-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Powyższym zdaniem Andrzeju, zgasiłeś mój zapał, do pochylania się nad Twoimi rozterkami bajorkowo-bambusowymi. -
Pod choinkę zrobiłem sobie prezent, kupując w sklepie internetowym Wedkarski.com, bat Turion Kongera 7m. Chodziło mi o mocny bat do łowienia płociów, leszczów, karasiów i linów. Patrzę jest promocja na te baty, zniżka 20%. Myślę sobie "nie przepiłem, to se kupię". Miał być mocny i taki jest. Przeprowadziłem już testy na sucho, podnosząc podwieszone ciężarki od 50g do 250g. Wyważenie, jak to u Kongera, co najmniej dobre. Na wiosnę odbędą się testy już "w warunkach bojowych", wtedy też coś więcej o nim skrobnę.
-
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Dłuższe rzuty Wartburgu drogi, są bardzo zasadne, czasem wręcz konieczne, i wcale nie muszą burzyć Twojej kompozycji. Zawsze lepiej jest mieć pewien dodatkowy margines zasięgu, niż walić spławikiem o wodę nad głowami ryb. Dlatego w metodzie odległościowej, tak duży nacisk kładzie się na konieczność zarzucania zestawu poza pole nęcenia, aby cicho i spokojnie naprowadzić go nad strefę nęcenia i żerowania ryb, bez zbędnego hałasu. Trzeba jeszcze pamiętać, że najczęściej (choć nie zawsze), konieczne jest zatopienie żyłki, a do tego też potrzeba kilku dodatkowych metrów. Poza tym Andrzeju, Twoja wolność twórcza jak każdego artysty, może być nieograniczona. Ps. Wczorajszy post poddałem niewielkiej korekcie. -
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Jaki OT Andrzej, jaki OT?! (Pozwolisz że się nieco spoufalę ) Post jest jak najbardziej w temacie. Co najwyżej purystów sprzętowych ogarnie "szewska pasja", a co nas to? Zrób taki prosty zestaw, jak proponowałem koledze @Pan Jarek. Machniesz nim nie 8-12m, ale 20m. Obciążeniem głównym zestawu, niekoniecznie muszą być śruciny, równie dobrze może to być ołowiana łezka albo oliwka, zablokowana śruciną lub stoperem. Pozostaje mi życzyć Ci tylko tradycyjnego "połamania". -
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Nie, nie byłby dobry. Średnica szpuli jest zbyt mała, więc będzie mocno skręcał żyłkę, zwijaną z większych odległości. Poza tym samo zwijanie zestawu, będzie trwało znacznie dłużej niż kołowrotkiem z większą szpulą. Kolejna problem wyniknie przy zatapianiu żyłki, gdyż kołowrotek z małą szpulą, będzie zbyt wolno zatapiał żyłkę, w dodatku na dłuższym dystansie, co nigdy nie jest korzystne. Zostaw tą Catanę o której pisałeś, bo choć nie jest to kołowrotek typowo matchowy, nada się znacznie lepiej. Na szpulę daj podkład z grubszej żyłki, a na wierzch nawiń żyłkę 0,18mm. Będzie dobra, poza tym będziesz miał mniej problemów z zestawem. -
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Pan Jarku, jest taka żelazna zasada w metodzie odległościowej, że około 80% całego obciążenia zestawu musi być przy spławiku, w momencie wykonywania rzutu. Jest to obciążenie główne, które stanowi "napęd" każdego zestawu odległościowego. Tą zasadę zawsze trzeba mieć na względzie, przystępując do budowy zestawu. Jest to wymóg konieczny, aby osiągać zamierzony dystans i celność rzutu. Stosując waggler bez obciążenia wstępnego (tak jak w Twoim przypadku), 100% obciążenia należy umieścić na żyłce, ale w taki sposób żeby przy spławiku było wspomniane 80%, co zapewni odpowiedni "ciąg" zestawu. Jak to zrobić? Piszesz że stosujesz 4-5 śrucin jako obciążenie zestawu, czyli jeżeli spławik