Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ozet dodałbym jeszcze, że po zimowych zrzutach nadmiaru wody w kwietniu tamy przykręcają kurek i bardzo często tarliska wszelkich gatunków pojawiają się na brzegu a nie pozostają w wodzie.
  2. Głównym problemem okonia jest...no właśnie nie jestem pewny co tu wpisać na pierwsze miejsce. Wpiszę dwa równorzędne problemy. Jeden to podejście naszych władz do zasobów naturalnych. Główne wody dobrego rozwoju okonia to jeziora oligotroficzne, które okoliczne działki zmieniły w wielkie szamba. Przykładem niech będzie Kalwa Wielka, którą pamiętam jako cudowną wodę z kilkumetrową przejrzystością nawet w pochmurny dzień. W słoneczny 15 m linki z kotwicą nie dochodziło do dna, choć było je widać. Obecnie (od co najmniej 10 lat), lokalne władze pracują nad ratunkiem dla jeziora ale ja go nie widzę. Drugi to niesamowicie długi okres przyrostu masy, chyba najdłuższy wśród gatunków naszych wód. Jak się nie mylę to aby okoń uzyskał długość 14 cm musi upłynąć 8 lat i to w optymalnych warunkach: termicznych, pokarmowych oraz natlenienia wody i jej czystości. W gorszych warunkach okres ten może się wydłużyć nawet do 10 lat. Tak, wiem, że do 6 cm rośnie szybko, bo póki co planktonu w wodach nie brakuje. Jednak wtedy zmienia dietę na ikrę, skorupiaki oraz ryby i to właśnie ma tak negatywny wpływ na przyrost. Jest też jednym z nielicznych w naszych wodach gatunków wpadającym w całkowite zimowe odrętwienie i nie rośnie, tak jak i w wodzie do 10 °C. Nie mam całkowitej pewności co do tych danych, gdyż upłynęło wiele lat od rozmowy z ichtiologiem na temat okonia, jednak ogólnych założeń jestem pewny.
  3. Niepokoją mnie napisy "Made in Germany", gdyż Balsax jako jedna z pierwszych firm uzyskała prawo do markowania swoich wyrobów jako "Made in Europe", czyli od 1994 roku dla wyrobów najwyższej jakości. Niestety naklejki sugerują, że nie jest to nowy wyrób a dodatkowo, jeśli znajomy kupił je jako nowość na rynku, to mają około 10 lat. A w ogóle napisz jakimi metodami łowi brat i, o ile wiesz, jak duże ryby, to podrzucimy kilka odpowiednich marek oraz rozmiarów, a całość nie powinna przekroczyć 60 pln.
  4. A to przypadkiem nie to, co reklamowało Mango tuż po tym składanym metalowym mini spinningu? Tak mi też wygląda zalinkowany filmik.
  5. Mogliby, tak pokazowo dla sądów, aby powstała wreszcie jakaś skutecznie odstraszająca wykładnia. 1. Ze strony KZGW odebranie prawa dzierżawy. 2. Ze strony Min. Rol. kara za niewłaściwe gospodarowanie i skierowanie do sądu sprawy o dożywotni zakaz prowadzenia takiej działalności gospodarczej. 3. Ze strony Min. Środ. za niszczenie środowiska naturalnego i przyczynienie się do ewentualnej katastrofy środowiskowej. Kilkadziesiąt kilogramów śniętych i rozkładających się ryb skutecznie zimą spowoduje potężną przyduchę i to w rejonie najbardziej natlenionej wody. No a teraz pora się obudzić, bo to tylko piękny sen. P.S. Pomyliłem się w skrócie i nikt nie grzmi?
  6. Nie chce się poszukać, wygodniej wszędzie wypisywać zapytania, nawet do Redakcji WW. A wystarczyło wpisać w google i wieści same wyskakują - takie
  7. I właśnie przez takie wyceny sprzęt ma takie ceny rynkowe a nie inne. Ja ograniczyłbym się do jednej małej mineralnej.
