-
Postów
1 489 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez grzybek
-
Szczerze mówiąc miałbym większą satysfakcję z zakupu blanku oraz komponentów i własnoręcznego zrobienia kijka. Ceny w pracowniach są wyśrubowane. Też muszą zarabiać.
-
Łodzie - budowa i serwis
grzybek odpowiedział grzybek wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
No, wreszcie na wodzie - niech da Wam dużo pozytywnych emocji. Powodzenia Janku! -
Nie, nie... Sam mam już dwa kijki z pracowni i jestem bardzo zadowolony. O cenach lepiej nie wspominać. Ważne, że można kontynuować hobby w miarę zasobności portfela - nie zawsze trzeba wybierać najwyższą półkę. Niestety ale najnowsze, sprawdzone technologie wciąż drogie. Zawsze tak było.
-
Piękny kijaszek, dopasowany do potrzeb. Jednak to faktycznie inna bajka, to już profesjonalizm. Oby rybki doceniały, pzd
-
Poważnie... Czytałem o tym gościu, który złowił łososia 128cm (zdaje się rekord Polski) Łowi te piękne ryby właśnie na martwe płocie
-
Pięknych żywczyków połowiliście, zazdroszczę. Na takie ryby łowią salmonidy powyżej metra (128cm chyba) Samemu by się chciało wyskoczyć pomoczyć spławika. Na pierwszym zdjęciu chyba cień Wiatru widzę
-
No i stało się. Z Wrocławia przyjechał do rodziny na Wybrzeżu Janek73 więc wspólnie z Krisem1313 zorganizowaliśmy wędkarską wyprawę. Celem pierwszego dnia naznaczyliśmy śledzia jako cel główny. Ryby w ogromnych ławicach migrowały wzdłuż Zatoki Gdańskiej w koryta delty Wisły. Namierzaliśmy je w Martwej i Śmiałej Wiśle, wokół Portu Północnego. Przy okazji chcieliśmy zaprezentować koledze dostępne z łodzi nasze łowiska, techniki i ryby. Była okazja pokazać jak łowimy morskie sreberka - wędrowne trocie. Woda trochę zmącona, wydaje się, że głównym nurtem zeszła fala podeszczowa. Może to efekt pracujących na Martwej Wiśle pogłębiarek? Wiatr ze wschodu przygnał ją w naszą stronę. Też możliwe. Zobacz cały artykuł
-
No i stało się. Z Wrocławia przyjechał do rodziny na Wybrzeżu Janek73 więc wspólnie z Krisem1313 zorganizowaliśmy wędkarską wyprawę. Celem pierwszego dnia naznaczyliśmy śledzia jako cel główny. Ryby w ogromnych ławicach migrowały wzdłuż Zatoki Gdańskiej w koryta delty Wisły. Namierzaliśmy je w Martwej i Śmiałej Wiśle, wokół Portu Północnego. Przy okazji chcieliśmy zaprezentować koledze dostępne z łodzi nasze łowiska, techniki i ryby. Była okazja pokazać jak łowimy morskie sreberka - wędrowne trocie. Woda trochę zmącona, wydaje się, że głównym nurtem zeszła fala podeszczowa. Może to efekt pracujących na Martwej Wiśle pogłębiarek? Wiatr ze wschodu przygnał ją w naszą stronę. Też możliwe. Niestety, żadna torpeda nie chciała uderzyć w nasze zestawy więc oberwało się śledziowi Jako, że był pierwszy dzień weekendu ludzi na łodziach i na brzegu była cała masa. Nabrzeże wzdłuż Kapitanatu Portu Gdańsk, Westerplatte, główki portu w Górkach Wschodnich i Zachodnich...oblężone! Rozwinęliśmy zestawy i hulaj dusza - piekła nie ma! Wyposzczone po zimie apetyty, rozbudzone masą świeżej rybki rozpalały nasze emocje. Nie przesadzaliśmy z rozmiarem pogromu otumanionej ryby. Na pewno nie wyłowiliśmy dostępnego limitu ale mieliśmy frajdę z łowienia. Po kilka rybek na zestawie to łowna opcja. Pokazałem Jankowi, że wcale nie trzeba łowić ryb tam gdzie najwięcej wędkarzy. Łatwiej i przyjemniej można łowić w głębi lądu. Bez falowania, bez krzyżowania zestawów, spokojnie i na temat. Wystarczająco, żeby zrobić małe zapasy i uszczęśliwić najbliższych. Wracając do bazy zrobiliśmy pętlę podróżując przez Śmiałą a później