-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Jotes i Jungu. Panowie czy przypadkiem nie macie odczucia, że powoli i nieuchronnie nadchodzi zmiana oznaczeń kołowrotków? Zmiana u nas, na naszym rynku bo w UK już istnieje a w Niemczech jest coraz częstsza. Już wyjaśniam. Wędkarze, czyli także my, dobieramy wielkość kołowrotka do ciężaru i rodzaju przynęt oraz do wędziska aby to wszystko pasowało. Nikt mi nie wmówi, że dla kołowrotka wielkości 2000 obciążenie mechanizmu o wielkości 1 KG będzie takie samo jak po zmianie szpuli na większą do rozmiaru 4000 o wielkości 3 KG. To sprzeczne z mechaniką, fizyką, materiałoznawstwem i logiką. No bo to, albo wielkość 4000 z mniejszą szpulą, albo najzwyklejsza ściema. Jednak ponieważ wielkość liczona jest od dołu a nie od góry, to trudno byłoby logicznie przyjąć, że nieco większy kołowrotek od rozmiaru 1000 jest od razu rozmiarem 4000. No to zakładając, że to rozwiązanie ze wspomnianych rynków, wspomniany kołowrotek nadal jest wielkością 2000 ale z powiększoną szpulą dla większego zmagazynowania linki, który u nas jest błędnie opisywany jako wielkość 4000. O co chodzi z tymi oznaczeniami? W UK kołowrotki zostały pozbawione rozmiaru jako wyznacznika wielkości. Nie twierdzę, że w każdym sklepie ale widać to coraz częściej. Za to na pewno do opisu zostały dodane maksymalne wytrzymałości linek jakie można bezpiecznie zastosować oraz maksymalny docisk hamulca. Ten docisk pojawił się też w opisach niektórych naszych sklepów ale bez podania wytrzymałości linki jest oderwany od rzeczywistości i niezrozumiały przez większość. No to tyle z moich spostrzeżeń, bo coraz częściej widać niewielkie różnice właśnie pomiędzy wielkością 200 a 400.
-
Nie znam środowiska sportowego ale kiedyś dostałem haki zawodnicze, chyba rozmiar 16. Drobinki typu limerick były tak cienkie, że ledwo je było widać a srebrny kolor wcale nie pomagał i gdyby nie oczko to pewnie miałbym je do dziś, a tak mogłem je zamontować na przypon. To, że się błyskawicznie tępią potwierdzam. Tępią się od samego przechowywania luzem w pudełku, więc do pudełka trzeba je było wkładać wyłącznie w małej foliowej torebce. No i kwestia wytrzymałości. Płoteczka, jak dobrze pamiętam jakieś 20 - 22 cm porządnie go odgięła. Udało się przywrócić kształt palcami ale po kilku następnych rybkach i kolejnym braniu, i zacięciu wyciągnąłem sam trzonek z kawałkiem łuku kolankowego. To oznacza, że za każdym razem gdy była rybka hak się odginał w granicach sprężystości materiału i powracał do kształtu ale jego struktura za każdym razem się osłabiała. Takich haków nigdy nie spotkałem w sklepach wędkarskich, spotkałem za to bardzo podobne 14 okrągłe z długim trzonkiem brązowe. Do dziś wspominał je bardzo pozytywnie choć cierpiały na to samo. Po kilkudziesięciu rybkach i "tym" kolejnym braniu, wyjmowało się z wody tylko trzonek z kawałkiem łuku kolankowego. Przy hakach kutych nigdy coś takiego mnie nie spotkało ale kute haki są kilka, kilkanaście razy grubsze od wspominanych druciaków. Obecne w sklepach druciaki też są kilka razy grubsze od tych, które opisałem, więc może jest ziarno prawdy w tym co opisał Michał.
-
Tylko pytałem. Ja niestety nie doradzę, bo nie jestem na bieżąco ze spinningiem ale poczekaj trochę a pojawią się tacy, co są na bieżąco. Jungu już się pojawił, wystarczy trochę cierpliwości.
