Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 484
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Nie do końca. Nie, to nie będzie krytyka lecz coś z życia, czyli praktyki i może pomocne dla autora. Obciążenie ruchowe przy połowie medalowego na złoto karpia to pikuś w porównaniu do połowu suma tuż poniżej brązu. Karpia holuje się ciężko ale jak nieposłusznego cielaka. Więcej bojowości ma w sobie Sazan. Jednak już 12-to kilogramowy sumik potrafi potargać lub wręcz zniszczyć sprzęt. Mniej doświadczonemu wędkarzowi taka 12-tka po zacięciu potrafi wyciągnąć cała żyłkę ze szpuli, niezależnie czy będzie to 250 m czy 600 m. Czy kogoś zastanowiło dlaczego po połowie medalowego karpia łowca jest praktycznie gotowy do pamiątkowego zdjęcia a po połowie podchodzącego pod medal suma jest to nierealne lub w pozycji półleżącej lub wręcz leżącej? Odpowiedź jest prosta i przewrotna. Czy słyszał ktoś o wciągnięciu łowcy przez karpia? A o wciągnięciu łowcy do wody przez suma? No właśnie. Taki sumik potrafi wciągnąć do wody gdy się go zbyt mocno przyhamuje i następuje zwrot w obciążeniu ruchowym. Do napięcia ramion i pleców dochodzą nogi i nagły zastrzyk adrenaliny, który nawet po 20-tu minutach nie pozwala spokojnie stanąć bo nogi są jak z galarety. Wracając do karpia. Ciepły lipcowy dzień i hop zacięty medalowy karp. Nie będę pisał jeszcze raz tego samego a w kontrze jest zacięty medalowy leszcz, który wziął na 8 metrach. Nie ma porównania, leszcza holuje się z co najmniej dwukrotnie większym obciążeniem, gdyż holuje się go jakby wyciągało się wiadro ze studni. Spinningiści łowiący okonie na górkach podwodnych, na głębokości 5-6 metrów wiedzą o czym piszę. To samo uczucie. Duża płoć 30+ też potrafi wywołać panikę u łowcy a tym samym zmianę obciążenia gdyż załącza się cały układ mięśniowo szkieletowy. Ten kto takie płocie łowił to wie, że po zacięciu płoć szaleje jak dziki koń na uwięzi. Jej odjazdy raz w lewo, raz w prawo powodują, że niejednokrotnie miałem wrażenie, ze to płoć mnie holuje a nie ja ją. Tam gdzie występuje panika i nagły przypływ adrenaliny zmienia się układ obciążenia. Łatwo o kontuzję nogi gdy ryba ciągnie do wody a człowiek zapiera się na śliskim gruncie z całych sił i tak naprawdę myśli aby nie wpaść do wody a nie o holu ryby. Spinningiści, którzy pierwszy raz widzą taniec szczupaka na ogonie też mogą doznać urazu nadgarstka. Z ukłonami dla autora.
  2. Okręg PZW, tak jak każdy inny dzierżawca, podpisuje umowę dzierżawy z państwem, a raczej z jednostką administracyjną państwa zajmującą się gospodarowaniem wód, prowadzi gospodarkę wędkarsko-rybacką zgodnie z obowiązującymi przepisami (jest tego zadziwiająco sporo), płaci od tego podatki i ustala wszelkie zasady i limity połowowe a także opłaty za wędkowanie aby działania były najzwyczajniej rentowne. Tak jak każda inna firma aby istnieć musi wyrabiać zysk, prawdziwy a nie pozorny. W zagadnienia ekonomiczne lepiej się nie zagłębiać gdyż potrzebne są do tego dane, których chyba nikt z nas nie posiada.
  3. To nie tak, że się uparliśmy. Prawidłowo i uczciwie zdana Karta Wędkarska to tak jak prawidłowo i uczciwie zdane prawo jazdy. Co prawda od kupionej KW nikt nie zginie, znaczy człowiek, ale ryby już jak najbardziej. Zakres tematyczny to podstawa jak prawidłowo postępować z rybą aby jak najmniej jej szkodzić a także jak najmniej szkodzić przyrodzie. Przez te wszystkie lata (46), byłem kontrolowany kilkanaście razy, głównie na miejskim odcinku Wisły. Jednak pamiętam kontrole nad Narwią, Bugiem, różnych jeziorach Warmii i Mazur oraz na totalnym odludziu nad Pilicą. Nie wiem, czy mnie wypatrzyli, czy ktoś