Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Da się i to dość szybko. Wkraczam teraz w strefę ściganą z urzędu przez forum jednak mam nadzieję, że odebrane to będzie jako forma edukacji a nie stricte wypowiedź polityczna. A w razie czego nie będę miał żalu jak zniknie. Otóż istnieje coś takiego jak "Determinizm". Dotyczy wielu dziedzin współczesnego świata ale współczesne to nie jest. Determinizm fizyczny jest aktualny od tak dawna, że wtedy nie było jeszcze dla niego nazwy. Determinizm ekonomiczny jest trochę nowszy jednak najpopularniejsza myśl jest autorstwa człowieka, który wywołuje omdlenia u niektórych rządzących. Karol Marks powiedział kiedyś - byt kształtuje świadomość. Bynajmniej nie chodzi w tym o sławne hasło 100 mln dla każdego, czy jakoś tak, chodzi o działanie u podstaw. Taką podstawą jest ochrona poszkodowanego a nie przestępcy, prawo obowiązujące wszystkich tak samo, dostęp do usług społecznych, o ile takie istnieją, takie samo dla wszystkich, itd, itp. W niektórych państwach dawnego "Zachodu" dostrzeżono słuszność tej myśli i coś takiego jak (na pewno to znasz ), "mój dom moim zamkiem" jest warunkiem niepodważalnym a nie elementem do rozprawy o adekwatnym użyciu obrony koniecznej. Prawo do odstrzelenia każdego kto wejdzie na Twoją ziemię, z jak najbardziej legalnie posiadanej broni, do której zakupu wręcz nakłania cię lokalny stróż prawa, jest może nadinterpretacją wolności choć obowiązuje w stanie Texas (USA). Za to mnóstwo państw wprowadziło podwyższone kary nie dla upośledzonych przestępców złapanych na gorącym przy włamie z łomem w ręku, lecz dla tzw "białych kołnierzyków", którzy to do skoku na kasę używają niedoskonałych przepisów, stanowiska i kontaktów towarzyskich. Mentalności nie da się zmienić u dołu świecznika jeśli ten dół widzi, że na górze płomień jest nietykalny. Aspekt ekonomiczny nie wynika wprost ale istnieje i ma ścisły związek z tą myślą. Nadużycia na "górze" mają swoje odbicie na skarbie państwa, który ma zaplanowane wydatki włącznie z tymi nieoczekiwanymi. Jednak, gdy wyliczenia wskazują na bilans ujemny to jakoś tę dziurę trzeba załatać. Dróg jest kilka, najprymitywniejsza i bez wyobraźni to dodrukowanie kasy. Efektem jest inflacja wewnętrzna czyli wzrost cen utrzymania, czyli wszystkiego, przy tych samych zarobkach. Drugim rozwiązaniem jest kredyt, który w konsekwencji jest jeszcze gorszy, pozornie łata dziurę ale osłabia wartość waluty przez co wartość towarów maleje, czyli w efekcie znów wszystko drożeje ale więcej jest do oddania. Trzecim, aktualnie abstrakcyjnym, jest skonfiskowanie dosłownie wszystkiego takiemu delikwentowi i zmniejszenie tej dziury ze sprzedaży wszelkich jego dóbr. O jakiejś rozdzielczości majątkowej nie powinno być mowy, gdyż przysięga małżeńska albo jest obowiązująca w swojej treści, albo to jedynie ściema z.o.o. Korwin Mikke powiedział kiedyś, że w rządzie powinni zasiadać wyłącznie ludzie bogaci, którzy będą odporni na zakusy przekrętów. Niestety myli się, gdyż to okazja czyni złodzieja, żaden człowiek genetycznie złodziejem się nie rodzi. Ludzie bogaci, jeśli tylko będą chcieli, to będą kraść, tyle że na innym poziomie, w innym towarzystwie, i przy zachowaniu istotnych zasad zachowania poufności. Nikt nie będzie rozmawiał o interesach w knajpie ani nie pozwoli sobie na dwuznaczności w oficjalnym gronie. Nikt o niczym się nie dowie. Wniosek z tego taki, że im więksi prostacy zasiadają w rządach tym lepiej dla społeczeństwa. Nie mylmy jednak wykształcenia z wychowaniem, bo to dwie różne rzeczy. W efekcie jedynie nieuchronność kary może zmusić rządzących do mądrego władania o ile w ogóle czują potrzebą takiego istnienia. Żaden