby nagle zapomniały o niskiej szkodliwości czynu i tłuką grzywny oraz nawiązki aż miło.
-
Tym razem padło na Barycz. Początek skażenia zlokalizowano w miejscowości Odolanów k/Ostrów Wielkopolski a podobno kończy się na jazie Bolko tuż przed Parkiem Krajobrazowym Dolina Baryczy. W rzece stwierdzono ekstremalnie niski poziom tlenu, więc choć jaz jest potężny, to wątpię aby był w stanie natlenić wodę. Informacja prasowa
-
Jeśli będzie ubijał namoczoną zanętę drobną, to teoretycznie możliwe ale nierealne. Pojemność to 180 g ale wątpię aby stosował go do sypkiej, raczej kulki albo pellet i to na sucho. Jeśli jednak Twoje podejrzenia są słuszne, to nie ma takiego zestawu. W przypadku ekstremalnym potrzebny będzie surf z cw do 250-300 g i multiplikator wysokiej średniej półki. W tym przypadku jeszcze bardziej mnie interesuje ta "nieduża cena".
-
Wędzisko 3,9-4,2 m z cw 90-170 g, kołowrotek long cast ale prawdziwy a nie dlatego, że producent go tak nazwał, przypon strzałowy i ta odległość... Czarno to widzę, bo widzę tylko mocniejsze zestawy surfcastingowe. Może są jakieś dedykowane karpiowe o takiej mocy, niestety nie znam takich ale może inni znają. Ostatnia kwestia to ta "nieduża cena". Możesz podać kwotę jaką na to przeznaczyłeś?
-
Nie, no sens raczej jest. Ot po prostu zderzenie praktyki z teorią. Tylko nie rozpoczynaj kwestii jak łowiąc w rzece zawsze wiedzieć, że koszyk jest już pusty, bo to będzie horror.
-
Nie przejmuj się. Może kiedyś zrozumiesz sens tej myśli. Od razu podpowiem, że spławikówki nie są przykładem dla gruntówek i ich sygnalizatorów. Jestem też pewien, że sam to stosujesz, być może nieświadomie, intuicyjnie, ale jednak. W rozszyfrowaniu mojej wypowiedzi zdecydowanie może pomóc przypomnienie sobie czym są "części zdania".
-
To żart? Ryba z okresem i wymiarem ochronnym, jedna z kilku gatunków bardzo charakterystycznych. Powinieneś błyskawicznie nadrobić braki w wiedzy, no chyba że Kartę Wędkarską znalazłeś w pudełku z płatkami.
-
Teoretycznie tak. Praktycznie jednak jest zależność a wszystko zależy od szczegółów. Przy rzutach "pod nogi", czyli na 15-20 m faktycznie nie ma co sobie zawracać głowy wytrzymałością szczytówek. Jednak przy dynamicznych rzutach już jak najbardziej. Osobiście kilka złamałem, nad wodą widziałem jak pękały innym. Dynamika rzutu ma jeszcze jeden szczegół. Miękka szczytówka wpada w wibracje i zdecydowanie potrafi skrócić rzut, a w ekstremalnej sytuacji, gdy żyłka jest trochę skręcona, potrafi nawet oplątać się wokół szczytówki. Zwróćcie uwagę na fakt, że wszystkie wędziska dedykowane dynamicznym rzutom mają nieproporcjonalnie sztywne szczytówki do charakterystyki pracy blanku. Wędziska match czy bolonki są tego doskonałym przykładem.
-
Czy dwie osoby o tym samym wzroście mogą różnie ważyć? Zapominasz, że ryby choć o tej samej genetyce, to organizmy żywe. Jeśli mają identyczne warunki bytu i tą samą ilość pokarmu, to różnica będzie nieznaczna. Jednak, gdy środowiska są różne różnica w wadze może być znaczna. Na przykład szczupak 1 m z jeziora będzie ważył ok 10 kg ale z rzeki dobrze jak waga osiągnie 8 kg. Oba będziesz mógł złowić w jeziorze przepływowym, bo ten chudszy akurat wybrał się na spacer w poszukiwaniu lepszego rewiru łowieckiego.
