-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Mundur aby był mundurem musi mieć w środku czerwony stempel MON lub MSWiA. Podobnie stemplowane są pasy, raportówki, czapki itd. Cześć sortów nie da rady ostemplować i generalnie jako sorty występują wyłącznie w sklepie mundurowym (na rynku sortami nie są), albo mają wszytą metkę z takim oznaczeniem. Jeśli nie ma stempla ani metki to mundurem nie jest. Na rynku można kupić wszelkie maskujące materiały i uszyć sobie cokolwiek - mundurem to nie będzie. Z drugiej strony mnóstwo sprzedawców oferuje przeróżne ubranka opisywane jako mundury ale to ściema. Materiał z zawartością poliestru od 30% do 70% nie może być przeznaczony na mundur, gdyż taki z założenia ma być wytrzymalszy na ogień. Poliester topi się na sam widok ognia, więc pozostaje jedynie bawełna, którą nasącza się chemią wzmacniającą odporność na ogień i olej oraz na koniec się dekatyzuje. A dla jasności. Spodnie uszyte z materiału nie wojskowego mogą być z dobrego, mocnego materiału, dobrze skrojone, dobrze wykończone a w końcu wygodne. Mogą być nazwane jakkolwiek bo to tylko rzutuje na cenę. Gdzie jest produkowany oryginalny materiał na mundury, nie wiem. Były przetargi i się pozmieniało. Wiem natomiast gdzie są szyte od dziesięcioleci, w Łodzi, chyba, że i to się zmieniło ale mi umknęło.
-
Pod warunkiem, że to dzwonek z dwóch kapsli po piwie zlutowanych. Inne są zdecydowanie zbyt nowoczesne...
-
Napiszę to co zawsze. Nic nie musisz doczepiać do wędziska lecz dołożyć do zestawu. Jako wskaźnik brań - bombka, jako zanętnik - sprężyna. Wszystko jest na forum, przejrzyj wątki kolegi "Mocarny" a fajnie by było jakbyś obejrzał jego filmiki gruntowe. Wtedy błyskawicznie wszystko stanie się jasne.
-
A kupuj do woli i na zdrowie. Ale gdybyś szukał czegoś taniego i wyjątkowo mocnego, to zdecydowanie kieruj wzrok na asortyment roboczy.
-
Yyyyyy, Jotes ale ja o butach...
-
Oj to prawda. Od długiego czasu przyglądam się przemianom w ubiorach roboczych, które muszą spełniać pewne wymogi a cywilne nie. Natomiast ostatnio reklamowane zimowe Wrangler za ponad 500,- wyglądają zgoła jak z późnego PRL-u.
-
Dzięki, to dość istotna informacja. @Wind, fajna sprężyna.
-
Jednak nie rewelacyjne. No to z "ręką na dolniku" pisz co Cię nie powaliło w tym zestawie, choć powinno.
-
Szkwał to jedno a stabilność to drugie. Mocarny miał w planach wziąć na łódź żonę i córkę. Co mieliśmy mu doradzić - balię!? Każdy kto ma rodzinę to dba o nią jak może a nie naraża na niebezpieczeństwo. Tak właśnie postąpił niedawno rozjechany na pasach w Wawie przez BMW. Zdążył odepchnąć żonę i wózek, bo o nich wpierw pomyślał a nie o sobie. Ja kończę, lekarze kategorycznie zabronili mi się denerwować.
