Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Właśnie wróciłem z kiosku z nowym periodykiem "Wędkuj". Tom 1 poświęcony jest szczupakowi, kolejny ma być poświęcony karpiowi. Ponieważ jest to świeżynka na jakiekolwiek opinie z mojej strony, czysto "subiektywne" jeśli chcecie to trzeba poczekać co najmniej do jutra. A jak nie chcecie to i tak napiszę, najpóźniej pojutrze. Uczciwe wnioski wymagają czasu. Wpierw jest pierwsze czytanie i pierwsze wrażenie. Potem jest drugie czytanie i ocena stylu oraz merytoryki tekstu. Na koniec zostawiam wrażenia wizualne, czyli płytka dvd, w dodatku co jest rzadkie, w porządnym pudełku. Poleciało szybciej niż się spodziewałem a to nie wróży nic dobrego. Tylko częściowo. Z góry uprzedzam iż moja opinia jest subiektywna oparta na mojej wiedzy, poglądach i oczekiwaniach. Nikogo nie zniechęcam ani nie zachęcam do kupna a szerzej o tym w nastepnym zdaniu. Nowy periodyk "Wędkuj" faktycznie jest dwutygodnikiem. Z zapowiedzi nie wygląda on na taki, który błyśnie, narobi nadziei, oczekiwań i zaraz zniknie. Nie będzie też on czymś do wypełnienia nudy lecz ściśle materiałem kolekcjonerskim i to z kilku powodów. Generalnie pierwsze wydanie to faktycznie dwie różne rzeczy. Cztery lub pięć stron standardowego maszynopisu (2500 znaków na stronę) rozrzuconych jest po całym magazynie. To mało lub wręcz bardzo mało. W dodatku teksty w formie encyklopedycznych danych dla początkujących nie mają swoich autorów i to akurat mnie nie dziwi. Resztę wypełniają bardzo porządne zdjęcia i rysunki, reklamy śladowe, nawet te ukryte. Całość wydana bardzo porządnie lecz sprawia wrażenie jakby była drukowana dla osób niedowidzących i nie wiem jak to wytłumaczyć. Najlepiej jak każdy sobie powiększy dwukrotnie czcionkę w tym poście to sam zobaczy. Podsumowując część drukowaną, nie ukrywam, że na tym forum łowcy szczupaków znajdą więcej informacji niż w części drukowanej. Ci co lubią czytać będą srodze zawiedzeni. Część druga, czyli płytka dvd. Może mi się trafił taki egzemplarz, nie wiem, ale płytka jest nieco niewyważona. Cicho, bo cicho ale lekki "traktorek" w czytniku był. Sam materiał dvd to całkowite przeciwieństwo wersji drukowanej. Najbardziej przypadło mi do gustu, że wszystkie części filmu zrobione zostały bardzo profesjonalne bez wszelkich ochów, achów i dzikich okrzyków znanych z rodzimych produkcji a pretendujących łowców do grona wędkarzy początkujących, którzy tak naprawdę nie wiedzą co robią i nigdy nie złowili większej ryby. Tu tego nie ma. Tu są "snajperzy" których nie jeden raz pogryzł dziesięciokilogramowy szczupak, dokładnie wiedzą co i jak robią, a co powoduje, że film ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Tą przyjemność dodatkowo wzmacniają naprawdę świetne ujęcia podwodne. Niestety, jak wspomniałem, jest to przeciwieństwo wersji drukowanej. Tu początkujący niewiele skorzysta za to wyjadacz doskonale podpatrzy prowadzenie przynęty na różnych wędziskach. Dowie się z niedopowiedzeń o zależnościach i niuansach. Krótko mówiąc materiał na piątkę z plusem. Podsumowując. Część drukowana ogarnia całość w formie encyklopedycznej, która pomoże początkującemu zorientować się w temacie a zaawansowanego znudzi. Z kolei część video jest praktycznie skierowana wyłącznie do doświadczonych spinningistów skarzonych jedną przynętą - jerk, którzy umieją i wiedzą na co patrzeć, bo tak naprawdę tłumaczone jest jedynie minimum. Obie części to w 99,9% poświęcone są metodzie spinningowej. O żywcu i martwej rybce znalazłem dosłownie kilka zdań. Każdy będzie musiał zdecydować sam, czy kupić, czy nie. Pierwszy numer jest w cenie promocyjnej i moim zdaniem taka cena jest adekwatna tym bardziej, że materiał video nie jest naszej produkcji a całość ogarnia lektor. Kolejne numery będą w cenie 21,99zł i jako dwutygodnik stawia go na półce kolekcjonerskiej a nie hobbystycznej, która bez skrupułów dryluje kieszeń. Osobiście nie zostanę kolekcjonerem, nie jestem fanatykiem video. Może jakieś poszczególne numery ale całość na pewno nie.