-
Czy ja twierdzę, że Ty twierdzisz? Ot najzwyczajniej rozmawiamy wymieniając, to co wiemy i dostrzegamy. A co do: to, moim zdaniem, nie jest zupełnie tak. Dzierżawa wyklucza stan "braku właściciela", bo tylko istniejący właściciel może wydzierżawić cokolwiek. Tak więc właściciel istnieje ale powrót stawu do obrotu gospodarczego jak najbardziej może tyle trwać.
-
To jestem w stanie przyjąć w ciemno - polowanie na metrowce. Byłoby lepiej gdybyś wspomniał o możliwości spotkania suma lub, to co już wspomniał Jungu - trolling. Jednak patrząc na dobór sprzętu mam zupełnie inne skojarzenia, a mianowicie przydatność do połowów morskich, o czym też nie wspomniałeś. Wspomniałeś za to o połowach wyłącznie na mazurskich jeziorach i teraz to ja już głupi jestem. Po co Ci sprzęt morski na jeziora? To był celowy wybór, czy zupełny przypadek?
-
A moim zdaniem to teren prywatny. Dolny staw typowy jako podchowalnik z podziałem na wielkość a górny odchowalnik dla dorośnięcia i odłowienia. Ten siurek w dwóch częściach po 300 metrów każdy to, również moim zdaniem, zasilenie stawów a nie strumyk, gdyż wody w tamtym rejonie płyną na północ. Na mapie administracyjnej nie widać ale na fizycznej jest wypływ z górnego stawu, lewy brzeg, jakieś 2/3 wysokości.
-
To byłby pierwszy i jedyny przypadek w naszym kraju aby zbiornik retencyjny nie miał właściciela. Spojrzałem na google map i mam takie dziwne przekonanie, że to stawy rybne.
-
Janusz nie muszę zjeść pączka aby wiedzieć, że jest słodki. To, że metoda w swoim założeniu miała być stosowana z przynętami pływającymi nie ma historycznego potwierdzenia. Anglicy zastosowali to rozwiązanie wyłącznie do szybkościowego łowienia karpi na zawodach a stosowali zanęty bardzo drobne (pyliste) z klejem lub bardzo drobny wyselekcjonowany pellet oparty na mączce rybnej (klej). Na przynętę stosowali praktycznie wszystko od kukurydzy zacząwszy poprzez wszelkie robactwo, mielonkę, psią karmę a na kulkach proteinowych kończąc. Tak, ani razu nie łowiłem na metodę ale akcesoriów naoglądałem się do oporu i nietrudno wyciągnąć wnioski. Dostęp do informacji źródłowych też jest bardzo ważny, gdyż mam je z pierwszej ręki pozbawione "mitologizacji". Mini pellet, mini granulat, nazwa nie czyni niczego specjalnym a mączka rybna ma własności klejące. Czy jest pieczywo w zanętach, czy nie, tego też nie wiem, o ile nie zobaczy się tego po otwarciu torebki. Nikt nie pisze składu na opakowaniu. W wielu zanętach jakie miałem możliwość stosować w swoim życiu, tylko w jednej dostrzegłem drobne kawałki herbatników i innych śmieci z folią (chyba z opakowania tych herbatników), włącznie. Kumpel miał lepiej, bo trafił na prawdziwy niedopałek i to był mój ostatni kontakt z tym wytwórcą. Również producenci zanęt zagraniczni jak i krajowi, opierają się przy produkcji tylko na jednej cesze - ma być jak najdrobniejsza, wręcz pylista i jeśli to jest ta specjalna cecha, to się zgadzam. A dla tych co już mają mętlik w głowie proponuję na YT wpisać w wyszukiwanie "The Method feeder" i obejrzeć kilka filmików polskich jak i zagranicznych a zobaczycie cały przegląd zanęt i przynęt, o których pisałem.