przez Martwą Wisłę. Na Martwej wskazaliśmy koledze najlepsze łowiska sandaczowe w Polsce. Oblukaliśmy wyspę Ostrów, gdzie rozbudowały się kiedyś gdańskie stocznie - kolebka Solidarności. Minęliśmy po drodze most wantowy i budowany pod Wisłą dwupasmowy tunel. Po drodze obserwowaliśmy ruch na nabrzeżach stoczni i portu i tak dopłynęliśmy do celu - do prastarej Twierdzy Wisłoujście. Dla nas to normalka ale mam nadzieję, że Jankowi podobała się taka eskapada. W końcu był naszym gościem a taka podróż zostanie mu w pamięci. Nie samymi rybami człowiek żyje. Kolejnego dnia odpoczynek dla nas ale nie dla Janka! Ten korzystał do woli z dobrodziejstw morza i uzupełniał zapasy śledzi w słoikach Łowił na maxa od samego rana, dzen w dzen - po kaszebści. Nie trzeba było długo czekać i postanowiliśmy pomoczyć kija na Zatoce Gdańskiej. Zdecydowaliśmy naprędce żeby pomęczyć "pełnomorskiego" śledzia i spróbować zahaczyć dorsza. Znowu w komplecie jak wcześniej popłynęliśmy na słoną wodę. Kilka miesięcy nie łowiłem dorsza więc próbowałem płynąć przez znane mi miejscówki i sprawdzić czy nie chapniemy jakiegoś potworka. Uwiesił się jeden Jankowi chociaż to nie ten, z tych do wędzenia. Co nam szkodzi popłynąć dalej, na głębsze łowiska gdzie pływają wędkarskie kutry zarobkowe? Znaleźliśmy je pod Helem, 10km od półwyspu, na tzw "kolanie" Nie musieliśmy tam dopływać. Jakieś dwa kilometry bliżej, przed boją rozgraniczającą tory wodne portów Gdańska i Gdyni znaleźliśmy ryby na echu. Na tzw "kamyczkach" znaleźliśmy tyle dorszy, że łowiliśmy je jak śledzie - po kilka na jeden zestaw. Na ekranach echosond wyglądały jak odbicia małych ryb na dnie, typowe śledziowe echa. W myśl wcześniejszej sugestii Okno (z domu Janek) chłopaki zrobili zestawy śledziowe z twisterami. Zamiast śledzi zaczęły wyjeżdżać bolki - małe dorszyki do 40cm Oczywiście trafiały się też mniejsze, te można było wypuszczać. Ja moczyłem szprotkę na 150g oliwce, macając dno też wyciągałem ryby. W końcu odpaliłem spina, dowaliłem główkę jigową 80g i solidną gumę 10cm. Na 35m głębokości bez pilkera i kotwiczenia też dało się łowić. Bywały okresy, że non stop mieliśmy brania. Na swojej wędce z dużą przynętą ciągle czułem podskubywania, zasysanie gumy. Od czasu do czasu branie bez zacinania. Bywało, że dorsz siadał na przynętę jak sandacz i zahaczał się za brzuszek. Wtedy wydaje się, że to solidna ryba. Nieźle pobawiliśmy się. Zamiast spodziewanych śledzi złowiliśmy kilkadziesiąt dorszyków. Tylko jeden, zabłąkany śledzik zawieruszył się w tej ławicy. Trudno na podstawie echa określić wielkość i rodzaj ryby na dnie. Pogoda dopisała i atmosfera na łodzi świetna. Czegóż chcieć więcej? Przez te dwa dni morda spalona choć sterowałem ustawiony plecami do słońca. Jednak fale odbijają promienie i wyszło, że się opaliłem. Gęba spuchła od tego Rentgena solidnie, jakbym spawał bez maski Wracaliśmy w doskonałych nastrojach już po zmierzchu. Światła na wybrzeżu odpalały się w miarę jak słońce chyliło się ku zachodowi. Podróż powrotna przebiegła bez przeszkód. W drodze a później na brzegu sprawiliśmy kilka świeżych ryb. Nakarmiliśmy wnętrznościami nieodłączne mewy. Ogromne ptaszyska aż się biły za kawałkiem padliny. Dorsze nie powalały wielkością. Czas żeby pokazać gościowi z głębi lądu jak łowi się prawdziwe rybska. Padł pomysł, żeby popłynąć po "morskiego lamparta" popołudniu, kiedy słoneczna lampa nie prześwietla tak wody i nie płoszy zbója. Po sprawdzeniu prognozy pogody wybór padł na środek tygodnia. Słaby zefirek z północnego wschodu, fala 