  2. O tak, zdrowie najważniejsze. Jak jest zdrówko to jest wszystko także Ozet kuruj się i ładuj akumulatory na rozruch. A haki to ja wiążę nad wodą, na łowisku. Tak jak i składam zestawy.
  3. A ja mam wrażenie, że wszystko jest jasne. Nie było moim celem drążenie tematu, to była zwykła ciekawość jaki stosunek mają używający włosa.
  4. Ozet chodzi mi dokładnie o to, o czym napisałem - definicja przynęty. Powinieneś zapoznać się z rozdziałem IV ust 2 i wszystkimi podpunktami.
  5. Ozet świetnie to ująłeś wspominając o praktyce. Przeróżne dywagacje oparte na ogólnikach wyglądają jak powód tej dyskusji - szybki progresywny. Niby jest odpowiedź a jednak jej absolutnie nie ma a w dodatku wprowadza mnóstwo niejasności. Gdyby do tego podane zostało cw i wartość IM oraz zaznaczenie, że szkło, lub pełna szczytówka, wklejanka, itp, to byłoby wszystko, bo firma jest najmniej znaczącym elementem. A co do polączenia sandaczówki z muchówką to były takie spinningi. Tonkinowe. Innym wędziskiem szybkim i progresywnym były typowe spławikówki z...bambusa.
  6. Ojojoj. Ozet definicje przynęt się kłaniają.
  7. Brat kupił progresywną gruntówkę. Z początku się podśmiewałem gdy zarzucał, potem postanowiłem mu pokazać. Jak mi ołów śmignął koło ucha to posiwiałem. Toż to nie zarzucanie a próba samobójcza. To nie są kije wyczynowe. Potrafi wytrzymać naprawdę wiele ale służy niemal wyłącznie w połowie zestawami samozacinającymi. Co do klasycznych karpiówek rodem z wyspy gdzie rządzi Królowa to cały bajzel z tym lbs (lub lb, sam nie wiem ) oparty jest właśnie na konstrukcji wędziska semiparabolic, czyli dawniej oznaczana jako C. Robią też (Ron Thomson) świetne klasyczne gruntówki z normalnym oznaczeniem cw, W nich nie znajdzie się nic bardziej miękkiego niż dawna B a mocniejsze modele to nieodzowne A.
  8. Yyyyyyy. No to jak na ten progresywny kij szczupakowy z cw 30-60 zapoda się przynętę 10g, to nie będzie on podczas połowu szybki lecz błyskawiczny. Jednak jak mu się zapoda przynętę 40g to wtedy możemy realnie pogadać o jego sztywnej, szybkiej akcji. I tak jest niestety. Ktoś idzie do sklepu, przebiera w kijkach 3-15g, sprzedawca doradza konkret, gość mówi, że ma go kumpel i jest klucha z gumą 10g a sprzedawca sięga po 5-25 i wciska, że to dość nowe rozwiązanie a sam kij jest szybki mimo progresywnej akcji. Tak właśnie powstają mity.
  9. Może Cię to zaskoczyć co napiszę ale większość przepisów z RAPR bym wziął i wykreślił. Nie dość, że wędkarz głupieje przy ich czytaniu to jeszcze kontrolującemu daje dowolność interpretacji a to już jest niebezpieczne. Czyli nie zaoponujesz jak pomiędzy haczykiem a kulką wstawię twistera a wszystko na drucie? Uuuuu widzę, ze Wind będzie musiał jakąś gorzelnię uruchomić. Mnie też coś wspominał o cytrynie, wiśni, śliwkach...
