Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 484
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Nie, nie utrudnia ale aby była bezpieczna dla wszystkich wchodzimy w zakres cenowy, co najmniej trzykrotnie wyższy. Trudno aby rodzinka w łódce siedziała jak mumie w kinie. A to pić, a to ciastko lub kanapka, a to coś fajnego w wodzie, oparcie się na burcie, ręka do wody i już nabieracie wody, a reszta nie uprzedzona nie równoważy i wszyscy opadają na burtę - nieszczęście gotowe. Znam to z praktyki, kumpel jak chciał opłukać rękę to ja musiałem się odchylać w drugą stronę. W innej będąc sam wylewałem wodę po deszczu. Przesunąłem dupsko może o 20 cm od środka i następną rzeczą jaką poczułem to była przeciwległa burta, która grzmotnęła mnie w plecy. A nasz forumowy Spławik66 kilka lat temu wciskał się do małej łódeczki z zaokrąglonym dnem. Odradzaliśmy mu, wrócił po 10 minutach cały mokry. Na szczęście wszystko stało się przy brzegu. Nie wymyślamy, nie wydziwiamy, uczymy się na przeżyciach innych bo to naprawdę dobra strona for. Też już z dekadę temu pewien kolega pisał jak złapała go typowa letnia burza na Zalewie Koronowskim. Miał elegancko spasowany elektryk do łodzi, szła jak miodzio po wodzie. Do tej burzy właśnie. Od samego czytania włosy stawały dęba a te "zmarszczki na tyłku", które wspomniał Jotes, pochodzą właśnie z jego relacji. Od tamtej pory kilkukrotnie można było przeczytać jak to udało się zdążyć dobić do brzegu, bo ktoś zamienił silnik na dwa razy mocniejszy. Jak to mimo silnego wiatru łódź płynęła do przodu a nie cofała się, jak to wreszcie przydało się targanie drugiego aku, bo pierwszy padł po 20 min gdy cały czas do brzegu było 50 m. Nie ma uniwersalnego rozwiązania, każdy powinien zadbać o siebie w miarę swoich możliwości i rozsądku. Gdybyś napisał, że łowisz na Śniardwach, to w ogóle bym Ci żadnej łodzi nie polecił, bo to tak specyficzna woda, że strach. Przypomniało mi się jeszcze jedno. Nie potrzeba burzy aby wpaść w opały na wodzie. Wystarczy zmiana frontu atmosferycznego z niżu na wyż lub odwrotnie. W zależności od różnicy ciśnień tych frontów wiatr dmucha z określoną siłą a niebo może być nawet bez jednej chmurki. Jeśli dmucha w stronę przeciwną niż port, to można nie dopłynąć.
  2. Sumienie i rozum nie pozwala mi zaproponować czegokolwiek rodzinnego. Takie absolutne minimum będzie dwa razy droższe nie licząc przyczepki. To co z wielką obawą mogę zasugerować wygląda tak ale w związku, że to ma być rodzinne, to jest to wybór wybitnie spacerowy. Nie, nie twierdzę, ze nie możesz wziąć spinningu ze sobą. Dno łódki pozwoli Ci wstać ale bez harcy i tańców ani Twoich, ani rodzinki. Zupełnie inaczej jest gdybyś zdecydował się na samotne wyprawy i wyłącznie rodzinne wycieczki. Specyficzne dno tej łódeczki daje jej wyjątkową stabilność, choć również odradzam harce. Ten typ i podobne jemu są na tyle lekkie, że wiosłowanie jest niekrępujące, choć mogą nieco przeszkadzać kolana. Ma bardzo małe zanurzenie i jest naprawdę przyjemna w prowadzeniu. A przy okazji. Nie wiem, czy kombinujesz rozwiązanie na dach samochodu, czy też przyczepka. Slipy masz nad jeziorem jeśli większa, cięższa i przyczepka. Ta mniejsza spokojnie wejdzie na relingi a rozwiązania są pokazane na YT. I kolejne. Nie wychodząc z domu, nie będąc nad jeziorem, nigdzie nie dzwoniąc, trafiłem na zatoczkę rdestnicy przeszytej. Czasem warto obejrzeć zdjęcia znad wody użytkowników. Google Earth ma ich całkiem sporo.
