Skocz do zawartości

Spławikowe połowy w 2013-2018


wind
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi


ktos zyczliwy wyciagnal moja bojke w przyszlym tygodniu zaczynam necic nowe miejsce oznaczone gpsem w echo

 

No to pod tym względem u nas jest lepiej. Mam swoje ulubione miejsce, gdzie sobie nęcę i poławiam leszcze, ale nie mam potrzeby stawiania bojki. Mam tak obcykane namiary, że nie mam takiej potrzeby (spinningując też mam swoje ulubione miejscówki z dala od brzegów, na które zawsze trafiam bezbłędnie z własny6m "GPSem"). Owszem, jak przyjeżdżam nad wodę, to już przynajmniej jedna łajba stoi w pobliżu mojego miejsca nęcenia, ale facet jest na tyle grzeczny (inni też), że jeszcze nigdy nie wrąbał się "na moje miejsce". Jeden z moich znajomych swoją miejscówkę znaczy zwykłym ptasim piórem na żyłe z ciężarkiem, gdyż wychodzi z założenia, że bojka zawsze kogoś skusi do wyciągnięcia, ale pióro nie wzbudza żadnych podejrzeń. ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jarek, muszę się przyznać "bez bicia", że mnie i koledze zdarza się wyciągać bojki z premedytacją. Kilka - kilkanaście razy w roku, jeździmy na zbiornik Przykona (140-150ha), łowić na spinning z łodzi. Zbiornik ten w strefie brzegu, porośnięty jest łanami wywłócznika i rdestnicy sięgającymi kilkadziesiąt metrów od brzegu, więc spinning ma tam sens jedynie ze środków pływających. Tak plus minus na środku zbiornika jest wyspa, przy której od strony południowego i płd-wsch. brzegu, zawsze znajduje się kilkanaście bojek (zwykle z plastikowych butelek). Traf chce że miejsca nęcone pod białą rybę, karpia, leszcza, odwiedzają też drapieżniki. Zdarza się więc podczas spinningowania tuż przy bojkach, że hak przynęty wbije się w linkę (zwykle jest to sznurek do wiązania słomy). Bez skrupułów wyciągamy więc bojkę aby uwolnić przynętę. Zdarza się że przy tych manewrach znacznik odpadnie i odpływa "w siną dal". Oczywiście nie wchodzimy w paradę wędkarzom będącym akurat na wodzie. W tym roku byliśmy tam zaledwie dwa razy w maju, bo mimo że jest to łowisko z dużym potencjałem, to drapieżnika jest coraz mniej. A jakie tam kiedyś brały piękne "garbusy" na duże obrotówki...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zbyszek, mnie też zdarzało się podczas spinningowania wyciągać przeróżne dziwactwa. No widzę niby bojkę, ale po wyciągnięciu, okazuje się zwykłą i ordynarną pupą. Bojki zazwyczaj "odstawiałem" na miejsce, ale inne ustrojstwa kasowałem. ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moja bojka to tubka od suszonej krwi na plecionce. Dodawalem zzdjecia ryba dlatego nie pisalem o jakie chodzi nie wiem dlaczego ich nie ma sproboje jeszcze raz

 

Lopatypost-3909-0-68673600-1469824027.jpg

 

 

No to pod tym względem u nas jest lepiej. Mam swoje ulubione miejsce, gdzie sobie nęcę i poławiam leszcze, ale nie mam potrzeby stawiania bojki. Mam tak obcykane namiary, że nie mam takiej potrzeby (spinningując też mam swoje ulubione miejscówki z dala od brzegów, na które zawsze trafiam bezbłędnie z własny6m "GPSem"). Owszem, jak przyjeżdżam nad wodę, to już przynajmniej jedna łajba stoi w pobliżu mojego miejsca nęcenia, ale facet jest na tyle grzeczny (inni też), że jeszcze nigdy nie wrąbał się "na moje miejsce". Jeden z moich znajomych swoją miejscówkę znaczy zwykłym ptasim piórem na żyłe z ciężarkiem, gdyż wychodzi z założenia, że bojka zawsze kogoś skusi do wyciągnięcia, ale pióro nie wzbudza żadnych podejrzeń. ;)


