-
Postów
310 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez kris1313
-
Po 24godz. od wyprawy na Radunię okazało się, że jednak coś złapałem... W nocy swędziała szyja a rano macam i patrzę, a to k.......leszcz na grdyce. W krzakach nie nurkowalem, a jednak mnie trafił. Podobno spadają z liści czując w pobliżu "zwierza".Nie sądziłem, że jesienią jeszcze polują. Poczęstowałem go na początek perfumkami co by stracił na mnie apetyt, a potem pinceta do roboty. Łeb oczywiście sie urwał, ale go wyciąłem (cążkami do skórek zaprawionymi spirytusem). Lepiej zrobić sobie małą dziurkę zamiast biegać do lekarza który zrobi to samo, albo gorzej. W tamtym roku lekarka nie chciała wydłubać łba - "samo wyjdzie kiedyś" powiedziała. Jest OK bez stanu zapalnego!
-
Andy - no to masz komplet z bambusową boazerią zabudowy ławek! Mam nadzieję że sztywność włókna nie jest taka sama jak boazerii, co??? A kupiłeś na czasie, bo w pojedyńczych gatkach rano i wieczorem jest już zimno.
-
Zrobiłem dziś wyprawę w nieznane jak po złote runo. Złoto było, ale na niebie i drzewach. Po zwiadzie satelitarnym postanowiłem dotrzeć do odcinka Raduni wpływającego do jez. Straszyn. Dojazd jest pewnie nielegalny, to nie pytajcie jak. A tak uroczo wygląda zatoczka do której wpływa Radunia. Innych cudownych zjawisk jak przelatujące tuż nad moją głową łabędzie i większego od spasionego kota czarnego tchórza zdziwionego moim widokiem w BB na wodzie, nie zdążyłem sfotografować. Kontaktu z rybkami niestety nie było. Popłynąłem w górę rzeki ok.1,5 km (do wyspy) i pustka. Tam prz brzegach prawie niema roślinności, jest trochę zatopionych i zwisających drzew dających kryjówki, ale woda jest pusta. Nic się nie spławia i nie gania. Przezroczystość wody świetna i żadnej drobnicy nie widać. Przed samą wyspą jest naniesiony namuł z roślinnością gdzie latem pewnie siedzą ryby, ale teraz to wszystko już obgniło i spadło na dno. Koryto ma w dolnym odcinku do ok.100m szerokości i równe dno 2,5-3m głebokości, dopiero przy zatoce ujściowej i na zatoce jest 4-5m. Lewy brzeg jest prawie bez miejscówek bo stromy i zarośnięty - ścieźka biegnie wyżej. Prawy brzeg jest niższy.Podsumowując widzę, że Mazury mają bogatszą wodę. Może jeszcze znajdę swoje Eldorado?
-
No to jeszcze nie zapominajmy o naładowanym telefonie. Jak nie znamy numerów telefonów do morskiej służby ratowniczes SAR, czy Kapitanatu, to zawsze poratuje nas publiczny nr 112, który połączy nas z ratownikami. Działa on coraz lepiej. Nasze telefony logują się samoczynnie do stacji bazowych (tzw. BTS-ów) co pozwala określić nasze położenie(pi razy oko). Ale to pozwoliło już odnaleźć w nadwiślańskich krzaczorach kilku gości znajdujących się w stanie pomroczności ciemnej. BTS-y nadbrzeżne mają ponadto wydłużoną w stronę morza tzw. Szczelinę czasową co zwiększa zasięg komunikacji telefonicznej. Co do radiotelefonów morskich, to do nadawania wymagane jest posiadanie świadectwa radioopetatora i jak pewnie zauważyliście używanie w korespondencji ustalonego słownictwa i procedur. Oczywiście w sytuacji zagrożenia życia, nikt nas nie powiesi za wołanie o ratunek " tak jak umiemy", nawet jeśli zawołamy na paśmie policyjnym, czy lotniczym, bo akurat mamy tylko taki radionadajnik.
-
Ja robię ciasto podobnie jak Jarek ale z kaszy manny.Dosypuję czasem mąki kukurydzianej.Bywało też z serkiem topionym ok.50%. Żeby mi nie namakało za bardzo ciasto gotuję je zawinięte w woreczku foliowym. Potem wyrabiam z różnymi dodatkami zapachowymi i barwnikiem. W zimę najlepszy był jednak zmrożony serek topiony wyciskany ze strzykawki.
