Jump to content

Moja przygoda z PZW


wind
 Share

Recommended Posts

witam,

przeglądając forum natrafiam co rusz na krytyczne opinie o "naszym" związku. Trochę mnie dziwi, ponieważ moje odczucia są całkiem inne. Może to przypadek i po prostu mam szczęście, że trafiłem tak jak trafiłem.

Otóż należę do PZW od niedawna, raptem 4lata. Wcześniej tułałem się po różnych komercyjnych łowiskach i powiem szczerze, że różnie bywało, tylko jedno było nie zmienne: płać i płacz, biorą ryby czy nie. Czasem bywało tak, że włąściciel kasował wędkarzy a później stawiał siatki wokół ich stanowisk. Spędzam nad wodą około 50dni w roku, średnio, czasem mniej, czasem więcej. Właściwie to więcej, od kiedy łowię na wodach związkowych. Średnio płaciłem 20zł za"wizytę" więc wychodzi mi 1000zł za sezon. Tymczasem za składkę wielkości 192zł (z łódką) mam w "ofercie" około 100 łowisk, bardzo różnych. Trochę błądziłem przez pierwsze dwa lata, w końcu skupiłem się na dwóch, jeziorze Wytczok, gdzie mam do dyspozycji łódkę, pomost i możliwość darmowego noclegu, oraz kanał Piaskowy. Jakie są zalety: znajdują się blisko 3miasta (do 30km) i są w miarę rybne. Nie poluję na okazy, cieszy mnie zwykła możliwość spędzenia czasu nad wodą. Wadą jest to, że te miejsca odwiedza sporo wędkarzy, lecz ... znalazłem wśród nich kilku przyjaciół, i prawie zawsze mam towarzystwo nad wodą. co do rybności tych łowisk, to zwykle połowię do "syta", chociaż większość ryb wypuszczam, ale są dni kiedy nic nie złowię lub niewiele. Ale takich jest coraz mniej, im lepiej poznaję łowisko.

Jestem przekonany, ze wpływ na postrzeganie PZW przez jego członków ma postawa wielu osób, które mają wpływ na to , co dzieje się wewnątrz związku, czyli władz. Z kolei ja patrzę na związek przez pryzmat mojego kola, które prężnie się rozwija, dba o interesy swoich członków, dba o wodę, którą ma pod opieką, pozostaje otwarte na "głos ludu" ;). Zła opinia to również niestety brak elementarnej wiedzy o funkcjonowaniu, a właściwie o zasadach funkcjonowania takiej instytucji. Jeszcze inni są po prostu zawistni, uważają że wszyscy kradną i oszukują związek czyli ludzi no niego należących.

Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy swoje kontakty z kołem ograniczają do jednej w roku wizyty celem opłacenia składek, a jak jest 5zł drożej to podnoszą wielki lament. Cóż, taka postawa powoduje, że nie wiem, czy płakać czy śmiać się, skoro nie wiedzą co się dzieje w ich najbliższym otoczeniu, to skąd mogą wiedzieć, co się dzieje gdzie indziej? Na poziomie ZO czy ZG?

Dla mnie związek to koło, ludzie z zarządu, widoczna nad wodą SSR, łowisko, stanica, imprezy wędkarskie... Szczerze mówiąc to mam w ... poważaniu panie i panów z ZG i ZO, póki nie ingerują w pracę koła.

Link to comment
Share on other sites

Zazdroszczę Ci, że trafiłeś tak dobrze z kołem. ja na początku też byłam zachwycona, później okazało się całkiem inaczej. Byłam w zarządzie tego koła (czego teraz się wstydzę) wiem jak to wszystko wygląda od środka i wiem również ja jest we władzach PZW mojego okręgu leszczyńskiego. PZW nie oceniam po opiniach innych ludzi, oceniam je po ich dokonaniu, regulaminowi połowów i decyzji które podejmują. Oceniam też po gospodarce, która prowadzą oraz pod względem ekonomicznym. I na prawde tyle się napatrzyłam na tych dwóch szczeblach (okręg i koło), że wstyd mi za siebie, że kiedykolwiek należałam do zarządu, wstyd mi też za to, że w ogóle należę do czegoś co zwie się PZW. Zazdroszczę obcokrajowcom na prawdę. Tylko w Polsce mogą się rodzić takie chore związki. Jak będę mieć więcej czasu to opiszę wszystko dokładnie.

