Skocz do zawartości
Ela Chwała

prezent - jaka skrzynka?:)

Rekomendowane odpowiedzi

Jako żona wędkarza, potrzebuję porady w sprawie prezentu, chodzi konkretnie o taką skrzynkę na te wszystkie 'zabawki'. Nie ma tego dużo, ale burdel jest i wieczny problem, jak jedzie na ryby,bo nic nie może znaleźć, więc kupuje nowe:) Dobrze by było gdyby było miejsce na zanętę, bo zawsze coś tam miesza.

Znalazłam coś na allegro, ale nie wiem co wybrać, może ktoś ma inne propozycje, tylko nie jakieś super drogie.

Dziękuję z góry za wszystkie podpowiedzi

Wielofunkcyjna skrzynka wędkarska JAXON RH-161

MIKADO SIEDZISKO SKRZYNKA WĘDKARSKA Z PASEM 317

SKRZYNKA WĘDKARSKA Z PUDEŁKAMI

Skrzynka narzędziowa wędkarska FISHINGBOX NTF22AS

 

Edytowane przez hege
edycja linków

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem pierwsze dwie będą lepsze. Można schować wszystko co trzeba i usiąść, minusem będzie stabilność kiedy góra skrzynki jest bardziej obladowana. 

Kolega ma coś podobnego i sobie chwali.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hmmmmm, mam wątpliwości. Napisałaś, że potrzebne miejsce na zanętę a to oznacza, że na pewno łowi na spławik lub grunt. Nie wiem jakich technik używa ale wożenie wszystkiego ze sobą to - pomyłka. Natarga się tylko, w dodatku możliwe, że niepotrzebnie.

Skrzynka w porządku, zawsze się przydaje ale magazyn to już inna sprawa. Jakoś nadal nie wyobrażam sobie aby woził ze sobą wszystkie zanęty, atraktory, dodatki, żyłki, spławiki, haczyki...itd. Magazyn to obszerny pojemnik aby pomieścił wszystkie inne pudełka. Wszystko musi być oddzielnie aby jedno od drugiego się nie uszkodziło i tu wystarczą zwykłe tekturowe opakowania jak np po czajniku elektrycznym, czy kołowrotku. Całość jednak zapakowałbym w coś fajnego, co nie zepsułoby porządku w domu jak np. wielkie pudło na zabawki. ;) Oczywiście jeśli ma stać w miarę na widoku, jeśli nie, to zwykły pojemnik gospodarczy w zupełności wystarczy. Do siedzenia jednak proponuję normalne krzesełko wędkarskie tak by móc oprzeć plecy a sama skrzynka na konkretny wypad może być jak najtańsza, nawet narzędziowa. Osobiście posiadam łudząco podobną do zalinkowanej jako ostatnia. Zawsze zmieszczę się w niej ze sprzętem na "ten" konkretny wypad a także można w niej spokojnie wymieszać kilogram zanęty, ale aby był w pełni relaksacyjny to oparcie pod plecy jest bezwzględnie konieczne. Siedzenie przygarbionym w kucki ma niewiele wspólnego z relaksem.

20150909_113745.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja posiadam skrzynkę warsztatową na kółkach, wprawdzie używam ją do przechowywania narzędzi, ale jako wędkarska również świetnie by się sprawdziła.  Kupiłem taką w promocji w biedronce za 99zł

STANLEY WARSZTAT MOBILNY SKRZYNKA

Całość podzielona na dwa moduły, spodnia część może posłużyć do wożenia zanęty, ew. pojemnik na żywca, górna cześć jest tylko przedzielona plastikową tacką, więc dobrze by było dokupić na przyszłość  takie małe organizery:

SKRZYNKA ORGANIZER DOMINO

Całość bardzo solidna, wytrzymuje nawet jak na niej stanę, więc może posłużyć i za siedzisko, czyli nie będzie trzeba tachać dodatkowych pakunków.

Edytowane przez hege
edycja linków

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 1.12.2017 o 13:04, Docio napisał:

Hmmmmm, mam wątpliwości. Napisałaś, że potrzebne miejsce na zanętę a to oznacza, że na pewno łowi na spławik lub grunt. Nie wiem jakich technik używa ale wożenie wszystkiego ze sobą to - pomyłka. Natarga się tylko, w dodatku możliwe, że niepotrzebnie.

Skrzynka w porządku, zawsze się przydaje ale magazyn to już inna sprawa. Jakoś nadal nie wyobrażam sobie aby woził ze sobą wszystkie zanęty, atraktory, dodatki, żyłki, spławiki, haczyki...itd. Magazyn to obszerny pojemnik aby pomieścił wszystkie inne pudełka. Wszystko musi być oddzielnie aby jedno od drugiego się nie uszkodziło i tu wystarczą zwykłe tekturowe opakowania jak np po czajniku elektrycznym, czy kołowrotku. Całość jednak zapakowałbym w coś fajnego, co nie zepsułoby porządku w domu jak np. wielkie pudło na zabawki. ;) Oczywiście jeśli ma stać w miarę na widoku, jeśli nie, to zwykły pojemnik gospodarczy w zupełności wystarczy. Do siedzenia jednak proponuję normalne krzesełko wędkarskie tak by móc oprzeć plecy a sama skrzynka na konkretny wypad może być jak najtańsza, nawet narzędziowa. Osobiście posiadam łudząco podobną do zalinkowanej jako ostatnia. Zawsze zmieszczę się w niej ze sprzętem na "ten" konkretny wypad a także można w niej spokojnie wymieszać kilogram zanęty, ale aby był w pełni relaksacyjny to oparcie pod plecy jest bezwzględnie konieczne. Siedzenie przygarbionym w kucki ma niewiele wspólnego z relaksem.