-
A to figlarz z Ciebie Andy - tylko "nie po tej stronie jazu" zrobiłeś zdjęcie chacha!!! A już prawie szykowałem gruntówkę na te jesiotry.
-
No właśnie - pogoda się zmieniła i ryby dostały apetytu. Gratuluję połowu Chłopaki!!! Że też kij nie wytrzymał tego bysia cholerka - ciekawe ile mierzył? Musiała to być wyjątkowa sztuka, a to już rzadkość na Zatoce. Ja znowu jestem na swoich Mazurach. Wczoraj posiedzieliśmy z kolegą na jeziornej górce ze spławikiem. Tylko kukurydza cieszyła się wzięciem i połowiliśmy fajnych płotek i leszczyków. Lato pięknie się trzyma, w lesie susza aż liście żółkną a grzybów nie ma.
-
Nie, no nie będę pozbawiał Leszka przyjemności napisania na naszym forum swojego posta w temacie z pięknymi rybkami.Laptop jego został w domu to zrobi to po powrocie .
-
Faktycznie to widać są jesiotry! Dziwne, w takim zamulonym stawie mają co jeść? Jadłem kupionego na Mazurach z hodowli to jechał mułem. W hodowli muszą mieć specjalną karmę, bo żerują z dna. W naturze łowią je w dużych rzekach na mattwą rybę z gruntu. Czytałem jakieś info o introdukcji jesiotra w którejś z olsztyńskich (chyba, nie zapamiętałem) rzek. Narybek można kupić za wcale przystępną cenę i bawić się w swojej hodowli.
-
Cześć Leszku - coś nikt nie ma czasu na pisanie, a moja praca też znika po każdym przejściu do stron pogody, ale jakoś pościubię Ci odpowiedź.. Adresów jest wiele, z niektórych informacji/stron trzeba wnioskować jak będzie, ale w takie własne prognozowanie też dobrze jest się wciągnąć by przewidywać rozwój pogody.Pogoda jest trochę moim konikiem od czasów latania szybowcami właśnie na białostockich Krywlanach, a byłem wtedy jeszcze "piękny i młody" Ale do rzeczy - podstawowe moje linki to: - bliskie pływanie a dla dalszego sprawdzić prognozę dla Helu i Władysławowa, bo jest trochę ostrzej LINK1 LINK2 - wiatr zaznacz Vind i Vindretning bo link nie skopiował tych poleceń - falowanie - radar opadów - a wszystko to przez układ frontów : opisowo mapy MAPA1 MAPA2 Do tego jeszcze kamery internetowe, ale to najmarniejsza wiedza, bo od brzegu, a na dalekiej wodzie jest to inny świat Pewnie dużo tego na początek, ale z czasem będziesz to ogarniał. Narazie prognoza na 14-16.IX wygląda zaporowo. Kutry przy 4Bft też nie wyjdą z portu bo to mordęga dla nich i wędkarzy. Pożyjemy - zobaczymy jak będzie.
-
Za sobą mamy dwa ciekawe dni z zatokowymi dorszami na łodzi Andrzeja . Dzisiejszy dzień był trudniejszy pogodowo od soboty, ale bardziej owocny. Teren rozpoznany, to mniej szukaliśmy. Dorsze potwierdziły, że trzymają się jakiś czas znalezionych miejsc. Nasz kolega Jędruś przypiął jakiegoś zaczarowanego pilkerka 125g i łomotał nim dorsze a nawet śledzie "bez krempacji" . Ciekawe, że ryby te przeważnie zapinały się elegancko w pysku, jakby goniły za jego pilkerem. Nawet śledź trzymał kotwicę. Dziwne, bo jak znacie sami, to wcale nie jest powszechne. Ja miałem za to w obu wyprawach szczęście do "misterów" dnia. Pierwszy wziął na byczka wygrzebanego z zamrażarki. Drugi z nich pięknie łyknął duże kopytko na główce 80g. Andrzej miał szczęście do przywieszek, więc trudno jest w sumie powiedzieć co te dorsze preferowały. Bliżej portu sporo rozstawionych sieci i na echu wiele chmurek ryb wyglądajacych jak wiosenne śledzie. Przypomina to wiosenne klimaty. Krążą pierwsze opowieści o złowieniu już troci. Dzieki Chłopaki za wyprawę i kolejne doświadczenia!
