Jump to content

Zimowy marazm i poluzowane klepki


Wartburg
 Share

Recommended Posts

W związku z sugestią Winda, może tutaj zacznę wątek botaniczno/pijacko/kombatancki :)
Botanika winc aby coś urosło potrzebne są nawozy najlepiej organiczne :)
Obecność hurtowych ilości robaków w procesie produkcji to oczywiście czysty przypadek.
Wczesną wiosną wykonałem takie coś :)

 

30689100_1884077431623894_6473800382739906560_o.jpg

Link to comment
Share on other sites

33 minuty temu, Wartburg napisał:

Tak Zawiało  że wszystkich miłośników wynurzeń pijackich i innych głupot zwiało z pokładu :/

Nie, to poczucie humoru z nich wywiało (w niebyt). Więc "wisielczy" nastój zapanował, gdy powiało chłodem. Niechybnie zima blisko.

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

52 minuty temu, Wartburg napisał:

Reklamacja do Wysokiej Administracyji.
Tak Zawiało  że wszystkich miłośników wynurzeń pijackich i innych głupot zwiało z pokładu :/

Niektórzy chorobliwie nie znoszą wydzielonych i monitorowanych "ogródków", gdzie coś tam im wolno, gdyż wolą tzw. "spontan". Ot i cała tajemnica. 

Link to comment
Share on other sites

Niektórym się wydaje, że na działce u sąsiada jabłek jakby więcej, że są większe i pewnikiem smaczniejsze. (To komentarz do jednego ze świeżych tematów na forum, ale tam nasz Drogi Admin by mi go usunął.) ;)

Link to comment
Share on other sites

17 godzin temu, Wartburg napisał:

Nazbierałęm jabłek w sadzie, włąściciel się nawet ucieszył że ktoś się poczęstow, przykre czasy.

Skoro już jesteśmy przy jabłkach...
Gdy byłem młodszy i dużo łaziłem jesienią na spin nad Wartą, to bardzo lubiłem podkradać w okolicznych, nieraz na wpół zdziczałych sadach, jabłka i śliwki. Smak współczesnych "plastikowych" jabłek z marketów, nawet nie przypomina smaku jabłek ze starych odmian jabłoni. Ale szczególną słabość miałem do śliwek węgierek. Nieraz celowo wybierałem takie trasy, żeby o nie "zahaczyć". Kiedyś byłem szybki, szczupły i zwinny, więc żadne płoty i ogrodzenia nie stanowiły dla mnie przeszkody. Często nawet tych płotów nie było. Trzymałem linię pewnie dzięki tym jabłkom i śliwkom, bo jak wiadomo "kradzione nie tuczy". ;)

Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Ozet napisał:

Smak współczesnych "plastikowych" jabłek z marketów, nawet nie przypomina smaku jabłek ze starych odmian jabłoni.

I właśnie dlatego z utęsknieniem czekam co roku na pierwsze papierówki. Innych nie jadam. ;)

Link to comment
Share on other sites

Często bywam nad Wisłą w sadowniczej okolicy z 10 - 20 lat temu za szaber można było widłami zarobić i otrzymać "zakaz wjazdu" nad wode, /najlepsze miejsca były dostępne z dojazdem przez czyjeś podwórko/ Klasyka wpisowe litra itd ....
teraz jabłka śliwki i co tam jeszcze zdziczały, Wisłę poregulowali ryby poszły w p******u. Można zjeść naprawdę smacznych jabłek i powspominać tylko.
 

Link to comment
Share on other sites

43 minuty temu, Wartburg napisał:

Klasyka wpisowe litra itd ....

O, ten wątek mnie zainteresował. Litr za jeden wjazd i wyjazd, czy litr za sezon wjazdów i wyjazdów?  I czy wpisowe przepadało bezpowrotnie, czy też można było liczyć na "współudział"? 

Link to comment
Share on other sites

Co tu tak dzisiaj tak cicho i głucho? Widzę że tylko PZW jakieś medale czy ordery chce nadawać. Więc ni z gruszki ni z pietruszki, taki cytat spod poluzowanej ździebko klepki: "Takich dwóch, jak nas trzech to nie ma ani jednego. - Powiedział czwarty z nich, po czym cała piątka udała się na piwo." ;)

Link to comment
Share on other sites

25 minut temu, Ozet napisał:

"Takich dwóch, jak nas trzech to nie ma ani jednego. - Powiedział czwarty z nich, po czym cała piątka udała się na piwo." ;)

A zatem? "Komu Bóg, komu wiara, komu ojczyzna miła..." - na piwo brateńki kochane. 