Ja chyba mam zbyt slaba orientacje ale na jeziorze 200 h daleko od trzcin ciezko chyba ja zlapac a jak nece lowisko to trafia do wody dziennie 15 l lubinu i grochu z tad bojka wole miec pewnosc
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nikomu nie było łatwo wyrobić sobie dryg orientacji na wodzie. Ja trochę przycwaniakowałem, bo pływam "po swoim" już kilkadziesiąt lat, więc znam tę wodę, jak własną kieszeń. Przynajmniej w większości mam ją obcykaną. Nie znam tylko najpłytszej części, bo to już kałuża. Swego czasu bawiłem się też w robienie mapki batymetrycznej, przynajmniej mam pamiątkę. Ta "moja woda" ma 2500 ha... ;)

 

Ale też będę miał biedę, jak mi wiatr poprzewraca te drzewa, które są moimi "drogowskazami". Charakterystyczne, powyginane, krzyżujące się, albo samotna brzoza nad brzegiem, a w jej tle, kolejne drzewo "drogowskaz", z którym ma się pokrywać. No i obraz na echosondzie... ;)

Edytowane przez Jotes
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nikomu nie było łatwo wyrobić sobie dryg orientacji na wodzie. Ja trochę przycwaniakowałem, bo pływam "po swoim" już kilkadziesiąt lat, więc znam tę wodę, jak własną kieszeń. Przynajmniej w większości mam ją obcykaną. Nie znam tylko najpłytszej części, bo to już kałuża. Swego czasu bawiłem się też w robienie mapki batymetrycznej, przynajmniej mam pamiątkę. Ta "moja woda" ma 2500 ha... ;)

 

Ale też będę miał biedę, jak mi wiatr poprzewraca te drzewa, które są moimi "drogowskazami". Charakterystyczne, powyginane, krzyżujące się, albo samotna brzoza nad brzegiem, a w jej tle, kolejne drzewo "drogowskaz", z którym ma się pokrywać. No i obraz na echosondzie... ;)

2500 h super woda w mojej okolicy jest masa jezior ale w granicach 50 200 h wedkuje dopiero 2 rok lodz kupilem nie dawno takze zaczynam poznawac jeziorko mysle ze z czasem dojde do takiej wprawy jak ty;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


odawalem zzdjecia ryba dlatego nie pisalem o jakie chodzi nie wiem dlaczego ich nie ma

 

Gdybyś przeczytał PW to byś wiedział.

Również o tym, że na forum używamy polskich znaków. To ostatnie ostrzeżenie słowne.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moja stała miejscówka okazała się w tym roku bardzo kapryśna i przestała mnie obdarzać rybami. Ostatnio, to nawet krąpie tam już przestały brać - nawet te wszędobylskie ryby się na mnie powypinały. Miałem oczywiście swoją hipotezę, co mogło spowodować taki zanik brań, a dzisiaj postanowiłem ją sprawdzić, czy faktycznie? Podejrzewałem, że ponieważ miejscówka położona jest blisko uskoku dna z 6,5 na 8 m, tam znajdują się ostoje ogromnych sumów, które się tutaj wyrwały spod wszelkiej kontroli i rozplęgły na niespotykaną skalę. Więc to może ta ich bliskość przegoniła wszystkie ryby? 