powiedział gdzie jestem. Faktem jest, że PSR przyjechał z Policją radiowozem. PSR sprawdziło dokumenty, sprzęt, okolicę (brzeg), a Policjant porządek na biwaku. Już myślałem, że każą mi się zwijać, bo w lokalnym prawie stoi jak byk zakaz biwakowania ale Policjant tylko się uśmiechnął i stwierdził, że nieźle się urządziłem i pojechali. Do tej pory nie mam pewności ale "przez skórę" czuję niewidzialną rękę Jotesa w tym wszystkim. Już przy opłatach w Okręgu zaskoczyła mnie propozycja "kawa czy herbata" a po odmowie, czekając aż księgowa uruchomi cały sprzęt, przede mną wylądowały raporty z zarybień. No nikt mi nie wmówi, że każdy zwykły wędkarz spoza Okręgu jest tak traktowany. Jakiś przeciek musiał być. Coś mi kołacze pod czaszką, że Jotes w Kole uprzedził, że przyjedzie na teren redaktor ale to wszystko co udało mi się z niego wyciągnąć. W każdym razie 12 dni pod namiotem z wędką spędziłem przednie, pogoda świetna, woda do wylania na brzeg potrzebowała jakieś 10-15 cm a najlepsze zasypianie z myślą, czy rano będę pływał, czy jednak nie. Tak to wyglądało. A z wodą nie przesadzam, wyglądała tak. A takie zdjęcia zapadają w pamięć i zawsze wywołują wspomnienia. Ja to ten w jasnych okularach, choć obecnie już tylko "w połowie".
  4. A na to nie zwróciłem uwagi, chwała Ci Michał bo faktycznie część gwiazdek zniknęła. Teraz to już zupełnie inna ankieta i również wypełniłem.
  5. Skoro podejście ze zrozumieniem, mimo mojej obcesowości, to i ja nie będę dłużny. Spojrzałem ponownie w ankietę, bo anty nie jestem, i co widzę: pkt 9 Metody jakie istnieją to: muchowa, spinningowa, podlodowa i gruntowa. Reszta wymienionych nie istnieje. Metoda spławikowa tak naprawdę jest to metoda gruntowa ze spławikiem, morska z brzegu to gruntowa z techniką ciężkiej denki, morska z kutra to spinning, feeder, sumowa i karpiowa to gruntowa z techniką ciężkiej denki a tyczka to znów gruntowa ze spławikiem. Do melanżu zabrakło bata, który też jest metodą gruntową ze spławikiem. pkt 12 Wybór jednoznaczny ale pecha ma ten, kto wybierze "w Polsce". Pecha ponieważ już w pkt 14 musi wybrać ile dni wędkuje za granicą. Nie ma opcji "0". pkt 16 Adekwatnie jak w 12 z tym, że pechowcy są ci co zaznaczą "Nie". W pkt 17 muszą napisać ile razy w roku biorą udział w zawodach. Pkt 18 i 19 to już zalatuje schizką dla tych co zaznaczyli "Nie". pkt 20 i 21 według schematu powyżej. pkt 22 powinien być inaczej sformułowany gdyż wymieniony karp i amur to, też wymienione, ryby spokojnego żeru. Mam przeczucie o co chodziło autorowi i raczej "nie łowi" lecz "główny cel połowów". Wtedy z łatwością można wskazać karpiarzy, łowców drapieżników, łososiowatych i spokojnego żeru. pkt 24 i 25 nadal stoją w sprzeczności. Skoro zaznaczę, że nie posiadam markowej odzieży to nie ma opcji abym nawet rzadko jej używał. Pkt 29, 30 i 31 to kolejny przykład. Skoro nie uprawiam aktywności fizycznej to nie uprawiam nawet raz w roku nie wspominając o oznaczeniu konkretnej dyscypliny. Przy pkt 33 i 34 aż się sam zakręciłem. Skoro nie odczuwam bólu to jak mogę odczuwać ból choćby na 0? Ale żeby nie było za wesoło to dalsze punkty eliminują odpowiedź "Nie" z pkt 33 i zmuszają do oznaczeń rzeczy nie istniejących. No to tak, konstruktywnie. Dziwne, ankieta niby poprawiona a mój wcześniejszy post nadal aktualny.
