Jump to content
kris1313

Wakacyjne wyprawy z wędką

Recommended Posts

Pewnie część z nas podobnie jak ja wyjeżdża na letnie wakacje z wędką w bagażu. Zapraszam do dzielenia się z nami swoimi wrażeniami, świeżym spojrzeniem na nowe dla Was łowiska i spotkania z rybami!

Zacznę od moich wycieczek wędkarskich na Mazurach w okolicy Ełku. Na początek jez.Selment Wielki gdzie mam łódkę z silnikiem el.(strefa ciszy). Kawał wody na opłynięcie której nie starcza akumulatora 120Ah. Uzbrojony tym razem nie tylko w echosondę ale również tablet z nawigacją Navionics Europ' przez cztery dni pozmawałem i oznaczałem położenia gps ciekawych miejsc. Jeśli potrafię wyedytować mapę umieszczoną w sekcji "pliki do pobrania" to naniosę tam położenie ciekawych miejsc. Szukałem przy okazji szczupaków obławiając rozległe blaty grążeli i rdestnicy, pasy roślinności wokół 2 wysp, górki śródjeziorowe. W trolingu objechałm pasy trzcin i rynny. O zmierzchu opukałem gumą górki szukając sandaczy. Poza małymi okoniami bez sukcesu. Czy to przez deszczową wredną pogodę, czy szczupaki "wyginęły" tam? Nieliczni wędkarze których widziałem na wodzie nie byli spiningistami - coś to daje do myślenia! Popadłem we frustrację i wziąłem wędkę spławikową by zapolować na białoryb, którego olbrzymie stado stało w jednej z rynien przy wyspie. No niestety następnego dnia już ich tam nie było.Skończyło się na średnich płotkach i okoniach. Pora sprawdzić inne jeziora!

Edited by kris1313

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ozet

Mam dziwne przeczucie Kris, że Twoje wrażenia z innych jezior, mogą być bliźniaczo podobne. Z legendarnej rybności jezior warmińsko-mazurskich, pozostały tylko woda i legenda. Intensywnie zainteresowałem się tematyką gospodarki wędkarsko-rybackiej na tychże wodach od czasu pewnej dyskusji na naszym forum.(Temat w dziale PZW, pt."Nieuczciwe praktyki PZW?". Temat zamknięty zresztą przez Winda.) Moje poglądy w kwestii tych jezior, od tamtego czasu mocno ewoluowały. Ale to temat na inną dyskusję. Obym się mylił w swoim czarnowidztwie, więc życzę Ci tradycyjnego "połamania" i miłego wypoczynku. W końcu już sam pobyt "na łonie natury", ma swoje uroki. Ryby jak mówią niektórzy, mają drugorzędne znaczenie. (Zwłaszcza dla zbieraczy runa leśnego).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem ze złowieniem ryb spotykal mnie i kolegów na wodach pomorskich PZW i prywatnych,jednak i tu na Mazurach chyba jest tak samo. Zacząłem co prawda na jeziorze gospodarstwa rybackiego, które zostało powołane po to by łowić ryby, ale jak dobry gospodarz powinni również siać, czyli zarybiać by potem zbierać plony. W/g info z internetu niby to robią, ale jednocześnie skarżą się, że kormorany wyjadają im właśnie tyle co zarybią. Resztę odłowią ile się da i woda zostaje pusta. Mają we władaniu dziesiątki jezior i tysiące hektarów wody, może to pozwala jakoś prowadzić zrównoważoną gospodarkę?. Prowadzą własny ośrodek hodowli narybku. Okoliczności te, piękno i potencjał jeziora skłoniły mnie do postawienia tam łódki, ale widać "życie to nie je bajka a je bitwa"

Taaak Zbyszku, zbieranie runa leśnego jest fajowe ( a jagody i maliny obrodziły) ale jednak to nie te emocje co lubią tygryski!

No, ale czasem przychodzi "niedziela"! Zmieniłem jeziora, przesiadłem się na belli boata i zawiesiłem na spiningu gumy. Co pomogło nie wiem, ale w trzy wypłynięcia (bo 3 jeziora) złapałem 8 szczupaków.