Tobie mogę tylko pogratulować dobrego wyboru koła.

Link to comment
Share on other sites

Widocznie zależy wiele od koła . U mnie też rewelki nie ma, kasa ze składek idzie w pole, zarybień nie widać jakoś... Ale jest jak jest, ciężko coś zmienić. Mówisz, że zazdrościsz obcokrajowcom. Ale nie wszędzie organizacje zrzeszające wędkarzy są super. W UK jest enviroment agency sprzedająca fishing license. Kupuje to każdy wędkarz na wyspie a agencja... śpi chyba. Zarybiają nie wielką część łowisk, ale na szczęście dużo jest pod władaniem lokalnych klubów, które o nie dbają...Według mnie powinniśmy dbać o swoje wody również my, wędkarze, i nie pozostawiać wszystkiego w rękach PZW.

Kolega wyżej ma też ogromną rację co do strony finansowej należności do związku. Łowienie na komercyjnych łowiskach jest drogie i frajda z tego nie jest duża- wiemy, że złowimy...A na łowiskach PZW można połowić, szczególnie w rzekach, z których siatami nie da się tak łatwo ryby wyłowić....

Link to comment
Share on other sites

...A na łowiskach PZW można połowić, szczególnie w rzekach, z których siatami nie da się tak łatwo ryby wyłowić....

Właśnie w tym sęk, że jestem 'obrażona' na PZW ze względu na wody. Mieli okazję, zakupić super łowisko i co? Nie bo nie ma pieniędzy. No jak to przecież pieniądze są. Są ale obecnie 'same na siebie pracują' na koncie i papierach wartościowych.

No myślałam, ze szlak mnie trafi jak to usłyszałam. I łowisko poszło.

Ok rzeki...

Mam 200m do rzeki, która przepływa przez region leszczyński, ale do kogo od tego roku należy ta rzeka? Do PZW Poznań. No tutaj też mnie szlak mało nie trafił. nie mogę iść 200m na rzekę, super rzekę, bo musze jechać 100km do Poznania, zeby wykupić tak w jakimś kole sobie kartę, żeby na niej łowić. DURNOTA do kwadratu.

Odnośnie siat...

Zalew Zegrzyński...są rybki, jest dużo drapieżników, bardzo dużo i sa wędkarze. Osoby odpowiedzialne za to łowisko twierdzą, ze wędkarze bardzo zachwiali gospodarkę rybną na tym łowisku, wyłowili wszystkie drapieżniki i jest sama biała ryba. I co mądrzy zrobili? Płaca rybakom za odłów sieciowy białej ryby. Czaicie to? "Mądrzy ludzie" nie wiedzą, ze jak coś jest zachwiane to żeby doprowadzić do równowagi, to najpierw stosuje się metodę:"wrócić wstecz". Pieniądze przeznaczone na zarybienie draoieżnikiem przeznaczyli na odłów ryb karpiowatych i w efekcie co? W efekcie g..no. Czyli nic nie zostanie po tych rybach.

Link to comment
Share on other sites

Fakt, mogłem pójść na łatwiznę i udać się do najbliższego koła. Każde ma obowiązek organizować dla swoich członków wypady, zawody etc. Ale wszędzie zdarzają się ludzie nieodpowiedzialni lub po prostu nieuczciwi. W ubiegłym roku zlikwidowano jedno z większych kół w okręgu, ponieważ skarbnik koła przekręcił swoich członków na kasę. Czasem okręgi zatrudniają na swoich wodach rybaków, ale gdyby utrzymać łowiska tylko za składki to byśmy płacili kilkakrotnie więcej. Trochę się Wam dziwię, ze odpuściliście zarządom, przecież każde zarybienie czy odłów kontrolny musi się odbyć zgodnie z zasadami, powinien być protokół i dokumentacja fotograficzna. O każdym zarybieniu zarząd ma obowiązek poinformować, z wiadomych względów sporo po fakcie. Co roku zarząd ma obowiązek sporządzić i opublikować sprawozdanie ze swojej działalności, tak samo SSR, jeżeli jest.