  8. Na lekko podkisły pęczak z bardzo lekkim aromatem goździka podczas gotowania, rybki brały śmiało w Narwi.
  9. Kołowrotek może być dobry do techniki "Match" ale na pewno nie do feedera lub innej gruntówki z techniką method feeder. To moje "może" wynika wyłącznie z mojej awersji do tej firmy i wcale nie musi mieć pokrycia w tym zakupie ale na pewno pokrycie ma przełożenie (5,2:1), które zdecydowanie nie pasuje do dużych obciążeń lecz do szybkiego ściągania lekkich zestawów lub przynęt. Odnośnie żyłek lub plecionek odpowiedź również jest prosta. średnicę dobierasz do obciążenia a ilość teoretycznego nawoju podana jest na szpuli. To znaczy, że z praktyki wnioskuję, iż kołowrotek jest o dwa numery za duży. Jest wielkości 600 a do feedera, nawet ciężkiego na rzekę z cw do 150g w zupełności wystarczy wielkość 400. Wytrzymałość plecionki jest zdecydowanie większa od żyłki i w efekcie wyjdzie, że potrzeba jej 4 x więcej niż żyłki, a to już zalatuje lekkim absurdem. Do feedera szukałbym raczej czegoś o jak najbardziej zbliżonych parametrów do tego choć wolałbym jeszcze mniejsze przełożenie <4,0:1, co jest chyba możliwe jedynie w multiplikatorach.
  10. Znaczy...kolor suwaka jest zgodny z kolorem zewnętrznym? No to przynajmniej nigdy nie będziesz szukać, zawsze będzie "to widać" nawet spod sterty akcesoriów. A przy okazji, to kora topolowa?
  11. Jak w każdym, od tego są krętliki. Na ostatni rzut dobrze jest podczepić cięższy spławik bez obciążenia i żyłka sama się odkręci na wodzie. Albo sam dolnik z przelotką i gąbką z płynem do naczyń. Zrzucasz zwoje na podłogę przez przelotkę, wciskasz nasączoną gąbkę i zwijasz, przy okazji czyszcząc żyłkę. Łowiąc w Wiśle, Narwi i wielu innych rzekach, jeszcze w latach 90-tych, było to obowiązkowe po każdym łowieniu aby żyłka nie okazała się jednorazowa. Za to oprócz blokady posiada terkotkę. Przekładając na współczesny, oprócz blokady wstecznego posiada hamulec wolnego biegu. A ta terkotka ma sprężynę prostą, łatwą w wymianie i można łatwo dopasować do gustu siłę terkotki wymieniając 2 cm prostego drutu nierdzewnego.
  12. U mnie funkcjonowało kilka nazw, których najzwyczajniej nie pamiętam. W moim otoczeniu nazywano je "katuszka". Ale skoro proponujecie, to chyba nadal jest do kupienia, jednak i on wymaga sporo umiejętności przy rzucie, tak jak i multiplikator. Wyjątkiem może być wersja posiadana przez wielu, także przeze mnie. Przekręcana stopka mocno ułatwia rzuty. Jednak biorąc pod uwagę sugerowany budzet nie ośmieliłbym się proponować jakiejkolwiek używki a raczej sugerował poczekać z kupnem, dozbierać kasy i kupić dobrą nówkę, która posłuży wiele lat.
  13. Rozumiem, że chodzi o multiplikatory? Te tanie to głównie z plastyku i o idiotoodporności nie można mówić. Także technika rzutów zaprzecza temu wymogowi niezaleznie od ceny. Najtańsze centerpiny, na które w ogóle warto zwrócić uwagę, zaczynają się od ok 300 pln ale zastosowanie ich do feedera, to jak dla mnie pomyłka. I jeszcze jedno. Jak widać kolega Werqet ciągle o karpiach jako docelowej rybce, więc i nad feederem bym się zastanowił. Mam wrażenie, że ktoś czegoś nie zrozumiał z poprzedniego wątku.
  14. Nie ma na rynku takiego kołowrotka a przynajmniej ja nie mam o takim wiedzy.
  15. Zanęta sama nie złowi ryb tym bardziej, że w koło będzie mnóstwo aromatów, które będą kusiły ryby. Pamiętam jak zawodnicy na tym forum pisali o wręcz konieczności wcześniejszego odwiedzenia łowiska i "zbadania" go, czyli znalezienia takiego składnika jaki najbardziej tamtejszym rybkom odpowiada. Może to być zgoła nieoczekiwany aromat, więc jak zawsze, warto eksperymentować.