przepis na papierze tego nie zagwarantuje, tylko autentyczna fizyczna i namacalna odpowiedzialność egzekwowana przez organ całkowicie niezależny od nich, ani od podmiotów pod nich podległych. Aby nie było tak jak w ostatnich niusach, że CBŚP ochraniało domy uciech. Aha, zapomniałem i wypowiedź jest niepełna. Do zmiany mentalności konieczna jest jeszcze jedna zmiana. Deprecjacja wartości koniecznie musi zniknąć. Chodzi mi o konieczne, namacalne, historycznie uwarunkowane wartości a nie jakieś hasła i deklaracje. To podstawa aby na nowo odbudować szacunek do samego siebie i najbliższych, do tego co robimy i mówimy a w efekcie jak mówimy i robimy. To nie jest trudne i nie wymaga jakichś nie wiadomo jak wielkich poświęceń. To wręcz proste, wystarczy zagadnienie zgłębić i najzwyczajniej zastosować. W efekcie wszystko co zalatuje szajsem lub jest w ocenie zbyt drogie, przestanie mieć podstawy bytu. I nie ma litości. Jeśli pracownicy takiej firmy na to się zgadzali, to są współwinni. Osobiście nie zgadzam się na okradanie mnie lub karmienie chemią w imię tego, że gdzieś jest wysokie bezrobocie.
  2. To już taki chyba genetyczny sprzeciw, gdyż od około 250 lat mamy zawsze, wszystko, szczegółowo opisane. Ludzie jednak są twórczy i wymyślają warianty, których nie był w stanie przewidzieć prawodawca. Znamienne jest jednak, że te wszystkie wybiegi nie pochodzą od zwykłych lub niezwykłych przestępców lecz od ludzi, którzy próbowali i nadal próbują przeżyć w tym kraju. Wszystko zaczęło się 5 sierpnia 1772 roku, kiedy to nastąpił pierwszy rozbiór Polski. Potem drugi, trzeci i tak sobie to trwało do pierwszych zrywów rewolucyjnych. Aby podkreślić władzę zaborców do tematu wszedł kościół, który jawnie poparł ich prawa, na co świadectwem jest encyklika Grzegorza XVI. Okres ten, z kilkoma historycznymi perturbacjami, wpłynął na podjęcie znamiennej w skutki decyzji przez zaborców, a mianowicie zniesienie pańszczyzny. Tak powstały ruchy o podłożu społecznym i narodowym, które (o dziwo), jednocześnie głosiły hasła społeczne i nacjonalistyczne. Wszystko kończy się na I WW, podczas której (1916), powstaje Królestwo Polskie. Jeśli społecznie jedno pokolenie obliczane jest na 25 lat, to niemal 6 pokoleń lawirowania pomiędzy przepisami zaborców w celu uniknięcia rusyfikacji i germanizacji musiało odcisnąć swoje piętno. Choć o takich zapisach historycznych można przeczytać sporadycznie (wóz Drzymały, etc), to element przekazywany pokoleniowo, czyli ustnie, na pewno był znaczący w kształtowaniu osobowości każdego młodego pokolenia. W okres międzywojenny społeczeństwo wkroczyło jak najbardziej przygotowane do lawirowania pomiędzy przepisami, II WW jeszcze to wzmocniła a kolejny okres PRL jest wzorcowym przykładem na to, jak wydawać więcej niż się zarabia i gdzie ma się jakiekolwiek przydziały rządowe, bo i tak każdy ma to co potrzebuje. Z takim bagażem doświadczeń wkroczyliśmy do Wolnej Polski, gdzie nastąpiła swoista reforma społeczna i ludzie zostali na lodzie, bo to rządzący zaczęli ich okradać. Nie ma się więc czemu dziwić, że każdy dąży do normalności, bo takiego obrotu sytuacji się nie spodziewał, taki swoisty odwrócony komunizm zgodny z ideami Lenina - każdemu wedle jego potrzeb. A jak widać wszystkie rządy po 1991 roku mają nieograniczone potrzeby. Mógłbym dalej ciągnąć i rozwijać temat ale już chyba wiadomo, że twórca omawianego zapisu nie znalazł nikogo z rodziny albo przynajmniej znajomego chcącego podzielić się zyskiem, a widząc w tym zysk wprowadził najzwyklejszy zakaz. W obecnej sytuacji jestem za obchodzeniem wszelkich zakazów szkodliwych społecznie w imię zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.