  6. A nie lepiej zamiast przenosić magię karpiarską do netu, dokładnie zapoznać się z treścią prawną rzeczonego zagadnienia? Art. 13. 1. W miejscach szczególnie przydatnych do prowadzenia chowu lub hodowli ryb mogą być ustanawiane obręby hodowlane, w ramach obwodu rybackiego lub poza nim. 2. Wstęp do obrębu hodowlanego wymaga uzgodnienia z uprawnionym do rybactwa. 3. W obrębie hodowlanym nie obowiązują uprawnionego do rybactwa zakazy, o których mowa w art. 8 ust. 1 pkt 2–7 i ust. 2, oraz nakaz określony w art. 20 ust. 2. 4. Obręb hodowlany nie może być ustanowiony w przyujściowych odcinkach cieków wpadających do morza. A teraz należałoby przestudiować wszystkie wymienione odnośniki. Jak już się skończy to pora na kolejny zapis. Art. 15. 2b. Obręb hodowlany ustanawia marszałek województwa, w drodze decyzji administracyjnej, na wniosek uprawnionego do rybactwa, który prowadzi działalność w zakresie chowu i hodowli zwierząt akwakultury oraz rozrodu ryb, w rozumieniu przepisów o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. 2c. Obręb hodowlany znosi marszałek województwa, w drodze decyzji administracyjnej, na wniosek uprawnionego do rybactwa albo z urzędu, jeżeli uprawniony do rybactwa, o którym mowa w ust. 2b, trwale zaprzestał prowadzenia w obrębie hodowlanym działalności w zakresie chowu lub hodowli zwierząt akwakultury oraz rozrodu ryb. Łowisko wędkarskie, specjalne czy zwykłe, ma się do obrębu hodowlanego tak jak zabawa dzieci w wojsko z prawdziwym wojskiem. Do prawdziwego obrębu hodowlanego nie ma możliwości wejść prosto z drogi, to zakłady zamknięte wymagające wcześniejszego kontaktu i uzgodnienia. Na wszelkie łowiska wchodzi się prosto z ulicy, rzuca na ladę dwie dychy i idzie łowić ryby. A co z tablicami? Ano najczęściej prawdziwy obręb hodowlany chylący się ku upadłości, bo nikt nie chce narybku w ich cenie, zostaje zniesiony a tablice zostają, bo właściciel sam je musiał zamówić i opłacić a tym samym nie musiał ich w urzędzie zdać. I tak powstają mity, że prawie każde łowisko to obręb hodowlany a naprawdę obręby stanowią kilka procent wszystkich łowisk a wędkarze, którzy do tych obrębów mają wstęp są nieliczni, znajomi właściciela, albo płacą naprawdę dużą kasę i na pewno nie za połów lecz np za nocleg, nawet jak chcą połowić jedynie kilka godzin.
  7. Aaaaa, to zmienia postać rzeczy. Szkoda, że kapturki są z miękkiego tworzywa i każde zdjęcie/założenie go odkształca a w takim przypadku o odpryski nie trudno. Odpryski, wiesz jak kobiety reagują jak im lakier na paznokciu odpryśnie? Chyba wiesz a jak nie, to jesteś szczęśliwym człowiekiem oddychającym czystym powietrzem a nie oparami acetonu. Chociaż gdzieś mi wpadło w oko, że już nie ma zmywaczy acetonowych.
  8. Michał, to o zmianie zdania było, i prowokacyjne, i podstępne. Fakt, nie mam klapek na oczach ale to co napisał Ubertroll tylko potwierdza co napisałem o mięsku.
  9. ...i rozpuścić lakier na blanku jak się nie trafi na typ o tej samej bazie.
  10. W mojej też ale kto wie co jest teraz.
  11. Zastanawia mnie kilka rzeczy ale w każdym poście przebija się "glamour". Niech będzie. Proponuję Robinson 4 m o wadze 147 g. "Pani powinna być zadowolona" tym bardziej, że tego napisu nie da się odzobaczyć i na pewno mąż do niej się nie przyzna. Z drugiej strony wędzisko dumnie nazywane jest bolognese, więc dolnik pół metra to standard, użytkowe pozostaje 3,5 m a to bardzo blisko założenia 3,3 m. Jako wisienkę na torcie proponuję kapturek jako osłonę przelotek i końcówek składów, który należy okleić koralikami. Gwarantuję, ze żaden facet nie przyzna się do takiego wędziska. Dolnik, do uchwytu kołowrotka, też można okleić, np czymś podobnym. Na samo wyobrażenie sobie takiego wędziska ciarki mnie przechodzą. P.S. Jest też dość drastyczne rozwiązanie. Ponieważ masz już doświadczenie i wiesz czego oczekujesz, wybierz sama co Ci będzie odpowiadać i oddaj wędzisko do jakiejś pracowni rodbuilderskiej aby Ci przemalowano cały skład np na różowo.
  12. Docio