  16. Dostałeś. Krętlik montuje się pomiędzy żyłką główną a przyponem. Wyjaśnione w tekście. Nie czytałeś? Na stojącą wodę przydatny, na rzekę...można pokombinować, choć zwykła, mocna podpórka będzie wygodniejsza.
  17. Zdecydowanie. Sam pod spławik stosuję stoper z nici, mini koralik (może ma z 0,5 mm średnicy ) i najmniejszy krętlik z agrafką. W zestawie pod koszyk lub sprężynę stosuję tylko dolny stoper a właściwie własny patent aby obciążenie nie zbijało węzła na krętliku do przyponu.
  18. Można i tak, po dawnemu ale bądź świadomy, że się ograniczasz. Pod feeder też można podczepić bombkę lub inny sygnalizator ale rozwiązuje późniejszy problem z rzeką. Dzwonek i świetlik też można pod feeder podpiąć bez problemu. Nie piszesz o planowanym obciążeniu lecz uwzględniając lokalizację jaką wpisałeś to najbliższa godna uwagi rzeka, to Wisła. Odcinek najbliższy Twojej lokalizacji jest pełen jazów i progów dennych, więc jakiegoś hardcoru nie ma i spokojnie feeder z cw do 120 g wystarczy. Kołowrotek wybierz cały metalowy w wielkości 300-400 to posłuży Ci przez wiele lat jak będziesz go konserwował.
  19. Czytałem wszystko i mam wrażenie, że ktoś Ci naopowiadał, że teleskop jest wygodniejszy i łatwiejszy w obsłudze, a to nieprawda. No ale po kolei. Skoro znajdzie się miejsce na teleskop, to i znajdzie się miejsce na niewiele dłuższe wędzisko składane. Krótki teleskop w wersji travel to dość długi czas rozkładania ze względu na dużą ilość składów, w których przelotki muszą być w miarę równo, inaczej o dobrych rzutach można zapomnieć. Wędzisko trzyskładowe rozłożysz kilka razy szybciej. W krótkim teleskopie nie ma możliwości przewożenia go z zamontowanym zestawem. W długim jest to teoretyczne tak jak i w wędzisku składanym, gdyż pozostawienie kołowrotka na blanku bez pokrowca i miejsca na niego, niechybnie skończy się wygięciem kabłąka. Koszyczki, duże obciążenie z wyłączeniem śrucin pod spławik, sam spławik zawsze trzeba odczepiać, gdyż coś się zniszczy. Najczęściej ciężki ołów i koszyczek obijają się o blank i lakier pęka. Podobnie ze spławikiem tylko tu pęka lakier na nim i nasiąka potem wodą. W krótkim teleskopie dodatkowo może zajść potrzeba demontażu śrucin pod spławik, gdyż nie przejdą przez górną przelotkę. A teraz rozsądek, czyli ekonomia. Jak wspomniał Wartburg nie da się pogodzić spławika i gruntu z koszyczkiem. Może pozostań ze spłąwikiem przy bacie a zakup wędzisko pod grunt. W przyszłości możesz dokupić jakieś wędzisko pod łowienie odległościowe lub wręcz przepływankę. W tym drugim przypadku bat też nie jest zły choć "woda płynąca" w ogóle mi nic nie mówi, gdyż to może być rzeczka 10 m szerokości lub któraś z większych rzek nizinnych. Kołowrotek do wędziska gruntowego musi być mocny i w nienajlepszym wyborze pochłonie większość z budżetu 200zł. Coś lepszego przekroczy tę kwotę. A dlaczego musi być lepszy? Ano dlatego, żeby podczas ściągania ciężkiego zestawu nie rozsypał się w rękach albo nie "zgrzytnął" po czym okazuje się, ze zęby głównej przekładni poskładały się i masz w dłoniach kawałek złomu za 100zł. Nie, to nie będzie złom, bo do 200 zł to możesz jedynie plastyk kupić na obudowie i kiepski stop cynkowy na mechanice. Mimo mojego pesymistycznego przedstawienia problemu decyzja nadal pozostaje w Twoich rękach.
