-
Postów
1 489 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez grzybek
-
Tu, gdzie łowię jest trochę inaczej. Co roku mamy dopływ "świeżej krwi" W delcie Wisły i Nogatu (kiedyś więcej wody płynęło Nogatem) mamy bezpośrednie połączenie z Zatoką Gdańską. Na przełomie lata wpływają z morskiej wody drapieżniki - przede wszystkim okoń, sandacz, troć... Woda w kanałach Martwej i Śmiałej Wisły jest lekko słonawa i dobrze służy rybom. Jest sporo stanowisk, gdzie mogą się ukryć, żerować, przezimować i odbyć tarło. Ryby rozpływają się po kanałach i rzekach i można je tu połowić. Są już wypasione, ciężkie, duże. Okonie wpływające do Martwej Wisły oprócz narybku mają sporo krewetki do wyżarcia a to bardzo pożywny i łatwy pokarm.
-
Kolega, który płynął tego dnia trasą z Błotnika do Westerplatte namierzył okonie przed i za mostem w Sobieszewie. Też fajne łowiska, ryb trzeba szukać. Mają ulubione miejsca, charakterystyczne ale zmieniają je. Nie zawsze są też aktywne. Wy, na początku chyba łowiliście za blisko trzcin na zakręcie. O tej porze powinniście szukać ich blisko spadku dna. Możliwe, że spotkamy się w niedzielę, pozdro...
-
Co prawda spininguję z łodzi ale staram się łowić okonie nawet w grudniu. Dla mnie najsilniejsze, najwaleczniejsze okonie są latem ale najcięższe i największe późną jesienią, zimą. Jeżeli lód nie skuje Martwej Wisły łowię je także w grudniu, przy dodatnich temperaturach. Bywa, że przelotki marzną ale to chwila zamoczenia w wodzie i lód odpuszcza.
-
Nie walczę z Wami więcej bo wpadnę w alkoholizm - może taki macie cel? Trzy konkursy i wszystkie wygrane - już mi bokiem to piwo wychodzi. Coś marnie się staracie (jesteście zbyt życzliwi) - przecież wyjmujecie piękne ryby ale musicie wymyślić coś co pozwoli Wam wygrać
-
Pewnie minęliśmy się na wodzie Piotrze Nie mam do Ciebie numeru więc nie mogłem dryndnąć. Mieliśmy tylko jednego garbusa, 3 sandałki (w tym jeden spory) i jednego szczupłego samca trochę powyżej wymiaru. Cienizna dzisiaj choć wszyscy zadowoleni bo Krzychu dorwał piękną rybę, Paweł szczapił kolejną życiówkę a ja tylko piwo wygrałem Niech kolegi piszą, dzisiaj im gwiazdy świeciły
-
Próbuję zrozumieć Wasz tok myślenia i zastanawiam się, dlaczego miałbym łowić na mniej skuteczne przynęty? Skoro sprawdzają mi się określone modele nie chcę używać innych. Szkoda czasu. Najczęściej łowimy na jednej łodzi w trójkę na różne przynęty i wyciągamy wnioski. Zawsze staramy się wykorzystać to co mamy najlepsze w danej chwili w stosunku do łowiska i rybostanu. Jeżeli wiem, że mój wobler w trolingu schodzi na 3,2m staram się pływać po 4m głębokościach. W tym celu używam echosondy. Jeżeli wypuszczam wobka na 20m za łodzią doskonale widzę do jakiej głębokości schodzi po odkształceniach na czubku wędki. Widzę kiedy zaczyna szorować o dno. Jedno jest pewne - wobler ma dwie kotwiczki i jeśli zaczepi cokolwiek na dnie jego praca zmienia się, co także widać na szczytówce. Żeby był skuteczny groty kotwiczek muszą być czyste żeby praca była nienaganna, niezmącona.
-
Służby działają ;), czyli kłusole w sieci ... policyjnej :D.
grzybek odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
A ja myślałem, że nieuchronność kary będzie jakimś straszakiem... W życiu miałem kilka kontroli z brzegu, ostatnio 3/4 właśnie na wodzie przez Policję. Miałem okazję z nimi porozmawiać. Albo nie mają paliwa albo obsady w czas kiedy kłusole stawiają sieci. Może coś się zmieniło na lepsze? -
Służby działają ;), czyli kłusole w sieci ... policyjnej :D.
