Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Jak byłem młody i korzystałem z komunikacji miejskiej to określenie "pakowanie kompaktowe" było dla mnie zbyt duże. Gdy jechałem gdzieś dalej i na dłużej to dochodził plecak ze sprzętem biwakowym. W późniejszych latach (jak już kiedyś wspominałem), potrafiłem się zapakować ze spławikówką i gruntówką w pokrowiec trzykomorowy, gdzie miałem sprzętu ładnych kilka kilogramów wraz z suchym prowiantem i mokrym piciem ale do wody ze 100 metrów. Jak wzbogaciłem się o samochód to cholera zapakować się nie mogę, bo się nie mieści.
  2. Z tego co wiem i co czułem własnym nosem, bardzo stary (kilkanaście lat) i głęboki muł powoduje beztlenowy rozpad obumarłych roślin w nim zagrzebanych. Po jego wzruszeniu, wbicie kija, wdepnięcie, itp uwalnia się nieco tego gazu lecz zapach nie jest ściekowy lecz jest to zapach zgniłych jajek a konkretnie siarkowodór H2S. Jeśli jednak wyczuwasz ścieki to doszukiwałbym się mocznika i amoniaku a te nie powstają ze szczątków roślin lecz ze szczątków zwierzęcych lub szamba. Najlepiej jakbyś przegrabił dno i to dokładnie. Potem dokładnie obejrzał, czy przypadkiem na brzegu nie ma śladów po zrzucie szamba w postaci pozostałości, przebarwień itp. A na koniec. Zostaw drzewa w spokoju, gdyż to może dzięki nim masz jeszcze wodę w stawku. Dokładnie je obejrzyj, może na nich dostrzeżesz zmiany od tej śmierdzącej wody. W ostateczności pozostaje sanepid ale to tanie nie jest.
  3. I to mi w zupełności wystarcza.
  4. Jakub mam pytanie, które nurtuje mnie od dłuższego czasu. Czy znasz inny sprzęt niż Robinson? Pytam, bo chyba jednak najsłynniejszym, opiewanym już jako legenda, do którego wędkarze morscy częściej wzdychają niż do kształtnej blondynki, to Konger Baltica. Fakt już niedostępny a następca Baltic nie jest już tym samym choć daje radę. Od dekady nasz rynek dość znacznie wzbogacił się w ofertę sprzętu morskiego, zarówno do połowów z kutra jak i z plaży a u Ciebie ciągle tylko Robinson. Nie twierdzę, że Twoje propozycje są złe lecz jedynie monotematyczne i to mnie intryguje.
  5. Tylko jedno słowo - WRESZCIE.
  6. Najlepiej byłoby poczekać na tych, co łowią w morzu. A ode mnie... Jak dorsze to kuter, jak kuter to czas, bo półgodzinny hol przeciętnego bałtyckiego dorszyka może zagęścić atmosferę do nieprzyjemnej. Zaznaczam, że może a nie musi. Kij najlepiej jak jest to sztywna pała, którą szybko wyholuje się pierwszego zaciętego i kolejnego, który uczepił się przywieszki po drodze. Nie pamiętam jak jest teraz, czy jedna przywieszka jest dozwolona, czy dwie, a może wcale. Delikatniejszy kij, czyli bardziej miękki uzbrojony w kawał ciężkiego ołowiu i kotwice stwarza realne zagrożenie dla samego wędkującego oraz jego otoczenia. To nie trolling i kontrola nad przynętą podczas wielu rzutów musi być zachowana. Kij też bym skrócił do 240 cm. Niby tylko 60 cm ale dźwiganie nieproporcjonalnie lżejsze, bo w połowie dorszy nie ma finezji lecz wyciąganie "wiadra wody z głębokiej studni". Sprzęt wybieraj z dopiskiem "odporne na słoną wodę", zarówno przy wędzisku, gdzie chodzi o przelotki, lakier i łączenia, jak i kołowrotku, gdzie chodzi o wszystko.