  3. A może zacznijmy od podstaw. Napisz jakie to jezioro lub jakie Cię interesują do pływania. Nazwy bardzo by ułatwiły sprawdzenie w Google Map. Wiadomo, że woda wodzie nierówna a w innym wątku pisałeś, że za szczupłym obszedłeś jezioro z każdej strony, no to za duże być nie może.
  4. Na swoją wagę. Poważnie, nie kpię, znam to z autopsji. Jestem ciężki >120 a byłem jeszcze cięższy. Przy większości łódek postawienie stopy obok niewidocznej osi łódki powodowało, że chciały się od razy wywrócić. Inne dopiero gdy na ławeczce przesunąłem dupsko i to nie na burtę ale kawałek. Bezpiecznie się czułem dopiero w drewnianych o wadze 300+ kg. W nich mogłem nawet stanąć. Dwie osoby w łódce. Siedzenie na rufie lub dziobie nie jest złe ale przez godzinę. Potem pozycja staje się niewygodna i wędkowanie przestaje być przyjemnością. Dwie ławeczki w środku to podstawa dla dwóch osób a to już łódka 4,5 m długości, więc tanio nie będzie.
  5. Na pewno sprawdza ale... Tu jest haczyk prawny. Inna naklejka to inny wyrób, może na inny rynek, może na coś innego i spokojnie można wprowadzić na rynek. Mało komu chce się coś takiego sprawdzać, to trudne i czasochłonne. Naklejka wyglądająca tak samo to już status podróby a i dokumenty nie mogą pochodzić "skądś" tylko od producenta lub dystrybutora. To bardzo łatwo sprawdzić. A jak do tego dołoży się zawężony lub specyficzny rynek dystrybucyjny i cechy nanoszone na towar, to sprawa jest jeszcze prostsza. Niedawno pisałem o Daiwa i produktach ocechowanych wyłącznie na rynek japoński. Taki towar nie ma prawa bytu w sprzedaży poza tym krajem. Wędkarstwo, odzież, zabawki, kosmetyki i kilka innych to grupy, w których podróbki towarowe są jak najbardziej obecne. Ale elektronika, narzędzia, chemia powoli znika jako taka podróbka. W sposób naturalny, poprzez szybko powstające firmy o wszelkiej działalności produkują podróbki technologiczne z własnym znakiem ale już nie towarowe, bo to nieopłacalne. I zapomniałem. W Polsce możesz sprowadzić żyłkę jaką chcesz od któregokolwiek producenta na jakichkolwiek szpulach. Naklejkę możesz wymyślić sam i niewiele to kosztuje, wystarczy opłata znaku zastrzeżonego do swojej działalności. Niestety nie wiem ile obecnie fabryk produkuje żyłkę. Jeszcze 15 lat temu były na świecie tylko cztery, które zaopatrywały w żyłki wszystkie znane nam marki. Także wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby okazało się, że w tamtym okresie Jaxon, Dragon, Konger a także kilka innych znanych marek miało te same żyłki od jednego producenta.
  6. Zastosuj docięcie.
  7. Widzę, że lubimy to samo, choć jak mam Sasame to chętniej po nią sięgam. Sasame ma jednak u nas jeden problem. Koniecznie trzeba spojrzeć do katalogu jak wygląda oryginalna naklejka na szpuli. U nas pełno podróbek.