Zawsze powtarzam, że jeżeli posiadacie informacje o nieprawidłowościach to Waszym obowiązkiem jest poinformować o tym odpowiednie służby lub instytucje. Jeżeli tego nie robicie, to łamiecie prawo. Każdy chce korzystać ze swoich praw ale nikt nie ma ochoty wypełniać obowiązków.

Małe okręgi, gdzie jest stosunkowo niewielu wędkarzy po prostu nie mają pieniędzy na dzierżawę atrakcyjnych łowisk, tak jak rz. Warta w okręgu leszczyńskim. Oczywiście to tylko moje przypuszczenie, jeżeli jest inaczej to efekt nieudolności zarządu okręgu. Sama dzierżawa to nie wszystko ,masę kasy kosztuje samo przystąpienie do przetargu. A naprawdę rybne łowiska mają na oku wszelkiej maści spółki i spółdzielnie rybackie, dysponują kasą o wiele większą niż związek i z łatwością są w stanie wygrać przetargi.

Każdy z nas ma swój głos na walnym zebraniu i może wyrazić swoje zdanie, ale co z tego, skoro na takim zebraniu pojawia się 5-8% członków??? I to są wciąż ci sami ludzie, oni wybierają wciąż ten sam zarząd, kolesiostwo kwitnie. Ale zmienia się to gdy pojawia się nowa krew, inne spojrzenie, bardziej nowoczesne i odpowiadające aktualnym potrzebom.

Link to comment
Share on other sites

  • 6 months later...

Właśnie w tym sęk, że jestem 'obrażona' na PZW ze względu na wody. Mieli okazję, zakupić super łowisko i co? Nie bo nie ma pieniędzy. No jak to przecież pieniądze są. Są ale obecnie 'same na siebie pracują' na koncie i papierach wartościowych.

No myślałam, ze szlak mnie trafi jak to usłyszałam. I łowisko poszło.

Ok rzeki...

Mam 200m do rzeki, która przepływa przez region leszczyński, ale do kogo od tego roku należy ta rzeka? Do PZW Poznań. No tutaj też mnie szlak mało nie trafił. nie mogę iść 200m na rzekę, super rzekę, bo musze jechać 100km do Poznania, zeby wykupić tak w jakimś kole sobie kartę, żeby na niej łowić. DURNOTA do kwadratu.

Odnośnie siat...

Zalew Zegrzyński...są rybki, jest dużo drapieżników, bardzo dużo i sa wędkarze. Osoby odpowiedzialne za to łowisko twierdzą, ze wędkarze bardzo zachwiali gospodarkę rybną na tym łowisku, wyłowili wszystkie drapieżniki i jest sama biała ryba. I co mądrzy zrobili? Płaca rybakom za odłów sieciowy białej ryby. Czaicie to? "Mądrzy ludzie" nie wiedzą, ze jak coś jest zachwiane to żeby doprowadzić do równowagi, to najpierw stosuje się metodę:"wrócić wstecz". Pieniądze przeznaczone na zarybienie draoieżnikiem przeznaczyli na odłów ryb karpiowatych i w efekcie co? W efekcie g..no. Czyli nic nie zostanie po tych rybach.

Mówisz że byłaś we władzach koła. Oki, ale czy starałaś się zmienić coś? Widziałaś niedociągnięcia, bo je opisujesz, to trzeba było z nimi walczyć. Wiem że jest to walka z wiatrakami. Ale można to zmienić... wystarzczy znaleść zwolenników tego co przedstawiasz, reprezentujesz.

Są organy zwierzchnie, gdzie działania które są sprzeczne z założeniem powinny trafić, jako skarga lub zawiadomienie.

Owszem sama nic nie wskórasz, bo cie przegłosują, i im wyżej tym trudniej.

Ale jako członek zarządu koła mogłaś zrobić więcej niż w okręgu. Wystarczyło na zebraniach z członkami koła obradować o pozyskiwaniu/ zatrzymaniu funduszy. Rozważyć o usamodzielnieniu koła, jako samodzielna jednostka organizacyjna PZW., postarać się o własny KRS i status organizacji pożytku publicznego. Co pozwoliło by wam pozyskać większe środki na waszą działalność.