-
-
A ja wróciłem z długich mazurskich wakacji z głębokim niedosytem wędkarskich przygód spiningowych. Było na tyle skromnie, że nie spenetrowałem dalszych jezior i zasiadałem na białoryb. Najgorsze, że nie spotkalem sie z sandaczem, a to było moje marzenie na to lato. W niedzielę już nie wytrzymałem posuchy i na belly boacie obleciałem jez. Otomińskie. Zdążyłem wrócić do domu jeszcze przed deszczem. Złowiłem 2 kaczorki, ale pierwszy nie miał 50cm i wrócił do siebie. Była 1 łódka i kilku wędkarzy na brzegu. Jeden z nich mówił, że złapał leszcza, a była już pora obiadowa. Za to zbieraczy grzybów tylu, że trudno było znależć miejsce dla samochodu. Dzisiaj wypad na jez. Jasień. Coś z nim jest nie tak! Woda zielona i mętna jak w lipcu, Prawie nie ma roślinności zanurzonej i pływającej jak rdestnica pływająca, wywłócznik, grążele, nawet moczarki nie ma. Może tam wpuszczono tołpygę i ta wyżarła wszystko zielone? . Przy brzegu od strony obwodnicy, 20-50m od brzegu zamiast podwodnej łąki wzbija się tuman błota. Gdzie te drapieżniki mają czatować? Narybek sporadycznie się pluska, ptaków żerujących na rybach prawie nie ma. Obrzucilem sporo wody różnymi przynętami i było bez kontaktu. Czyżby to jezioro umierało? Jedynie kaczki czują sie jak u siebie w kurniku i metr ode mnie wdzięczyły się swoimi kolorami. Nosi mnie dalej wędkarska chcica, jutro pewnie poznam nastepną wodę.
-
No faktycznie Jarku zakrawa to na mięsiarstwo = na szczęście tu nie ma wędkarskich limitów i no-kil, bo grzyby za rok odrosną na nowo bez szkody. Gratuluję radochy ze zbioru!!! U nas na Pomorzu i Mazurach mniej pdało, ale chyba też zaczyna się dobry wysyp. Sprawdzimy w najbliższą środę!
-
Dzięki Andrzeju za przedstawioną "akademię sztormowania" Jak widać wariantów może być wiele.Nie zastanawiając sie nad specyfiką pontonu i napędu silnikiem, napisałem swoje doświadczenia z pływania jednostkami żaglowymi. Celem sztormowania jest ograniczenie naporu fal i wiatru- czyli zalewania i kołysania. Na żaglówce najlepiej to wychodzi płynąc z wiatrem niewiele szybciej od fali (fala nie zalewa rufy, prędkość jednostki odejmuje się od prędkości wiatru przez co robi się ciszej), dryfkotwa(kotwica w toni) z rufy spowalnia jednostkę niepozwalając jej się zbyt rozpędzić i ułatwia utrzymanie się w linii biegu fali/wiatru. Przy awarii silnika na jednostce motorowej pozostaje jedynie wypuszczenie dryfkotwy z dziobu i wzywanie pomocy. Nikt z nas praktyków nie wychodzi na wodę gdy jest niebezpiecznie, ale gdy nas zaskoczą trudne warunki trzeba mieć przemyślane postępowanie zapewniające bezpieczeństwo. Doświadczenie przychodzi z czasem i oby na czas!!! Na Zatoce Gdańskiej wędkarze pływają płaskimi pontonami na śledzie, trocie i dorsze. Szczęśliwie jakoś jeszcze nie słyszałem o tragedii na wodzie. Bezpiecznego pływania życzymy Ci Janku - poradzisz sobie na pewno!!!!