-
No to się różnimy, może to i dobrze bo nie jest nudno. Ja, jak nie mam nic konkretnego do powiedzenia to milczę. Jak ktoś chce sieczki zamiast pomocy to niech włączy TV, na tym te media się opierają. Nic nie rozwijałem. To była krótka odpowiedź na zdanie użyte w formie argumentu. Kolejny raz podniosłeś temat samochodowy sam proponując mi iść do wspomnianych salonów i krzyczeć. Jeśli to byłoby forum samochodowe, notabene na jednym jestem, to przy kupnie używanego, niezależnie od wyników technicznej kontroli obowiązkowej i ceny, radziłbym pojechać do znajomego warsztatu i niech obejrzą dokładnie hamulce i elementy z nimi współpracujące. O ile klocki i szczęki sprzedający może wymienić, o tyle tarcz, bębnów nie przetoczy, sworznia do samonapinacza nie wymieni, zardzewiałej i dziurawej osłony mechanizmu hamulca nie wymieni, a to jest podstawa bezpieczeństwa. Dodatkowo dla spokoju do wymiany wszystkie płyny, filtry i rozrząd o ile nie jest na łańcuchu w dobrym wizualnie stanie, dobrym dla mechanika lub gdy jest to mechanizm niezależny. Remont silnika może przewyższyć koszt wymiany a nawet całego samochodu, więc samochód za 10k tak naprawdę kosztuje 12k.
-
Nic nie trzeba ratować. Na razie wszystko ma swoje prawidłowe zastosowanie a z czasem, cóż, każdy dochodzi, że ma za mało sprzętu. Może teraz nie jest super wygodnie i relaksowo ale na pewno nie są to śmieci. Łowisz, nie plącze Ci się, widzisz brania, masz wybór pomiędzy gruntem i spławikiem. Co więcej kijek stosowany do gruntu możesz wykorzystać jako żywcówkę, to tak na czasie w ramach aktualności z nad wody. Nie będzie to zestaw idealny ale można dostosować wędkę do wędziska. Spławik żywcowy 8-10 g koniecznie z miejscem na świetlik a do tego żywiec nie większy niż 10 cm i gotowe. Ten świetlik przyda się w nocnych połowach węgorzy.
-
Tutaj jest odpowiedź na Twoje pytanie. AutorVidmo. Wybacz ale to Ty zacząłeś o autach. Co do tematu, to poza "hasłami" nie podałeś jakiegokolwiek pomocnego przykładu, z wyjątkiem tych z niedopowiedzeniami, więc faktycznie nie masz nic do powiedzenia.
-
Na filmach nie widać tego demotywatora. Jesli tylko zgodnie z prawem i przepisami, to każdy sposób dobry jeśli przynosi radochę. Nie ważne czym, gdzie i kiedy, ważne aby radocha była, bo jak jej nie będzie to żaden sprzęt nie pomoże.
-
Nie zrozumieliśmy się. Z samoróbkami jest jak z samochodami własnej konstrukcji. Łódź musi przejść urzędowe badania techniczne, dostać dokument i wtedy nie ma problemu.
-
Dlaczego mam niejasne wrażenie, że tę opinię wydał znany już nam sklepikarz? Kolejna osoba w zupełnie innej metodzie pisze, że wciskał Ci kit. Jeśli tak, to chyba jest już powód aby zweryfikować wszelkie jego rady.
-
Tyczki zawsze były najlepsze. Co do wyrobów własnych to już w większości starostw bez dokumentów technicznych nie zarejestruje się łodzi.
-
Panowie jedna sprawa, która nie jest powszechnie znana. Cupido to specyficzne wyroby o rewelacyjnym stosunku jakość-cena. Informacją nieznaną jest fakt, że opisy są zaniżane. Mocarny pisze o wędzisku z cw 5-22 a ja czytam 5-35, które byłoby bardziej adekwatne. Osobiście trzymałem w rękach wędziska gruntowe z cw do 200 g pod które przedstawiciel firmy podczepiał ciężarek 500 g i podnosiłem go bez problemu ani uszczerbku dla wędziska. Wędzisko o ugięciu semi-parabolik wyglądało jak full-parabolik. U wędzisk typowo morskich ta różnica była jeszcze większa.