-
Nooo, jak w zwykłej gruntówce, nic niezwykłego. Składana, zamykana, dwuczęściowa foremka, czyli foremka z ubijakiem bo tylko jedna część leci do wody. Jak nie da się odpowiedniej ilości zanęty to żadna foremka nie pomoże. Podobnie z koszyczkiem, raz daje się luźno, raz mocno ubity, zależy od siły nurtu. Stosowałem nawet koszyczki obustronnie zamknięte i te na robaczki, jednostronnie zamkniętych nie stosowałem, bo na rynku przez długi czas były tylko bardzo duże, na 40-50 g zanęty. Ze sprężyną podobnie, raz luźniej, raz fest zgnieciona jak trzeba machnąć dalej. Nie wiem co jest takiego specjalnego w przyklejaniu przynęty, bo ja od chyba zawsze przyklejałem ją do sprężyny aby się jej nie czepiała. A wprawy w obsłudze sprężyn i koszyczków należy nabierać poprzez praktykę, czyli analizowanie błędów, czyli logikę. W Twojej wersji jest to co pisałem wcześniej - rozwiązywanie testów. Proste i wygodne ale cofa nas umysłowo. Z tą "specjalną zanętą" to mnie rozbroiłeś i pozwolę sobie nie komentować specjalnych właściwości pelletu i zanęt z klejem. Notabene większość rzecznych też ma w składzie klej, więc w sumie każdy łowiący w rzece od dawna stosuje specjalna zanętę. Z przynętą pływającą też mnie zaskoczyłeś. Nie miałem pojęcia, że w zwykłej gruntówce nie można stosować przynęt pływających, zapewne dlatego nigdy przy ich stosowaniu nie miałem najmniejszych problemów. Dobra, w sumie nie o to chodzi. Niech każdy stosuje, używa to co mu się podoba aby tylko było to zgodne z przepisami na łowisku. To nie antyreklama ani jakaś batalia przeciwko metodzie. Od początku chodzi o co innego a mianowicie o wyczulenie tych osób, które to czytają a nie zabierają głosu, aby bardziej krytycznie podchodzili do wszelkich nowinek i zawsze przemyśleli słowa jakimi posługują się marketingowcy, czy aby nie posiadają już sprzętu do takiej techniki a dopracowania wymagają tylko szczegóły, które są w zasięgu ich możliwości. Nikt nikomu nie zabroni kupić wszelakich akcesoriów ale niech będą świadomi, że to wędkarz łowi ryby a nie sprzęt. Sprzęt tylko pomaga, zwiększa wygodę a czasem nawet daje nieco swobody na łowisku. No chyba, że trzeba będzie się uganiać od wędkarskiego do wędkarskiego w poszukiwaniu specjalnej zanęty...
-
Oj można, można. Z biegiem lat zauważam bardzo mocną degradację tej części mózgu, która odpowiada za logiczne myślenie, za to olbrzymi rozwój tej, która odpowiada za odpowiedzi testowe. W świecie wędkarskim (pod względem intelektualnym), jest tak wielki zastój, że to aż przeraża. Część w ogóle nic nie czyta i działa w sposób - "tak mi się wydaje, więc musi być dobrze". Część ma już tak rozwiniętą arogancję, że poprzestała na przyswajaniu czegokolwiek. Części wydaje się, że są tradycjonalistami ale o nowych technologiach mają swoje zdanie, najczęściej niepochlebne. Część wierzy w rozwój i przyjmuje wszystko jak leci, a część jest łasa na każdą nowość, bo muszą przodować nad wodą i to do nich są właśnie kierowane te wszystkie oferty. Przypomnij sobie co się działo po opracowaniu wędzisk feeder. No normalnie szał. Producenci byli tak podekscytowani, że zaczęli ustawiać standardy wytrzymałości na szczytówkach za pomocą kolorów i zasypywali rynek dodatkowymi szczytówkami do konkretnych modeli. Po kilku latach okazało się, że nie tyle chodzi o wytrzymałość (bo wszystkie są tak samo wytrzymałe), ale o sztywność, czyli odporność na obciążenie zewnętrzne. Miało to kluczowe znaczenie do konkretnego zastosowania w rzekach i wodach stojących.
