Skocz do zawartości

grzybek

Zespół AS
  • Postów

    1 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzybek

  1. Absolutnie zgodzę się z Twoją opinią Zbyszku. Powieliłem inną opinię bo chciałbym wyrobić sobie własną z kilku źródeł. Nie mogę potwierdzić, żeby akurat tego suma czuć było mułem. Mnie i rodzinie oraz wszystkim kolegom których częstowałem smakowały. Usmażony i zalany zaprawą octową jest wyśmienity. Zupa po kilku godzinach w lodówce nadawała się do krojenia. Te usmażone i zamarynowane w słoikach smakowały jak tłusty, duży węgorz. Żałuję, że nie stykło uwędzić kawałka. Sum afrykański, którego złowiłem w RPA (5,5kg) miał ciemnoczerwone mięso i powtarzam: nie jadłem lepszej ryby.
  2. Szkoda zamykać temat kolegi Michnika. Może warto go tylko oczyścić z off-topa? Dodam za LINK że Sum (Silurus glanis) – ryba z rodziny sumowatych, zamieszkująca środkową Europę, Azję Mniejszą i część Azji Środkowej. Na pozbawionym łusek tułowiu rysuje się wyraźnie linia naboczna. Sumy o długości 1,5 m, ważące 20-30 kg, nie stanowią rzadkości, zdarzają się też dwumetrowe ważące więcej niż 50 kg, a czasem nawet trzymetrowe, których masa sięga 100 kg. Zarejestrowany w Polsce rekord połowu na wędkę wynosi 232 cm i 74 kg. Podłużne ciało suma składa się z przypłaszczonej głowy, obłego tułowia i mocno ścieśnionej części ogonowej. Głowa wraz z tułowiem stanowi tylko 40% całkowitej długości. Szeroka paszcza jest uzbrojona ustawionymi w wielu szeregach ząbkami. Na górnej szczęce widnieją 2 długie i ruchliwe wąsy, sięgające w tył poza płetwy piersiowe. 2 pary krótszych wąsów sterczą z podbródka. Oczy są małe. W dużych płetwach piersiowych jeden promień przekształcony jest w kolec. Młode sumy są jaśniejsze i mają wyraźny marmurkowy wzór na bokach ciała. Starsze ciemnieją z góry niemal do czerni. W ubarwieniu ich zaznacza się ton oliwkowy i brunatny zależnie od rodzaju środowiska. Bywają też osobniki albinotyczne. Samice maja bardziej zaokrągloną z przodu głowę i mniej pstrokate ubarwienie. Siedliskiem sumów są wolno płynące rzeki i połączone z nimi jeziora. Ryby te najczęściej przebywają w głębokich jamach i wykrotach, które wykorzystują w czasie dnia jako kryjówki. Larwy początkowo odżywiają się planktonem, później larwami owadów i larwami innych ryb. W tej fazie rozwoju zdarzają się przypadki kanibalizmu. Dorosłe sumy zjadają przeważnie ryby, lecz stosunkowo mały żołądek ogranicza wielkość połykanych w całości ofiar. Żerowanie odbywa się nocą. Żywią się rybami rozmaitych gatunków, przeważnie jednak takimi, które nie mają znaczenia gospodarczego. Oprócz tego zjadają żaby, rzadziej drobne ssaki i raki. Najbardziej intensywnie żerują w ciepłej porze roku. Poniżej 7°C przestają się odżywiać. W pierwszych latach życia roczne przyrosty długości sięgają kilkunastu centymetrów. Później szybciej wzrasta masa, która może zwiększać się o 2-4 kg w ciągu roku. Po 10 latach sumy przekraczają metr długości i zbliżają się do 10 kg, po 15 latach mogą już ważyć 30 kg. Osobniki ponad dwumetrowe, ważące 80 kg, mają ok. 30 lat. Już półtorakilogramowe sumy