-
Aj, aj. Na forum jesteśmy per Nick, żadnych Panów. Audi i BMW to dwie marki przez które płacimy tak wysokie stawki OC. Audi jak dla mnie to droga nauka jazdy, drugie to niestety stan umysłu i nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. O Mercedesie myślałem pisząc o aucie za 50k bo te za milion... Teraz wypadałoby napisać coś o samochodzikach dla dużych dzieci, czyli Porsche i Lamborghini za 500k+. To wiedza powszechna, że fotele są twarde jak krzesła w urzędzie. Ładnie tapicerowane, kształtne ale twarde a to z wygodą nie ma nic wspólnego. Blachy też nie są blachami, bo w ogóle o blachach nie można mówić. Karoseria to plastik który rozsypuje się przy byle otarciu i na pewno nie jest to gwarancją bezpieczeństwa. Byle samochód ma dwie poduchy przednie, te z granicy 50k dodatkowo boczne a nieco droższe rodzinne 4 boczne i strefy zgniotu a to znacząco wpływa na bezpieczeństwo.
-
Nie chciałem się odzywać ale trudno pozostawić szereg niedomówień. AutorVidmo Twoje wyliczenie jest prawie poprawne ale pełne niedomówień. Zacznijmy od łodzi. Zgoda na +/- 2000 za używaną. Może się trafić dobra ale może też być od razu do remontu, o czym sprzedający nie piśnie słówka, bo wie, że remont jest drogi. Na stwierdzenie o spękaniach i odpryskach rzuci lakonicznie, że żywica epoksydowa za 50 dych załatwi sprawę, bo będzie już wiedział, że ma do czynienia z klientem, który się nie zna. Nie ma zwrotu, wady widoczne i omówione. Co więcej może brać wodę a stojąc na trawniku tego się nie sprawdzi. Koło ratunkowe za 150,- atestowane - zgoda. Kamizelka ratunkowa za 150-200 to nieporozumienie. W tej cenie są na rynku w ofercie kamizelki asekuracyjne lub "kapoki", którą są tym samym. Sprzęt bez atestu i nie może być wyposażeniem łodzi. Najtańsze kamizelki atestowane jakie znalazłem zaczynają się od 250,- Jednak i te nie są tak w pełni opłacalne gdyż są to kamizelki jednorazowe. Każde zamoczenie przez wpadnięcie do wody lub od deszczu obniża ich własności wypornościowe. Większość ma specjalną łatkę, która zmienia kolor od wody a kontrolujący doskonale o tym wiedzą. Pierwszym rozsądnym wyborem byłaby jakaś żeglarska automatyczna od 350,- która wymaga nabojów CO2. Pierwsza, jak najbardziej amatorska ale pewna kamizelka, której po deszczu nie trzeba kupować na nowo zaczyna się od 550,- Kamizelka musi być dla każdej osoby na łodzi. 30 m liny pływającej do koła to wydatek 50,- zgoda. Kotwica 100,- I tu też by polemizował. Zwykły ciężarek może stać się kotwicą jednorazową. Jak ktoś popatrzył na zdjęcia to widział, że miejscami dno ma sporą ilość mułu. Jeśli jest to stary muł to jest gęsty jak smoła i ma z pół metra grubości albo i więcej. Z takiej brei i małej łódki nie wyciągnie się ciężarka innego niż typ ramieniowy. To z kolei wydatek od 150,-. Rejestracja to przy tym grosze i to prawda jeśli chodzi o dokumenty. Sama rejestracja to farba kontrastowa do koloru burty, na pewno trwała i wodoodporna. No to poliuretan albo epoksyd i jak trafi się małe opakowanie to z utwardzaczem albo rozcieńczalnikiem 50-60,- Jak litrowa pucha to i 150,- a to już tak tanio nie jest i warto pomyśleć nad wycinanym napisem z folii. Co do aut to niestety też widzę kiepsko. Znam całkiem sporo aut za 500k i droższych, które nawet nie dorównują klasom bezpieczeństwa autkom za 50k, a i z tym komfortem jazdy jest różnie bo najzwyczajniej nie ma gdzie wstawić wygodnych foteli lub kanap. Ale jest wygląd i cała stajnia kucy pod maską...no ale to nie jest podstawa wygody i bezpieczeństwa. Obejrzałem chyba wszystkie zdjęcia znad tej wody i niestety, faktycznie te najbardziej obiecujące w szczupłego są z brzegu niedostępne. Zauważyłem też mnóstwo drzew nad samą wodą. Teraz to już nie ale od czerwca przyszłego roku aż do połowy lipca zacznij szukać na piasku lub naprawdę cienkim mule pod tymi gałęziami larw chruścików. Ta larwa zawsze i wszędzie smakuje rybom. Przechowywanie od kilku do kilkunastu godzin i giną. Jeśli nie łódka to co? No bo trzeba się dobrać do tych zębaczy. Może takie rozwiązanie usatysfakcjonowałoby Cię. Jednemu kumplowi nawet udało się je zarejestrować.
