Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Hihi! Ja swoje Jaxony jeszcze czasem zabieram na łódź, ale służą mi tylko do stawiania i wyciągania kotwicy.
  2. W tym miejscu dałem Ci podpowiedź o "cudzie techniki 21 w". Dalej, podzieliłem się tylko i wyłącznie własnymi spostrzeżeniami i na podstawie własnych doświadczeń (dla mnie wystarczającymi). Dlatego tak jeszcze na wszelki wypadek, podkreślam pogrubieniem czcionki, że gdyby jednak ktoś szukał czegoś innego, lepszego, to może spróbować w ten sposób, ale też przymusu nie ma tak, jak i lepszej rady (chyba?). Swoboda wyboru, to indywidualna sprawa każdego z nas...
  3. Nigdy nie wyciągam ryb w rękawiczce. Do tej czynności zdejmuję lewą i dopiero podbieram. Zawsze też mam ze sobą niewielki ręcznik, po to, by osuszyć rękę i dopiero założyć rękawicę. Tak samo postępuję podczas stawiania i wyciągania kotwicy. Na wszelki wypadek zawsze mam ze sobą dwie pary rękawic (strzeżonego, pan Bóg strzeże!). A tak wyglądają moje rękawice polarowe i polarowo-lycrowe: Polar-lycra i obydwie pary z mojej wędkarskiej torby: Lubię ciepełko, sporadycznie korzystam z rękawic, a jeśli już to tylko z prawej, ale zawsze dobrze je mieć ze sobą.
  4. Temat rękawic przerabiałem już kiedyś. Były skórkowe, szmaciane, wełniane, neoprenowe, ale żadne nie równały się z polarowymi. Jak dla mnie, to nie ma cieplejszych, a i wiatr ich nie przewieje. Mam 2 pary takich na rower, antypoślizgowe od wewnętrznej strony dłoni, w których nie ślizga się ani rękojeść kija, ani rumpel silnika. Ja swoje kupiłem w Lidlu za całe 10-15 zł i jestem bardzo zadowolony. Ale jeśli ktoś chciałby używać nieprzemakalnych, to pewnie tylko z Gore Texu zdadzą egzamin, ale niestety, ceny zaporowe. Na OLX widziałem oferty w przystępnych cenach, takie od 35 do XXx zł (pewnie używki?).
  5. Lubię posłuchać Vivaldiego:
  6. Jotes

    Moje muchy

    Tragedii? Jest super!
  7. Zbyszek, jak słusznie wspomniałeś, to kiedyś o tym napisałem, ale chodziło mi o to, że była słabsza i bardziej się skręcała. Do bolonki, czy na zestawy oczywiście może się pięknie nadawać, ale ja do spinningu już jej nie zastosuję. W tej metodzie istnieje większe prawdopodobieństwo skręcania.
  8. Do siego roku!
  9. Hihi! Niech tylko Daniel się pojawi, to zaraz mnie tutaj wyargumentuje, za tego OT. Ale i tak - Wesołych świąt!
  10. Niestety nie! Ty już dostałeś rózgę od Mikołaja. My musimy sami zapracować na własne, "fortelem". A poza tym, to chyba nieletni jesteś? A nie potrzeba nam tutaj jeszcze dodatkowego paragrafu...
  11. Zbyszek, jesteś urodzonym przywódcą, więc będziesz mózgiem operacji, a ja tym łobuziakiem. A mam taki jeden salon wędkarski na oku, ale o tym, cicho sza na razie...
  12. Dobra Zbychu, jesteśmy umówieni. Ale tak, jak radzi Alek, to nie zrobimy, bo za danie komuś w "łyja", długo byśmy nie mogli takiej rózgi użyć.
  13. No to w przyszłym roku, chyba będę musiał przed świętami gdzieś szybę wybić, bo ten cholerny grubas w czerwonym kubraku, dla mnie rózgi nie miał. Do Was wszystkie pozanosił pewnie?
  14. Aleś musiał narozrabiać, że rózgę dostałeś...
  15. Aż strach było, żeby samej zawleczki od granatu nie wyjąć. Czujnym trza było być, na rybach. I to u nas wymyślono kamizelki wędkarskie, tylko, że te pierwsze były kuloodporne.
