Skocz do zawartości

grzybek

Zespół AS
  • Postów

    1 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzybek

  1. Jestem ZA. Oby wszyscy łowcy byli tak kulturalni jak Ty. Na pewno koegzystencja łowiących jest możliwa.
  2. Chciałbym się mylić ale namieszane we łbie to mam Dostałem wreszcie nowy numer z PZMiNW i kilka informacji. Co z tego, kiedy urzędniczka nie jest kompetentna odpowiedzieć mi na moje pytania? Sama twierdzi, że nie zna się na tym Raz mówi, że mogę pływać w odległości 2 mil morskich od brzegu, później że w rejonie osłoniętym... Ona nie wie... Dzwonię do Urzędu Morskiego a bardzo uprzejmy jegomość też nie potrafi mi jednoznacznie odpowiedzieć, czy mogę pływać po Zatoce Gdańskiej? Do tej pory mam kilka opinii. Mogę pływać do dwóch mil, do 6mil i w rejonie osłoniętym (Hel-Krynica) Jedna opinia podważa drugą. Na podstawie wydanej rejestracji na pewno mogę sobie powiesić polską banderę ale to nie numer rejestracji decyduje w jakich regionach morskich mogę pływać. Urzędy, urzędnicy mogą ale nie muszą respektować opinii biegłych z PZMiNW czy PZŻ. Tak samo urzędnik na morzu, w trakcie kontroli może różnie interpretować zapisy rozporządzeń. Przykłady przytoczyłem wcześniej (Wadza) Wydaje się, że na łodzi trzeba mieć jeszcze jakiś dokument techniczny typu Orzeczenie Zdolności Żeglugowej i Kartę Bezpieczeństwa. Pływamy rekreacyjnie i rzekomo nie jest to nam potrzebne ale nie mam pewności, dlatego mam mętlik w głowie. Wygląda na to, że straciłem sporo czasu, uzyskałem kolejny numer na krypę a nic to nie zmieniło. Tylko kłopotów przybyło, roboty i wydatków. Stąd moja paranoya
  3. Domek w Karkonoszach
  4. Po telefonicznej rozmowie z pracownikiem Urzędu Morskiego okazuje się to jeszcze bardziej skomplikowane. Przepisy dotyczące jachtów morskich Sama rejestracja to pikuś, do tego dochodzi dokument techniczny, tzw Orzeczenie zdolności żeglugowej Nie wiem, czy te rozporządzenia są aktualne? Nikt tego nie sprawdza w necie, nie uaktualnia. Z rozmów na forach żeglarskich wynika dla mnie również niezbity fakt, że Związek Żeglarski to twardy beton z czasów PRL. Związek drenuje nasze kieszenie a władze jakby zapomniały, że nasi ojcowie walczyli o dostęp do morza. Teraz też często bywa, że WADZA to nasz mankament, ludzka mentalność decyduje o paradoksach naszego codziennego życia. Trudno dziwić się urzędnikom, pracownikom morskich czy policyjnych resortów (policjantom z prewencji wodnej, PZMiNW, Urzędu Morskiego) bo w tym systemie prawnym trudno im dać mi konkretne odpowiedzi. Galimatias jest taki, że trudno to wszystko opanować.
  5. Wczoraj popłynęliśmy z Krisem po tego co kija złamał Jankowi. Ten jednak omijał nas z daleka Nie mniej jednak w pierwszym napływie dostaliśmy jego braciszka - miał może 3 - 3,5kg ale walczył dzielnie. Po chwili, kiedy oderwałem go od dna zaczął szaleć i kręcioł oddawał linkę na hamulcu. Musiałem dokręcić. Pływaliśmy bez kotwicy i musieliśmy ponawiać namiar. W końcu dostaliśmy drugiego, ok 2,5kg i straciliśmy dwa zestawy. Popłynęliśmy dalej szukać. Pod brzegiem, na kotwicowiskach sporo ławic drobnej ryby: szprota, śledzia. Dalej już mniej ale bez zapisów na echu też łowiliśmy dorszyki i śledzie. Chyba przywaliłem kolejnego rekorda - śledź pod 30kę Wziął na gumę okoniową na przywieszce. Okazała się skuteczna, kolor biskupi. Na nią złowiłem większość bolków. Na wodzie bajeczka. Przez dłuższy czas można było wędkować w podkoszulku. Ciepło, bezwietrznie, magicznie... Udana wyprawa. To chyba największy dorszyk w tym kiepskim roku. Pewnie jeszcze połowimy. Dzięki Krzychu za pomoc i towarzystwo. Zgrana załoga to podstawa.