ma wyporność 4g, przyjmując że założyłeś jednak 5 śrucin, daje to średnio 0,8g na śrucinę. Łatwo policzyć że 80%, to będzie 3,2g, więc 4 śruciny muszą znaleźć się przy spławiku. Aby więc Twój zestaw był odpowiednio "nośny" (lotny), w najprostszej postaci powinien wyglądać następująco: przypon - mały krętlik - żyłka główna - śrucina 0,8g przy krętliku - ok.50cm powyżej 4 śruciny po 0,8g - krętlik z agrafką (łącznik) do ewent. szybkiej wymiany spławika - koralik - stoper. Daję głowę że tak zbudowanym zestawem rzucisz na odległość 25m. Oczywiście możliwe są przeróżne modyfikacje tego wyjściowego zestawu, zależnie od okoliczności na łowisku. Aby powyższy zestaw był bardziej subtelny, można obciążenie główne (4x 0,8g), podnieść np. metr powyżej krętlika, a zamiast pojedynczej śruciny 0,8g, która może wzbudzać nieufność ryb, założyć dwie lub trzy mniejsze (np. 2x0,4g albo 2x0,3g i jedną 0,2g), rozłożone między krętlikiem a obciążeniem głównym przy spławiku. Powyższa matematyka niech Cię nie przeraża, bo wraz z nabywanym doświadczeniem, będziesz wiedział na wyczucie, jakie założyć obciążenie i jak je rozłożyć na żyłce, bez przeliczania na procenty. Ważne żebyś zrozumiał ideę budowy zestawów odległościowych. Reszta jest praktyką. W razie jakichkolwiek wątpliwości czy niejasności - pytaj. Pomożemy. -
Wesołych Świąt życzę Wszystkim razem i Każdemu z osobna.
-
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Więc nie bądź Zbyszku i nie wycinaj ze środka tego, co akurat Ci nie pasuje w mojej wypowiedzi i całkowicie zaburza teraz jej sens. Nie miałem na myśli samego spławika, tylko wszystkie trzy jednocześnie. Genialne Jarku. Jak się wszystko zmieni, to musi być lepiej Żarty żartami, ale tyle mniej więcej wiedzieliśmy już po pierwszym poście autora tematu. Pewnie nawet Pan Jarek domyśla się, że jeżeli zamiast spławika 4g, założy spławik 8g, albo jeszcze lepiej 10g, to rzuty się wydłużą. Wymianę wszystkiego zostawmy już na boku. Pomóżmy autorowi tematu, znaleźć przyczynę beznadziejnie krótkich rzutów, w ramach posiadanego zestawu wędkowego. Bo żaden z Twoich punktów Jarku-Jotesku, nie usprawiedliwia 10-cio metrowych rzutów, jeśli realnie "tym co ma" mógłby rzucić co najmniej 20m. (Ostatni post kolegi Pan Jarek, potwierdza moje przypuszczenia. Fatalny rozkład obciążenia, musi radykalnie skracać rzuty. Później, jak będę miał trochę czasu, napiszę w czym rzecz) -
Wędka odległościowa
Ozet odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Wędziska teleskopowe, mają swoje ograniczenia, bo średnica ich blanków jest znacznie większa niż wędzisk trzy-składowych, przez co stawiają większy opór podczas zarzucania, co siłą rzeczy przekłada się na prędkość początkową zestawu, a tym samym na odległość rzutu. Po drugie, w miejscach zachodzących na siebie krótkich składów wędki, powstają punkty przesztywnień, przez co płynność ugięcia teleskopów, jest znacznie gorsza niż trój składów. Więc logicznie rozumując, im teleskop będzie bardziej "kieszonkowo-plecakowy", tym gorzej dla jego płynności ugięcia, a to przełoży się na długość rzutów. Ale mimo gorszych właściwości wędzisk teleskopowych, myślę podobnie jak Jungu że: Sam stosowałem tego typu floaty (i bywa że nadal stosuję), przeważnie ze spławikami mocowanymi dwupunktowo, ale także z wagglerami, więc z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że powyższym zestawem Pan Jarek powinien machnąć te 25m jak