  8. Na otwartej wodzie na pewno są szczupaki ale te największe. Młodsze roczniki nie opuszczają strefy litoralu, gdzie mają zapewniony pokarm bez większego wysiłku. Ich ulubionym miejscem są okolice rdestnic. Nie będzie to proste do odnalezienia z brzegu lub w zmętniałej wodzie, gdyż chodzi mi o rdestnice całkowicie zanurzone jak: przeszyta, połyskująca, kędzierzawa, sześciolistna i grzebieniasta. Szczególnie trzy pierwsze warte są uwagi. Poszukaj może info, czy przypadkiem nad tym jeziorem nie ma kursów płetwonurków. Oni pałętając się po całej wodzie wiedzą gdzie są te rośliny, gdyż amatorów fotografii u płetwonurków, tak jak u nas, nie brakuje.
  9. Może żywiec? Osobiście stosuję 0,16 do spławików nawet 5 g jeśli potrzebuję swobodnie zarzucić na dalszą odległość. Średnicę dopasowuję do techniki, ryb i odległości. Ciężar spławika pomijam, choć były wyjątki. Kiedyś trafiłem nad wodę ze sporą ilością szczupaków, które były odporne na wszelkie żelastwo oraz każde wyuzdanie gumowe. Skuteczny był żywczyk i to mały ale wyłącznie ze spławikiem ciemnym 8 g. Wtedy jeszcze miałem kilka różnych sztuk z kory topolowej zakupionych na Bazarze Różyckiego, które były bardzo specyficzne i skuteczne wyłącznie w nietypowych warunkach. Niby duża wyporność ale jednocześnie duża masa a zatem i bezwładność. Ruszenie z miejsca takiego spławika przez małego żywczyka było niemal niemożliwe a i wiatr miał problemy. Swoją drogą to była dobra lekcja. Od tamtej pory nie używałem typowych żywcowych spławików a skuteczność połowu odczuwalnie wzrosła.
  10. Normalnie mi umknęło Twoje pytanie i wygląda jakbym to olał ale to nie prawda. Autor w pierwszym poście i pierwszym zdaniu. Całe zdanie mówi o wędziskach z Ali jako firmy. Jakby miało być inaczej to pojawiłaby się nazwa firmy np: "czy ktoś używa długich wędek teleskopowych Shimano z Aliexpress?". O semantyce nie wspominam, powszechnie wiadomo, że wędka i wędzisko jest standardowo mylone. Choć moim zdaniem to wynik niedbalstwa.
  11. Docio

    Znalezione w sieci

    Słyszałem naprawdę wiele dowcipów o blondynkach, tak jak i Wy. Jednak ta brunetka przebija wszystko. Być przejechaną przez samochód na parkingu automatycznym...niepojęte.
  12. No chyba, że to Germina z pełnego szkła. Pamiętam jak kumple-pstrągarze wręcz tropili te historyczne kijki, na takie właśnie warunki do obrotówek 0 i 1.
  13. Hmmm, patrzę, osobiście nic do tych elementów nie mam, jednak mnie to jakoś nie przekonuje. Może się sprawdzać, czemu nie, ale jak na razie mam więcej wątpliwości niż czegokolwiek za.
  14. Jedno znalazłem, drugiego nie.
  15. Wybiera, wybiera, ino bez naszej akceptacji.
  16. ...i znasz tylko jedno forum, akurat to. Dlaczego podejrzewam kolejny trolling? Specyficzny nick specjalnie na to forum i to nick z oddalonych liter na klawiaturze, czyli nie na "odwal się". Konto na Reddit i to również kojarzy mi się z niedawnym gościem. I jeszcze jedno, jako autora przerosło Cię wpisanie w Google - wędkarstwo + Islandia.
  17. Czytałem oficjalną wersję i tam ani słowa o tym przejęciu. Jest jakaś dokładniejsza? Mnie nie udało się trafić na inną a WŚ wręcz przedruk zalinkowanego tekstu.