  7. No to wracamy do tematu. Czy ktoś jest szczęśliwym posiadaczem, lub nieszczęśliwym, Hammer Energy? Chodzi mi o ten mniejszy bez magicznych cyferek 18X9. Zaintrygowała mnie jego bateria i czas czuwania. Jak w ogóle się sprawdza, jak działa i pytam o całkowicie subiektywne odczucia z użytkowania.
  8. Jako niewiele młodszy stwierdzam, że karta wędkarska była, tylko w jednej książeczce z legitymacją członkowską PZW, gdyż to oni trzymali wszystkie wody. Karta to pierwsze dwie albo trzy kartki, reszta to legitymacja członkowska. Co do reszty to całkowicie się zgadzam, często nad wodą po pojawieniu się patrolu widać było jak co poniektórym zaczynało się pieruńsko śpieszyć do domu. Kary były dotkliwe i nie z powodu kosztów lecz piętna, gdyż był informowany zakład pracy a "poczta pantoflowa" i piętno złodzieja było bardzo ciężkie.
  9. Szepnij który to. A co do tematu, nazwy i numeryczne symbole powinny być na obudowach, samo zdjęcie może być całkowicie mylące. Skoro jednak zgaduj, zgadula to od lewej: Zebco 6020. Można kupić używany za ok 100 zł o ile to made in Japan. Made in Taiwan będzie tańszy o 30-40 zł a napis jest na stopce. Ryobi 355. Nie znam aktualnej ceny ale nigdy firma jakoś specjalnie nie wsławiła się w klasie kołowrotków muchowych (Nottingham), więc jakieś 150 zł. Gdyby jednak była to perełka to i 400 zł mógłby być wart a nowy i 800 zł. Daiwa Magforce to mocno zaawansowany technicznie kołowrotek spinningowy do techniki casting. Używane chodzą po ok 150 zł ale to chyba mocno zjechane. Nówki, ale nie podałeś rozmiaru, można kupić za ok 350 zł. A teraz najciekawsze. Wszystkie szacunki dotyczą sprawnych technicznie maszynek. W kołowrotkach jest sporo elementów, które już nieco wyrobione obniżą kwotę o połowę, a niektóre nawet podsumują je jako złom. Jak się ktoś nie zna, to można wcisnąć złom, czyli aby prawidłowo ocenić stan techniczny trzeba mieć je w ręku a może nawet zajrzeć do środka. Do Daiwy na pewno bym zajrzał, czy mechanizmy są całe.
  10. Zgaduj, zgadula. Podaj pełne nazwy z numerkami.
  11. Dziwne, że młodsi stażem, ci co zdawali egzamin do trzech lat wstecz się nie odezwali. Ostatnio jak pamiętam zakres tematyczny obejmował wymiary i okresy ochronne, przepisy ogólne, ekologię i technikę. Musisz się dowiedzieć i napisać tu co i jak a postaram się pomóc, przynajmniej w wyszukaniu materiałów w necie.
  12. Jako naturalny pesymista nie mogę się zgodzić z tym przykładem. Nie, jasne, że pomysł z PZŁ jest dobry ale tam od pokoleń młodszych wychowują starsi i jest to wpisane w pamięć. No z tym wychowaniem to mógłbym polemizować, bo nepotyzmu tam nie brakuje a i zapisy ustawowe skłaniają do chamstwa w czystej postaci z towarzyszącym prostactwem. Wracając jednak do meritum starsi uczą młodszych i wiedzą co i jak mają robić. Co powiesz o nieokreślonej liczbie wędkarzy, którzy: - łowią okazjonalnie, wakacyjnie, na krótkich wypadach po pracy; - posiadają ograniczoną wiedzę lub wykazują niemal jej brak w dziedzinie wędkarstwa; - nie posiadają znajomości obowiązujących aktów prawnych; - wykazują wręcz nieskończone pokłady pieniactwa i arogancji z całkowitym brakiem choćby tolerancji dla sąsiada wędkarza; i wiele innych przywar dobrze nam wszystkim znanych, bo prezentowanych przez te osoby w necie. Niektórzy się z tym kryją, niektórzy piszą otwarcie ale i tak to wychodzi w przysłowiowym "praniu".