nic. Obojętnie czy spławik jest mocowany dwupunktowo, dodatkową koszulką, czy też jednopunktowo, tylko przez oczko w dolniku. Moim zdaniem błąd leży ewidentnie w niewłaściwym doborze i rozłożeniu obciążenia. Dobrze byłoby wiedzieć, na jakiej głębokości Pan Jarek łowi, ile zakłada śrucin na żyłkę, jakie są odległości między nimi, oraz jak mocowany jest spławik na żyłce. Bo żeby rzucić powyższym zestawem, zaledwie te wspomniane 10m, to grunt musiał by być ustawiony na długość wędziska, ze spławikiem zamocowanym na stałe. Innej możliwości nie widzę. Jarku-Jotesku, ja bym nie był tak kategoryczny. Nie wiemy absolutnie nic, w jakich okolicznościach przyrody powyższy spławik jest/był stosowany. Może być tak, że właśnie ten model, będzie najwłaściwszy w danych warunkach łowiska. -
Drzewiej, było normalną rzeczą przetaczanie górnej krawędzi szpuli, przy kołowrotkach Rilech Rex 64. (W tamtych czasach, kolega wędkarz-tokarz był skarbem nieocenionym.) Na Rexy 57, już się nie załapałem, bo zbyt późno dostałem tego "pierdolca", jak kiedyś subtelnie raczyłeś Wartburgu ująć nasze hobby. W latach 80-tych "królowały" już Rexy 64, Forelle, Neptuny itp. Niższa górna krawędź szpuli, wydatnie pomagała osiągać większe odległości rzutu, a i ewentualnego podkładu potrzeba było mniej, albo nawet wcale. Na poniższym zdjęciu, Reksiu z pomarańczową fabryczną szpulą, oraz drugi z przetoczoną białą szpulą. (Chociaż w rzeczy samej, biała to ona była 30 lat temu.)
-
Wartburgu, nie napisałeś czy założyłeś w końcu tego long casta czy nie? A jeżeli tak to z jakim skutkiem? Moim zdaniem sam kołowrotek ze szpulą long cast, nie sprawi że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rzuty będą radykalnie dłuższe. Potrzebne jest jeszcze właściwe "dostrojenie" zestawu. Dobrać optymalną masę obciążenia, średnicę linki, odpowiednio mocne wędzisko. Czyli wszystko to, o czym powyżej pisał Docio. Jeżeli wędzisko nie będzie miało dobrej dynamiki podczas rzutu, aby nadać obciążeniu duże przyspieszenie, to żaden long cast niewiele pomoże. Należy wspomnieć też o właściwym uzbrojeniu kija, rozmieszczeniu przelotek, ich średnicy, bo ma to znaczący wpływ na długość rzutu. Muszę tu dodać że kładąc nacisk na rolę wędziska, niekoniecznie miałem na myśli tylko współczesne drogie kije. Bo niejeden bambus (którymi operujesz), swoimi właściwościami rzutowymi (bez ryzyka uszkodzenia blanku), mógłby zawstydzić niejedno współczesne wędzisko.
-
Dobra zasada, ale nie zawsze się da. I jeszcze apel do kolegów: Proszę mi tu w okresie przedświątecznym nie denerwować naszego Drogiego Admina.
-
Ani mnie to nie bulwersuje, ani też nie dziwi. Wystarczy przejść się na nasze pierwsze lepsze, ogólnie dostępne łowisko. Rozejrzeć się po brzegach, zajrzeć pod pierwszy lepszy krzaczek, aby zrozumieć czego tak bardzo boją się Anglicy. O wyjadanych rybach, aby zaoszczędzić na drogim wikcie nie wspominając.
-
Współczuję babciom i dziadkom którzy w emocjach dają się oszukać w tzw. "metodzie na wnuczka", ale jakoś nie potrafię współczuć wędkarzom, którzy dają się naciągnąć oszustowi na kilkadziesiąt złotych. I wcale nie o kwotę mi chodzi. Bo jakim trzeba być (za przeproszeniem) "durniem", żeby połakomić się na produkt za 50zł, jeśli jego cena rynkowa wynosi wielokrotność tej kwoty? A od czego wyszukiwarka, żeby zajrzeć do różnych sklepów int. porównać ceny, zastanowić się? Ale jak to mówią, "naiwnych nie sieją, sami się rodzą".