  3. Zgadza się, tyle że zapis już nie istnieje. Skoro zapis nie istnieje to i wykładnia nie ma podstaw bytu. Obecnie liczę na odrobinę pracy w Okręgach i sprawa stanie się oczywista, bez niedomówień. Z drugiej strony to dobra okazja dla wszystkich członków, we wszystkich Okręgach o ile chce im się cokolwiek zrobić poza pikietami.
  4. Docio

    Spławikowe 2020

    Ja ich nigdy nie mam dość, szczególnie pod namiotem. Jakoś już sobie nie wyobrażam zupy rybnej bez jazgarzy.
  5. Docio

    Spławikowe 2020

    Ta babka, jak dla mnie, wygląda jak jazgarz.
  6. Dotychczas zapisy odnosiły się wyłącznie do żywej ryby na przynętę. Na logikę i to nie naciąganą, nie powinno być problemu z trupkiem. Wszystko komplikuje zapis o pozyskaniu żywca z tego samego łowiska. Zdecydowana większość, też logicznie, wyciąga wniosek, że trupek jest z żywca, więc musi być z łowiska. Cóż, większej bzdury nie czytałem ale co zrobić jeśli jest taka oficjalna wykładnia. Aż dziwne, że jeszcze nie powstał zapis o połowie na żywe robaki ukopane nie dalej jak 25 m od linii brzegowej, ze względu na tożsamy ekosystem. A ciasto...ciasto można zrobić ze wszystkiego, z każdej ryby z ikrą włącznie, ale osobno nie wolno. I takie ciasto to przynęta roślinna.
  7. Ze cztery. Jedną oleją, bo uznają że jedna to zwykłe naciągactwo a kilka to już potrzeba. To tak jak ze złodziejstwem. Ukradnij 200 pln to jesteś złodziej, ale ukradnij 200 mln pln to jesteś przedsiębiorczy.
  8. Wszystko sobie dobrze wytłumaczyłeś, trupek wykluczony. No chyba, że dojrzejemy do tego, że różne trupki będzie można kupić jak robaki w sklepie.
  9. Wbrew pozorom meandry logiki polityków i niektórych gospodarzy w terenie ma nad wyraz wiele wspólnego z pancernym gó...
  10. No o tym własnie pisałem.
  11. No a my z gó... w 91 zrobiliśmy nowe gó... zwane "Twardy".
  12. O masz. W czasach, gdy obowiązywała jeszcze zasadnicza służba wojskowa, powszechnie było wiadomo, że taki zapas amunicji wystarczy na dwie doby walki, czyli uwzględniając normę dzienną, bodaj 121 szt amunicji strzeleckiej na żołnierza. Ile granatów artyleryjskich, nie wiem, ale biorąc pod uwagę jak często nasi artylerzyści i czołgiści uczą się strzelać na ostrej amunicji, to można posiwieć. Czasy się zmieniły i powstało wojsko zawodowe, czterokrotnie mniej liczebne. No to łatwo policzyć. Jednak od powstania OT ilość wyrównała się, więc znów wróciliśmy do starej przepowiedni dwóch dób. Co ciekawsze, wojska OT z bronią występują głównie na wartach i przed obiektywem. Tu też powszechnie wiadomo, że nie ma broni dla nich a szumne deklaracje przydziałów karabinka "Beryl" pozostały głównie deklaracjami. Dochodzi sprawa kalibru broni. Popularny "kałach" to 7,62 mm i to był właściwy zapas, "Beryl" to 5,56 tzw nato który trzeba kupić. I jeszcze krótka dykteryjka. Pewien mundurowy, w ramach wyróżnienia w połowie lat 90-tych, otrzymał zezwolenie na zmianę broni z posiadanego P-83 z amunicją "Makrowa". Wybór był niewielki, by nie rzec żaden, ale CZ 75 i tak była o kilka klas lepsza od wspomnianej kupy rdzewiejącego złomu. Problem pojawił się z amunicją, gdyż wspomniana CZ łykała tylko parabellum. Przez pół roku posiadał jedynie 15 szt na jeden magazynek, choć w służbie zawsze go używał, a następnie dostał kolejne 30 z tym, że 15 na naukę strzelania z tej broni i dopasowanie przyrządów. Niestety dopasować musiał się sam do broni a kolejne strzelanie odbyło się za następne pół roku. Po trzech latach, zupełnie nieoficjalnie, dowiedział się, że ćwiczył strzelanie co miesiąc, co kwartał miał strzelanie kontrolne i wystrzelał całe mnóstwo amunicji. Do dziś nie wie czemu tego nie pamięta ale koszty amunicji były pokaźne. Gdy wspomniał o tym przełożonemu odebrano mu nagrodę. Panowie, nawet nie zdajecie sobie sprawy w jakiej ciemnej d... jesteśmy. A co do elektrowni, tu są dane.