Najpierw urokliwe niegdyś ukryte w starym sosnowym lesie jeziorko Tatary wielkie. Swego czasu kilkukilogramowe szczupaki widać było gołym okiem, jak wiosną wygrzewały się na słońcu przy powalonych do wody drzewach. Jezioro to ma wyjątkowego pecha do klęsk. Jednego roku wojsko ćwiczyło kruszenie lodu (materiałami wybuchowymi), a wiosną po zejściu lodu spora powierzchnia wody pokryta była białymi (bo do góry brzuchami) martwymi rybami. Co kilka lat zimowa przyducha jeszcze w maju pokazuje swoje żniwo. Chyba tylko liny wytrzymują jakoś ten dopust boży. Ale co roku próbuję tam szczęścia ze spiningiem, by znowu trafić swoje 70+. Woda brązowa od torfu jak zawsze, nikłe oczkoanie drobnicy, nieliczne pluski okoni w szuwarach, żadnego ptactwa rybojadów - jakoś martwo. Opływam belly botem wkoło i przy wschodnim brzegu gdzie zwykle dopisywało mi szczęście wyciągam 2 szczupaczki. To jescze młodziaki i puszczam je by dorosły i się mnożyły . Żywię nadzieję, że to jezioro opuszczone przez PZW a nawet dzierżawców kiedyś jeszcze się odrodzi.

Jest wczesne popołudnie i niebo się wypogodziło, postanawiam więc przejechać na sąsiadujące o kilka km jeziorko Herta (lansowana współcześnie nazwa Żabie oczko). Spędziłem tu pod namiotem nie jedne wakacje, smażyliśmy złowione płotki i pili wodę z jeziora. Szczupaki zawsze tam były a jezioro choć małe, ma w piaszczystym dnie wypływające zdroje i głębinki, co chroni je przed zimową przyduchą. Zaczynam opływać miskę jeziora obrośniętą rdestnicą i pojedyńczym wywłócznikiem. Tu zawsze stał jakiś rozbójnik. Woda jest pięknie czysta i widzę swoją gumę i podwodny krajobraz na wiele metrów, co pozwala mi dosłownie lawirować kopytkiem między wierzchołkami wodorostów. Ledwie po kilku rzutach jest słodki pulsujący opór. Jest dobry 60+ i się stawia, hamulec gra. Nie mam podbieaka (jak zwykle), więc walczymy na zmęczenie by go podebrać ręką. Odjeżdża kilka razy, aż zcwanił się i na dojściu do pływadełka wyskakuje tuż przede mną ponad wodę wytrząsając hak tkwiący w podniebieniu. Bywaj stary, do spotkania mam nadzieję. Uwolnienie z pojedyńczego haka w twardym podniebieniu spotyka mnie kolejny raz. Coś jest nie tak, myślę, ze moje haki główek są za miękkie, bo sprężynują zamiast wbić się przy oporze ryby. Zacięcie nie pomogło. Nie czekam długo na powtórkę brania, jest braciszek, mnijszy i już ten nie wywija młynków.post-604-0-57064100-1405109765_thumb.jpg

Edited by kris1313

Share this post


Link to post
Share on other sites

gratuluję. Mogłbys z tego zmontowac jakis fajny art na Portal.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ozet

No właśnie Kris, jakiś ciekawy artykuł, byłby mile widziany. Zapewne nie tylko przez Winda i mnie. Masz predyspozycje aby napisać coś obszernego. Piszesz ciekawie, nie nudzisz, więc czekamy na ciąg dalszy Twoich eskapad z wędką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam i dziękuję Kolegom za dobre słowo, może jesienią pozbieram się by zebrać temat "do kupy". Teraz mój tablet z androidem stwarza mi problemy, by edytować, poprawiać błędy i wklejać zdjęcia - wybaczcie brak liter czy literówki oraz niezamknięty podsumowaniem tekst.

cd. do wczorajszego opisu:

Słońce zachodzi za lasem i robi się szaro od ściany lasu. Mimo złotej godziny nie mam więcej brań i pora wracać na brzeg. Zdjęcie dzisieszego trofeum wychodzi dopiero z lampą błyskową, stąd kolory nieciekawe. Postanawiam sprawdzić jutro rano, czy szczupaki mają apetyt.