  6. Radioodbiorniki są co raz lepsze ale i droższe. Nie ma obowiązku posiadania ale na pewno byłoby przydatne. Żeby używać takiego odbiornika trzeba mieć odpowiedni patent i przyznany numer radiostacji. Żałuję ale nie stać mnie na to. Do tej pory używałem ręczniaka ale chyba coś z nim nie tak, powinienem go oddać do serwisu. Mam drugi odbiornik bez możliwości nadawania ale i antena powinna być odpowiednia. Dać 3 stówy za nową antenę też nie łatwo. Same wydatki Telefon z zasady ładuję w noc przed wypłynięciem. Staram się żeby mieć też ładowarkę na okręcie Przydał by się też reflektor radarowy, pławka dymna, nawet prosta apteczka.
  7. Warto obejrzeć i zapamiętać ten film instruktażowy Ostatnio kupiłem właśnie taką racę - oby się nie przydała.
  8. Do 12m długości łodzi nie muszę robić żadnych badań. Łódź na pierwszy rzut oka jest pełnomorska. Niezatapialne komory, wysokie burty itp Przypuszczam, że chodzi tylko o numer rejestracyjny określany w rozporządzeniach jako na wody śródlądowe.
  9. Dzisiaj, z żoną też zrobiliśmy spacer po lesie. Pomimo, że niedziela i można było spodziewać się konkurencji wybraliśmy się w lasy nieopodal Gdańska. Nasze stare, ulubione miejsca w okolicach Przodkowa były już okupowane. Niemniej jak spacer to spacer. Grzybów jak na lekarstwo. Bardzo mało podgrzybków, zero kozaków czy prawdziwków albo maślaków których mogliśmy się spodziewać po kilku deszczowych dniach. O dziwo sporo kurek oraz starych opieniek. Od czasu do czasu jakiś sitak czy koźlarz. Widać, że i mróz odwiedził las...
  10. Nie umiem i nie lubię łowić tych ryb. Czasem wpadnie mi jako przyłów ale albo je wypuszczam albo oddaję chętnemu koledze. Zdaję sobie sprawę, że to b sportowa rybka ale nie nastawiam się na nią. Jak Ty je łowisz? Zdaje się, że spiningujesz woblerami?
  11. Masz farta Lechu Popłynęliśmy później z Danielem w te same miejscówki i klapa była, kaplica. Może to kwestia woblerka? Przypomnij mi, co to było? Na Zatoce trochę nakosiliśmy z Jankiem aż kije trzeszczały Trochę szczęścia czeba mieć
  12. Na żywca na pewno łatwiej złowić szczupaka ale ze sportowym łowieniem nie wiele ma to wspólnego. Sam musisz zdecydować, zastanowić się - dlaczego wędkujesz? Można iść na ilość albo na jakość
  13. Wydaje mi się, że trudno będzie rybom przetrzymać zimę w tak płytkim zbiorniku. Mimo wszystko przeżywają na pewno liny, karasie... Na Twoim miejscu szukałbym tych ryb bardziej na południu Gdańska. Morena, V Wzgórz, Staw Wróbla...
  14. Po pięciu latach na wodzie wreszcie padła mi żarówka w instalacji oświetlenia nawigacyjnego. Niby tylko 10W na żarówkę ale wymieniam je na LED. Jeden z wentylatorków w kabinie też odmówił posłuszeństwa, chyba zatarło się łożysko. Jako, że są podświetlane niebieskimi diodami LED często ich używałem po zmierzchu. Są przyjazne i przydatne. Wcześniej wentylatory miały średnicę 8cm, teraz wymieniam na 12.
