-
Postów
2 760 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Jotes
-
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Jotes odpowiedział temat w Na każdy temat
Zobacz skład. Nie wszyscy dostali wolne, albo poszukiwań/eksperymentów ciąg dalszy. Ale grunt, że "Gwiazda Betlejemska" jest, wszystkie długie piłki znowu do niego pomiędzy 4 obrońców (a co tam!) i wygramy lekuchno. ... I kelnerzy (CI kelnerzy!), więc może się udać. -
UFF! Przywołałeś wspomnienia. To właśnie tam w Wieprznicy spędzałem wielokrotnie sezony letnie. Tam zawsze były zarąbiste lasy i piękne grzyby, ale oczywiście nie w suszę. Tam na górce koło młyna Czapieskich stoi hacjenda przyjaciół z Gdańska, do której się zjeżdżaliśmy. To byli czasy. Masz punkciora.
-
Za tyle bym go wziął, ale tym razem juz tak łatwo nie było. Za M2 żądali 216 zł, a zbiłem na bezcen i bonusa.
-
Wiem, porównywałem wymiary. T3? - toż to tablet.
-
Przyjechała. Uff! Ale żelazko! Obawiam się, że nie mam tak dużej kieszeni... Jeszcze Pni kierownik dała ciała i muszę jutro drałować do Orange po mikro sim, bo moja nie włazi, a jeszcze dopytywałem... Na szczęście na infolinii poinformowano mnie, że należy mi się jak psu micha gratisowa mikro karta do fona, ino muszę się po nią pofatygować.
-
No to u nas miałbyś prawdziwe żniwa, bo maślaków zatrzęsienie, kosą można kosić, a ja ich nie zbieram. Kaliber do wyboru, malutkie, średniutkie, aż do rapci. A sio deszcze do Was, a sio! U nas ostatnio wieje jak w Kielcach na dworcu., na ryby nie da się jechać i dlatego do lasu trzeba było.
-
Dzisiaj pobudka skoro świt o 7.00, szybkie śniadanko, kawka w zwolnionym tempie, leki, wiadomości w necie i biegusiem do lasu. O godzinie 9.30 zajechaliśmy z małżonką na miejsce i jak zwykle zastaliśmy już jedno auto. Oczywiście było to moich trzech kolegów z osiedla, ale oni szukają grzybów w głębokim boru, podczas gdy my poruszamy się wyłącznie po obrzeżach lasu. Jakoś nie lubię zrywać dutków po wertepach i nabijać zbędnych kilometrów... Dzisiaj jedno, co można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, to to, że widoczny już jest brak opadów i większość grzybków jest już wysuszona, kapciata, a mało jest świeżonki. Ściółka pod stopami już chrzęści. Z lasu wyjechaliśmy dokładnie o 13.05 i póki nie przyjdą opady deszczu, kolejnych wyjazdów nie planujemy. A dziś było tak:
-
Jasne, możemy trajlować do upadłego
-
W niższym abonamencie i jako pierwsza umowa, jedynym rozsądnym wyborem była E1. Inne marki typu Samsung, LG nie wchodziły w rachubę. Raz sparzeni, więcej się nie parzą.
-
No i wybrał. Jedzie też do mnie komóra taka jak Winda i druga ciut inna. Wybór mają fatalny, ale cała rodzinka w Orange, no i Wy, a Wy przeca też już jakby w rodzince. To nie śmiałem się wyłamać, a komóra na gwałtu rety potrzebna już była dla Ani. Mam teraz wszystko bez limitów, tylko net 2,5 Gb, z których nawet 1 bita nie wykorzystam bom ślepy jak kret, a i nie napalam się, żeby gmerać w telefonie...
-
Informacje na temat spiningu.
Jotes odpowiedział Zbynio wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Przyłączam się do słów Grzybka. Obok Power Grippa produkowanego w tym samym czasie, oba kije to legendy warte posiadania. Ja nadal posiadam Power Grippa. A ubytki? Kup szpachlę do drewna brzozowego, zaszpachluj, przetrzyj cały korek papierem 140 - 160 i będzie jak nowy. Nie podpuszczaj się na szpachlę specjalną do korka, bo zabulisz jak za zboże, a i tak się wyłuszczy. -
Hmm! Mam jeszcze inną hipotezę. Mnie często robiło się takie coś, że jak tylko żyłka dostała odrobinę luzu podczas nabijania koszyczka, to natychmiast okręcała się o jedną z pierwszych przelotek od strony kołowrotka, a wtedy właśnie przed rzutem, wydaje odgłosy, ale jak skrzypiąca struna. I nie ma cudów, żeby dało się zarzucić zestaw, musi strzelić! Może kolega tego nie widzi? Dlatego obecnie zawsze bezwarunkowo zwracam uwagę, by koszyczek nabijać na napiętej żyłce i ugiętej szczytówce, nawet jeśli zostawię go we wiaderku i zajmę się zakładaniem przynęty, to szczytówka nadal jest ugięta, podnosząc zestaw do zarzucenia nadal kontroluję ugięcie i tak unikam splątań na przelotkach. Nie ma cudów, aby koszyczek nie skręcał żyłki, a wystarczy dać jej odrobinę luzu przy nabijaniu koszyczka/zakładaniu przynęty i o problem nie trudno, no chyba, że się o tym ciągle pamięta/"ma się to we krwii"...