przystępują do rozrodu. Większość dojrzewa pomiędzy 3 a 6 rokiem życia. Samica półtorakilogramowa składa niespełna 20 tys. jaj, ważąca 70 kg ponad milion. Tarło rozpoczyna się, gdy temperatura wody nocą nie spada poniżej 18°C. W Polsce ciągnie się od czerwca do lipca. Ryby o zmroku wypływają parami na płycizny poszukując odpowiedniej podściółki roślinnej. Samica wygniata w niej zagłębienie, do której w toku burzliwych zalotów składa jaja o średnicy ok. 2 mm. W wodzie pęcznieją one do 4 mm. Samiec pozostaje przy ikrze 2-4 doby. Wykluwające się po 4 dniach larwy o długości 6-8 mm opadają na dno i kryją się przed światłem. Po 7-10 dobach zaczynają poszukiwać pokarmu. W Polsce, gdzie sumy nie tworzą większych skupień, łowi się ich w ciągu roku kilkanaście ton. Stanowią atrakcyjną zdobycz dla wędkarzy. Jeśli nie są zbyt stare, mają doskonałe w smaku, dietetycznie wartościowe mięso, tym bardziej poszukiwane, że pozbawione ości. Starsze ryby mają twarde i bardziej tłuste mięso o intensywnym zapachu mułu. Sumy są wyborne na zupę, dobre do duszenia, pieczenia na ruszcie, smażenia i wędzenia.Nie trzeba ich skrobać. Podejmuje się próby chowu sumów w stawach. Ryba przeze mnie złowiona nie była dobrze zważona. Nie miałem takich możliwości. Łazienkowa waga i budowlana kadź (jakiej pospolicie używa się do przechowywania złowionych dorszy na kutrach) nie specjalnie nadaje się do tego celu. Równie dobrze mogła ważyć 20-30kilo. Nie jest to dla mnie istotne bo nie zamierzam jej zgłaszać do rekordów czy statystyk. Żałuję ale bez przesadyzmu. Ot, ludzka ciekawość. Z własnego doświadczenia wiem, że ryby w płynącej rzece są jeszcze mocniejsze i umiejętnie wykorzystują nurt do ucieczki z wędkarskiego kija. Pewnie bez łódki i na bieżącej Wiśle nie miałbym szans z tą rybą. To silne zwierzę i bezwzględnie wykorzysta swoją masę i spryt do ucieczki.
  3. Wieża Bazyliki Mariackiej w Gdańsku Kaplica Królewska na ulicy gdzie dorastałem Odrestaurowany kościół Św. Jana - byłem na tej wieży kiedy jeszcze nie było dachu (ma ok 2m grubości na szczycie )
  4. Dalej jesteś anonimem i nie mam zamiaru z takim dyskutować. Miałeś okazję sprawdzić nazwisko, nr karty, zezwolenia, nazwę koła i datę opłacenia składki. Tak więc może ciut samodzielności? Zna mnie wielu tutejszych użytkowników, także nasz moderator Wind. Na pewno z nie jednym z nich będę jeszcze wędkował. Każdemu mogę pokazać swoją kartę. Nie jest to żadna tajemnica.
  5. Jak dobrze pójdzie założymy szkółkę wędkarską przy PZW. Miejscowi, ci którzy mieszkają nad wodą często rybaczą albo wręcz k....... Trochę cywilizacji przyda się. Jeśli uda się zaszczepić dobre wzorce to może przynieść dobry skutek. Dzieciaki często wolą ze mną pływać i wędkować niż uczyć się, żeglarstwa. Łowią i wypuszczają niewymiarowe rybki. Są radosne i szczere.
  6. Kolejne zakupy to nowa pompa zęzowa dwa wywietrzniki i przejściówka "euro" do podłączenia łodzi do zasilania 230V w marinie Dzisiaj dotarł także kolejny uchwyt trollingowy do łodzi, który musiałem dokupić kiedy wypadł z mocowania w trakcie cumowania do pomostu. Same koszty...