0.0m - wcale nie najgorzej. Umówiliśmy się popołudniu, w komplecie u mnie pod chatą i szybko przeprawiliśmy się promem na Wisłoujście. Na łodzi cieplutko tak, że można było zdjąć kurtki i swetry. Wiatr nie przeszkadzał w murach Twierdzy a słońce grzało stare kości. Kilka pamiątkowych fotek, rozwijamy zestawy i ruszamy w drogę. Na zakolu kanału masa śledzi w toni. Nic to - mijamy ją beznamiętnie kierując się na wyjście z portu. Wiaterek wzmaga się, zakładam żeglarski sweter, czapeczkę. Coś za mocno dmucha. Po wyjściu z główek portu i osłaniającego nas wschodniego falochronu trafiamy na silne, upierdliwe fale z prawej burty. No nie Pany - nie tak miało być! Łódź jest pełnomorska, mogę śmiało płynąć ale nie chodzi o to żeby zmagać się z naturą tylko spokojnie połowić! Przy takiej fali i pewnym dryfie nie połowimy na spina, 15kg kotwica nie utrzyma półtoratonowej łajby. Bez sensu - załamka. Jako szyper odpowiadam za ludzi na łodzi. Jako marynarz nie ryzykuję na morzu. Zaraz za główką falochronu odbijam na zachód, w stronę plaży w Brzeźnie, z wiatrem i falą. Krótka rozmowa i i po chwili rozwijamy zestawy trociowe lub na fląderkę. W miarę oddalania się od falochronu fala rośnie i decydujemy się na powrót w koryto Wisły. Osłonięci od wiatru kierujemy się na most wantowy i rozwijamy zestawy trolingowe z woblerami Górala. Pada pierwszy okonek, później Krzychu ma piękne branie i krótki hol zakończony obcięciem zestawu! Ładny zębacz przegryzł plecionkę bez przyponu. Kilka delikatnych skubnięć, w końcu Janek zalicza sandacza. Wszystkie ryby wędrują do wody. O "złotej godzinie" pakuję się w świeżą górkę usypaną prawdopodobnie przez pracujące na Martwej Wiśle kopary i szalandy. Byłem zaskoczony wysokością i stromizną tych górek choć widziałem je na echu. W końcu zaryliśmy kilem jeden ze szczytów, ok 75cm pod powierzchnią wody. Silnik stop, załoga na rufę i wycofujemy. Obserwując ekrany widzę, że napływamy tyłem na kolejną górkę! Quźwa, co jest grane? Zdążyłem wyłączyć motorek i ryjemy stopą silnika po kolejnym szczycie. Autentyczna matnia! Znaleźliśmy się między dwoma górkami, sztucznymi, podwodnymi przeszkodami tam, gdzie wcześniej nigdy ich nie było! Wydawało mi się, że znam te rejony a tu zagwozdka. Zmieniło się! Samo życie. Przy próbie odpalenia silnika słyszę jak na wirniku pompy mieli się piasek. Niedobrze. Jeżeli wirnik nie wyrzuci ziarenek wytrze się i nie będzie obiegu wody chłodzącej silnik - to grozi przegrzaniem silnika, zatarciem. Równie dobrze mogą zatkać się kanaliki chłodzące w kadłubie silnika. Na szczęście udało się odpalić napęd, odpłynąć z tej strefy. Przestało szumieć ale często oglądałem się za siebie i sprawdzałem, czy jest chłodzenie? Do tej pory nie mam pewności, czy obieg wody i wirnik pompy nie dostał w kość? Przygoda musi być Jak nie linka sieci pod śrubą to lina kotwicy albo cokolwiek innego musi urozmaicić nam podróż. Trochę siwych włosów znów przybyło ale co tam... must be fun. Straciłem pożyczone kolegom dwa woblery. Trudno, raz kozie śmierć. Chyba byłem zły, czułem w sobie wędkarską złość. Nie udało się popłynąć tam gdzie zamierzałem. Dla Janka opisałem wcześniej wędkarskie przygody ze spiningową metodą połowu dorsza. Miałem nadzieję na podobne wyniki. Chciałem pokazać jak można łowić dorsze bez używania ciężkiego sprzętu i kaleczenia ryb kotwicami pilkerów. Tak bardziej sportowo, finezyjnie. Nie udało się, trudno. Może następną razą? Zobaczymy... Będziemy mieli co wspominać przez kolejne lata. Dzięki za kolejną, wspaniałą przygodę. Ahoj!