  10. Aaaaaa w tym wypadku zgadzam się jak najbardziej. Jest to kolejny lapsus i to w jednym zapisie. Niemniej kwestia spojrzenia na przynętę naturalną i włos pozostaje otwarta
  11. A ja zgadzam się z Szymonxx, zdecydowanie jedno wyklucza drugie. Sztywność kija (szybkość) jest ściśle związana z jego krzywą ugięcia. Myślę ze koledze Salmonowi chodziło raczej o kij szybki ale o progresywnym i głębokim ugięciu pod obciążeniem, a nie o typową paraboliczną "kluskę".
  12. Ozet nie mam zapędów. Po prostu mnie ciekawiło. Woldi wprost pisze, że do haczyka przyczepiona jest przynęta naturalna. To, że są tam jakieś sztuczne włosy dyskretnie pomija aby nie było jakichkolwiek moralnych wyrzutów. Dobrze, że we wspomnianej metodzie spinningowej podobnie nie jest to tłumaczone, że zasadniczo linka zakończona jest przynętą sztuczną w formie metalowego stelaża a na kotwicach nie ma żadnej naturalnej przynęty. Fakt, że martwa rybka znalazła sie w stelażu jest przecież nieistotny i taki wstydliwy. Ozet nie chodziło mi o zestaw lecz o haczyk i przynętę.
  13. Choćby to były nie wiem jakie urządzenia, gdy kładziesz się spać, to o stałym nadzorze mowy być nie może. To tak jakby powiedzieć, że nastawiony budzik gwarantuje iż przez cały czas czuwamy. No i wychodząc poza obręb łowiska następuje kuriozalny fakt a mianowicie porzucenie sprzętu. Większość zapomina, że nasze działanie (połów ryb) jest ograniczone wyłącznie w określonym RAPR rejonie, czyli łowisku. Z kolei rejon łowiska to nic innego jak połowa nakazanych odległości pomiędzy wędkarzami.
  14. Ozet jeszcze raz zapodam, że się nie czepiam. Zdanie w przepisie jest proste i jednoznaczne. To zwykła logika i nic więcej. Linka zakończona haczykiem z przynętą naturalną to nic innego jak hak a na nim bezpośrednio ta przynęta. Dołączając włos do haka nie ma na nim przynęty naturalnej choć faktycznie jest ale na elemencie sztucznym, czyli na haku znajduje się przynęta składająca się z części naturalnych i sztucznych, a to niezgodne z zapisem. Aby było śmieszniej analogicznie jest w metodzie spinningowej. 2. Metoda spinningowa2.1.Łowienie ryb metodą spinningową dozwolone jest na jedną wędkę, trzymaną wręku, z linką zakończoną jedną sztuczną przynętą, uzbrojoną w nie więcej niż dwahaczyki. W czasie spinningowania nie wolno stosować żadnych dodatkowychwskaźników brań instalowanych na lince. W tym przypadku jakoś nikt nie ma wątpliwości, że systemik Drakhovitcha (nie pamiętam pisowni, przepraszam) jest nielegalny, choć linka zakończona jest jak najbardziej sztuczną przynętą, do której podpina się martwą rybkę nalężącą jednak do przynęt naturalnych. Widzę, że umyka moja intencja i pozwolę sobie jeszcze raz ją przypomnieć. Chodzi mi o nic innego jak o podejście do techniki włosowej, do samego włosa, w świetle przepisów.
  15. Naturalnie. Nie wiem czemu wydawało mi się to oczywiste. Rozdział V Art 1 ust 1 pkt 1 V. DOZWOLONE METODY POŁOWU1. Metoda gruntowo-spławikowa1.1. Łowienie ryb metodą gruntowo-spławikową dozwolone jest równocześnie nadwie wędki, każda z linką zakończoną jednym haczykiem z przynętą naturalną.
  16. A przy okazji choć jak najbardziej w temacie. Od razu zaznaczam, że się nie czepiam. Jak traktujecie włos, te rurki silikonowe, itp. w świetle RAPR dla metody gruntowej? To naprawdę najzwyklejsza ciekawość, bo zapis jest jasny, technika włosowa oczywista a sam włos czy inny silikon to zdecydowanie coś sztucznego na haczyku.