Link to comment
Share on other sites

11 godzin temu, Wartburg napisał:

... nad wyraz dorodna rosówka.

Dorodna rosówka jest pyszna, taka mięsista, tylko cokolwiek "ziemista" w smaku. ;)

PS. Co bardziej wrażliwych, uspokajam. Nie, nie próbowałem, tak tylko sobie wyobrażam. :)

Link to comment
Share on other sites

Apropos próbowania to miałem zapas nałapanych w lodówce na dole w styropianowych pudełkach, obok leżała sałata....
Sęk w tym że nie zauważyłem iż jedna opakoffka się "rozhermetyzowała"  i zwierzątka wlazły w sałatę, oj było głośno przy śniadaniu :o

Link to comment
Share on other sites

Phi!... Jak kiedyś miałem w lodówce ponad pół kilo pinek i białych (tuż przed zawodami) i to dopiero się rozpełzło po całej lodówce, to z trudem uratowałem sytuację, że chociaż lodówka w domu została. Ale co ja się jej naszorowałem to klękajcie narody! Od tamtej pory już tylko pudełka z solidnym zamknięciem... :unsure:

Link to comment
Share on other sites

Jakoś nie kojarzę żadnego spławikowca-gruntowca, któremu chociaż raz nie rozlazły się robale w lodówce. :) 

 

21 godzin temu, Wartburg napisał:

Jako iż piwa nie pije /chyba wyrobiłem swoją normę /
Usiadłem se na przyzbie kultularnie fajka wypalić a tu normalnie potwór  pełznie po chodniku .... nad wyraz dorodna rosówka.

 

A naszczekała na Ciebie, czy tylko syczała? ;) 

Link to comment
Share on other sites

Ozet, coś widać kto sie czym relaksuje ;)
Mnie jakoś wystarcza kilka "buchów" dymu z ogniska kawa i wiatr :)
Pozwolę sobie zacytować tekst przypomniany przez Spławika66 na Książomordziu ostatnio...
Jest to jakaś metoda chyba :)

 

Cytat

"...Pewien niezwykle bogaty biznesmen jeżdżąc do pracy swoją limuzyną, codziennie mijał mostek na niewielkiej rzeczce. Zawsze kiedy tamtędy przejeżdżał, widział skromnie ubranego Indianina, który łowił ryby. Przedsiębiorca był człowiekiem wrażliwym i żal mu było biedaka.

Pewnego razu nie wytrzymał, zaparkował limuzynę obok mostu i zszedł do Indianina.
- Dlaczego tak się męczysz tą wędką - zagaił. - Przecież mógłbyś pożyczyć sieć.
- Ale po co? - spokojnie zapytał Indianin, nie odrywając oczu od spławika.
- Bo wtedy nałowiłbyś więcej ryb i mógłbyś je sprzedać.
- Ale po co? - dopytywał się Indianin.
- Bo za zarobione pieniądze mógłbyś kupić trzy własne sieci.
- Aha. - Pokiwał głową wędkarz. - Ale po co?
- Bo jakbyś miał trzy sieci - tłumaczył biznesmen - mógłbyś zacząć łowić w morzu.
- Ale po co?
- Bo w morzu jest więcej ryb. I gdybyś ciężko pracował, po jakimś czasie stać by cię było kupić własny trawler .
- Ale po co? - nie dawał za wygraną Indianin.
- Bo ten trawler w krótkim czasie zarobiłby na następne trzy statki i ani byś się obejrzał, a byłbyś właścicielem całej flotylli.
- Ale po co?
- Bo dzięki zyskom mógłbyś kupić bank, wybudować hotel, otworzyć kasyno, uruchomić linię lotniczą, wejść na giełdę - biznesmen był w swoim żywiole.
- Pewnie tak, ale po co? - powtarzał jak papuga Indianin.
- Bo wtedy nareszcie miałbyś już tyle kasy, że mógłbyś robić to, co chcesz.
Indianin leniwie oderwał wzrok od spławika, spojrzał na biznesmena i z niezmąconym spokojem powiedział:
- Ja właśnie robię to, co chcę.... "

Krzysztof Czarnota "Niosąca radość"

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...