Inny wariant to założyć własne stowarzyszenie wędkarskie pożytku publicznego przy kole PZW. Lub całkowicie nie zależne, działające na mocy porozumienia z PZW. Mieli byście własne środki pozyskane z; darowizn, datków, sponsoringu, kwest i 1% podatku. Sami byście zażądali swoimi funduszami i decydowali co za to zrobicie....

Link to comment
Share on other sites

  • 10 months later...

Docio, ostatnie kilka zdań zabrzmiało mi jak przyznanie się "do dziadka z Wermachachtu". Z nieznanych dla mnie powodów, PZW wycofał się na pozycje wybitnie defensywne. Obwiniany za wszystko co dzieje się nad naszymi wodami, stał się przysłowiowym "chłopcem do bicia ". Domorośli reformatorzy polskiego wędkarstwa, narzucili swój styl narracji z którym PZW nijak nie może się uporać. Piszę te słowa, z punktu widzenia wędkarza- szaraka. Od kilku lat przestałem czytać pewne czasopismo wędkarskie( podobnie jak Wind). Jakoś zacząłem odnosić wrażenie, że intencje tamtejszych reformatorów nie są do końca "szlachetne ". Każdy sposób na zwiększenie sprzedaży pisma jest dobry. A powszechnie wiadomo, że populistyczne hasła są najbardziej chwytne.

Link to comment
Share on other sites

Odbiegamy od tematu ale co mi tam. Najwyżej Wind rozdzieli temat. :) 

"Przyznanie się" to zbyt wiele ale utrzymywanie tego w tajemnicy mogłoby mieć o wiele gorsze skutki, z urojonym wpływem na forum włącznie. :) Najśmieszniejsze jednak jest to, że wielu traktuje WW i PZW jako jedność a tak nie jest. To, że ZG PZW jest wydawcą miesięcznika i ma w nim kilka stron wyłącznie dla stowarzyszenia nie wpływa na resztę, a reszta jest wyłącznie dla wędkarzy. No poza reklamami, za które też się obwinia Redakcję jakby to ona była sprzedającym. :) 

Co do wód i gospodarowania na nich, to wszelkie teorie spiskowe powstają ze zwykłej niewiedzy oraz wiedzy tych, którzy chcą jątrzyć. Podstawowym błędem jest traktowanie PZW jako właściciela wody. Właścicielem wszystkich wód płynących w Polsce jest państwo, które w terenie reprezentuje RZGW. Sposób gospodarowania określają wymogi operatu rybackiego, który musi być zgodny z opinią ichtiologa RZGW a same dzierżawy często wygrywają "najbardziej obiecujące" oferty, które są nierealne do spełnienia ze względu na wymienione wkłady finansowe i szacowaną ilość sprzedanych licencji. Jednak największym kuriozum w tym wszystkim jest fakt, że PZW płaci za dzierżawę, odpowiada za gospodarowanie i absolutnie nie ma nad tym kontroli. Nie ma co się oszukiwać, każdy może przeczytać ustawę i dowie się, że SSR tak naprawdę nic nie może. To znaczy może zadzwonić do PSR lub na Policję a potem czekać i doczekać się lub nie. Jak nie to tylko sądzić się może. Pełną kontrolę nad wodami oddanymi w dzierżawę ma państwo i na nim spoczywa obowiązek kontroli. Dzierżawca ma płacić podatki i nawet nie skamleć o egzekwowanie obowiązków kontroli z ramienia administracji państwowej, bo ta ma wszystko "w poważaniu" włącznie z własną strażą PSR.

Czy można rozwiązać PZW? Oczywiście. Nawet Status PZW podaje to w czystej i otwartej formie. Podaje dokładny przepis jak to zrobić tylko co potem? Czy wody uwolnione od PZW będą rybniejsze? Czy państwo w końcu zadba o zarybianie? Otóż nie. Wystarczy wejść na którąkolwiek stronę RZGW aby zapoznać się ze stawkami licencji na połów ryb na wodach wystawionych do przetargu lub planowanych do wystawienia. Niektórym włos się zjeży, gwarantuję. :) Reszcie zjeży się gdy zapozna się z obowiązkami RZGW, w których nie ma słowa o zarybianiu wód mimo sprzedawania licencji na połów, ponieważ RZGW nie musi posiadać operatu, który to właśnie do zarybień zobowiązuje jak i do innych rzeczy ściśle związanych z gospodarowaniem, z naszymi rejestrami włącznie. Tak to wygląda w praktyce, więc nie ma się co dziwić, że PZW wycofał się i schował głowę w ramionach, bo jedyną dobrą rzeczą dla członków jest niekwestionowanie stanu rzeczy by utrzymać nisjkie składki. Nie ma co mieć nadziei, że coś się zmieni w RZGW, najlepiej bezmyślnie rozwiązać PZW i inne stowarzyszenia, płacić cztery razy więcej za proces prowadzący bezpośrednio do faktycznego wyrybienia wód.