  13. Było, tym bardziej, że spora część byłaby z dotacji EU. Moim zdaniem problem tkwi gdzie indziej. Od połowy lat 90-tych istniała dyrekcja oczyszczalni południe-w budowie. Normalnie kase brali dosłownie za nic. Przejęcia i wykup gruntów to fikcja, gdyż na jej miejscu powstały osiedla mieszkaniowe a w 2005, kiedy powstała decyzja o zaniechaniu budowy było już wiadomo, że nie ma miejsca na oczyszczalnię, bo tuż za miejscem zaczynają się obszary Natura 2000 z jednej strony a z drugiej osiedla mieszkaniowe i tereny prywatne, które miały być wykupione. To co istnieje to coś na małe miasteczko lub jedna dzielnice Wawy, oficjalnie przyjmuje 60 tyś m3. Wiem, ta wielkość niewiele mówi, więc trochę danych. "Czajka" tylko z prawobrzeżnej Wawy (i okolic: Zielonka, Marki, Jabłonna, Legionowo), zbiera ok 180 tyś m3. W lewej Wawy dopływa 240 tyś m3. Po modernizacji z 2012 "Czajka" może obsłużyć 435 m3. Jak widać oczyszczalnia dla lewej Wawy odbiera 60 tyś a przesyła 240 tyś a sama "Czajka" jest na skraju przerobu. Patrząc na rozbudowę "okolic", Aleksandrowa, Tarchomina i innych granicznych dzielnic, za dwa lata ścieki pójdą do rzeki, bo nie będzie jak ich przerobić, czyli wrócimy do punktu wyjścia. Jakby się ktoś zastanawiał gdzie ona jest, ta południe, to niech jej szuka zaraz obok EC Siekierki.
  14. Ale wierzysz w to co piszesz? Pytam, bo to ważne. Janusz, mam wrażenie, że nie słyszałeś opisywanych śmiesznostek w mediach, kiedy to dopiero co otwarty wiadukt od razu zamykano do remontu. Albo dopiero co otwarty odcinek drogi również zamykano do remontu. Budynki, które uległy różnym przypadłościom w trakcie budowy kazano wyburzyć. W niektórych przypadkach był to błąd architektów, w niektórych wykonawcy, który zastosował niewłaściwe materiały, czytaj tańsze. Błędy architektów są mocno zastanawiające, gdyż bezpośrednio z nich wynikała oszczędność materiałów. Architekci nie muszą oszczędzać, więc wygląda to na jakiś układ i zdecydowanie celowy błąd. Podsumowaniem może być blok, bodaj w Poznaniu, gdzie kontrola przed otwarciem zdecydowała o jego wyburzeniu, gdyż użytkowanie groziło zawaleniem. Jednak to duże inwestycje, z mniejszych była dość głośna sprawa jakieś dwa lata temu, gdy domek jednorodzinny jeszcze przed zakończeniem robót najzwyczajniej zaczął się rozpadać. Inwestor uczciwie płacił za wszystko a wykonawcy najzwyczajniej go okradali. Kierownik budowy pisał bajki w dzienniku, bo miał w tym złodziejstwie swój udział. Niestety nie wiem jak sprawa się skończyła, wiem jedynie, że prokuratura wszystkim zamieszanym zablokowała konta firmowe i prywatne na poczet odszkodowania.