-
Ja też bardzo lubię łażić po lesie i zbierać grzybki, a moja żonka to już w ogóle mogła by co dzień jeździć na grzyby. Nie wiem czy mi wolno podpiąć się pod Andrzeja temat, ale ponieważ w łódzkiem mamy obecnie wysyp grzybów więc chciałbym wstawić krótką relację, a nie chcę zakładać nowych tematów. Mam tez nadzieję, że nikogo nie zgorszę tym, że jestem takim "mięsiarzem"... Na dzisiaj żonka zaplanowała grzybobranie i nijak nie mogłem się wykręcić i urwać na ryby, bo przecież po sobocie i niedzieli las jest zawsze tak "zbobrowany", że aż się odechciewa do niego zaglądać przez kilka dni. Nic to! Z rańca załatwiłem badania lekarskie (oczywiście nie takie dopuszczające do grzybobrania ) i ok 10.00 ruszyliśmy do lasu, o którym w lokalnej prasie napisano, że ludziska wózkami prawdziwki w ub tyg wywozili. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że ciężko miejsce dla auta znaleźć, a w lesie ludziska chcą się zadeptać. Pół godziny zaledwie wytrzymałem, może tuzin podgrzybków znalazłem i 2 prawdziwki i zdecydowałem o przejechaniu do innego spokojniejszego lasu, ale oddalonego od tego o kolejne 20 km (aby jak najdalej!). Dopiero tam zaznaliśmy ciszy i spokoju, a jedyne napotkane auto i tak już odjeżdżało właśnie. Również i ludzie nie deptali nam po piętach - nic, zupełna cisza i spokój nam towarzyszył przez trzy godziny grzybobrania. Mało tego, miałem czas by przejść zupełnie nowym nieznanym mi jeszcze szlakiem, gdzie w jedną stronę zbierałem koźlary, prawdziwki i kilka kani zabrałem, a z 50 zostawiłem za sobą, a w powrotnej drodze znowu znajdowałem koźlarki i prawdziweczki, które przeoczyłem poprzednio. Owoce grzybobrania na poniższej fotografii.
-
Ja mam Takie I jest na razie nie do zdarcia, a służy mi już ponad 10 lat. Zabieram je na spławikowe zasiadki, na połowy z łodzi kolegi, na moją łódź żeby inny kolega miał wygodniej jak na ławce, na biwaki, tu, tam, ówdzie. Jednym słowem jest mocno eksploatowane. Solidne rurki i solidne wykonanie. Jego plusem jest brak podłokietników, co bardzo utrudniałoby połowy spinningowe, ale też cenię sobie ich brak podczas połowów na spławiczek z brzegu oraz na DS, gdyż jako leń patentowany rękojeść kija muszę mieć zawsze pod ręką nie jak niektórzy moi koledzy wbijają podpórki w wodzie kilka metrów od brzegu i tak latają, jakby im te metry życie ratowały. Ja nade wszystko cenię sobie wygodę i bliski kontakt z wędką.