Taka jest prawda a niemoc zwana bezradnością boli najbardziej.

Link to comment
Share on other sites

a same dzierżawy często wygrywają "najbardziej obiecujące" oferty, które są nierealne do spełnienia ze względu na wymienione wkłady finansowe

Coś na ten temat wiem, bo startowałem do przetargu, trochę wiedzy łyknąłem i prawda jest taka, że RZGW interesuje tylko wysokość wpływów czyli kto da więcej, a nie faktycznie świetny i dopracowany operat na potrzeby danej wody.

Jednak największym kuriozum w tym wszystkim jest fakt, że PZW płaci za dzierżawę, odpowiada za gospodarowanie i absolutnie nie ma nad tym kontroli.

Pomijając temat strażników SSR, PSR itd. to PZW odpowiada za gospodarowanie, ale ma to serdecznie w dupie lub ma ichtiologów do dupy...już sam nie wiem :( Jeśli w pewnym jeziorze naturalnym jest zbyt mało drapieżnika (oficjalne oświadczenie głównego ichtiologa ZO) dalej odławiane są tylko duże drapieżniki, a zarybia się głównie pstrągiem to chyba coś nie tak? Takich przykładów jest cała masa i brak ryb w wodach dzierżawionych przez PZW nie jest spowodowany zbyt małą ilością strażników czy brakiem możliwości ich reakcji na kłusownictwo, ale zbójeckie prowadzenie gospodarki rybacko-wędkarskiej!

Pełną kontrolę nad wodami oddanymi w dzierżawę ma państwo

A dokładnie Urząd Marszałkowski, który nie wiedzieć czemu ;) tylko się temu burdelowi przygląda

Czy wody uwolnione od PZW będą rybniejsze?

Obserwując poczynania PZW śmiem twierdzić, że będą rybniejsze :)

Czy państwo w końcu zadba o zarybianie?

Wystarczy, że nie będzie prowadziło odłowów na zasadach PZW

Link to comment
Share on other sites

Woldi widzę, że byłoby o czym rozmawiać. :) Kryteria przetargów znasz ale czy także wiesz o wytycznych? Regulacja zarybień jest narzucana odgórnie. I tu pojawia się sprawa wspomnianego przez Ciebie ichtiologa. to, że on pisze raporty nie znaczy jeszcze, że można tym drapieżnikiem zarybyć, choć pstrąg to drapieżnik. W planie RZGW albo w operacie może jest stworzenie wody pstrągowej i dlatego jest działanie takie jakie jest. To tylko możliwość i wątpię by którekolwiek ZO pokusiło się o zarybienia innym gatunkiem jak ujętym w operacie. To prowadzi bezpośrednio do utraty dzierżawy, co już się stało w niektórych ZO np Toruń. Z drugiej strony na wodach państwowych nie może nie być odłowów. To też narzucone odgórnie. Jeśli nie odławiasz ryb to masz więcej odłowów kontrolnych z zabraniem ryby i jako były startujący powinieneś o tym wiedzieć.

A co do kłusownictwa to jedna siatka lokalnego kłusola zastępuje ponad 30 wędkarzy z ich limitami uwzględniając, że każdy weźmie pełny limit z wody. Z kolei na wodach pstrągowych przy obecnych tendencjach C&R jedna siata to nawet 1000 wędkarzy. Jest o co walczyć by było więcej strażników PSR i mieli lepszy sprzęt.