  17. Szymonxx osobiście nigdy nie łowiłem na pellet ale... No właśnie. Kumpel łowił na pellet firmowy karasie, leszczyki i płotki. Niestety nie jestem obecnie w stanie podać Ci dokładniejszych szczegółów o rozmiarze i zapachu ale na pewno pellet nie był najdrobniejszy. Aha, łowił oznacza, że nie tylko próbował lecz realnie łowił i nie odczuł ani mniejszej, ani większej ilości brań. Za to, z tego co pomiętam, miał o wiele mniejszą ilość pustych zacięć.
  18. Ziarno kuku to słuszna idea. Karpik 300-700g jakoś pachnie mi mieszaniną kroczka i pół roku starszym. No i takie maluchy są tak żarte, że za przynętę może robić cokolwiek, od skórki chleba poprzez wszelkie ciasta, ziarna, pellet haczykowy, robactwo a na innych wynalazkach kończąc.
  19. Może i by miał chęć skonsumować taką kulkę ale obawiam się, że pyszczek będzie miał jeszcze za mały.
  20. Posiadamy zdecydowanie różną wiedzę.Piszesz, że sam przedstawiasz ile i czym chcesz zarybić. Otóż nie. W operacie możesz tak to przedstawić ale jeśli nie uwzględnisz odgórnych wytycznych i zasad racjonalnego gospodarowania, to nikt nie zgodzi się abyś z jeziora zrobił staw hodowlany i zniszczył biotop, biotyp lub wręcz cały ekosystem. Każda woda ma swój typ i swoją "pojemność" dla ryb. Co do warunków przetargowych to nie ma co tłumaczyć. Zgodę na stawianie takich warunków daje RZGW bezpośrednio ustawa o rybactwie śródlądowym w Art 2a i 2b o ile dobrze pamiętam. I jest to dobre bo inaczej nasze rzeki spływały by karpiem i nigdy Drwęca nie doczekałaby się łososia a Wisła jesiotra. Nikt nie pozwoli by jezioro oligotroficzne, w którym dominujący jest okoń zostało zasrane przez karpie, amury, itp, a tołpyga wykończyłaby cały biotop i to bardzo szybko.Masz wątpliwości co do gatunków obcych i nie występujących. Zapomniałeś o introdukcji? Jesiotra, tego co był w Wiśle nie ma nigdzie. Ta ryba już nie istnieje a jednak są zarybienia mające na celu przywrócenie tego gatunku. Wszystkie działania z węgorzem to też nic innego jak zarybianie gatunkiem obcym i nie jest to problem wystarczy zgoda ministra. Tak trafiła do Wisły sapa. O jeziorach w wielkopolskim nie wspominam, bo tam masowo do jezior wpuszczany jest jesiotr.Oferent może sobie składać ofertę jaką mu się żywnie podoba. Prowadzący przetarg nie musi jednak na to się zgodzić a nie uwzględniając warunków przetargu (wytycznych) oferta odpada w przedbiegach.Nie ma "teorii" w konsekwencjach zarybiania gatunkami nie ujętymi w operacie. Powinieneś się zapoznać z materiałem dlaczego RZGW odebrał obwód rybacki Wisły ZO Toruń.Mylisz odłowy z zaciągami kontrolnymi. Gospodarka rybacka polega na łowieniu ryb siecią i innymi urządzeniami połowowymi i nic tego nie zmieni. Zaciągi są natomiast potrzebne do badań nad rybostanem, biotypem oraz stanem zdrowia. O ile stan ilościowy i biotyp mieści się w mojej wyobraźni zaciągu kontrolnego na żywej rybie, o tyle badanie stanu zdrowia i epidemiologicznego nijak się w nim nie mieści. Gdyby nie te ostatnie to już chyba od dawna każda karpiowata w naszych wodach chorowałaby na rodzimego tasiemca. Te badania także przysłużyły się do odkrycia dwóch innych tasiemców obcych dla naszych wód i ryb.A odłowy czysto rybackie też są potrzebne. Przerzedzanie karpiowatych które dominują w naszych wodach to konieczność. Sam dobrze wiesz ile ich jest a złowienie większej staje się prawdziwym problemem. Dodatkowo, we wspomnianych jeziorach oligotroficznych odłów okonia to konieczność. W tych jeziorach, z zasady