  18. Czy aby na pewno? Nie pamiętam już która firma wykupiła te trzy firmy ale mam wielkie wątpliwości, czy w ogóle była to jakakolwiek nasza firma. Wiem, że w 1995 r DAM został przejęty przez Holendrów i nie było wesoło. Kolejna zmiana w 2001 r doprowadziła firmę na skraj bankructwa a w końcu pracownicy i klienci wykupili firmę i uratowali ją. Może jednym z tych klientów był Dragon gdyż W. Kremkus miał swój udział w naszym biznesie zanęt, które właśnie były sprzedawane w Niemczech pod marką DAM. Ja nie pamiętam ale firma jako właściciela przedstawia zupełnie inny podmiot i choć nie ujmuje Dragon niczego, gdyż ma kilka ciekawych kart w swojej historii, to mimo wszystko mam wątpliwości.
  19. Nie ma się co przejmować i robić...jak wskazał wieszcz. Róbmy swoje.
  20. Doskonale rozumiem. Autoplagiat to nad wyraz popularny motyw u wszystkich autorów piszących do wędkarskiej prasy. To też był główny powód przez który ja przestałem pisać do WW, gdyż po ponad 50 tekstach najzwyczajniej "wystrzelałem" się z mojej wędkarskiej wiedzy. Znalezienie czegoś naprawdę świeżego to sukces dla autora i radość dla czytelników jednak tworzenie jakichś wydumanych teorii jak np method feeder to nie grunt, jest dla mnie totalną pomyłką. To już o wiele bardziej pożyteczny byłby tekst: dlaczego sprężyna na wody stojące a na rzekę koszyk, kiedy i jaki. W tym temacie panuje nie tyle chaos co kompletne zakłamanie wynikające z totalnego braku wiedzy piszących.
  21. Tu mnie zaskoczyłeś. Jak dla mnie to niezbędne minimum w powstrzymaniu grafomańskich zapędów. Czytelnik ma prawo do zdrowia a nie krwawiących oczu podczas czytania.
  22. Miło to czytać. Mam nadzieję, że posiłkowałeś się radami z tego wątku. To dobre propozycje i warte czasu.
  23. Wędkarz jako osoba to element jednostkowy, indywidualny i wyjątkowy. Każdy ma jakieś oczekiwania, marzenia, cele do jakich dąży w wędkarstwie. Jedni jadą złowić rybę, inni popatrzeć na wodę i przyrodę, jeszcze inni traktują wędkarstwo jako pretekst aby oderwać się od codzienności. To same pozytywne efekty ale są i ekstrema, które w tej dyskusji nie mają znaczenia. Jest jednak też pewien schemat. Młodzi wędkarze na samym początku chcą łowić rekordy. Nie muszą o tym mówić głośno lub wręcz mówią o całkiem innej wielkości ryb, jednak gdzieś tam pod skórą, we własnej wyobraźni każde przytopienie spławika rodzi nadzieję, że to właśnie ta ryba. Z czasem aspiracje słabną i marzą o dużych, już nie o rekordach. Potem jeszcze bardziej oczekiwania słabną i wypatrują brań średnich by skończyć z cieniem nadzieji na tym aby wzięło cokolwiek. Taki schemat nie powstał ze złośliwości starych repów, z ich braku zrozumienia dla zapału młodych lub ze zgoła jakichś innych dwuznacznie moralnych powodów. Osobiście od kilku dekad widzę upadek młodych pokoleń nie z jakichś okropnych i koszmarnych moralnie i etycznie powodów lecz z całkowitego zatracenia się w pędzącym na oślep nurcie bezwzględnego podporządkowania się technologii. Jeszcze ze dwadzieścia lat a książka stanie się reliktem, przedmiotem iście diabolicznym żywcem wyrwanym ze świata stworzonego w znanym dziele Orwella. Nie powinieneś mieć zniechęcenia a wręcz odwrotnie. Niepowodzenie powinno wywołać przemożną chęć poznania powodów, które do tego niepowodzenia doprowadziły. Dlaczego na małe przynęty brały tylko małe ryby a na duże