-
Docio, trochę poszperałem w necie, i na jakiś sensowny kołowrotek ze szpulą typu long cast nie natrafiłem. "Sensowny" w tym znaczeniu, że miałby współpracować z tytułowym feederem. Jakoś sobie nie wyobrażam kołowrotka o wadze 560g (i więcej), przy tak subtelnym bądź co bądź feederze do 70g. Zresztą trochę się dziwię, jak ludzie potrafią komplikować sobie życie. No bo rozumiem sens zastosowania mocnej maszyny ze szpulą long cast przy wędzisku karpiowym, czy choćby jakimś heavy feederze z cw. 200g, ale przy feederach dajmy na to do 90g, tego typu kołowrotek to moim zdaniem zbędny "bajer". Ale gotów jestem zmienić zdanie, jeżeli ktoś uzasadni racjonalne zastosowanie kołowrotka ze szpulą long cast, w lżejszych wersjach feederów.
-
Jarku, tym bardziej ja nie będę się upierał, bo jak napisałeś: I wcale zainteresowany nie musi się kierować jakąś pokrętną logiką, aby jednak wybrać wielkość 4000, zamiast sugerowanej przeze mnie (a wcześniej przez Docia) 3-tysiączki. No bo większa szpula, to większe zwoje żyłki, a więc żyłka mniej skręcona podczas zwijania zestawu, większe zwoje łatwiej spadają (stawiają mniejszy opór), podczas zarzucania wędki, albo po prostu będzie chciał nawinąć grubszą żyłkę (niż mi się wydaje). A wiadomo że grubsza żyłka lepiej układa się na szpuli o większej średnicy. A te dodatkowe 10g w wadze kołowrotka, też od razu ręki mu nie urwie. Tym bardziej że nie jest to spin, tylko feeder, który przez większość swego wędkarskiego żywota "śpi" na podpórkach. Trochę czuję się niezręcznie w tej dyskusji, bo to w końcu Ty Jarek jesteś ekspertem od kołowrotków Ryobi (Zauberów na pewno), a ja sugeruję się tylko swoim jako takim ogólnym doświadczeniem wędkarskim i intuicją.
-
No właśnie, jeżeli mam feeder z cw. 70g, to po co mi szpula 4000 na którą wejdzie przysłowiowy "kilometr" żyłki o średnicy X, jeżeli mogę założyć kołowrotek ze szpulą 3000, na którą wejdzie przysłowiowe "pół kilometra" żyłki? Jeżeli to przysłowiowe "pół kilometra" żyłki o średnicy X, wystarcza do osiągnięcia zamierzonych celów, to logicznym jest że założę kołowrotek wielkości 3000. Tym bardziej jeżeli feeder, kołowrotek i średnica linki, będą tworzyć zgrabną, spójną całość. Tego Jarek nie wiem, bo z tego co kolega mi mówił, to zapasowe szpule do obu kołowrotków dokupował osobno. Ale było to kilka lat temu, może teraz coś się zmieniło.
-
Znam zawziętych feederowców, którzy stosują kołowrotki Ryobi Zauber i Arctica. Są to mocne konstrukcje, myślę więc że do Twojego feedera, któryś z nich byłby w sam raz. Sprawdzają się zarówno w leniwym nurcie konińskich kanałów, jak i silnym nurcie Warty. Kolega przy jednym feederze ma Zaubera 4000, przy drugim Arcticę 4000 i oba jednako sobie chwali. Pewnym problemem w tych kołowrotkach, jest brak zapasowej szpuli, więc musiał sobie dokupić. No chyba że nie widział byś potrzeby posiadania zapasowej szpuli, to nie ma problemu. Wielkość kołowrotka, to już kwestia właściwej oceny potrzeb i wymogów, w warunkach Twoich łowisk. Być może akurat do Twojego feedera, wielkość 3000 sugerowana przez Docia, byłaby najbardziej sensownym wyborem. Tak na marginesie, szpula od Zaubera nie pasuje do Arctici (i odwrotnie), mimo że konstrukcje tych kołowrotków są bardzo podobne.