  7. Wczoraj bryndza na Martwej Wiśle. Bolenie brykały, okonie skubały... Inne ryby spławiały się, na pewno żerowały ale miały tyle naturalnego pokarmu, że nie koniecznie siadały na haczyku. Wyroiła się krewetka i całe ławice pływały pod pomostami, przy burtach zacumowanych łodzi. Zrobiłem rundkę z Błotnika do kopca fosforów i z powrotem. Na echu można było znaleźć ryby ale w trollingu nie wyjąłem nic. Wyjąłem kilka okoni na boczny trok, 18, 20 i 25cm - to i tak największy okoń jakiego tam widziałem w tym roku. Daleko, pod Sobieszewem znalazłem na echu 10m dołek, popłynę tam jesienią, kiedy woda dotleni się, schłodzi. Wczoraj dochodziła do +25stC. Parno, duszno ale nie popadało. W dzień końskie muchy gryzą, wieczorem komary... cienizna. W trakcie pływania w okolicach Błotnika zauważyłem kolorowy spławik na wodzie. Zdarzyło mi się kiedyś, że znalazłem taki spławik z niezłą rybką na haczyku więc ostrożnie podjąłem go z wody. Jednak na haczyku nie było ryby Za to był kompletny zestaw wędkarski ze szczytówką (prawdopodobnie) z bata. Jeśli ktokolwiek wie komu taka szczytówka wypadła w trakcie wędkowania proszę o podanie informacji. Oddam ją właścicielowi.
  8. Niedowiarkom i ciekawskim To zdjęcie z echosondy z GPSem zrobione wczoraj Na środku ekranu, w miejscu gdzie krzyżują się linie kreskowane znajduje się interesujące was stanowisko. Strzałka to moja łódź, która kieruje się na to skrzyżowanie. Na dole ekranu po lewej namiar na to miejsce i odległość łodzi od miejsca złowienia. Klikając na zdjęcie można je powiększyć. Poniżej dokumenty uprawniające mnie do wędkowania wraz z wypełnionym rejestrem
  9. Pływasz moimi śladami Janeczku. Swego czasu stacjonowałem na Stogach w marinie PKM-u i wypływałem na Zatokę Gdańską ujściem Wisły Śmiałej. Wszystkie miejsca ze zdjęć są mi znane i miło je wspomnieć. Wczoraj popływałem sobie trasą z Błotnika przez Przegalinę do "fosforów" Relax na maxa - duchota taka, że gzy gryzły - jedynie na wodzie można było odetchnąć.
  10. Nie czytam całego forum ale widzę, że tu o mnie mowa... Czyżby zarejestrował się mój kolejny "przyjaciel - anonim" - tylko dla mnie? Skąd taka popularność? Zazdrość? Urażona ambicja? Duma? Śledzisz mnie "kolego" czy piszesz pamiętnik albo moją biografię? Masz pytanie, problem to wyjaśnij w czym rzecz? Jeśli nie stać cię na na to żeby się przedstawić, przywitać, wolisz pozostać bezimienny to o czym z tobą gadać? Nie muszę tobie tłumaczyć się z każdego napisanego w necie słowa. Chcesz być uczciwy i wiarygodny to przede wszystkim przedstaw się i udowodnij, że masz dobre intencje. Jeśli na to cię nie stać to lepiej nic nie pisz. Dzięki takim userom internet staje się obrzydliwy i nikczemny.
  11. Wreszcie "naumiałem" się ściągnąć video mojego z SonyEricsson'a na komputer. Wgrałem odpowiedni program i mogłem zamieścić filmik z sumem w roli głównej. Drugą część, nocną można także znaleźć na You Tube. Dodam, że komentatorem jest kolega, którego znam od wielu lat. Dzięki za pomoc Paweł.