  13. Świętego ani tym bardziej nierozgarniętego nie mam zamiaru udawać. Choć daleki jestem od uogólnień to jednak na forum co jakiś czas pojawia się temat jak wyważyć spławik, jaka żyłka, itp. Świadczy to jedynie, że radosny posiadacz karty wędkarskiej miał do czynienia z jednym zadaniem na egzaminie, a mianowicie otwarciem pudełka płatków śniadaniowych, w którym to owa karta się znajdowała. Nie chce mi się szukać w tej chwili ale parę lat temu, chyba któreś Koło z Gdańska, udostępniło test na kartę wędkarską w sieci. Nie sugeruję aby go wypełnić ale jest to dobra wskazówka, czego warto lub wręcz trzeba się nauczyć. W Warszawie, też kilka lat temu, jak teraz nie wiem, były dwa godzinne zajęcia dla przystępujących do egzaminu, a źródło wiedzy opierało się na książce Pana Paladino, którą kursanci mogli kupić za aż 5zł. Do książki dokładana była errata, która korygowała opisane zasady połowu do aktualnych przepisów, a chętni mogli kupić książeczkowy RAPR PZW za 1zł. Moim zdaniem wszystko zależy od osoby, która chce wejść w posiadanie karty wędkarskiej. Albo pcha ją ciekawość i wtedy zamiast pytać na forach to samodzielnie szuka w internecie, albo idzie na łatwiznę i otwiera pudełko z płatkami. Charakterystyczne jest też to, że pytania te pojawiają się od ludzi młodych a jak wiadomo młodość i gorączka idą w parze. Do tego znienawidzone klasówki, kartkówki i inne wszelkiej maści sprawdziany mają swoje odzwierciedlenie w mantalnym podejściu do kolejnego egzaminu. Może gdyby to starostwo wydające ten dokument organizowało egzamin, to i może podejście byłoby inne, nie wiem. Wiem natomiast, że ograniczenie funtuszy na PSR przez urzędy marszałkowskie, czy wręcz rozwiązanie ich (tak słyszałem o jednym województwie), nie jest dobrą motywacją na przystąpienie do egzaminu lub w ogóle staranie się o kartę wędkarską, skoro nikt kłusoli nie ściga. Mnóstwo wątpliwości i pytań a tak mało odpowiedzi. A może, zgodnie z duchem czasów współczesnych, młodzież, która musi być cool i spoko najzwyczajniej wstydzi się zapytać o coś czego nie wie, bo stracą estymę w środowisku? Może, może, nie wiem. Wiem natomiast, że gdy czytam prośbę o dobór spławika, żyłki i obciążenia to zapala mi się żółta lampa w lewym oku. Ale gdy czytam o doborze ciężkiego spinningu jesienią, to już nie żółta lecz czerwona i w dodatku miga. A może się mylę?
  14. Kpina...!!! Yyyyyy, chyba nie nadążam. To jest odpowiedź odnośnie systemu? Bez egzaminu jak rozumiem.
  15. Teoretycznie? Zgłaszasz się do do najbliższego Koła PZW lub innego stowarzyszenia wędkarskiego, dowiadujesz o terminie na egzamin, odbierasz materiały potrzebne do nauki, uczysz się podstaw, przychodzisz na egzamin i wypełniasz test, płacisz za egzamin i otrzymujesz potwierdzenie zdania egzaminu lub nie a z kwitem zdanego egzaminu udajesz się do swojego starostwa i składasz kwity oraz swoje zdjęcie na kartę wędkarską, ponownie dokonujesz opłatę i otrzymujesz Kartę Wędkarską. Jedną, jedyną ważną do końca życia, gdyż jest to dokument państwowy a nie jakiś organizacyjny. Praktycznie jak wygląda obecnie nie mam pojęcia, bo zdawałem coś około 40-ci lat temu. Jednak bym się nie przejmował zawiłościami, gdyż faktycznie jest to dokument państwowy, który raz zdany ważny jest do końca życia bez dodatkowych opłat. Opłaty licencyjne za połów na konkretnych wodach u gospodarującego dopiero mogą być odczuwalne. I jest rzecz najważniejsza. Posiadając kartę i opłaty licencyjne zaczniesz czerpać prawdziwą przyjemność z wędkowania bez nerwowego rozglądania się za kontrolującymi.