-
Fakt. Wtedy były dostępne praktycznie tylko bambusy i gdzieniegdzie klejonki spinningowe. Niemniej różnice pomiędzy bambusami były, nie przymierzając, równie duże jak dziś pomiędzy wędziskami. Wartburg jak będzie miał wenę to wytłumaczy czym się różni pieprzówka ze szczytówką cienką jak zapałka od gruntówki ze szczytówką grubości małego palca.
-
Upewnić się można wyłącznie w przypadku, gdy rozwiązało się dany problem. Ty oczekujesz, że inni za ciebie go rozwiążą i to w wersji wielu wyborów. Wyjątkowo bezczelne.
-
Piwne klimaty, czyli kto co lubi z browarnianych produktów.
Docio odpowiedział Jotes wna temat w Na każdy temat
Nie będę krytykował ale wszystko jeszcze przed Tobą. Browary hiszpańskie jakoś nie "błyszczą" smakiem. -
W zależności od zastosowanego spławika. Wspomniana śrucina sygnalizacyjna przy większości spławików w ogóle nie ma zastosowania lub powinna być zdecydowanie większa.
-
Rolka kabłąka
Docio odpowiedział Gustaw Morawski wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Kołowrotek ma 3 tygodnie, więc jest na gwarancji i po problemie. -
Rolka kabłąka
Docio odpowiedział Gustaw Morawski wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Może kropla oleju maszynowego. Jak na trzy tygodniowy kołowrotek to strasznie zapaskudzony. -
I to jest bardzo ciekawe. Wiem, wiem, ale jeśli można słówko w temacie. Kłusownictwo to niewątpliwie czynność dokonana, musi zaistnieć lub muszą być bardzo realne poszlaki. Egzamin na Kartę Wędkarską to zupełnie inna sprawa. Weźmy taki przykład z uzdrowieniem systemu w tle. Proszę usiąść i naprawdę uważnie i spokojnie czytać. Ktoś staje do egzaminu, który się nie odbywa, a którego zaświadczenie o pozytywnym zdaniu posiada w ręku. Zgłoszenie na policję nic nie da. Policja sprawdzi protokoły, kwity, stempelki i zakończy sprawę nim się naprawdę zaczęła. Zgłoszenie musi nastąpić w prokuraturze z argumentem złamania zapisów ustawy a nie egzaminem-fatamorganą. Nie wiadomo jak się sprawa potoczy ale jeśli trafi na ambitnego prokuratora, to w efekcie wojewoda cofnie uprawnienia do egzaminowania dla PZW w danym Okręgu i wyznaczy nowe stowarzyszenie. Ten Ktoś nie jest jeszcze członkiem PZW, zdaje egzamin prawidłowo i zgłasza akces wstąpienia do PZW jako największego lokalnego dzierżawcy. Jeśli tam są samobójcy to mu odmówią, na co liczę w tym toku rozumowania, gdyż wtedy zgłasza ponownie sprawę do prokuratury o złamanie zapisów ustawy o stowarzyszeniach z dyskryminacją w tle jako osoba teoretycznie działająca na szkodę Związku a tak naprawdę likwidująca w nim patologię. No to już grubo się robi, gdyż łamanie tej ustawy podważa samo istnienie PZW a to już prosta droga do jego likwidacji. Taki skrót do likwidacji bez komplikowania sobie życia z uchwałami, statutem, itp. Jednak nie ma co zacierać rąk. Na ile znam efekty dzikich dzierżaw z lat 90-tych, to w rzekach zostaną jedynie kamienie, a i to nie wszystkie, a winni się śmieją do dziś. Całkowitą patologią RZGW było odebranie dzierżawy gościowi, który wyczyścił jezioro razem z mułem a po kilku miesiącach przyznano mu nową dzierżawę na inne jezioro. Jest ktoś kto składał operat rybacki na jakąś wodę do konkursu? Jak jest to wie o czym piszę i dlatego stawiam pytanie. Dlaczego RZGW jako jeden z wymogów przyznania dzierżawy, ocenia i punktuje deklarację i wielkość odłowu z wody oderwaną od deklaracji zarybienia? Dlaczego w operacie uznaje się i pozytywnie ocenia deklarację zarybienia na kilka milionów złotych skoro wiadomo, że w regionie nie ma tyle narybku rocznie? A co z innymi dzierżawcami, nie zarybiają? Patologii wpierw musimy poszukać gdzie indziej i jeśli okaże się, że jednak nie miało to wpływu na działanie PZW, to wtedy dopiero dobrać się do nich. Jak na razie najwięcej krzyczą ci, którzy w ogóle nie mają pojęcia o mechanizmach dzierżawy i obligatoryjnych obowiązkach na szkodę wędkarzy.