  15. Przyznam, że nie rozumiem. Opisałeś Jaxona cw 60 g, przy którym traciłeś kontrolę nad rybką ok 5 kg. Zdarza Ci się łowić i większe a tu wybór na to samo, logo się tylko zmieni. Wędziska generalnie pracują tak samo jeśli zacięta ryba ma masę zbliżoną do wytrzymałości blanku. Po coś jest nanoszone to cw. Krzysztof dobrze Ci radził aby skierować wzrok na cw 100 g jeśli chcesz mieć sztywniejsze wędzisko. Przy wspomnianych rybkach zachowa jeszcze sporo wytrzymałości i sztywności aby kontrolować hol. Wędzisko w pełnym ugięciu blanku to nie hol tylko obrona przed zerwaniem zestawu lub złamaniem kija. To nie bambus, który wytrzyma 200% a nawet więcej obciążenia od dedykowanego cw.
  16. To i tak długo. Ostatnia moja przygoda z autkiem, to było sprawdzenie na parkingu wszystkiego przed przeglądem. Pojechałem na przegląd i okazało się, że moja SKP zlikwidowana, druga nie czynna, pojechałem wkurzony na okręgówkę i pierwsze co usłyszałem, że dowodu nie podbiją, bo brak świateł hamowania. Szczęka mi opadła bo pół godziny wcześniej były. W warsztacie okazało się, że przełącznik pod pedałem padł. Odjeżdżając z warsztatu moją uwagę zwróciła szybko migająca kontrolka kierunkowskazu. Od razu werdykt padł na żarówkę, która przecież była dobra, wszystko działało, więc albo przepaliła się podczas pierwszego mignięcia, albo...magia. Odkręcili lampę, wymienili żarówkę i to samo, nie świeci. Od razu mechanik zabrał się za styk i wtyczkę, działa do dziś. Jestem świadomy, że takie rzeczy mogą mi się przydarzać coraz częściej, autko ma już jakby nie patrząc 16 lat, jeszcze dwa i samo na autopilocie po piwo będzie jeździć.
  17. Nie neguję, raczej przyjmuję do wiadomości, że i takie rozwiązania są. Swój osąd opieram na przemyśle mięsnym, gdzie cały osprzęt, miski, kuwety, maszynki, itp musiały być zakupione od producenta posiadającego certyfikat aby otrzymać ISO. Wiele zakładów zamknęło się, z kilku poszły w świat informacje, że nie zapłacą setek tysięcy euro za sprzęt gorszej jakości aby tylko mieć certyfikat. Na szczęście nie wszyscy byli desperatami i szybciutko podpięli się pod przyjętą w EU produkcję tradycyjną. Jakie były opory z zatwierdzeniem tego i jakie są, to już na pewno wiecie. Po miesiącach badań i opiniach ichnich rzeczoznawców okazuje się, że nasz sprzęt bez certyfikatów jest nie tylko dobry ale i odpowiedni. A co do wspomnianego zaworu, to zakupiony z logo pewnej firmy niemieckiej, który po kilku dniach dosłownie pękł na pół a woda zalała cały dom. Gość był ogarnięty w temacie i od razu ściągnął rzeczoznawców oraz złożył pozew do sądu o odszkodowanie. Nie wiem dokładnie co i jak się działo ale sprawa przeniosła się do Niemiec, tam stwierdzono iż logowane produkty (było więcej tych zaworów, które od razu zdemontował), były wyprodukowane w Chinach bez jakiejkolwiek informacji dla klienta. Sprawę wygrał a firma grzecznie uregulowała wszystkie koszty remontu domu, wszystkie a nie tylko hydrauliki. Z tego co wiem firmy nie ma od dawna. Nie, remont wspomnianego domu jej nie wykończył, wykończyli ją rodacy, którzy już z innego poziomu prawnego zareklamowali towar z uwzględnieniem kosztów remontów całej instalacji wodnej.
  18. Sztywne feedery ma Konger. Przez kilka lat im się przyglądałem gdy pieli się w cw, wpierw 150 (posiadam genialny Aviator), potem 180 a następnie 200-210. W tegorocznym katalogu pojawiły się też surfcastingi a to dobra prognoza dla feederów.