-
Mogę odstąpić (gratis) paczkę 10szt mocowań seacor do haczyków na zestawie. To te czarne elementy ze zdjęcia.
-
Janek jest dorosły i nie ubezwłasnowolniony. Nie pierwszy raz łowił ryby na morzu. Nie musimy go niczego uczyć. Sam chłonie wiedzę innych jak gąbka wodę. Sądzę, że dobrze wie, na jakie zestawy może łowić śledzia albo dorsza. Na echu nie sposób odróżnić śledzia od małego dorszyka. Owszem, zdarzały się skróty - żaden problem wypuścić. Najwidoczniej były to żerujące na śledziu ławice dorszy bo i tego złowił któryś z kolegów. Swoją drogą zestaw śledziowy dopuszcza stosowanie kilku haczyków z przynętą. Gdzie widzisz coś nieprzepisowego? Tobie nigdy nie uwiesił się niewymiarowy bolek?
-
Chyba nie tylko ... Mi trochę drobiazgów na zestawy zostało Sławku - przy najbliższym spotkaniu wezmę je dla Ciebie. Pzd A gdzie będzie surfofiszingovau?
-
-
Początek z łowieniem.
grzybek odpowiedział Wędkarz wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Nie ryzykowałbym kupować sprzętu typu Jaxson - to sprzęt z najniższych półek. Nie lepiej kupić coś sprawdzonego, lepszego? Zacząć od dobrego kija, kołowrotka, plecionki. Blacha na szczupaka trochę mała, lepiej dać min dwójkę albo trójkę. Osobiście preferuję na szczupłego twistery i rippery na główkach jigowych. Konieczny przypon wolframowy, krętliki z agrafką. -
Dzięki za dowartościowanie... Pisałem to przede wszystkim z myślą o koledze, który do nas przyjechał z głębi kraju. Chociaż wiem, że każdemu warto o tym poczytać, sprawdzić. Wiem, że kolega łowił wcześniej dorsze z kutrów i z małych łodzi. Łowił dużo ale czy duże? W końcu ważne jest też w jaki sposób. Chciałem mu to przybliżyć bo była okazja i mam nadzieję jeszcze będzie. Mnie to zafascynowało. Z początku używałem haków VMC i Gamakatsu, te ostatnie są naprawdę zajefajne. Wstępnie określona wielkość to 6/0 do gum 4" Jednak odpadły VMC ze względu na grubość, Gamaki ze względu na drożyznę i trudności z zakupem. Ostało mi się na hakach 4/0 lub 5/0 firmy Mustad, Eagle i jakieś japońckie. Przekonałem się, że łowiąc w zaczepach haka Gamakatsu nie wyrwę z deski a Mustada wyciągnę rozginając go i używam dalej. Gamaka nie rozegniesz, z jednej strony to jest dobre ale bez przesadyzmu. Bywało, że traciłem w zaczepach 6 zestawów dziennie (krętlik z agrafką, jig i guma). To drogo bo wciąż nie pracuję i nie zarabiam. Okazało się przy tym, że hak 6/0 to już przesada na dorsze które upodobały sobie silikon na kiju. Nigdy nie rozgiąłem haka na rybie. Czasem zerwałem plecionkę ale haki wytrzymują. Z czasem przekonałem się, że najlepiej pasują mi haki 5/0. Do gum 3" haki 4/0 Żałuję, że Neptun jest kapryśny i często nie chce nam dać czego byśmy sobie życzyli ale to jest też urok tego łowiska i sposobu. Co by było gdybyśmy zawsze wracali z pełnym kompletem? Nuda
-
Ja kochać wiosnę. Ten czas, kiedy przyroda budzi się do życia, obserwuję ten stan na co dzień. Wręcz prowokuję rodzinę, szczególnie wnuczkę do poszukiwań tych zmian. Dzień robi się coraz dłuższy, temperatura rośnie, przybywa więcej słońca, światła. Człowiek lepiej się czuje. Chce się żyć! Zobacz cały artykuł
-