-
Do tej pory z brzegu łowiłeś w okolicy Wieży Bismarcka. A co z innymi miejscami? Niektóre wyglądają zaprawdę apetycznie.
-
Nie, nie utrudnia ale aby była bezpieczna dla wszystkich wchodzimy w zakres cenowy, co najmniej trzykrotnie wyższy. Trudno aby rodzinka w łódce siedziała jak mumie w kinie. A to pić, a to ciastko lub kanapka, a to coś fajnego w wodzie, oparcie się na burcie, ręka do wody i już nabieracie wody, a reszta nie uprzedzona nie równoważy i wszyscy opadają na burtę - nieszczęście gotowe. Znam to z praktyki, kumpel jak chciał opłukać rękę to ja musiałem się odchylać w drugą stronę. W innej będąc sam wylewałem wodę po deszczu. Przesunąłem dupsko może o 20 cm od środka i następną rzeczą jaką poczułem to była przeciwległa burta, która grzmotnęła mnie w plecy. A nasz forumowy Spławik66 kilka lat temu wciskał się do małej łódeczki z zaokrąglonym dnem. Odradzaliśmy mu, wrócił po 10 minutach cały mokry. Na szczęście wszystko stało się przy brzegu. Nie wymyślamy, nie wydziwiamy, uczymy się na przeżyciach innych bo to naprawdę dobra strona for. Też już z dekadę temu pewien kolega pisał jak złapała go typowa letnia burza na Zalewie Koronowskim. Miał elegancko spasowany elektryk do łodzi, szła jak miodzio po wodzie. Do tej burzy właśnie. Od samego czytania włosy stawały dęba a te "zmarszczki na tyłku", które wspomniał Jotes, pochodzą właśnie z jego relacji. Od tamtej pory kilkukrotnie można było przeczytać jak to udało się zdążyć dobić do brzegu, bo ktoś zamienił silnik na dwa razy mocniejszy. Jak to mimo silnego wiatru łódź płynęła do przodu a nie cofała się, jak to wreszcie przydało się targanie drugiego aku, bo pierwszy padł po 20 min gdy cały czas do brzegu było 50 m. Nie ma uniwersalnego rozwiązania, każdy powinien zadbać o siebie w miarę swoich możliwości i rozsądku. Gdybyś napisał, że łowisz na Śniardwach, to w ogóle bym Ci żadnej łodzi nie polecił, bo to tak specyficzna woda, że strach. Przypomniało mi się jeszcze jedno. Nie potrzeba burzy aby wpaść w opały na wodzie. Wystarczy zmiana frontu atmosferycznego z niżu na wyż lub odwrotnie. W zależności od różnicy ciśnień tych frontów wiatr dmucha z określoną siłą a niebo może być nawet bez jednej chmurki. Jeśli dmucha w stronę przeciwną niż port, to można nie dopłynąć.