-
Janku - nasze uwagi nie zastąpią na odległość praktycznego pływania. Na śródlądziu będzie inaczej niż na wodach morskich przybrzeżnych, a nie wiemy gdzie będziesz pływal. Zaczynaj ostrożnie w spokojniejszych warunkach, by poznać zachowanie zestawu na fali i wietrze, oraz swoje umiejętności. Zawsze zachowaj margines bezpieczeństwa, bo może zrobić się groźniej, przewiduj rozwój pogody i sytuacji powrotu do brzegu. Moc silnika do gabarytów pontonu jest dobra na spokojną wodę, ale jak będzie się zachowywał na wzburzonej, to musisz sam ocenić. Sadzę, że kresem dzielności będą warunki 3 st. Beauforta. Sprawdzaj prognozy pogody dla siły wiatru, jego kierunku i falawania, a szybko nauczysz się przewidywać kiedy można bezpiecznie wypłynąć. Zabieraj kotwicę z długą liną co pozwoli po wyrzuceniu jej z rufy spokojnie sztormować z falą. Lepiej tak przeczekać pół godz. nawałnicy, niż niebezpiecznie płynąć pod wysoką falę. Stopy wody pod kilem!!! (a szkoda że takiego stabilizatora nie masz).
-
" Porzuć dumę-załóż gumę"... dobre,dobre, a jakiś lubrikant o zapachu np. Ogórków kiszonych też polecisz? Ale do rzeczy, właśnie wczoraj postanowiłem ostatecznie łowić kaczory na dozbrojone gumy. Mam już dość ich ucieczek. Do tego lata łowiłem na wahadłówki i woblery i ten problem mnie nie tykał. Wczoraj obcięty ogonek - niech tam, może mały ledwie dogonił?Następny przytrzymał i puścił by po sekundzie poprawić i już ostro zawalczyć, ale nie dał się wyholować. Jestem przekonany, że gdyby była dozbrójka to bym wygrał. Moje szczupłe chwytają gumę tak, że hak trafia na twarde podniebienie i w trakcie walki wytrząsają go. Przypomina mi to ucieczki troci, gdy kotwica nie była w nożyczkach, to obślizgiwała się po twardej szczęce i po chwili walki ryba wyzwalała się. A tak ogólnie, to pogoda nam się buja i szczupaki chyba zaczęły żerować.
-
Dobrze dobrze Andrzeju - pilnuj wody, widać kopary wszystkiego nie przepłoszyły!!! Na tej wrednej górce za mostem już sedzieliśmy wiosną - trzeba tam postawić baniak ku przestrodze wodniaków. Na Mazurach to częsty znak niebezpiecznego miejsca. Na "moim jeziorze" kilkaset m od brzegu jest "diabelski kamień" głaz wielki jak stół 30cm pod powierzchnią i zawsze ktoś wiosną przywiesi tam butlę. Dobry obyczaj!!!
-
Z tym żerowiskiem na plaży prawdę piszesz Andrzeju. Słońce na full, moczę nogi z pomostu, 2 m dalej kąpią się dzieciaki, a między nami pływa spore stado krąpi, płotek, uklei a wśród nich nawet okonie. Czujnie zachowują bezpieczny odstęp od ludzi, ale krążą cały czas zamiast uciekać. Dzieciak z kaserkiem biega za nimi, ale są tak mądre, że nie złowił ani jednej ryby. Ciekawe, że w stadzie każdy gatunek zajmuje charakterystyczną dla siebie głębokość: krąpie przy dnie, nad nimi płotki a pod wierzchem ukleje. Mimo że to różne gatunki, to idealnie synchronizują ruchy stada. Fajny był to widok!!!
-
No to niezłe przygody mieliście z ptakami. Ja z kolei spiningowałem na odcinku przekopu Wisły. Późna jesień, ostatni dzień rejsów promu na drugą stronę w Świbnie, pokład śliski od mrozu. Nic nie bierze, aż tu niespodziewanie między mną a punktem wrzutu woblera wynurza się z wody czarny " psi łeb" i przygląda mi ciekawie.Poza radością nieoczekiwanego pierwszego spotkania foki na żywo, wystraszyłem się, że foka może zapolować na mojego woblera i będzie poraniona po zerwaniu. Przestałem spiningować i dalej już tylko spacerowałem. Bliżej ujścia Wisły polowało ich aż 5 szt. Wynurzały się co jakiś czas ze złowiną rybą i zjadały je nad wodą hałasując jak wydry. Pomyślałem, że to ich hałasy żerowania wystraszyły ryby w promieniu 2 km, temu nic mi nawet nie puknęło.
