-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Prezesie, od kilkunastu lat da się zauważyć taką prawidłowość, że każdy aktualny sezon, jest gorszy niż poprzedni, ale lepszy niż następny. W dodatku w roku poprzednim, nie było tylu wybuchów na słońcu i Superksiężyca też nie było. -
Januszu, może byś (z łaski swojej) rozszerzył swoją myśl, żeby poszerzyć wiedzę nieświadomych zwolenników C&R i nie tylko. Takie lakoniczne zdanie, niewiele niestety mówi. W tym miejscu przypomniał mi się pewien dowcip (opowiadany u nas jako zdarzenie prawdziwe). Pytają się pewnego znanego rzeźnika, jaka jest tajemnica wybornego smaku robionej przez niego kiełbasy. Ten odpowiada: "Bo kiełbasa... to musi być kiełbasa!"
-
...faszysto i seksisto...
-
A może niektóre gatunki ryb słodkowodnych, też posiadają gen AFP? Ale w rzeczy samej, treść artykułu to dla mnie klasyczna "czarna magia". Im zimno niestraszne
-
Z Twojego wywodu Docio, wyciągam wniosek, że gdybym nawet te rozmrożone okonie wpuścił do przydomowego (hipotetycznego) stawu , to ich los byłby i tak przesądzony...
-
Docio, coś jednak nie daje mi spokoju. Dawniej, łowiąc okonie pod lodem, beztrosko po odhaczeniu zostawiałem je na lodzie, bez uśmiercania. (Teraz, okonie które mam ochotę zabrać z łowiska, uśmiercam natychmiast.) Po zakończonym łowieniu, robiłem obchód swoich otworów w lodzie, zbierając okonie zmarznięte "na gnat". Po powrocie do domu, do plastikowego wiaderka z okoniami nalewałem zimnej wody z kranu. Po kilku minutach gdy okonie odtajały, pluskały w wiadrze w najlepsze. Jak to wytłumaczyć, w kontekście cytowanego tekstu?
-
Alex, po to jest forum żeby wymieniać poglądy. Każdy ma prawo do własnego spojrzenia na dany temat. Gdyby wszyscy myśleli identycznie i mieli jednakowe zdanie w każdym temacie, życie byłoby nieznośnie nudne.
-
Docio, że też takie oczywiste rzeczy chce Ci się tłumaczyć. Ale rozumiem, zostałeś "wywołany do tablicy" więc wypadało. Wyobrażam sobie że kwestie organizacji wyprawy wędkarskiej, omawiane są już na etapie szkółek wędkarskich, a jeżeli nie to powinny. Po prawdzie jest całkiem spore grono wędkarzy, którzy taszczą nad wodę niemal cały swój arsenał, do metod i technik wszelakich. Pewnie spowodowane jest to chęcią uniknięcia niepowodzeń (nie biorą na spławik, spróbuję na feeder, nie biorą z gruntu, to rzucę "na korek"). Nierzadko bywa i tak, że co bardziej niecierpliwi, łowiąc czy to z gruntu czy na żywca, obławiają swój rewir spinningiem. "Przecież panie i tak nic nie bierze, to co się będę nudził". Tacy wędkarze którzy "szarpią się" między różnymi metodami, mają na ogół słabe wyniki w przekroju całego sezonu. Owszem, czasami takie improwizowanie na łowisku, przyniesie efekt w postaci "słusznej wielkości ryby", jednak najczęściej kończy się porażką. Osobiście wolę skupić się na jednej wybranej metodzie/technice łowienia. Czasem wybiorę słusznie, czasem nie, ale to też jest wpisane w "uroki wędkowania". Jedna metoda czy technika, pozwala na staranne przygotowanie się do wyprawy, później lepszą organizację stanowiska, żeby wszystko mieć pod ręką, oraz co bardzo ważne, większe skupienie na niuansach miejscówki, metody i zestawu. Muszę się jednak przyznać, że często gdy jadę połowić na