Ja kochać wiosnę. Ten czas, kiedy przyroda budzi się do życia, obserwuję ten stan na co dzień. Wręcz prowokuję rodzinę, szczególnie wnuczkę do poszukiwań tych zmian. Dzień robi się coraz dłuższy, temperatura rośnie, przybywa więcej słońca, światła. Człowiek lepiej się czuje. Chce się żyć! Kwiaty w ogródku zaczynają kwitnąć, mamić kolorami, ptaki stroszą piórka, zakładają gniazda, woda ożywia się. Nie inaczej jest w ogrodzie. To nic, że mieszkam w mieście. Tu się urodziłem i pewnie przeżyję ostatnie swoje dni. Odnajduję to co dla mnie najważniejsze i najciekawsze. Mimo, że wędkuję przez większość czasu w roku sezonu nie muszę kończyć zimą. Dysponując łodzią zacumowaną w bezpośredniej bliskości portowego kanału i morza mogę wypływać na wodę prawie każdego dnia. Mimo, że od późnej jesieni polujemy z kolegami na trocie podchodzące pod morski brzeg to wciąż rozglądamy się za wszelkimi rybami. Będąc w zasadzie non-stop na wodzie obserwujemy wiosną ławice szproty, certy, śledzia podchodzące co raz bliżej brzegu. Niejako jesteśmy w awangardzie wiadomości na ten temat, którymi dzielimy się z innymi wędkarzami. Wiosna to szczególny okres w życiu ryb. Większość gatunków przygotowuje się do tarła, intensywnie żerując grupuje się w ławice. Łatwiej je namierzyć, zlokalizować i złowić. Przez ostatnie lata upodobałem sobie morskie łowiska. Dla mnie to świadomy wybór. Opłaty za wędkowanie są znośne, łowiska nie przebłyszczone, nie przełowione i często można zaznać pięknych emocji przy holowaniu fajnej, mocnej ryby. Preferuję łowić dorsza, tego morskiego lamparta, także troć ale nie unikam kontaktów z flądrą, beloną czy pospolitym śledziem. Każdą rybę próbuję podejść na kilka sposobów. Przynęt na rynku jest sporo i większość wędkarskich metod można tu zastosować. Znaleźć własne, niestandardowe to już osobna frajda. Od lat propaguję łowienie z własnej łódki i przybliżam innym wędkarzom przepisy związane z taką koncepcją. Obserwuję coraz więcej łodzi i sądzę, że ten trend rośnie w szybkim tempie. Możliwe, że mam w tym swój udział. Dzisiaj, w pierwszych dniach wiosny spróbuję Wam przybliżyć mój oryginalny sposób na dorsza. Pomysł nie do końca mój bo zaobserwowałem go wcześniej u kolegów z Bydgoszczy ale zaanektowałem go do warunków swoich łowisk. Chodzi przede wszystkim o zastosowanie główek jigowych i ripperów do połowu tej ryby. Dorsze łowię celowo na małych głębokościach metodą typowego opadu sandaczowego. Używam zwyczajnej wędki spiningowej do połowu tej ryby. Nie widzę większego sensu męczyć nadgarstka i ręki ciężką wędką dlatego ciężar wyrzutowy oscyluje w granicach 35g. Główka jigowa 40-50g z gumą 10cm nie robi na niej większego wrażenia. Przez kilka godzin wędkowania nie odczuwam zmęczenia. Cienka, nie zużyta plecionka 014 spokojnie wystarcza do wyholowania 8kg ryby. Używam ostatnio, najczęściej sprawdzonego kręcioła Penn Slammer 360 Precyzyjny, lekki kołowrotek znanej marki, odporny na słoną wodę. Staję łodzią na określonej pozycji, najczęściej na 12-15m głębokości. Kotwiczę specjalnym ciężarkiem (ok 15kg ołowiu odlanego w menażce turystycznej). Wypuszczam i cumuję na dziobie ok 20m liny i pozwalam łodzi minimalnie dryfować w kierunku który mi odpowiada. Chodzi o to żeby mieć dobry kontakt z przynętą. W dryfie jest to zdecydowanie utrudnione. Nie szukam ławic ryb a miejsc gdzie może skupić się drobny pokarm małych ryb. Mogą to być resztki wraku, rowy po kotwicach ogromnych statków cumujących na redzie, podwodne górki, spady, dołki, kamienie... Tam kryją się małże, skorupiaki, krewetki, małe