Mój ranek, to dopiero ok. godz.9 na wodzie, zresztą mam wrażenie, że szczupaki jedzą śniadanie równie późno jak ja.Opłytwam Hertę mniej naświetloną trasą. Słońce praży coraz mocniej, a mój wczorajszy "skoczek" ani jego kompani nie mają ochoty na moje gumy. Opłynąłem już 3/4 jeziorka zbierając po drodze opr od sfrustrowanego amatora linów. Ja za to widziałem lina ok.40 cm spokojnie pływającego między zielskami. Jest ok. godz. 10 i prawie koniec trasy, gdy przy zacienionym brzegu mam branie. Szczupak jest mocny i robi odjazdy przy muzyce kołowrotka. Gdy jest blisko podprowadzony, robi tak samo wyskok jak wczorajszy. Ale ja jestem już mądrzejszy o wczorajszą przegraną i krótkim kijem elastycznie udaje mi się utrzymać napięcie plecionki niepozwalając na wypięcie się jego. Tym razem wygrywam ja! Trasa zrobiona, połów się udał, żar słońca doskwiera, pora wracać do domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejne wyprawy były na bliźniacze kształtem jeziora - rynny długie na 5km a szerokość 300 do 600m, nawet w tym samym kierunku wyrzeźbił je lodowiec ze wschodu na zachód.

Najpierw jez. Sunowo leżące przy drodze wyjazdowej z Ełku na Orzysz. Słońce trochę spod chmurki od pd.wschodu wiatr, więc zaczynam opływanie belly boatem od wysokiego brzegu z drzewami (wzdłuż torów), bo jest tam cień i brak fali. Cały ten brzeg jest bez trzcin, za to grzybień i wywłócznik tworzy fajny pas kryjówek. Mimo tak wąskiego koryta są tu dołki ponad 20m głębokie. Przede mną dwie urocze wyspy z otoczką roślinności wodnej , do których chcę dopłynąć .

post-604-0-63078200-1405532089_thumb.jpg

Jedna łódka ze spingistami spływa na śniadanie, ale nie zdołałem pogadać, bo już oddaliłem się od plaży miejskiej gdzie łatwo się zwodować. Woda ma średnią przezroczystoścć daleką od tej na Hercie. Na wysokości pierwszej wyspy mam branie i pierwszego szczupaka 55+, przy drugiej wyspie następny 60cm.

Oba walczą dzielnie i wyskakują nad powierzchnię przed pływadełkiem. Dziwi mnie to, bo na obejrzanyh filmikach były spokojne. Czy one boją się pływdła a ja za szybko je holuję , gdy mają jeszcze dużo energii, czy temu że takie wypasione? Dalej czeka mnie odcinek powrotny przy brzegu nawietrznym ok.1km. I tu poraz pierwszy przyroda uświadamia mi "kto tu rządzi". Wiatr i fala z otwartej przestrzeni tak się nasiliły, że trudno mi na płetwach pokonywać ich napór. Wypatrzyłem na brzegu małą plażyczkę i tam postanowiłem dobić. Zostawiłem niestety w samochodzie małe wiosełko kajakowe, które miało mnie wspomagać w takich sytuacjach. Docieram nieźle zziajany, zjadam energetyzującego batona i wypijam resztkę zabranej wody. Rozebrałem się z woderów i przepoconego ubrania, wykąpałem z rozkoszą, oprawiłem ryby i czekam na poprawę pogody. Znudziło mi się czekanie a wiatr nie odpuszcza. Zostało mi do przepłynięcia ok.600m, ale oceniam, że zajmie mi to ponad godzinę i się zarąbię. Postanowiłem schować BB w trzcinach i piechotą wrócić do samochodu, by tu podjechać po niego. Muszę to zrobić boso, bo w woderach upał nieznośny, a buty w samochodzie. Oj srogo mnie to doświadczyło, bo Cejrowski nie jestem, a szukając objazdów i przejazdu przez tory przeszedłem ze 3km, żeby znaleźć się przy samochodzie odległym nieledwie 0,5km od BB. Uczymy się rozwagi całe życie!!!

Następne jezioro które zwiedziłem po dojściu do siebie, to Lipińskie, przy tej samej trasie ale dalej ok.15km. Las naokoło, przytyka poligon wojskowy przez co jest mniejsza presja wędkarska. Ruszyłem trochę późnym ranem oczytany w sprawozdaniu gosp. jeziorowego, jakie to oni porobili tam zarybienia szczupakiem i sandaczem . Trasę zaczynam w połowie jeziora mając w pamięci wspomnienie, że 5km to nie na płetwy. W lewo jest wąska zatoka gdzie głębina sięga 24m