-
Melduje się! Temat pontonów przerabiałem najpierw - jak byłem piękny, młody i głupi jak but z lewej nogi , bo kamikaze. Najpierw miałem jakiś polski, nazwy nie pamiętam - a może nawet nie miał? Potem ruski. Obydwoma pływałem na wiosłach. Moje sandaczowe łowiska były od 700 m do 1,5 km od najbliższego brzegu. Niejednokrotnie pływałem na metrowych falach - w myśl zasady - "na fali coś przywali". I tak było, wyciągałem piątki, siódemki i swoje dziesięć i pół kilo. Dzisiaj już bym tego nie zrobił, bo mam więcej rozumu i rozwagi. A wtedy szczecina na karczychu dęba stawała, a skóra na dupsku się marszczyła i tygodnia trza było by się rozprostowała, ale co tam... A pikanterii temu dodał przypadek, że razu pewnego na środku zalewu i na wielkiej fali pękła mi jedna komora. Na szczęście ok 100 m ode mnie stały dwie łodzie karpiarzy z Przysuchy (od paprykarza ). Dotelepałem się do nich, przesiadłem do faceta, a ten z trudem doholował mnie do brzegu. Myślicie, że się poddałem? Figa? W torbie miałem łatkę i cyjanopan! Za pół godziny znowu byłem na wodzie. Po latach mogę śmiało powiedzieć, że dzisiaj radząc komukolwiek, doradzam ostrożność i rozwagę. Unikać wiatru i fali! Pływać tylko na spokojnej wodzie. Na dużą i lubiącą się rozhuśtać wodę zalecam dużą ciężką i stabilną łajbę, a silnik jak największy, jeśli chodzi o moc. To samo akumulatory, lepiej kupić jeden za dużo, niż robić w spodnie, bo mocy brakło. Ja nie potrzebuję aż tyle, a posiadam aż trzy po 100 Ah - lepiej mieć, a nie potrzebować, niż potrzebować, a nie mieć (jak z gumką) . Zbyt małe łódki tez przerabiałem, teraz moje minimum to 4 m, a obecna 4,30 m i silnik Minn Kota Maxum 55 Turbo...
-
Tyle, ile wymusza głębokość łowiska. O ile głębokość jest mniejsza niż 3,5 - 3,8 m - przy połowach kijem 4,2 m - to do zamocowania wagglera wystarczające Jest to Wtedy już nie potrzeba ani stopera żyłkowego, ani stopera gumowego pod wagglerem. Również ciężar należy zupełnie inaczej rozłożyć śrucinami. Masz Tutaj i Tutaj różne ciekawe rozłożenia obciążenia na różne gatunki ryb i różne metody połowu. Zanurz się w lekturę.
-
Koledzy, ja bardzo proszę o nie zasypywanie mnie bezsensownymi pytaniami na Privat, gdyż na pytania typu: "A jaki ciężarek przelotowy założyć posiadam 0,5, 10 i 14g a waggler 3+4 :/ Muszę kupić inne?" "Ile splawik powinniem mieć luzu pomiędzy jednym a drugim stoperem? Nie będę odpowiadał poza forum! Od tego jest Mateczka Googlownica i jej niezmierzone zasoby, żeby się wspomagać. A jak się jest początkującym wędkarzem, to nie wolno się sugerować czyjąś siatką złowionych ryb i wmawiać sobie, że ja też od razu chcę tak samo łowić. Nie powinno się od razu rzucać na głęboką wodę, jeśli nie potrafi się pływać! Do wszystkiego należy dochodzić małymi krokami, poczynając od najprostszych rzeczy, kolejno przechodząc do bardziej złożonych, ale przede wszystkim chłonąc mnóstwo wiedzy zawartej w internecie. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Chłonąć wiedzę jak gąbka, poczynając od poradników dla początkujących wędkarzy, przechodząc kolejno do zaawansowanych technik połowów. Dla ułatwienia daję pytającym: Krok pierwszy
-
Po pierwsze, proszę nie kaleczyć mojego nicka, o ile zwracasz się do mnie... A po drugie, ja napisałem o najprostszym zestawie w swoim artykule, możesz mi wierzyć! A mógłbym opisać jeszcze zestaw ze śrucinami z większością ciężaru skupioną pod wagglerem i resztą malejąco rozłożoną w kierunku krętlika... Po trzecie... Jak ktoś coś opisuje, to zanim wejdzie się w taką polemikę jak powyżej, należałoby przynajmniej zapoznać się z tekstem i go zrozumieć - czemu tak, a nie inaczej autor opisuje i poleca taki, a nie inny zestaw? Doczytaj, czemu mój zestaw nie może być blokowany niczym, albo raczej, czemu nie może być zmontowany przy pomocy systemiku do stacjonarnego mocowania wagglera? Tak na spokojnie i bez pośpiechu. To wszystko zawarte jest w moim tekście! pkt NR 2. GŁĘBOKOŚĆ ŁOWISKA 6,4 M! John Wilson też by tak łowił tu u mnie.
-
Tak patrzę na zdjęcia i w szoku jestem, bo niewiele pozostało z tej rzeki po wiosennym rozpoznaniu. Ależ ona opadła! Relacja ze spotkania bardzo sympatyczna, można Wam tylko pozazdrościć. A gupie sumy niech miękną w wodzie. Najważniejsze jest spotkanie starych, dobrych i sprawdzonych przyjaciół!