Link to comment
Share on other sites

Część tematu zaczynająca się od postu Ozet-a wydzieliłem z tematu sprzętowego. Przypomnę tylko, że Docio "przyznaje się" ;) do współpracy, świadomej i do tej pory "tajnej" ;) dla części naszych użytkowników, z redakcją Wiadomości Wędkarskich. Od siebie mogę dodać, że moje działania mające na celu sprowadzenie Docia do nas powodowane były moja sympatią do niego, podziwem dla jego wiedzy i, sami przyznacie, niesamowitej umiejętności jej przekazania. Gdy się pierwszy raz spotkaliśmy w wirtualnej rzeczywistości 5 lat temu nie wiedziałem, że współpracuje z redakcją, a były to czasy ,gdy jeszcze publikował w WW swoje artykuły.

 

Ale wracając do tematu. Sami mamy możliwość obserwacji tego co dzieje się nad naszymi wodami. Czy to wina PZW, czy Urzędu Marszałkowskiego, czy kłusoli, nawet często nas, wędkarzy, że jest tak jak jest?? Każdego po trochu. Związek to ludzie, ludzie i pieniądze. Nie od dziś wiadomo, że zawsze znajdzie się słaba jednostka, która będzie chciała wykorzystać "możliwości". A im wyżej w związkowej hierarchii tym pokusy większe. Ale to wędkarze decydują, kto jest na szczycie. Udział w życiu związku biorą tylko ci, którym się naprawdę chce i tacy, którzy mają dużo czasu. A takich jest niewielu. I im mniej ludzi patrzy na ręce tym łatwiej poddać się pokusie kombinacji. Już kiedyś była grupa, która chciała działać, ale wraz z nadejściem wiosny jakoś więcej chęci i energii poświęciliśmy wędkowaniu niż próbom zrobienia czegokolwiek.

Dziś cieszę się, że mam fajne koło, z fajnymi ludźmi, spotykamy się na imprezach organizowanych przez koło czy komórkę PZW. I chyba na tym zostanie nam poprzestać, chociaż wychodzę z założenia, że jak nam tu " na dole" będzie dobrze to może i z czasem związkowi się "poprawi".

Link to comment
Share on other sites

Wind to już 5 lat!? Ryby rybami ale to jest poważny powód, by oprzeć sprawę o bufet w realnym świecie. :) 

Będę miał jeszcze jedną sprawę do ludzi z Gdańska i okolic ale to za jakiś miesiąc, jak zacznę planować "Wielką Wyprawę SSG". :) 

Link to comment
Share on other sites

Kryteria przetargów znasz ale czy także wiesz o wytycznych?

Oj i to bardzo dobrze

Regulacja zarybień jest narzucana odgórnie.

Nieprawda, bo w operacie, który przedstawiasz do konkursu sam ustalasz jakie gatunki i ilości chcesz wprowadzić do danej wody. Każdy z gatunków ryb ma określoną liczbę punktów rankingowych ;) i na jej podstawie plus ilość czyli przybliżona cena narybku obliczana jest wysokość proponowanej oferty :)

tu pojawia się sprawa wspomnianego przez Ciebie ichtiologa. to, że on pisze raporty nie znaczy jeszcze, że można tym drapieżnikiem zarybyć, choć pstrąg to drapieżnik.

A czy można do naszych wód wprowadzać nie dość, że obce gatunki, to jeszcze takie, które w danej wodzie nie występowały, bo mi się wydaje, że nie?

W planie RZGW albo w operacie może jest stworzenie wody pstrągowej i dlatego jest działanie takie jakie jest

RZGW nie daje wytycznych co do wody, bo to tylko i wyłącznie oferent składa swoją propozycję operatu, a wygrywa ten, który da więcej. :)

To tylko możliwość i wątpię by którekolwiek ZO pokusiło się o zarybienia innym gatunkiem jak ujętym w operacie. To prowadzi bezpośrednio do utraty dzierżawy

Teoretycznie tak, ale.... ;)

Z drugiej strony na wodach państwowych nie może nie być odłowów.

Prawda, ale nie dość, że PZW robi je bez logiki to jeszcze mogą się odbyć na żywej rybie :), ale skoro nie ma ;) kasy na na tego typu odłów(taką otrzymałem odpowiedź od prezesa koła opiekującego się jeziorem!) to trzeba drgawice stawiać :angry:

Jeśli nie odławiasz ryb to masz więcej odłowów kontrolnych z zabraniem ryby i jako były startujący powinieneś o tym wiedzieć.