    Znalezione w sieci

    Gdy żona zdała egzamin na prawo jazdy i pierwszy raz jedzie waszym samochodem. Tak powinien postępować dobry i wyrozumiały mąż. pierwsza jazda
  13. Im więcej doświadczeń, tym łatwiej przełamać schematy. Krowa nie jestem, zdanie potrafię zmienić.
  14. Docio

    Spławikowe 2024r

    Jak chcesz przywitać się z leszczem to szukaj go na 2-3 metrach głębokości z niewielką ilością roślinności. Jak znajdziesz go na metrze to daj sobie spokój, bądź człowiek, bo one są w tarle.
  15. Zgodzę się w całej rozciągłości, że w Anglii tak jest, gdyż i zima jest super łagodna. Gdyby było inaczej super news, który pojawił się kilka dni temu, że gdzieś spadł śnieg, nie miałby racji bytu. Inny klimat, zima łagodniejsza, średnia temperatura zimą to 12°C. U nas jesienie i wiosny bywają chłodniejsze. Nie podam artykułu, nawet nie wiem czego szukać, po prostu z książek jakie w swoim życiu przeczytałem mam "wryte w beret", że późna jesień, zima i wczesna wiosna to tylko robactwo i najlepiej znane rybom. Niezmiennie powtarzane jak mantra, najlepsze w tym okresie robactwo to ochotka, a gdy wody roztopowe zrobią przybór i zaczynają zalewać brzegi to dochodzi najzwyklejsza dżdżownica, zupełnie jak obecnie. Niezmiennie też powtarzane do znudzenia, że najlepszym składnikiem zanęt wczesnowiosennych jak i samej wiosny jest dodanie do własnej zanęty sporej ilości suszonej krwi. Ta to dopiero ma zapaszek. A wczesnowiosenne połowy to raczej o zasiadce lepiej zapomnieć. Wszelkie techniki "w marszu" są o wiele skuteczniejsze w poszukiwaniu ryby, gdyż te są jeszcze ospałe i nie penetrują całego zbiornika. O tak.
  16. Panowie toż to przedwiośnie, nawet nie wiosna. Ryby uaktywniają się po zimowej głodówce, niektóre może nawet już zaczynają tarło. Czego potrzebują? Mięsa, jak najwięcej protein a nie chlebka. Na chlebek, ciasta i owoce przyjdzie czas pod koniec maja jak odbudują masę mięśniową.
  17. Docio