-
Według mnie to złe porównanie. Spławik samozacinający miał się wpisać w zestawy a nie je zastąpić. To nie było nic nowego. Nowością były podpórki pod gruntówki samozacinające. I to jest sukces marketingowców, bo ja do sprężyny nawet całą kukurydzę daję. W zanęcie, to prawda, bo coś musi ziarna trzymać w kupie ale zanęta jest aż żółta od ziaren. Jeśli uważasz, że pellet trzyma się sam z siebie w pojemniku do metody, to ktoś lub coś mocno wprowadziło Cię w błąd. Nie daje się suchego pelletu tylko namoczony a w składzie ma czynnik wiążący, zapewne klej wędkarski. Pellet, czyli granulowana zanęta wędkarska, bo czemu i nie, wszędzie pełno granulatów: suche karmy dla zwierzaków domowych i gospodarczych, karmy dla ryb, herbata, kawa, czosnek i pewnie jeszcze wiele innych, o których nie mam pojęcia albo nie przychodzą mi teraz do głowy. Nawet kulki proteinowe to forma granulatu.
-
...zasugerowany ówczesną literaturą (lata 80-te), choć nie kojarzył lub wręcz nie wiedział po co to robi. Odgięcie boczne i dwa zadziory na zewnętrznej stronie trzonka dla haków dedykowanych do połowu okonia. Nie byłoby problemu gdyby producent miał pojęcie po co są te zadziory i po dosłownie kilku latach zadziory zmieniły kierunek w dół - kompletna pomyłka. Różne dziwne kształty haków istniały od bardzo dawna w kraju, w którym zgodnie z tradycją, każda rzecz była dedykowana do pracy w konkretnym celu. Idea ta, mozolnie bo mozolnie, ale przedostawała się poza granice tego kraju i przyjmowała się z całkiem sporym entuzjazmem. Lata 90-te u nas to generalne odstąpienie od sterowanej centralnie gospodarki a mnóstwo prywatnych firm z kapitałem mogło pozwolić sobie na ekspansywne poszukiwanie nieobecnych u nas towarów na całym świecie. Tak trafiono na rynki ze sprzętem jaki się nikomu u nas nie śnił, gdyż nie było nawet katalogów reklamowych, no chyba że ktoś przywiózł sobie z zagranicznej delegacji. Nasz rynek ochoczo przyjął te wszystkie nowości choć i w tym przypadku klienci nie mieli pojęcia po co i dlaczego haki mają taki kształt a nie inny. Po całkowitym rozpoznaniu anatomii ryb z ich okiem włącznie, doszedł kolejny element - kolorowe haki. No to już był czysty miód dla wyobraźni wszelkich teoretyków i nawet mnie udało się im nabrać. Dopiero poznanie kilku badań z dziedziny fizyki "wyprostowało" mnie i wróciłem do normalności. Na początku tego wieku wszystkie (chyba, nie pamiętam dokładnie), dostępne periodyki wędkarskie na naszym rynku wypuściły opisy haków o tych dziwnych kształtach. Oczywiście, że nie wszystkich, ale według nich tych najbardziej popularnych i dostępnych na naszym rynku. Według mnie była to celowa akcja reklamowa jakiegoś dystrybutora i pomimo dość mocnego "zadęcia" w opisach sprawa nadal nie została wyjaśniona - do dzisiaj. Dlaczego? To proste. Gdyby wyjaśniono po co i dlaczego, to nie byłoby sprzedaży, a tak zamknięty świat wędkarzy błyskawicznie dopowiedział swoje mity i biznes kręci się do dziś. Kręci, bo trafił na nowo powstały tręd karpiarstwa nie jako sztuki połowu lecz zamkniętego środowiska a to znów pozwoliło na podwojenie zysków dystrybutorów. Dziś, choć niektórzy próbują jeszcze bardziej podzielić to środowisko i wciąż "kręcić lody" na ciemnogrodzie, ceny sprzętu karpiowego spadły o połowę w porównaniu do cen jeszcze sprzed dekady. Aby utrzymać wysoką sprzedaż a tym samym zyski, firmy muszą wymyślać ciągle coś nowego. I tak, ktoś naprawdę genialny podmienił sprężynę zanętową na półotwarty koszyk z ubijakiem (jakby wędkarze siły w rękach nie mieli), i nazwał to "metoda". I tu się w pełni zgadzam, jest to "metoda" ale nie połowu lecz wysuszenia wędkarskich kieszeni. To tak jakby w zwykłym samochodzie zmienić standardowe opony na niskoprofilowe i nazwać go wyścigówką. No dobra. Chętni i ciekawi nie będą mieli najmniejszego problemu z odnalezieniem źródeł i dogłębnych wyjaśnień dlaczego dany hak ma taki kształt i dlaczego, o ile posługują się w stopniu podstawowym językiem angielskim lub mają samozaparcie do translatora oraz będą szukać informacji na stronach japońskich. Gwarantuję, że pierwszy szok nastąpi dość szybko, gdy taka osoba dowie się, że większość tych dziwnych haków została opracowana do połowu ryb morskich a w dodatku dla konkretnych przynęt.