  19. Przetarg na pewno zawierał warunki wykonania oraz dane jak przepustowość, wytrzymałość, itp. Nie wiadomo czy zawierał specyfikację techniczną elementów oraz producentów tychże. Na pewno przynajmniej kilkoro z nas wie o zaworach kulowych z Chin, które posiadają wszelkie certyfikaty i są kilkukrotnie tańsze od produktów z krajów EU. Jednak awaryjność tych chińskich jest adekwatna do ceny, też kilkukrotnie wyższa. Certyfikaty ISO bardzo łatwo zdobyć, szczególnie gdy się jest ich autorem i pobiera się kasę za ich wydanie. Właśnie tym EU wykończyła nasz przemysł, nie tylko maszynowy ale i spożywczo-przetwórczy. Choć nasze urządzenia były o wiele lepsze, co jest powszechnie wiadome, to jednak o eksporcie mogli zapomnieć, gdyż nie posiadały...ISO ustanowionego przez tych, którzy teraz mają nasz przemysł w garści. Nie da rady ferować jakiekolwiek wnioski gdy nie wie się o warunkach przetargu ani o częściach wykorzystanych w budowie.
  20. Najgorzej jak najgorzej. Mam nieodparte wrażenie, że ta Daiwa to bardzo dobry kompozyt a nie węglówka. Jeśli jednak węglówka to zastosowane żywice mają z 10 lat, czyli są już powszechne na rynku, czyli są tanie, a nawet bardzo tanie uwzględniając relatywizm ceny.
  21. Aż korci aby napisać jakiś elaboracik w temacie ale rozsądek podpowiada, że to nie ma sensu. Piotr, napiszę krótko, mniej telewizji, więcej literatury. Telewizja nie tylko wprowadza w błąd propagując idee konkretnych grup inwestycyjnych chcących zarobić wszelkimi kosztami, co robi prawdziwą wodą z mózgu. W sposób przemyślany i celowy powoduje wyłączenie samodzielnego myślenia i narzuca "niepodważalne" poglądy wspomnianych grup. Aby całość dobić, prawo w tym państwie (w tym bo trudno mi pisać w moim), jest konstruowane tak aby wspomniane grupy chronić i pozwalać im na robienie wszelkich możliwych rzeczy, na które mają ochotę a przynoszą zarobek, bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. O powodach takiego działania też można pisać długo i w większości w domysłach, choć niektóre rzeczy wychodzą na jaw jednak bez jakichkolwiek konsekwencji. Choć dość długo żyję, to jeszcze żaden rząd w tym kraju nie działał dla ludzi i przyrody lecz dla własnych partykularnych interesów i dopóki się to nie zmieni, będzie tak jak dotychczas a nawet gorzej. Nie, to nie jest manifest polityczny lecz wypowiedź jak najbardziej w temacie. PZW jako gospodarujący może domagać się odszkodowania za straty. Jak ich nie ma, to nie ma podstaw do jakiegokolwiek działania. Stan i jakość wód są poza ich możliwościami partycypacji, gdyż wody są własnością państwa. Pogłębianie Wisły - po co? Rzeki pogłębia się o ile są to szlaki żeglowne. Wisła jest takim szlakiem jedynie teoretycznie na potrzeby pobierania opłat. Oranie pól pod samą rzekę to nic nowego. Kiedyś, dawno temu, było obowiązkowe 5 m wolnego brzegu, od dawna obowiązuje tylko 1,5 metra. W PZW, jak i u innych gospodarujących płaci się za możliwość połowu ryb. Nie ma ani słowa o udogodnieniach dla wędkarzy. Powodzie były, są i będą. Zawsze po gwałtownym opadzie woda nie nadąża spłynąć z otwartych zabetonowanych powierzchni. Powodzie na terenach zabudowanych są bardzo spektakularne dla mediów. Dziwne tylko, że zaczęło się to kilka lat po wprowadzeniu zgody na osiedlanie się na terenach od wieków przeznaczonych jako zalewowe. Wały nie pomogły i dotyczy to całego świata a nie tylko tego kraju. Melioracje rzek i zbiorniki retencyjne to wymysł po II WW. Melioracje rzek to zbrodnia na naturze i nie powinno dziwić, że dzieje się tak jak się dzieje. W Europie już to zrozumieli u nas lobby betonowe potrzebuje zarobić. Zbiorniki retencyjne, choć nikt do tego się nie przyzna, powstały przypadkowo. U podstaw były to rezerwuary wody zbudowane na potrzeby