bata, biorę ze sobą też lżejszy spinning (5-20g), oraz pudełko z obrotówkami. Łowię dajmy na to płotki, nagle następuje nieoczekiwana przerwa w braniach. I teraz moja czujność jest najbardziej wytężona, bo może to oznaczać że w zanętę "wszedł" lin a może leszcz, który wypłoszył płotki. Jeżeli przez kolejnych kilka minut nic się nie dzieje, odkładam bata, biorę do ręki spin i odchodzę kilka metrów w bok (o ile jest taka możliwość). Rzucam obrotówką po skosie, poza zanęcone pole, pozwalam jej opaść w pobliże dna i zaczynam prowadzić w umiarkowanym tempie. Jeżeli nic się nie dzieje, przechodzę z drugiej strony stanowiska, ponawiam rzuty, starając się poprowadzić błystkę przez zanęcone pole. Wcale nierzadko okazuje się że przyczyną zaniku brań płotek, był szczupak lub okoń, czatujący nieraz centralnie w zanęcie. Ale wracając do zasadniczego wątku... Oczywiście że "lepiej wozić niż się prosić", więc chyba każdy wędkarz zabiera nad wodę różne akcesoria ze sporym naddatkiem (przypony, haczyki, ciężarki, spławiki itp.), ale taszczenie na łowisko całego wędkarskiego dobytku, jest bez sensu.
-
Jedni wolą kiedy szybciej staje, inni kiedy wolniej opada. A teraz już w temacie. Wybór spławika z takim czy innym kilem, to pewnie w dużej mierze kwestia upodobań, doświadczeń, przyzwyczajenia. Jest takie powiedzenie: "Jeżeli łowiąc wydaje ci się że wszystko jest dobrze, to znaczy że jest dobrze." Są pewne ogólne zasady doboru spławika z metalowym bądź węglowym kilem. Zacytuję w tym miejscu Dariusza Ciechańskiego - "Dziadka": "Zasada zastosowania kila z określonego materiału jest bardzo prosta i przez większość znanych mistrzów wędkarstwa spławikowego akceptowana. Jedynym wyjątkiem jest angielski mistrz Stew Gardner który w 80% używa spławików z węglowym kilem (jest to głównie spowodowane faktem , że większość swoich wypadów na ryby ogranicza do bardzo płytkich łowisk – 80 centymetrów wody na maksa). Spławik z metalowym kilem szybciej się ustawia i zarazem szybciej jest gotowy do sygnalizacji brania. Jest jeden wyjątek od reguły. Podczas delikatnych brań wykładanych korzystniejszy jest spławik z kilem z węgla lub karbofibreksu. Wszelkie łowiska od 1,2 metra głębokości do 3 metrów powinien być stosowany kil metalowy. Łowienie przy silnym wietrze i prądach przeciwstawnych wyklucza całkowicie stosowanie kila węglowego. Stabilny( przez kil metalowy ) spławik zachowuje się niczym jacht oceaniczny i nie wychyla się popychany przez siłę wiatru . Łowienie z opadu takich ryb jak płoć natomiast wymaga zastosowania kila węglowego, jednak zawsze jest inny sposób (strzelanie z konopi i kastera i sprowadzenie ryb na dno). Zastosowanie spławików z kilem metalowym na łowiskach poniżej 1 metra głębokości odradzam z uwagi na częste splątania podczas zacinania na bardo krótkim topie. W tym przypadku zachowuję się lepiej spławik z nie za długim kilem węglowym . Wszelkie spławiki na łowiska karpiowe lub podczas łowienia walecznych ryb, powinny być zaopatrzone w kil węglowy lub z karbofibreksu z uwagi na większą elastyczność materiału oraz jego wytrzymałość. Kolejny przykład to spławiki do bolonki, gdzie przy zarzucaniu występują znaczne przeciążenia materiału i zastosowanie metalowego kila jest ryzykowne."