nic. A może brały tylko niewprawione oko nie zauważyło tego wysublimowanego ssania robalka, tego słynnego linowego smakowania, cmokania i jak kto u siebie to nazywa. Może to nie wina robala a zapachu na nim, jego naturalnego lub naniesionego przez dłonie. Czasem wystarczy sprawdzić olej w samochodzie, zatankować, dotknąć łańcucha w rowerze lub jakiejkolwiek innej rzeczy, której zapach akurat w takim dniu rybkom nie odpowiadał. Wiem, bzdura, skoro zapach byłby przenoszony na czerwone, to i na białe też byłby przenoszony. No to pozostaje ich pudełkowy zapach. Albo i nie, może to słońce akurat świeciło na nowy błyszczący spławik, którego mosiężny kil świecił jak żarówka od promieni słonecznych kilkanaście centymetrów pod wodą? A może próbowałeś łowić te większe ryby po nawietrznej, gdy fala odchodziła od brzegu a jak wiadomo te większe żerują pod falę. Pod falę ale nie tę co widać na powierzchni tylko tę podwodną, która jest w kierunku przeciwnym do tej na powierzchni. A może rozwiązanie najprostrze. Ryby to organizmy żywe. Nie sprzęt, konstrukcja zetawu i przynęta decydują o braniu tylko ich aktualny kaprys, bo choć wczoraj zażerały placki ziemniaczane jak głupie to dziś miały ochotę wyłącznie na golonkę. Wędkarstwo to piękne spędzanie wolnego czasu, zdrowa pasja, lecz tak jak w każdej specyficznej specjalizacji, trzeba dużo czytać o naturze ryb, ich bytowaniu, zwyczajach, odżywianiu aby rozpocząć prawdziwą przygodę i celowe łowienie gdyż w przeciwnym wypadku pozostaje tylko głupiutka młodziutka drobnica albo lotto z większymi. Może uda się następnym razem, może będzie łatwiej gdy się nieco poczyta książek a nie internetu.
  24. Jak pisałem odwodzić Cię od spławiczka nie będę, bo sam lubię tak łowić. Jednak skoro masz "zaparcie" na spławik przelotowy przy dość krótkim wędzisku, to poszukaj, tu na forum, węzeł do stopera jaki stosuje Jotes. On go używa przy wędzisku match, więc nie czepia się przelotki szczytowej, co potrafi być naprawdę irytujące. Albo sam go zapytaj, bo widzę, że ten wątek też go interesuje. Co do drugiego zestawu to przemyśl go nie dwa a trzy razy. Kilka lat temu jak zbierałem się do zmiany spławikówki to mój wybór padł na bolonkę 5,0 m pomimo wątpliwości. Jednak szybko się rozwiały gdy sam sprawdziłem działanie na jeziorze, na rzece w miejscach z niemal stojąca wodą, jak i przy przepływance bliskiej i dalekiej. Jak dla mnie to obecnie wędzisko najbardziej uniwersalne do spławika. Ale sam musisz to dobrze przemyśleć, czy będziesz łowił we wszystkich okolicznościach przyrody, czy jednak nie. Może wędzisko match Ci wystarczy, bo na pewno musi być dłuższe od obecnego i z mniejszym cw 5-25 lub 5-30.
  25. Zacznę tak - nie odradzam Ci spławiczka, spławik jest najlepszy. Jednak z takim wędziskiem, na takim łowisku, w takich warunkach i o tej porze roku proponuję ci mała "przesiadkę" ze spławika na grunt. Proszę obejrzyj ten film, możesz obejrzeć też inne tego użytkownika a warto, koniecznie zastosuj sprężynę zanętową a reszta jest taka sama. Zwiększysz zasięg, umieścisz przynętę na dnie, będziesz miał zanęcone w miejscu gdzie jest przynęta, widoczność brań jest bardzo dobra i tylko jeszcze będzie potrzebny długi podbierak aby najlepiej sięgał poza zielsko. Nie musi być jakiś specjalny, zwykły teleskopowy z 2,5 metra.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...