Wypłynąłem dzisiaj z echosondą i opłynąłem swoją miejscówkę. Sumów nie widziałem, ale za to na ekranie pojawiły się ogromne sandacze, całe skupiska, po kilka sztuk w miejscu. Sandacze, których wcześnie też tutaj nie było. Widać i one zostały wyparte ze swoich dotychczasowych stanowisk przez sumy. Białorybu, ani widu, ani słychu. Dopiero ok 50 m powyżej mojego ulubionego miejsca i trochę bliżej portu, zobaczyłem w toni i przy dnie ryby. W toni była cała masa różnej wielkości drobniejszej ryby, a przy dnie "klepki" kształtem przypominające leszcze. Stanąłem w tym miejscu na kotwicach i rozpocząłem wędkowanie. W zaledwie kilka minut od zanęcenia, pojawiły się już brania i pierwsze krąpie. Zdążyłem jednak złowić tylko 4 szt i... stało się. Podeszły leszcze. Po wyciągnięciu z wody pierwszego, przyszedł jednak taki, który wyprostował mój haczyk Ownera i zmusił do przeróbki zestawu. Przebudowałem wszystko od podstaw. Zmieniłem ciężarek z 12 na 8 g, spławik z 14 na 10 g i zmieniłem też przypon ϕ 0,12 z haczykiem nr 12, zamieniłem na ϕ 0,14 z haczykiem nr 12, ale już solidnym, kutym i żółtym. I to był trafny wybór. Wprawdzie kilka zejść/spadów zaliczyłem, ale te które wydarłem wodzie, były pewnie i mocno zacięte. Jeden z nich, odważył się nawet na duuuże akrobacje. Był imponujących rozmiarów (ok 60 cm), bardzo wypasiony i niewiarygodnie silny. Robił ze mną, co chciał. Trzy razy zaszedł za kotwicę rufową i musiałem się mooocno nagimnastykować, by go stamtąd wydłubać. Szczęśliwie wszystko się udało i podebrałem go, ale z trudem zmieścił się do podbieraka. Musiałem go siłowo, na dźwignię "złamać" w pałąk i dopiero się zmieścił. Z ciekawości go zaraz zważę, bo został zaproszony do mnie na kolację. Dzisiejsze wędkowanie zakończyłem dziesięcioma ładnymi leszczami, łowiłem od godz 8.20 do 13.00. W piątek dalsze "testy" nowej miejscówki (mam nadzieję!).  ;)

 

Niestety, jak się samemu wędkuje, to nawet nie ma kto przyzwoitego zdjęcia zrobić. :(

 

post-1521-0-06585700-1470238664.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, zaraz sobie zaaplikuję. :)

 

Taką jeszcze ciekawostkę dorzucę: Dzisiaj przeprosiłem się ze sliderami Dino i muszę przyznać, że podbiły moje serce. Dotychczas łowiłem tylko na Craluso Pro Slider, ale już widzę, że Dino biją je na łeb na szyję. Każdy jeden rzut, to celność do 0,5 m. Jeszcze tak pięknie zachowujących się w locie sliderów nie testowałem. Po zakupie Craluso, zupełnie zapomniałem, że mam przecież Dino. Skleroza nie boli... :)

 

Leszek ważył 2,38 kg, a wyglądał na więcej, zważywszy, że wypasiony był jak nieboskie stworzenie. I była to ikrzyca ze sporą ilością ikry. ;)

Edytowane przez Jotes
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zbyszek, nie uwierzysz! Nie rajcuje mnie już drapieżnik. A jesienią, tradycyjnie już tylko okoń i boczny trok.

 

Ps. Nie che mi się już wozić ze sobą aparatu, choć z samowyzwalaczem nieźle sobie dotychczas radziłem, ale to przecież dodatkowy klamot.

Edytowane przez Jotes
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj przeprosiłem się ze sliderami Dino i muszę przyznać, że podbiły moje serce

 

 

No! A dzisiaj, dzisiaj - Dino złamał mi serce. Miałem taki przypadek ze sliderem Dino, że już sam nie wiem, co o tym myśleć. Wyholowałem i podebrałem leszcza, wydłubałem mu haczyk z pyska i wyrzuciłem za burtę, a sam zająłem się wrzuceniem ryby do siaty i myciem rąk. Do momentu wyrzucania pustego haczyka za burtę ze spławikiem było jeszcze wszystko OK, bujał się beztrosko na wodzie. Gdy wytarłem już ręce po myciu i podniosłem kijek, żeby założyć świerze robale i zarzucić ponownie, zbaraniałem ze zdumienia! Na żyłce nie było już slidera, kątem oka zobaczyłem go już ok 4 m za rufą, a na żyłce dyndała tylko końcówka dupki spławika. Zarzuciłem za spławik i żyłką przyciągnąłem go na długość sztycy podbieraka. Odłożyłem na bok, nie zajmując się nim w tej chwili i zmieniłem na takiej samej gramatury Cralusso Pro Match. Ryby, owszem połowiłem, ale większą przygodą dla mnie był nr ze spławikiem...