-
Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. Mnie kiedyś, kiedyś, dawno temu...no dobra. Od maja w pewnym jeziorze brały jedynie pojedyncze sztuki a wędkarzy było kilkudziesięciu, jak to w ośrodku nad jeziorem. Pojawiłem się tam w lipcu i pierwsze co usłyszałem, że rybacy (jeszcze PGRyb), przetrzebili totalnie jezioro. Od razu postanowiłem sprawdzić co rybacy ciągną w sieciach i jakie ilości. Następnego ranka wypłynąłem kajakiem, gdyż jezioro duże i taki sposób wydał mi się jedynie logiczny. Nie minął kwadrans jak na drodze pojawiła się łódź rybacka płynąca w stronę ośrodka. Byłem zaskoczony a jeszcze bardziej, gdy mnie mijała to aż śmierdziało wanilią. Popłynąłem za nimi i niedaleko od ośrodka nagle skręcili w stronę zatoki. Zatoka ta była jakieś 500 m od ośrodka i praktycznie nigdy tam nie widziałem nikogo. Okazało się, ze w zatoce są sieci, pełne a jakże, a do wody z dużego wiadra sypali karmę z wanilią. Dwa dni głowiłem się aż wpadłem na pewien pomysł gdy wieczorem znajomi robili grzane piwo. Nie będę też ukrywał, że byłem wtedy pod wielkim wpływem książki T.Andrzejczyka "Wędkarstwo jeziorowe" i w sumie wszystko się złożyło na końcowy efekt. Zaparzyłem pęczak z goździkiem i rano popłynąłem na "swoje|" łowisko. Cudu nie było, efekty jak u innych ale po trzech dniach...złamałem klątwę. Cóż wtedy nie obyło się bez innych perturbacji socjologiczno-psychologicznych na tle przerośniętego ego co poniektórych ale nie to jest tematem wątku.
-
Piwne klimaty, czyli kto co lubi z browarnianych produktów.
Docio odpowiedział Jotes wna temat w Na każdy temat
Zielone Lubelskie, jak dla mnie, przebija tylko butelkowy oryginalny Foster. U nas deklasuje wszystko i aż ciekaw jestem tego czerwonego. Narobiłeś smaka. -
Nie wiem czy nazwa robi różnicę ale nasza kasza kukurydziana to typowy rozpraszacz, który intensywnie smuży, czyli nie nasiąka. Podaj pełną nazwę byłaby to alternatywa dla mielonych płatków owsianych, których dodanie zbyt dużej ilości powoduje "zabetonowanie" kul. Owszem, przydaje się w nurcie ale w wodzie stojącej to rozpacz.
-
To nie tak, że Ci nie wierzę. Sprawdziłem kod i nic w nim nie ma. Dziwne ale nie niemożliwe. Sprawdzę jeszcze pliki grafiki.
-
Michał mój post z linkami nie był edytowany, więc nic nie zmieniałem. Może weź pod uwagę, że coś siedzi u Ciebie w systemie. Polecam mks-vir skaner on-line. Chyba znasz mnie już na tyle, że jakbym miał linkować do czegoś dorosłego, to bym tego nie zrobił bo prawo zabrania. A jeśli nawet, to otwarcie.