    Odkażanie ran

    Aby nie było żem łobuz i tylko awantury wszczynam. Ze źródeł zbliżonych do środowiska lekarskiego oraz ichtiologów w SGGW, wiem że: Nie ma środka dezynfekcyjnego, który utrzymałby się na jakimkolwiek ciele pod wodą na tyle długo, by mógł zadziałać, stanowić ochronę uszkodzonych tkanek. Rany u człowieka dezynfekuje się co najmniej dwa razy dziennie - a człowiek nie żyje pod wodą. Dezynfekując ranę pyska ryby, nie można używać substancji silnych, które mogą uszkodzić skrzela i to błyskawicznie. Ryba ma o wiele mocniejszy układ odpornościowy niż my ludzie i doskonale radzi sobie sama przy różnych uszkodzeniach ciała. Z wielu dostępnych środków dezynfekcyjnych, ci którzy mają mitologiczne parcie na dezynfekowanie ran po hakach, spokojnie mogą używać Octenisept. Jeśli ktoś powie, że drogi, to owszem, małe dawki z atomizerem są drogie o pojemności, np 50 ml za 18,- Ale jeśli ktoś ma już atomizer, to taniej nie znajdzie. Przypadki mocnego barwienia dłoni na zielono sprowokowały nieformalne badania i stwierdzono (na różnych dostępnych środkach), że te środki są oparte na zieleni malachitowej, błękicie metylenowym i trypaflawinie. Dziwnym trafem te same substancje stosowało się u ludzi przed pierwszą wojną światową, gdy jeszcze nie znano antybiotyków, więc nie trudno wysnuć właściwe wnioski co do ich skuteczności. No to teraz będę spał spokojniej, bez magii.
  18. Docio

    Odkażanie ran

    O i to rozumiem, działanie z wyprzedzeniem. Jednak, mimo, e to bardzo pozytywne od razu nasuwa się pytanie. Czy jadąc pokarpiować musi być zawsze co najmniej dwóch? Jednemu cały czas polewać wodą matę i nadzorować wędziska to chyba trudno? No i na pewno niezbyt bezpiecznie gdy od tego polewania zrobi się śliskie błotko. Propolis znany jest od starożytności. Przebadany i nadzorowany sanitarnie przed produkcją i dystrybucją gdyż zależnie od regionu z jakiego został pobrany jego skład może być diametralnie różny. Zbadano, że w propolisie jest pond 300 substancji aktywnych biologicznie. W zależności od formy w jakiej się go stosuje może być środkiem wspomagającym układ odpornościowy, środkiem bakterio i grzybobójczym oraz wspomagającym proces gojenia ran, szczególnie tych rozległych po operacjach. Tyle wiem, pamiętam jak się tym interesowałem. A jak już bierzemy z flanki to super glue jest środkiem do zamykania ran, od lat 60-tych ubiegłego stulecia, a płyn Listerine środkiem do czyszczenia toalet.
  19. Jak już w tym siedzisz to sprawdź w swoim Okręgu czy aby nie ma zakazu spinningowania od 01.01 do 30.04 lub 31.05. Potem spójrz na okresy ochronne i miej na uwadze, że w Polsce były już przypadki gdy PSR podciągało zestawy uniwersalne jako zbyt ciężkie na okonia, więc stawały się sprzętem do celowego połowu szczupaka pod ochroną. Wiem, że to nienormalne ale same intencje nie wystarczą.
  20. Bacik, odległościówka, bus sprzętu!? Jak uczeń wydębi od rodziców kasę na egzamin, opłaty administracyjne za Kartę Wędkarską i opłaci zezwolenie na połów w PZW, to skąd ma wziąć jeszcze na sprzęt? Na żyłce nie wolno oszczędzać i należy dobrać jakiś tani kołowrotek nie większy niż 2000 ze szpulą, która pomieści do 150 m żyłki 0,18. Do tego szpulka 25 m przyponówki 0,14. Dlaczego 0,14? Bo wybaczy więcej przy nauce węzłów. Na haczykach też lepiej nie oszczędzać, reszta może być wybitnie budżetowa a konieczna na łowiskach PZW i nawet jakiś teleskop 4 m z bazaru za cztery dychy. Całość i tak wyniesie 200-250,- do już poniesionych opłat. Niektórzy rodzice najzwyczajniej mogą tego nie udźwignąć bo to wydatek minimum 500,- Tak łatwo zapominamy jak ciężko było z kasą jak byliśmy młodzi. Ja prawie dwa lata oszczędzałem aby wyrobić pierwszą kartę i znaczki na połów, kupić sobie pierwszy sprzęt a i tak nie mogłem pójść sam na ryby, nie miałem 13 lat. w dodatku część sprzętu miałem po ojcu i już nie musiałem kupować "drobnicy" która w sumie całkiem nieźle kosztuje.
  21. Docio