  12. Dzięki kolegom za gratki. Wierzę, że każdy z nas ma szanse wyjąć podobnego mocarza - każdemu tego życzę. Na pewno są większe i mocniejsze ryby i wielu z nas przeżyło choćby moment takiego holu ale wyjąć tą rybę z wody to inna bajka. Samemu trudno tego dokonać jeśli nie jesteśmy na to przygotowani. Nie wystarczy doświadczenie, szczęście... Ja już mogłem się o tym przekonać. Witaj na forum pozdrawiam.
  13. Było, minęło... Dzisiaj znów na wodzie. Jak tylko znalazłem się nad wodą czułem rybę. Faktycznie, dostałem dwa okonki, coś ładnego zeszło z kija - nawet nie zdążyłem wyjąć z uchwytu Trafiłem kilka sandałków (3krótkie) i bolenia. W drodze powrotnej w trolu kij mi się wygiął i tak 3mał... Wziąłem go do ręki i dopiero po chwili zacząłem odczuwać ciężar na kiju. W miarę zbliżania do łodzi i pracującego silnika ryba zaczęła wybierać linkę z kręcioła. Silne, sportowe zwierzę To chyba moja kolejna życiówka i dała mi popalić. Nie dała podebrać się ręką to wyjąłem ją podbierakiem. W trakcie wyjmowania w siatki wbiła mi grot kotwiczki przebijając skórę. Łachudra.
  14. Reporterzy szukają sensacji a Telewizja rządzi się swoimi prawami. Nie zgodziłem się na publikację zdjęć do czasu uzgodnienia szczegółów. O samej edycji dowiedziałem się wczoraj wieczorem od znajomych. Panorama OTV Gdańsk (info na samym końcu, ok 20minuta) na pamiątkę Przykro mi, że pominięto informację o kolegach dzięki którym udało się szczęśliwie wyholować tą rybę. O Jacku "Góralu" który wykonał woblera, o koledze, który sterował łodzią kiedy ja mogłem skupić uwagę na holu a bez którego pewnie ciężko byłoby wytargać "potwora" Pominięto same okoliczności na które zwracałem uwagę... samo życie. Cieszę się Krzychu, że zawitałeś do nas. Popływamy jeszcze razem, pogadamy, połowimy - pozdrawiam. Odpoczywaj i zbieraj siły
  15. Fakt, że zdjęcia są ciemne ale to nie znaczy, że samo branie nastąpiło po zachodzie słońca. Było jeszcze nad widnokręgiem. Dopiero po jakimś czasie kolega zaczął filmować. Dosyć długo nie wiedzieliśmy z jaką rybą mamy do czynienia? Pozwól, że pominę wątek dokładnej lokalizacji łowiska - zachowam to dla najbliższych przyjaciół, tylko tym którym mogę ufać. Zbyt wielu różnych ludzi przegląda nasze wędkarskie fora.
  16. Więcej napisałem w Wieściach z nad wody Dołożę kilka zdjęć z filmu, który przegrałem na laptok Co prawda zdjęcia nie oddadzą całych emocji ale zmierzch już zapadał i trudno o lepszą jakość. Na tej wodzie mało słychać o złowionych sumach, myślę, że więcej jest ich w bieżącej Wiśle. Pozdrawiam, jakbyś miał więcej pytań to pisz, pomogę jeśli potrafię.
  17. To prawda, jeśli sprzęt i wędkarz nie jest przygotowany na podobnej wielkości rybę to najczęściej spotyka się z rozczarowaniem. To prawdziwi mocarze naszych wód. Bezwzględnie testują sprzęt i doświadczenie. Gratki Hubi, pozdrawiam.