-
Co Ty Daniel masz przeciwko węglowym kilom? 80% moich spławików (do bata i bolonki), ma właśnie takowe. Może i spławik z metalowym kilem jest bardziej stabilny w wodzie (lepiej się trzyma wody), ale dla mnie ma więcej wad niż zalet. Przy rzutach bolonką, spławik z metalowym kilem "lubi" koziołkować w locie, co często prowadzi do splątań zestawu. Spławik z metalowym kilem, potrafi samoczynnie zmieniać położenie na żyłce, jeżeli jest na nim zbyt mało koszulek, albo gdy są ciut za luźne. Należy uważać przy zmianie jego położenia, bo łatwo można wyrwać korpus z kila (albo odwrotnie). Przy tym metalowy kil często się trwale odkształca, co trudno idealnie usunąć. Spławik z kilem węglowym jest bardziej trwały, stabilny w locie, wystarczą dwie koszulki aby spławik pewnie "trzymał się" żyłki. Znacznie lepiej też sygnalizuje brania podnoszone. Jedynie gdybym łowił "tyczką", to pewnie często sięgał bym po spławik z kilem metalowym.
-
Będę się upierał, że rybie bardziej szkodzi pobyt w obcym środowisku, gdyż po prostu od chwili wyjęcia jej z wody, zaczyna się dusić. Więc czas na wyhaczanie i ewentualną "krótką sesję foto", należy ograniczyć do minimum. (A kotwiczka w pysku szczupaka, potrafi utkwić bardzo "wrednie" niestety.) To trochę tak, jakby człowiek zanurzył głowę w wiadrze z zimną wodą. Ciekawe co dla niego byłoby większym problemem po 2-3 minutach, zimna woda czy brak tlenu? A nie wspomnieliśmy nic o przenoszeniu bakterii ze skóry człowieka na rybę. Większość owych bakterii żyje z człowiekiem w symbiozie, ale niekoniecznie z rybą. Nie wspomnieliśmy też o mimowolnym usuwaniu śluzu z ciała ryb, obojętnie na czym byśmy tej ryby nie położyli. A przecież tenże śluz, tworzy warstwę ochronną przed różnymi pasożytami, grzybicami, pleśniawkami itp. Temat rzeka. Ech, chyba najwyższy czas wziąć się za szydełkowanie.
-
Alex, Adam, godna pochwały jest wasza troska o powyższego szczupaka. Ja jednak jestem zdania że "temu szczupaku" nic nie będzie. Myślę że czas pobytu poza wodą, był zbyt krótki, żeby chwilowy szok termiczny, miał mieć jakieś trwałe skutki. Zwłaszcza, że różnica temperatur nie była duża. Co innego gdyby przenieść rybę na stałe do wody o temperaturze kilka stopni niższej. Wtedy prawdopodobnie po pewnym czasie, pojawiły by się skutki szoku termicznego (ale to też zależnie od gatunku). Natomiast szczupak złowiony przez Wojciecha, wrócił dokładnie do tych samych warunków termicznych. No bo zastanówmy się, większość ryb łowionych i wypuszczanych, przeżywa tego typu szok termiczny na codzień, bez względu na porę roku. Rzadko się zdarza żeby temperatura powietrza była zbliżona do temperatury wody w której łowimy. Nawet w środku lata, jednego dnia temperatury powietrza i wody mogą być podobne, aby następnego dnia po gwałtownym ochłodzeniu, ta różnica wynosiła nawet kilkanaście stopni. I ryby bez problemu znoszą mniej lub bardziej "krótką sesję fotograficzną", a po wypuszczeniu odpływają w dobrej kondycji. O ile oczywiście nie zostały zbyt uszkodzone podczas wydobywania haka. Moim zdaniem bardziej szkodzą rybie, niedobory tlenowe na lądzie. Szczególnie wtedy, gdy "krótka sesja fotograficzna" przeciąga się ponad miarę i zdrowy rozsądek.
-
A ja myślę, że w państwie które istniało tylko teoretycznie (ch.. d... i kamieni kupa), powyższe ryby też były teoretyczne (złudzeniem optycznym). A może to objaw poprawności, multi - kulti w środowisku wodnym.