    Odkażanie ran

    Czyli specjalny podbierak pod nazwą karpiowy. W porządku sprytna rzecz. Kilka pojemników do chłodzenia maty, czy tylko polania przed położeniem karpia? Pytam bo w słoneczny dzień tworzywo tak się nagrzewa, że parzy człowieka, co dopiero rybkę. Z waleniem w łeb się zgodzę. Jednak celowy połów z myślą nadrzędną o natychmiastowym wypuszczeniu chyba kłóci się z podstawami człowieczeństwa. W Twoim otoczeniu zapewne większość łowi na kulki. Tu na forum są przykłady, że tak nie jest. Już więcej feederowców łowi na pellet niż karpiarzy na kulki. Wierzę, że nie szkodzi, a przynajmniej myślę, że wierzę. Na pewno skierujesz mnie do odpowiednich badań nad tymi specyfikami, bo chyba były badane w jakimś instytucie weterynarii albo innym IRŚ. Ja też widziałem całkiem sporo karpiarzy kładących karpiki w piach, trawę, na gołą ziemię, itp ale to nie argument w dyskusji. Co do ostatniego zgadzamy się obopólnie.
  22. Docio

    Odkażanie ran

    Dzięki Janusz za podtrzymanie mojej opinii, że karpiarstwo to magia a nie technika. Policzmy. Odkręcenie kosza od sztycy 15 s, nabranie wody do pojemnika 5 s, przeniesienie na matę 10 s, polanie maty 2 s, wyłożenie z kosza podbieraka na matę 5 s o ile hak nie zaczepił się grotem o siatkę podbieraka, bo jeśli tak to kolejne 5-30 s, polanie karpia 3 s, porno fotka ryby duszącej się powietrzem z ostrym światłem słońca walącym w jej oczy 20 s, w sumie minuta na powietrzu w wariancie optymistycznym. I po co? Aby strzelić fotkę, czy aby jak najszybciej wróciła bez szwanku do wody? W kontrze jest odhaczenie ryby w podbieraku do 10 s bez fotki, z fotką 20 s. No to aż ciśnie się pytanie, które rozwiązanie jest zdrowsze dla ryby? A to: Niewielu wędkarzy stosuje kulki proteinowe. Zdecydowana większość sama przygotowuje wiadra kukurydzy czy innych zanęt. Łowienie zaczyna się od nęcenia, czyli nasypanie własnego wyrobu do wiadra lub wielkiej michy, namoczenie, wymieszanie, przetarcie, domoczenie, kule i siup do wody. Do tej pory wędkarz jeszcze nawet nie dotknął wędki ani wędziska, no bo jak z takimi ubabranymi łapami. No to idzie do wody, myje w wodzie z łowiska ręce, wyciera w jakiś ręczniczek i czyściutkimi rękoma, na tyle czystymi jak czysta jest woda z łowiska, bierze wędzisko, zbroi zestaw, zakłada przynętę na haczyk wilgotnymi dłońmi i siup do wody. A haczyk cały czas moczy się w wodzie, w łowisku, często godzinami. No to gdzie tu kontakt? A przy okazji, czy na koniec dnia po kąpiących się w odzie plażowiczach gdzieś, ktoś wlewa profilaktycznie beczkę odkażacza? A moczą się nie tylko ręce ale i śmierdzące nogi oraz brudne dupy.
  23. Nie do końca. Wszelkie oczka leśnie w 99% są własnością Lasów Państwowych i tam powinieneś uzyskać zgodę na połów, choć to mało realne. Rzeczki, choćby najmniejsze to wody płynące i są wliczane jako dorzecze większych rzek jest jednak małe ale. W licencji, czyli zezwoleniu jakie wykupisz w PZW będzie wykaz wszelkich wód, w których masz prawo wędkować. Pamiętaj, że nie każdy dopływ jest liczony jako dorzecze, wszystko zależy od obrębów rybackich. Ułatwię Ci szukanie i aktualny wykaz znajdziesz pod tym linkiem.
  24. Firmowe, nie wyciągaj.
  25. Tempo iście olimpijskie. A co do spinningu to jest na forum kilku ekspertów, więc po tym poście na pewno Ci pomogą. A jak Ci pomogą to złapiesz się za głowę ile to wszystko kosztuje. Jednak zdrowie, relax, odpoczynek nie mają ceny.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...