  18. Po prostu - udało mi się spełnić swoje marzenie wyholowania wielkiej ryby. Liczyłem na "metrówkę" z którą spotykałem się co jakiś czas. W Polsce nigdy nie udało mi się do tej pory przekroczyć tego wymiaru. Owszem, miałem na kiju duże ryby ale tylko raz widziałem jedną z nich. Duże ryby są silne i najczęściej biorą na ten najsłabszy zestaw i robią z nim co chcą. Tzn demolują, testują sprzęt, umiejętności wędkarza, wykorzystają każdą okoliczność, błąd by uciec. Tym razem miałem więcej szczęścia. Tego dnia złowiłem swojego pierwszego, wymiarowego sandacza w tym roku. Zadzwonił kolega, powiedziałem mu o tym i postanowił do mnie przyjechać na wspólne wędkowanie. Wypłynęliśmy popołudniu, zrobiliśmy kilka rundek po górkach, gdzie jakiś czas temu koparki wydobywały żwir na budowę dróg. Miejscówki dla mnie nowe, nieznane ale jak się okazało już zadomowiły się w nich ryby. Brały okonie w granicach do 25cm, od czasu do czasu trafił się sandacz. Udało mi się wyciągnąć kolejne dwie sztuki, koledze także jednego. Łowiliśmy metodą trolingową z użyciem woblerów. Próbowaliśmy też gumek ale bez efektu. W ruch poszedł spining i cast ale efekty mieliśmy mizerne: okonki skubały tylko ogonki naszych przynęt. W trakcie spiningowania podpłynął do nas kolega na innej, szybkiej motorówce. Pogadaliśmy chwilę na wodzie i w końcu odpłynął - niestety, zrobił to z takim hałasem i wdziękiem, że wypłoszył nam wszystko dookoła. Zmieniliśmy taktykę i łowisko. Wróciliśmy do trolingu i popłynęliśmy środkiem rzeki szukając odpowiednich głębokości. Moje woblery (pływające Górale 7cm) penetrowały dno i toń w granicach 3-3,5m. Starałem się sterować łodzią tak, żeby przynęta nie czepiała dna. Z reguły odkładam wędkę do uchwytu przed swoim siedziskiem sternika, na wysokości wzroku. Brania i trącenia, zaczepy i pracę przynęty obserwuję w zasadzie non-stop. Tym razem branie nastąpiło równie niespodziewanie jak widowiskowo. Jedno mocne ugięcie i zaraz kolejne. To nie był zaczep. Natychmiastowe wyłączenie biegu, uchwycenie kija w rękę i zaczęła się jazda. Przez kilka chwil myśleliśmy, że mamy do czynienia z dużym sandaczem. Przed dłuższą chwilę zastanawialiśmy się, z jaką rybą mamy do czynienia? Kolega pyta co robić? Zwinął swój zestaw więc mówię z głupia frant: filmuj...) Zapadał już wieczór, słońce chyliło się nad widnokręgiem a ryba silna i za nic nie chciała się pokazać. Niedawno zakupiony kijek Silstar Pinnacle Vision (cast) przerobiony przeze mnie na spina wygięty pracował pięknie. Kręciołek wielkości 3000 płynnie oddawał cieniutką plecionkę 012 o wytrzymałości 9kg w momentach odchodzenia ryby. Bałem się o ten delikatny zestaw. W myślach przebiegały mi poprzednie, przegrane spotkania ze szczupakami, z dorszami, z sumem... Zmiażdżone w potężnych pyskach kotwice, zerwane linki, odstrzelone ogonem plecionki... Po kwadransie zaczęliśmy obserwować pierwsze bąble na powierzchni - o! Sum! Wątpliwości rozwiały się. Po jakimś czasie pokazał się pierwszy wir na powierzchni - adrenalina skakała nam wtedy skokowo. Pomagała mi utrzymać wędkę w ręku, którą podpierałem czasem drugą ręką. Ryba murowała do dna, starała się chować pod łodzią. Musiałem wędrować za nią, z rufy na dziób, z lewej na prawą burtę. Kilka razy musiałem zatopioną wędkę przekładać pod stopą zaburtowego silnika. W pewnym momencie ryba próbowała przeciągnąć półtoratonową łódź pod łan zielska wystający ponad wodę. Silnik cały czas pracował więc kolega powoli odpłynął od brzegu, z powrotem na środek. To była walka na przetrwanie. Nie mogłem tego stworzenia