grzybek odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
To nie pierwsza i ostatnia sieć na MW. Ciekawe jaki będzie wynik postępowania przed sądem? Czy wyrok odstraszy kłusoli? -
Może inaczej Bartku... Mam sporo woblerów, może ze setkę różnych firm. Używam także gumek i złomu. Nie mniej wierzę w te wobki które są skuteczne, na które mam brania. Woblerów mojego kolegi używam zdecydowanie najczęściej bo jak danego dnia nie sprawdza się jeden model to zakładam inny. Ostatnio testowałem kilka różnych, wcześniej skutecznych i dopiero któryś z kolei zdał na piątkę. Okazała się nim srebrna "piątka" na którą wcześniej nic nie złowiłem. Dla mnie liczy się akcja przynęty. Lubię drobną linię w wodzie imitującą ruch ogona rybki. Ta akcja przekłada mi się na czubek wędki który obserwuję. Jeżeli te woblery sprawdzają mi się to nie widzę sensu używać innych i koło się zamyka. To pierwszy sezon, kiedy tak długo i jednostajnie używam tych woblerów. Poznałem je lepiej i przekonuję się jak każdy model pracuje. Dużo zależy od ustawienia każdej osobnej sztuki. Pomimo, że są do siebie bardzo podobne pracują trochę inaczej, czasem schodzą głębiej niż inne. Łowisko wymaga różnych wariantów, także ryby preferują określone wielkości i pracę woblera. Jeżeli komukolwiek uda się ustawiać pracę tych przynęt to już spory sukces. Ja dopiero do tego zmierzam ale myślę, że z nie najgorszym skutkiem. Warto pomyśleć, wyciągać właściwe wnioski i próbować. Żeby tego poduczyć się choćby trzeba wciąż zbroić, ustawiać, testować, pływać, łowić. Efekty przyjdą. Jak to mówią, wiara w przynętę czyni cuda ale bez znajomości przynęt, zwyczajów i upodobań ryb, znajomości łowiska to wszystko na nic.
-
Mówisz, że są nieskuteczne?
-
Jeśli o mnie chodzi to od lipca br jakieś 80 procent spina to na wobki "Góralskie" w trollingu - trochę Salmo, Rapala... Po za tym boczny trok z podwójnym ogonkiem 1", kopyta Manns 2 i 3" w opadzie na sandacza.
-
To nie była kotwiczka Gamakatsu czy Owner;a - nie pamiętam dlaczego i po co zmieniałeś oryginał ale jak widzisz, zdarzają się takie akcje i warto wybrać najlepsze. Co by było gdyby zaczepił się o jeden grot? Wiadomka Fajna rybka, tej Ci zazdraszczam
-
Dzisiaj daliśmy po garach i skoczyliśmy z Krzychem ... a jak - na Martwą Wisłę. Długo nie mogliśmy doczekać się pierwszego brania. Dopiero daleko, za Przegaliną pierwsze zbójniki zaczęły gryźć. W sumie marnie ale jakoś szło. W drodze Krzychu przypomniał sobie, że dziś Św. Krzysztofa i dowalił kaczora 2kg Chyba chciał mnie dobić? Nie dość, że złowiłem tylko jednego okonia to jego wypasiony szczupak zdołował mnie. Nie szło mi... Wciąż zmieniałem wobki ale ryby je omijały. Krzychu łowi kolejną rybę, bolenia a ja okonia. Ale cóż to za oKoń? To było piękne, równie wypasione rybsko jak jego szczupak - pocieszałem się. W końcu nie było tak źle. W sumie mieliśmy 4garbusy, bolenia, szczupala i w końcu trafił się oczekiwany sandałek. Maluch ale nie zawsze niedziela. Dzisiaj bez żadnej życiówki ale co tam, najgorszy dzień nad wodą lepszy od najwygodniejszego fotela.
-
Cni już mi się za tymi dorsz(yk)ami ale jeszcze wytrzymam. Muszę sprawdzić kilka własnych teorii na temat Martwej Wisły, upewnić się... Przyjdzie czas to jeszcze razem ruszymy Janeczku.
-
-
Ostatnio dostałem od Jacka kolejną partię wobków dedykowanych dla mnie Nie widzę potrzeby rozpisywania się na temat skuteczności tych przynęt. Świadczą o tym wyniki moje i kolegów, którzy ich używają i opisują w wątku Wieści znad wody.
-
Przewidując szczupaki w łowisku zawsze używaj przyponu. Szkoda żeby przecinały linki i pływały hakiem w pysku. Wbrew pozorom plecionkę bardzo łatwo przecinają zęby szczupaka. Oddasz im w ten sposób szacunek. To piękne i waleczne ryby.