mocno ubogich, okoń bardzo szybko karłowacieje i złowienie czegoś ponad 20cm staje się nierealne.W operacie można zrobić zapis, o którym piszesz. To przecież nie problem. Jednak słowa odłów i żywa ryba są w sprzeczności. O warunkach przetargu już mówiłem a brak odłowów gospodarczych nie prowadzi do dobrobytu wędkarskiego tylko do jego degradacji. Przynajmniej przez jeszcze kilka dekad, dopóki ktoś nie zrozumie, że wciąż narastająca popularność metody spinningowej głównie uderza w drapieżniki, czyli regulatyory populacji karpiowatych. Ma to też inne znaczenia ale to nie ten temat. :)Twoja argumentacja, zdroworozsądkowa, jest jakaś taka nieco dziwna jak dla mnie. Mam nieodparte wrażenie jakbyś w wypowiedziach opierał się wyłącznie na zasadach rozpatrywania ofert i nie obejmował zagadnienia całościowo. Zauważ też, że Twoja wypowiedź o decyzji oferenta czym i ile ma zarybiać stoi w jawnej sprzeczności z kolejną o wątpliwościach co do zarybiania gatunkami obcymi i nie występującymi w danej wodzie. To drugie z kolei pomija zgodę ministra na takie zarybienie ujętą w ustawie o rybactwie śródlądowym, w przeciwnym wypadku, co niewątpliwie byłoby z korzyścią dla naszych wód, nigdy nie pojawiłby się karp, amur, tołpyga, sumik karłowaty i afrykański i pewnie jeszcze inne, o których już zapomniałem. A właśnie, jeszcze rak pręgowany i semaforowy - diaboliczne zło ze szczypcami, szczególnie ten pierwszy, który wyparł naszego szlachetnego. I jeszcze jedno. PZW nigdy nie było stać na tak wielkie badania w kwesti zmian środowiskowych i biotypu. Nie wiem czy jakąkolwiek instytucjęw kraju stać na takie badania. Resztę dopowiedz sobie sam, kto robił te badania i kto wpadł na te genialne pomysły z konkretnymi gatunkami obcymi wprowadzonymi do naszych wód.
  21. Michu mam bardzo pozytywne odczucia nie tyle z Twoich wyborów, co z samego podejścia do nich. Miałeś w ręku, kupiłeś świadomie wiedząc czego szukasz i świetnie. Radocha nad wodą najważniejsza. Na "weryfikację poglądów" przyjdzie pora wraz z praktyką ale tych pierwszych zmagań nie zapomnisz do końca życia.
  22. Wind to już 5 lat!? Ryby rybami ale to jest poważny powód, by oprzeć sprawę o bufet w realnym świecie. Będę miał jeszcze jedną sprawę do ludzi z Gdańska i okolic ale to za jakiś miesiąc, jak zacznę planować "Wielką Wyprawę SSG".
  23. Woldi widzę, że byłoby o czym rozmawiać. Kryteria przetargów znasz ale czy także wiesz o wytycznych? Regulacja zarybień jest narzucana odgórnie. I tu pojawia się sprawa wspomnianego przez Ciebie ichtiologa. to, że on pisze raporty nie znaczy jeszcze, że można tym drapieżnikiem zarybyć, choć pstrąg to drapieżnik. W planie RZGW albo w operacie może jest stworzenie wody pstrągowej i dlatego jest działanie takie jakie jest. To tylko możliwość i wątpię by którekolwiek ZO pokusiło się o zarybienia innym gatunkiem jak ujętym w operacie. To prowadzi bezpośrednio do utraty dzierżawy, co już się stało w niektórych ZO np Toruń. Z drugiej strony na wodach państwowych nie może nie być odłowów. To też narzucone odgórnie. Jeśli nie odławiasz ryb to masz więcej odłowów kontrolnych z zabraniem ryby i jako były startujący powinieneś o tym wiedzieć. A co do kłusownictwa to jedna siatka lokalnego kłusola zastępuje ponad 30 wędkarzy z ich limitami uwzględniając, że każdy weźmie pełny limit z wody. Z kolei na wodach pstrągowych przy obecnych tendencjach C&R jedna siata to nawet 1000 wędkarzy. Jest o co walczyć by było więcej strażników PSR i mieli lepszy sprzęt.