wyrwać na siłę. Nie takim sprzętem. Nowy, nieznany kij, przelotki, własne omotki, nowa plecionka... - w każdej chwili coś mogło zawieźć. Każde ogniwo łańcucha mogło nie wytrzymać: krętlik, agrafka, kotwiczka, węzeł... Jakikolwiek zaczep w pobliżu, muszelka na kadłubie, korzeń w dnie, kamień czy skorupa małży może zerwać cienką nić z potworem głębin, włodarzem tej wody. Długo trwały te zmagania. Kolega nakręcił dwa filmy telefonem komórkowym. Wiele momentów jest niewidocznych już bo zapadał zmierzch. Słychać nasze rozmowy...np pytanie, czy użyjemy podbieraka? Uśmialiśmy się później trochę bo ramka miała może pół metra? Mogliśmy mu co najwyżej głowę przykryć albo czapką zarzucić - na jedno wychodziło. Kiedy po jakimś czasie przekonaliśmy się z jaką wielkością ryby mamy do czynienia nie mieliśmy złudzeń, że możemy wyciągnąć go tylko we dwójkę, wspólnymi siłami. Mnie już ręka puchła od ciągłego holowania i utrzymywania ryby na kiju. Komary zaczęły nas kąsać więc staraliśmy się odgonić je dymem z papierosa, który odpalał i podawał kolega. Sum wcale nie zamierzał się poddawać. Był wciąż świeży i walczył, holował nas po wodzie. Ani razu nie wyłożył się, puszczał bąki i to tylko pewnie dla zmylenia przeciwnika. Kiedy wreszcie osłabł na tyle, że dało się go zobaczyć na powierzchni i podciągnąć do burty zacząłem wierzyć, że uda się go wyciągnąć. Po ok półtoragodzinnej przepychance, w końcu, za drugim razem udało mi się wsunąć mu do pyska dłoń owiniętą szmatą i wspólnymi siłami wyrwać na pokład. Burta wysoka, ok 60cm i łatwo nie było. Po osadzeniu na pokład jego łeb przykrył dwa wymiarowe sandacze. Na zdjęciach wyglądają jak uklejki. Ale zwierzę, cielak, bydlę... ależ to była radość, wzajemne gratulacje, podziękowania, ufff - ale frajda. Kolega twierdzi, że znowu "skopałem mu tyłek" ale byliśmy autentycznie szczerzy i uczciwi wobec siebie. Takich emocji nie przeżyłem przez pół wieku wędkowania. To moja ryba życia. Następnego dnia wróciłem do Mariny Błotnik, gdzie trzymam łódź i pomagam dziaciaczkom przy kursie żeglarskim. Komandor Klubu Morskiego już wiedział o rybie. Za kilka godzin dzwoniła reporterka z Panoramy Gdańskiej z prośbą o przesłanie zdjęć, filmów... Popołudniu odebrałem też gratulacje od Wójta Gminy. Wygląda jakbym był celebrytą Sensacja! Wcale nie jestem tym zachwycony. Zdaję sobie sprawę, że wędkarskie fora przeglądają różni ludzie. Co chwilę słyszę o kłusowniczych siatkach, sieciach, żakach... Często nasze łodzie albo przynęty wpadają na nie i niszczą śruby, utrudniają żeglugę, wyciskają faunę z wody. Przez kilka dni zastanawiałem się czy w ogóle o tej rybie pisać? Do tej pory nie wyraziłem zgody na publikację zdjęć, może wcale tego nie zrobię? Podzieliłem się z Wami tą informacją bo wiem, że ryby są i każdemu może trafić się takie szczęście. Cierpliwość i brak ciśnienia żeby złapać cokolwiek to droga do sukcesu. Nie można uprawiać hobby bez zadowolenia, satysfakcji. Zabrałem tą rybę choć nie każdemu to musi się podobać. Waldemar Borys napisał kilka lat temu: "Ryby giną nie tylko dlatego, że zostały pokłute, ale z tego powodu, że ich organizm został wycieńczony walką. Wiedząc o tym, nigdy nie popieraliśmy zasady „złów i wypuść” bo to jedynie stwarza pozory znajomości problemu i rzekomego etycznego postępowania, jak próbują ją czasem przedstawiać wędkarze" PS. Uwierz mi Daniel - ryba jest bardzo smaczna. Tak jak każdą potrawę - trzeba ją umiejętnie przyrządzić, możesz spróbować. Skasowałem ostatnie zdjęcia, Woldi w tym wypadku ma rację - dzięki za słuszną uwagę.