 

Dopiero w domu okazało się, co spotkało mój slider, bujający się beztrosko na wodzie. Jakieś bydle z psimi zębami próbowało mi go "zeźreć", zostawiając na spławiku ślady swoich zębów. Sądząc po rozstawie (28 mm od kła do kła), to nie był byle sandaczyk...  :blink:

 

To stwierdziłem na wodzie:

 

post-1521-0-31813500-1470407644.jpg

 

A to już w domu:

 

post-1521-0-43765200-1470407687.jpg

 

post-1521-0-72650800-1470407712.jpg

 

No Pon Bucku kochany i jak jo mom żyć, jak mnie takie cholery na wodzie atakujom.  :lol:

Edytowane przez Jotes
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mój drogi @Bololeszcz. Nie wiem, czego nie zrozumiałeś w moim PW, ale powtarzam po raz ostatni: posty kaleczące w sposób rażący język polski będą usuwane. Napisałeś jeden post, ja go usunąłem i dałem Ci ostrzeżenie, teraz piszesz po raz kolejny to samo jakbyś w ogóle się tym nie przejął.

Oczywiście, mógłbym napisać to wszystko na PW ale ostanie odczytałeś dopiero po kilku dniach.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No chyba jutro przygotuję jeden kijek na ciężko, ale na wszelki wypadek będzie to konkret, sumowy do 250 g, z kołowrotkiem 12000 i plecionką 0,36 (0,5 km). Dzisiaj bardzo się woda "gotowała" wokół mnie, ale dałbym sobie toto uciąć, że to były takie, bardziej boleniowe harce. Widać coś w przyrodzie się poprzestawiało, a te ryby już do reszty skapcaniały. :)

Edytowane przez Jotes
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W niedzielę posiedział z rana na pomoście w Kamieniu. Wynik to kilkanaście leszczyków, od 30 do 15cm. Chciałem je sfotografować ale okazało się, że siatka jest ... dziurawa :( . Za to okoliczności przyrody pikne :D.

post-12-0-55997000-1470843327.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Dziś wybrałem się na ryby sprawdzić moje karpie i udało mi się złowić karpika 36,5 cm. Łowiłem metodą spławikową, przynęta czerwony robak + kulka chleba. Na uwagę zasługuje nie rozmiar karpia ale fakt że sam zarybiłem zbiornik lipcówką i już teraz ten na zdjęciu doczekał sie trzeciego roku w tym stawie i od tamtej pory corocznie powtarzam zarybianie. Niestety pobliski staw nie jest moją własnością, podlega pod ziemię dawniej zwaną PGR. Specyficzne miejsce, nie za wiele osób tam chodziło, a jeżeli nawet wiedzieli o tym stawie to nie przypuszczali że tam wogóle ryby mogą być. Martwi mnie bo już właśnie pojawiają się wędkarze lub pseudo wędkarze. Radość i satysfakcje mi sprawia że wpuszczałem wylęg karpików i przyrastają.

post-58-0-25720700-1472328571.jpg

post-58-0-23068200-1472328640.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Miałem połowić wczoraj ale mechanik mnie uziemnił. Dziś rano popędziłem do Kamienia, przygotowałem zestawy, łódkę i przed 9.00 byłem już na wodzie.

post-12-0-27752300-1472841215.jpg

Miałem okazję też zapoznać się z Ibobberem w praktyce.

post-12-0-14491500-1472841220.jpg

Połowiłem do 15.30 z całkiem przyzwoitymi efektami. Ryby brały głównie na trzy białe, kilka leszczyków połakomiło się też na kanapkę czerwonego z białym. Ale tych było zdecydowanie mniej.

post-12-0-75394200-1472841224.jpg

Jutro ciąg dalszy, tym razem chyba na MW.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • wind zamknął ten temat
  • hege odpiął, podpiął i podpiął ten temat
  • wind podpiął ten temat
  • hege odpiął ten temat
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...