  16. Tradycyjnie: Zdrowych, spokojnych i wesołych świąt.
  17. Coś się nie starasz. Ja za drugim kliknięciem, wpadłem na...89 szt. Wzajemnie - Wesołych...
  18. Ale i tak zawsze wyjeżdżam z domu z cichym nastawieniem, że może wreszcie dzisiaj będą dobre brania i zabawa z rybami. Więc chodzi mi o ryby - o złowienie. Bez tego celu, wędkarstwo nie ma sensu. Zawsze chodzi o ryby. Jak napisałem wyżej, nie jeżdżę po to by nad wodą, samoloty strącać. Gdybym napisał inaczej, to oszukiwałbym samego siebie i innych. Dlatego kombinuję przecież, jakieś zanęty, przynęty, cieniutkie przypony z malutkimi haczykami, dobry sprzęt, wygodę na łowisku... Nikt przecież, tego bakcyla nie połknął, przyglądając się ptaszkom, żabkom, wąchając kwiatki, etc. Tylko dlatego, że poczuł ten pulsujący ciężar na końcu zestawu i jakże miły naszym uszom gwizd hamulca. A, że nie konieczność? Fakt! Bo nie ma ryb, nie ma co złowić. Kiedyś byłem skazany na złowienie i mogłem wybierać, jaka ryba interesuje mnie danego dnia. Bo, "wody było do kolan, a ryb do...". Przyroda, przyrodą i nie jest mi obojętna, ale jeżdżę by coś złowić - ryby. Nie zabrać, ale chociaż złowić! Przyrodę mam też w lesie, gdzie jeżdżę i zbieram grzyby i jadę po grzyby (te zabieram). Nie ma wysypu grzybków? Nie jadę wytrząsać niepotrzebnie dudów po wertepach.
  19. I dlatego nie kończyłem zdania, bo każdy ma swój własny kodeks postępowania ze swoją zdobyczą (byle zgodnie z przepisami). A tutaj pozwolę się nie zgodzić. Łowię ryby od lat sześćdziesiątych ub. stulecia, więc mam na ten temat jakąś skromną wiedzę. Niestety, nie ma już ryb i z roku na rok jest coraz gorzej. To już jest katastrofa ekologiczna! Na naszych wodach, postępowała w bardzo szybkim tempie, od 1997 roku. Poziom krytyczny został przekroczony, jakieś 5 lat temu. I właśnie ciut wcześniej, niż te 5 lat temu, nie doznawałem jeszcze "powrotów o kiju". Od tamtej pory wszystko się zaczęło. Teraz, to już jest katastrofalny stan naszych wód - agonia.
  20. Nie te czasy. Teraz idziemy/jedziemy tylko nad wodę (najczęściej!). I to jest ten jedyny pewnik w czasach obecnych. I z takim życzeniem wręcz, siedzimy nad tą wodą. Wszyscy - bez żadnych wyjątków. I tego się trzymajmy! Przecież żaden z nas nie jedzie tam po to, żeby fujarką samoloty strącać. Więc złowienie ryby to dla mnie cel i sens sam w sobie, wynikający wprost z racji uprawianego hobby, a nie dodatek. I z tym się z całą mocą nie zgodzę. Bo jak chcę zbierać znaczki, to nie są one dodatkiem do tego hobby, ale jego sensem! Jak chcę pojeździć rowerem, to i on przecież nie jest dodatkiem, do kolejnego hobby. Jeśli więc ryby nie są istotne, to po cóż zabierać cały ten majdan nad wodę? Po cóż tyle kasy wywalać w błoto, skoro nie o ryby chodzi? W moim hobby (wędkarstwie), złowienie ryby jest celem. I tak do tego podchodzę, a co zrobię ze złowionymi rybami, to już zupełnie inna kwestia... Dlatego po tym sezonie - choć był dla mnie fatalny/tragiczny - oczekuję owocniejszego kolejnego sezonu i tego życzę wszystkim! Życzę wielu złowionych ryb i bicia wszelkich rekordów wędkarskich!...
  21. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę tytuł tematu, który założyłeś. A jeszcze prościej, zaznacz i kliknij "szukaj".
  22. Tragicznie. Ogólnie, to pewnie złowiłem więcej od Ciebie, ale to i tak wciąż tragicznie. Mam gdzieś jeszcze, swoje zapiski z dawnych lat, lat w których sezon kończyłem różnymi wynikami, w zależności od czasu spędzonego nad wodą. W tamtych latach kończyłem sezon, rocznie łowiąc średnio: 1. sandacz - od 450 do nawet 600 szt. 2. szczupak - od 200 do 300 szt 3. boleń - od 150 do 200 szt 4. okoń - od 1500 do 2000 szt (choć nigdy na nie, nie polowałem, a były jedynie przyłowem sandaczowym). Te czasy, niestety już się nigdy nie wrócą. Już nigdy tak nie będzie.
  23. Jeśli nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, to nie życzę sobie, byś wciskał w moje usta coś, czego nie napisałem. Wskaż mi łaskawco, w którym miejscu obraziłem kogokolwiek! A poza tym? Też Cię pozdrawiam, z tą samą mocą.
  24. I bardzo dobrze, bo na tym polega konkurencyjność. Drożysz się - padasz na twarz! - "Śmierć frajerom".
  25. Zimowisko okoni, albo bardzo blisko niego.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...