-
Na liny i karasie kup sobie bat Jaxon Antris HTI Tele Pole TX 700. Jest to mocny bat, w sam raz do rekreacyjnego łowienia wszędzie tam, gdzie jest duża szansa na spotkanie ze sporym linem, karasiem czy leszczem. Środkowe ugięcie i duży zakres amortyzacji zrywów ryb, na pewno pomaga w walce z większymi rybami. Akcja średnio szybka. Do zawodniczego "łuskania drobnicy" bym go nie polecał ale do łowienia większych egzemplarzy ryb karpiowatych jak najbardziej. W serii batów Antris HTI, jest też model Basic Pole, ale tego nie kupuj bo jest to stosunkowo ciężka, "miękka klucha". Kupując w miarę tanią i mocną siódemkę, oglądałem też Silver Shadowa, ale jakoś mi nie leżał. Wydał mi się słabszy od Antrisa, chociaż nie jest to zły bat w swojej cenie.
-
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Ady idź Maciej! Gdybym miał takie podejście, to większość swoich przynęt spinningowych musiał bym uznać za "guzik łowne". Każda przynęta jest łowna, jeżeli będzie zastosowana w odpowiednim miejscu i czasie. Niby to proste i oczywiste, ale (prawie) za każdym razem trzeba szukać tej skutecznej tu i teraz. To że ostatnio na "moim" jeziorku skuteczna jest Alga (ale i inne modele wahadłówek), wcale nie znaczy że na Warcie lub którymś ze starorzeczy, jej skuteczność tej jesieni byłaby taka sama, lub choćby zbliżona. Może należało by łowić na gumy? Może wobler skusił by drapieżnika? Pewnie jak zwykle trzeba by "przerzucić" zawartość wszystkich pudełek z przynętami, żeby trafić w gust drapieżnika. A ileż to razy, mamy wrażenie że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, a mimo to wracamy "o kiju"? Są dni, że ryby z sobie tylko znanych powodów, po prostu nie żerują. Na nic się wtedy zdaje zmiana przynęt, techniki prowadzenia, czy podrzucanie ich w najbardziej "przynętożerne" miejsca. Są dni że " nic panie nawet nie puknie" i tyle. Nie wspominając o tak istotnym, wręcz kluczowym czynniku jak rybostan naszych wód... Maciej, też byłem dzisiaj (z kolegami) na spin. "Czesaliśmy wodę" przeróżnymi przynętami bez efektu, zero kontaktu z rybą. A mimo to, nigdy nie powiem że Alga jest "guzik warta", bo wiem że znów przyjdzie dzień, że będzie dla szczupaków szczególnie apetyczna. Czego Tobie i sobie życzę. -
Czy coś z tego jest dobre na szczupaka okonia?
Ozet odpowiedział NiKoDeM wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Blacha, błystka, obojętnie wahadłowa czy obrotowa wabi drapieżniki nie tylko refleksami świetlnymi, ale także falą hydroakustyczną którą wytwarza. Ryby odbierają tą falę tzw. linią boczną. Wpisz w wyszukiwarkę frazę: "Linia boczna u ryb", to dowiesz się w czym rzecz, bo nie chce mi się "mądralować" o czymś, co inni opisali na różne sposoby. (Zwłaszcza dzisiaj po wczorajszej degustacji oranżady na melancholię.) Nigdy nie wiadomo jaki impuls będzie tym decydującym, prowokującym drapieżnika do ataku. Jak na pierwsze spinningowanie "gumą", to efekty miałeś świetne. Nic tylko pogratulować, co niniejszym czynię. Kolejny przykład że nie można się "zatrzećwierzać"(?!), ani też zacietrzewiać, przy stosowaniu jednego rodzaju przynęt. Często zmiana żelaztwa na silikon (albo odwrotnie), sprawia że trafiamy w aktualny gust drapieżników. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dzisiaj na "swoim" jeziorku, złowiłem szczupaka 62cm. Złowiłem go a jakże, na Algę dwójkę (nieco podrasowaną). Nie wspomniałem o tym w poprzednim wpisie, ale gdy byłem ostatnio na jeziorku, w kołowrotku Nexave "klękła" chyba już ostatecznie i definitywnie blokada biegu wstecznego. Już nie mam siły po raz kolejny "walczyć" z tymi sprężynkami i wałeczkami. Na razie niech leży na półce, może zimą spróbuję jeszcze raz go reanimować. Tymczasem założyłem (też leciwy, jedenastoletni) kołowrotek Balzer ACE 455. Solidna maszyna, ale trochę za ciężka i wyważenie spina dużo gorsze jak z Nex-em. Po prostu spinning wyraźnie "leci na pysk", zwłaszcza ze szpulą aluminiową. Dlatego założyłem grafitową, dzięki czemu łowiło mi się nieźle. Na kołowrotku miałem żyłkę Yorka Exclusive Gold Line 0,25 mm. Dla mnie najlepsza żyłka spinningowa z tzw. "niższej półki". Ma liczne wady, jest sztywna, przegrubiona (ale nawet te renomowanych firm tak mają), ma tendencje do skręcania, jednak cenię ją za bardzo małą rozciągliwość (chyba najmniejszą ze wszystkim dostępnych żyłek), co jest dla mnie ważne przy rzutach na większe odległości. Skuteczność zacięcia wzrasta radykalnie. (Jednak muszę tu dodać, że najbardziej komfortowo i bezproblemowo, spinninguje się z żyłką Spinn Dragona, bo choć także jest przegrubiona, nie ma innych wad. Ale jest dwukrotnie droższa.) Spinningowałem trzy godziny (8-11), miałem jedno jedyne branie zakończone skutecznym holem. Ps. Niektórych pewnie nurtuje myśl: "Co on robi z tymi rybami?" Nigdy ale to Nigdy, nie piszę i nie będę pisał czegoś w stylu: "ryba oczywiście wróciła do wody". Jeżeli ktoś czuje taką potrzebę, mi to nie przeszkadza. Nieraz rybę zabieram, nieraz wypuszczam. (Zabieram w celach konsumpcyjnych, bo wbrew głoszonym pogłoskom i nowym ideom, ryby nadal są jadalne.) Napiszę dyplomatycznie tak: Życzę innym wędkarzom (nie wszystkim, bo wiem że są lepsi ode mnie), aby złowili w życiu choć tyle ryb, ile ja wypuściłem. Jestem przekonany, że uznali by wtedy swoją "wędkarską karierę" za bardzo udaną. I tak już zupełnie na koniec (dla wtajemniczonych): "Prezesie, napijmy się oranżady." -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Tak z ciekawości zajrzałem do swoich notatek z lat 1986-87. (W latach 1983-2000 prowadziłem bardzo szczegółowe zapiski z wędkarskich wypraw, później już bardzo pobieżnie.) Coś z tym rokiem '87 jest na rzeczy, bo bardzo często raport z wyprawy zaczynał się słowami: "ryby żerowały bardzo słabo", "dzisiaj ryby nie żerowały", "ryba nie bierze". Dość powiedzieć, że o ile w roku 1986 złowiłem 121 szczupaków (wymiarowych, bo niewymiarowych w ogóle nie uwzględniałem w swoich zapiskach), o tyle w roku '87 zaledwie 7! Zaledwie siedem, mimo że na spinningowanie poświęciłem porównywalną ilość czasu. Moim zdaniem, z różnych bliżej nieznanych nam przyczyn, są w wędkarstwie "lata tłuste i lata chude" (pomijając nawet aktualny rybostan naszych wód). Nieraz zastanawiałem się nad tym, z czego to może wynikać. Mam pewną (dość logiczną) teorię, ale... nie potrafię uzasadnić co doprowadza do pewnego ciągu zdarzeń. (Tu potrzebne byłyby badania ichtiologiczne). A więc tak, wydaje mi się że bezpośredni wpływ na wędkarskie połowy, owe lata "tłuste i chude", ma ilość naturalnego pokarmu w środowisku wodnym. Jeżeli w danym roku następuje bujny rozwój