ciągłości pracy elektrowni wodnych i dlatego zbierano w nich ogromne ilości wody, którą bardzo niechętnie spuszczano. Jako awaryjne zbiorniki deszczówki i wody roztopowej objawiły się całkiem przypadkowo. Rowy melioracyjne to konsekwencja osiedlania się na terenach zalewowych. Choć państwo rości sobie do nich prawo i pobiera opłaty, to ich utrzymanie leży w gestii gmin. Post Scriptum. No nie wytrzymam, muszę Wam coś jeszcze napisać. Kilka lat temu, może nawet z 10, krakowscy melioranci "ulepszyli" pewną małą rzeczkę na południu, która to po ich "ulepszeniach" całkowicie wyschła. Jedyna reakcja rządu w tym kraju, to wprowadzenie zapisu do ustawy, ze takie zabiegi w przyszłości będą wymagały opinii środowiskowej aby więcej do tego nie doszło. Normalnie powinien pojawić się banan na każdej twarzy z przesłaniem na ustach, że jednak można zapobiec dewastacji przyrody. Jednak o kolejnej poprawce już nikt nikogo nie poinformował, dzięki której melioranci nadal mogą "ulepszać" wszelkie cieki jednak na odcinkach nie dłuższych niż 1 km. Wydawałoby się to niegroźnie ale rzeczywistość na kolejnej rzeczce temu przeczy. Pewien potok, jak najbardziej pstrągowy oraz z siedliskiem strzebli, betonowany jest po całości (dno i brzegi), kilometr po kilometrze w odcinkach z kilkutygodniowymi odstępami, bo wtedy nie potrzeba ustawowej opinii.
  22. I dzwoń do PSR.
  23. No to powodzenia i...taaaaaakiej ryby.
  24. No nie dajesz wyboru. Przy tak postawionej sprawie muszę...się zgodzić.
  25. Zawsze mam wątpliwości co do węgla i dość delikatnych kołowrotków dla początkujących. Optowałbym raczej za kompozytem i kołowrotkiem ze zdecydowanie mniejszym przełożeniem, niemniej wspomniane mistrall i spark nie jest poważnym błędem, choć zdecydowanie nie w moim guście i przeciw wiedzy. Musisz w tym zestawieniu wziąć poprawkę na grubość żyłki. Gdy zastosujesz dedykowaną 0,18 mm to będzie ci pękać na węzłach przy każdej wspomnianej "handlówce". Gdy nauczysz się holować i ustawiać hamulec, to możesz iść w taki wyczyn, obecnie zdecydowanie proponuję 0,22-0,25 mm o wytrzymałości 4-5 kg. Kilogram stracisz na węźle, który będzie taki jaki będzie i spokojnie można liczyć na stratę kilograma z wytrzymałości. Nie, nie uważam Cię za jakąś niemotę ale wszystkiego trzeba się nauczyć a w robieniu węzłów bez przeciągnięć, które bardzo mocno osłabiają żyłkę, trzeba dojść do perfekcji, a to potrwa. Inną sprawą jest fakt, że wspomniałeś o nauce i przyszłości. Z doświadczenia wiem, że jak ktoś przyzwyczai się mocno do krótkich wędzisk to bardzo trudno mu przestawić się na coś dłuższego. Pisałeś, że łowiłeś na baty kolegów i nie rozumiem, czemu tak bardzo schodzisz z długości. Dłuższym wędziskiem holuje się o wiele bardziej komfortowo, o niebo lepiej kontroluje się zestaw, o wiele wygodnie podaje się zestaw, no dla mnie same plusy. Wędzisko 4,0-4,5 m jest właśnie takim wędziskiem uniwersalnym, które sprawdza się na 95% wód i warunków na łowisku. Niestety budżet jaki narzuciłeś mocno ogranicza wybór i znośne wędziska są o 20-50 pln droższe. Jednak nie zostawię Cię z samymi niewiadomymi. Nie sugeruj się sklepem, to tylko propozycje wędzisk. kompozyt taki sobie, średni lub nawet lekko poniżej, 420 cm. kompozyt taki jak wyżej, 420 cm zw do 40 g. kompozyt o klasę wyższy niż te wyżej, 420 cm. Co do kołowrotków to jest spory wybór i takim przykładem może być: wersja 525 lub 530 wersja 520 wersja 2000 wersja 61193 No dobra, napisałem co miałem napisać i to była ta łatwiejsza część. Ta trudniejsza należy do Ciebie, czyli przemyślenie wszystkiego i wybór. Ale mogę się nie zgodzić? Póki co ani bolonek, ani batów, ani tyczek składanych nie opracowano a sprawdzają się i to znakomicie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...