  16. Pytasz i masz. A masz, łap. Sprawdzone w boju, te najmniejsze przy spławikach przelotowych oraz średnie i duże w zestawach gruntowych, a największych z łożyskowanymi krętlikami do zestawów sumowych nie mają.
  17. Hmmmm, nie ma jakiegoś adblocka na takie posty reklamowe? Spokojniej bym zaglądał w posty wiedząc, ze ine wyskoczy reklama.
  18. Dzięki Jungu. Druga to oferta hurtowa, te 0,5 kg starczyłoby do końca życia a i pewnie jeszcze by sporo zostało. Dental nie jest problemem ale jego magazynowanie już tak. W domu nie jestem w stanie go wyprostować. Kile do spławików muszą być niemal idealne.
  19. Z ebay nie miałem styczności. Na Allegro konto mam od kilku lat i zero problemów jak dotąd. Większość problemów zapewniają sobie sami kupujący, bo 2 zł taniej. Zaraz spojrzę. Znalazłem jedną ofertę, chyba, bo po niemiecku a ja ni w ząb, więc odpada. Lubię rozumieć co czytam i jakie są warunki. Przejrzałem zasady płatności i wiem, że ebay odpada. Może i jesteśmy w UE ale moje konto i waluta jeszcze nie.
  20. To pytanie nie do forumowiczów lecz do gospodarującego na tamtej wodzie.
  21. Zgodnie z tematem drutu ze stali nierdzewnej o średnicy 0,1 i 0,2 mm. Sklepy modelarskie od miesięcy świecą pustkami i choć mają w ofercie to od wiosny nigdzie nie spotkałem. Jasne, że nie jestem w stanie sprawdzić każdego sklepu a niektóre oferty na Alledrogo są z góry stracone przez negatywne komentarze, stąd ten post-prośba. Dlatego tu zwracam się z prośbą, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Jestem, za rozsądną cenę, chętny zakupić po 10 szt odcinków 1 m każdej wspomnianej średnicy. Jeden odcinek wykluczony ze względu a raczej z braku możliwości prostowania go w warunkach domowych. Podawajcie linki, chętnie odwiedzę każdy. Pomocy ze sklepem stacjonarnym też nie odmówię.
  22. Wczesną wiosną, te szare, nijakie dżdżownice są najlepszą przynętą jaką można sobie wymyślić. A zapach? Raczej pachną naturą a nie hodowlą.
  23. Każdy, kto pamięta, że robali nie było w wędkarskich kopał je w drodze na ryby lub już na łowisku. Niektórzy szczęśliwi posiadacze działek zakładali kompostowniki. Inni, jeszcze bardziej szczęśliwi mający dostęp do stajni mieli unikalne robalki z końskiego łajna. A ci, co mieli układy w rzeźniach wymyślili chyba wszystkie metody przecierania białych robaków, które przy sklepowych wyglądały jak giganty. Eeeech, wspomnień czar...
  24. Osobiście mam sprzęt z kilku firm. To co decyduje o wyborze to parametry, realny wygląd i jak się zachowuje w ręku. Parametry potrzebne do decyzji, czy w ogóle mnie taki sprzęt interesuje. Realny wygląd to organoleptyczna weryfikacja tego co podaje producent i opisy. Do tego małe "macanko" i decyzja może zapaść. Jak widać nie ma tu opcji kupowania w ciemno i na słowo przez internet. Przez internet mogę kupić cokolwiek, co już przeszło pozytywnie proces weryfikacji.
  25. I trzeba było, bo się należy temu zapisowi. Kilku innym też, a łagodnie to "oderwane od rzeczywistości", "irracjonalne" lub "wynik twórczy handlarzy robaków". To ostatnie jakoś dziwnie pasuje mi do treści tego ograniczenia. Zupełnie jak dekadę temu we Francji gdzie lobby rolnicze "wpłynęło" na parlamentarzystów UE i przegłosowało, że marchew to owoc a ślimak to ryba. Wszystko po to aby plantatorzy otrzymali większe dotacje do upraw.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...