-
Zimno, śnieżno, ryba nie bierze... Aliści szacun za hart ducha, Wam się należy.
-
Wirtualne muzeum, czyli perełki z naszych wędkarskich skrzynek i pokrowców.
Ozet odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
Na tę okoliczność że odkurzyłeś Wartburgu ten temat, znalazłem szpulkę z żyłką 0,40mm, o wytrzymałości 6,2kg. Żyłka z lat 80-tych ubiegłego wieku. Małe wyjaśnienie dla młodych stażem kolegów. Żyłki Gorzów/ Kędzierzyn-Koźle, były w powszechnym użyciu w latach 60-70 i 80-tych. Alternatywy w zasadzie nie było, gdyż znikome ilości importowanych żyłek, rozchodziły się wyłącznie "spod lady", albo można było kupić w tzw. Pewexach za dolary (lub bony PKO). Żyłkę położyłem na broszurce z roku 1986, "Wędka dla zaawansowanych" St. Stupkiewicza. (Miałem jeszcze jedną tego samego autora pt. "Wędka dobra na wszystko", ale gdzieś ją "wciełło" niestety.) Na drugim zdjęciu żyłki, widoczna jest tabelka która daje pojęcie o wytrzymałości ówczesnych żyłek. Miałem to szczęście, że kolega przysyłał mi Damyl Steel Power z Niemiec (uciekł tam w połowie lat 80-tych). Dla mnie szokiem była jakościowa przepaść między Damylem a żyłką Gorzowską. Później, w latach 90-tych można już było te żyłki kupić w naszych sklepach wędkarskich. Kiedyś wiekim problemem był zakup choćby białych robaków, nie było też żadnych firmowych zanęt. Dodałem więc dwie fotki z powyższej broszurki, obrazujące jak sobie z tymi problemami radzono. -
Wyjątkowo pięknie wybarwiony szczupak. Gratulacje. Przynęta, przynętą, ale mogłeś (zresztą nadal możesz) umieścić tą fotkę w "spinningowym 2017". Napisz kilka zdań gdzie był złowiony (ciekawi mnie głębokość łowiska), i jaka była jego wielkość.
-
Jarek, do gotowych "korków" to jeszcze jest ho ho, a może jeszcze dłużej. Dajmy na to mam korpusiki (teoretycznie ), przez dłuższy czas muszą odczekać na natchnienie "twórcy". Któregoś dnia olśni mnie żeby wkleić dolniki, antenki, oraz ewentualne oczka z drutu . Wtedy od razu się za to wezmę, "bez zbędnej zwłoki". Powklejam powyższe elementy spławików i powbijam je pionowo w styropianową płytkę. Teraz będą czekać na kolejne moje natchnienie, a zbyt "wyrywny" nie jestem. Gdy już dobrze pokryje je kurz, któregoś zimowego dnia doznam kolejnego olśnienia, że dobrze byłoby je pomalować. Na malowanie poświęcę kilka dni (3 warstwy: farba, lakier bezbarwny, i znów lakier bezbarwny. Z 24h przerwami między nakładaniem następnej warstwy. Tak że do wiosny chyba się wyrobię.
-
Yyy... wczoraj miałem gorączkę (tak to ujmijmy), a powszechnie wiadomo, że w "gorączce" mówi się (i czasami pisze) różne niestworzone rzeczy. Uznajmy więc dyplomatycznie, że tematu nie było. Przeczytałem wczorajsze swoje posty, no i jestem zadowolony z siebie, że bardziej nie "rozwinąłem skrzydeł".
-
Ja protestuję. Nastrugałem korpusików na spławiki, muszę wkleić dolniki i antenki, pomalować, wypróbować w przyszłym sezonie... Koniec świata musi poczekać. Ps. Upraszam Szanowną Administrację o ponowne wyczyszczenie tematu, poprzez przeniesienie trzech ostatnich postów "gdzie trzeba". Dziękuję i przepraszam.
-
Dziękuję.