.post-604-0-16823000-1405536026_thumb.jpg

Jezioro jest dość dzikie i urocze, ale woda.... to zupa ze zmiksowanego groszku. Widoczność żadna, przypominam sobie zagadnienie widzenia kolorów pod wodą, by wybrać jakąś gumę którą zobaczy szczupak. Opływam jezioro południowym brzegiem z grążelami, trzciny o dziwo rosną tylko na brzegu północnym. Dziwne, na Sunowie było to samo zjawisko, czy one są jakieś "magnetyczne"? Docieram na wysokość zatoki i pokonuję ze 400m pustego przelotu. Pochylone nad wodą i zwalone drzewa, roślinność zanurzona, trochę cienia, jepsza widoczność pod wodą - podoba mi się to. Tu muszą czaić się drapieżniki!

post-604-0-46648100-1405536844_thumb.jpg

Obławiam faje miejscówki, ale prócz małych okoni nic nie trafiam. Czy to przez ten żar z nieba i zupowatą wodę ? Biwakujący pod namiotem samotny traper nawet nie moczy wędek. Mówi że przez pełnię księżyca tak nic nie bierze. Ale sandacze są i łowił je na koguty. Wrócę tu jeszcze na pewno!!!

Edited by kris1313

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krisu próbuj ustawiać się do szczupłego od strony słońca.

Z moich doświadczeń pamiętam, że skubaniec często ustawia się w cieniu roślinności zanurzonej, czatując pod światło.

Wydaje się, że łatwiej mu obserwować cień ryby.

Wykorzystaj to oraz fakt, że lubi wszelkie spady, końcówki zielska, górki.

Na głębokiej wodzie wcale bym go nie szukał. Chyba, że w jeziorze jest sieja, sielawa.

 

Zwróć uwagę przede wszystkim na kierunek światła (słońca)

Jeśli woda jest zmarszczona falką, napowietrzona wiatrem to dobry znak.

Wtedy i on widzi cię mniej.

Na pewno wyczuwa cię linią boczną.

 

Powodzenia brachu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dałem się ponieść letniemu lenistwu - przedpołudnie, słonko, łódka zakotwiczona nad śródjeziorową górką, spławiczek.

Na echu pojedyńcze rybki, a tu spławik pracuje co chwila. Leszczyki biorą na czerwonego robaka i dają mi szkołę zapomnianych już wszystkich swoich sztuczek:spławik podniesiony, podnużony, wyłożony' ciągnięty, skaczący itd. Zabawa i uciecha przednia. Jak spławik nurkował bez cyrku to była płotka. Miałem co oprawiać i przez śmierdzące od dennego pokarmu wnętrzności, chyba przejdę na C&R.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ozet

Taki to już urok ryb karpiowatych. Często ignorują wyrafinowane mieszanki, pachnące Bóg wie czym, a obżerają się obumarłą materią denną, ślimakami, małżami. Które podczas rozkładu w przewodzie pokarmowym ryb, mają mówiąc delikatnie nieciekawy zapach. Wszystko zależy jakie są ich aktualne potrzeby pokarmowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem co oprawiać i przez śmierdzące od dennego pokarmu wnętrzności, chyba przejdę na C&R.

 

 

Powinieneś wypatroszyć dorsza z Zatoki, mam uzasadnione podejrzenie, że pójdziesz w te stronę :)

 

Staram się sprawić te ryby po za domem bo faktycznie smrodek nieziemski.

Mam wrażenie, że cały syf z głębi lądu sprowadzony Wisłą do morza w latach PeeReLu wciąż się rozkłada na dnie gdzie żerują ryby.

 

Zapach wnętrzności drapieżników z innych wód też nie jest ciekawy ale co zrobić?

Świnki w zagrodzie czy ptaszki w kurnikach też nie pachną :D - czy trzeba przejść na wegetarianizm?

Jak tu żyć Krzychu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świnki w zagrodzie czy ptaszki w kurnikach też nie pachną :D - czy trzeba przejść na wegetarianizm?

Jak tu żyć Krzychu?

Oj twardym trza być, by pocieszyć się adrenalinką łowcy!!! Jednak drapieżniki tak nie śmierdzą po otwarciu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No wiecie co.....? Tylko ja na urlopie łowię (usiłuję) ryby? Nikt nie pisze, to zrobi się nudny " teatr jednego aktora". Piszcie!!!!