Bzdura! W operacie można zrobić zapić ,,odłowy zależne od potrzeby,, i RZGW nie narzuci Tobie odpowiedniej ilości :), a do tego można zrobić na żywej rybie!

Z kolei na wodach pstrągowych przy obecnych tendencjach C&R jedna siata to nawet 1000 wędkarzy. Jest o co walczyć by było więcej strażników PSR i mieli lepszy sprzęt.

To prawda

Link to comment
Share on other sites

Posiadamy zdecydowanie różną wiedzę.Piszesz, że sam przedstawiasz ile i czym chcesz zarybić. Otóż nie. W operacie możesz tak to przedstawić ale jeśli nie uwzględnisz odgórnych wytycznych i zasad racjonalnego gospodarowania, to nikt nie zgodzi się abyś z jeziora zrobił staw hodowlany i zniszczył biotop, biotyp lub wręcz cały ekosystem. Każda woda ma swój typ i swoją "pojemność" dla ryb. Co do warunków przetargowych to nie ma co tłumaczyć. Zgodę na stawianie takich warunków daje RZGW bezpośrednio ustawa o rybactwie śródlądowym w Art 2a i 2b o ile dobrze pamiętam. I jest to dobre bo inaczej nasze rzeki spływały by karpiem i nigdy Drwęca nie doczekałaby się łososia a Wisła jesiotra. Nikt nie pozwoli by jezioro oligotroficzne, w którym dominujący jest okoń zostało zasrane przez karpie, amury, itp, a tołpyga wykończyłaby cały biotop i to bardzo szybko.Masz wątpliwości co do gatunków obcych i nie występujących. Zapomniałeś o introdukcji? Jesiotra, tego co był w Wiśle nie ma nigdzie. Ta ryba już nie istnieje a jednak są zarybienia mające na celu przywrócenie tego gatunku. Wszystkie działania z węgorzem to też nic innego jak zarybianie gatunkiem obcym i nie jest to problem wystarczy zgoda ministra. Tak trafiła do Wisły sapa. O jeziorach w wielkopolskim nie wspominam, bo tam masowo do jezior wpuszczany jest jesiotr.Oferent może sobie składać ofertę jaką mu się żywnie podoba. Prowadzący przetarg nie musi jednak na to się zgodzić a nie uwzględniając warunków przetargu (wytycznych) oferta odpada w przedbiegach.Nie ma "teorii" w konsekwencjach zarybiania gatunkami nie ujętymi w operacie. Powinieneś się zapoznać z materiałem dlaczego RZGW odebrał obwód rybacki Wisły ZO Toruń.Mylisz odłowy z zaciągami kontrolnymi. Gospodarka rybacka polega na łowieniu ryb siecią i innymi urządzeniami połowowymi i nic tego nie zmieni. Zaciągi są natomiast potrzebne do badań nad rybostanem, biotypem oraz stanem zdrowia. O ile stan ilościowy i biotyp mieści się w mojej wyobraźni zaciągu kontrolnego na żywej rybie, o tyle badanie stanu zdrowia i epidemiologicznego nijak się w nim nie mieści. Gdyby nie te ostatnie to już chyba od dawna każda karpiowata w naszych wodach chorowałaby na rodzimego tasiemca. Te badania także przysłużyły się do odkrycia dwóch innych tasiemców obcych dla naszych wód i ryb.A odłowy czysto rybackie też są potrzebne. Przerzedzanie karpiowatych które dominują w naszych wodach to konieczność. Sam dobrze wiesz ile ich jest a złowienie większej staje się prawdziwym problemem. Dodatkowo, we wspomnianych jeziorach oligotroficznych odłów okonia to konieczność. W tych jeziorach, z zasady mocno ubogich, okoń bardzo szybko karłowacieje i złowienie czegoś ponad 20cm staje się nierealne.W operacie można zrobić zapis, o którym piszesz. To przecież nie problem. Jednak słowa odłów i żywa ryba są w sprzeczności. O warunkach przetargu już mówiłem a brak odłowów gospodarczych nie prowadzi do dobrobytu wędkarskiego tylko do jego degradacji. Przynajmniej przez jeszcze kilka dekad, dopóki ktoś nie zrozumie, że wciąż narastająca popularność metody spinningowej głównie uderza w drapieżniki, czyli regulatyory populacji karpiowatych. Ma to też inne znaczenia ale to nie ten temat. :)Twoja argumentacja, zdroworozsądkowa, jest jakaś taka nieco dziwna jak dla mnie. Mam nieodparte wrażenie jakbyś w wypowiedziach opierał się wyłącznie na zasadach rozpatrywania ofert i nie obejmował zagadnienia całościowo. Zauważ też, że Twoja wypowiedź o decyzji oferenta czym i ile ma zarybiać stoi w jawnej sprzeczności z kolejną o wątpliwościach co do zarybiania gatunkami obcymi i nie występującymi w danej wodzie. To drugie z kolei pomija zgodę ministra na takie zarybienie ujętą w ustawie o rybactwie śródlądowym, w przeciwnym wypadku, co niewątpliwie byłoby z korzyścią dla naszych wód, nigdy nie pojawiłby się karp, amur, tołpyga, sumik karłowaty i afrykański i pewnie jeszcze inne, o których już zapomniałem. A właśnie, jeszcze rak pręgowany i semaforowy - diaboliczne zło ze szczypcami, szczególnie ten pierwszy, który wyparł naszego szlachetnego. I jeszcze jedno. PZW nigdy nie było stać na tak wielkie badania w kwesti zmian środowiskowych i biotypu. Nie wiem czy jakąkolwiek instytucjęw kraju stać na takie badania. Resztę dopowiedz sobie sam, kto robił te badania i kto wpadł na te genialne pomysły z konkretnymi gatunkami obcymi wprowadzonymi do naszych wód.