-
Sumienie i rozum nie pozwala mi zaproponować czegokolwiek rodzinnego. Takie absolutne minimum będzie dwa razy droższe nie licząc przyczepki. To co z wielką obawą mogę zasugerować wygląda tak ale w związku, że to ma być rodzinne, to jest to wybór wybitnie spacerowy. Nie, nie twierdzę, ze nie możesz wziąć spinningu ze sobą. Dno łódki pozwoli Ci wstać ale bez harcy i tańców ani Twoich, ani rodzinki. Zupełnie inaczej jest gdybyś zdecydował się na samotne wyprawy i wyłącznie rodzinne wycieczki. Specyficzne dno tej łódeczki daje jej wyjątkową stabilność, choć również odradzam harce. Ten typ i podobne jemu są na tyle lekkie, że wiosłowanie jest niekrępujące, choć mogą nieco przeszkadzać kolana. Ma bardzo małe zanurzenie i jest naprawdę przyjemna w prowadzeniu. A przy okazji. Nie wiem, czy kombinujesz rozwiązanie na dach samochodu, czy też przyczepka. Slipy masz nad jeziorem jeśli większa, cięższa i przyczepka. Ta mniejsza spokojnie wejdzie na relingi a rozwiązania są pokazane na YT. I kolejne. Nie wychodząc z domu, nie będąc nad jeziorem, nigdzie nie dzwoniąc, trafiłem na zatoczkę rdestnicy przeszytej. Czasem warto obejrzeć zdjęcia znad wody użytkowników. Google Earth ma ich całkiem sporo.
-
A może zacznijmy od podstaw. Napisz jakie to jezioro lub jakie Cię interesują do pływania. Nazwy bardzo by ułatwiły sprawdzenie w Google Map. Wiadomo, że woda wodzie nierówna a w innym wątku pisałeś, że za szczupłym obszedłeś jezioro z każdej strony, no to za duże być nie może.
-
Na swoją wagę. Poważnie, nie kpię, znam to z autopsji. Jestem ciężki >120 a byłem jeszcze cięższy. Przy większości łódek postawienie stopy obok niewidocznej osi łódki powodowało, że chciały się od razy wywrócić. Inne dopiero gdy na ławeczce przesunąłem dupsko i to nie na burtę ale kawałek. Bezpiecznie się czułem dopiero w drewnianych o wadze 300+ kg. W nich mogłem nawet stanąć. Dwie osoby w łódce. Siedzenie na rufie lub dziobie nie jest złe ale przez godzinę. Potem pozycja staje się niewygodna i wędkowanie przestaje być przyjemnością. Dwie ławeczki w środku to podstawa dla dwóch osób a to już łódka 4,5 m długości, więc tanio nie będzie.
-
Na pewno sprawdza ale... Tu jest haczyk prawny. Inna naklejka to inny wyrób, może na inny rynek, może na coś innego i spokojnie można wprowadzić na rynek. Mało komu chce się coś takiego sprawdzać, to trudne i czasochłonne. Naklejka wyglądająca tak samo to już status podróby a i dokumenty nie mogą pochodzić "skądś" tylko od producenta lub dystrybutora. To bardzo łatwo sprawdzić. A jak do tego dołoży się zawężony lub specyficzny rynek dystrybucyjny i cechy nanoszone na towar, to sprawa jest jeszcze prostsza. Niedawno pisałem o Daiwa i produktach ocechowanych wyłącznie na rynek japoński. Taki towar nie ma prawa bytu w sprzedaży poza tym krajem. Wędkarstwo, odzież, zabawki, kosmetyki i kilka innych to grupy, w których podróbki towarowe są jak najbardziej obecne. Ale elektronika, narzędzia, chemia powoli znika jako taka podróbka. W sposób naturalny, poprzez szybko powstające firmy o wszelkiej działalności produkują podróbki technologiczne z własnym znakiem ale już nie towarowe, bo to nieopłacalne. I zapomniałem. W Polsce możesz sprowadzić żyłkę jaką chcesz od któregokolwiek producenta na jakichkolwiek szpulach. Naklejkę możesz wymyślić sam i niewiele to kosztuje, wystarczy opłata znaku zastrzeżonego do swojej działalności. Niestety nie wiem ile obecnie fabryk produkuje żyłkę. Jeszcze 15 lat temu były na świecie tylko cztery, które zaopatrywały w żyłki wszystkie znane nam marki. Także wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby okazało się, że w tamtym okresie Jaxon, Dragon, Konger a także kilka innych znanych marek miało te same żyłki od jednego producenta.