  15. Kiedyś robiłem trofea z głów szczupaków. Po oczyszczeniu ze skrzeli zanurzałem głowę w formalinie na moment. Po wysuszeniu lakierowałem i podklejałem do drewnianej deseczki.
  16. grzybek

    POTOK OLIWSKI ?

    Czasem uciekną pstrągi z hodowli w "Rybaczówce" w Dolinie Radości ale jeśli dostaną się do Stawu Młyńskiego to i tak dla nich sukces. Musiała by być duża woda. Sam potok wijący się wśród lasów jest maleńki ww sumie, płytki. To jak wygląda w Parku Oliwskim to nie to samo
  17. Tak, masz rację oczywiście. Nie często chodzę tamtą stroną i sam byłem urzeczony odkryciem. Jest to zbiornik "Opacki" nie udostępniony do wędkowania. Pamiętam karpie, które pływały ciut wyżej, w głównym zbiorniku parku Chyba jeszcze w zeszłym roku widziałem dwa szczupaki i okonia, którego najpewniej wpuścili wędkarze. Domyślam się, że rybom ciężko przetrwać tam zimowe zalodzenia. Szkoda Jest dużo więcej ciekawych zbiorników w Gdańsku. Zasiedlają je fajne ryby, przede wszystkim liny. Im najłatwiej przetrwać mróz i brak tlenu.
  18. No nareszcie wreszcie skumałeś dowcip @ lisek Wybacz, zażartowałem sobie. To rzeczywiście zdjęcie z hodowli powyżej tego stawu. Nie sądziłem, że ktokolwiek da się na to nabrać a jednak udało się Przynajmniej sprowokowałem Cię do wędkarskiej wyprawy i opisania ciekawych łowisk retencyjnych. Specjalnie dla Ciebie i innych mieszczan Gdańska zapodam zagadkę. To jeden ze zbiorników na Potoku Oliwskim... ktokolwiek wie gdzie to jest, poznaje? Bardzo urokliwe miejsce, mam nadzieję, że je znasz
  19. Dziś ostatni dzień lata. Kilka dni wcześniej, z Wrocka na Wybrzeże przyjechał Janek. Aż żal było nie wykorzystać okazji do wypłynięcia razem na wody Zatoki Gdańskiej. Udało się to w końcu dzisiaj, w ostatniej chwili przed opadami i zmianą sytuacji pogodowej. Wstaliśmy dobrze przed świtem. Powitaliśmy słońce już na wodzie. Drałowaliśmy na moje ulubione miejsce, na głębokość 15m. Dawno tam nie byłem ale niebo było zachmurzone więc miałem nadzieję na jakieś ciekawe ryby. No, faktycznie zaczęliśmy tam dłubać i wyciągać dorszyki, nawet niezłe Jako, że obydwaj możemy nazwać się narwańcami ciągle nam było mało. Popłynęliśmy na miejsca, gdzie wiosną łowiliśmy dorsze na zestawy śledziowe blisko gdyńskiego toru wodnego Niestety, tutaj doszło do dramatu. Janek poderwał rybsko, które za Chiny Ludowe nie dawało się oderwać od dna. Po dłuższej chwili udało się ją odciągnąć na kilka metrów. Janek męczył się a ja w ferworze walki wpierw chciałem filmować, później zacząłem wyjmować osękę i nagle słyszę trzask Kurcze Blade! Wędka złamała się tuż przy łączeniu. Za chwilę widzę jak naprężona plecionka strzela i po rybie... Załamka. Prawdopodobnie to była życiowa ryba Janka. No cóż, to wojna a straty muszą być po obu stronach. Fajne rybsko i ciekawe miejsce - nie pierwszy raz łowiliśmy tam potwory z kolegami. Czasem uda się coś wyjąć ale to nie reguła. Na pocieszenie dostaliśmy jeszcze kilka rybek. Nawet plaskata połakomiła się na śledziowy kąsek. Długo wracaliśmy do portu. Cieszyliśmy się pogodą i ostatnim dniem lata. Ciągle wracaliśmy do tematu ryby życia. Trudno, bywa. Może następnym razem? Na echu od groma drobnej ryby w ławicach. Zwłaszcza na kotwicowisku gdańskim. Ławice szproty dosłownie było widać gołym okiem na powierzchni wody. Miliony drobnicy zwiastują nadejście drapieżników, będzie dobrze