Link to comment
Share on other sites

Piszesz, że sam przedstawiasz ile i czym chcesz zarybić. Otóż nie

Nie masz racji, sprawdź

W operacie możesz tak to przedstawić ale jeśli nie uwzględnisz odgórnych wytycznych i zasad racjonalnego gospodarowania, to nikt nie zgodzi się abyś z jeziora zrobił staw hodowlany i zniszczył biotop, biotyp lub wręcz cały ekosystem. Każda woda ma swój typ i swoją "pojemność" dla ryb.

Właśnie tak zrobiono z wodą, o którą się starałem i to jest norma. Operat pisał mi znany gość, który nie dość, że także opiniuje je to jeszcze często zasiada w komisjach przetargowych :) Są to chore zasady, ale niestety tak to właśnie wygląda, że kto da więcej ten wygrywa, a racjonalność gospodarki schodzi na drugi plan. Sam mi mówił, że nie raz próbował przeforsować słabszy pod względem finansowym operat, ale lepszy patrząc od strony gospodarki i niestety kończyło się jak zawsze czyli kasa zwyciężała. Tak jest nasza Polska rzeczywistość. :angry:

Nie ma "teorii" w konsekwencjach zarybiania gatunkami nie ujętymi w operacie.

Oczywiście, że nie ma i wystarczy tylko pismo do UM o zezwolenie na zarybienie takim i takim gatunkiem :)

Mylisz odłowy z zaciągami kontrolnymi.

To nie ja mylę, ale pier... PZW, bo jak inaczej nazwać odłowy eliminujące prawie całą populację jakiegoś gatunku ryby z jeziora co jest bardzo częste???

Jednak słowa odłów i żywa ryba są w sprzeczności.

Bzdura! Odłów kontrolny można zrobić na żywej (uczestniczyłem w takim na prywatnej wodzie), by zorientować się co do zasobności wody w dany gatunek ryby, a następnie , w razie konieczności, dokonać odłowu selekcyjnego

Twoja argumentacja, zdroworozsądkowa, jest jakaś taka nieco dziwna jak dla mnie. Mam nieodparte wrażenie jakbyś w wypowiedziach opierał się wyłącznie na zasadach rozpatrywania ofert i nie obejmował zagadnienia całościowo.

No chyba raczej właśnie odwrotnie, bo gdyby opierać się tylko na zapisach w operatach to PZW kieruje wodami jak ta lala :D Wpisują odłowy to idą po bandzie i odławiają na potęgę, bo taki jest zapis itd.......itd......itd....... :P

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...