-
No wiecie co.....? Tylko ja na urlopie łowię (usiłuję) ryby? Nikt nie pisze, to zrobi się nudny " teatr jednego aktora". Piszcie!!!! Po kilku tygodniach wreszcie dzisiaj zanosiło się na deszcz z burzą. Nie patrząc na grzmoty w okolicy złapałem spining, władowałem do samochodu napompowanego BB i hajda na ulubioną Hertę. Woda ma 26+C, ale jest nadal bardzo przezroczysta a kąpiący się ludziska szaleją z radochy. Po mojej trasie pływa pontonem młody człowek ze swą lubą i jest tak ciekawy mojego łowinia, że podpływa by pogadać. Co mam się wkurzać, każdy może....., wybieram tylko miejsca, gdzie był najdawniej. Rdestnice i wywłócznik zrobiły się już szare, są łatwiejsze do zerwania i chylą się do dna. Po pół godzinie mam zacięte branie, ale to młodzik ok.40cm i uwalniam go bez dotykania. A dalej to już chyba akcja zamówiona przez sklep wędkarski! Jeszcze mnie to nie spotkało, żeby w krótkim czasie obgryzło mi ogony na 3 kopytkach. Chyba dzieciaki próbowały swoich sił, bo nic na haku nie było. A na koniec tąpnęło jak zaczep o drzewo, ale nic nie walczy, zero oporu. Po ściągnięciu okazało się, że nie ma wabika a nawet agrafki z krętlikiem, a stalowy przypon urwany w miejscu ich połączenia. No cóż, awaria techniczna się zdaża, trzeba to jednak wyprzedzać by w trakcie łowienia nie było rozczarowania.
-
Brak brań chociaż 100 sposobów
kris1313 odpowiedział michal880612 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Jasne że jedzą, lipcowa połowa miesiąca obdażyła mnie w 3 dni na trzech różnych jeziorach ośmioma szczupakami.Ale to nie 18 które wyjęliśmy jednego dnia w 2 osoby na łodzi w maju. Statystyka połowów jest obojętna na nasze umiejętności, a jednak podaje, że lipiec i sierpień są najgorszymi miesiącami w ilości złowionych szczupaków. No i mamy tak co toku - szczupaki odpoczywają teraz od naszych zaczepek. -
Brak brań chociaż 100 sposobów
kris1313 odpowiedział michal880612 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Michale zacząłeś swoją przygodę ze spiningiem w najgorszym okresie roku. Dzieli nas kilkaset km odległości i ja mam takie same wyniki. Są prawidła natury które to powodują, a nie tyko Twoje małe doświadczenie. Łowię na jeziorach mazurskich od małych leśnych po duże i głebokie ale pływam belly boatem i łodzią z silikiem. Są to b. różne od twoich możliwości, a jednak spining odstawiłem na recz spławika i czekam na zmianę warunków pogodowych. O cochodzi po krótce opiszę. Temperatura - od ponad 3 tyg. jest tu słoneczna afrykańska pogoda. Prawie bez chmur lampa świeci cały dzień. A efekt - woda ma ponad 22C, i nawet ja nie mam apetytu, woda prawie wszędzie zakwitła glonami zmniejszając ilość światła roślinom podwodnym dającym tlen, glony giną zabierając przez gnicie sporo tlenu. Powstaje letnia przyducha tlenowa.Normalne warunki dobrego natlenienia sięgają 5m, a tetaz pewnie to 2m (jez. bez przepływu). W efekcie drapieżniki poszły od zielska na głębinki gdzie woda jest chłodniejsza i tlenu jeszcze wystarczy. W oczach mam wspomnienie lipcowego nurkowania' gdy spotkałem na 5_7m (tam jest świetna przezroczystość) samotnego basiora. W jeziorach głębokich tzw sielawowych takie byki właśnie tam żerują latem. Mniejsze o poranku i wieczorem podchodzą do strefy zielska poganiać drobnicę. Po 20 sierpnia będzie chłodniej i może zaczniesz łowić kaczory. O okoniach nie piszę,bo są dla mnie tylko przyłowem, a sandacze i bolenie - to na Mazurach piątka w totolotka albo jeszcze gorzej. Powodzenia P.S. Opalając się i kąpiąc dzisiaj nad dużym przepływowym jeziorem obserwowałem ocywiście rybki. Fala przyniosła martwego szczupaczka ok.35cm. Biedaczek nie przeżył chyba spotkania z człowiekiem, bo nie był ranny, ale do pyska mu nie zaglądałem. Ciekawe co go zabiło? -
Oj twardym trza być, by pocieszyć się adrenalinką łowcy!!! Jednak drapieżniki tak nie śmierdzą po otwarciu.