  19. Ostatnio kupiłem elektroniczny prostownik/ładowarkę do akumulatorów. Wcześniej wymieniłem na łodzi akumulator kwasowy na żelowy. W tym roku dwukrotnie pompa zęzowa zassała jakiś syf z wodą i pracując non-stop wyczerpała aku do dna. Po wymianie baterii postanowiłem kupić ten prostownik z mikroprocesorem. Posiada inteligentną charakterystykę ładowania, rozpoznaje akumulatory 6 i 12V, po naładowaniu utrzymuje stabilne funkcje. 7 diód LEDowych naocznie pokazuje stan obsługi. Może ładować akumulatory różnego typu od 4 do 100Ah, także w zawilgoconych pomieszczeniach oraz w warunkach zimowych.
  20. Kilka dni temu złowiłem życiową rybę jaką w tej chwili jest sum ok 145cm/19kg. Próbowałem łowić sandacze na lekko a przynętę pobrał car tej wody, który półmetrowe sandacze łyka na zakąskę. Powaga. Używałem wędki castingowej Silstar Pinacle 198cm, przerobionej własnym sumptem na spinning. Przynętą był wobler Górala na plecionce 012 Zander Spezial Climax'a, o wytrzymałości 9kg - to wszystko na lekkim kołowrotku wielkości 3000. To właśnie ten wobler, już ze złamanym sterem bo po półtoragodzinnej walce okazało się, że ryba zaczepiła się tylną kotwiczką w kąciku a pierwsza kotwiczka zaczepiła się na zewnątrz pyska. Widocznie w trakcie walki ster ułamał się u podstawy. Dopiero wczoraj udało mi się przegrać filmy z telefonu na duży ekran i spokojnie obejrzeć te sceny i przypomnieć emocje, które zawładnęły nami tego wieczora na wodzie. Ryba wzięła na środku kanału/rzeki i długo woziła nas na półtoratonowej krypie. W pewnym momencie musieliśmy odprowadzać ją silnikiem z powrotem na środek żeby nie weszła w jakieś zielsko. Może szukała swojego dołka, korzenia, groty...? Nie mam pojęcia ale robiła z delikatnym sprzętem i z ciężką łodzią zadziwiająco sporo. Panowaliśmy nad emocjami choć każdy wir na wodzie, bąble wypuszczane przez męczoną rybę wyzwalały w nas dreszcz emocji i dopływ adrenaliny. To pomagało mi w utrzymaniu kija i utwierdzało nas w przekonaniu, że może jednak uda się ją wyciągnąć? Nie raz miałem potężne ryby na wędce ale nigdy nie dawały mi szans zobaczyć się albo wyciągnąć. Tylko raz metrowy szczupak wyholowany na zestawie okoniowym z głębokości 6m okrążył łódź 3krotnie i pokazał się pół metra pod wodą. To był kontakt wzrokowy, dwa metry od łodzi, pamiętam moment kiedy spotkały się nasze oczy i strzał pod łódź... Trocie na bata pracując pod prąd rzeki (Wisła bieżąca, przyłów) też schodząc z nurtem zrywały zestawy do przepływanki... Na Zatoce Gdańskiej 014mm plecionka pozwalała jedynie przyciągnąć rybę po dnie, pod burtę ale nie dała się podnieść. Inna ryba na Odrze - sum - odstrzelił sobie ogonem po plecionce hak 3/0 z pyska i poszedł gdzie chciał... Te doświadczenia pozwoliły mi zachować spokój i trzeźwość umysłu. W trakcie tych kilku kwadransów walki