-
Błąd. Od dekady pojawiają się informacje na portalach i forach o nadzwyczajnej aktywności linów w okresie przed tarłowym karpiowatych. W przeklarowanej po zimie wodzie musiało im to niesamowicie pachnieć. Brak unoszących się osadów, kwitnących roślin podwodnych, spowolnione do maksimum procesy gnilne na dnie, to czynniki wymuszające na nas stosowanie atraktorów aby zapach przebił się przez to wszystko.
-
Na pewno nie we wszystko. Jednak, gdy widzę podaną wytrzymałość mniejszą o połowę od "standardów", to od razu wiem, że to nie popularny na świecie poliamid lecz dominujący w USA poliester. Podobnie jest z wartościami o wiele wyższymi. Tu sprawdzam opis na szpuli, bo być może trafiła się jakaś fajna rdzeniówka. Uogólnianie nie jest dobrą metodą i mocno nas ogranicza. Nas samych własnymi przesądami do kilku firm, które akurat błysnęły na rynku w sezonie a potem... Potem błyskają inne firmy, zależnie od kilku opinii wędkarskich, całkowicie subiektywnych opinii opartych na całkowicie nieznanym sposobie użytkowania. A wszystko przez to, że chcemy płacić jak najmniej za wyrób i potem żale, ze przegrubiona, że nie trzyma średnicy, że...wpisać dowolne.
-
Hmmmm. Niby temat tanich wyrobów chińskich jest oczywisty a jednak zaliczyliśmy kolejną lekcję wartą zapamiętania a właściwie dwie. Pierwsza już wspomniana a druga to: Ferot, tak na przyszłość. Gdy wrzucasz temat na forum to nie śpiesz się z jego rozwiązaniem. Jest tu kilku naprawdę bardzo aktywnych spinningistów, którzy mają znakomity bagaż doświadczeń i jeśli coś radzą, to na pewno na tym nie stracisz.
-
Ależ są normy. Nie, nie dotyczą ludzi, bo zanęty i omawiane przynęty nie są dla nich. Nie, nie dotyczy to zwierząt, no może pośrednio przy hodowli. Głównie dotyczy to środowiska i tu już jest wszystko jasne.
-
Żadna firma nie przyzna się do używania w składzie śmieci lub innych trucizn, czy też surowców zakazanych, bo przestałaby być firmą. Jedyny sposób to kosztowne badania w sanepidzie, którymi można by było obciążyć firmę po udowodnieniu winy na drodze sądowej.
-
Panowie ale przy klasycznym jigowaniu też robi się luz. Może o to chodzi.
-
O ile nie zmienił się RAPR PZW od 2016 roku (jakoś nie chce mi się sprawdzać ) to polecam, dział IV pkt 2, choć cały dział wart jest uwagi. Aby ocenić kulki, pellety, aromaty i inne rzeczy koniecznie musiałby być podawany ich skład, a na dodatek trzeba by było znać się na tym czy coś jest wyciągiem naturalnym, czy też sztucznym. Niemniej, ktoś wyciągając taką kulkę z wody w celu kontroli, w sposób tradycyjny określi ją jako naturalną, choćby wisiała na plastykowym łączniku doczepionym do haka.
-
Przy sztywnym wędzisku i prowadzeniu przynęty łuk na plecionce może powstać (według mnie), wyłącznie gdy wieje halny z wysoko uniesionym wędziskiem lub rzuca się w górę nurtu i wolno skręca. Pierwszy przykład to oczywiście żart ale możliwy. Drugi jest dość częstym błędem a siła nurtu jest na tyle duża, że pcha przynętę w stronę wędkarza i robi luz na plecionce lub żyłce. Mogą też być płynące śmieci po powierzchni i łuk wydaje się tylko luzem.