Po kilku tygodniach wreszcie dzisiaj zanosiło się na deszcz z burzą. Nie patrząc na grzmoty w okolicy złapałem spining, władowałem do samochodu napompowanego BB i hajda na ulubioną Hertę. Woda ma 26+C, ale jest nadal bardzo przezroczysta a kąpiący się ludziska szaleją z radochy. Po mojej trasie pływa pontonem młody człowek ze swą lubą i jest tak ciekawy mojego łowinia, że podpływa by pogadać. Co mam się wkurzać, każdy może....., wybieram tylko miejsca, gdzie był najdawniej. Rdestnice i wywłócznik zrobiły się już szare, są łatwiejsze do zerwania i chylą się do dna. Po pół godzinie mam zacięte branie, ale to młodzik ok.40cm i uwalniam go bez dotykania. A dalej to już chyba akcja zamówiona przez sklep wędkarski! Jeszcze mnie to nie spotkało, żeby w krótkim czasie obgryzło mi ogony na 3 kopytkach. Chyba dzieciaki próbowały swoich sił, bo nic na haku nie było. A na koniec tąpnęło jak zaczep o drzewo, ale nic nie walczy, zero oporu. Po ściągnięciu okazało się, że nie ma wabika a nawet agrafki z krętlikiem, a stalowy przypon urwany w miejscu ich połączenia. No cóż, awaria techniczna się zdaża, trzeba to jednak wyprzedzać by w trakcie łowienia nie było rozczarowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No wiecie co.....? Tylko ja na urlopie łowię (usiłuję) ryby? Nikt nie pisze, to zrobi się nudny " teatr jednego aktora". Piszcie!!!!

 

Łowiska na forum są podzielone na regiony. Zajrzyj tu. :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

stalowy przypon urwany w miejscu ich połączenia
hihi :)

 

Miałeś krokodyla na haku brachu :)

Jak to mówią: trzeba kija ciągle w wodzie trzymać żeby coś złowić.

Powodzenia Krzychu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowy sezon szczupakowy 2015 rozpocząłem jak zwykle w majowy weekend na Mazurach.

Zabrałem swojego belly bota i hajda na wodę.

Słonko piękne i ciepło, ale wiało trochę za mocno jak na pływadło.

Zainstalowałem sobie elektryczny napęd, który po raz pierwszy mogłem wypróbować w praktyce.

Na te wietrzne warunki przydał się badzo, ale zdjęcia i uwagi opiszę innym razem w osobnym temacie.

Jezioro niezbyt wielkie, ale zeszło mi na wodzie ze 6 godzin by je opłynąć do wieczora.

Na samych płewach bym zdechł, a i tak następnego dnia nogi mam jak z waty i muszę odczekać z następnym pływaniem.

Wiele godzin na wodzie, zmieniałem wahadłôwki i gumy i tylko jeden szczupak mnie przywitał.

Ma dobre 65cm, pięknie wybarwiony i walczył z wielką energią.Spodobała mu się guma przypominająca okonia. Chwycił kilka metrów przed BB atakując z boku ,co widziałem przez polary.

Spotkany na łódce spiningista kończył pływanie gdy ja zaczynałem. Miał 2 wymiarowe szczupaki i narzekał na marny dzień. Pierwsze grzybienie wynurzyły już swoje liście, inne zielsko ma dopiero 10-20cmpost-604-0-89602300-1430699298.jpg

Edited by kris1313

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to otwarcie sezonu udane. :) Nie ukrywam, że mnie tym napędem zaintrygowałeś. Jeszcze o czymś takim nie słyszałem i bardzo mie to ciekawi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przedobrzyłem z obciążeniem nóg na pierwszym pływaniu BB i odpoczywam, ale nie od spiningu.

Wczoraj już z brzegu byłem nad jez. Tatarskim, moim leśnym sentymentem. Pierwszy dobry sygnał, to brak zdechłych ryb po zejściu lodu, a zatem nie było przyduchy! W przybrzeżnym pasie 2-3 m igrają tysiące 1-2 cm rybek. Czy ktoś wie co to za rybki już się wylęgły? Uciekają w popłochu aż pryskają nad powierzchnią wody gdy zbliżam do nich spiningowy wabik. Niestety tylko ja je straszę, drapieżniki nie żerują w tej obfitej stołówce. Jest nadzieja, że populacja ryb powiększy się w tym pechowym dotychczas jeziorku. Nowego dzierżawcy jeszcze nie wybrano, ale jedna łódka już stacjonuje.