wszystko to miałem na uwadze, w pamięci. Zmiażdżone, powyginane w pysku kotwice, zerwane plecionki, żyłki, zablokowane hamulce w kołowrotku, złamane kije... Mógł zawieźć jakikolwiek element: plecionka, łącznik, krętlik, kotwica... Ryba mogła zaczepić się o jakiś korzeń, kamień, śrubę silnika, przetrzeć linkę o jakąś muszelkę na kadłubie... Wystarczyłby jeden słabszy element łańcucha i byłoby po zawodach. Tym razem wszystko zagrało, sprawdziło się. Udało się. Trochę wędkarskiego szczęścia trzeba mieć. Po blisko 50 latach łowienia mogę powiedzieć, że się spełniłem. Nigdy nie widziałem większej ryby ani nie znam osobiście wędkarza, który pokazałby mi podobnej wielkości i siły rybę. Na Martwej Wiśle słyszałem o sumach ale jedynego (poniżej metra) widziałem tylko w kłusowniczych sieciach. Ten był drugi i w moich oczach ogromny. Już nie liczę na większą rybę. To mój pierwszy zabrany wodzie sum i bardzo możliwe, że ostatni. Pokonałem go w uczciwej walce i wiem, że na niego zasłużyłem. Tego dnia złowiłem komplet królów tej rzeki i cara. To był mój dzień i widocznie tak miało być. Nie krytykujcie mnie za zabranie ryby. Łowię ryby i rywalizuję z nimi - nie z wędkarzami. Łowię żeby zaspokoić swój pierwotny instynkt i smak. Nie umiem inaczej. Łowić je tylko po to żeby złowić, ukłuć, skaleczyć, zestresować to nie dla mnie. Dużo ryb wypuszczam choć czasem znajduję je później martwe.
  21. No cóż... Pewnie narażę się kolegom ale pochwalę się złowieniem suma 145cm. Większość kolegów, którym wysłałem MMSa z tą rybą pyta: gdzie? To znamienne pytanie Nie ważne jak, z jakim sprzętem, wysiłkiem... Powiem jedno - spełniłem się jako wędkarz. Szukałem metrowej ryby, przygotowałem się. Jak zwykle, życie weryfikuje nasze plany i zdecydował przypadek. Kilka ryb w życiu porwało mi sprzęt ale ważne są tylko te wyjęte z wody. Tym razem udało się. Wszystko zadziałało i nic nie zawiodło, pomogło doświadczenie i kolega na łodzi. Sam bym go chyba nie wyjął. Pokonałem cara naszych wód na zestaw sandaczowy. Wędka Silstar Pinacle 198cm (jednoczęściowa) przerobiona własnoręcznie z casta na spina, kręciołek wielkości 3000, plecionka 012, wobler 7cm (pływający Góral) Przepychanka na wodzie trwała 1,5h
  22. Darmocha ale czy taki zestaw ma rzeczywiście pokrycie w opinii "profesjonalny"? - mam wątpia
  23. W marinie Błotnik, na Martwej Wiśle wesoło Wczoraj odbył się festyn w rocznicę odwiedzin przez naszą parę prezydencką. Było gwarno i hucznie. Regaty, oficjele, duchowieństwo, nawet goście z zagranicy. Wszystko dla ludzi choć dzieciaczki korzystają najwięcej...
  24. o to chodzi, o to chodzi... W wędkarstwie ryby wcale nie takie najważniejsze Przyjaźń i zaufanie to cenna rzecz, nie do przecenienia - pozdrawiam "miśków"
  25. Kompas nawigacyjny Ritchie Angler
×
×
  • Dodaj nową pozycję...