-
Przy rzucie, czy przy prowadzeniu ten łuk? Wędzisko, jaka akcja, jakie ugięcie? Nazwa plecionki.
-
Małe bolenie nie przebywają w tradycyjnych mejscówkach dla dojrzałych osobników. Ich dieta jest jeszcze oparta na bezkręgowcach i owadach do pół metra od powierzchni. Biorą agresywnie i na tyle zdecydowanie, że często bez wypychacza się nie obejdzie. Miejsca przebywania to starorzecza, oczka połączone z rzeką lub starorzeczem oraz granica rzeki i starorzecza, gdzie nurt podsypał przykosę na wpływie a bolenie żerują na tym co im pod nos z dna nurt wyniesie. U podstawy takiej przykosy żeruje inny paskudny łakomczuch a mianowicie jazgarz. Nie musi się specjalnie starać o pokarm i w takich miejscach można złowić naprawdę okazałego osobnika.
-
Koledzy po kiju pomożecie mi nie wiem którą mam wybrać
Docio odpowiedział Bartosz Jaszczyński wna temat w Gruntówka
Wszystkie trzy to szklaki i w sumie to nie ma z czego wybierać. Z tego co pamiętam carbomaxx zbierał dość pozytywne opinie. -
No to zestaw nie jest za sztywny, choć na pewno trudny, gdyż na tak miękkim wędzisku praktycznie nie wyczuwa się luzu. Łowisko, opisane, wręcz przyjazne wędkarzowi a brak roślin jest atutem w walce z linem i przyczynkiem do nie przegrubiania zestawu. Biorąc pod uwagę różnicę w podjęciu decyzji o zacięciu, o czym pisał Michał, warto abyś poeksperymentował, czy grot haka powinien być schowany, czy też na wierzchu. Ryby nie czytają książek wędkarskich i czasem postępują całkowicie niezgodnie z wszelkimi zasadami. W końcu to organizmy żywe i mogą mieć swoje fochy.
-
Kiedyś, dawno, dawno temu nie było wyboru haków. Na rynku królowały albo radzieckie druciaki, albo ktoś był szczęściarzem i akurat trafił na "złocone kryształki" Mustad. W sumie to wybór był jeszcze mniejszy niż się niektórym wydaje po tym zdaniu, a podział był chyba najprostszy z możliwych. Haki były w rodzaju limerick lub okrągłe, z długim trzonkiem lub krótkim, złote (Mustad), srebrne (ZSRR) i brązowe (Mustad). Jedynym wyjątkiem w srebrnych były mustady węgorzowe, jak ktoś był super szczęściarzem i na nie trafił. Jedna z legend wędkarskich mówi o tym, że hakiem z krótkim trzonkiem trudniej zaciąć ale łatwiej holować. Z długim trzonkiem jest całkiem odwrotnie, łatwiej zaciąć a trudniej holować. Jak w każdej legendzie jest w niej ziarno prawdy i po latach dołożyłem sobie do niej elementy doboru takie jak: metoda, technika, odległość, ciężar zestawu oraz przynęta i gatunki jakie mam zamiar łowić. Wędzisko z cw do lub od 15g właściwie nic nie mów. Tak samo jak określenie "wędzisko przelotowe", które jest dla mine całkowicie obce. Jednak z tego co napisałeś mam jakieś niejasne przeczucie, że Twój cały zestaw jest zbyt sztywny i w momencie luzu lin (jak i każda inna ryba), najzwyczajniej wypluwa hak. Sztywny zestaw umożliwia mu to, gdyż brak amortyzacji powoduje rozrywanie wargi i robi się wieeeelka dziurka. Ale to tylko przypuszczenie, które nie musi mieć potwierdzenia. Dobrze by było jakbyś jeszcze wspomniał coś o łowisku, w którym łowisz. Nie, nazwa jest niepotrzebna ale opis warunków, miejsce, roślinność, odległość, itp.