rybki. Na nich żeruje dorsz. Kiedy po kilku rzutach główką jigową 50g udaje mi się określić kierunek w którym płynie woda, staram się wtedy ściągać przynętę pod prąd. Po zarzuceniu przynęty (twister 4") czekam aż guma opadnie na dno. Po dotknięciu dna podbijam gumę przekręcając dwa, trzy razy korbą kołowrotka. Guma odrywa się od dna i szybuje w wodzie (pod prąd szybuje dłużej). To decydujący moment kiedy ryba ją widzi, czuje linią boczną i najczęściej wtedy atakuje. Branie czuć ewidentnie, zdecydowanie. Wystarczy lekko zaciąć i nie ma zmiłuj, z reguły ryba dobrze siedzi na haku 4-5/0. Czasem w jednym rzucie czuję kilkakrotnie na kiju jak zasysa przynętę zanim zaczepi o hak. Dorsz, jak wiele innych drapieżników ma ogromny pysk. 10cm guma to dla niego żaden problem. Łowię tą gumą dorsze w granicach 30 -80cm. Ta ryba nie ma jakiś specjalnych zębów ale jak zassie rybę to nie odpuszcza. Jeżeli nie mam brania i guma ponownie opadnie na dno luzuje się linka, którą znowu naprężam podbijając kolejny raz przynętę. Takie łowienie sprawia mi ogromną frajdę. Rzadko kiedy "usiądzie" bolek wielkości breloczka. Na większych głębokościach używam cięższych główek, z taką samą gumą. Czasem zakładam 3" - typowo sandaczowe. Jednak na głębokości np 35m trudniej kotwiczyć w jednym miejscu bez zastosowania odpowiedniej kotwicy i długiej liny. Taka lina powinna mieć 3-5krotną długość głębokości - tzn minimum 100m! Dla mnie to już przesada. Po za tym głębokość i dryf wody wybrzusza linkę z przynętą i trudniej wyczuwać branie. Wychodzę z założenia, że skoro potrafię odnaleźć ryby na małych odległościach, blisko portu to nie ma sensu gnać tam gdzie wszyscy. Pod Hel albo na "śmietniki" gdzie dominują małe ryby skupione w ławicach. Wolę złowić kilka ryb średnich rozmiarów niż wytępić ławicę okołowymiarowych breloczków. Mam większą frajdę i satysfakcję. Regułą jest, że na małych głębokościach dorsze unikają prześwietlonych łowisk. Wiosną, jesienią czy zimą woda jest względnie czysta i często naświetlona promieniami słońca. Staram się łowić w pochmurne dni albo przed zmierzchem. To moja ulubiona pora dnia na jakiekolwiek drapieżniki. "Złota Godzina" to dla mnie najlepszy czas na łowienie. Ostatnie promienie słońca zmuszają ryby do wzmożonego poszukiwania zdobyczy zanim zapadnie ciemność. Tracą ostrożność - to decydujący czas dla wędkarza. Pomimo, że potrafią żerować nocą to jednak wzrok na pewno jest im potrzebny. W takim miejscu właśnie i taką metodą o mało nie złowiłem swojej największej ryby w życiu. Nie dałem rady odciągnąć jej od dna. Kilka minut walczyłem z nią na naprężonej lince. Wyraźnie czułem jak szarpała łbem. Udało mi się podciągnąć ją pod łódź ale weszła w jakieś zawady na dnie. Nawet wtedy czułem jej szarpanie paszczą. Do tej pory to czuję w kościach, takich rzeczy nie zapomina się. Wiosna to chyba najciekawszy okres wędkowania. W zasięgu i niejako do dyspozycji wiele gatunków ryb. Robi się cieplej, łatwiej i wręcz przyjemniej. Każdemu polecam ten czas. Załączone miniatury
-