organizmów roślinnych i zwierzęcych, ryby mają obfitość naturalnego pokarmu, to w owym roku połowy wędkarskie są wyjątkowo złe. Jeżeli natomiast z jakich przyczyn, następuje zaburzenie w rozwoju roślin i drobnych zwierząt wodnych, ryby mają problem ze znalezieniem odpowiedniej ilości pokarmu, wtedy chętnie pobierają wędkarskie przynęty aby niedobory pokarmowe uzupełnić. Co jednak może powodować te okresowe zaburzenia w ekosystemie wodnym? I tu mam takie niejasne przeczucie, podejrzenie, że jakąś rolę odgrywają w tym cyklu... wybuchy na słońcu i fale promieniowania elektromagnetycznego docierającego do Ziemi. Ale gdy tylko zaczynam o tych wybuchach na Słońcu mówić, gdy jesteśmy z kolegami na rybach, spotykam się z ich ironicznymi komentarzami, co skutecznie "zamyka mnie" na kilka godzin. -
Spinningowe łowy 2011-2018
Ozet odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Dzisiaj miałem to samo na "swoim" jeziorku, tyle że zerwałem nie trzy, ale dwie przynęty, ostatnie dwie Algi2. Myślę sobie: "Jak bede wracał, kupie se pińć". I tak zrobiłem. Chyba za ciepło dziś było. Jednak drapieżniki żerują lepiej gdy czują oznaki zbliżającej się zimy. Za to ładnie "chodziła" biała ryba, czyli mogłem wybrać się "na spławik". Błąd w sztuce. Aha, niektóre wahadłówki podrasowuję poprzez zastąpienie oryginalnego czerwonego chwościka, kawałkiem koszulki pomarańczowej. Jako że takowej nie mam, radzę sobie w sposób wynikający ze zdjęcia. Stwierdziłem wielokrotnie w tym sezonie, że na tym konkretnym łowisku w niektóre dni, pomarańczowy akcent, doprowadza szczupaki "do szału". Dzisiaj i to nie pomogło. Nie reagowały też na obrotówki, kopyta i twistery. Widać trzeba poczekać na wyraźne ochłodzenie z porannym przymrozkiem. -
Spinning na sandacza / Dalekie rzuty
Ozet odpowiedział Adam Darczyk wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
1. No i super. Wędka ma pasować Tobie, spełniać Twoje oczekiwania. Wszelkie porady i sugestie, jakie one by tam nie były, nigdy nie zastąpią praktycznego "spotkania" z wędką. Bo każdy ocenia różne wędziska, poprzez pryzmat własnych upodobań, przyzwyczajeń i doświadczeń. Dla jednego "dalekie rzuty" mogą oznaczać 30m, dla kogoś innego 50+. Inaczej dana wędka będzie "leżeć" wędkarzowi wysokiemu, inaczej niskiemu. Dopiero gdy weźmiesz spin do ręki (najlepiej uzbrojony w kołowrotek i zestaw), wiesz czy to jest to, czy raczej niekoniecznie. W przyszłości, możliwie nieodległej, podziel się wrażeniami z użytkowania tego spina. 2. Adam (Jungu), ja też jestem drobnej postury (168cm), i jakoś nie przeszkadza mi to machać spinem 3m. Może dlatego że wychowałem się na spinningach z pełnego włókna, później kompozytach, więc żadne współczesne wędzisko nie jest mi straszne. Czasem śmieszą mnie dyskusje na różnych forach typu: " tej wędki nie kupię, bo jest 10g cięższa niż tamta". Dla mnie szczególnie ważnym czynnikiem przy zakupie wędki jest jej wyważenie. Z jednej strony rozumiem wędkarzy którzy lubią maksymalnie odchudzone wędki, bo niby co ma im je złamać? Rybostan naszych wód jest jaki jest. Ja wolę jednak mieć pewne "argumenty" w swoim ręku, aby dajmy na to kilogramowy szczupak nie prowadzał mnie po całym łowisku. -
Spinning na sandacza / Dalekie rzuty