Dzisiaj znalazłem się nad rzeką Ełk i powędrowałem w gôrę od miasta, gdzie jeszcze nogami nie chodziłem. Koryto puste bez zielska , niewiele małych ryb, woda z dobrą widocznością ale wygląda jak martwa. Zacząłem małą wahadłówką, bo akurat wisiała po łowieniu w jeziorze, ale szybko zmieniłem na pływającego woblerka. Dobrze go widzę gdzie pracuje - okulary, skarpa, dobra przezroczystość wody. Okolica robi się dzika, bobry robią tu sporo bałaganu, muszę uważać by nie wpaść w jakąś ich dziurę. Jest już po godz. 17 i trochę szaro pewnie nadciąga kolejny deszczyk. Zakładam żółto czarne kopytko z cienkim wijącym się ogonkiem. Tym wabikiem mogę wchodzić w widoczne dołki i rynny przy skarpie. Dochodzę do uroczego zakrętu, gdzie woda trafiając na prostopadłą skarpę wymywa głebokie koryto, wiruje i cofa się. Widzę tu wiele białorybu w toni i oczkującego za owadami. Obiecuję sobie wrócić tu latem ze spławikiem dla wielkiej uciechy. Obławiam rynnę w górę i w dół obserwując ze skarpy zachowanie ryb i pracę wabika i nic nie dzieje się. Podchodzę kilka kroków jeszcze w górę rozgládając się którędy wrócić na skróty do pozostawionego samochodu. Wrzucam wabik na żółty ślad lachy piasku na początu zakrętu pod drugim brzegiem. Już na ciemnej wodzie widzę biały błysk tuż przy wabiku. Jest JEST branie! Czujnie walcząc schodzę ze skarpy w miejsce gdzie da się wyślizgnąć rybę na brzeg. Lądowanie udało się, mam kolejne 60+ uciechy.post-604-0-62189800-1430781262.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Minęły od maja 3 mies., no i znowu jestem w Ełku i skwarzę się jak wszyscy tego tropikalnego lata.

Z rybkami nędza jakiej nie pamiętam to nie było o czym pisać. Szczupaki tylko młodziaki, sandacza nadal nie spotkałem za to okonie i leszcze poznały się na bocznym troku.Z nadzieją na duże leszcze ponęciliśmy z kuzynem na stoku jeziorowej górki, ale prosiaczki nie przyszły i skończyło się na średniakach.

Dzisiaj nareszcie sezam szczupaków otworzył się dla mnie. Hurra belly boat i wobler górala.Wczoraj już po g.18 oblukałem ciekawą zatoczkę,ale był tylko jeden młodzik. Dzisiaj zacząłem wcześniej i od innej strony. W ciągu 1 godz. na przestrzeni ok.300 m miałem 6 holi z tego połowa wyjęta.post-604-0-23445600-1440712600.jpg

Ten ma 72 cm i powoził mi BB zanim doszedł mi do rèki. Nie używam podbieraka co może jest błędem, bo przed nim dwa inne wypięły się przy nogach a z pomocą podbieraka tak długo i swobodnie by nie poharcowały. Nieporęczna jest również wędka długości ponad 2,4 m - mordęga. Wkrótce znowu mam wyjętego 60+ co już mnie lekko zdziwiło.post-604-0-46452700-1440713221.jpg

Łowiłem na dwu 'polankach' pomiędzy rdestnicami. Bliżej brzegu rzadkie grążele. Bardzo lubię takie miejsca i nie potrzebna mi echosonda. Do pełni szczęścia uwolniłem trzeciego wymiarka i holowałem jakiegoś kolejnego byczka ponad 60. Dawno takiego dnia nie miałem, czy to na zmianę pogody, czy jesienne żarcie się zaczyna? Jeśli jutro nie będzie lało, to zobaczę czy będzie powtórka 'wielkiego żarcia'!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Do upatrzonej zatoki wybrałem się już łódką wraz z kuzynem dopiero w niedzielę rankiem. Próbujemy na woblera, kopytka i wirówki - i są szczupaki! Najpierw prowadzę ja dwoma wyjętymi a Jacowi spina się większy z wirówki, w końcu mnie dogania. Dwa lata szukaliśmy tych szczupakôw, by w ostatni wekend wakacji dobrać się do nich! Myślę, że zostają one tam po tarle, bo stołówka jest tak obfita jak jeszcze nie widziałem. Na boczny trok jak zawsze biorą małe okonie, ale na wirówkę Jac trafił trzydziestaka. Jak jest tyle drobiazgu, to gdzieś muszą być i ich rodzice.

Zrobił się już upał i pora się zwijać do domu. Zabieramy po rybce i do zobaczenia w przyszłym sezonie. Zatoka szczupaków potwierdzona!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×