-
Trochę błędów zrobiłeś Krystian. Nie zauważyłem żebyś używał jakiegokolwiek przyponu. Agrafka musiała być kiepskiej jakości. Masz problem z utrzymaniem kija. Trzymasz go za wysoko, nie powinieneś pozwalać na wyskakiwanie szczupaka z wody. Hol nie jest trudny jeżeli nie trzymasz kija w pionie. Prowadź rybę na boki, pozwól jej się wyszaleć. Kiedy doprowadzisz szczupaka do zmęczenia możesz bez podbieraka podebrać go ręką zaciskając palce na karku, tuż za pokrywami skrzelowymi. Jeden zdecydowany chwyt i masz rybę na brzegu - jest Twoja. W momencie konfrontacji ryby z brzegiem, z łodzią, z pomostem nieuniknione stają się podobne odbicia. One powodują rozpinanie agrafki i zrywanie przyponów. Następną razą pójdzie Ci lepiej
-
Wczoraj kolejny wypad na Martwą Wisłę z Pawłem i z Krzysztofem. Wypoczęci, w doskonałych humorach odpalamy Predatora i ruszamy w drogę. Zabezpieczona wcześniej przed opadami podłoga śliska od porannej rosy ale w miarę używania staje się naszym przyjaznym landem na wodzie. Tradycją jest już oczekujący w lodówce browar dla pierwszego kto wyciągnie rybę z wody - nie będę pisał kto wygrał Przygotowaliśmy trzy zestawy trolingowe dla Pawła bo ostatnio słabo trzymał broszkę żony przed wypłynięciem. Oddałem mu swoją wędkę po pierwszym braniu ale uparł się, że nie będzie wyciągał tej ryby... Trudno, oddał mi tym samym wygraną Pierwszy sandacz zameldował się na pokładzie a zaraz później został zwrócony wodzie - krótki. Warty był browarka - jak to mówią: Twoje zdrowie - gardło moje. To miał być dzień Pawła i tak było! Jego kolej. Odpłacił nam kolejnym holem i wyjęciem swojej następnej życiówki - szczupakiem 60cm. Rybka w doskonałej kondycji, wypasiona, tłuściutka... Chłopaki głośno kombinują po drodze, jak tu zmienić regulamin rywalizacji, żeby pozbyć mnie kolejnej, przyszłej wygranej? Hehehe... Na pokładzie ląduje kolejny sandał Pawła i na centymetry jest górą. Nikt mu nie dorównuje w tej chwili. Tym razem Krzychu popada w stresss i za nic nie chce łowić. Nam gęby się nie zamykają i próbujemy go zdopingować. Nie wiele to daje bo tylko nam dwóm udaje się prowokować rybki do ataku. Lądują kolejne okonie i garbusy a wędka Krzyśka milczy. Przemierzamy w trolingu trasę z Błotnika do hałdy fosfogipsów. Podziwiamy naszą rodzimą polską, złotą jesień i klucze odlatujących ptaków. Szukamy znajomych dzikich świnek na brzegu i podpatrujemy polujące czaple. Nad wodą lekki wiaterek popycha nas w siną dal... A'hoj przygodo! Chwilo trwaj. W drodze powrotnej mój woblerek zaczyna czepiać się dna więc wyjmuję wędkę z uchwytu i podrywam go żeby uniknąć zaczepienia jakiegoś zielska czy zaczepu i w tym momencie czuję kolejne branie! Ląduję fajnego sandałka, równie wypasionego jak kaczodzioby Pawła pomimo, że to samiec. To pierwsza w tym roku ryba wyjęta przeze mnie w trolingu z ręki. Jestem za leniwy i normalnie trzymam ją w uchwycie przed sobą by móc swobodnie sterować i obserwować ekrany echosond. W sumie złowiliśmy 4 sandacze, 3 okonie i jednego szczupaka. Pewnie żaden wyczyn ale najważniejszy jest fun, wspólne wędkowanie i obcowanie z naturą. Paweł w tym rejsie podwyższył swoje dwa kolejne, wędkarskie wymiary a zadowoleni byliśmy wszyscy. Kibicowaliśmy mu solennie. Wspólnie wędkujemy, pomagamy sobie wzajemnie i nie ma lipy. Wierzę, że możemy sobie ufać. Pamiętaj Paweł! Z każdym kolejnym wymiarem będzie Ci trudniej
-
Jeśli robisz woblery pod sandacza, okonia, morską troć byłbym zainteresowany zakupem. Jakie wielkości proponujesz i w jakiej cenie jeżeli robisz na sprzedaż? Możesz odpowiedzieć na priv, pozdrawiam.