Umówiliśmy się z kolegami na dorszowy wypad. Skompletowaliśmy sprzęt, padlinę, paliwo i w jak najlepszych nastrojach pognaliśmy na łódź. Prognoza była świetna, fala na Zatoce Gdańskiej o wysokości 0,0m... okazała się na tyle paskudna, że po wyjściu z główek portu Gdańsk odpuściliśmy wypłynięcie. Boczna, upierdliwa fala ze wschodu uniemożliwiała spokojne pływanie. Zwyczajnie nawróciliśmy i tu konsternacja: co robimy? Jesteśmy przygotowani na morskie lamparty a tu pogoda sprawia nam figla. Nie ma sensu walczyć z naturą. Próbujemy trollingu za trocią i fląderką wzdłuż plaży ale nie przynosi to efektu. Wiatr nasila się kiedy odchodzimy od przyjaznego falochronu portu. Szybka decyzja i wpływamy z powrotem na Martwą Wisłę. Nic to, ciężko wracać i przestawić się na inne metody i ryby. Nie mniej mamy kontakt z okoniami, szczupakiem i sandaczem. Wypuszczamy wszystkie. Krzychu dorwał piękną szmatę z toni a w niej kilka intruzów na naszych wodach łowiłem takie w żołądkach dorszy na Zatoce. Okazuje się, że są także w wodach Martwej Wisły i kanału Motławy. Wróciliśmy po zmierzchu nie bez przeszkód. Woda po pracach pogłębiarek bardzo zmienia się. Powstają nowe górki, na tyle niebezpieczne, że zaszorowaliśmy kadłubem o piasek, którego nigdy nie było w tym miejscu. Przy próbie wycofania zaryłem stopą silnika, zassałem trochę piasku pompą. Mogło skończyć się zatarciem silnika. Na szczęście obserwowałem ekrany echosond i zdążyłem w porę zastopować silnik. Udało się wyjść z matni ale włosy jeżyły mi się na całym ciele. Nie wiem jak koledzy ale ja czułem niedosyt i naturalną, wędkarską złość. Natura zakpiła z nas kolejny raz. Pokrzyżowała nam piękne plany Jeszcze sobie odbijemy!
-
Tubisa to sam bym zagryzł Kurcze chopy, fajne cudeńka robicie. Aż ślina cieknie. Ciekawe, czy rybkom smakują?
-
Jeszcze Ci kto uwierzy Dzięki za miłe słowa ale u nas tak traktujemy przyjaciół. Mam nadzieję, że jeszcze przed wyjazdem, przed Świętami będziemy mogli spotkać się żebyś coś na Śląsk zawiózł. Swoją drogą dziękujemy za poczęstunek z lasu - dla nas to też coś nowego. Dzikusy to my spotykamy tylko na drogach i w lasach. Przelata to nam pod maskami i ryje trawniki w parkach Uwędzone smakuje wybornie
-
W sumie chciałoby się przekornie powiedzieć: a co mnie to...? Kupiłem Zbyszku żyłkę z fluorokarbonu o takiej a takiej średnicy, o wytrzymałości na węźle ... Wiadomo nie od dzisiaj - kiepski węzeł, zleżała żyłka, naświetlona horera wie czym ze Słońca, woda o chemicznym odczynniku - wszystko może się zdarzyć. Chcę zastosować te linki jako rzekomo niewidoczne dla ryb które łowię. Są to trocie z czystej o tej porze roku wody. Nie spodziewam się ryb większych niż 5kg. Linki używać będę do podobnej średnicy żyłki głównej - 035mm Zapewne jak wszyscy wiemy, wytrzymałość żyłki osłabiamy zawsze na węzłach. Dochodzą do tego wszelkie przetarcia, ewentualne przewężenia ale liczy się i tak przede wszystkim waleczność ryby. Na naszą korzyść możemy przedłożyć amortyzację żyłki głównej, progresja ugięcia kija, bezproblemowy hamulec kołowrotka. Nie raz łowiliśmy ryby, gdzie teoretycznie pod własnym ciężarem ryba powinna zerwać linkę ze względu na wytrzymałość określoną w charakterystyce. Nie zawsze tak się dzieje i na to możemy liczyć. Na własne umiejętności, doświadczenie, doskonałość sprzętu, łut szczęścia. Wiedza, wcale nie tajemna przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Trudno ująć techniczne aspekty linek czy innego sprzętu i porównać je z doświadczeniem. Zawsze będą odgrywać role pojedyńcze przypadki, choćby muszelka na dnie, niezauważona wada, jakiś trefny przypadek, którego nie przewidzimy albo nie skonfrontujemy z rzeczywistością. Po prostu, nie jesteśmy w stanie do końca określić przyczyny zerwania zestawu, przyponu, przynęty... O większości naszych wędkarskich dokonań często decyduje przypadek i łut szczęścia. Wiara jak to mówią czyni cuda i tego się trzymajmy