  20. No, fakt wycieczka była. Mogłeś zobaczyć Danielu miasto z innej, ciekawej perspektywy. Żałuję, że nie co dzień niedziela i rybki nie zawsze chcą skubać przynęty. Spotkałem się z opinią, że drapieżniki w kanałach mają tyle pokarmu, że olewają sztuczne przynęty. Pewnie coś w tym jest. Woda wciąż ciepła, dochodzi do 19stC. Ryby wędrują i tam gdzie kilkadziesiąt godzin wcześniej łowiliśmy okonie, szczupaki, sandacze teraz nie znaleźliśmy nic. Trochę to deprymujące ale tak już jest. Dzisiaj też miałem płynąć na ryby, na dorsze ale po wieściach od kolegów odpuściłem temat. Jednak zbliżająca się zmiana pogody oraz wizyta na Wybrzeżu @Janka prowokuje do kolejnej wyprawy, oby nie wycieczki A nawet jakby tak się zdarzyło to przyjemność wędkowania w dobrym towarzystwie zawsze jest miła i pożądana. Wciąż trzeba żywić się nadzieją oraz mieć świadomość, że każdy sukces okupiony jest wieloma staraniami.
  21. Staw Młyński niedawno został odnowiony. Słyszałem, że można tam było trafić fajnego pstrąga - uciekiniera z hodowli powyżej. Te pstrągi widocznie często uciekają i dopływają aż do mostku w parku w Jelitkowie. Syn kolegi, który tam mieszka łowił je wędką. W trakcie czyszczenia jazu stawu przed młynem (bezpośrednio przy ulicy) pracownicy znajdowali węgorza Kiedyś, jako dzieciak łowiłem te pstrągi na terenie Polskiej Akademii Nauk, w zabetonowanym korycie. Poniżej też są fajne zbiorniki jak choćby ten przy Chłopskiej
  22. Popłynęliśmy dzisiaj z Krisem i nowym kolegą Leszkiem. Pogoniliśmy aż na Śmiałą Wisłę, pod Sobieszewo. Po drodze Leszek pokazał nam jak łowi się ryby na naszych łowiskach Wyjął dwa fajne szczupaki, dwa okonie i sandacza. My, cieniasy byliśmy bardzo gościnni Mam nadzieję Kris wrzuci fotki.
  23. o tak! Zgadzam się z przedmówcą. Nasze przepisy są tak pogmatwane, że trudno nad nimi przejść do normalności. Coś o tym wiemy i czasem pała mała. Najciekawsze jest to, że nawet sami urzędnicy gubią się w tym gąszczu (we własnych sidłach) a to jest równie niepokojące.
  24. Do holenderskiego zezwolenia też można by się przyczepić. Sam kupowałem takie i w połowie roku musiałem zdawać sobie sprawę, że łowię opłacając pełną składkę za połowę okresu wędkowania. W Polsce, w PZW też tak jest ale już w pozwoleniu morskim z OIRM opłacam składkę od daty do daty - pełen rok. Może i dobrze, że nic ciekawego w tej Holandii nie złowiłem bo by mnie pewnie wzrokiem zajechali co niektórzy. Do ciekawostek zakrawa fakt, że w 2011r był zakaz zabierania węgorzy a ja spotykałem Holendra, który łowił tylko te ryby. Wątpię, czy w ogóle miał zezwolenie - najzwyczajniej to olewał. W lesie też nie wolno zbierać grzybów bo lasy królowej! Już wolę mieszkać w Polsce.
  25. Nawet nie wiedziałem, że mamy tyle zbiorników 30! W jednym z art wymienia się nawet liczbę 46 bajorek Składki opłaciłem choć prawie wcale nie łowię na wodach PZW, szykowała się kolejna fucha na jednej z nowych marin. W końcu płacę "tylko" 50%. A propos tych jesiotrów czytałem, że spore egzemplarze wyłowili rybacy w Bałtyku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...