-
Jeśli chodzi o wagglery, to niestety u mnie nie ma jakiegoś specjalnego wyboru. Sprzedawcy boją się tu sprowadzać porządny drogi sprzęt, by im nie zalegał na półkach. Mogę jedynie wybierać pomiędzy Gutkiem, Ekspertem i MATem. Mam też jeszcze pozostałości z Dragona i Rapa. Z ostatnio zakupionych Ekspertów, zauważyłem, że jeden z nich jest źle wyważony i w locie robi maniany. Ma ciut za krótką antenkę i brak mu stabilizacji w locie. Inne od nich są OK. Spotkałem się już też z czymś takim, że w miarę jak dłużej łowiłem, to antenka była coraz bardziej zanurzona. Wyglądało więc na to, że spławik pije wodę. Na to akurat może się składać kilka przyczyn, od niedomalowania w jakimś miejscu, poprzez zły lakier, aż do mikropęknięć na lakierze. Z tym sobie poradziłem i każdy już bez wyjątku korpus wagglera przed użyciem nacieram woskiem samochodowym (akurat mam, więc nie musiałem specjalnie do tego kupować), po kilku minutach przecieram suchą miękką szmatką i już jest zabezpieczony przed wilgocią i wodą.Po tym zabiegu woda w ogóle się go nie trzyma. Nie nacieram tylko antenki, bo byłaby błyszcząca, a jednak wolę matową - jest lepiej widoczna. Przez zimę zamierzam rozejrzeć się za lepszymi wagglerami, wtedy już na spokojnie i bez pośpiechu. Coś mi się zdaje, że za radą Ozeta już na dłużej pozostanę przy spławiku...
-
Hmm! Zadałeś mi ćwieka. Już miałem właśnie ten sam telefon wybrać i tym mnie zmartwiłeś. Cóż, jeśli nie będę miał innego wyboru, to go wezmę, ale dam go Ani, a pozostanę przy swoim HTC, bo w nim bateria trzyma mi 7-8 dni. W zasadzie doładowuję co piątek, by na rybach nie padł.
-
Zbyszek, znalazłem prognozę dopasowującą się do potrzeb zainteresowanego - zgadnij gdzie? Zobaczcie Tą prognozę Na dole jest też dla pobliskich miejscowości. Obierzcie sobie którąś z nich i kilkakrotnie odświeżcie stronę. Za każdym razem inna prognoza dla tej miejscowości, inne parametry. Klikasz, dopasowujesz prognozę do swoich potrzeb i jedziesz na ryby. A już jak zapowiadają słabe brania w tej wędkarskie prognozie, to czym prędzej trzeba jechać nad wodę, bo będzie akurat na odwrót - sprawdzałem kilkakrotnie.
-
Do dzisiaj mam na pamiątkę spinning szklany. W 74 roku ub stulecia rozpoczynałem przygodę spinningisty właśnie ze spinningiem szklanym ABU. W szafie mam też ukrytą japońską wędeczkę muchówko/spinning z klejonki tonkinowej i stary bambus. A z kompozytu, to właśnie zrobiłem tyczkę do podbieraka.
-
Pomacaj może Konger Aviator 2x10 g. Mam go do troka i pod ciężarkiem 15 g radzi sobie doskonale, a naprawdę nie oszczędzam go, tylko rzuty wykonuję z siłą "ile fabryka dała". Ja mam długości 2,80 m, akcja szczytowa, czuła wklejka pięknie sygnalizuje i przekazuje każde stuknięcie. Myślę, że to może być coś koło tego, co poszukujesz...
-
Tyczka do podbieraka
Jotes odpowiedział Jotes wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Zanim doczekałbym się jej powrotu z serwisu, to by mnie jaśnista krew zalała. Zaprzyjaźniony sprzedawca zadał mi dokładnie takie samo pytanie. Mocno zdziwiony był, że nie dałem do naprawy gwarancyjnej. Wyjaśniłem, że już ją naprawiam i tak było faktycznie w tym właśnie czasie schła na końcówce druga warstwa distalu. I on też potwierdza Twoje słowa Danielu, po raz pierwszy spotkał się z takim przypadkiem. Ta część nie załamała mi się całkowicie, że aż odpadła. Pękła, ale trzymała się jeszcze na ok 1/4 średnicy - oderwałem ją do końca. Musiała być gdzieś skaza! Ja do transportu mam pokrowiec, więc u mnie wykluczone. A jaxon? Cóż tu komentować? Gdybym wychodził z takiego założenia, że wszystko co od nich wychodzi jest bublem, to musiałbym się pozbyć odległościówki (jeszcze produkcja w stanach), bata Orion 6 m, mam też minimum 2 spinningi tej firmy oraz wielu, wielu innych drobiazgów. A i tę dorabianą z innego bata tyczę też należałoby wyrzucić jeszcze przed pierwszym użyciem, bo Jaxon.