  24. Odbiegamy od tematu ale co mi tam. Najwyżej Wind rozdzieli temat. "Przyznanie się" to zbyt wiele ale utrzymywanie tego w tajemnicy mogłoby mieć o wiele gorsze skutki, z urojonym wpływem na forum włącznie. Najśmieszniejsze jednak jest to, że wielu traktuje WW i PZW jako jedność a tak nie jest. To, że ZG PZW jest wydawcą miesięcznika i ma w nim kilka stron wyłącznie dla stowarzyszenia nie wpływa na resztę, a reszta jest wyłącznie dla wędkarzy. No poza reklamami, za które też się obwinia Redakcję jakby to ona była sprzedającym. Co do wód i gospodarowania na nich, to wszelkie teorie spiskowe powstają ze zwykłej niewiedzy oraz wiedzy tych, którzy chcą jątrzyć. Podstawowym błędem jest traktowanie PZW jako właściciela wody. Właścicielem wszystkich wód płynących w Polsce jest państwo, które w terenie reprezentuje RZGW. Sposób gospodarowania określają wymogi operatu rybackiego, który musi być zgodny z opinią ichtiologa RZGW a same dzierżawy często wygrywają "najbardziej obiecujące" oferty, które są nierealne do spełnienia ze względu na wymienione wkłady finansowe i szacowaną ilość sprzedanych licencji. Jednak największym kuriozum w tym wszystkim jest fakt, że PZW płaci za dzierżawę, odpowiada za gospodarowanie i absolutnie nie ma nad tym kontroli. Nie ma co się oszukiwać, każdy może przeczytać ustawę i dowie się, że SSR tak naprawdę nic nie może. To znaczy może zadzwonić do PSR lub na Policję a potem czekać i doczekać się lub nie. Jak nie to tylko sądzić się może. Pełną kontrolę nad wodami oddanymi w dzierżawę ma państwo i na nim spoczywa obowiązek kontroli. Dzierżawca ma płacić podatki i nawet nie skamleć o egzekwowanie obowiązków kontroli z ramienia administracji państwowej, bo ta ma wszystko "w poważaniu" włącznie z własną strażą PSR. Czy można rozwiązać PZW? Oczywiście. Nawet Status PZW podaje to w czystej i otwartej formie. Podaje dokładny przepis jak to zrobić tylko co potem? Czy wody uwolnione od PZW będą rybniejsze? Czy państwo w końcu zadba o zarybianie? Otóż nie. Wystarczy wejść na którąkolwiek stronę RZGW aby zapoznać się ze stawkami licencji na połów ryb na wodach wystawionych do przetargu lub planowanych do wystawienia. Niektórym włos się zjeży, gwarantuję. Reszcie zjeży się gdy zapozna się z obowiązkami RZGW, w których nie ma słowa o zarybianiu wód mimo sprzedawania licencji na połów, ponieważ RZGW nie musi posiadać operatu, który to właśnie do zarybień zobowiązuje jak i do innych rzeczy ściśle związanych z gospodarowaniem, z naszymi rejestrami włącznie. Tak to wygląda w praktyce, więc nie ma się co dziwić, że PZW wycofał się i schował głowę w ramionach, bo jedyną dobrą rzeczą dla członków jest niekwestionowanie stanu rzeczy by utrzymać nisjkie składki. Nie ma co mieć nadziei, że coś się zmieni w RZGW, najlepiej bezmyślnie rozwiązać PZW i inne stowarzyszenia, płacić cztery razy więcej za proces prowadzący bezpośrednio do faktycznego wyrybienia wód. Taka jest prawda a niemoc zwana bezradnością boli najbardziej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...