  20. No to o karasiu. Pomijam błędne tłumaczenie nazw łacińskich przyjęte w naszym naukowym i potocznym nazewnictwie. Stosuję te powszechne. Jeśli jest to karaś pospolity (złocisty), to sprawa jest zamknięta. Jeśli jednak jest to srebrzysty i na pewno nie ma innego gatunku w wodzie, to sprawa jest wyjątkowo ciekawa. Ciekawa na tyle, że mógłbyś, nikt nie może Ci nakazać, poinformować o tym fakcie lokalnego ichtiologa, czy to w RZGW, czy PZW, czy też w wydziale środowiska gminy. O co chodzi. Karaś srebrzysty w naszych wodach w 99,999% występuje jako rodzaj żeński. Ten ułamek procenta to rozwiązanie samej matki natury, która zmieniła samiczkę w samca by stało się możliwe podtrzymanie gatunku. Jest to zjawisko niezwykle rzadkie i dlatego warte uwagi a fakt skarłowacenia nie jest aż tak istotny, gdyż to rozwiązanie środowiskowe a nie genetyczne. Nie wiem jak to teraz wygląda w świecie badań naukowych ale kiedyś można było na takiej rewelacji zarobić. Przyjechaliby, zbadali, odłowili i zapłacili a Ty miałbyś czysty staw przygotowany do realizacji planów. A nawet gdyby nie zapłacili to problem też byłby rozwiązany, jednak trzeba mieć pewność, bo Michał ma rację. Po kilkunastu pokoleniach pigmenty ryb zmieniają się i dostosowują do otaczającego ich środowiska. Dlatego okonki ze zbiorników potorfowych tak często są niemal czarne, karasie pospolite nie czerwono-złote lecz brązowe, dotyczy to także wzdręg, szczupaków i wszelkich gatunków bytujących w toni a nie powierzchniowych.
  21. To może i ja słówko. Staw 20x25 m to 500 m2. Hektar wody to 100x100 m, czyli 10000 m2. W hektar wody wchodzi 20 takich stawów, czyli Twój staw to 5% hektara. I teraz, jak mnie pamięć nie myli. Woda zasiedlana w sposób naturalny, z pełną selektywnością gatunkową może oddać ok. 100-150 kg ryby i umrzeć. Bez naruszania ekosystemu ok 30-50 kg. Gospodarka stawowa nieintensywna pobiera z hektara wody 300-400 kg ryby jednego lub dwóch gatunków. Łowiska specjalne optują w granicach 200-300 kg. Gospodarka super intensywna potrafi wyhodować nawet 700 kg ryby ale tu już do wody idzie chemia i antybiotyki z powodu zagęszczenia i skażenia wody przez tak dużą populację. Resztę łatwo policzyć jak to się ma z Twoim stawem i ilością zarybień. Sam się dziwię, i nie życzę tego Tobie ani nikomu, że jeszcze jakiejś epidemii nie zaliczyłeś w tej wodzie. Może to pogłębienie było przysłowiowym "rzutem na taśmę", choć zapewne przypadkowym, i przy okazji pozbyłeś się nagromadzonych na dnie nieczystości. Roślinność jest bujna przez ilość odchodów jakie pozostawiają ryby ale i tu jest pewna granica, bo przyjdzie zima, lód pokryje śnieg i fotosynteza będzie jedynie teoretyczna a przyducha zaistnieje błyskawicznie. Mało przekonujące? No to z innej beczki. Oczko wodne. Płytki zbiornik najczęściej pozbawiony roślin dennych, ciągle natleniany z przewidzianą populacją 1 szt rybki do 20 cm na 10 m2. Głęboka woda nie powiększa powierzchni wody. Daje rybom schronienie, lepsze warunki przetrwania zimą, czyli stabilizację termiczną, większe możliwości pokarmowe i rozwój bentosu, który w płytkiej wodzie nie zaistnieje, a przynajmniej nie w takim rozmiarze i różnorodności.
  22. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Aby nie był gorszy od obecnego.
  23. Niektóre dziewczyny nawet chodzą ze swoimi mężczyznami nad wodę ale po ślubie próbują stosować "detox".
  24. Raczej maksymalistycznie. Do tej pory poprzedni i obecny rząd robił wszystko aby mnie wykończyć, więc sukcesem będzie zrobić ich w... i przeżyć.
  25. Przeżyć.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...