-
Janek przyjechał na Wybrzeże z południa Polski więc staraliśmy się ugościć kolegę po kiju. Pomimo że zna brzegi i łajby postaraliśmy się z Krisem żeby też poznał naszą gościnność Obwieźliśmy go po naszych łowiskach, pokazaliśmy trochę sprzętu, metody, techniki. Pierwszego dnia zasmakował w śledziach, na drugi dzień postanowiliśmy popłynąć głębiej, poszukać także dorsza. Mijaliśmy po drodze skupionych na brzegach wędkarzy - wszyscy koncentrują się teraz na śledziach. Tarło w pełni i całe ławice podchodzą pod brzeg i w koryta rzek. Znajdowaliśmy je w głębi lądu, nawet w odległości kilku kilometrów od ujścia. Wczoraj dosyć wcześnie wystartowaliśmy na wody Zatoki Gdańskiej. Długo nie wędkowałem tak jak przywykłem wcześniej: na spinning. Ostatni rok to w większości trolling a późną jesienią także trolling ale na Zatoce. Wydaje się, że to samo ale tak nie jest. Chciałem sprawdzić, jak wyglądają moje stare dorszowe miejscówki a później popłynąć pod Hel. Słońce paliło nas mocno choć zefirek od strony morza studził końcówki palców. Mijaliśmy po drodze pokaźne ławice. @Okno twierdził wcześniej, że na te pełnomorskie śledzie używa większych przynęt. Tak więc do wody poszły zestawy i rybki zaczęły wypływać Tyle, że to nie były śledzie a jakieś bolki-breloczki Krzychu jakoś "plątał się" z zestawami ale nie odpuszczał - tysz łowił Nałowiliśmy się do syta choć nie jestem przekonany do końca czy Jankowi starczy? My z Krzychem mamy to na co dzień, nam łatwiej. Nic to, ważne że zabawa i przygoda była. Atmosfera dopisywała i to najważniejsze. Popływaliśmy trochę, poćwiczyliśmy rybki i techniki. Widoczność na Zatoce zajebiaszcza. Podpłynęliśmy pod Hel na odległość 10km - porównując wzrokowo odległości łatwo pomylić się. Oświetlona południowym słońcem część półwyspu wygląda przecudnie. Tak jak widok zachodzącego słońca. Fajnie było - dzięki chłopaki za kolejną udaną wyprawę!
-
Dzisiaj dominował śledź bo toż weekend - ciepło i miło na wodzie. Wędkarzy od groma - śledź gryzie solidnie choć jeszcze trochę rozproszony ale jest sporo. Chyba więcej jest na Górkach...
-
Dzisiaj dominowały śledzie Nowy Port Górki Zachodnie Jak długo żyję nie widziałem tyle łodzi na łowisku, spoko dużo powyżej 50łodzi, łódek i kuterków Poznaliśmy nowego, fajnego gostka z południa - Janka Zasmakował w śledziach Miło było poznać Janek, pozdro
-
Nigdzie nie wykupisz zezwolenia. Jedynie przelew i odbiór w OiRM w Gdyni. Od 24 kwietnia także w Gdańsku (ZO PZW czwartki) Można przedostać się na Westerplatte, tam też często podchodzą śledzie. Mniej tłoku...
-
przedwiośnie, może już wiosna? Przynajmniej szukam w ogródku (2km od morza) jej oznak. Kwiaty kwitną, koty się bz........ją, ptaki budują gniazda na potęgę. Dzisiaj zauważyłem jak na drzewie obok mojego balkonu stare gniazdo sroczek zaanektowały gołębie (synogarlice). Chyba miały ochotę złożyć jajeczka - nie mam nic przeciwko temu. Są cichsze niż wszędobylskie sroki. A w ogrodzie kwitnie, pierwsze bąki latają Jeszcze dzionek, dwa i będzie kwiecień-plecień, co przeplata: trochę zimy, trochę lata