20150909_113745.jpg

Dlaczego tak uwazasz? Ja na ten przykład mam odmienne zdanie

"Kto ze sobą wszystko wozi,ten nie chodzi sie nie prosi"

no ale to jest indywidualna sprawa każdego wędkarza. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odpowiedź jest prosta i na pewno dla każdego indywidualna. Dla mnie bezsens targania wszystkiego polega na tym, że nie dźwigam spławików jeziorowych, lekkiego ołowiu, sprężyn zanętowych i innych bzdetów jeziorowych gdy wybieram się na rzekę i odwrotnie. Zostawiam spławiki rzeczne, koszyczki zanętowe, ciężki ołów itd w domu, gdy wybieram się nad jezioro. Zostawiam cały sprzęt spławikowy gdy wybieram się na sumy lub wyłącznie na grunt, bo po co mi to dźwigać skoro wędziska też zostawiam. 

Jak ktoś ma ochotę to ja nie bronię nikomu aby wszystko targał ze sobą ale logicznie jest to błędem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli nie będzie używał jako siedzisko, to polecam gorąco z całego serduszka caperlana z decathlona. Najlepiej 3 poziomowego. Albo i 6 jak budżet nieograniczony. Zanęta wchodzi na samo dno, reszte na górę. Sam tak robię.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Docio, że też takie oczywiste rzeczy chce Ci się tłumaczyć. Ale rozumiem, zostałeś "wywołany do tablicy" więc wypadało. Wyobrażam sobie że kwestie organizacji wyprawy wędkarskiej, omawiane są już na etapie szkółek wędkarskich, a jeżeli nie to powinny. Po prawdzie jest całkiem spore grono wędkarzy, którzy taszczą nad wodę niemal cały swój arsenał, do metod i technik wszelakich. Pewnie spowodowane jest to chęcią uniknięcia niepowodzeń (nie biorą na spławik, spróbuję na feeder, nie biorą z gruntu, to rzucę "na korek"). Nierzadko bywa i tak, że co bardziej niecierpliwi, łowiąc czy to z gruntu czy na żywca, obławiają swój rewir spinningiem. "Przecież panie i tak nic nie bierze, to co się będę nudził". Tacy wędkarze którzy "szarpią się" między różnymi metodami, mają na ogół słabe wyniki w przekroju całego sezonu. Owszem, czasami takie improwizowanie na łowisku, przyniesie efekt w postaci "słusznej wielkości ryby", jednak najczęściej kończy się porażką. Osobiście wolę skupić się na jednej wybranej metodzie/technice łowienia. Czasem wybiorę słusznie, czasem nie, ale to też jest wpisane w "uroki wędkowania". Jedna metoda czy technika, pozwala na staranne przygotowanie się do wyprawy, później lepszą organizację stanowiska, żeby wszystko mieć pod ręką, oraz co bardzo ważne, większe skupienie na niuansach miejscówki, metody i zestawu. Muszę się jednak przyznać, że często gdy jadę połowić na bata, biorę ze sobą też lżejszy spinning (5-20g), oraz pudełko z obrotówkami. Łowię dajmy na to płotki, nagle następuje nieoczekiwana przerwa w braniach. I teraz moja czujność jest najbardziej wytężona, bo może to oznaczać że w zanętę "wszedł" lin a może leszcz, który wypłoszył płotki. Jeżeli przez kolejnych kilka minut nic się nie dzieje, odkładam bata, biorę do ręki spin i odchodzę kilka metrów w bok (o ile jest taka możliwość). Rzucam obrotówką po skosie, poza zanęcone pole, pozwalam jej opaść w pobliże dna i zaczynam prowadzić w umiarkowanym tempie. Jeżeli nic się nie dzieje, przechodzę z drugiej strony stanowiska, ponawiam rzuty, starając się poprowadzić błystkę przez zanęcone pole. Wcale nierzadko okazuje się że przyczyną zaniku brań płotek, był szczupak lub okoń, czatujący nieraz centralnie w zanęcie. Ale wracając do zasadniczego wątku... Oczywiście że "lepiej wozić niż się prosić", więc chyba każdy wędkarz zabiera nad wodę różne akcesoria ze sporym naddatkiem (przypony, haczyki, ciężarki, spławiki itp.), ale taszczenie na łowisko całego wędkarskiego dobytku, jest bez sensu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ozet miałem nie raz takie "przerwy" przy połowie płoci. Podrzucenie idealnie w miejsce nęcenia żywczyka było niemal natychmiastowym rozwiązaniem, po czym mogłem wrócić do płoci. Tylko raz zdarzyło mi się, że sposób nie poskutkował. W "ciszę" wrzuciłem żywczyka i wpadł szczupaczek ok 30cm. :) Wypuściłem żarłoka-terrorystę i wróciłem do spławiczka a tu nadal cisza. No znów żywczyk i znów 30cm. Pomyślałem - recydywa no to go siup do rzeczki zamiast do starorzecza w dodatku odciętego. Sytuacja się powtórzyła i kolejne 30cm powędrowało do rzeczki. Z rozpędu nie zmieniałem nic i znów poleciał żywczyk i w ten sposób w rzeczce wylądowało siedem 30-35cm "pistoleros". :) Nie, nie wróciłem do płotek, nadal w łowisku były szczupaczki tylko że trzy kolejne wymiarowe a ostatni 55cm, i temu "szefowi bandy" przypadł honor goszczenia u mnie na kolacji. ;) 

Tak, dziesięć pod rząd i wszystko wróciło do normy.

Przy połowie białorybu bardzo często szczupaki wchodzą w miejsce intensywnego żerowania. Trafia się, że są łowione choć stawiam, że to bardziej przypadek niż prawdziwe branie, bo jeden-dwa białe lub kulka ciasta raczej atrakcją dla nich nie są.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×