Ozet odpowiedział Adam Darczyk wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Wędzisko trociowo-łososiowe nie będzie aż tak czułe jak klasyczna sandaczówka, gdyż z założenia inne cechy takiego wędziska są bardziej istotne niż jego czułość. Przede wszystkim spin "łososiowy" będzie miał bardziej "mięsisty" blank, głębsze ugięcie, tym samym większy zakres amortyzacji zanim wędzisko osiągnie tzw. "martwy punkt". Takie cechy wędziska są szczególnie wskazane podczas łowienia ryb łososiowatych, ze swej natury walczących bardzo dynamicznie. Ale to wcale nie oznacza, że nie będzie się nadawać do łowienia sandaczy. Zwłaszcza jeżeli ważnym czynnikiem w Twoim przypadku jest daleki zasięg, to musisz znaleźć kompromis, gdzieś nieco stracić żeby gdzieś zyskać. Może w praktyce się okazać że to konkretne wędzisko (Dragon Viper Seatrout 14-42g), jest wystarczająco czułe żeby pogodzić dalekie rzuty z dobrą sygnalizacją sandaczowych brań. Zwłaszcza że wędziska łososiowego opisywane są przeważnie jako szybkie. Ale to można stwierdzić tylko w konkretnych warunkach łowiska. Pomachanie wędka "na sucho" w sklepie, na niewiele się zda w tym przypadku. Jeżeli zdecydował byś się na tego Vipera, to zalecał bym krótszą wersję (sprawdziłem, jest też model 2.75m). Wyważenie krótszego spina, na pewno będzie lepsze niż modelu 3.05m, samo łowienie zaś, bardziej komfortowe. -
ZAKAZ TROLLINGU W OKRĘGU MAZOWIECKIM
Ozet odpowiedział kamilesox wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
A ja jestem pamiętliwy. Właśnie zapisałem w notatniku: Alex "wisi mi" serduszka dwa. -
Spinning na sandacza / Dalekie rzuty
Ozet odpowiedział Adam Darczyk wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Biorąc pod uwagę tytułowe "dalekie rzuty", odrzucił bym z miejsca spiny o najniższym cw. Dalekie rzuty to duża dynamika, przyspieszenie, a więc i przeciążenie wędziska będzie znaczne. Nie łowiłem żadnym z wymienionych przez Ciebie spinningów, ale do dalekich rzutów i masy przynęt jakie masz zamiar stosować, wybrałbym Vipera 14-42g. Gdyby jeszcze miał długość 2,70m, to byłoby idealnie. -
I tego się trzymajmy.
-
ZAKAZ TROLLINGU W OKRĘGU MAZOWIECKIM
Ozet odpowiedział kamilesox wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Gdy słyszę trolling, coś się we mnie burzy, buntuje. Przyjmuję do wiadomości że jest to metoda dozwolona, więc mimo całej niechęci muszę się z tym faktem pogodzić. Moim zdaniem trolling ( i echosonda także), odziera wędkarstwo z tajemniczości, tego uroku spotkania z nieznanym i obcym nam podwodnym światem, marzeń, zwątpień, rozczarowań, tej satysfakcji i radości, gdy jednak uda się przechytrzyć rybę, dzięki naszej wiedzy, doświadczeniu, trafności wytypowania miejscówki, oraz nieodzownemu "łutowi szczęścia", fartowi. Niby większość z wymienionych emocji może towarzyszyć także łowiącym na trolling. Niby to także jest łowienie wędką. Jednak dla mnie trolling zawsze kojarzy się z mechanicznym, nieustannym nękaniem ryb, nawet w ich matecznikach i ostojach. Biorąc jeszcze pod uwagę, że dla wielu naszych wędkarzy "nie istnieją " żadne wymiary ochronne oraz limity ilościowe ( o czym pisał wyżej Jotes), to w ten sposób z najrybniejszej wody, można w krótkim czasie zrobić "podwodną pustynię". I jest to jedyny aspekt, który sprawia że gdy słyszę słowo trolling, coś się we mnie burzy i buntuje jakby mniej.
